- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. Frekwencję diabli wzięli?
Mała liczba kibiców na stadionie Legii w mieście stołecznym i aglomeracji liczącej ok. 5 mln ludzi jest rzeczywistym problemem, do tego niezrozumiałym. Kiedy z wnukiem penetrujemy Warszawę tramwajami i autobusami to z ich okien znajdujemy miasto w rozwoju, ale też coraz piękniejsze. I wszędzie symbolika legijna i jej nazwa. Nie jest to usuwane czy zamalowywane.
Legia wrosła w krajobraz warszawski i ten pod- też, rzec by można, że się zakorzeniła. Tylko stadion pustawy jakiś. Ki diabeł. A może nie tylko on.
Zacznijmy od początku. W moim przekonaniu popełniono błąd założycielski. Wybudowano stadion, lecz nie zrobiono prostych badań: jaki jest kibicowski potencjał, za ile ludzie są gotowi uczestniczyć w spektaklu i jak się rozkłada zapotrzebowanie na bilety oraz karnety. I to nie u tych co chodzą, ale od tych co nie chodzili na mecze, a skłonni by byli. Dopuszczono do wyodrębnienia swoistej kasty czcicieli, czyli tych bywających prawie stale, od tej reszty okazjonalnej. Uznano a priori, że jak gdzie indziej karnety to podstawa to u nas też. Tyle że tam gdzie tak jest, zdarza się, że ilość chętnych przekracza pojemność. Bicie więc rekordów w sprzedaży karnetów było dla tej rzeszy nie zachęcające, ale odstręczające. I w tym kontekście nie da się uciec od problemu cen biletów, bo to jest problem. Są one najdroższe w Polsce. I nie próbowano ich zmieniać, robiąc zwykły rachunek na zasadzie: frekwencja rośnie o 30%, to jak obniżę ceny o 25% to i tak jestem do przodu, a jak się już uniezależnię to stopniowo podniosę do momentu, aż frekwencja zacznie spadać Bo gdzieś, na jakimś poziomie ta bariera cenowa jest.
Nie bez racji będzie stwierdzenie, że stadion jest po prostu za mały. Ktoś powie: jak to, tego nie można zapełnić, a miałby być jeszcze pojemniejszy. Właśnie dlatego. Jest to sprzeczność pozorna, bo tajemnica podobnie jak w przypadku ceny kryje się w psychologii. Pójście na mecz to swego rodzaju wyprawa. Pół biedy jak samochodem, ale komunikacją miejską to czasochłonne jest. Dla tych co kupują bilety w kasach to zawsze jest obawa, dostanę się czy się nie dostanę, a przede wszystkim – kiedy się dostanę. Czy ryzyko nie jest za duże. I ci mniejszej wiary dają sobie spokój. Oczywiście można nabyć bilet przez internet i pewno ilość takich rośnie, ale masowe to jeszcze nie jest, zwłaszcza dla ludzi ciut starszych. Oni chodzili na mecze w latach 70-tych i 80-tych, a chyba o nich zapomniano. W wielu klubach tzw. Zachodu to ich się hołubi, bo to oni maja pieniądze i stać ich. A do tego ich skłonności do rozrób są zerowe. Same korzyści. Pamiętać przy tym trzeba, że pójście na mecz to nie pierwsza potrzeba człowieka i na ogół nie ta druga. Więc jak młody ma do wyboru spłata kredytu, kupno rzeczy dla dzieciaka to z reguły wybiera to co konieczne. Mecze ligowe i pucharowe to łącznie spory wydatek, a do tego dla tych spoza Warszawy wydatek komunikacyjny.
Atmosfera na stadionie stale się poprawia, ale daleko jej do tej sprzed 25 i dalej lat. Niedawno namówiłem kilku przedsiębiorców na pójście na mecz na Legię. Ich refleksje były odstręczające. Część kibiców cały czas, niezależnie od wydarzeń na boisku, śpiewała pieśni nie związane z wydarzeniem, a ci wśród których siedzieli na "Zachodniej" potrafili ubliżać graczom własnej drużyny - każdy był zły. Wolą od tamtej pory telewizor i pytają: gdzie są kibice własnej drużyny. Niestety do tego wydarzenia prawdziwe, dla wielu wstydliwe, ale przede wszystkim piętnujące kibiców Legii. Ja wiem,że ma to wymiar głównie medialny. Lecz dla procesu utożsamiania się nie jest bez znaczenia. Nie każdy ma ochotę, aby w swoim środowisku uchodzić za kibola i tłumaczyć się z win niepopełnionych. A tak przy okazji to zamiast narzekać na media, np. GW może spróbować przybliżyć jej dziennikarzom problematykę kibicowską i umożliwić kontakty z "normalnymi kibicami". Tu dochodzimy do kolejnego niekorzystnego zjawiska. Mianowicie polityka i sport to dwie różne rzeczy. A politykowanie na stadionie to zbrodnia. Być może z ideologicznego zapętlenia, z towarzyskiego odrzucenia biorą się zachowania antytolerancyjne. A przecież mieszkańcy Warszawy są tolerancyjni. Więc mamy do czynienia z sytuacją, w której kibice stadionowi istnieją, ale jakby byli z zupełnie innego miasta. Stają się warszawskim marginesem, stąd i frekwencja jest marginalna. Jest to cena jaką klub płaci za to, że dominującą siłą na stadionie stali się politykierzy, wojujący nie wiadomo z kim i nie wiadomo o co. Jest tu oczywiście tzw. drugie dno i tu pewna pretensja do władz państwa. Stopniowo, tak naprawdę od początku lat 90-tych likwidowano pobór do wojska. Niezależnie od innych względów to tam młody człowiek uczony był zasad przestrzegania reguł społecznego postępowania i hierarchii wartości, nie mówiąc o elementarnej dyscyplinie i pewnym posłuszeństwie wobec wyżej usytuowanych w hierarchii. To zlikwidowano i powstała pustka socjalizacyjna, której niczym nie zapełniono. Za to w różnych miejscach i na różnych szczeblach społecznej drabiny trzeba płacić. Czasem słono.
Nie podlega kwestionowaniu pogląd, że jednak na stadionie tym co dominuje to powinien być piłkarski mecz. To oglądanie tego widowiska ma być magnesem przyciągającym widza. A tu znaczenie najważniejsze mają wygrane i gwiazdy, z którymi kibic się utożsamia i które kibic chce oglądać. I tu media od lat prowadzą odstręczającą politykę, skutecznie wmawiając potencjalnym widzom,że na stadiony chodzić nie warto, też z tego powodu, że tam żadnego poziomu nie ma. Ja tak sobie czasami myślę czy to są dziennikarze sportowi czy może sabotażyści. Wśród nich panuje już chyba tak moda obrzydzania. Jest to tez skutkiem tego, że pracują w mediach byli piłkarze, którzy uważają, że jak oni grali to ho, ho, a teraz samo dno. Tyle że bez piłki byliby nikim, więc jakiś szacunek i rodzaj wdzięczności wobec niej mieć powinni - a nie mają.
Przyczyn tego, że na pięknym stadionie brak kibiców jest wiele. To rodzaj węzła gordyjskiego, którego ani rozplątać, ani przeciąć. Jak to na ogół w życiu.
A na zakończenie wyniki badań "Futbol barometru". Ci, którzy nie chodząc na mecze, odpowiadali na pytanie dlaczego tego nie czynią: 1. Spotkania nie są atrakcyjne – 27,1%, 2. Oglądanie meczów w TV wystarcza – 23,2%., 3. Wysokie ceny biletów – 22.7%, 4. Stadion za daleko od miejsca zamieszkania – 21,7%. 5. Obawa o bezpieczeństwo 20,2%. Reszta przyczyn marginalna: 6.Terminy nieodpowiednie – 7.9%, 7. Nie podobają się śpiewy i hasła 7,4%, 8. Nie mam z kim iść 4,7%, 9. Oferta na stadionie słaba – 1,4%. No i nie wiem - odpowiedziało 14,1% ankietowanych.


„popełniono błąd założycielski. Wybudowano stadion, lecz nie zrobiono prostych badań: jaki jest kibicowski potencjał, za ile ludzie są gotowi uczestniczyć w spektaklu i jak się rozkłada zapotrzebowanie na bilety oraz karnety.” – Zbyszku a skąd wiesz, że takich badań nie robiono? W 2010 uważałem, że ceny skalkulowano za wysoko, nawet rozmawiałem na ten temat z kimś z klubu, ale później musiałem przyznać, ze się myliłem bo frekwencja była wyższa niż pesymistycznie prognozowałem. Co więcej frekwencja chyba przekroczyła nawet optymistyczne założenia klubowe.
Do 2010 roku gdy na trybunach zjawiało się 12 – 13 tys. (full) byliśmy szczęśliwi, mówiło się o modzie na Legię, a to wszystko w sytuacji gdy wszystkich kart kibica było wydanych nieco powyżej 30 tys. W każdym razie mniej niż 40! Dziś sama fluktuacja na „Żylecie” to 40 tys. „klientów”, a ilość wydanych kart kibica idzie już w setki tysięcy, także wzrost bezpośredniego zainteresowania Klubem jest ewidentny, inna sprawa, skoro jest tak dobrze (tyle wydanych kart kibica) to dlaczego jest tak źle, czyli frekwencja od jakiegoś czasu spada!?
Efekt „świeżości” nowego stadionu i jego wyczerpanie wszystkiego nie tłumaczy. Fluktuacja na trybunie północnej, jest najwyższa ze wszystkich trybun, żadna inna nie generuje takiej ilości odwiedzających w trakcie sezonu, z czego można wysnuć wniosek, że jednak „ultrasowski” czytajmy aktywny udział w dopingu jest w tej chwili największym magnesem przyciągającym na stadion??? Prowokująca teza dla piknika, ale warto się nad nią zastanowić na spokojnie, zanim emocjonalnie się zaneguje.
Można by przyjąć, że gdyby na cały stadion ujednolicić ceny na poziomie „żyletkowym” czyli niskim albo jeszcze niższym, to zacząłby się on wypełniać, kwestia tylko taka, że fluktuacja fluktuacją ale Żyleta do ostatniego miejsca też się nie wypełnia, spadek frekwencji na niej z okresem poprzednim też zda się jest zauważalny, zatem czy promowanie „ultrasowskiego kibica” to recepta właściwa na bolączkę frekwencyjną na całym stadionie? Taka teza stoi pod dużym znakiem zapytania. Pole otwarte do rozważań.
Jeden stanowczy sprzeciw do wyrażonej przez Zbyszka opinii, choć w kategoriach dygresyjnych.
„Stopniowo, tak naprawdę od początku lat 90-tych likwidowano pobór do wojska. Niezależnie od innych względów to tam młody człowiek uczony był zasad przestrzegania reguł społecznego postępowania i hierarchii wartości, nie mówiąc o elementarnej dyscyplinie i pewnym posłuszeństwie wobec wyżej usytuowanych w hierarchii. To zlikwidowano i powstała pustka socjalizacyjna, której niczym nie zapełniono.” – w PRL powszechny pobór to instytucja społecznie dysfunkcyjna, demoralizująca młodych ludzi, indoktrynująca ich, łamiąca charaktery a wyciągająca na wierzch patologię, dewiacje. Szeregowi , poborowi to „mięso armatnie”, a zawodowcy, trepy, kadra oficerska to mierni, bierni ale wierni ludowym sloganom i przewodniej sile narodu czyli PZPR.
Zbyszek ja lubię militaria, pacyfistą nie jestem, uważam że są momenty w których i państwo musi mieć siłę żeby przypie…ć, ale w tej chwili zawodowa dobrze wyekwipowana, uzbrojona i wyszkolona armia jest więcej warta niż wielomilionowe zbiegowisko z poboru. Wolałbym żeby kaprale od „uczenia patriotyzmu” trzymali się z daleka, oficerów politycznych też bym nie chciał.
Gra o punkt nie wszystkich rajcuje. Szczególnie widać to wśród kibiców posiadających karnety. Jak zauważa pan prezes Lesnodorski bywają mecze na których pojawia się 50% karnetowiczow, co w oczywisty sposób dowodzi, że nie cena jest problemem.
@Iocosus
To że na Żylecie jest taki ruch to dość oczywiste.
Legendy i mity tej trybuny warto sprawdzić i tam przyjść. Mnie interesowało by inne badanie, ilu z tych odwiedzających Żylete pozostaje na dłużej, czy to na Północnej, czy ogólnie na stadionie?
odzywki świadczą o podstawowych brakach wychowawczych i o tym ,że nikt tym młodym ludziom nie powiedział,że tak nie wolno.Zlikwidowano pobór z oczywistej potrzeby efektywności wykorzystania sprzętu. Lecz zostawiono pustkę wychowawczą.Szkoła jej nie zapełnia, media tym bardziej,nie mówiąc o kościele od którego młodzież coraz bardziej się odwraca.Pozostaje rodzina coraz bardziej wyalienowana i zagubiona. Więc w takiej sytuacji nie dziwmy się,że stadiony stają się w coraz większym stopniu miejscem rozładowania niepohamowanej żadnymi zasadami społecznej agresji o podłożu antytolerancyjnym. W takiej sytuacji troska o wzrost frekwencji przestaje mieć sens, gdyż zasadne staje się pytanie: jakiego kibica chcemy mieć i dalsze , który z nich daje większą szansę na wyższą frekwencję?.I żadna demagogia nam tu nie pomoże.
@Senator.
Ależ ja o karneciarzach wspominam tyle,że w innym sensie. Mnie faktyczna ilość kibiców na trybunach interesuje średnio, podobnie jak klub.Frekwencja to jest po polsku dochód z dnia meczowego i tyle.I zastanawiam się czy proporcje na naszym stadionie są prawidłowe. Inaczej mówiąc czy nadmiar sprzedaży karnetów nie odstręcza tych wolnych strzelców od decyzji o pójściu na mecz. Bowiem powielanie tego co jest wielu klubach na zachodzie u nas mija się z celem. Oni mają problem z nadmiarem chętnych kibiców ,a my z niedoborem. Potrzebna jest więc trochę inna optyka.
A tym,że ocupinkę mam racji wyraziście przekonuje fakt,że Kart Kibica wydano wielokrotnie więcej niż ich faktyczna liczba na stadionie.Podejrzewam,że wielu z nich ani raz na stadion się nie wybrała.Więc słuchanie wyznawców praktykujących jest bezpłodne, należy zadbać o tych niepraktykujących. To tak jak z Dobrą Nowiną ; ona jest tak naprawdę dla tych co o niej nie wiedzą, dla tych grzesznych ,a nie dla tych bezgrzesznych. Niby wszyscy o tym wiemy ,ale wniosków prawidłowych nie wyciągamy.
Karnetów tak średnio jest sprzedanych 1/3 pojemności, 2/3 pozostaje wolne można prosić bardziej łopatologicznie.
Ja rozumiał bym ten zarzut jeśli sytuacja byłaby odwrotna i połowa posiadających karnety nie przychodziła.
Jak sam opowiadam o studiach to ktoś z zewnątrz mógłby uznać, że to było 5 lat nieustannej imprezy i fartu na egzaminach. Nawet mi się w pamięci zacierają te "szare" dni. Z wojskiem chyba jest podobnie, ale bardziej. Ogólnie idea wzniosła i jak najbardziej godna poklasku: uczymy młodzież patriotyzmu i zasad społecznych! Dyscyplinujemy i pokazujemy jak być prawdziwym facetem! Osobiście jak się patrzę na rozwydrzone dzieci w gimnazjum i chłopców ubranych bardziej kobieco niż ich dziewczyny to mam ochotę pierwszy ustawić się w kolejce do przywrócenia służby zasadniczej. Jest jednak małe "ale" - wojsko w rzeczywistości tak nie wyglądało o to wiem nawet ja (choć z cudzych opowiadań). Jeśli teraz brakuje jakiejś umiejętności społecznych to nie z powodu wojska, a ogólnych zaniechań edukacyjnych. To szkoła jest od tego żeby uczyć i wychowywać. Jestem jakoś dziwnie przekonany, że Ty Zbyszku z pojęciami dyscypliny i posłuszeństwa też spotkałeś się wcześniej niż dopiero w wojsku
Od dyscypliny powinna być godzina wychowawcza (obecnie przerwa na przepisanie pracy domowej), a od zasad działania państwa i społeczeństwa WOS (obecnie Wiedza o Seksie). Dzisiaj mamy tz. "wolność", a nie posłuszeństwo i dyscyplinę, prawa zamiast obowiązków - taka filozofia. Myśleć samodzielnie zresztą też nikt nie musi.
To jednak strona o Legii, a nie problemach społeczeństwa w Polsce, więc wrócę do tematu frekwencji:
Fakt spadającej frekwencji jest zaskakujący i IMHO nie był możliwy do przewidzenia. Spełnione są dosłownie wszystkie kryteria jakie byśmy wymienili w dziale "co musi się wydarzyć by stadion był zawsze pełny" tuż po otwarciu nowego stadionu. Ja osobiście nie dostrzegam jakiegoś jednoznacznego czynnika czemu jest jak jest. Może to kwestia jakiegoś czynnika zewnętrznego, pozornie nawet nie związanego z Legią...
Niezależnie od przyczyny Legia powinna dążyć (i sądzę, że to robi) do wyeliminowania w dalszym ciągu wielu drobnych problemów i niedoróbek (i liczyć, że obecny duży problem to efekt interferencji wielu drobnostek):
1) cena biletów
Wiem, że aspekt był (i pewnie jest nadal) wielokrotnie analizowany, więc nie spodziewam się tu gwałtownych ruchów, ale...
Dla osoby przeciętnie zarabiającej to duży wydatek, szczególnie jak trzeba doliczyć dojazdy (tak jak to w moim przypadku). Wśród moich osób jest mnóstwo takich, które bardzo dokładnie analizują na który mecz przyjdą by nie zawalić budżetu domowego (szczególnie gdy to wyprawa cało rodzinna). Dlatego też jeśli zaś ktoś nie zapalał od razu taką fanatyczną miłością jak my, to kolejna szansa może być mocno odsunięta w czasie. W tej samej cenie mogę zabrać dziewczynę do kina, jak i przyjść samemu na mecz (oczywiście na najtańszy sektor).
Fakt - do teatru, czy opery bilety są droższe (często znacznie droższe).
2) problemy komunikacyjne
Dużym plusem są dodatkowe przystanki i autobusy, jednak to trochę mało.Tutaj szczególne znaczenie ma brak miejsc parkingowych. Przeciętny kibic musi albo tłuc się przepełnionymi autobusami (szczególnie powroty to jakiś absurd) albo przyjeżdżać i odjeżdżać z odpowiednim przesunięciem czasowym. Jest to szczególnie uciążliwe gdy mecze rozgrywane są w dni pracujące (przebrać się po pracy i jeszcze zdążyć na mecz) i w późnych godzinach (gdy linie ZTM kursują rzadziej, a praktycznie zanika publiczna komunikacja poza Warszawę). Dodatkowo mamy korki, gdyż ludzie w ciasnych ulicach próbują znaleźć miejsce parkingowe, lub wyjechać. Wszędzie kręci się ludzie i policja wstrzymująca ruch, lub ograniczająca ruch przy samym stadionie. Ogólnie komunikacyjny chaos.
Niestety zorganizowanie dużego parkingu przy stadionie jest chyba nie możliwe (chyba coś w miejscu basenów było myślane, ale nie wiem na ile to realne). Realne jest jednak odsunięcie ruchu samochodowego od stadionu - budując parking w dalszej odległości, powinno się odciążyć ruch przy samym stadionie. Jeśli parking zapewniłby wymogi wielkościowe (miałbym pewność, że miejsce tam znajdę) i względnego bezpieczeństwa (że nikt pijany nie urwie mi lusterka gdy zaparkuję przy chodniku). Oczywiście parking i komunikacja na stadion byłoby darmowe za okazaniem karty kibica. Dodatkowymi bodźcami do korzystania z tego miejsca byłaby właśnie linia specjalna (bezpośrednie połączenie bez kombinowanych tras i dodatkowych przystanków). Same karty mają możliwość programowania takich rzeczy, więc spokojnie mogą uprawniać do darmowego przejazdu tylko w wyznaczonych godzinach lub trasach, jednak całodniowy gratis na ZTM byłby dodatkową zachętą zarówno dla mieszkańców stolicy jak i tych z daleka (przyjechać do Warszawy rano, kupić bilety na Legię, pojeździć i pozwiedzać, a wieczorem obejrzeć mecz - jak dla mnie genialny plan rodzinnej wycieczki). Swoją drogą pozastadionowe zniżki i gratisy w dniu meczowym to spore pole do popisu dla potencjalnych sponsorów i reklamodawców.
2b) KM i remonty ulic
Wspomniałem o czynnikach niezależnych i takimi mogą być też te dwa wymienione wyżej powody.
Sposób w kaki obecnie jeżdżą pociągi ma bardzo realny wpływ na frekwencję - mówię dosłownie o setkach osób które rezygnują z meczy z powodu braku w rozkładzie pociągu którym mogliby przyjechać lub (znacznie częściej) wrócić do domu. Samemu w tym sezonie kilkakrotnie musiałem bardzo mocno kombinować jak wrócić do siebie bo ostatni pociąg mi uciekł przed końcem spotkania, zaś kibice np. z Żyrardowa mają znacznie mniej możliwości dojazdu niż ja.
Nie wiem czy np. zamknięcie zjazdu z trasy Łazienkowskiej ma aż tak znaczący wpływ, no ale dla tych co mogliby przyjechać samochodem pewnie jakieś znaczenie też ma.
3)Porządek na trybunach
(Od razu mówię: nie mam na myśli kwestii przyśpiewek czy haseł na flagach)
Cieszę się, że Iocosus zauważył kwestię wierności Żylety w porównaniu z innymi trybunami (swoją drogą to dobry przyczółek do dalszych przemyśleń dlaczego w klubie nie rwą się do rozstrzelania wszystkich tam obecnych
Taki stan rzeczy najprawdopodobniej z czasem sam ustąpi - ludzie sami zaczną się segregować tak jak przez przyzwyczajenia na starym stadionie rozdzieliła i zróżnicowała się Żyleta od Krytej. Klub jednak nie ma na to czasu, więc powinien ten proces wspomagać. Moim zdaniem najłatwiej poprzez regulamin. Po pierwsze samemu egzekwując jego zapisy (przez cały mecz to stoją kibice na Żylecie - reszta, jak musi zasłaniać innym, to niech to robi przed własnym telewizorem). Po drugie przez zróżnicowanie przepisów -na radzie to lekka hipokryzja, że VIP piją piwo w szklankach, a na Żylecie nie można dostać plastikowej pokrywki na papierowy kubek z kolą.Alkomatami też chyba tylko nas sprawdzają.
4)Obsługa
Problem złożony i szeroki.
Sprawa jedzenia jest w klubie znana. Sam narzekałem na kolejki, ślamazarną obsługę, że większość mojego zamawiania czegoś kończy się pytaniem 'to co macie?' (kolega się śmieje, że mu to młodość w komunie przypomina - na stoi się w długiej kolejce, by się dowiedzieć, że nic nie ma prócz znużonej ekspedientki za ladą). Z moich wizyt na innych trybunach wspominam jednak, że na Żylecie to i tak jest względnie ok - może być gorzej.
Nie wiem jednak do czego służy steward. No może i powie gdzie jest toaleta, ale zareagować na zalanego w trup gościa przeklinającego przy dziecku to za bardzo nie może. W sumie to chyba może tylko stać i robić za słupa do spełnienia norm.
Depozyt woła o pomstę do nieba! Mała kanciapa z górą toreb i plecaków na środku to chyba nie przystoi profesjonalnemu klubowi. Fakt, że obsługa się jakoś tam uwija, ale mam wątpliwości czy faktycznie panują nad tym czy tylko udają. Dodatkowym minusem jest czas po meczu kiedy można odebrać pozostawione rzeczy.. no wiem, że później są przenoszone na portiernie, ale czy to na pewno o to chodzi? Nie lepsze byłoby rozwiązanie z zamykanymi szafkami (kolejne potencjalne wykorzystanie kart kibica) jak na dworcach?
Nie wypowiadam się na temat obsługi kas (nie kupuję w kasach), czy jakiś reklamacji (bardzo dawno nie musiałem korzystać, czy się kontaktować). Mogę jedynie powiedzieć, że nową kartę kibica (robiłem poza dniem meczowym) wyrobiłem szybko i sprawnie, jednak kolejki przed meczami "trochę" przerażają.
5) Przesyt Legii
I znowu dwa aspekty pod jednym hasłem.
Na początku był efekt czegoś nowego. Ludzie przychodzą zobaczyć coś, poznać - tak z ciekawości. Później zwykle następuje nagły spadek zainteresowania. Na Legię ludzie też tak przyszli, jednak do tej pory takiego zauważalnego kryzysu nie było. IMHO względnie dobra postawa Legii (bo nawet mimo przerżniętego jednego MP, to Legia podtrzymywała dobrą grę). Od początku Nowego Stadionu kibic miał po co przychodzić na Legię. A to po emocje w walce o tytuł, a to po dobrą grę w LE (sezon ze Spartakiem). Jednak co się odwlecze... Teraz dostajemy podwójnie. Szary kibic się znudził. Nowy stadion? Widziałem. Walka o MŚ? Co roku walczą, od 2 lat skutecznie, a i teraz raczej wielkiej groźby nie ma. Emocje meczu ligowego? Taaaa... W TME szczególnie. Z resztą walka będzie latem - jak będzie ciepło. Teraz to sesja treningowa. To może europejskie rozgrywki? Przeciwnik to nikomu nie znany zespół/już nie ten zespół co kiedyś - lepiej te kasę wydać później, jak będą grali dalej (bo tak grają, że na pewno awansują)
Reforma, która miała być lekiem na całe zło okazała się w efekcie decyzją, która jeszcze bardziej pogrążyła naszą piłkę klubową. Brak przerwy letniej i natężenie meczów spowodowało, że Legia nie jest w stanie utrzymać odpowiedniego poziomu gry w rozgrywkach ligowych, w efekcie czego te mecze są po prostu nieatrakcyjne. Legia i tak ma niezłą frekwencję w porównaniu do innych klubów. Dobrze grający Śląsk z reprezentacyjną gwiazdą w składzie rzadko kiedy wypełnia swój gigantyczny stadion nawet w połowie. Cieszę się, że Prezes w końcu przejrzał na oczy, szkoda tylko, że nie słuchał nas w momencie wprowadzania tych zmian. Konia z rzędem temu, kto obecnie, po 1,5 roku dostrzega jeszcze jakieś pozytywne strony tej decyzji.
Średnia frekwencja z tego sezonu na Ł3 wyniosła 19019 osób.
To całkiem sporo biorąc pod uwagę atrakcje, jakie na co dzień serwuje swoim obywatelom miasto stołeczne Warszawa.
Z racji wieku i kłopotów z pamięcią, zadałem sobie troszkę trudu i poczytałem na Legia.com jak to bywało dawniej, kiedy nie było jeszcze multipleksów (jedna premiera amerykańskiego filmu w miesiącu), tylu dyskotek, centr handlowych, tylu pubów i restauracji, kiedy na autobus czekało się czasami po kilkadziesiąt minut.
"Lata 80. ubiegłego stulecia, to dla mieszkańców stolicy przede wszystkim... dzikie kolejki. Stało się wtedy po wszystko – od papieru toaletowego po meble.
Po błyskotliwym występie i triumfie w finale o Puchar Polski w Częstochowie (5:0 z Lechem), piłkarze Legii – po kilkuletniej przerwie – z nadzieją oczekiwali na start w rozgrywkach o Puchar Europejskich Zdobywców Pucharów. Spotkanie, które rozegrano 16 września 1980 roku w obecności ZALEDWIE 7 tys. widzów, miało dziwny przebieg."
"Wydarzeniem numer jeden ostatniego meczu ligowego rundy jesiennej sezonu 1982/1983 na Łazienkowskiej nie był wcale mecz Legii z Wisłą, ale pożegnanie Górskiego z warszawską publicznością. Pożegnanie wielkiego trenera trwało 20 minut. Nie zabrakło tradycyjnego „Sto lat!”, które pomimo tego, że frekwencja była MIZERNA, było na tyle głośnie, że mieszkańcy okolicznych bloków nie musieli włączać odbiorników, by słyszeć jak kibice Legii, nie mogąc pogodzić się z myślą, że na emeryturę przechodzi jedna z największych indywidualności polskiego futbolu, skandowali: „Kaziu nie odchodź!”
"Po raz kolejny zagadką in minus występów Legii o PZP ’91, była frekwencja na Stadionie Wojska Polskiego. Dlaczego pomimo olbrzymiej rangi spotkania, sławy i klasy rywala, na trybunach zasiadło TYLKO... 16 tysięcy widzów, z czego dwa tysiące to byli fani Manchesteru? Kibice MU zapełnili całą połowę trybuny krytej od strony zegara i szybko zaintonowali kilka swoich przyśpiewek sprawiając, że nad stadionem rozległ się szmer zachwytu"
"Na szczęście Paweł Janas oraz działacze Legii potrafili z tej przegranej wyciągnąć odpowiednie wnioski. Na tyle skutecznie, że piłkarze z „eLką” na piersi po raz kolejny niepodzielnie rządzili na krajowych boiskach. Nie mając sobie równych zdobyli dublet również w sezonie 1994/1995. Zdobywając tytuł mistrzowski, piłkarze Legii zgarnęli pulę pięciu miliardów starych złotych. A za zwycięstwo w meczu z Rakowem Częstochowa (31 maja), pieczętującym tytuł, mieli 300 milionów złotych do podziału, chociaż działacze broniącego się przed spadkiem Rakowa próbowali... dogadać się z pewną mistrzostwa Legią proponując podwojenie stawki, czyli 600 milionów. Ale źle trafili i usłyszeli: „Co wy nam tu proponujecie?! SZESNAŚCIE tysięcy ludzi czeka na trybunach na mistrza, a wy wciskacie nam jakieś głupoty"
Te przykłady dobitnie pokazują, że nie marny katering (był gorszy), brak parkingów (było mniej), ranga przeciwnika, brak sukcesów, ceny biletów, godzina rozgrywania meczów, komunikacja miejska, brak powszechnej służby wojskowej itd, itp są przyczyną takiej a nie innej frekwencji.
Oczywiście były mecze z kompletami na trybunach, (na nowym też już bywało powyżej 30 tyś) jednak jakoś w pamięci bardziej utkwili mi żołnierze na zakolu.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Większość moich znajomych (nie są kibicami) uważa, że średnia ok 20 tyś na stadionie, przynajmniej raz w tygodniu to bardzo dużo.
Zagadką jak dla mnie jest tylko to, dlaczego na stadion w takiej ilości nie przychodzą osoby, które zakupiły karnety ???
@QD
"Cieszę się, że Iocosus zauważył kwestię wierności Żylety w porównaniu z innymi trybunami"
Z tego co zrozumiałem, jest akurat odwrotnie...
Atrakcyjność meczów jest słabiutka. To chyba najważniejszy powód. Legia gra skutecznie ale widowiskowa, to ta piłka raczej nie jest. A przeciwnicy w większości też stosują jedną taktykę: autobus i kontry, taktykę, która naszym "gwiazdom", niestety, sprawia mnóstwo problemów. Zresztą, jeśli piłkarze takie mecze zlewają (a to jest, niestety, bardzo widoczne na boisku), to dlaczego kibice mają je traktować inaczej?
"Z tego co zrozumiałem, jest akurat odwrotnie..."
Co autor posta miał na myśli najwyżej odpowie sam - ja, czytając go ok 2 w nocy, wyciągnąłem takie wnioski (nie wydają mi się błędne, ale..). Powiem jednak słów kilka o moim spojrzeniu na sprawę:
1) Jeśli chodzi o frekwencję Żyleta jest "zieloną wyspą".
Problem dotyczy również i tej trybuny, ale w nieco mniejszym stopniu niż inne. Z resztą w szerokiej perspektywie to właśnie ta trybuna się najszybciej zapełniała i przyciągała kibiców nawet na spotkania o niemal zerowym prestiżu (np. pierwsze rundy PP). Dlatego nie dziwię się, że Klub nie chce się pozbywać tej grupy i próbuje ją wychować (z resztą moim zdaniem dość skutecznie, o czym świadczy reakcja na niedawny tekst Jurasa). Kibice z Żylety sprawiający pewne problemy (jeszcze), ale na pewno mniej chimeryczna w porównaniu do innych części stadionu.
2) Liczba miejsc dla ultrasów jest wystarczająco duża i nie powinno się jej zwiększać, a co dopiero rozszerzać na cały stadion.
Teraz żadna z trybun się nie wypełnia, więc ciężko o taką dyskusję, ale jeszcze jakiś czas temu takie oczywiste to nie było. Z resztą dość powszechnym problemem było zachowanie kibiców (szczególnie na sektorach tuż przy Żylecie), którzy narzucali innym swoje niby ultrasowskie warunki kibicowania. Czemuś takiemu powinno się powiedzieć głośne i wyraźne NIE! Właśnie to miałem na myśli narzekając na stewardów - to oni powinni reagować. Nowy stadion miał być dla wszystkich, więc wszystkim powinno się znaleźć odpowiednie miejsce i stworzyć warunki by oglądał mecz tak jak chce.
Czy i jak bardzo zachowania trybuny północnej przyciągają/odpychają kibiców możemy dyskutować, ale jej granice są wyraźnie określone i nie powinny być zmieniane.Nawet biała trybuna nie zamierza prowadzić ekspansji na resztę stadionu (wolimy być bardziej elitarni
O tym, że na Żylecie jest największa rotacja wśród kibiców mówią badania, nie ja czy iocosus.
Z czego to wynika nie mam pojęcia. Może z braku kasy ? Może z chęci pokazania się na jednym meczu i zrobieniu "sweetfocia" wśród najgłośniej krzyczących ?
Co do potrzeby istnienia "białej trybuny" sporu chyba nie ma, jednak samo zachowanie na niej wzbudza już kontrowersje. Nie chodzi bynajmniej o "nieustanny doping", który wg wielu nie jest adekwatny do wydarzeń na boisku (o gustach się nie dyskutuje), lecz o zachowania powodujące milionowe straty dla samego klubu i drużyny, dla której podobno przychodzi się na stadion.
wiesz, czasami odnoszę wrażenie, że dla wielu uczestników tych "zabaw", sam mecz jest tylko dodatkiem.
Idę o zakład, że gdyby gniazdowy zapodał, "bijemy dziś rekord ultrasów Lecha w staniu tyłem do murawy", to z małymi wyjątkami mogliby stać i śpiewać przez cały mecz, dopóki gniazdowy by nie przerwał "zabawy"
Co do zmiany "granic wyraźne określonych" panuje między nami pełna zgoda, jednak nie są te zasady przestrzegane o czym mogliśmy się przekonać wielokrotnie. Ostatnio przed 11 listopada.
@CTP
"Atrakcyjność meczów jest słabiutka"
Może i tak, ale mówimy o osobach, które za bilety zapłaciły z góry, a mecz piłkarski w wykonaniu Legii "jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiadomo na jaki się trafi" Skoro jednak za bilet zapłacono z góry, to straty już nie będzie, chyba że czasowa.
Można się zastanowić, interpretować, choćby czy to że trybuna północna generuje największe zainteresowanie wynika z aprobaty dla formy dopingu i chęci aktywnego współuczestniczenia w nim, czy tez na przykład jakąś rolę odgrywa w tym czynnik ekonomiczny i proste przełożenie różnicy ceny zakupu biletu na dane sektory. W takich rozważaniach należałoby się posiłkować wskaźnikami z trybuny południowej – tych danych nie znam.
Sama informacja jest ciekawa, to że pula kibiców chodzących na Żyletę jest większa od puli uczęszczających na „piknikową” wschodnią i dziwi i zastanawia. W kontekście globalnej frekwencji jak najbardziej, bo z tego samego faktu wnioski można wysnuwać różne, nawet przeciwstawne.
Info dziwi kogoś takiego jak mnie pamiętającego „Żyletę” na jednym pod polsilverowskim sektorze otoczoną „piknikami”. Aktywny doping, współudział w jego tworzeniu, w ten sposób przeżywanie meczu jest formą w tej chwili równie lub nawet bardziej popularną niż śledzenie wydarzeń boiskowych i z tego czerpanie emocji z podłączaniem się do dopingu na drugim planie. Takie uproszczone rozróżnienie zastosuję, na tych którzy czerpią frajdę z tego że przez 90 minut stojąc zdzierają gardło i na tych którzy wolą siedzieć na tyłku skupiając się nade wszystko na tym co dzieje się na murawie. Okazuje się, można pokusić się o tezę, że z tych dwóch grup, takich którzy decydują się na wizytę na Ł3, w tej chwili jest więcej tych pierwszych. Co istotne, potencjalne 40 tysięcy „aktywnych w dopingu” nie oznacza 40 tysięcy kumatych, dla przywołanych paradoksalnie wydaje się to być problemem, bo co i rusz padają zarzuty o „lans” na Żylecie. Lanserzy „tradycji ruchu kibicowskiego” nie szanują, nie znają, nie rozumieją, aż moderator Arczi musi interweniować.
(Dlatego z Arczim i jemu podobnymi warto gadać jak ta „tradycja” ma wyglądać, żeby Legii na koszty nie narażała, ale to trochę inna para kaloszy, na inną dysputę)
Ilu jest takich którzy chodzą na Żyletę powodowani ekspresją dopingowania, a ilu takich dla których wszystkie przykazania ruchu kibicowskiego stanowią księgę objawioną? Nie mam zielonego pojęcia, ale nie jest ich 40 tysięcy, samemu obstawiam że nawet dziesięciokrotnie mniejsza ilość nie odpowiada prawdzie i może być zawyżona. Faktem jest niepodważalnym, że to jednak „ruch kibicowski” jest wizytówką, przedstawicielem i pełnomocnikiem „ultrasa” – rozumianego w tym przypadku jako aktywnego w dopingu przez cały mecz kibica.
Tyle o „ultrasie” jego wpływu na frekwencję nie wolno lekceważyć, Klub tego nie robi, wręcz przeciwnie o co nawet padają wobec niego zarzuty, a co z piknikami?
Model kibicowania, sposobu udziału w widowisku piłkarskim się zmienia ulega transformacjom, dziś można być bankowcem, nauczycielem, lekarzem a jednocześnie szalikowcem z „Żylety” jeśli jest to zgodne z ekspresją, temperamentem. Czy jednak tych „spokojniejszych”, przedkładających skupienie uwagi na murawę, a nie na doping faktycznie jest mniejszość?
Dortmund liczy niespełna 600 000 mieszkańców, skoro „Gelbe Wand" czyli żółta ściana, może zapełnić się 25 tysiącami stojących i żywiołowo dopingujących „ultrasów”, to w Warszawie „aktywni w dopingu” mogliby potencjalnie cały stadion wypełnić. Tyle tylko czy faktycznie by to było korzystne? Na Signal Iduna Park oprócz 25 tysięcy „ultrasów” znajduje swoje miejsce jeszcze 50 tysięcy „pikników”. Założenie, jeżeli 40 tysięcy przemnożymy nawet przez dwa przyjmując że to są potencjalni „aktywiści” to z 270 tysięcy z tych którzy wyrobili kartę kibica 190 to ci spokojniejsi „piknicy”. Stosunek pikników do ultrasów byłby jakoś mniej więcej zbliżony do 2:1, taki jak w Dortmundzie na stadionie.
Piknik o ile nie jest zdeterminowanym, uzależnionym Senatorem, Kibicem50, Świrkiemwampirkiem, lub Baronem (jeśli, ten ostatni nie obrazi się na Leśnego), o ile nie jest pasjonatem, to żeby pojawiać się na stadionie oczekuje komfortu i widowiska. VIP-y to pikniki, loże goldy, silvery ponoć funkcjonują obecnie znakomicie są wyprzedawane. Zda się że na nowym stadionie wybrzydzać na komfort to grzech choćby zestawiając z tym co było jeszcze lat kilka temu wstecz, ale … ale taki obrazek z przeszłości, lata ’80, ławki drewniane, Żyleta na środkowym sektorze ‘otwartej’ dopinguje na siedząco(!) gdy się zapomni, dziadki z lewa lub prawej krzyczą: „siadać, siadać!” i ta ‘prośba’ zostaje spełniona! To w sytuacji gdy w tamtym czasie ta sama „Żyleta” robi zadymy przy których „Wilno” to pryszcz, niewinna zabawa w berka. Autobus na Ł3 choćby z „Placu Komuny Paryskiej” takie 185, to miejsce w którym niekiedy udający się na mecz kibice nie tylko śpiewają ale piją, palą, skaczą a jeżeli ktoś z „normalnych obywateli” nie tyle że zwróci uwagę, ale z wymowną dezaprobatą się spojrzy może otrzymać wiązankę kwiatów polskich, na zasadzie „co się gapisz stara ku…”. Lubimy mitologizować w pozytywnych wspomnieniach przeszłość, ale za „moich czasów” tych szczeniackich, nie było lepiej jak obecnie. (fakt dziewczyny zrobiły się teraz chyba dużo bardziej wulgarne i dosadne werbalnie, wyemancypowały się, obecnie są na równi z chłopakami.
Wracając do teraźniejszości, niestety skłaniam się do tezy QD: „Każdy przychodzi na stadion w ściśle określonym celu i zachowywać się w ściśle określony sposób. Prócz Żylety tak jasno określone zachowania są jeszcze w 3 miejscach: sektorze gości (ale to trochę inne zagadnienie), oraz na sektorze rodzinnym i VIP (w obu tych miejscach kibice nadal chętnie się pojawiają). Reszta stadionu takich zasad sformułowanych nie ma. Tu ktoś przyjdzie naubliżać innym, tu ultrasa udawać, a pośrodku usiądzie gościu z popcornem mecz spokojnie obejrzeć... Taki bajzel nie zachęca do dalszego uczestnictwa w podobnych przedstawieniach.” Zgadzam się, tylko nie uważam że bajzel z czasem sam zniknie.
Jeszcze konkret w tym moim pitoleniu. Prezes Bogusław Leśnodorski w wywiadzie dla extra.sport.pl:
- Jednym z głównych powodów wymienianych przez kibiców, dlaczego przestają przychodzić na mecze, jest cena biletów, ale my uważamy, że to ściema. Na mecze ze słabszymi rywalami nie przychodzi połowa karneciarzy, którzy i tak już za ten mecz zapłacili. Wydaliśmy 270 tys. kart kibica, połowa nigdy nie przyszła na stadion. Większość jest w dodatku wyrabiana przed meczami, czyli ludzie stoją w kolejce, dostają kartę i wracają do domu.
Powtórzę: „ludzie stoją w kolejce, dostają kartę i wracają do domu”, szczerze to nie wiem jak jest obecnie, ale wytłumaczenie takiej sytuacji niekiedy może być bardzo lapidarne. Jeżeli komuś strzelił do głowy pomysł wybrania się na mecz Legii – kumpel namówił, lub z ciekawości – przybył na stadion godzinę przed meczem, stanie w kolejce i wyrobienie karty kibica zajęło 45 minut, jest odesłany do kolejki po bilety , a tu na oko następne – 45 minut czekania i dostanie się na stadion ok. 30 minuty po rozpoczęciu meczu! No to ktoś taki się zawija, klnąc nieco pod nosem, zirytowany na stadion szybko nie wraca, choć kartę już ma. Gdyby w dniu meczu w POK-u istniała bezpośrednia możliwość zakupu biletu na mecz być może kilka osób z nowo wyrobioną kartą kibica jednak trybuny by odwiedziło.
Dające do myślenia są te zestawienia frekwencyjne Kibica50. Żeby obraz w tematyce był jeszcze pełniejszy:
Frekwencja na stadionach swiata
1. Niemcy 42 tys
2. Anglia 35
3. Hiszpania 28
4. Meksyk 25
5. Włochy 25
6. Francja 20
7. Argentyna 20
8. Holandia 19
9. Japonia 19
10. Brazylia 17
11. Chiny 16
12. USA&Kanada (MLS) 16
13. Szkocja 14
14. Turcja 14
15. Rosja 12
16. Korea Pd 12
17. Australia&N.Zelandia (A-league) 11
18. Indonezja 11
19. Algieria 11
20. Iran 11
21. Belgia 11
22. Portugalia 10
23. Wietnam 10
24. Szwajcaria 10
25. Kolumbia 9
26. Ukraina 9
27. Norwegia9
28. Austria8
29. Polska 8
30. Dania 8
31. Grecja oraz Szwecja 7
32. RPA 7
33. Uzbekistan 7
34. Malezja 7
35. Indie 6
36. Maroko 6
37. Boliwia 6
38. Chile 5,5
39. Rumunia 5
40. Egipt 5
http://forum.pilkanozna.pl/viewtopic.php?t=453876#p1493458
Jeszcze zdanie Macieja Wandzela w temacie:
http://ekstraklasa.tv/maciej-wandzel-o-frekwencji-na-stadionie-legii/jzths
Najpierw o cenach.Z nimi to jest tak,że każdy zna matematykę i może sobie policzyć,że tyle ludzi razy tyle złoty to da taką sumę. Nie zawsze.Kiedyś był takim uczonym matematykiem niejaki Balcerek, podniósł cła i wyliczył,że do budżetu wpłynie o tyle i tyle więcej - wpłynęło o połowę mniej.W ub.roku podniesiono akcyzę na alkohol i zamiast wzrostu wpływów spadek.Bo trzeba znać możliwości popytowe. Pójście na stadion to nie najpierwsza potrzeba. Ona może być realizowana z nadwyżki bilansowej, ale nie kosztem innych ważniejszych życiowo potrzeb.
Frekwencja w stosunku do pojemności stadionu. Chodzę na mecze Legii z różnym natężeniem od 1963 roku. Wówczas pojemność wynosiła 32 tys. według WOZPN.Pan Prezes Poterejko dokonał pod koniec lat 60-tych nie tylko założenia oświetlenia, ale też założono nowe ławki i dokonano przeróbek mi.innymi zrobiono dodatkowe przejścia pomiędzy sektorami. W efekcie pojemność spadała do 25 tys. widzów. Dla porównania stadion Polonii i Marymontu miały pojemność 18 tysięcy.Właściwie do połowy 1985 roku kiedy to na stadionach zainstalowano kręcioły do liczenia publiki, nie można sensownie mówić ilu widzów było na meczu.Prasa podawała ilości jakie im podawał klub, a ten przynajmniej w połowie sprzedawał bilety nieoznakowane zdobywając pieniądze najpierw na premie dla graczy, a potem na korupcję.Wiele razy byłem wielce zadziwiony ,że stadion pełny, a w prasie 12 tysięcy, ale potem przywykłem. Do czasu zainstalowania siedzisk stadion był nasz prawie na każdym meczu wypełniony przynajmniej w 90%.Ilu widzów kupiło bilety nie wiadomo, gdyż w tamtych czasach funkcjonował szeroko rozbudowany system darmowych wejściówek np. mój kolega i jeszcze trzy osoby / w tym ja/ wchodziliśmy na kartę Zasłużonego Reprezentanta jaką udostępniał nam nieżyjący Tomek Stefaniszyn.Po zainstalowaniu w 1994 roku siedzisk pojemność zmniejszono do niecałych 12 tys. i też na meczach było zapełnionych ok.90 % miejsc. Tylko,że to stanowiło niecałe 11 tys. przy blisko 23 tys. przed tą instalacją. Ja wyciągnąłem z tego wniosek,że część widzów po prostu obawia się dyskomfortu związanego z ewentualną niemożnością kupna biletu na miejsce jakie się chce i zostaje w kapciach.
Frekwencja a Karty Kibica.Mamy do czynienia z paradoksem, gdyż Kart wydano 270 tysięcy a widzów jest średnio trochę ponad 19 tysięcy.Wyrobienie Karty oznacza,że potencjał kibicowski jest ale zupełnie niewykorzystany. I wypadałoby się poważnie zastanowić dlaczego tak jest, a nie biadać na poziom , bo kto w Polsce prezentuje wyższy ?.
Znakomity tekst popełnił QD. Komisja w Anglii po tragediach na stadionach, wbrew temu co się u nas ględzi w zasadzie nie zajmowała się karaniem kibiców, lecz na blisko 200 stronach opisywano co musi się zmienić, aby sfrustrowanych kiboli zamienić w zadowolonych kibiców.W Anglii stało się to zadaniem Państwa. U nas państwo udaje,że jest i na nie w rozwiązywaniu problemów nie ma co liczyć. Ale klub te niedogodności o których pisze QD mógłby i powinien wyeliminować i przynajmniej starać się o takie zmiany w komunikacji miejskiej ,aby chociaż można było o ludzkiej porze dojechać do domu.Ja już mam ciarki jak pomyślę w jakim czasie i warunkach wracał będę z wnukiem po Jadze.
I powiadam,że jak naprawdę chce się frekwencję poprawić to można np. zebrać dane od tych co mają Karty a na mecze nie chodzą chociażby przez internet jakie są tego przyczyny i wziąć je poważnie pod uwagę.Bo to oni są tą armią rezerwową 15 razy większą od pierwszorzutowej / takie wojskowe nazewnictwo/, która może dać frekwencyjną wygraną.
Jądro Żylety jest stale tak jak i stałych kibiców ma wschodnia, tu niczym się nie różnią te trybuny. Prezes jasno powiedział, to na północnej pojawia się i znika najwięcej nowych osób. Pisałem, wynika to z kilku przyczyn. Jeśli już iść to na sławną Żylete, wśród młodych to i lans, a i pewnie koledzy są bardziej przekonywujacy. Nie byłeś? no to musisz zobaczyć, poczuć.
Mnie ciekawi ilu z tych nowych łapie bakcyla, a jeśli odpuszczają to z jakich przyczyn.
@Zbyszek
Chyba przypadkowo ale dla mnie osobiście poruszyłeś jądro tematu. Kibic50 pisze moim zdaniem prawdę, nas średnio na jeża interesuje piłka, a już klubowa i utożsamianie się z klubem prawie wcale. Skąd i dlaczego?
Pisze o tym pan Zbyszek. W czasach których przyszło nam stary dorastać kluby były wojskowe,gwardyjskie, kolejowe,budowlane itp itd. Tak swoją drogą chyba tylko z tych liczących się to Cracovia uchwała się jako jeden z nielicznych miejskich. Piszę chyba bo mogło być inaczej ale w owych czasach przynajmniej głośno się o jej przynależności resortowej nie mówiło. Mogła być robotnicza tak jak kilka innych Ruch, Widzew ale w żadnym wypadku miejska
Czy tą więź z lokalną społecznością negowano celowo tego nie wiem, są mądrzejsi niż ja,może wiedzą. Druga sprawa to właściwe to co pisze pan Zbyszek, na mecze się wchodziło tak jak On i koledzy, a jak nie można było tak "legalnie" za friko to za piataka w łapę.
Choćby te dwie przyczyny spowodowały, że w społeczeństwie nie mogła się narodzić odpowiedzialność za klub, nie mogła narodzić się zdrowa więź polegająca na szczerej "miłości" . Takie zachowania nie miały miejsca np w Anglii gdzie klub to duma miasta, miasteczka, a mieszkańcy żyli nim i budowali kluby sami od podstaw.
W nowych czasach bardzo szybko przeszliśmy do kategorii społeczeństw konsumpcyjnych, czyli brać nie dawać.
W komentarzach internetowych widać to doskonałe, jesteście zbyt inteligentni abym musiał dawać przykłady.
Jasne jest wiele spraw które klub może i musi poprawić ale główna przyczyna jest w nas samych. QD pisze o stewardach, mierni bierni, niby tak tylko jakie są reakcje samych nas na ich uwagi. Są takie jakie od kilkudziesięciu lat utrwalalismy na widok milicjanta czy ogólnie munduru.
A nienawiść ORMO pamiętacie? ( W tym przypadku akurat prawidlowo )
Co można zrobić już?
Moim zdaniem na mecze rozgrywane o 20 i później lub w niedziele, śmiało można zorganizować parkingi na Wislostradzie od ul. Wilanowska do Gornoslaska i w kierunku Żoliborza od mostu do Ludnej na prawym pasie ruchu. Takie rozwiązania były już stosowane choćby przy meczach TVN ktoś tam. Takie rozwiązania stosuje się na Wislostradzie w okolicach Podzamcza kiedy miasto organizuje tam swoje duże imprezy.
„Do czasu zainstalowania siedzisk stadion był nasz prawie na każdym meczu wypełniony przynajmniej w 90%.” – eeeee, albo mnie, albo Ciebie Zbyszku pamięć zawodzi. Przez 15 lat chodziłem na ‘otwartą’, lata 80 i połowa 90 i nie tak rzadko praktykowałem proceder, że pierwszą połowę oglądałem po prawej stronie „Żylety”, a drugą po lewej, lub na odwrót, w zależności od tego na którą stronę miała atakować Legia. Przy 90% obłożeniu trybuny coś takiego by było niemożliwe. Aczkolwiek przyznaję że szacunki frekwencyjne z tamtego okresu mogą być nieco mylne, sądzę że nawet przy kołowrotkach wałki z frekwencją odchodziły. Fakt, zdarzało się też na tych ławkach siedzieliśmy ściśnięci bark w bark, szpilki by nie włożył, ale tak nie było na każdym ligowym meczu. Czasem wyglądało to kiepsko.
„zebrać dane od tych co mają Karty a na mecze nie chodzą chociażby przez internet jakie są tego przyczyny” – Zbyszek przecież Klub to właśnie uczynił.
„Jakub Szumielewicz, Członek Zarządu i Dyrektor Wykonawczy Legii, mówił: - "Zależy nam na szerokim udziale Kibiców w ankiecie. Niezależnie od trybuny, jaką wybierasz, niezależnie od Twojego wieku. To pozwoli nam ustalić priorytety do naszych bieżących działań operacyjnych". Odzew naszych Kibiców był wyjątkowy. „Ankiety wypełniło blisko 10 tysięcy Fanów Legii, przy czym - co dla nas bardzo ważne - wszyscy podeszli do zadania bardzo poważne i merytorycznie, wskazując swoje oczekiwania i wystawiając oceny. Ogromną wartość mają dla nas także propozycje zmian, które zostały wskazane. Dzieki temu widzimy, jak bardzo zaangażowaną społecznością są Kibice Legii Warszawa.
Ankieta pokazała nam, w jakim kierunku powinniśmy iść, dbając o komfort i zadowolenie naszych Kibiców…”
http://legia.com/aktualnosci/podsumowanie-ankiety-legia-dziekuje-kibicom-40034
Temat jest przerabiany, zarzut że w Klubie nad tym nie główkują wydaje się chybiony, z tym że nie wszystko jest proste i oczywiste.
Choćby na przykład teoretyzując i upraszczając, obniżamy ceny biletów, dzięki temu na wschodnią wbija jeszcze większa ilość młodych ludzi ale z zacięciem „ultrasowskim”, wolą stać niż siedzieć, doraźnie frekwencja może się poprawić, ale czy to tych co wolą siedzieć nie odstręczy?
Ja też pamiętam mecze o słabszej frekwencji chociażby z UT Arad 8:0 dla nas w PKME 01.10.1969 roku.gdzie było najwyżej połowa stadionu. Zabawnie było ,gdyż z opowiadań tych którzy rzekomo byli na tamtym meczu można by wywnioskować,że stadion był zapełniony w 200 %.Tylko,że też pamiętam wiele meczów kiedy to dla tysięcy ludzi zabrakło biletów w kasie. I również i takie które wydawały się atrakcyjne i koniki wykupiły mnóstwo biletów,a potem sprzedawali jej taniej niż w kasie. Nie ma co się pamięcią czasów zamierzchłych licytować. Dla mnie przeszłość ma wartość o tyle o ile pozwala wyciągać wnioski do zastosowania dziś i w przyszłości i nic więcej.Bardziej mi chodziło o to, aby klub znalazł jakąś metodę na "zagospodarowanie" dawnych wiernych kibiców klubu.Oni nie zniknęli tylko nie widzą siebie w nowej otoczce.A ankietę pamiętamy. Do dziś nie wiem kto, po co ją zapadał. To,że ktoś w klubie jest z tej kpiny zadowolony dobrze o nim nie świadczy. Ja bym wolał, aby ten ktoś powiedział ,adresujemy ankietę do takich i takich odbiorców/ tu do tych co mają Karty i nie chodzą na mecze/, jej celem jest to i to. Następnie podał wyniki i to co klub zamierza zrobić,aby wnioski zrealizować lub nie.I tyle.dość w życiu widziałem zadowolonych z siebie ludzi niemądrych,i jeszcze jeden do niczego potrzebny mi nie jest.
@Senator.
Nie masz racji. Właśnie w Legii pod koniec lat 60--tych związek kibiców z klubem był ogromny. Kibice wpłacali pieniądze na premie dla zawodników /wspominają o tym byli gracze klubu/. Kibice byli porządkowymi podczas meczów, ale też rozwieszali plakaty, czyścili stadion po meczach itp. I to za darmochę.Takie to były czasy.Dziś są inne i tamtych zachowań od nikogo nie wymagam.Niemniej nie będąc na modelem socios jednak mam prawo wymagać odrobiny liczenia się ze zdaniem kibiców, a nie tylko wymagania od nich aby płacili a to za to ,a to za tamto i to po cenach ustalonych nie rynkowo, ale pod siebie.Każdy wie,że nie ma nic za darmo, ale co za drogo to też nie zdrowo.Pozdrawiam i dziękuję za "Puchar".