- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. Wódko, daj żyć
W Polsce prawie każdy zna doświadczenie z dwoma dżdżownicami z których jedną wrzucono do szklanki z wodą i ta żyła. Drugą zaś wrzucono do szklanki z wódką i ta zdechła. Dowodzi to wprost, że kto pije gorzałę ten nie ma glizd. Pretekstem do napisania tego tekstu dostarczył wywiad Aleksandra Kłaka dla Przeglądu Sportowego.
Jest on charakterystyczny z kilku powodów. Głównym jest ten, że człowiek pijący jest jakby w dwóch rzeczywistościach i tak naprawdę ten co pije nie mówi o tragedii. O tym dowiaduje się on sam dopiero jak pić przestaje. Czyli tak naprawdę dramatem jest nie samo picie, ale niepicie. Niestety u sportowców, a zwłaszcza piłkarzy jest to proceder nagminny. Dla mnie jest to ich sprawa i tylko otwartość Kłaka i potępienie swego postępowania jako złe mnie zainteresowało.
Dobrze to rozdwojenie postaw charakteryzują dwa polskie filmy: "Pod Mocnym Aniołem” "Smarzowskiego i "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Koterskiego. Film Smarzewskiego jak wszystkie jego poprzednie jest słaby artystycznie. Ot poprawna publicystyka. Ukazuje alkoholika jako człowieka chcącego się wyrwać z nałogu, ale tak słabego, że mu się to nie udaje. Wstaje i pada i ta hydra go trzyma. Więc ten proces staczania się staje się nieszczęściem. Miałem z takim rozumieniem alkoholizmu problem, bo jak by to było nieszczęściem to by oznaczało, że ludzie piją, aby ich bolało. Otóż jest to niedorzeczność. Piją, aby im było lepiej niż jest, aby widzieli siebie i ten świat piękniejszym niż jest. Drugi film Koterskiego przez ponad godzinę /potem staje się nieznośnie dydaktyczny/ ukazuje, że pijak jest nieszczęściem nie dla siebie, ale krzywdzi rodzinę i najbliższych. On sam w stanie opilstwa czuje się świetnie. Wtedy jest prawdziwym patriotą, Polakiem i katolikiem. Jest w tym filmie genialna scena, do której reżyser stopniowo nas przybliża. Mąż i ojciec jest dumny ze swojej rodziny. Zdjęcie żony i syna powiesił na ścianie i traktuje jak święty obrazek. Synowi odkłada pieniądze do metalowej świnki, celowo dobranej, żeby w przypływie nie rozbić glinianej. I w końcu następuje scena w której nie może z tej świnki wydobyć pieniędzy, więc drze te fotografię na pół i dzięki temu je ma. Jaki stąd wniosek? Przestańmy tak bardzo alkoholikom współczuć.
W piłce nożnej możemy skonstatować, że nadmiar alkoholu karierom wielu nie sprzyjał, a niektórym mocno zaszkodził. Przez wiele lat wiedzieliśmy, że piłkarze za kołnierz nie wylewają. Sam zadebiutowałem w A klasie w wieku 14 lat tylko dlatego, że mecz odbywał się po wypłacie i grojków w ilości właściwej nie można było zebrać. Ale na tym wyższym poziomie jak jest zaświadczają chociażby wspomnienia książkowe Kowalczyka czy Iwana i wiele wypowiedzi. W Legii Warszawa opowiadał o tym okresie wcześniejszym Feliks Niedziółka. Bagatelizował żartując,że pili również między treningami, ale trener Vejvoda tak im dawał w kość, że zmieniało się ono w pot. Wtedy łatwiej było o upilnowanie młodych graczy wieczorami, bo noclegi mieli załatwione w koszarach przy ul. Szwoleżerów. Mieszkania dostawali z czasem już jak byli zawodowymi,wcześniej ci co mieli rodziny, a te temperowały ich opilstwo. Na początku lat dziewięćdziesiątych wspomnieniami podzielił się Maciej Szczęsny. Uznał, że stawianie na Robakiewicza a nie na niego wynikało z tego, że tamten był w licznej grupie bankietowej. Szczególne nasilenie nastąpiło gdy do Legii przyszedł trener Wójcik. Szczęsny z pogardą ocenia "Wójta" jako tego, który akceptował grupowe chlanie i demoralizował młodych. Przy innym trenerze, który tego nie tolerował do przynoszenia gorzały służyli młodzi. Wiele o tym może powiedzieć Andrzej Sazanowicz. Także Kowalczyk wniósł wiele kolorytu opisując również sytuacje stawiania się na treningu prosto po nocnych libacjach. W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z jedna aferą ukrytą, po finale PP w Kielcach i ujawnioną po takim samym rok później w Warszawie. Po niej, dla mnie szkoda, odszedł z drużyny Ljuboja. Ponoć dziś młodzi wolą PlayStation od wódki.
Spośród tych, którzy stracili szansę stania się wielkimi piłkarzami wymienia się: Igora Sypniewskiego, Mirosława Okońskiego, Wojciecha Kowalczyka i Dariusza Marciniaka zwanego polskim Bestem. Rzeczywiście mieli ogromny talent, ale jeszcze większy pociąg do nałogu. Dziś Kowalczyk i Okoński jakoś funkcjonują społecznie, Marciniak nie żyje, a Sypniewski odpoczywa.
Od czasu do czasu wybuchały tzw. afery alkoholowe. O pierwszej usłyszeliśmy w 1980 roku, gdy trener kadry Kulesza nie chciał zabrać do samolotu lecącego na mecz na Maltę pijanego bramkarza Młynarczyka. Za Józkiem wstawili się Boniek, Żmuda i Terlecki. Zostali zawieszeni. Nazwano ich "bandą czworga". Zabiegi klubów spowodowały ich szybkie odwieszenie, poza Stasiem, który wyjechał o USA. Wymieniłem trenera Kuleszę. Miał on jakąś porządność w sobie. Niby mu wszyscy gratulowali, ale korzystając z jednego przegranego meczu odsunęli od kadry. W 1993 roku po finale rozgrywek na zjeździe PZPN zakrzyknął, że "Cała Polska widziała" i po tym okrzyku Legię pozbawiono tytułu Mistrza. Też był chwalony za pryncypialność, ale wkrótce musiał opuścić PZPN. Zmarł w zapomnieniu. Podobnie miał Andrzej Strejlau. Opowiadał Leszek Jezierski o jego epizodzie w Sosnowcu. Prezes klubu pytał Leszka, czy wywalić Strejlaua, bo chodzi w tym dresie cały dzień po klubie, główkuje, żre bigos i trenuje. Usiadłby jak człowiek, napiłby się, przespał, pojadł gęsiny i byłaby z niego jakaś korzyść. Jezierski ocenił, że on niegroźny jest, bo sam podnoszenia kielonków nie ćwiczy, ale do innych się nie wpieprza. Też niby ceniony, ale żeby ktoś od serca go pochwalił to to nie.
Kolejna afera zwana "lwowską" wybuchła w sierpniu 2008 roku, gdy za upicie się zawieszeni zostali: Boruc, Dudka i Majewski. Franek Smuda wywołał natomiast aferę "samolotową' wyrzucając z reprezentacji Boruca i Żewłakowa.
Z zawodników innych klubów jakoś z Legia powiązanych to trener Skorża oficjalnie za picie piwa odsunął w Amice od składu Marcina Burkhardta. Młody był, w Legii tak nie czynił, a powinien. Za nadmierne zmęczenie trener Probierz wywalił z treningu Grosickiego. W ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z komedią w Lechu. Trener postanowił kazać cieszyć się zawodnikom z faktu własnych imienin i w tym celu postawił im po piwie, lecz kiedy ci ujrzeli dna w butelce chyżo pobiegli po następne, bo pić mogli do 22.00. Kwadrans po tym czasie drugi trener kazał im kończyć natychmiast. Jak to kończyć,kiedy jeszcze tyle do wypicia? To go dwóch zbluzgało. Ktoś tu się ośmieszył i to solidnie.
Każdy z zawodników ma coś do opowiadania. Kucharski, aby mieć szansę na grę w Siarce, a pić nie chciał, robił za szofera. Piotrkowi Włodarczykowi starszyzna mieszkająca na tym samym osiedlu w Wałbrzychu zakazała pić do ukończenia 18 lat. Odrabiał później ten utracony czas. Nie ma dobrych wspomnień z imprez jeden z Brazylijczyków, którego Policja dwa razy zatrzymała w stanie po... Stracił prawo jazdy i dobrą robotę.
I też przyznam się, że głupi jestem, bo nie rozumiem skąd akurat w środowisku piłkarskim tak skłonność do wspominania akurat upijania się. Niektórzy wspominają ten okres jako bardzo do nich przyjemny. Przecież to wszystko takie samo jest. Upijali się i nie wiedzieli co robią, większości nie pamiętają. Co w tym ciekawego?
Kłak jest bardziej surowy, kiedy powiada: "miałem tyle kontuzji, bo alkohol powodował ogromne zmęczenia całego organizmu". Warto mieć świadomość czemu zawodnik raptem traci formę, nie gra na miarę talentu, łapie dużo kontuzji i nie może ich wyleczyć w czasie właściwym.


Jedyna hipoteza, jaka mi przychodzi do głowy, mocno opiera się o pewien stereotyp. Otóż najwyraźniej środowisko piłkarskie to środowisko głąbów, ludzi o straszliwie wąskich horyzontach, niezdolnych do rozmów o czymkolwiek poza chlaniem i, pardon, dupami.
Ponoć dziś młodzi wolą PlayStation od wódki
To niby kwestia marginalna, tak mnie jednak zastanawia, co dla (młodego) piłkarza jest gorsze - napruć się w dribiazgi i zaliczyć zgona o 23ciej, czy do białego rana łomotać w konsolę?
To miało być żartobliwe. Nie wiem jak jest teraz z tzw. autorytetami, ale w czasach nie tak dawnych to młodzi kandydaci na Panów Piłkarzy wpatrywali się tych co coś w piłce osiągnęli jak w obrazki i słowa wypowiedziane spijali z ust z całym dobrodziejstwem inwentarza. Od kilkunastu lat jest wysyp, na ogół fatalnie napisanych "wspomnień" byłych i ten młodzian naczyta się,że piłka jest dodatkiem do chlania, bo "picie to jest życie". Nawet jak nie wdepnie w te buty to hamulce zatraci i będzie uważał, że to normalne, że tak ma być. Mogliby przez te pare, góra naście lat ograniczyć swą aktywność na tym polu, gdyż życie zwłaszcza piłkarza za krótkie jest, aby go marnować na ten nałóg. Dlatego z wielką życzliwością i jako kontrapunkt do wyznań takich Kosowskich czy Żurawskich obserwuję zmagania Dawida Janczyka. Tych informacji o nim w mediach ogólno-sportowych nie ma. Jego dramat powinien być przestrogą, a ewentualny powrót dawać nadzieję.
Tak. Piłkarzom w większości w tzw. normalnym życiu trudno się odnależć
z wielu powodów także i tego, iż ich możliwości intelektualne są na poziomie stanów niskich. I my też od nich nie wiedzy, ale celnego kopania piłeczki oczekujemy. A żeby ją dobrze kopali to zdrowie mieć muszą. A jak przechlają to sobie za dużo nie pograją. A od gier, nie od picia był w Legii onegdaj taki specjalista, Roger się nazywał. Ten do białego rana siadywał i nie odpoczywał. Za to zdrowia do trenowania nie miał. Chciano go sprzedać do Francji i Holandii, ale oni tę wiedzę o nim posiedli. No to wszyscy udali Greka. A talent miał wielki. Też go nie rozwinął. Za to się nagrał. Ale o tym nie wspominają. Bo też bym językiem im pomachał
Przestańmy tak bardzo alkoholikom współczuć. święta prawda. To ich wybór i koniec kropka. Tak samo jak z wyjściem z nałogu, nikt im nie pomoże jak nie pomogą sobie sami.
Osobiście uważam ,że to melodia przeszłości obecnie młodzi piłkarze są narażeni na inne zagrożenia. Kiedyś zdecydowana większość piłkarzy wywodziła się ze środowisk robotniczych gdzie picie wódy było normą a przechwalanie się kto jaki ma łeb standardem. Szacunek miał ten kto mógł wypić. Oczywiście picie i alkoholizm to dwie sprawy i niekoniecznie ten z mocną głową musiał być alkoholikiem.
Ci dawniejsi piłkarze wywodzili się z takich środowisk więc nic w tym dziwnego ,że po latach również się tym chwalą. Tam mają zakodowane w głowach, ja to miałem mocny łeb a X słaby. Wcześniej nie widzieli w tym nic złego więc nie widzą i dziś szczególnie ,że problem alkoholizmu dopadł nielicznych.
Świat się zmienia więc i kultura picia również, myślę że obecnie to żaden problem.