A+ A A-

Zezem. W Kalejdoskopie odc. 5

Tuż przed zwolnieniem trenera Berga odbyła się konferencja prasowa z udziałem: Michała Żewłakowa - Dyrektora Sportowego, Jacka Mazurka - Dyrektora Wyszkolenia, Radosława Kucharskiego - Dyrektora Skautingu i Dominika Ebebenge - Kierownika Rozwoju. Sądzić należy, że w Legii chciano zatrzeć fatalne wrażenie po konferencji z udziałem Prezesa i Dyrektora Sportowego po której pozostał  ogromny niesmak.

W dużym stopniu to się udało. Panowie spokojnie przedstawili czym się będą zajmować i w jakim celu. Tym razem uznawali dominującą rolę trenera w procesie osiągania wyniku sportowego na dziś i na jutro. Odpowiadali również  bez agresji i podtekstów na zadawane pytania. Można? Można. Niestety żadnego echa w mediach ona nie wywołała. Kłopot mediów w naszym kraju polega na tym, że nic co normalne, nie jest dla nich interesujące.

Mnie bardziej interesuje jednak to co zostało wypowiedziane w kontekście i konfrontacji z tym co powiedziane nie zostało. Michał Żewłakow mówiąc o służebnej swojej roli wobec drużyny i trenera na bazie dotychczasowej współpracy nie wymienił żadnego obszaru porozumienia, a jedynie, że zgodzili się z Bergiem co do pozyskania Sadloka. Rozumiem, że w całej reszcie pozostały same rozbieżności. Mam ten paskudny zwyczaj, iż wyciągam wnioski ze swoich doświadczeń, a w życiu rzeczy różne robiłem i na tzw. atestacji stanowisk ociupinkę się znam. Dziś pojęcie atestacja co innego znaczy niż prawie 30 lat temu, gdyż oznacza określenie wymogów jakie ma spełniać stanowisko pracy, natomiast w owym czasie sprowadzało się ono do określenia czy dane stanowisko jest potrzebne i miało na celu zmniejszenie zatrudnienia w urzędach, na  przykład po to, aby przesunąć pracowników do fabryk przemysłowych borykających się stale z niedoborem rąk do pracy. Z tego co powiedziano podczas konferencji wynika, że stosując zwykłe metody algorytmizacji obciążenia pracą to prawdopodobnie tylko panowie Kucharski i Ebebenge mają co robić. Dwaj pozostali panowie zajmują tylko stanowiska. Prowadzą oni nabór, jeden do I zespołu, a drugi o II. A ile jest tego naboru? Może to raczej nie nabór, ale nabieranie (prezesa)? Ale jego sprawa. Ma pieniądze, niech płaci komu chce i ile chce.

Żeby nie było, żem taki niekonstruktywny krytykant to podpowiem, że gdyby przed nimi postawić konkretne zadania to mieliby co robić i byliby pożyteczni. Wymienię tylko przykładowo:
- opracowanie kompleksowego planu szkoleniowego wszystkich grup od dzieciaków do młodzieżowców w każdym aspekcie: technicznym, taktycznym, mentalnym i motorycznym. W każdej z tych dziedzin nasi piłkarze mają poważne zaniedbania, a w takiej taktyce to młodzicy czescy więcej umieją niż u nas seniorzy. Zaś w dziedzinie motorycznej to musi być jak w innych krajach postawiony nacisk na tworzenie atlety poprzez wszechstronność w wieku od 12 do 17 roku życia, a więc nie tylko piłka nożna,ale i siatka, koszykówka, piłka ręczna, pływanie, łyżwy.
- organizowanie systematycznego dokształcania kadry trenerskiej i instruktorskiej drogą samokształcenia, ale i kursów , stażów, wykładów, zajęć praktycznych itp. Byli piłkarze potrafią lepiej lub gorzej kopać piłkę, a o metodyce treningu pojęcia nie mają i tego trzeba ich nauczyć i stale te wiedzę powiększać,
- opracowanie indywidualnych planów rozwoju dla każdego zawodnika od trampkarza do seniora obejmującego ukazanie tego co umie i jakimi zasobami fizycznymi dysponuje ze wskazaniem co musi poprawić, co musi zdobyć, a co tylko doskonalić. Na szczeblu pierwszej drużyny pozwala to na wiedzę każdego zawodnika o mocnych i słabszych stronach każdego z partnerów w drużynie i poprawia zarówno adaptację, jak i zrozumienie na boisku. Są to często widoczne złe nawyki jak np. u Koseckiego, któremu nikt nie zwrócił przez wiele lat uwagi,że kryje na boisku sam siebie z niekorzyścią dla efektywności gry. To też byłaby realna pomoc dla trenera I drużyny,
- nawiązanie współpracy z AWF w aspekcie korzystania z ich wiedzy na temat metodyki treningu, rozwiązywania problemów, w tym kryzysowych, oceny planów szkoleniowych i indywidualnych planów rozwojowych oraz prognoz i tendencji rozwojowych w piłce nożnej

Jak nie patrzeć, jest co robić. Tylko że amatorszczyzna jaką obserwujemy nie tylko w Legii zdaje się wielu bardzo odpowiadać. Ale ja zawsze mam nadzieję, że czasy nieodległe zmuszą nasz klub do profesjonalizacji działalności i w zakresie sportowym.

A przez prasę  i nie tylko przewaliła się fala krytyki na temat sposobu zwolnienia trenera Berga. Znowu najwięcej czasu i miejsca zabierają trenerzy, którzy lobbują za tym, aby w ogóle zabronić ich zwalniania. Na tej prostej zasadzie, że prezesi się na piłce na ogół nie znają, więc jak ich mogą oceniać, a oni są przecież wybitnymi fachowcami, więc jakże to tak. Jest tak obłudne, że aż prawdopodobne. Lecz my musimy patrzeć na piłkę nożną tak jak na inne dziedziny ludzkiej działalności. Nie możemy godzić się na to, aby uprzywilejowywać jakąś grupę zawodową tylko dlatego, że ona tego chce. Bowiem piłka nożna jest grą weryfikowalną poprzez wynik. To czy to jest fachura czy bęben i dziura nie może decydować dyplom czy inne papiery, ale realny dorobek w tabeli. Jest rzeczą poza dyskusją, że trener musi mieć czas, aby pokazać, że coś potrafi lub że nie potrafi, ale sam nie może decydować o ocenie. Lecz przełożeni, którzy muszą go co czas jakiś rozliczać z wykonanej roboty i jej efektów. Mówiąc wprost, albo jest progres, albo cofanie się. I władze klubu na procesy recesyjne muszą reagować. Oczywiście jest wiele sytuacji indywidualnych jak np. nierzadka zmowa graczy przeciwko trenerowi czy przeciwko osiągnięciu jakiegoś wyniku w postaci awansu, zdobycia miejsca premiowanego, lecz i wtedy władze muszą mieć przekonanie, że postawienie na trenera kosztem np. zawodników da odpowiedni skutek. Przy czym ja akurat uważam, że ta dyskusja przy casusie Berga ma tylko teoretyczne odniesienie, gdyż trener Berg dostał wystarczającą ilość czasu /prawie dwa lata/, aby się pozytywnie wykazać. Więc decyzja o  jego zwolnieniu ma podbudowę w postaci gołych faktów. A to czy trener jest krytykowany czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Ja nie widzę żadnego powodu, aby trenerów traktować jak rodzaj świętych krów. Wręcz przeciwpołożnie.

Posłużyłem się już kilka razy w komentarzach fragmentami wywiadu Rudolfa Kapery dla "Ofensywnych". Pora odnieść  się do całości wywiadu z tym byłym trenerem, obecnie pracownikiem naukowym AWF. W niewybrednych słowach krytykuje postawę graczy Legi oraz uważa,że zatrudnienie trenera Berga było błędem, więc jego zwolnienie jest czymś zgoła normalnym. Ot, jak splunięcie. Trudno z nim się nie zgodzić odnośnie bardzo źle prowadzonej i przez to nieefektywnej pracy z młodzieżą w Legii, wygodnictwem i olewactwem większości graczy I drużyny czy brakami elementarnym wyszkoleniu taktycznym oraz niedostatkami mentalnościowymi. Natomiast takie ordynarne lekceważenie bądź co niebądź osiągnięć faceta, który zdobył  tytuł mistrza, puchar Polski i na 21 mecze w LE przegrał tyko 5, przystoi wyłącznie oszczykioskowi spod budki z piwem. Zresztą używane przez niego słownictwo upoważnia do takich tanich porównań. Ale Kapera nie ocenia Berga na sportowej zasadzie, że on źle mówiąc kolokwialnie trenował i że wyników nie osiągnął. Nie. On go chciał wywalić tylko dlatego, że to nie nasz rodak z Polski, tylko że on biedny nieborak jest Norwegiem. Taki kaprawy szowinista. Co on robi na uczelni mającej również cele wychowawcze tego to ja dopatrzeć się nie mogę. Normalne jest, że możemy odróżnić dobrego trenera od złego po pracy jego, ale po pochodzeniu?

Staraniem prezesa w sztabie trenera Czerczesowa pozostali trener bramkarzy i nasi młodzi analitycy, pomimo że Rosjanin w każdym klubie miał swoich sztabowców. Kilkakrotnie odniosłem się krytycznie do wkładu tych osób w ustalanie taktyki drużyny na poszczególne mecze, uważam jednak, że prezes zrobił jak najsłuszniej. Nie jest to łatwy kawałek chleba, a i nie każdy może się tym parać. A przy tym są to lata żmudnego zbierania najrozmaitszych tysięcy informacji, katalogowania ich i wybierania tego co akurat w danym momencie potrzebne. Stabilność na tej funkcji jest więc niezbędna. Przy czym jeszcze dziś część trenerów nie widzi konieczności korzystania z pomocy analityków. Ja tylko przypomnę, że prekursorem tego zawodu był u nas, a i jednym z pierwszych w świecie, Jacek Gmoch. Dla tych co nie pamiętają, bo niby skąd, powiem że jednym z pierwszych spektakularnych osiągnięć Jacka był drugi gol strzelony Anglikom na Stadionie Śląskim w czerwcu 1973 roku przez Włodzimierza Lubańskiego. Otóż Gmoch obserwując  grę drużyny angielskiej, zauważył że jej stoper Bobby Moore kiedy dostaje piłkę na własnej połowie i jest nieatakowany to przed jej wykopnięciem wypuszcza ją sobie na kilka metrów, aby zrobić to z dobiegu. Wiedząc o tym, Włodek ten błąd Moore'a wykorzystał, odebrał mu piłkę, pognał na bramkę i pięknie strzelił. W następnych latach, już jako trener reprezentacji, Gmoch swój warsztat analityczny rozwinął. W meczu eliminacyjnym z Portugalią na wyjeździe ustawił np. napastnika Szarmacha, jak byśmy dziś powiedzieli, na pozycji defensywnego pomocnika, który pilnował rozgrywającego rywali, zaś skrzydłowi pilnowali ich bocznych obrońców. W ten sposób sparaliżowaliśmy ich poczynania ofensywne. W meczu  z Danią też na wyjeździe, wiedząc że Duńczycy, jak byśmy dziś powiedzieli, skracają pole gry  i nie bardzo potrafią bronić się przed atakiem pozycyjnym, zagrał równie ofensywnie z Lubańskim na szpicy, który strzelił im dwie bramki. Dziś oczywiście rozszyfrowanie taktyki stosowanej przez rywali nie jest takie proste, gdyż umiejętności taktycznie poszczególnych graczy stoją na dużo wyższym poziomie, podobnie jak taktyka formacji i zespołowa. Dlatego też  praca analityków wymaga ogromnej ilości czasu. Aby być bardziej pomocni muszą też podpowiadać trenerowi jakie ich zdaniem należy zastosować warianty  i sposoby gry, aby wykorzystać słabości przeciwników i nie dać im zademonstrować ich mocnych stron. I nad poprawą tego ostatniego czynnika  nasi analitycy muszą jeszcze mocno popracować. Nie każdy rywali jest mocny i nie przeciw każdemu trzeba stosować antidotum. Czasami wystarczy narzucić mu swój styl grania. Ale na to trzeba wiedzieć jakie są te punkty odniesienia, aby stwierdzić kto jest mocny, a kto słaby. Albo precyzyjniej, kto jest od nas słabszy i dlaczego. Ich praca pozwala nabrać pewności w grze własnego zespołu, który wie czego można się po rywalach spodziewać. Pozwala też na oszczędniejsze gospodarowanie własnymi siłami. Zakończę słowami Jacka Gmocha: "W piłkarzach, którzy wychodzą na boisko musi wytworzyć się przekonanie, że przeciwnik ich niczym nie zaskoczy. Nie oznacza to automatycznie recepty na zwycięstwo. Zdawać sobie trzeba sprawę z tego, że co innego wiedzieć, a co innego wygrać. Ale dziś /pisane w 1977 roku/ tylko absolutni nowicjusze piłkarscy mogą sobie pozwolić na ignorowanie wiedzy o rywalach. Tylko że taka ignorancja coraz drożej kosztuje".

Dyskusja (4)
1niedziela, 18, październik 2015 17:27
ParsifaL
Pan Gmoch, to zdecydowanie najlepszy polski szkoleniowiec - trener dekady lat 80-tych w Grecji i żałować tylko należy, że nie prowadził Legii nigdy jako trener. Był taki moment, że chciał kupić Legię za 2 mln dolarów. A niech tam, pochwalę się, mam jeszcze "Alchemię futbolu" pana Jacka zakupioną tuż przed mundialem 78. Taka mała uwaga z tej pozycji, odnośnie naszych aktualnych pucharowych szans na awans z grupy. Na początku książki jest takie oto zdanie, cytuję z pamięci: "że stracone punkty w pierwszym meczu są już nie od odrobienia", a taki jest przynajmniej sens. Tak wyszło panu Gmochowi po analizie komputerowej - tyle lat temu!!!. "Łza się kręci w oku" - był czas, że nasi trenerzy byli w światowej awangardzie, a teraz nie przymierzając to mamy: takiego pana Urban, Skorżę, Probierza czy Fornalika. Pokaż mi swoich trenerów a powiem jak jest dobra Twoja drużyna.
2niedziela, 18, październik 2015 20:07
Zbyszek
@Parsifal.
Mało ludzi o tym wie, ale Jacek Gmoch dostał trzykrotnie propozycje pracy w Legii jako trener.Raz jak Legię przejęło Daewoo, drugi jak Pol-Mot i trzeci jak zrobiła to ITI. Nie chciał wchodzić do tej korupcyjnej rzeki, więc nie odmawiał wprost tylko mówił ; "Was na mnie nie stać".
Jeszcze trzy lata temu jak Panathinaikos dołował w lidze to jego działacze poprosili Jacka, aby poprowadził zespół tyle czasu, by mogli znależć odpowiedniego trenera. Jacek zgodził ,ale tylko na miesiąc. Wygrał cztery mecze i bez żalu oddał stery nowemu trenerowi. Niestety jak sam stwierdził to zbyt szybko zgodził się na objęcie reprezentacji w 1976 roku. Był jeszcze niegotowy. a potem już szansy wykazania się nie dostał. Też bardzo żałuję,że jego potencjał i ogromna wiedza nie zostały w polskim futbolu właściwie wykorzystane..
3niedziela, 18, październik 2015 23:05
sektor212
@Zbyszek

Opracowanie kompleksowego planu szkoleniowego wszystkich grup od dzieciaków do młodzieżowców
a) Technicznym, taktycznym, – po ostatnim filmie jaki obejrzałem o współpracy Zagłębia Sosnowiec z Legią koordynator z Sosnowca wyraźnie powiedział, że działają na takim systemie szkolenia który działa w Legii. Wnioskuje, że program szkolenia młodzieży zostało wdrożone za ostatniej kadencji Jana Urbana (nazwijmy go styl Osasuny).

b) Mentalnym – to wymaga zatrudnienia psychologów. Czy naszą akademie stać finansowo na taki krok? Wielokrotnie przytaczano wysokie kwoty utrzymania akademii jakie klub ponosi. Obawiam się, że barierą blokującą tą kwestie są pieniądze.
Jednak specjaliści do końca problemu nie rozwiążą. Tu zdecydowanie największą role mają do spełnienia sami rodzice. Obecnie jakie wychowanie z domu przenosi się do klubu to włosy stają dęba. Trenerzy zbyt dużo czasu muszą poświęcać na zdyscyplinowanie grupy. Posłuchaj samego zachowanie rodziców na meczach swoich pociech. Mądrzejsi od trenera czy sędziego. Ogólnie w życiu codziennym (samodzielności) teraz dziecko nie potrafi pójść samo do szkoły. Spróbuj rano zaparkować samochód w pobliżu jakiejkolwiek szkołą. 90% dzieci przywożą rodzice pod same drzwi. Przykłady samodzielności czy operatywności dzisiejszej młodzieży można mnożyć.

c) Motorycznym – przygotowanie fizyczne rzeczywiści kuleje. Potwierdziły to transfery naszych młodych wychowanków do zachodnich klubów. Prezesi zauważyli ten problem i myślę, że po przeprowadzonej analizie wprowadzają zmiany.

Tworzenie atlety poprzez wszechstronność w wieku od 12 do 17 roku życia – i tu zdania w świecie trenerskim są mocno podzielone. Jedni proces treningowy układają pod kontem techniki wspomagany siłownią ale bez przesady. Drudzy stawiają na aspekt siłowy z dołączeniem techniki. Rozbieżność panów trenerów dotyczy eksploatowanie młodych organizmów. Dochodzimy do setna problemu. Czy ważne są wyniki jakie trener i jego grupa osiąga (mam na myśli mecze i miejsce w tabeli) czy ilu wyszkoli dobrze technicznie zawodników i przekaże ich dalej do dalszego szkolenia. Teorie tych pierwszych znacznie potwierdza spora ilość przykładów gdzie młody dobrze zapowiadający się zawodnik po siłowej młodzieżowej fazie szkolenia przepada w seniorach lub w ogóle nie dochodzi do takiego poziomu. Najbardziej widać to po SMS-ach gdzie przygotowanie fizyczne jest na pierwszym planie. Dodatkowo przy tak zwiększanych obciążeniach pojawia się wiele kontuzji. SMS-ów czy klubów nie stać na specjalistyczne leczenie. Co dzieje się w przypadku urazu? Dzieciak jest brzydko mówiąc odstrzelony a problem dalszego leczenia spada na rodziców. Wielu nie stać na drogie zabiegi i tak kończą się marzenia o grze. Brutalne ale prawdziwe.
Wyżej zadałem pytanie. Co jest praktyczniejsze, wyszkolenie techniczne czy wynik? Z przykrości stwierdzam, że wiele klubów stawia się na wynik, a co gorsza na ilość trenujących dzieci. Im więcej trenuje (widnieje w wykazie osobowym) tym większa będzie dotacja z miasta plus więcej wpływów z miesięcznych składek. W całym tym zamieszaniu ponownie pojawiają się rodzice. Płacą to wymagają. Nie ma wyniku to przenoszą dzieci do innego klubu. Kosztem własnego syna bawią się w menadżerkę. I tak karuzela toczy się od kilku lat.

Organizowanie systematycznego dokształcania kadry trenerskiej i instruktorskiej drogą samokształcenia, ale i kursów , stażów, wykładów, zajęć praktycznych itp.
Tu pełna zgoda. To PZPN powinien przeznaczać znaczne fundusze na dokształcanie młodej kadry trenerskie pracującej z młodzieżą poprzez organizowanie kursów, stażów, wykładów, zajęć praktycznych. Wielu klubów nie stać na wysyłanie trenerów na w/w zajęcia.

Analitycy/statystycy – w dzisiejszym sporcie działanie bez takiej komórki nie mieści się w kanonach profesjonalnego klubu. Pisałem o tym z Dzynkiem – serdecznie pozdrawiam. W Legii mamy dwóch młodych analityków. Wiadomo, że jest ich za mało o czym wcześniej trener Berg informował i domagał się zatrudnienia kolejnych analityków. Jego prośby nie zostały spełnione. Teraz jest nowy trener który również dostrzegł ten sam problem. Dlaczego chce podpisania umowy z zewnętrzną firmą? Po pierwsze jest to sytuacja normalna (wiele klubów tak postępuje) po drugie posiadając analizę z innego źródła będzie mógł porównać i ocenić warsztat, naszych analityków. Mam nadzieje, że trener Czerczesow mocno przyczyni się do dalszego rozwój działu analiz w Legii.
4wtorek, 20, październik 2015 18:17
Zbyszek
@Sektor212.
Z dużą przyjemnością i chętnie podejmuje poważną rozmowę o sporcie, w tym o piłce.Niestety nie zawsze czasu dostaje.Zanim się odwzajemnię dwa ważne dla mnie zastrzeżenia. Po pierwsze ; mam duży szacunek do nauki i ludzi nauki. Od dziesiątków lat czytam co najmniej jedną książkę tygodniowo, w większości są to prace naukowe lub faktograficzne. Parę razy skorzystałem z pomocy naukowców i bardzo sobie ich współpracę chwaliłem. Po wtóre ; w działalności praktycznej zdecydowanie bardziej ufam tym co dobrze robią, niżli tym co tylko ładnie mówią.Dlatego autorytetami nie są dla mnie ci, którzy w życiu niewiele osiągnęli i tylko udało im się raz dobrze kopnąć piłkę.Przy czym tekst trochę zwekslowałeś na inne tory. Mnie bardziej chodziło o kwestie organizacyjne niż merytoryczne.

A teraz ad rem.
Akademia.
Mam o niej złe zdanie. Może nie aż takie jak doc. dr Rudolf Kapera, który nazywa ją "fabryką bubli".Ale ona swojej roli nie spełnia. Aby Legia była chociaż średniakiem europejskim to musi mieć zawodników na takim poziomie.A ich ceny to co najmniej kilka mln EURO.Na to nas nie stać. Więc powinniśmy ich wychowywać.W ostatnim czasie sprzedaliśmy z tzw, młodych po Akademii jednego do słabiaka w Niemczech, drugiego do średniaka we Francji i trzeciego do średniaka włoskiego.Żaden się nie przebił.Trenerzy wskazywali na dwie przyczyny : zaniedbanie fizyczne / katastrofa/ i brak woli walki o miejsce w składzie i twardości w grze.To oznacza,że tych chłopaków niewątpliwie utalentowanych nie trenowano,ale uprawiano zabawę w sport oraz chuchano na nich i dmuchano zamiast uczyć jak być mężczyzną.Nie byli oni dobrymi ambasadorami Legii i jej akademii.Do tego to w Legii panuje fetysz wychowanka co spowodowało wypchnięcie z klubu Lewandowskiego , a teraz skutkuje rzeszą wypożyczonych z których nie wiadomo czy i co będzie.Przemiany upatruje się w wybudowaniu obiektu z boiskami. Ale jak ma być tak jak jest jeśli idzie o jakość szkolenia to szkoda fatygi.

Motoryka.
Masz całkowitą rację jeśli chodzi o to,że w problematyce ogólnie mówiąc przygotowania fizycznego nie ma jednolitych stanowisk tak teoretyków jak i praktyków sportu.Przykładowo wymieńmy ; kiedy zaczynać specjalizację, kiedy wdrażać do treningu wytrzymałościowego, czy i w jakim zakresie tworzyć podbudowę atletyczną.Tu takie autorytety jak prof. Chmura, prof. Jastrzębski, prof. Talaga czy Jan Mulak różnią się pomiędzy sobą dość znacznie.Odnośnie treningu interwałowego to np. Kazio Górski jak się z nim zapoznał na początku lat 60-tych w Czechach to stwierdził,że nie każdemu on odpowiada.Ja powielam zdanie Pana Kowalczuka cenionego w Niemczech fachowca od przygotowania fizycznego, który na podstawie własnych doświadczeń i opracowań naukowych stwierdza,że w piłce podbudowa ogólnosportowa, również w postaci sportów uzupełniających jest niezbędna.
Jest to wręcz warunek osiągnięcia wysokiego poziomu wytrenowania we współczesnej piłce.I ja z tym nie dyskutuję, gdyż gracze niemieccy taki poziom prezentują. W odróżnieniu od naszych. Podobnie mówił Pan Sawrymowicz o przygotowaniu ogólnym w Anglii.Niezależnie jednak od spojrzenia na zagadnienie to wytrzymałości,zwłaszcza szybkościowej bez ciężkiego treningu podjętego najpóżniej w wieku 15 lat nie da się nabyć.I tu nie może być zmiłuj. Ten kto nie jest w stanie wytrenować tego elementu bez którego dziś nie ma piłkarza w szkoleniu uczestniczyć nie powinien.

Taktyka.
Tu nie zapomnę co kilkanaście lat temu powiedział trener Werner Liczka,/ od kilku lat szef Wyszkolenia Czeskiego Związku/. Po pochwałach pod adresem naszych piłkarzy za charakter i poświęcenie mierzone też podjęciem ciężkiego treningu nazwał ich analfabetami taktycznymi.Jednym z jego przykładów było bezmyślne bieganie po boisku, marnowanie sił i energii, zamiast poruszanie się tam ,gdzie może być piłka.Oczywiście nie jest to problem tylko Legii. Bierze się on stąd,że młodych uczą starsi zawodnicy, którzy o taktyce mieli w czasie kariery pojecie umowne, czyli słyszeli,że coś takiego jest.Dziś już wiedzą,że taki zwierz istnieje, ale nie potrafią swoim podopiecznym go przyswoić.I tu współpraca z AWF byłaby niezbędna, głównie w zakresie przekazania metodyki treningu taktycznego czyli jak uczyć, aby nauczyć.

Mentalność.
Kiedyś Czesław Michniewicz powiedział,że mentalności zwycięzcy nie da się nauczyć inaczej jak wygrywaniem. Oczywiście jest to wypowiedz nielogiczna. Zakłada bowiem,że jak wygrywamy to ją posiadamy tylko nie wiadomo skąd. Jest to znany paradoks tyczący tzw. pierwszej przyczyny sprawczej.Ale to co Michniewicz powiedział ma sens w innym wymiarze, a mianowicie jak sprawić, aby zawodnicy chcieli wygrywać i potrafili to czynić i czy da się ich tego niejako nauczyć teoretycznie?..Historycznie to do mniej więcej początku tat 70-tych trenerzy nie potrzebowali do tej nauki żadnej pomocy. Robili to intuicyjnie i robili to poprawnie.Ale rozwój psychologii zwrócił na tę dziedzinę wiedzy uwagę i praktyków sportu.Np.Jacek Gmoch jako pierwszy w Polsce się psychologią zainteresował. Czytał książki i z profesorami rozmawiał. Radził się,ale żadnego psychologa w pobliże zespołu nie dopuścił.Z początkiem lat 90-tych natomiast w klubach zachodnich zatrudniano psychologów ,często jako członków sztabu.Nie przynosiło to oczekiwanych efektów, gdyż jej metoda to weryfikowanie hipotez przez obiektywne fakty, a hipotezy stawiane są poprzez testy i metody projekcyjne, a te są tyle warte ile stosujący je psychologowie. W efekcie ograniczono pole popisu psychologów do dostosowanego do potrzeb treningu interpersonalnego. Stąd od ponad 10 lat psychologowie pełnią funkcje doradcze i interwencyjne.Jeden z niezłych trenerów znany u nas Robert Maaskant zasłynął jako teoretyk głoszący,że mentalności można tak samo nauczyć jak np. techniki. Kilka jego rozpraw i artykułów ukazało się w prasie fachowej i znalazły uznanie. Otóż uważa on,że osławiona mentalność to po prostu oczekiwane, normalne w określonej sytuacji boiskowej zachowania zawodnika wobec kolegów , przeciwników i piłki.I tego można wyuczyć, to można wyćwiczyć i wytrenować przy okazji treningu taktycznego. Podaje liczne przykłady.
Tak to powróciliśmy do roli trenera jako twórcy pełnowymiarowego zawodnika.

Analitycy.
Komputery są coraz sprawniejsze, w tym sensie,że mogą wykonywać coraz większą liczbę operacji w coraz krótszym czasie. Ale póki co nie myślą.Dla nich jet zupełnie obojętne czy pokazują parametry tego co robią na boisku gracze Ekstraklasy, I czy II ligi. I podejrzewam,że liczby byłyby podobne tego , tamtego i owego. Tylko,że w analizach chodzi o to, aby ocenić jakość poszczególnych zawodników i poziom gry drużyny przeciwnej i porównać to z naszymi graczami i naszą drużyną. A tego komputer póki co zrobić nie jest w stanie.Powiem więcej i wielu ludzi mieniących się analitykami też nie.Ale nie od razu Kraków zbudowano.Bądzmy dobrej myśli.
Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1