- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. W Kalejdoskopie odc. 3
W filmie "Miś" jest scena, która stała się dla ludzi niechętnych wszelkiej władzy pretekstem do jej podważania. Pracownik klubu wiedząc, że usłyszy to prezes, wykrzykuje: "Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam. To mówiłem ja. Jarząbek". Dla krytykantów każda pochwała osoby zarządzającej jest co najmniej niestosowna i od razu porównywana do tej sceny.
Przypomina to czasy w których kierowniczą siłą narodu byli robotnicy i inne masy pracujące i, jak doświadczyliśmy, nie za bardzo się z tej roli wywiązali. Dla mnie nie jest ten cytat żadnym wzorcem metra z Sevres, ani tym bardziej Dekalogiem. Ma on konkretny odnośnik w postaci PeeReLowskiego mianowańca i przenoszenie tamtej sytuacji na zgoła inny model ustrojowy jest z gruntu nietrafne. Nie tak dawno obejrzałem film Jerzego Stuhra"Obywatel", na którym krytyka suchej nitki nie zostawiła, nazywając go kabotyńskim. Tuszę że tak jak "Miś" stanie się za 35 lat ikoną kina okresu przełomu i wzorcem, z którego natchnienie do kwestionowania autorytetów też będzie czerpane. Dlatego kilka zdań o prezesie Legii Warszawa panu Leśnodorskim wolne od pochwał nie będzie.
Prezesowi Leśnodorskiemu zarzuca się i często słusznie, że ma za duże parcie na media, że chce być widzialny i słyszalny. Trochę na zasadzie, że jak mnie nie ma w mediach to nie istnieję oraz że niech mówią nawet byle jak, byle mówili. To ostatnie rzeczywiście chyba za bardzo sobie wziął do serca, bo zbyt często mówi byle co. Niestety daje tym wyraz dwóm faktom naraz, że się na futbolu nie zna i że poznać się na nim łatwo nie jest. "Tych lat straconych lat nie odda nam nikt" śpiewano w piosence. Tak i z tą piłką przeklętą i niepojętą. W nią trzeba było grać, ją trzeba było trenować, o niej trzeba było czytać, o niej trzeba było dyskutować i jej trzeba było kibicować. Od najmłodszych lat i stale. Kto tego nie przeżył, ten zawsze będzie delikatnie i z włoska dyletantem. Nie będzie miał stałego poglądu, bo nie ma fundamentalnej wiedzy i wszystko dla niego jest nowe i tak zmienne, że niczego stałego w osnowie nie dostrzega. Stąd nasz prezes zmienia zdanie na różne tematy nie tylko co wywiad, ale bywa że i w tej samej wypowiedzi. Lecz przecież, do diaska, nie na tej podstawie powinniśmy oceniać osobę zarządzającą poważnym klubem piłkarskim. Musimy przy takiej ocenie odpowiedzieć sobie na pytania czy ma on odpowiednie przygotowanie, dysponuje właściwymi przymiotami osobistymi, czy jest pracowity, czy ma wizję rozwoju klubu, czy nim sensownie na co dzień zarządza, czy podejmuje odpowiednią ilość decyzji, czy jest uczciwy i sprawiedliwy, czy pomnaża dorobek klubu czy go roztrwania i czy wreszcie staje na wysokości zadania w sytuacji kryzysowej. Na te wszystkie i jeszcze inne podobne moja odpowiedź jest twierdząca. Dlatego prezesowi Leśnodorskiemu radzę, aby mniej się wypowiadał na tematy stricte piłkarskie a więcej na te z dziedziny zawiadywania klubem w stylu podobnym do stratega Ifikratesa, który na pytanie Kaliasa syna Chariasa: "Kim ty jesteś: łucznikiem, jeźdźcem, procarzem czy hoplitą?", odparł: "Żadnym z nich. Lecz to ja nimi wszystkimi dowodzę". Pisze o tym Plutarch w dytrybie: "Czy cnota jest czymś , czego można nauczyć". I komentuje "Śmiechu warty jest ten, kto sądzi, że różnych umiejętności praktycznych można się nauczyć, umiejętność zaś dowodzenia przychodzi nie wiadomo skąd i pierwszemu lepszemu bez nauki. Bo dowódca jest tym, dzięki któremu walczący zwyciężają, ale i tym, przez którego giną".
To że niektórzy wiedzą o piłce więcej nie oznacza,że wiedzą wszystko. Krytykowanie więc prezesa w tym względzie winno być umiarkowane. Tu umiaru nie zachowują ci, którzy owszem w piłkę na jakim takim poziomie grali, lecz w życiu poza piłką się nie odnaleźli, a i w niej są na marginesie. Bycie na uboczu wzbudza agresję więc często zarzuca się Leśnodorskiemu nie winy popełnione, ale jakieś wyimaginowane niedokonania i jakieś rzekome zaniechania. Im podpowiem, że zawsze mogli teoretycznie być zarządzającym klubem, ale są jak panna na wydaniu, która chciałaby mieć księcia, ale ani urody, ani rozumu, ani pieniędzy nie ma.
Natomiast naszego prezesa, oprócz sprawności w działaniu, cechuje naiwna wiara humanisty, że gdzie indziej jest wiedza absolutna i prawdziwa i dzięki niej "gołąbki same skoczą do gąbki". Chciał on badać genetyczne predyspozycje dzieci do uprawiania piłki. Wytłumaczono, że tego prawo zabrania, a i etycznie jest naganne. Nie wchodząc w szczegóły, genetyka jest w powijakach. Sklonowanie owieczki Dolly zakończone katastrofą zmusiło naukowców do zahamowania nadziei związanych z tą gałęzią nauki. Wiemy,że genom ludzki składa się z z około 6000 milionów zasad chemicznych tworzących około 100000 genów. Sekwencję tych zasad wzdłuż każdego z chromosomów ustala się obecnie w bardzo szerokim programie naukowym zwanym projektem genomu ludzkiego. Dalej prezes chciał, aby drużyna na stałe współpracowała z psychologami. Ale ktoś mu nadał agencję, która zajmowała się wytwarzaniem pozytywnego własnego wizerunku człowieka jako szefa drogą doskonalenia umiejętności socjotechnicznych. Na szczęście zajęcia były nieobowiązkowe to i szybko nauki obumarły, gdyż nikt w nich nie uczestniczył. Podobnie Prezes dziwi się, że tyle wydano na badania kontroli ogólnie mówiąc przygotowania fizycznego, a efekty są mierne. Nie tak dawno trener Agnieszki Radwańskiej pan Wiktorowski stwierdził, że nadal pomimo wzrostu wiedzy na temat procesów treningowych prowadzących do maksymalnych efektów,jeżeli idzie o formę fizyczną to nadal to co wpływa na jej wysokość i jak to działa niewiele wiemy i bardziej trenerzy zgadują niż mogą to naukowo zaplanować. W każdym razie to nie wina prezesa, że zatrudniono w swoim czasie fizjologa, który formę kształtował metodą eksplozywną, a więc przyrządami wzmacniał sprawność mięśni odpowiadających za szybkość i wytrzymałość, co wymagało diety wysokobiałkowej, jako budulca mięśni, zaś obok niego zatrudniono dietetyka, który karmił graczy jogurtem z miodem, a więc dietą węglowodanową. Efektem kontuzje mięśniowe dziesiątkujące zespół. Broń Boże nie namawiam do zaniechania wkładu różnych dziedzin nauki w rozwój zespołu i każdego piłkarza z osobna, ale zalecam większą rozwagę. I zaufanie do doświadczonych trenerów. Oni wiedzą więcej z życia zawodowego niż mędrca szkiełko i oko.
Kiedy piszę, że prezes Leśnodorski jest najlepszym prezesem klubu w Polsce i najlepszym w historii Legii spotyka mnie zarzut klakierstwa. Oświadczam, że wolę być klakierem niż zgorzkniałym krytykantem ślepym na fakty. Więc je przypomnijmy. W ciągu niecałych trzech lat za czasów prezesury Leśnodorskiego Legia zdobyła dwa razy tytuł mistrza Polski, dwa razy zdobyła Puchar Polski i raz tytuł wicemistrza. Klub trzykrotnie uczestniczył w fazie grupowej LE. Przychody finansowe klubu wzrosły o ponad 60% z 64 mln złotych do ponad 100 mln złotych. Zdecydowanie poprawiła się sytuacja na trybunach. Tu prezes posłuchał fachowców od rozwiązywania sytuacji kryzysowych, którzy doradzili mu dialog i zbiera tego pozytywne efekty. Jeszcze kilka lat temu spokój na trybunach był wyjątkiem, dziś jest regułą. Zaczyna być normalniej. Sukcesy sportowe oraz widoczna tendencja do poprawy atmosfery i wreszcie wytwarzania kibicowskiej jedności przynosi efekt w postaci wzrostu frekwencji. Do tego prezes jest po prostu porządnym człowiekiem. Jak ja słyszę o prezesach i trenerach, którzy sekują piłkarzy za to, że chcą odejść z klubu to mi się nóż w kieszeni otwiera. Przyzwoity człowiek szanuje pragnienia drugiego do poprawy swoich warunków bytowania i raczej powinien mu pomagać niż przeszkadzać. A już jątrzenie przeciwko takiemu kibiców uważam za zbrodnicze. Jak to mawiał Marszałek Piłsudski "Takim do tylko dać krowy pasać, bo do rządzenia to oni się nie nadają". Wśród krytyk nadmiernych widać tę taką łatwość negatywnej oceny post factum. Tylko kto się poważy zaplanować, dokonać i wziąć odpowiedzialność jak się nie powiedzie. No kto? Bo jak się udaje to każdy wypina pierś po ordery, a porażka nie ma rodziców.
Prezes Leśnodorski jest prawnikiem i wie doskonale, że nic nie zwalania właściciela od dbałości o przedmiot swojej własności. Tu musi podejmować wszelkie niezbędna działania, aby przynajmniej nie popadł w ruinę. Jakże to różni nowych właścicieli Legii od tych z ITI. Tamci nie osiągali prawie żadnych sukcesów sportowych, natomiast doprowadzili do tego, że klub de facto był bankrutem. Jak obserwowałem tamte woluntarystyczne zadziałania to serce mi krwawiło. Dziś jestem spokojniejszy, że mój klub czeka jeszcze lepsza przyszłość. Dlatego nie obruszają mnie zmiany na stanowiskach w klubie. Prezes ma nie tylko prawo, ale i obowiązek ich dokonywać. Również wówczas kiedy formuła współpracy się wyczerpała. Byleby tylko te zmiany były na lepsze, a nie na gorsze. Ale nie można ich ocenić tak czy inaczej dopóki ich się nie spraktykuje. Przy czym pamiętać trzeba zawsze, aby umieć do takich zmian przekonać sympatyków i wygrać, a nie przegrać tego medialnie. Sposób przedstawienia nowego dyrektora sportowego był antywizerunkowy, a jego wypowiedzi niepoważne i szkodliwe. Na dodatek całkowicie sprzeczne z tym co na tej samej konferencji mówił prezes. Natomiast jeżeli prezes mówi,że drużyna musi się rozwijać w każdym sportowym i wynikowym aspekcie i że on traci nadzieję, że dotychczasowy trener jest w stanie temu trudnemu zadaniu podołać to ja to przyjmuję jako rzecz normalną i jako taką akceptuję. Natomiast prezes musi mieć i pewnikiem ma tego świadomość, że ci sami, którzy jeszcze wczoraj wręcz domagali się zmiany trenera, dziś będą napadać na niego, że takiej zmiany dokonuje. Wrogom Legii nigdy się nie dogodzi, więc przejmowanie się nimi to tylko strata czasu i nerwów. I na zakończenie fragment z "Etyki" Georga Edwarda Moore'a: "Zawsze jest oczywiście naszym obowiązkiem postępować słusznie, w tym sensie, że gdybyśmy nie postępowali słusznie, czynilibyśmy zawsze to, czego nie powinniśmy czynić. Jest wobec tego w pewnym sensie prawdą, że ilekroć postępujemy słusznie, zawsze spełniamy obowiązek i czynimy to co powinniśmy czynić".
I to by było na tyle. Na razie.


Krytyka po części jest zasłużona. Wiadomo, przesadyzm nie jest tutaj najlepszą formą oceniania prezesa ale i z tego kapka jest bliska rzeczywistości.
Prezes tak jak i jego ludzie to głównie studenci w swoim zawodzie.. Faktem niezaprzeczalnym jest,że wiele osiągnął itp ale należy pamiętać (jak to bodajże swirek pisał nie raz),że w dużej mierze fundamenty pod jego dorobek stawiali amatorzy z iti. To oni zainwestowali na rzecz m.in stadionu, zalążeku akademii czy kierunku, w którym do dziś dążymy tj legendarna LM. Leśny jak na razie sprząta po tym,co dostał po poprzednikach. Wyniki itd to normalizacja a nie chwytanie Pana Boga za nogi (tak tak pamiętamy wszyscy lata oczekiwania na MP itd..). Normalizacja nie do końca udana.
Prezes zainwestował w swoich ludzi. Ebebenge, Żewłakow itd. Do dziś nie wiadomo o zasługach dla klubu ze strony Dominika (choć za te "Dear Friends" kłaniam się nisko + awesome relacje z Wengerem). Nt przygotowania do zawodu panów Żewłakowów krążą niesamowite legendy ale wiadomo,że ich kontakty w europie są na odpowiednim poziomie aby tak bardzo skutecznie pracować w Legii. Kiełbik zostając skautem do tej pory ma problem z wyłowieniem choćby jednego zawodnika (ostatnio monitorował Skandynawię - efekt niemalże zerowy). No i ten pech z trenerami.. Gdy tak uciesznie żegnał Urbana i witał niemalże jak prawą rękę sir Alexa - Henninga Berga znów słyszeliśmy miód na uszy jak za iti pt już za 3 lata.... Efektem tego jest m.in zmarnowana szansa na walkę o grupę LM, pożegnanie z tytułem MP w zeszłym sezonie, brak zawodników na export z naszej rodzimej stajni zwanej akademią, mizerna gra od ponad połowy roku itp itd... Pamiętajmy zatem o tej drugiej stronie medalu
Dziś podobnież żegnamy Berga i witamy jakiegoś Czeresowa. Czy takich zmian doczekamy na innych stołkach? Brak wzmocnień już nie w drużynie ale w załodze legijnej to również istotny szczegół dotyczący spojrzenia na zarządzanie klubem.
Reasumując, owszem podpisuje się pod propsami dla Leśnego ale jednocześnie dostrzegam masę spraw,które nie świadczą zbyt dobrze o poziomie zarządzania klubem - co niestety jest wodą na młyn dla krytykantów wszelkiej maści.
Co do ITI pozostaniemy przy swoich zdaniach. Natomiast ITI nie tylko nie wybudowała stadionu,ale nie włożyła do niego nawet złotówki. Projekt nowego stadionu powstał już w połowie lat 90-tych, a jego ostateczny kształt zapożyczono z niemieckiego stadionu w Mainz. Moim zdaniem kilkaset tysięcy na unowocześnienie projektu przyniosłoby lepszy efekt.Inwestycję Przyśpieszyło EURO 2012 i bez niego pewno byśmy chodzili do tej pory na stary obiekt. Natomiast ITI wypina pierś po ordery.Nie oni jedni chcą medali za nieswoje zasługi.Stadion w całości wybudowało M.St.Warszawa.
I na koniec. Ja nieudolnie staram się pisać felietony . A te jak wiadomo to utwory utrzymane w osobistej formie, prezentujące często w złośliwy sposób osobisty punkt widzenia autora. Dla mnie wzorem w ich pisaniu był Chesterton.Dlatego kiedy piszesz,że jest to jednokierunkowe, już po raz drugi, to dla mnie jest to ogromna i niezasłużona pochwała.
Pozdrawiam serdecznie.
Jestem zorientowany nt stadionu itd ale to właśnie za iti temat został zamknięty
Jeśli chodzi zaś o medialność prezesa to mi ona bezczelnie zwisa. Dla mnie może wiele mówić,co nie do końca ma przełożenie na rzeczywistość ale najważniejsze aby regularnie robił krok do przodu. Na dziś te kroki odbieram prędzej jako coś niespodziewanego niż zaplanowanego,bo jeśli mówimy o planie na rozwój itp to tego raczej mi brak u prezesa. Okna transferowego nie są w stanie zaplanować o czym publicznie się przyznali w Legii, z przygotowaniami różnego rodzaju również bywają problemy itd.. Jedyną stałą jaką dostrzegam w wizji prezesa to stawianie na nieopierzonych ludzi a np Kucharski czy Chitrikow to próba ich wparcia. Takie gaszenie pożarów w różnej wersji co i rusz.
Wiem, może przesadzam w ocenie zatrudnionych przez prezesa ludzi lub też obdarzonych mega zaufaniem ale np Zagłębie zainwestowało w Holendra.. Takie detale pomagają w realizacji planu na lata a jeśli mamy przed sobą ludzi,którzy dopiero nabierają doświadczenia to sorry, taki plan to patykiem po wodzie pisany.
Tak swoją drogą to prędzej winie właśnie prezesa niż innych za niepowodzenia, problemy itp. Jak to się mówi - ryba psuje się od głowy, z tym,że w tym przypadku mam nadzieje na wyciągnięcie wniosków i trafne korekty