- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- gawin76
Wszystko się może zdarzyć
Wrześniowe mecze reprezentacji Polski niewiele zmieniły w sytuacji naszej kadry w walce o awans do mistrzostw Europy. Planowe wyniki z Niemcami (porażka) i z Gibraltarem (zwycięstwo) oznaczają, że wszystko rozstrzygnie się w październikowych meczach ze Szkocją i Irlandią.
Wyjściowa sytuacja reprezentacji Polski przed tymi meczami jest na pewno lepsza niż naszych wyspiarskich przeciwników. Przede wszystkim dysponujemy wielkim atutem w postaci meczu z Irlandią na Stadionie Narodowym 11 października. Jeżeli wtedy wygramy, żadna kombinacja pozostałych wyników nie odbierze nam awansu. Awans możemy zapewnić sobie zresztą już trzy dni wcześniej, pokonując Szkocję na wyjeździe, pod warunkiem, że w rozgrywanym równolegle meczu Irlandia nie wygra z Niemcami. Z drugiej strony, porażki tak ze Szkocją jak i z Irlandią zepchną nas na czwarte miejsce w tabeli i będą oznaczać, że nie tylko francuskie mistrzostwa, ale nawet baraże do nich obejrzymy jedynie w telewizji.
Czy należy obawiać się tego najbardziej pesymistycznego scenariusza? Nie, to zresztą w ogóle nie jest dobrze postawione pytanie. Gdybyśmy nie potrafili ugrać nawet punkcika (który na pewno dałby nam miejsce w barażach) w meczach z takimi przeciwnikami jak Szkocja i Irlandia, to by oznaczało ni mniej ni więcej, że na grę w żadnym mistrzowskim turnieju nie zasługujemy, a reprezentacja mająca w składzie Fabiańskiego, Glika, Krychowiaka, Milika czy Lewandowskiego dalej nie stanowi drużyny tylko przypadkową zbieraninę. A przecież patrząc na grę tej ekipy, trudno uwierzyć w tak miażdżący osąd. Wydaje się, że mamy całkiem przyzwoity zespół z rosnącym potencjałem - nie należy się zatem tych Szkotów czy Irlandczyków bać, lecz wyjść na boisko i zdać najważniejsze w całych eliminacjach egzaminy.
Znaki zapytania rzecz jasna istnieją. Najważniejszy dotyczy gry obronnej naszej kadry. Staramy się grać bezpiecznie, z zabezpieczeniem tyłów, ale im bliżej dopuszczamy przeciwnika do naszego pola karnego, tym bardziej ochoczo on z tego korzysta. Drużyna Nawałki nie jest w stanie zaryglować swojej bramki,nie potrafi odrzucić rywala daleko od pola karnego. Widać to było choćby w wiosennym meczu w Dublinie, chyba najsłabszym w wykonaniu reprezentacji Polski w tych eliminacjach, widać było także w meczu ze Szkotami w Warszawie, którzy szybkimi atakami bezceremonialnie rozmontowywali naszą obronę, a losy fatalnie układającego się meczu udało się odwrócić dzięki wprowadzeniu na boisko Mili i przeorientowaniu drużyny na grę na wskroś ofensywną. Ba, nawet w meczu z Gruzją w Warszawie, kiedy nasz zespół starał się spokojnie prowadzić grę przy prowadzeniu 1:0, skutki tego były takie, że Gruzini zaczęli stwarzać sytuacje i o mały włos doprowadziliby do wyrównania. Jeżeli mamy w obu decydujących meczach pilnować wyniku (a niezależnie od deklaracji trenera czy piłkarzy, należy spodziewać się, że tak właśnie będzie), powinniśmy nastawić się na nerwowe i pełne napięcia minuty oraz oczekiwanie na to, że błysk nieprzeciętnych umiejętności Lewandowskiego czy Milika zakończy naszą nerwówkę.
Trzeba oczywiście trenerowi Nawałce oddać, że nasza drużyna nie ma atutów, które pozwalałaby nam myśleć o oparciu gry na utrzymaniu się przy piłce i ataku pozycyjnym. Nie z Milikiem wspomagającym Lewandowskiego, nie z Grosickim na skrzydle, nie przy permanentnych problemach z obsadą pozycji drugiego środkowego pomocnika obok Krychowiaka. Jesteśmy w jakimś sensie skazani na grę szybkim atakiem i ciągłe doskonalenie gry obronnej. To może zaprocentować na głównej imprezie, chociaż trochę szkoda, że w obliczu rywalizacji z jeszcze mniej kreatywnymi zespołami, jakimi są przecież Irlandia i Szkocja, nie sposób liczyć na dominację naszej drużyny.
O meczu z Niemcami specjalnie rozwodzić się nie ma sensu, bo to drużyna Loewa od początku do końca rozdawała karty. Powracając na chwilę do zeszłorocznych mistrzostw świata w Brazylii, Niemcy zaczęli jak z Portugalią czy Brazylią, wymieniając piłkę z szybkością nieosiągalną dla jakiejkolwiek innej reprezentacji na świecie, następnie grając po swojemu ofensywnie i z otwartą przyłbicą, pozwolili również i nam rozwinąć skrzydła, jak Ghanie i Algierii, wreszcie nieco zaniepokojeni, uspokoili mecz, zamykając go tak jak to uczynili przeciw Francji. Pozostaje nam satysfakcja z pierwszej połowy, która była widowiskiem na światowym poziomie i żal z tego, że 'Lewy' trafił Neuera w ramię w sytuacji, która mogła dać nam remis 2:2.
Z Niemcami jesteśmy zatem na remis. Żartobliwie można zapytać – czy 'dogrywka' nastąpi w przyszłym roku we Francji? Czemu nie! Tylko ograjmy najpierw Szkocję i Irlandię...


Więc trener Nawałka nie ma wyjścia i musi z konieczności stawiać na grę zrównoważoną z przewagą elementów ofensywnych. Dysponuje zresztą tu dużym atutem w postaci Lewandowskiego.
Odnośnie awansu do ME we Francji jestem realistą tzn. uważam,że ono nastąpi, gdyż i Szkocja i Irlandia grają gorszą piłkę.Obie te drużyny hołdują starej angielskiej zasadzie,że na boisku jest do wykonania określona robota polegająca na wybieganiu iluś tam kilometrów i kopnięciu ileś tam razy piłki oraz powaleniu iluś tam rywali. Pytaniem, a po co to? głów sobie nie zaprzątają.Coraz bardziej odstają z tym anachronicznym futbolem od współczesnych kierunków rozwoju kopanej.Co nie znaczy,że będzie łatwo.Bowiem złudne mogą być ich wyniki z Gruzją. Drużyny grające siłowy, destrukcyjny futbol maja ogromne problemy z grą ofensywną, wytwarzaniem sytuacji bramkowych i strzelaniem goli.Natomiast dla drużyn nie potrafiących z różnych względów stosować ataku pozycyjnego, jak nasza drużyna mogą być przeszkodą nie do pokonania.I tu remisy są najbardziej prawdopodobne co i tak daje nam awans. A o faktycznym miejscu w europejskim futbolu przekonamy się praktycznie dopiero za rok.
Wtedy odbieram prawo trenerowi do takich powołań, bo to co robi to jest klika, fałszywa promocja i klientelizm, a nie dbałość o wyniki reprezentacji Polski. Wielu trenerów zapomina o tym,że to nie reprezentacja Smudy czy Nawałki, ale Rzeczpospolitej.