- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
Dziecko z kąpielą
Śląskowi Wrocław udało się wyprosić u Komisji Licencyjnej zgodę na rozgrywanie meczów podczas rundy wiosennej sezonu 2011/12 bez kibiców gości. Zaradnym dżentelmenom z Wrocławia wypada tylko pogratulować - tym sposobem będą mogli podjąć marsz ku mistrzowskiej chwale bez zawracania sobie głowy takim drobiazgiem jak obecność na stadionie zorganizowanej grupy kibiców gości. Zresztą - na co komu właściwie kibice gości?
Decyzja przeszła bez szczególnego medialnego echa. Widać dziennikarska gawiedź przyzyczaiła się do podawania podobnych informacji, a może straciła zainteresowanie kibicem w postaci innej niż ta, która uczestniczy w marszach przy okazji odwołanych meczów, względnie intonuje na trybunach przyśpiewki o charakterze antysemickim.
Proceder zamykania zamykania stadionów dla kibiców gości pod byle pretekstem staje się u nas coraz powszechniejszy. Wystarczy byle chluśnięcie farbą - i już jest jasne, że kibic drużyny gości na taki obiekt będący przedmiotem intensywnych prac remontowych żadnym legalnym sposobem nie wejdzie.
Obecnie w modzie jest prewencyjne zamiatanie pod dywan wszystkiego co potencjalnie mogłoby zakłócić przebieg rundy wiosennej na naszych stadionach. Podobne działania podyktowane są rzecz prosta panicznym strachem przed jakimkolwiek wydarzeniem, które mogłoby rzucić cień na ostatnie miesiące oczekiwania na nadejście wielkiej imprezy. Ów paranoiczny lęk usprawiedliwia jak się okazuje wszystko, nawet najzwyklejsze dziadostwo.
Władze Śląska nie widzą obecnie sensu montowania instalacji oddzielającej sektor gości od pozostałych części stadionu, ponieważ ową instalację należałoby zgodnie z zaleceniami UEFA zdemontować przed Euro, po Euro natomiast najprawdopodobniej raz jeszcze zamontować. Sami przyznacie, że to ewidentnie zbyt wiele wysiłku i zbyt wielki koszt, żeby ktokolwiek mógł na poważnie rozważyć zachowanie się w sposób... przyzwoity.
Ciekawe tylko czy władze Śląska Wrocław miałyby odwagę wysłać równie wzruszającą prośbę do UEFY, gdyby historia rundy jesiennej potoczyła się tak, że to akurat oni, a nie Legia i Wisła, graliby wiosną w Europie? Ciekawe czy UEFA przyklasnęłaby pomysłom dolnośląskich spryciarzy, którzy rwą się do tego, by zarobić na korzystaniu z miejskiego 40-tysięcznika, licząc na wysoką frekwencję wywołaną dobrą postawą podopiecznych trenera Lenczyka w lidze, a jednocześnie umywają ręce od odpowiedzialności i wszelkich niedogodności związanych z przeprowadzką na Maślice.
We Francji głośny był przypadek zakazu uczestniczenia kibiców gości w meczach PSG - Olympique. W Anglii zmniejszono ilość biletów przeznaczonych dla kibiców gości przy okazji meczu Manchesteru United i Liverpoolu. Pierwsze z brzegu przykłady, doraźne środki, moim zdaniem również dyskusyjne tak pod względem ich uzasadnienia, jak i skuteczności, ale żadna z tych sytuacji nawet nie umywa się do zatrzaśnięcia drzwi nowiutkiego 40-tysięcznika przed nosem kibiców kolejno Ruchu, Legii, Cracovii, Korony, Bełchatowa, Zagłębia i Jagiellonii.
Temat usankcjonowania nierównego traktowania kibiców gości w naszym futbolowym światku zasługuje na poważną debatę, tylko kto ma ją w tym kraju podjąć? Kto ma odwagę zapytać - po co to wszystko? Po co Euro, po co nowiutkie stadiony, po co w ogóle piłka nożna, skoro z założenia nie pozwalamy się nią cieszyć części zainteresowanych?


Powiecie że stary Senator zwariował ale dla mnie czas wrócić do normalności. Co to ma znaczyć ? Napiszę jak będę dysponował normalną klawiaturą.
Na kanwie tego tekstu, ja miałbym właśnie pytanko do Morta, adekwatnej osoby w temacie. Ja podczas konfliktu byłem przeciwnikiem obranej formy protestu na Ł3, ale przeciwko wyjazdom na układzie nigdy nic nie miałem, wręcz przeciwnie.
Układ wyjazdowy obalał stereotyp „kibola”, którego trzeba trzymac na trybunach w klatce, a w drodze na stadion eskortowac pod specjalnym nadzorem. „Bandyci” i „troglodyci” udowadniali, że mogą postępować w racjonalny, przemyślany sposób, respektując stadionowe normy, równocześnie grając na nosie „zakazowi wyjazdowemu”.
Moje pytanko do przedstawicieli ruchu kibicowskiego, nie warto by było takiego „układu wyjazdowego” powtórzyc w chwili obecnej we Wrocławiu? Zagrac na nosie zwolennikom ograniczeń jeszcze raz.
Owszem zdaję sobie sprawę, że te formy eskapad przez niektórych były czasami nazywane schizofrenią, stanem „wyższej konieczności”, że niektórym pasują klatki i nimb zdziczałych hord niosących lęk i trwogę, tylko, że realizując ten kierunek idą z szanowną policją pod ramię, i jedni, i drudzy tęsknią za "Guantanamo" na stadionie z płotami i zasiekami. Bez tego, egzystencji i funkcjonowania nie potrafią sobie wyobrazic, i jedni i drudzy.
Znam też kilku ludzi dla których piłka nożna na własnym stadionie nie istnieje, jedyne co się liczy to wyjazdy. Od lat są na każdym możliwym. Zabieranie tej formy kibicowania jest porównywalne z wycinaniem na żywca istotnych organów z organizmu. Szczerze ? nie wyobraża sobie piłki bez kibiców gości. Za każdym razem gdy oglądam mecz Bundesligi i widzę TYSIĄCE kibiców na trybunie przyjezdnych to aż skręca mnie z zazdrości.
Oczywiście jest też druga strona medalu. Mogliśmy to obserwować też na naszym pięknym stadionie. Ekipy wyjazdowe to bardzo często grupy specjalne, często przyjeżdżają nie tyle dla swojej drużyny co zrealizować pewne cele. A to sprowokować kibiców gospodarzy, a to zakłócić przebieg meczu odpalaniem (i rzuceniem na murawę) rac czy innych środków pirotechnicznych. Wspieranie własnej drużyny schodzi na dalszy plan. Takich "wyjazdów" boją się włodarze naszych klubów, boją się samych incydentów ale...jeszcze bardziej boją się pochopnych decyzji zamykających obiekty sportowe za... cokolwiek.
Nie oszukujmy się w oczach rządu "Wszyscy jesteśmy Bandytami"