- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- gawin76
Jak wygrać (ten) mecz?
Sytuacja reprezentacji Polski przed sobotnim meczem z Czechami jest przyjemnie przejrzysta. W przypadku zwycięstwa będziemy pewni awansu do ćwierćfinału mistrzostw Europy, wyprzedzimy bowiem Czechów, Grecy nie dogonią nas nawet w przypadku zwycięstwa nad Rosją. Wynik tego drugiego meczu - wbrew karkołomnym teoriom głoszonym przez komentującego wczorajszy mecz Mirosława Trzeciaka - nie ma dla nas zresztą żadnego znaczenia, absolutnie nie musi nas interesować czy Rosja wystawi pierwszy, drugi czy trzeci skład. Jeżeli z Czechami nie wygramy, odpadniemy niezależnie od tego co stanie się w sobotni wieczór w Warszawie.
Czy jesteśmy w stanie ograć Czechów? Po dzisiejszych meczach wypada z dużym przekonaniem stwierdzić - ależ oczywiście. Pewien szkopuł w tym, że kadra Smudy wyspecjalizowała się raczej w 'nieprzegrywaniu' meczów niż ich wygrywaniu. Drobna różnica, która jednak nabierze znaczenia już w sobotę.
Czy powinniśmy wybiec na boisko znów z tylko dwoma defensywnymi pomocnikami i powrócić do wariantu z Rybusem lub obiecująco aktywnym dziś Mierzejewskim? A może raz jeszcze postawić na zagęszczenie środka pola, znów rzucić do boju rębajłę Dudkę i usiłować z tej strefy boiska kąsać Czechów przy pomocy szybkich ataków następujących po udanych odbiorach? Smuda ma naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Jeżeli nie wygramy w sobotę, opinia publiczna zje go żywcem, oberwie mu się bądź to za samobójczy hurrapotymizm, bądź za nadmierną asekurację. Jak nie kijem go to pałką.
Klucz jednak chyba nie tyle w niuansach taktycznych, ile raczej w głowach i płucach naszych zawodników. Drużyna bojaźliwa, nie podejmująca walki, pasywna, taka jaką oglądaliśmy dziś między zbyt często w pierwszej połowie meczu z Rosją, zupełnie nie ma czego szukać w starciu ze znacznie lepiej wyszkolonymi od nas Czechami. Hubschman i Plasil będą nas klepać i wypuszczać w bój szybkich Jiracka i Pilara (jest jeszcze Gebreselassie, jedno z odkryć tego turnieju!), za którymś razem nie uda się ich zatrzymać. Natomiast Polska z drugiej połowy meczu z Rosją - waleczna i aktywna w środku pola, szachująca przeciwnika szybkim przemieszczaniem się do ataku, wyraźnie dominująca nad rywalem pod względem fizycznym, może nieruchawą czeską defensywę rozbić w pył, a statycznego Barosa nakryć przysłowiową czapką.
Jestem optymistą, choć z pewnością powróci sytuacja sprzed meczu z Grecją - oczekiwania znów będą ogromne, znów to my będziemy musieli wygrać, znów to na nas będzie spoczywać większa odpowiedzialność. Do dwóch razy sztuka, miejmy nadzieję.
W meczu Rosją mnóstwo rzeczy musiało irytować, żeby nie powiedzieć - doprowadzać do szału. Po pierwsze nieskuteczność przy stałych fragmentach gry - szczerze to nie pamiętam kiedy ostatnio tyle razy dochodziliśmy do względnie czystych pozycji strzeleckich po rzutach wolnych, z których żadna nie została zakończona soczystym strzałem w światło bramki. Po drugie uporczywe granie długą piłką na Lewandowskiego mogło zamęczyć nam 'Lewego' skuteczniej od zabiegów podejmowanych przez Ignaszewicza, Bieriezuckiego i Denisowa. Po trzecie zmiana Smudy w ostatniej minucie - nie rozumiem dlaczego nie zszedł Błaszczykowski - i foch Obraniaka, który najwyraźniej na chwilę zapomniał kim jest, gdzie jest i po co jest. Po czwarte strzały i dośrodkowania nawet zupełnie przyzwoitego tym razem w defensywie Boenischa (chyba tylko jedna naprawdę niebezpieczna strata w jego niepowtarzalnym Boenischowym stylu). Po piąte luksemburski (a może maltański) styl gry w końcowych fragmentach pierwszej połowy - kiedy to pozwalaliśmy Rosjanom hasać na mniej więcej trzydziestym metrze przed naszą bramką, kolokwialnie mówiąc masakra, to się po prostu nie mogło skończyć dobrze.
Ale ostatecznie obronił nas wynik. Obroniła nas determinacja w drugiej połowie, klasa gol Błaszczykowskiego, kilka sytuacji, które pokazały, że reprezentacja Polski niekoniecznie musi zaraz padać na kolana przed Arszawinami i Pawliuczenkami. Tak trzymać!
W ogóle fajna ta nasza grupa. Czesi, którzy zebrali brutalne cięgi od Rosjan, dziś są na obiektywnie trzeba przyznać zupełnie niezłej pozycji wyjściowej przed ostatnią odsłoną rywalizacji o ćwierćfinał. Grecy, którym drużyna regularnie rozpada się na kawałki w pierwszych odsłonach meczów, awansuje do ćwierćfinału jeżeli przebudzi się na jeden, jedyny mecz - sobotni z Rosją.
Dziesiąty kolejny mecz bez 0:0 na tym turnieju. I coraz więcej dobrej piłki.


kapitalny i tylko fart uchronił Rosjan od straty bramki. Później ktoś powie straciliśmy impet, może tak ale i przeciwnik stracił nadzieję że coś ugra prostopadlymi
podaniami. Bardzo dobra gra obrońców, przekonanie tych podań i Arszawin musiał grać w szerz . Dla mnie osobiście Poerqiz rozegrał kapitalne zawody. Miałem natomiast wrażenie że w pierwszej połowie nie Widoczna była druga linia kiedyś zwana pomocą. Zupełnie nie widoczny Dudka. Teraz dwa pytania do fachowców.
1 Czy Rosjanie siedli czy grali tak końcówkę bo wynik ich zadowalal ?
2 Co z Tytoniem ? Dla mnie powinien wyjść na płac w pierwszym składzie we Wrocławiu.
Zborna wypstrykała się po prostu próbując się przebić przez te "zasieki". Mieli za mało akcji oskrzydlających.
Czas pokaże jak to będzie wyglądać z Czechami i czy Smuda "zgasi" krytykę.
Natomiast gra obronna całego zespołu funkcjonowała przed przerwą raczej słabo, co jednak nie może dziwić, kiedy z trzech środkowych defensywnych pomocników w grę angażuje się praktycznie tylko jeden (Dudka - sporo odbiorów, najwięcej podań w drużynie, największy procent ich celności). W drugiej połowie do jego poziomu zbliżył się Polanski i od razu zaczęło się coś więcej dziać.
Boli mnie tylko, że to był już drugi mecz zdecydowanie do wygrania. Ja tymczasem widziałem raczej, że ten remis im pasuje. Teraz "wystarczy" wygrać z Czechami, żeby spełnić obowiązkowe minimum na te finały.
Michał Pol właśnie podjął dyskusję na temat bramkarza na swoim blogu. Tytoń zaskoczył bardzo pozytywnie - solidny, bez nawet najmniejszej pomyłki. Tylko wprowadzanie piłki do gry do poprawki. Gdyby Krug był Stefańskim z pamiętnego meczu z Cracovią, mógłby w pewnym momencie stracić cierpliwość
Co do meritum, wyznaję zasadę, że futbolem w znacznej mierze rządzą czynniki nieprzewidywalne, czasem trudno stwierdzić dlaczego wariant X okazuje się nagle wyraźnie słabszy od rezerwowego wariantu Y. Z tego względu nie majstrowałbym przy czymś co nieźle zafunkcjonowało tylko dlatego, że w mojej hierarchii Szczęsny jest lepszym bramkarzem niż Tytoń.
@ Garm
Boenischowi trzeba oddać, że rozpoczął naszą bramkową akcję przytomną interwencją w momencie, w którym Rosjanie mieli zamiar finalizować kontrę. Jest jednak generalnie coś dziwnego w sposobie w jaki w defensywie funkcjonuje nasza lewa flanka. Boenisch często wychodzi bardzo wysoko i zostaje tam, kryjąc pomocnika, natomiast do obrony cofa się skrzydłowy. Tak straciliśmy bramkę z Grecją, wczoraj też ze dwa razy zwróciłem na to uwagę.
Masz słuszność co do tego, że ten mecz, jak i poprzedni, był zdecydowanie do wygrania.
W jakiejś pokrętnej logice usiłuje sobie tłumaczyć, że psychologicznie to lepiej, że jesteśmy na fali wznoszącej a nie opadającej i że sobotni mecz budziłby większy niepokój, gdybyśmy przystępowali do niego z przeświadczeniem, że trzeba obronić remis.
Senatorze, czy to będzie "w cuglach", raczej przed taką opinią bym się wzbraniał, wręcz gdybym odpuścił patriotyczne emocje i kibicowskie zaangażowanie to w sobotni wieczór u buka postawiłbym chyba kasę na remis. Kontuzje Rosickiego i Cecha tego nie zmieniają, szczególnie tego drugiego brak, paradoksalnie, o dziwo może Czechów ewentualnie wzmocnić, a nie osłabić.
"krytykanci trenera Smudy muszą mieć fatalną noc, nie ma do czego się przypieprzyc". - Senatorze nie widziałeś wywiadu Marcina Fedka ze Stefanem Majewskim, w telewizorni, gdzie zawiedziony dziennikarz krytykował Smudę, a przepytywany trener bronił kolegę po fachu.
Skoro Albiceleste wcielił się w rolę smudofila, to ja przymierzę wdzianko smudofoba!
W drugiej połowie na boisku pojawił się Adam Matuszczyk i to jest rezultat wyborów Franciszka Smudy i dobitny przykład charakteryzujacy upór trenera i przywiazanie do raz podjętych koncepcji. W kluczowym meczu polskiej kadry A.D. 2012 został wystawiony zawodnik nie mieszczący się w pierwszej jedenastce drugoligowej Fortuny Dusseldorf. Matuszczyk tej wiosny na poziomie drugoligowym rozegrał raptem jeden mecz w pełnym wymiarze, a tylko dwa dłużej niż 45 minut i nie było to spowodowane kontuzjami, a oceną formy w jakiej piłkarz się znajdował. Jeżeli słyszę opinię, że to jeden z nazdolniejszych polskich defensywnych pomocników, to tego nie neguję, życzę Adamowi żeby na boisku taką ocenę potwierdził, ale wystawianie piłkarza w reprezentacji, który póki co, nie może sobie poradzić z rywalizacją na poziomie drugiej Bundesligi jawi się trochę ... dziwnie. Tym bardziej, gdy na tej pozycji Smuda mógłby mieć do dyspozycji aktualnego Mistrza Polski Przemysława Kaźmierczaka, jezeli uznał go za zbyt "drewnianego" to Cezarego Wilka, kapitana Wisły ogranego w pucharach, jeżeli i jego zakwestionował to Ariela Borysiuka, ten przynajmniej wiosnę w pierwszej Bundeslidze zaliczył, chociaż z drużyną z niej spadł. Mógł Smuda w ostateczności szukać alternatywy w znanym mu Tomaszu Bandrowskim, reaktywujacym się w Jadze, być może każdego z nich Matuszczyk talentem przewyższa, ale wiosennymi dokonaniami na boisku każdemu z nich radykalnie ustępuje.
Smuda go powołał, wczoraj był zmuszony wystawić, ma do tego prawo, ale też bierze odpowiedzialność za swoje decyzje, dopóki rezultaty go bronią, może powołać Adamiakową, nikomu nic do tego, ale zaliczy porażkę, nie wygra z Czechami, nie będzie żadnej taryfy ulgowej.
Jako "smudofob" w siódmej minucie po dośrodkowaniu i uderzeniu Boenischa w nogę Malofiejewa już miałem zakneblować usta śmierdzącymi skarpetkami, niestety, ale moze w sobotę bedzie okazja.
Oczywiście w przypadku Matuszczyka nie ma praktycznie żadnych obiektywnych podstaw do powoływania faceta. Tak jak piszesz, każde nazwisko z przytoczonej przez Ciebie listy byłoby bardziej uzasadnione.
Natomiast niejednokrotnie mówiło się, że Smuda korzystał z argumentu Euro przy negocjacjach z 'lisami'. Widocznie uznał, że musi dotrzymać słowa.
Nawiasem mówiąc ten Matuszczyk to nie jest zły zawodnik, pamiętacie go z meczu z WKS w Poznaniu? Ma niezłe podanie, niezły strzał, nie wiem, może fizycznie za słaby na Niemcy? Chętnie widziałbym do w Legii, mamy wakat na tej pozycji.
To właśnie te indywidualności pozwoliły nam na radość po remisie z wyżej notowanymi Rosjanami. Po raz kolejny było tak, że jako zespół prezentowaliśmy się słabiej od przeciwników, jednak gdy do piłki dorywał się Lewandowski, Piszczek, Błaszczykowski to… w szeregach rywali dzwoniono na alarm. Tyle, że to nie były akcje zespołu, a zrywy to jednego, to drugiego zawodnika, a tak długo nie pojedziemy (obym się mylił). Tym razem Rosjanie olali taktykę i jak słusznie zauważył anonimowy_legionista grali swoje, to samo co z Czechami. Wcześniej lub później (oby) ktoś zauważy słabość lewej flanki w postaci Boenischa, ktoś zauważy problemy z komunikacją środkowych obrońców (w tym meczu też było kilka interwencji na zasadzie „pożar w burdelu”) i postanowi wykorzystać słabość tej formacji.
Wczorajszy wynik nie zmienia faktu postrzegania naszej drużyny. Owszem niewątpliwie odnieśliśmy sukces remisując z tak silnym rywalem. Niemniej jednak odnoszą wrażenie, że pozostałe 9 spotkań (brakujące do statystycznej próbki 10 meczów) wygraliby jednak Rosjanie. Ten remis nie zmienił naszego miejsca w rankingu. Nadal jesteśmy kopciuszkiem tego turnieju i jeśli chcemy wygrać ze słabymi Czechami to musimy po raz kolejny wznieść się na wyżyny naszych umiejętności. Nie mówię, że nie damy rady… jednak to nadal będzie zryw a nie norma.
Zdecydowanie wolę zastanowić się dlaczego tylko zremisowaliśmy.
1. Przygotowanie fizyczne
Nie było optymalne. Od meczu z Grecją jest to krzywa wznosząca i być może optimum przyjdzie na mecz z Czechami. Oby nie było za póżno. Wyrażnie in minus formą od reszty odbiegają Obraniak i Lewandowski. Może trzeba było im zaufać, gdy mówili, że są przemęczeni i w Austrii przygotowywać ich do Mistrzostw indywidualnie.
2. Taktyka i nastawienie psychiczne
Absolutnie nie rozumiem jak można Rosję kreować na super drużynę. Jest to dość przeciętny zespół, może bardziej wyrównany od nas i przez to trochę mocniejszy, ale niewiele. Trener Smuda przez całą swoją dotychczasową kadencję stosował ustawienie 4-2-3-1 i dobierał, jego zdaniem, najlepszych wykonawców. Robert Lewandowski sugerował ustawienie 4-1-4-1 raczej nierealne, gdyż nie mamy takiego defensywnego pomocnika, który by sam zagospodarował strefę przed obroną /kiedyś to mógłby być Vuko lub Mariusz Lewandowski/. I raptem trener improwizuje i gra 4-3-2-1 wbrew założeniom tego systemu uznawanego za super ofensywny. Nam kazano grać w tym ustawieniu super defensywnie. Można winić media za takie nastawienie sprzeczne z tym co widzimy i z logiką, ale od trenera oczekuję, aby przynajmniej akcenty rozłożył prawidłowo. Oczywiście nie jesteśmy w stanie zdominować jakiegokolwiek rywala lub trwale narzucić mu swój sposób gry, ale to nie oznacza, że biernie reagujemy na to to jak przeciwnicy grają. Bowiem kto się boi przegrać nie może nic wygrać.
3. Filozofia gry
Trener Advocat wiedział,że siłą Rosjan są gracze ofensywni i stawia na atak. My mamy sytuację identyczną. I nasz trener nie wykorzystuje możliwości ofensywnych tkwiących w zespole. Rozłożenie akcentów w naszej drużynie na te dwa elementy gry było nakierowane na defensywę. Bolało, gdy Obraniak czy Lewandowski zamiast absorbować defensywę Rosjan w większości starali się im przeszkadzać. Oby to Smudzie nie weszło w nawyk, bo z Czechami trzeba wygrać co oznacza konieczność gry ofensywnej.
mnie kilkukrotnie. Co ciekawe zgadzam się z Twoimi obserwacjami odnośnie motoryki, taktyki i filozofii gdy. Wydaje mi się, że przesadziłeś jednak z oceną reprezentacji Rosji. Owszem z nami nie zagrali jakiegoś super meczu, jednak pomimo tego uważam, że drużynę mają zdecydowanie mocniejszą od naszej. Wydaje mi się, że właśnie przekonanie o własnej wielkości zgubiło zespół Advokata. O ile Franciszek Smuda przygotował się i swój zespół na mecz z Rosjanami (wspierając się analizą meczu z Czechami) to szkoleniowiec Rosjan nie zmienił w swojej taktyce kompletnie nic. Skończyło się to uporczywym, ale zupełnie nieskutecznym waleniem w ustawiony przez Polaków mur.
Dlatego też tak jak ja nie zamierzam ganić Ciebie za Twój hurraoptymizm, tak i Ty daj mi prawo do mojego sceptycyzmu. Twierdzisz, że Smuda powołał najlepszych - super, daj jednak iocosus-owi widzieć to po swojemu. Jestem pewien, że i Twój pogląd, tak i jego znajdą zwolenników. Uważasz, że Czesi i Gracy są w dobrej formie, ja wręcz odwrotnie. Dawno obu reprezentacji nie widziałem w tak fatalnym stanie. Natomiast poprę Ciebie w twierdzeniu, że remis z Rosjanami to bardzo dobry wynik, który udało nam się osiągnąć dzięki zacięciu i nadzwyczajnej mobilizacji. Nie oznacza to jednak, że będę wściekał się na Zbyszka za to, że On widzi to inaczej. Ma prawo widzieć świat własnymi oczami.
A ja wchodzę na tą stronę właśnie po to by te różne spojrzenia poznać. Podyskutować, wymienić się własną wizją.
Przyznam, że nie podoba mi się kombinowanie na zasadzie "ci, albo tamci byli jeszcze słabsi, niż my". W ten sposób można zdeprecjonować dosłownie każdy sukces. Przepraszam za reductio ad absurdum, ale czy dwa lata temu dokładnie wszyscy nie byli "jeszcze słabsi", niż Hiszpanie?
Zgadzam się natomiast, że nie mamy drużyny, a przynajmniej mamy ją (jeszcze) co najwyżej taką sobie. Uważam jednak, że naprawdę musiałby stać się cud, aby było inaczej. Przypominam, że poprzednik Smudy (Majewskiego z zasady w takich wyliczankach nie uwzględniam) pozostawił reprezentację Polski w stanie zgniłego, cuchnącego rozkładu. Smuda musiał tego zaropiałego półtrupa reanimować, postawić na nogi i przygotować do piekielnie trudnego turnieju. Owszem, miał na to dużo czasu. Tyle, że w tym czasie w jego dyspozycji pozostawały jedynie półśrodki w postaci meczów towarzyskich (których organizacja, przypomnijmy, pozostaje w gestii niejakiego Placka). Wszyscy wiemy, jakim prestiżem cieszą się obecnie takie spotkania. OK, można sobie paplać w koło o hymnie, godle na piersi, etc., etc., a i tak ani na centymetr nie zmienia to faktu, że międzynarodowe sparringi to dla grubej większości piłkarzy pańszczyzna. Wygrał, przegrał, zremisował - jeden kij. Nawet, gdyby przełamać ten tok myślenia u naszych reprezentantów (po części się chyba udało), to na nastawienie rywali wpływu mieć raczej nie można. Biorąc to wszystko pod uwagę, łatwo - wg mnie - dostrzec, że budowa zespołu w takich warunkach jest niezwykle utrudniona. Zespół hartuje się w bojach. W twardych zmaganiach o realną stawkę, nie w niedzielnej kopaninie o czapkę gruszek.
Dalej, należy też chyba wziąć pod uwagę, z jakich klocków ten zespół jest składany. OK, jest lepiej, niż drzewiej bywało. Mamy w składzie trzech Mistrzów Niemiec plus paru innych ludzi z Bundesligi, chłopaka z silnej ekipy Ligue 1... No, generalnie pokaźna większość reprezentantów ma w swoich klubach w miarę pewny plac, co już samo w sobie stanowi ogromny plus. Tyle, że to wciąż nie są Bóg raczy wiedzieć jacy wymiatacze. Sześć lat temu Juergen Klinsmann też miał dwa lata sparringów. Przed czternastoma laty Aime Jacquet podobnie. Obaj stworzyli fenomenalne zespóly. No ale z kogo oni je składali...!
Ja, rzecz jasna, nie odmawiam nikomu prawa do własnej opinii (jeszcze mi Monrooe mandat wlepi
1. Przygotowanie fizyczne
Nudzi mnie, powiem szczerze, banalna łatwość tego argumentu. Coś poszło nie tak = zawodnik został źle przygotowany fizycznie. Po pierwsze jednak, czy tym razem na pewno poszło nie tak? O tym jeszcze za chwilę. Po drugie - miałem mocne wrażenie, że w końcówce spotkania nasi chłopcy wyglądali fizycznie deko lepiej od Rosjan. Potwierdził to tuż po meczu kapitan naszych rywali. Może więc jednak dajmy sobie spokój z klepaniem w kółko tego samego?
2. Taktyka i nastawienie psychiczne
a) chciałbym dożyć takich czasów, gdy reprezentacja Polski będzie mogła trwale trzymać się tego samego, budzącego popłoch u przeciwników, schematu taktycznego. Obawiam się jednak, że mi się to nie uda. I to wcale nie dlatego, że zamierzam jutro - tfu, tfu - umierać
Nawiasem mówiąc, wspomniany wyżej poprzednik Smudy od pewnego momentu po doktrynersku trzymał się jednego ustawienia. Kichał na to, jakich akurat graczy miał do dyspozycji i z kim konkretnie przyszło mu grać. 4-2-3-1 i już. O efektach już pisałem.
b) czy mógłbyś mi wyjawić przez kogo konkretnie 4-3-2-1 uznawane jest za super ofensywne? Bo mnie się wydaje, że cyferki nie grają. Z każdego ustawienia (pomijając ekstrema w typie WM, czy 4-2-4) da się pójść zarówno w stronę ataku, jak i obrony.
A, i jeszcze: (Rosja) to dość przeciętny zespół. Hmmm... no cóż.
3. Filozofia gry
siłą Rosjan są gracze ofensywni (...) My mamy sytuację identyczną.
A... czy z przypadku Rosjanie też nie grają 4-3-2-1?
A przede wszystkim - może stąd właśnie bierze się skłonność Smudy do zwiększania liczebności formacji obronnej? Skoro reprezentanci Polski odpowiedzialni za defensywę są wyraźnie słabsi od swych ofensywnych kolegów (są), może selekcjoner chce zrównoważyć ich niską jakość większą ilością?
Dzięki
@ Monrooe
Jeśli się czymś fascynuje to atmosferą, umalowanymi paniami które na policzkach dumnie pokazują biało czerwone flagi a są w moim wieku, czy młodymi ludźmi ubranymi w peruki itp. Co do reszty to Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii tyle tylko że ją od znawców futbolu oczekiwanym obiektywizmu.
1. "Odkąd" nie znaczy "zawsze"
2. Istnieją kłamstwa, większe kłamstwa i statystyki
3. Pkt. 2 jest tym bardziej istotny w tym konretnym przypadku, że Smuda jak do tej pory prowadził kadrę w zaledwie dwóch meczach, w których wynik miał znaczenie.
Niby mecze towarszyskie nie mają znaczenia, ale jeśli żadna z drużyn która gra na Euro2012 nie dała się pokonać reprezentacji Smudy to można też postawić tezę, że albo te drużyny nie kładły przysłowiowej lachy na te mecze albo team Smudy był na nie za słaby, choć można postawić też tezę, że Polacy kładli ... bo to były mecze towarzyskie. Stadion we Wrocławiu przeprowadzi dowód czy ww. tezy mają odzwierciedlenie w rzeczywistości.
- "Przyznam, że nie podoba mi się kombinowanie na zasadzie "ci, albo tamci byli jeszcze słabsi, niż my"
Ależ a-c10 to nie kombinowanie a stwierdzenie suchego faktu. Napisałem, że w mojej opinii nie pasujemy do tego turnieju. Napisałem tak dlatego, że graliśmy zupełnie inną piłkę niż reszta drużyn. Niezespołową, bez większego konceptu. Teraz koryguję, nie jest tak źle jak to widziałem. Jednak nie będę nagle opowiadał, że mamy drużynę, bo ja nadal jej nie widziałem (pomimo niewątpliwego sukcesu jakim było zwycięstwo z Rosjanami). Nie mam zamiaru też ukrywać, że nie tyle zaskoczyli mnie Polacy swoja dobrą grą co Grecy i (przede wszystkim) Czesi formą jakiej nie widziałem u tych jedenastek od dawien dawna. Po dwóch turach tych mistrzostw są słabsi, tyle. Bez żadnego kombinowania.
- "Z każdego ustawienia (pomijając ekstrema w typie WM, czy 4-2-4) da się pójść zarówno w stronę ataku, jak i obrony. "
Z WM może faktycznie nie za wiele dawało się zrobić (choć jedni czy drudzy i tak próbowali), ale już z 4-2-4 jak najbardziej. Kombinowali (szczególnie Brazylijczycy i Węgrzy) z tym ustawianiem jak koniki pod górę
@ Senator
-"Co do reszty to Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii tyle tylko że ją od znawców futbolu oczekiwanym obiektywizmu."
Nie Senatorze, ty oczekujesz, potwierdzenie Twojej optyki świata. Gdy tak się nie dzieje nagle zarzucasz bark obiektywizmu. A tak nie jest, nawet bym powiedział, że to częściej u Ciebie brak obiektywizmu. Nic w tym jednak dziwnego, uwielbiasz patrzeć sercem a w efekcie rzucać się w odmęty zachwytu po zwycięstwie lub totalnej załamki po porażce. Są jednak tez tacy zauważ, którzy widzą też środek i to niezależnie od osiągniętego wyniku.
Jeżeli Matuszczyk ma problemy i w pierwszej i w drugiej Bundeslidze, to możliwość zweryfikowania talentu, odbudowy, w naszej Ekstraklasie bezwzględnie powinien otrzymać. Czy w Legii, dobre pytanie!? Bardzo chciałbym poznać dlaczego Adamowi nie idzie, co jest tego przyczyną, po udanej diagnozie, taki "wyleczony" pacjent mógłby być przydatny.
"niejednokrotnie mówiło się, że Smuda korzystał z argumentu Euro przy negocjacjach z 'lisami'. Widocznie uznał, że musi dotrzymać słowa." - mówiło się również, że Matuszczyk, choć Niemcy piszą Matuschyk "od zawsze" chciał grać w reprezentacji Polski, biorę za dobrą monetę to drugie, a zatem w jakiś układ nie wierzę, upór Smudy to moim zdaniem wypadkowa jego "nosa", intuicji, futbolowej łaski opatrznościowej, która na Smude spływa i o której istnieniu zdaje sie być przekonany i której co najważniejsze zawierza. Dopóki go nie zawiedzie, również i my stajemy się jej wyznawcami!
@ Senator
"kiedy na dziś wyniki są lepsze od zakładanych szuka dziury w osobie Matuszczyka" - szukam w odpowiedzi na Twoje stwierdzenie odnoszące się do Smudy: "nie ma do czego się przypieprzyc". Otóż jezeli mam się do Smudy "dopieprzać", to właśnie teraz, gdy inni są już gotowi mu stawiać pomniki, ciszę się, że Twoja opinia o Franzu jest ugruntowana, ale zapewniam Ciebie, że w przypadku ptfu, ptfu, porażki w najbliższym meczu zostanie wylane na niego wiadro pomyj, a ja mimo że dziś ubrałem szaty "smudofoba" i cały czas pewne rzeczy w Smudzie wzbudzaja moje obawy, to w czymś takim ewentualnie później uczestniczyć nie mam zamiaru. Nie kręci mnie bycie w stadzie kraczących wron.
Piechniczek jako selekcjoner odniósł z kadrą niewątpliwy sukces, ale do dziś trwają dyskusje, dlaczego w półfinale z Włochami posadził na trybunach obok wykartkowanego Bońka, czołowego snajpera francuskiej ligi, czyli 'diabła' Szarmacha? Do błędu jakim, było pominięcie w składzie na Mundial w Meksyku Janasa, o dziwo, w tej chwili, już otwarcie się przyznaje. Nie ma nieomylnych trenerów, do których nie można się "dopieprzyć", najgorsze gdy oni sami zaczynają tak siebie postrzegać, ale nie dlatego, że w publicznych kontaktach są aroganccy i zadufani, a ponieważ ich możliwości analityczne stają się ograniczone.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wyciągnie jakichkolwiek sumarycznych wniosków odnośnie repry i jej udzaiłu w Euro jest stanowczo przedwczesne. Tak się składa, że ostatnia część tryptyku będzie decydujaca i punktowo i w emocjonalnym nastawieniu i w końcowych ocenach na euroświadectwie i piłkarzy i trenera. Nadzieja została rozbudzona, jej pogrzebanie może być bolesne. O tym, że dysponujemy indywidualnościami, potencjałem ofensywnym, którego może nam zazdrościć wielu uczestników samego turnieju wiedzieliśmy juz przed nim, mecz z Rosją, pokazał że w destrukcji, do której było najwiecej wątpliwości i obaw, możemy być równie skuteczni, prawie bezbłędnie neutralizując przeciwnika. Zalążek drużyny, której nie tylko nie musimy się wstydzić, ale która może również coś znaczyć na europejskiej arenie pojawił się na widnokregu, tylko, czy to nie jest fatamorgana przekonamy się w sobotę.
Egzamin maturalny dla drużyny, chce wkroczyć w dojrzałość musi sprostać. Ciężka próba i dla trenera, zaatakujemy, odkryjemy się, łatwo zostaniemy wypunktowani, będziemy kunktatorsko wyczekiwać na błąd, możemy się jeszcze bardziej na takiej zachowawczej, strusiej polityce przejechać. Tak źle i tak niedobrze, upływ czasu, dopóki nie wyjdziemy na prowadzenie, nie będzie działał na naszą korzyść, obrona korzystnego wyniku jeżeli takowy stanie się naszym udziałem, przewiduję również może być nerwowa, na pograniczu zawału na trybunach, w fanzonach i w kapciach przed telewizorami.
Jeszcze jedna uwaga. Rzecz jasna kibicuję reprze, wszystkim, ale w sobotę szczególnie będę trzymał kciuki za Boenischa. Jego wystawianie budziło moją najwiekszą krytykę, Smuda podjął ogromne ryzyko, na którym cały czas może się przejechać, zawalenie bramki, jakiś błąd, zniweczenie wysiłku drużyny, a suchej nitki i na piłkarzu i na upartym szkoleniowcu nie zostanie. Racjonalnie z mojego punktu widzenia ta krytyka byłaby w dużej mierze uzasadniona, gdybologia na zasadzie, że Wawrzyniak również jakiś newralgiczny błąd mógłby popełnić, nie wystarczy do wytłumaczenia. Smuda podejmuje ryzyko, ale ... jak patrzę na Boenischa, jak chłopak się zachowuje, jak reaguje, to mentalnie, wolincjonalnie nie wiem czy jest w kadrze wielu bardziej zmotywowanych od tego "farbowanego lisa". Nie grał półtora roku, był w czarnej dziurze, z klubu odchodzi, zatem ani sentymentu, ani przyszlości z nim nie wiązał, natomiast tym, który wyciągnął do niego rękę i w trudnych chwilach, konsekwentnie podtrzymywał na duchu, cały czas okazywał zaufanie, stawiał, był Smuda. Wbrew wielu i dziennikarzom i kibicom w tym i takiemu iocosusowi. Sebastian początkowo wywiadów udzielać nie chciał, poźniej robił to po angielsku, teraz nie wzbrania się, żeby mówić po polsku, nie przejmuje się językowymi lapsusami, na murawie gestami inspiruje potrzebę dopingu, w kilometrażu w meczu z Rosjanami znalazł się na drugim miejscu, cały czas jest jeszcze nieograny, bez czucia piłki, ale daje z siebie wszystko. Ma coś do udowodnienia i odwdzięczenia się komuś, a ja tak sobie myślę, że być może jest obecnie jednym z najbardziej z kadrą zintegrowanych piłkarzy. Jeżeli się wahał, co do reprezentacyjnych wyborów, to jestem na bank pewien, że w tej chwili ich nie posiada i nie żałuje. Mhm, może taki z "odzysku" nie jest gorszy od tych "prawdziwych"? W każdym razie mocno ściskam za niego kciuki.
a o Ludwiku Obraniaku przeczytałem dziś coś ciekawego (pozwolę sobie przytoczyć):
Dane Castrol EDGE wyraźnie wskazują na doskonałą formę Ludovika Obraniaka, który okazał się najbardziej kreatywnym zawodnikiem w dotychczasowych spotkaniach Polaków na UEFA EURO 2012.W dwóch meczach pomocnik Bordeaux stworzył swoim kolegom z drużyny aż trzynaście okazji do strzelenia gola. To więcej niż udało się wszystkim pozostałym polskim zawodnikom razem wziętym.
Złość Obraniaka na trenera Franciszka Smudę za zmianę w ostatnich minutach meczu z Rosją wydaje się być w pełni uzasadniona. We wtorkowym pojedynku grający z numerem "10" pomocnik aż osiem razy otwierał Polakom drogę do bramki. Lepszym wynikiem w dotychczasowych meczach UEFA EURO 2012 może się pochwalić jedynie Wesley Sneijder, który umożliwił Holendrom dziesięć strzałów na bramkę Duńczyków. Schemat pokazujący miejsca kontaktu Obraniaka z piłką dokładnie odzwierciedla jego styl gry: "Ludo" rzadko włącza się do akcji pod bramką przeciwnika, operując raczej w środku boiska i koncentrując się na dośrodkowaniach w pole karne. Obraniak jest też zaangażowany w stałe fragmenty gry, odpowiadając zwłaszcza za wykonywanie rzutów wolnych.
zatem... może zaufajmy trenerskiemu nosowi Franka Smudy
ustawienie na Rosje też było... skuteczne (może poza Murawskim, który chyba zbyt mało grał do przodu).
A jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, które wszyscy tak szumnie krytykują, to chciałbym powiedzieć, że to Rosjanie siadali pod koniec meczu na murawie (ktoś widział Arshavina?!)... mało tego, gdyby dali nam jeszcze z 10 minut tego meczu to byśmy tą Sborną rozjechali!!!
myslę, że różnica w "kondycji" pomiędzy oboma meczami na Euro wynikała z gospodarowania siłami przez naszych zawodników (tu wychodzi brak ogrania na turniejach...)
z Grekami rzuciliśmy się do huraganowych ataków i potem oddychaliśmy rękawami... na co tylko czekała reprezentacja Hellady
z Rosją zagraliśmy już bardziej "smart"
Przez wiele lat obserwuję, jak na turniejach grają Niemcy. Zwykle jest tak, ze w grupie grają totalną "padakę", totalne minimum, żeby potem dojść do finału
- "z moich, piknikowych obserwacji, wynika, że wszystkie "farbowane lisy" Franca, spłaciły kredyt zaufania."
Można i tak. Ja może poza Perquis-em (wobec posuchy wśród środkowych obrońców) nie widzę usprawiedliwienia dla występów żadnego z wymienionych przez Ciebie piłkarzy . Na Castrolu się nie znam, a Obraniak to w obu meczach najsłabszy gracz na boisku, zero ruchu, ciągle za wolny, wiecznie spóźniony (choć niewątpliwie kilka podań palce lizać). Boenisch może i ni popełnił tylu błędów co w pierwszym meczu, ale też Rosjanie z uporem maniaka pchali się środkiem. Polański w drugim meczu faktycznie niezły (na pewno nie najlepszy) ale czy oby na pewno lepszy od defensywnych pomocników dostępnych w naszej lidze? Wątpię, nawet bardzo.
zatem wracamy do czysto akademickiej dyskusji, którą sam zapoczątkowałem, opublikowanym na łamach c-eLki artykułem "Prawo Smudy"
trener tak uważa, to są Jego wybory i Jego będziemy rozliczać
mówisz, że w naszej lidze są lepsi defensywni pomocnicy?
pewnie są
ale w meczu z Rosją, nasz najlepszy ligowy DMC, Murawski, zagrał słabo (inna sprawa, że nie był tak do końca DMC, grał raczej takiebo Xaviego z Barcy...a tak umie tylko Xavi- wcześniej Pep)
na Castrolu też się nie znam, i też uważałem Ludwika za jedno z najsłabszych ogniw, dlatego pozwliłem sobie przytoczyć ten fragment analizy, żeby pokazać, że być może nie był taki zły, za jakiego Go wszyscy uważamy
no i przy bramce wyrównującej, to Ludwik uruchomił Piszczka na prawej flance
1. Nasza liga jest najsłabsza
2. Nasza liga jest najbiedniejsza
3. W naszej lidze nie ma piłkarzy z których można by sklecić reprezentacje kraju
4. Jak tak dalej pójdzie odejdą ku uciesze albiceleste10 wszyscy którzy mieli ochotę wkładać w kluby jakieś pieniądze czyli nasza liga jest najbardziej niestabilna finansowo.
To ja bym słowa nie napisał bo to są obiektywne fakty. (tu może Czesi w pewnych sprawach nam dorównują tego nie wiem, więc na wszelki wypadek asekuruję się). Co mamy obecnie? Nie jest tajemnicą że ja nie byłem zwolennikiem Smudy od początku,ale nigdzie nie wyzywałem go od gamoni itp. Teraz muszę przyznać ze zaczyna budzić mój szacunek. W atmosferze niechęci czy wręcz wrogości buduje drużynę z naprawdę kilkunastu zawodników którzy mają umiejętności na miarę reprezentacji czyli wybór niewielki. Sprawia że ta drużyna zaczyna grać w piłkę na poziomie który PASUJE do Euro .
Takiej akcji jak ta po której niestety ze spalonego strzela bramkę Polański nie powstydziłaby się sama Barcelona. Z Grekami remisujemy bo głowy jeszcze nie obyte z wielkim imprezami. Rosjanie pod koniec meczu wyraźnie się nas boją ale to widać dla wielu mało. Pitolenie dla pitolenia ok ja też lubię ale nie ukrywam i napisze to jeszcze raz, Smuda zasłużył już na szacunek bez względu na wynik meczu z Czechami których moim zdaniem pykniemy z palcem w.
@ Oley
Dzięki za cytat może być tak że nie tylko ja jestem amatorzyna, wszak też uważałem Obraniaka za słabego w obu spotkaniach. Ogólnie takie badania zawsze coś mówią o grze i choć zawodnik zdaje się być niewidoczny, okazuję się że robi dobrą robotę w zespole.
@ Iocosus
Kapitalne spostrzeżenia. Dla mnie Boenisch jest słabiutki i rzeczywiście czego jak czego ale woli walki, ambicji i chęci wsparcia zespołu odmówić mu nie można. Brawo już za samą ambicję może może być tylko lepiej?
z przytoczonego Castrola wychodzi na to, że lepszą "dziesiątką" od Ludwika jest tylko Snaider
Nikt z moich znajomych nie uważał Obraniaka w obu spotkaniach za wiodącą postać. Nikt z moich pasażerów nie wspomniał choćby słowem o dobrej grze akurat tego zawodnika i stąd też moje zadowolenie bo amatorów więcej niż jeden Senator.
A podobno przeklina się w tym języku w którym się myśli