- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
Diabli nadali...
Bez wątpienia nie przejdzie bez echa debiut Ariela Borysiuka w niemieckiej Bundeslidze. Zawodnik kupiony za dwa miliony euro z marszu zdobywa miejsce w pierwszym składzie, po czym... wylatuje z boiska przed upływem pierwszej połowy.
Witamy w piekle, panie Borysiuk.
Dzisiejsze wydarzenia na wzgórzu Betze mogą stanowić paragraf otwierający historię pięknego, sportowego awansu młodego Polaka w Bundeslidze. Wiecie, coś w stylu falstartu, od którego rozpoczęła się znakomita kariera, spektakularny zwrot sytuacji, który zawsze dobrze sprzeda się w mediach.
Oby tak się stało, bo prawdę powiedziawszy jedyną pociechą dla Ariela Borysiuka po dzisiejszym debiucie jest to, że... gorzej zagrać już się po prostu nie da.
W tym meczu skumulowały się wszystkie, dosłownie wszystkie najczarniejsze przypuszczenia dotyczące gry Borysiuka w Kaiserslautern. Od rżenia internautów Facebook i sportowe serwisy będą trzęsły się jeszcze długo, ale pal już sześć te nieszczęsne żółte kartki, przez które 'Vizir' przedwcześnie zakosztował smaku prysznica.
Widzieliście co on grał?!
Zawsze uważałem, że u Borysiuka zasadniczą rolę odgrywa głowa. Kiedy chłopak wierzył w siebie, kiedy angażował się w rozegranie, istniał w linii pomocy - widać było w nim potencjał. Zawodnik nie do przejścia w pojedynku indywidualnym, fantastycznie regulujący tempo gry drużyny długimi przerzutami, obiecujący materiał na prawdziwego gladiatora środka pola. Natomiast kiedy nasz 'Vizir' się 'wyłączał', zaczynał dreptać w okolicy linii środkowej boiska, odkopywać każdą piłkę 'na raz' do tyłu, a ja natychmiast 'z urzędu' dostrzegałem w nim jednego z winowajców impasu widocznego w grze Legii.
Schizofreniczna dwoistość piłkarskiej natury Borysiuka irytowałą mnie do tego stopnia, że jego odejście z Legii przyjąłem z... ulgą.
Niestety dziś piłkarskiej Europie objawił się ten drugi Borysiuka. Stremowany, niepewny swoich parametrów fizycznych, grający 'alibi', fatalnie tracący piłkę, faulujący.
Jakby przez wiele sezonów w Polsce przyzwyczajony do tego, że w okolicy czterdziestego metra od swojej bramki może czuć się bezpiecznie, Borysiuk absolutnie nie był w stanie uwolnić się od agresywnych ataków piłkarzy Kolonii. Piłkę potrafił wygarnąć mu nawet Sławomir Peszko, który kim jak kim, ale mistrzem czystego odbioru na pewno nigdy nie był. Współpraca Borysiuka z szefem środka pola 1.FCK Tiffertem zwyczajnie nie istniała. Nie było odbiorów, nie było podejścia pod pole karne Kolonii (nie mówiąc o strzałach), były raptem dwa niezłe przerzuty na prawą flankę. Spektakularna klapa.
Co równie niepokojące, gra Kaiserslautern w tym meczu dla losów walki o utrzymanie w Bundeslidze wręcz kluczowym, wyglądała po prostu nędznie. Drużyna o kreatywności zero, opierająca swój futbol na długich piłkach rzucanych w okolice pola karnego przeciwnika, nie była w stanie nawet na moment przejąć inicjatywy w meczu z Kolonią. Spadek do drugiej ligi to obecnie wielce realna dla 1. FCK perspektywa.
Oglądaliśmy dziś zatem słaby mecz w wykonaniu bardzo słabej drużyny, w której najsłabszym zawodnikiem był grający z czwórką ekslegionista Ariel Borysiuk. Taka jest brutalna prawda.
Ariel, jeżeli ktokolwiek mówił ci, że będzie łatwo - kłamał. To już wiesz. Teraz pozbieraj zęby i bierz się do roboty.
Są wśród nas tacy, którzy szybko w twój talent nie zwątpią. Trzymaj się.


Dało się też zauważyć, że partnerzy Ariela też nie byli przekonani co do jego przydatności, kilkukrotnie wybierali trudniejsze rozwiązania niż zagranie do naszego młodziaka. Kilka piłek dostał w ostatniej chwili co też przy tej aurze nie ułatwiało gry w tak ważnej części boiska.
Niezależnie od tego w pełni zgadzam się z autorem, w tym meczy "Vizir" pokazał chyba wszystkie swoje najgorsze strony. Być może sędzie nieco się pospieszyła ale... tak po prawdzie to była kwestia czasu jak Borys tą kartkę dostanie. Pierwsze "żółtko" zamiast podziałaś uspokajająco na gorącą głowę polskiego pomocnika to jakby wręcz odwrotnie spowodowała jeszcze większą nerwowość i determinację a ta u Borysiuka często prowadzi do kolekcjonowania kartoników.
Zobaczymy jak to będzie dalej, a co ciekawe im dalej tym trudniej. Kolejny w kolejce jest Bayern Monachium. A to już przeciwnik z najwyższej europejskiej półki. Można by rzec, że Ariel tym transferem załatwił sobie "puchary" co tydzień. Oby tylko trener nadal wierzył w jego umiejętności. Ja wierzę.
Jeżeli Kurz spadnie, Borysiukowi może być jeszcze ciężej.
Teraz przerwa pewnie dwa mecze . Będzie czas na zapoznanie się z kolegami , poznanie i wreszcie choć minimalne rozumienie . Pamiętajmy dwadzieścia lat toż to dzieciak, spalił się trudno .Charakter ma i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej .
Natomiast nie uważam by Ariel nie grał w nastepnych meczach. Jesli trener powiedziła A, powinien być konsekwentny i powiedzić B. Inaczej na prawde może spalić "młodego" już na samym poczatku. Teraz trzeba dać Borysiukowi jak najszybciej sznsę na rechabilitację. Z Bayernem bedzie "niełatwo" ale jak nie z nimi to z kim.
To, że Arielowi zdarza się spóźniać z interwencjami, to przecież nam wszystkim wiadomo, nie pierwszyzna, natomiast dla mnie on jest cały czas zdecydowanie lepszym kandydatem do kadry niz Ojgen Polanski. Obecnie mają szansę się wykazać na tym samym szczeblu i tu zachwostka, bo nie jest powiedziane, że według mnie bardziej utalentowany piłkarsko zawodnik, taką rywalizacje wygra.
Opanowanie, stabilność, pewność gry, Polanski jest tylko i wyłącznie rzemieślnikiem, ale te cechy stara się prezentować, Vizirowi jeżeli ich szybko nie nabędzie, Bundesliga może odjechać. Sven Bender starszy o dwa lata pokazuje, że bardzo młody piłkarz na pozycji DMC, może zrobić karierę i zyskać szybko uznanie. Ariel jest trzy lata młodszy od Nuriego Sahina, zobaczymy co osiągnie w Bundeslidze za trzy wiosny, przy czym nie oczekuję, w przyszłości, aż transferu do Królewskich, ale grę w drużynie z czuba Bundesligi już uwzględniam.
Też uważam, że Vizir zagra z Bayernem, nie odstawia się zawodnika sprowadzonego za 2 mln baniek, w 1FCK się nie przelewa, ten wydatek to spora inwestycja, mająca cel doraźny - utrzymanie w lidze. a że łączy się z perspektywą rozwoju dwudziestolatka, tym bardziej w Kaiserlautern byli zadowoleni z transferu. Od Borysiuka będzie teraz wszystko zależało, zbyt dużej taryfy ulgowej nie otrzyma, niańczony nie będzie, jego pozycja w drużynie i oczekiwania z nim związane są zgoła inne niż na ten przykład z Jakubem Świerczokiem.
Ja rozumiem, że stadion, pełne trybuny robią wrażenie, nawet nie odczuwa się tak faktu gry o utrzymanie. Każdy mecz wygląda jak spotkanie o europejskie puchary. Jednak nie da się ukryć, że drużyna ze wzgórza Betze nie wygląda najlepiej na tle ligowych rywali.Niemniej jednak to tutaj Ariel ma pewność występów w podstawowym składzie (oczywiście w przypadku wysokiej formy), to tu co tydzień będzie walczył z lepszymi od siebie. Belgowie nie ukrywali, że u nich Borys ma się uczyć, podpatrywać swoich rywali w pierwszej jedenastce. W nagrodę za ciężką pracę na treningach wszedłby czasem na końcówkę spotkania, i to spotkania w którym często grałby przeciwko słabszym od siebie (specyfika ligi Belgijskiej).
Dlatego tu się z Tobą Zbyszku nie zgodzę. Dla tego chłopaka najważniejsze jest grać, grać i jeszcze raz grać. Uczyć się języka i podpatrywać rywali, jednocześnie dać z siebie wszystko co najlepsze. Wtedy może się okazać, że nawet w przypadku gdyby K'lautern zawitało ligę niżej to Ariel ma kilka propozycji na koncie. Jestem przekonany, że wielu zainteresowanych grą młodego Polaka nie zdecydowało się na ewentualny transfer właśnie z powodu wątpliwości czy Ariel poradzi sobie w silniejszej lidze niż nasza Ekstraklasa. Występami w K'lautern może wszystkim udowodnić, że mimo młodego wieku potrafi już na prawdę sporo. Być może za pół roku trafi się oferta zdecydowanie lepsze niż ta z Brugge, podczas gdy w Belgi zniknął by na jakiś czas z widoku.
Chciałbym, żeby się ziściło.Niestety obawiam się, że jest to myślenie życzeniowe.Przede wszystkim Borysiuk ma fatalną prasę.To jest bardzo trudne do odrobienia. Nie znam niemieckiego, ale kiedy czytam przedruki to ogarnia mnie przerażenie. Wszystkie niemieckie pismaki prześcigają się w ośmieszaniu i poniżaniu Ariela. Przypomina to polowanie z nagonką. Każdy tamtejszy "dziennikarz" uważa za swój patriotyczno-narodowy obowiązek wylanie na naszego piłkarza kubła pomyj. Stało się to przejawem bardziej teutońskiej buty niż nawet najostrzejszej krytyki występu jakiegoś kopacza jakiejś skóry. W wielu innych krajach mógłby liczyć na bardziej zniuansowany osąd. Znależliby się fachowi dziennikarze, którzy zwróciliby uwagę na całkiem oczywiste fakty, a mianowicie niezgranie z zespołem i nieprzygotowanie motoryczne. Pod koniec pierwszej połowy Arielowi ewidentnie brakowało wytrzymałości i szybkości co starał się ambitnie nadrobić ambicją - bez skutku.Borysiuk był mniej więcej w połowie okresu przygotowawczego, kiedy przerwał treningi i przez 4 dni wojażował. W 1FCK trafił w mikrocykl.Wszyscy wiedzą, że inny jest trening w okresie przygotowania do sezonu i inny w sezonie przy przygotowaniu do meczu w kolejce ligowej. Teraz będzie miał przymusową przerwę na jeden mecz z uwagi na kartki i w tym czasie musi nadrabiać treningowe zaległości. Borysiuk mógłby poprawić notowania poprzez wejście do kadry. Jest na to szansa minimalna. Oprócz fobii Smudy trzeba otwarcie powiedzieć, że Ariel charakterystyką nie odpowiada profilowi pożądanego defensywnego pomocnika reprezentacji. Ten ma nie być klasyczną 6, ale powinien włączać się do akcji ofensywnych i otwierać podaniami z krótkiego dystansu drogę do bramki.Wzorem dla Franca w tym względzie jest Rafał Murawski. Grając w 1FCK tego warunku nie spełni i dziwiłem się, iż pisano, że grając w Niemczech zwiększa swoje szanse na grę w reprezentacji.
Na razie tylko skonstatuję polskim przysłowiem:"Widziały gały co brały".
Prasy niemieckiej nie czytam, powód prozaiczny - nie znam in w ząb tego języka. Pocieszeniem dla nas jest to, że... Ariel ma tak samo. On pewnie więc też nie czyta. Na szczęście w klubie na niego liczą i zapewne mają swoje sposoby by odciąć chłopaka od tych negatywnych opinii jakie (całkiem słusznie zresztą) się pojawiły.
Trener ma tydzień czasu na przygotowanie Borysiuka do kolejnego bardzo ważnego spotkania (nie będzie absencji gdyż "wyleciał" w efekcie dwóch żółtek a w Bundeslidze pauzuje się dopiero za pięć) z Bayernem Monachium. Paradoksalnie to spotkanie może okazać się łatwiejsze niż to z FC Koeln. Jeśli tym razem uda się Borysowi wstrzelić mentalnie to może być to mecz przełomowy.
Nikt w K'lautern przy zdrowych zmysłach nie oczekuje po tym spotkaniu cudów. Nie wyjdzie trudno, wliczone w sezon, ale... jeśli udało by się b łysnąć na tel takiego rywala... zamilkną wszyscy dzisiejsi "ujadacze". Jak nożem uciął. Lepszej okazji może nie być. Jak zwykle będę kibicował Arielowi i mam nadzieję, że tym razem udowodni, iż pion sportowy K'lautern zna się na rzeczy. O ewentualnych kolejnych krokach w tym oczarowywaniu Franciszka Smudy porozmawiamy po tym spotkaniu bo uważam, że nawet grając w 1.FCK Ariel ma większe szanse niż Matuszczyk czy Polansky. Najpierw jednak musi udowodnić, że może grać co tydzień w barwach zespołu z Fritz-Walter-Stadion.
Najważniejsze to żeby trener mu ufał.
Dokładnie tak. Ważne by na chłopaka nadal liczyli, wtedy nie dadzą mu zniknąć. Musi czuć wsparcie, umiejętności ma i teraz tylko jest kwestia pokazania tych cech które ma najlepsze. Jeśli będzie miał warunki to spokojnie da radę. wierzę w tego chłopaka. Przypominam, że po początkowych zachwytach to w naszej rodzimej prasie też nigdy nie miał łatwo.
Przepraszam, ze dopiero teraz prostuję, W Bundeslidze/według mojej wiedzy/ pauzuje się obligatoryjnie 1 mecz po każdej czerwonej kartce.
Brak Ariela nawet na ławce K'Lautern potwierdza Twoją wiedzę w 100%.
Muszę przyznać, że gra nowych kolegów Borysiuka wygląda bardzo ...słabo.