A+ A A-

Wszystko się może zdarzyć

Wrześniowe mecze reprezentacji Polski niewiele zmieniły w sytuacji naszej kadry w walce o awans do mistrzostw Europy. Planowe wyniki z Niemcami (porażka) i z Gibraltarem (zwycięstwo) oznaczają, że wszystko rozstrzygnie się w październikowych meczach ze Szkocją i Irlandią.

Wyjściowa sytuacja reprezentacji Polski przed tymi meczami jest na pewno lepsza niż naszych wyspiarskich przeciwników. Przede wszystkim dysponujemy wielkim atutem w postaci meczu z Irlandią na Stadionie Narodowym 11 października. Jeżeli wtedy wygramy, żadna kombinacja pozostałych wyników nie odbierze nam awansu. Awans możemy zapewnić sobie zresztą już trzy dni wcześniej, pokonując Szkocję na wyjeździe, pod warunkiem, że w rozgrywanym równolegle meczu Irlandia nie wygra z Niemcami. Z drugiej strony, porażki tak ze Szkocją jak i z Irlandią zepchną nas na czwarte miejsce w tabeli i będą oznaczać, że nie tylko francuskie mistrzostwa, ale nawet baraże do nich obejrzymy jedynie w telewizji.

Czy należy obawiać się tego najbardziej pesymistycznego scenariusza? Nie, to zresztą w ogóle nie jest dobrze postawione pytanie. Gdybyśmy nie potrafili ugrać nawet punkcika (który na pewno dałby nam miejsce w barażach) w meczach z takimi przeciwnikami jak Szkocja i Irlandia, to by oznaczało ni mniej ni więcej, że na grę w żadnym mistrzowskim turnieju nie zasługujemy, a reprezentacja mająca w składzie Fabiańskiego, Glika, Krychowiaka, Milika czy Lewandowskiego dalej nie stanowi drużyny tylko przypadkową zbieraninę. A przecież patrząc na grę tej ekipy, trudno uwierzyć w tak miażdżący osąd. Wydaje się, że mamy całkiem przyzwoity zespół z rosnącym potencjałem - nie należy się zatem tych Szkotów czy Irlandczyków bać, lecz wyjść na boisko i zdać najważniejsze w całych eliminacjach egzaminy.

Znaki zapytania rzecz jasna istnieją. Najważniejszy dotyczy gry obronnej naszej kadry. Staramy się grać bezpiecznie, z zabezpieczeniem tyłów, ale im bliżej dopuszczamy przeciwnika do naszego pola karnego, tym bardziej ochoczo on z tego korzysta. Drużyna Nawałki nie jest w stanie zaryglować swojej bramki,nie potrafi odrzucić rywala daleko od pola karnego. Widać to było choćby w wiosennym meczu w Dublinie, chyba najsłabszym w wykonaniu reprezentacji Polski w tych eliminacjach, widać było także w meczu ze Szkotami w Warszawie, którzy szybkimi atakami bezceremonialnie rozmontowywali naszą obronę, a losy fatalnie układającego się meczu udało się odwrócić dzięki wprowadzeniu na boisko Mili i przeorientowaniu drużyny na grę na wskroś ofensywną. Ba, nawet w meczu z Gruzją w Warszawie, kiedy nasz zespół starał się spokojnie prowadzić grę przy prowadzeniu 1:0, skutki tego były takie, że Gruzini zaczęli stwarzać sytuacje i o mały włos doprowadziliby do wyrównania. Jeżeli mamy w obu decydujących meczach pilnować wyniku (a niezależnie od deklaracji trenera  czy piłkarzy, należy spodziewać się, że tak właśnie będzie), powinniśmy nastawić się na nerwowe i pełne napięcia minuty oraz oczekiwanie na to, że błysk nieprzeciętnych umiejętności Lewandowskiego czy Milika zakończy naszą nerwówkę.

Trzeba oczywiście trenerowi Nawałce oddać, że nasza drużyna nie ma atutów, które pozwalałaby nam myśleć o oparciu gry na utrzymaniu się przy piłce i ataku pozycyjnym. Nie z Milikiem wspomagającym Lewandowskiego, nie z Grosickim na skrzydle, nie przy permanentnych problemach z obsadą pozycji drugiego środkowego pomocnika obok Krychowiaka. Jesteśmy w jakimś sensie skazani na grę szybkim atakiem i ciągłe doskonalenie gry obronnej. To może zaprocentować na głównej imprezie, chociaż trochę szkoda, że w obliczu rywalizacji z jeszcze mniej kreatywnymi zespołami, jakimi są przecież Irlandia i Szkocja, nie sposób liczyć na dominację naszej drużyny.

O meczu z Niemcami specjalnie rozwodzić się nie ma sensu, bo to drużyna Loewa od początku do  końca rozdawała  karty. Powracając na chwilę do zeszłorocznych mistrzostw świata w Brazylii, Niemcy zaczęli jak z Portugalią czy Brazylią, wymieniając piłkę z szybkością nieosiągalną dla jakiejkolwiek innej reprezentacji na świecie, następnie grając po swojemu ofensywnie i z otwartą przyłbicą, pozwolili również i nam rozwinąć skrzydła, jak Ghanie i Algierii, wreszcie nieco zaniepokojeni, uspokoili mecz, zamykając go tak jak to uczynili przeciw Francji. Pozostaje nam satysfakcja z pierwszej połowy, która była widowiskiem na światowym poziomie i żal z tego, że 'Lewy' trafił Neuera w ramię w sytuacji, która mogła dać nam remis 2:2.

Z Niemcami jesteśmy zatem na remis. Żartobliwie można zapytać – czy 'dogrywka' nastąpi w przyszłym roku we Francji? Czemu nie! Tylko ograjmy najpierw Szkocję i Irlandię...

Dyskusja (3)
1wtorek, 08, wrzesień 2015 14:31
Zbyszek
Gawin pisze o poziomie gry naszej reprezentacji z perspektywy naszej grupy eliminacyjnej.Oglądając rywalizację w innych grupach można skonstatować,że mieliśmy ogromne szczęście ,że los przydzielił nam takich przeciwników i taki układ gier. Zwłaszcza wygrana z Niemcami była zrządzeniem losu, gdyż graliśmy mecz u siebie, a drużyna rywali była potwornie zmęczona po wyczerpujących MŚ w Brazylii. Nie chcę umniejszać naszego sukcesu, gdyż wygrana z tą drużyną zawsze jest splendorem, ale w miarę normalna gra Niemców powoduje,że dysproporcja w umiejętnościach znowu jest widoczna. Oczywiście następuje pewna reorientacja futbolu europejskiego i niektóre zespoły narodowe z mocnych lig mocno spuszczają z tonu na rzecz drużyn wschodzących dotąd niewiele znaczących.Można to od biedy uznać za wyrównywanie się poziomów i zmniejszanie dysproporcji. Lecz odbywa się to poprzez niebywale zmasowaną grę obronną. Te drużyny na czele których stoi Islandia, Austria i Słowacja opanowały prawie do perfekcji destrukcję. W zasadzie trudno to nazwać grą w piłkę, gdyż oni przecież nie tylko nie grają,ale wyłącznie biegają po boisku i tym sposobem przeszkadzają, a właściwie uniemożliwiają grę przeciwnikom.Kiedy trafią na mniej zmęczonych np. Hiszpanów jak Słowacy to widać w całej pełni ich żałosną nieporadność. I niestety taka jest chyba droga we współczesnym europejskim futbolu dla drużyn spoza dotąd żelaznego zestawu tych największych, aby brać udział w najważniejszych imprezach. Dla nich także zwiększono ilość drużyn w imprezie docelowej.W ten trend nie wpisuje się nasza reprezentacja. W dużej części dlatego,że obrońców poza Glikiem i jak się okazuje Rybusem mamy bardzo słabych, a i dla zawodników pozostałych formacji umiejętności destrukcyjne nie są przymiotami poza rzecz jasna Krychowiakiem , aczkolwiek i on w meczu z Niemcami i Gibraltarem popełnił masę błędów.
Więc trener Nawałka nie ma wyjścia i musi z konieczności stawiać na grę zrównoważoną z przewagą elementów ofensywnych. Dysponuje zresztą tu dużym atutem w postaci Lewandowskiego.
Odnośnie awansu do ME we Francji jestem realistą tzn. uważam,że ono nastąpi, gdyż i Szkocja i Irlandia grają gorszą piłkę.Obie te drużyny hołdują starej angielskiej zasadzie,że na boisku jest do wykonania określona robota polegająca na wybieganiu iluś tam kilometrów i kopnięciu ileś tam razy piłki oraz powaleniu iluś tam rywali. Pytaniem, a po co to? głów sobie nie zaprzątają.Coraz bardziej odstają z tym anachronicznym futbolem od współczesnych kierunków rozwoju kopanej.Co nie znaczy,że będzie łatwo.Bowiem złudne mogą być ich wyniki z Gruzją. Drużyny grające siłowy, destrukcyjny futbol maja ogromne problemy z grą ofensywną, wytwarzaniem sytuacji bramkowych i strzelaniem goli.Natomiast dla drużyn nie potrafiących z różnych względów stosować ataku pozycyjnego, jak nasza drużyna mogą być przeszkodą nie do pokonania.I tu remisy są najbardziej prawdopodobne co i tak daje nam awans. A o faktycznym miejscu w europejskim futbolu przekonamy się praktycznie dopiero za rok.
2wtorek, 08, wrzesień 2015 15:57
Monrooe
Cholera, tak czytam i czytam i sobie myślę, że gdyby to była Legia Berga, to byłbym pewien, że wygramy z Irlandią, a i o remis z Szkotami byłbym zdecydowanie spokojniejszy. Ciekawe doświadczenie...
3wtorek, 08, wrzesień 2015 17:55
Zbyszek
Monrooe dość , jak mniemam uszczypliwie , a jednak trafnie ruszył kwestię zawodników z naszych klubów w kadrze.Mając problemy w obronie i na pozycji defensywnego pomocnika oraz prawego skrzydłowego trener mógłby poważnie rozpatrzeć powołanie do kadry graczy z dwóch naszych klubów, które jednak radzą sobie w europejskich rozgrywkach, w odróżnieniu od innych. Nie będę mieszał się do Lechitów, lecz z Legii można powołać Bereszyńskiego, który jest obecnie zdecydowanie lepszy od Piszczka czy Olkowskiego, podobnie jak przecież nie ma porównania tego co gra, a właściwie nie gra Mączyński z tym co umie i jak jest przydatny drużynie Furman. Mam zastrzeżenia do obecnej formy Kucharczyka,ale na prawym skrzydle radziłby sobie lepiej niż obecni wybrańcy Nawałki.Ja nie jestem zwolennikiem powoływania tzw. najlepszych, gdyż nie bardzo wiadomo jakie kryteria tej lepszości przyjąć, a ponadto reprezentacja to inny rodzaj drużyny niż klubowa i w niej powinni występować gracze , których charakterystyki pasują do koncepcji gry trenera. Tu wzorem był Pan Kazimierz Górski. Niemniej to dotyczy sytuacji w których umiejętności, przecież widoczne gołym okiem są zbliżone, a nie występuje pomiędzy nimi przepaść.
Wtedy odbieram prawo trenerowi do takich powołań, bo to co robi to jest klika, fałszywa promocja i klientelizm, a nie dbałość o wyniki reprezentacji Polski. Wielu trenerów zapomina o tym,że to nie reprezentacja Smudy czy Nawałki, ale Rzeczpospolitej.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1