A+ A A-

Jacki wąsy kręcą, trzęsą się zaścianki

pzpn1512Na przystawkę jedni się nie rozczarowali, choć zafrasowali, drudzy zaskoczyli, choć z samego wyniku pewnie ucieszyli. Młodzieżowcy Turków odprawili z kwitkiem, teraz pora na danie główne, czyli seniorską kadrę, choć co prawda tylko w sparingowej formule, czyli może to nie obiad, bo tym był indyk na stole, doprawiony potrójnie bramkowo i punktowo, a podwieczorek, skandynawski jakiś przysmak.

Co prawda, duński dynamit ostatnio okazuje się niewypałem, albo jeszcze gorzej, odwrotnie, w potyczce z Armenią, wybuchnął Mortenowi Olsenowi w rękach na 0:4, raczej grzebiąc mundialowi szanse, ale my skupmy się na naszych problemach.

„Aferę wizerunkową” Zibi rozbroił, co prawda na głowy „chytrych” gwiazd z Dortmundu gromy się już posypały, ale wcale nie jestem przekonany, czy aż tak bardzo słusznie. Bodajże redaktor Godlewski przywołał w TV argument, że w takiej Hiszpanii umowy sponsorskie obowiązują, w ich ramach reklamy z kadrowiczami są realizowane, ale... pod warunkiem, że jest ich przynajmniej równocześnie sześciu biorących udział w spocie reklamowym, poniżej tej liczby może w takim razie już uznaniowo zachodzić indywidualne wykorzystywanie wizerunku, a w takim razie i z piłkarzami trzeba się indywidualnie dogadywać. Diabeł śpi w szczegółach, po perturbacjach z zupkami, kubkami, szklankami z podobiznami naszych milusińskich, po procesach z Maciejem Żurawskim strzegącym pilnie swego wizerunku, po obecnej burzy w szklance wody, może te kwestie w końcu zostaną jasno dla zainteresowanych wyjaśnione, skodyfikowane.

Ci którzy mieli nadzieję, że dzięki aferze wizerunkowej dortmundzkiemu „bileterowi” i „fanowi Bawarii” utrze się nosa, muszą się obejść smakiem. Sam się zastanawiam, czy to, że obaj wspólnie znaleźli się prawie na widelcu, prawie, że zjedzeni, nie wpłynie na nich pozytywnie, na ich obopólne relacje.  Obaj w kadrze spełniają inne role niż w BVB, tam są ogniwami łańcucha, ważnymi, ale jednymi z wielu, tu błyszczą niczym diadem, każdy chciałby dzierżyć koronę, a z pewnością jeden drugiemu się nie podporządkować, na kadrze tworzą koterie własnych zwolenników, zauszników, niby na boisku profesjonalnie współpracują, ale atmosfery, chemii w tym jednak nie ma żadnej.

Enfant terrible, Jacek Kazimierski, któremu ostatnio za niewyparzony język w wywiadach odebrano miejscówkę na Ł3, o roli dortmundczyków w reprezentacji tak się wypowiadał:

- Nikogo nie chciał słuchać (Smuda, przyp.wł.) Tylko Kubuś i Kubuś. Kubuś to, Kubuś tamto. Jakby świat bez Błaszczykowskiego nie istniał. Trójka z Dortmundu to świętość, nie do ruszenia, bez względu co grają i w jakiej są formie. Dla Franka i podobnie jest teraz u Waldka. Jaka świętość, się pytam? Było posadzić jednego czy drugiego na ławkę. Pokory by nabrali, spuścili trochę powietrza i zeszli na ziemię. A tak. robili co chcieli na boisku i poza. To się nie mogło udać. Zresztą jakby się mogło, skoro przed najważniejszym meczem trener zajmuje się zbieraniem podpisów od zawodników na piłce dla firmy „Fakro”, która mu akurat okna w domu wstawiała.

Wspomniał Pan Fornalika. Jak go Pan ocenia jako selekcjonera?

- Waldek ma kompleks Warszawy. Źle się tutaj czuje, trudno mu się odnaleźć w wielkim mieście. Dusi się tutaj. Podobnie było kiedyś z Piechniczkiem. Antek miał jednak tę przewagę nad „Kingiem”, że nie bał się piłkarzy i trochę jednak tę piłkę kopał. A teraz taki Dawidziuk to piłkę bramkarzom tylko ręką podaje, bo kopnąć jej prosto nie umie.

http://www.futbolnews.pl/rozgrywki/ekstraklasa/artykuly-ekstraklasa/art,1865,legia-w-lidze-mistrzow-zarty-smuda-dupa-nie-trener-.html

Wyraz frustracji odstawionego na boczny tor!? W jakiejś, nawet dużej mierze z pewnością, ale też spojrzenie mimo wszystko „od wewnątrz”, przynajmniej w odniesieniu do kadencji Smudy. Jeżeli wyniesieni na piedestał Kubuś z Robercikiem u Fornalika również robią co chcą, samemu w grupie przy okazji ze sobą rywalizując, to „czarne chmury” nad kadrą wiszą nieustannie.

Drugi sfrustrowany Jacek, z własnej autopsji i zebranego doświadczenia tak opowiadał o kadrowym mikroklimacie:

Przegląd Sportowy: A z kariery reprezentacyjnej może pan być zadowolony? Wasze pokolenie okazało się dla kadry pokoleniem straconym.

JACEK ZIOBER: Mieliśmy indywidualności - Urban, Kosecki, Wdowczyk, Kubicki, Kaczmarek, Furtok, jeden i drugi Warzycha. Wszyscy regularnie graliśmy w klubach. Tyle że w reprezentacji nie tworzyliśmy zespołu. Każdy grał dla siebie, miał własne ambicje i coś do udowodnienia. Trenerzy nad tym nie panowali, Andrzejowi Strejlauowi też się niestety nie udało. Potem doszła presja warszawki.

Co to znaczy?

JACEK ZIOBER: Andrzej to bardzo dobry trener, ale się ugiął. Nie chcę w niego uderzać, za bardzo go cenię, ale wykonywał dziwne ruchy. Inni wywierali na niego naciski i musieli grać wskazani piłkarze. Wokół reprezentacji powstał dziwny klimat, co zbiegło się ze srebrnym medalem kadry olimpijskiej.

Jej piłkarze ogłosili, że zmieniają szyld i jadą dalej.

JACEK ZIOBER: Zaczęli najeżdżać na starych kadrowiczów, a dziennikarze to podchwycili. Zrobiło się nieprzyjemnie. To wszystko podkręcał jeszcze Wójcik, któremu marzył się fotel selekcjonera. Na fali był Kowalczyk, też z duszą diabła. Zezwolono mu na odzywanie się w nieodpowiedni sposób. Utemperowałem go i jemu podobnych w waszej gazecie: "Gdzie gówniarze, jeszcze wam trochę brakuje". (...) Zostało nas siedmiu starszych. Na początku zgrupowania od razu zapowiedzieliśmy młodym buntownikom, żeby trzymali się od nas z daleka. Kontakty towarzyskie ograniczyliśmy do minimum. Przed meczem Ćmikiewicz wziął mnie na bok: "Zaczną młodzi. Oni nie dorośli do reprezentacji, dlatego potem wpuszczę was, starszych, żebyście pokazali, jak się gra". Że co? On nie żartował, rzeczywiście usiedliśmy na ławce. W drugiej połowie nie chciałem wejść na boisko. Uznałem, że nie ma sensu męczyć się z takim trenerem i tak się skończyło. (...) Mieliśmy zawodników klasy europejskiej, ale nie byliśmy zespołem. To samo dzieje się teraz.

Memento byłego reprezentanta, żeby nie było wątpliwości przekaz wyrażony dosłownie:

(...) W obecnej reprezentacji, jak z moich czasów, porobiły się grupki. U nas były trzy. Warszawa z Koseckim, Wdowczykiem czy Kubickim, Ślązacy z Wandzikiem, Warzychą czy Komornickim i Łódź - razem ze mną, Baką czy Soczyńskim.

Teraz też są podziały?

JACEK ZIOBER: A gdzie jest Obraniak? Jeszcze będziemy prosić, żeby wrócił. Niech mi żaden znawca nie mówi, że mamy lepszego zawodnika na tej pozycji. Patrzę na reprezentację Fornalika i widzę, że jest skłócona. Nie wyciągamy wniosków z przeszłości.

http://pilka-nozna.przegladsportowy.pl/Pilka-nozna-Jacek-Ziober-opowiada-o-karierze-reprezentacji-Polski-i-upadlym-lKS,artykul,175848,5,291.html

Nie z każdą tezą, myślą lub bezmyślnością bo i takich pełno, można w wywiadzie Jacka Ziobera się zgodzić, ale wniosek wydaje się oczywisty, wytworzenie pozytywnej atmosfery współpracy, zrozumienia jedności celu w grupce reprezentantów, z ich ambicjami, rozrośniętym do niebotycznych granic ego, to nie jest bułka z masłem.

Czy teraz rywalizujące podskórnie grupki na kadrze nie istnieją, czy Fornalik ma autorytet i nie ulega zewnętrznym wpływom, podszeptom?

Triumwirat, a obecnie duet można było we wpływach próbować ograniczyć powołując doświadczonego, charyzmatycznego Sebastiana Milę, może byłby właśnie odpowiednim katalizatorem, kimś trzecim, który by sobie nie dał w kaszę dmuchać, pogodził dortmundzkich antagonistów, przejmując ster rządów nad kadrą?

Fornalik postąpił zachowawczo, wybrał piłkarsko utalentowanych Klicha i Zielińskiego, tym samym status quo zostanie jednak zachowane, bo ani jeden, ani drugi Błaszczykowskiemu i Lewandowskiemu nie podskoczy, podporządkuje się im bez szemrania? Pytanie do jakich kadrowych, towarzyskich frakcji się przyłączą.

Pozostaje wierzyć, że Kubuś z Robercikiem tak jak w „aferze wizerunkowej” zewrą szeregi, wspólnotę celu odnajdą nie tylko na boisku, a w grupie i to drugie będzie funkcją dla tego pierwszego. Bez tego:

„w reprezentacji nie tworzyliśmy zespołu. Każdy grał dla siebie, miał własne ambicje i coś do udowodnienia. Trenerzy nad tym nie panowali”

Dyskusja (6)
1środa, 14, sierpień 2013 16:52
Zbyszek
@iocosus.
Chcę, aby mecz towarzyski meczem towarzyskim był. Tak jak w gronie prawdziwych przyjaciół. Nie robimy z tego hecy i pokazywania kto dziś rządzi. Jest to rodzaj testu i tak to należy traktować. Podbijanie bębenka w meczach o nic nie pozwala nam odnosić sukcesów od wielu lat tam gdzie są one potrzebne. Nie mamy zgranej drużyny i nie mamy przez quasisukces jak jej sprawdzić. I w meczach o stawkę krytykujemy, że się nie rozumieją. Niech wygrają Duńczycy, abyśmy my póżniej to dla siebie spożytkowali.
2czwartek, 15, sierpień 2013 00:38
Senator
Ja napiszę tylko tyle. Te wszystkie tezy tak mocno anonsowane przez Iocosusa przez ostatni rok o rzekomych niesnaskach na linii Lewy Blaszczu czy widoczne podziały w kadrze, brak atmosfery i ogólnie degrengolada to bardziej tzn fakty prasowe niż realna rzeczywistość.
3czwartek, 15, sierpień 2013 07:16
Zbyszek
@Senator.
Widzę, że potrzebny był Tobie taki zastrzyk nadziei i optymizmu ze strony reprezentacji. Mnie niestety ten mecz nic nie dał. Nadal nie wiem dlaczego mając tylu niezłych zawodników gramy tak koszmarnie marnie. Czekam abyśmy w meczu o stawkę pokazali lwi pazur.
4czwartek, 15, sierpień 2013 09:38
Monrooe
Wybacz Zbyszku,
nie wiem o czym mówisz. Pan Kazio w takich sytuacjach zwykł mawiać trzy - dwa. Dziękuję. Więcej pytań nie mam....

. . . . . . . .

Sam mecz był, jaki był, nasza główna ponoć drużyna przyzwyczaiła mnie do takiej miernoty. To co smuci najbardziej to fakt, że byliśmy fatalnie poukładani, w zasadzie pojęcie organizacji gry nie istniało. A defensywa to już istna prowizorka. Oglądało się to koszmarnie. aha, bardzo bym chciał zobaczyć statystyki przebiegniętego dystansu, Lewandowskiego, Kaźmierczaka i kilku innych gagatków. To mogłaby być bardzo interesująca lektura.
5czwartek, 15, sierpień 2013 10:32
Zbyszek
@Monrooe.
Złapałeś mnie w rozkroku.Przy czym ja na swoje usprawiedliwienie mam to, że mecz młodzieży z Turkami uważam w naszym wykonaniu za dobry. Nie zachwycam się techniką Turków, gdyż demonstrowali ją tam, gdzie byli zupełnie nie atakowani przez naszych. Natomiast wczoraj gwizdy uważam za całkowicie zasłużone. Zupełnie nie wiedzą nasi grajkowie co zrobić z tym okrągłym przedmiotem jak już go mają przy nodze. W meczu towarzyskim wynik dla mnie jest trzeciorzędowy. Oczywiście nawet taki mecz lepiej wygrać niż przegrać, ale wolałbym lepszy styl.
6czwartek, 15, sierpień 2013 13:07
iocosus
1.„nie wiem dlaczego mając tylu niezłych zawodników gramy tak koszmarnie marnie. Czekam abyśmy w meczu o stawkę pokazali lwi pazur.”

2.„Te wszystkie tezy tak mocno anonsowane przez Iocosusa przez ostatni rok o rzekomych niesnaskach na linii Lewy Blaszczu czy widoczne podziały w kadrze, brak atmosfery i ogólnie degrengolada to bardziej tzw. fakty prasowe niż realna rzeczywistość.”

Senatorze, szukam przyczyn tego pierwszego, rozważając to drugie, teraz w oparciu o wypowiedzi dwóch Jacków, byłych reprezentantów, którzy z niejednego pieca chleb jedli, szczególnie wywiad i przedstawiona perspektywa futbolowej rzeczywistości w tym i tej polskiej reprezentacyjnej przez Ziobera jest dosyć ciekawa, on był autokrytycznie szczery, choć nie wiem czy do końca tego świadomy, czytając ten wywiad „zapaść” kadry 1986-2002 można próbować analizować nie tylko przez pryzmat gorszych piłkarsko pokoleń, ale również z uwagi na mentalność, charaktery, uwarunkowania osobowościowe.

Przez to, ponieważ, z błędów należy wyciągać wnioski, na nich się uczyć, podnoszę kwestie wewnętrznych uwarunkowań również i obecnie, nie na zasadzie, żeby Błaszczu z Lewym zapałali do siebie wielką miłością, to i mało prawdopodobne i zbędne, ale żeby w grupie nie było podskórnych podziałów, frakcji. Jeżeli to tylko „fakty prasowe”, kibice zbędnie zawracają sobie tym głowę, to jak wytłumaczyć, że poszczególni piłkarze grają lepiej w klubach niż na kadrze, co stoi na przeszkodzie, ze tak się dzieje? Towarzyskie małe grupki zawsze będą w tej większej kilkunasto, kilkudziesięcioosobowej, kwestia żeby się nie antagonizowały i żeby to nie wpływało na funkcjonowanie tej dużej grupy.

Nawet jeżeli problem jest przejaskrawiony, to jeżeli grupowo spróbowali go sobie wyjaśnić w rzeczywistym zakresie, już byłby pożytek. Lepiej z problemami się mierzyć niż chować głowę w piasek i egzystować na zasadzie każdy sobie rzepkę skrobie. Tego ostatniego w reprezentacji się obawiam.

Będą wyniki, temat zupełnie zniknie, „tylko” trzeba tak zrobić , żeby taki warunek – korzystnych rezultatów - zaistniał! Ot taka drobnostka. Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1