A+ A A-

Kartvelo kheli khmals ikar...

Czy Gruzin chwyci za miecz!? Oby nie tym razem! Janusz Przymanowski  w „Czterech Pancernych” łgał i cyganił o polsko-sowieckim braterstwie i przyjaźni, ale do postaci ‘Grzesia’ Saakaszwiliego pretensji nie mamy, z Lidką bez żalu wyswataliśmy, po latach z Gruzinem w załodze konstatujemy, że „jakbyśmy dwa takie czołgi mieli, to byśmy se sami tę wojnę wygrali.” Czy wygramy eliminacje do Euro2016!?

Warunek zda się konieczny, w Tbilisi 14 listopada 2014 roku bez sentymentów to my musimy być zwycięzcami i punktów nawet dwóch nie wolno nam zgubić. Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą że pokonanie Gruzinów już nam otwiera prostą drogę do Francji, ale przychylam się do twierdzeń, że porażka może ją nam niezmiernie utrudnić i wydłużyć, oby nie uniemożliwić. Nie wierzę, żeby nasz piątkowy rywal komuś w grupie punktów nie pourywał, ale na razie Szkoci i Irlandczycy strat nie odnotowali. Tym bardziej Gruzini będą zdeterminowani dla nich meczem ostatniej szansy, żeby jeszcze myśleć o rywalizacji o trzecie miejsce w grupie. Mają swoje problemy, Temur Kecbaja ich nie ukrywa, daje ostro popalić i środowisku piłkarskiemu i dziennikarzom gruzińskim, a ci odwzajemniają się tezami że jego dni na selekcjonerskim stołku są już policzone i nawet wynik konfrontacji z Polską nie będzie miał znaczenia.

Zostawmy jednak Gruzinów z ich problemami, zlekceważyć w żaden sposób ich nie wolno, jednak skupmy się na sobie, co by nie powiedzieć, grając na miarę futbolowego potencjału, jesteśmy faworytem, kwestia żeby tej roli podołać i tym samym, tego co się wydarzyło jesienią 2014 nie spieprzyć.

Wynik piątkowej rywalizacji ostatecznie dla nas jeszcze o niczym nie przesądzi, ale znaczenie ma ogromne nie tylko wymierne punktowe, ale również psychologiczne, mentalne. Odnieśliśmy historyczne zwycięstwo nad dotychczas niepokonanym sąsiadem na dodatek w glorii mistrza świata, w sytuacji gdy wielu ekspertów doradzało wywieszenie białej flagi jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Leżąc na łopatkach, podnieśliśmy się niczym Feniks z popiołów osiągając remis z walecznymi, twardymi „sztukmistrzami” Gordona Strachana, dzięki temu liderujemy w grupie. Adam Nawałka z klona ‘nagiego kinga’ Waldemara Fornalika przeistoczył się wizerunkowo w charyzmatycznego maga, który wie czego chce, wytyczył cel i do niego dąży. Piłkarze to już nie tylko ‘trójkąt dortmundzki”. Arkadiusz Milik staje się objawieniem Ajaksu i Eredivisie i to wbrew przychylności Franka de Boera dla Kolbeinna Sigthorssona. Wojtka Szczęsnego zaczęto przyrównywać do Jana Tomaszewskiego z Wembley’73 – nadużycie ewidentne, ale skojarzenia nawet na wyrost – budujące. Kibic reprezentacji nareszcie zrozumiał dlaczego o Kamilu Gliku w kibicowskiej Italii śpiewają piosenki.

Zdaniem brytyjskiego tabloidu "Metro", Arsenal jest gotowy zapłacić Sevilli za Grzegorza Krychowiaka sumę odstępnego w wysokości 23,5 mln funtów (30 mln euro). Właśnie na dniach, jak poinformowała oficjalna strona Bundesligi, Paweł Olkowski zwyciężył w głosowaniu kibiców na najlepszego gracza 11. kolejki. Polski obrońca FC Koeln wyprzedził gwiazdę Bayernu Monachium Thomasa Muellera. Łukasz Szukała znalazł się na celowniku klubu z Bundesligi - Eintrachtu Frankfurt. Artur Jędrzejczyk ma pewne miejsce w Krasnodarze zajmującym obecnie trzecie miejsce w lidze rosyjskiej. Jako podstawowy piłkarz Maciej Rybus z Terekiem właśnie pokonał jej lidera. Sebastian Mila zda się że przebił kolegów z zagranicznych klubów w medialnej rozpoznawalności, niektórzy powiadają już o Milomanii. Tomasz Jodłowiec, Michałowie Kucharczyk i Żyro prowadzą Legię… odważni optymiści twierdzą, że nie tylko do trzeciego z rzędu Mistrzostwa Polski, ale i do finału Ligi Europy.

Jakby nie patrzeć, dawno polscy piłkarze wydaje się, że nie byli na takiej fali wznoszącej, a przy tym ponoć na kadrze podskórne ambicjonalne swary zastępuje tworzący się team spirit. Entuzjazm i wśród samych piłkarzy i w ich otoczeniu i wśród kibiców powinien być duży, morale wysokie, żal by to było nadwyrężyć, zaprzepaścić. A tak by się stało, w przypadku wtopy w Tbilisi. Rozbudzone duże nadzieje, zastąpiłoby jeszcze większe rozczarowanie, powrót do stanu zniechęcenia, apatii, braku wiary w końcowy efekt.

Epokową wygraną z mistrzami świata, skwitowano by wówczas zapewne tezą w rodzaju: „trafiło się ślepej kurze ziarno”, rozkojarzeni mistrzowie dali się ograć tylko i wyłącznie przez własną nieskuteczność, remis ze Szkotami obecnie rozpatrywany pozytywnie – stałby się ewidentną stratą punktów na własnych śmieciach z bezpośrednim rywalem do awansu. Porażka z Gruzinami zapewne by była określana blamażem. Mag Nawałka powróciłby do roli krajowego nieudacznika, którego fart opuścił.

Stawka meczu jest duża, nie do przecenienia dla obu ekip, jedni chcą się jeszcze utrzymać w grze, drudzy walczą żeby z liderów nie przeistoczyć się w outsiderów. Symptomatyczne, że po dotychczas rozegranych meczach, optymizm, zadowolenie, nadzieja na awans są obecne zarówno w Polsce jak i w Irlandii oraz w Szkocji, zda się w równym stopniu. A przecież jedna z tych nacji po eliminacjach będzie się smuciła, mimo potknięć  wszak niemiecka maszyna w końcu zaskoczy, wrzuci odpowiedni bieg, pozostaną wówczas dwa miejsca o które trzeba będzie się ubiegać.

Szukając miarodajnych przesłanek do podołania roli faworyta warto zwrócić uwagę na jedną za to istotną zmianę jak zaszła w funkcjonowaniu naszej reprezentacji  na boisku. Za poprzednich trenerów ofensywne poczynania Biało-Czerwonych  można było określić powiedzeniem Nec Hercules contra plures, czyli w dowolnym tłumaczeniu: „i Lewandowski dupa, gdy przeciwników kupa”. Wszyscy narzekaliśmy że wysunięty, na czubie osamotniony Lewy traci bezproduktywnie siły samemu walcząc z kilkoma obrońcami, partnerzy nie podchodzą do linii ataku, a gra repry tym samym staje się bardzo łatwa i do przewidzenia i do zneutralizowania. Obecnie taktyka jest ostrożna, z dużym naciskiem położonym na wzajemną asekurację w destrukcji, można wręcz jej zarzucić  zachowawczość  jak przez sześćdziesiąt minut ostatniego  zremisowanego pojedynku, ale gdy już Biało-Czerwoni przechodzą do ataku, gdy przenoszą ciężar gry na połowę przeciwnika, to angażują w to dużo większe liczebnie siły, aniżeli poprzednio. Lewy już nie jest jedynym błędnym rycerzem skazanym na nierówne potyczki  z hordami rywali, ofensywna gra jest dużo bardziej urozmaicona i nieprzewidywalna. Oto wizja lokalna z czterech sytuacji  zakończonych golami dla Polski:

W każdej z bramkowych sytuacji  skutecznie zakończonych było zaangażowanych przynajmniej czterech polskich piłkarzy! Oczywiście powoduje to narażanie się na szybką kontrę, wymaga również tyrania na całej długości boiska na zasadzie konia pociągowego, który jeszcze w odpowiednim momencie musi się przeistoczyć w rączego, chyżego rumaka, ale pożądana zmiana jakości ofensywnej gry jest faktem.

Odnośnie składu, który wybiegnie na stadionie w Tbilisi, można go rozpatrywać  w dwojaki sposób. Pierwszy, co też Panu Adamowi siedzi w głowie, czyli próbować odgadnąć kogo desygnuje na murawę, drugi, samemu zabawić się w selekcjonera i wybrać swoją jedenastkę.

W ramach tego pierwszego założenia, przyjmuję że tylko na dwóch pozycjach istnieją znaki zapytania, wątpię żeby Nawałka zrezygnował z zabezpieczenia tyłów dwoma stricte defensywnymi pomocnikami, czyli Krychowiakiem z Jodłowcem, mimo narzekań na prezentowaną formę, uważam ze Łukasz Piszczek pozostanie pewniakiem, a w takim razie sprawą do rozważań budzącą wątpliwości stanowią tylko skrzydłowi. Olkowski czy Kamil Grosicki, oraz Rybus czy… Mila? Przy wariancie z tym ostatnim zakładam, że zostałoby powtórzone założenie z Milikiem grającym bardziej przy lewej flance tak jak z Szkotami, a Mila wówczas raczej operowałby w środku pola za Robertem Lewandowskim.

Bawiąc się w selekcjonera,  mea culpa, nie mam zaufania do Łukasza Szukały, już bym wolał Rafała Janickiego, albo przede wszystkim Jędzę ustawiłbym w środkowej parze z Glikiem  a na lewego defensora  przeznaczył Łukasza Brozia. Zaryzykuję tezę, że to najlepszy polski lewy obrońca obecnie. Uważam również że przyszłością reprezentacji  jest Karol Linetty na „8”, a ponieważ rozważania kibicowskie nic nie kosztują, postawiłbym na młokosa już teraz kosztem doświadczonego Jodły.  Mam nadzieję, że Nawałka zdecyduje się na Sebka Milę i Pawła Olkowskiego bo właśnie tak bym chyba samemu uczynił w ofensywnym kwartecie. Grosik imponuje dynamicznymi  wejściami, sieje wiatr, gdyby strzelił  Braveheartom na 3:2 byłby pewniakiem na Gruzję, ale właśnie brakuje mu tej „kropki nad i”. Czekając na przełamanie Maćka Rybusa w reprezentacji chyba straciłem na to nadzieję, może w ustawieniu 3-5-2 z lepszym skutkiem pełniłby rolę lewostronnego pendolino. Ale gra trójką w defensywie mimo że ćwiczona, to chyba tylko i wyłącznie alternatywa już na 2015 rok, przyznaję że dla mnie dosyć frapująca.

Obyśmy w przyszły rok jako kibice repry wchodzili w dobrych humorach, czyli z dziesięcioma punktami na koncie i z pozytywnymi  wrażeniami  po gruzińskiej eskapadzie.

Dyskusja (7)
1czwartek, 13, listopad 2014 11:19
Muszę przyznać, że w swoim niekrótkim już życiu spotkałem niewielu Gruzinów, którzy wzbudzili we mnie przeróżne uczucia.
Niejaki Awas rozśmieszył mnie do łez, Wladimir potwornie irytował, a Grigorij wzbudził ogromny szacunek tym, iż wespół z przedstawicielami pomorza, Śląska, pięknej polskiej wsi oraz jednego ( w zasadzie dwóch) czworonoga wygrał nam wojnę. Do tego ożenił się z dziewczyną z powstania, czym zaskarbił sobie mój dozgonny szacunek.

Jutro na przeciw nas stanie tych Gruzinów przynajmniej jedenastu i mam nadzieję, że Ci nie doprowadzą mnie do rozpaczy..
2czwartek, 13, listopad 2014 11:38
Monrooe
Lata męczarni emocji, jakie dostarcza mi nasza reprezentacja nauczyły mnie wyjątkowej pokory. W tej chwili nie lamentuje po porażkach, nie wpadam w euforię po zwycięstwach (nie to żebym miał aż za wiele okazji). Pożyjemy, zobaczymy, choć faktem jest, że jak mawiał poeta "cuś drgnęło", warto mieć nadzieję, że nie w "rajstopach" (idąc za tytułami gazet, jakie pojawiły się wiele lat temu pisząc o sukcesie rodzimych tekstyliów). Pal licho taktyki, trenera, czy naszych rywali, coś drgnęło u samych piłkarzy i to napawa optymizmem. Pytanie jest jedno, jak długo nasi reprezentanci utrzymają ten tlący się ognik zapału i nadziei. Nadziei, że faktycznie coś w drużynie narodowej można ugrać, coś osiągnąć i być z tych osiągnięć dumnym. Dopóki ten żar będzie się tlił, dopóty będziemy cieszyć się ich występami. I prawdę mówiąc nie ma znaczenia, czy to Gruzja, Niemcy czy Irlandczycy, powalczyć możemy z każdym.
3czwartek, 13, listopad 2014 12:19
gawin76
Mecz rzeczywiście z gatunku tych niezbyt łatwych czy atrakcyjnych - kawał drogi od wielkiego piłkarskiego świata i rozgrywany pod presją wygranej. W podobnych wyjazdowych okolicznościach męczyliśmy się 1,5 roku temu z Mołdawią (1:1 na własne życzenie), za Leo z Kazachstanem (1:0 po nieprawdopodobnie wręcz nudnym meczu), z Azerbejdżanem (3:1, ale tam wynik długo wisiał na włosku) i z Armenią (porażka 0:1). No a z Gruzją dostaliśmy w Tbilisi za Wójcika baty 0:3, chociaż wtedy było dla nas już dawno po eliminacjach.

Natomiast uważam, że ta reprezentacja Gruzji jest po prostu bardzo słaba, rozbita, brakuje jej pomysłu na grę oraz indywidualnej jakości. Wtedy w 1997 za Wójcika bramki strzelali nam Kecbaja, Arweładze i Czadadze. To byli piłkarze! Dziś takich w Gruzji ze świecą szukać. Do naszej kadry (do Legii zresztą też) wziąłbym raptem jednego, Kankawę, środkowego pomocnika z Dnipro. Jeżeli myślimy poważnie o wyprzedzeniu Szkocji i Irlandii, bez dwóch zdań nie powinniśmy jutro myśleć o niczym innym niż zwycięstwie.

Ale ja traktuję ten mecz przede wszystkim jako test dojrzałości kadry Nawałki, bo wynik mimo wszystko może być ten czy inny - w końcu to tylko jeden mecz, różnie może się potoczyć, tacy np. Irlandczycy w życiu by z tą Gruzją nie wygrali gdyby nie McGeady. Bardzo chciałbym zobaczyć kadrę pewną siebie, zdeterminowaną i zmotywowaną. To byłby ważny argument na rzecz potwierdzenia tezy, że z tej mąki naprawdę może być chleb.

Co do personaliów, wydaje mi się, że Nawałka nie będzie kombinował, ciekawi mnie raczej odpowiedź na pytanie taktyczne - czy będziemy czekać na to co zrobią Gruzini, czy podejdziemy do nich wyżej.

Męcząc jednak trochę te personalia, moje subiektywne uwagi co do kilku nazwisk. Linetty, jeżeli nie zniszczą go kontuzje albo ławka w zachodnim klubie, powinien rządzić w środku pola reprezentacji przez długie lata, ale do pierwszego składu na razie bym go nie pchał. Gruzini są toporni, ale na pewno bardzo mocni fizycznie, Jodła może bardziej się przydać. No chyba, że chcielibyśmy grać trójką środkowych, chociaż i wtedy raczej Mila stoi w kolejce przed Linettym. Traktuję to powołanie, trochę jak np. Brozia, jako opcję na mecz ze Szwajcarią. Faktycznie jest problem ze skrzydłami, bo w układzie Rybus - Grosicki (czy Sobota za Szkocją, jeszcze gorzej) póki co nie za bardzo wychodzi nam oparcie ataku o flanki. Przy czym w tego Rybusa nadal wierzę, może dlatego że pamiętam ile trzeba było czekać na jego przebudzenie w Legii. Może wystarczy mu jedna dobra akcja, jeden gol. Grosicki drażni mnie znacznie bardziej, mimo że w kadrze jest efektywniejszy. W tym kontekście coraz ciekawsza jest proponowana przez iocosusa opcja z Olkowskim, w końcu w Koeln on gra raczej pomocnika niż obrońcę, ale i w tym wypadku wydaje mi się, że możemy liczyć na taki wariant dopiero ze Szwajcarią (wtedy Broź prawa obrona, Olkowski skrzydło). Na lewej obronie pozamiatał Jędza w meczu ze Szkocją, całkiem możliwe, że Nawałka uznał, że wreszcie ma mocną opcję na tę pozycję. Po starej znajomości z Jędzą, wierzę, że się nie zawiedzie!
4czwartek, 13, listopad 2014 15:58
iocosus
Odnośnie Olkowskiego to się zastanawiam czy jest już na tyle dojrzały piłkarsko, żeby pod rząd rozegrać dwa bardzo dobre mecze, jeden w klubie, a drugi w reprezentacji!? To nie jest oczywiste, mam wątpliwość. Natomiast w zestawieniu z Grosikiem kusi mnie, przynajmniej w założeniu, lepsze funkcjonowanie klubowego byłego podopiecznego Nawałki w pressingu, w destrukcji, może by się fajnie wymieniali, uzupełniali z Piszczkiem w prawym korytarzu. W ofensywie gdyby potwierdził, że jest skuteczniejszy od Grosickiego, potrafi dograć, zaasystować, lub strzelić, byłby ciekawą ciągle rozwojową opcją.

O Olkowskim dyskutowaliśmy na c-L gdy jeszcze grał w Górniku, bardzo mnie ciekawi jak potoczą się jego dalsze losy wśród „Kozłów”. Ustabilizuje formę na wysokim poziomie, czy też okaże się meteorem? „Forowanie” byłych „górników” przez Nawałkę mi się nie podoba, mimo strzelonej bramki powoływanie Mączyńskiego do kadry uznaję za błąd, nie ten rozmiar kapelusza, ale z Olkowskim jest inaczej. Trudno ignorować formę prezentowaną na poziomie Bundesligi.

Aha, za idealnego zmiennika dla Milika uznaję „naszego” Kuchego. Przy ściągającym uwagę na siebie Lewym, dynamicznie wychodzący do prostopadłych podań Kucharczyk pasuje doskonale. Do pressingu, do asekuracji w destrukcji też powinien się nadawać.
5piątek, 14, listopad 2014 01:39
Senator
Ja zdania w temacie Nawalki nie zmieniam. Nie jest to selekcjoner z mojej bajki. Natomiast sukcesu upatruje w tym co Iocosus doskonale uwidocznil w swoim artykule.
Od niepamiętnych lat mamy piłkarzy którzy nie okupują ław rezerwowych czy trybun tylko są podstawowymi i wyróżniającymi się zawodnikami swoich mocnych jak dla nas klubów. Nie ma sensu powtarzać po autorze nazwisk ale widać wyraźnie że nie jest to tylko święta trójka (obecnie Dwójka z Dortmundu ) . Pisząc dwójka mam na myli Lewego i Piszczka choć doskonale wiem gdzie obecnie gra Lewy.
Co do skrzydeł to zgoda z sir Gawinem czyli bardziej irytuje mnie Grosik. Niby wiatru więcej ale pożytku mniej.
Olkowskiego a właściwie wasze zachwyty nad nim pamiętam jeszcze z okresu gry w Zabrzu, jeśli teraz potwierdza to w niemczech to dwaj go za Grosika choć jako że się nie znam nie wiem czy to ta sama strona.
Mila ok ale nie na cały mecz, raczej Joker na ostatnie 25-30 minut.
Tak jak Legii tak i reprezentacji nie wyobrażam sobie obecnie bez Jodlowca .
Co do Kucharczyka Brozia itp ponownie zgoda z sir Gawinem będą wariantem na mecz we Wrocławiu.
6piątek, 14, listopad 2014 15:10
a-c10
Ja przyznam szczerze, że im bliżej tego meczu, tym większy odczuwam niepokój. Nawiązując do myśli Gawina i Senatora - "od niepamiętnych czasów" kogokolwiek byśmy w składzie nie mieli, poziom naszej gry jest wprost proporcjonalny do (domniemanej) klasy przeciwnika. Znaczy z mocarzami potrafimy powalczyć, czasem nawet urwać im punkty. Z podobnymi sobie średniakami gramy zwykle... średnio. Najgorzej rzecz się ma w przypadku konfrontacji z ekipami powszechnie uważanymi za zwyczajnie słabe.

Zwycięstwo bardzo by się przydało i serce mocno w nie wierzy. Rozum jednak skrzeczy coś o nudnym, wymęczonym 1:1.
7piątek, 14, listopad 2014 20:10
CTP
Z tych, co to Nawałka ma wobec nich dług wdzięczności, to najwyraźniej tylko Mączyński się ostał. Ale przy takim poziomie gry, to z tych Chin długo nie wyjedzie. Wystarczyło, że wszedł Jodła i tak jakby ktoś zwolnił hamulec ręczny.
Grosik z kolei biegał jak ten kot z pęcherzem po całym boisku i w końcu (chyba) sobie rękę złamał.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1