A+ A A-

Zezem. W Kalejdoskopie odc. 6

Pisanie o Janie Urbanie jest dość trudne. Choć nie powinno. O ocenie trenera decydują w głównej mierze nagie fakty, osiągnięcia lub ich brak. Kiedy podstępnie w takie oceny wkrada się emocjonalne zaangażowanie, wówczas pojawiają się oceny w rodzaju „lubię lub nie”, „podoba mi się lub nie”. I  wypierają to co realne i dowiedzione. Z takim obrazem Jana Urbana nie sposób walczyć ani go utrwalać. A jednak nie ma ludzi tylko czarno-białych lub zero-jedynkowych. Urban też jest wielobarwny i różnorodny.

Jak zgodnie zaświadczają psychologowie, o tym jakie miejsce zajmuje człowiek w hierarchii społecznej i co osiągnął w życiu, w ogromnej mierze decyduje jego poziom aspiracji. Jest to swoiste 'zaprzężęnie' wyobrażenia o sobie do podjęcia określonej roli społecznej. Wielu psychologów powiada przy tym, że aby być kimś, aspiracje są warunkiem koniecznym, ale oczywiście niewystarczającym. Niezbędna jest pomoc temu dziełu w postaci nabywania kompetencji poprzez naukę i zbieranie doświadczeń. Jan Urban niewątpliwe wysoko aspirował. Potrzeba dużej bezczelności w pozytywnym znaczeniu tego słowa, aby nie mając żądnych osiągnięć trenerskich aplikować do Legii na jej trenera. W tamtym czasie on i Mirosław Trzeciak opowiadali, że Janek jest przedstawicielem hiszpańskiej szkoły trenerskiej. Chyba dlatego, że to w Hiszpanii ukończył taki sam jak w innych krajach kurs UEFA PRO. I taki był początek drogi trenerskiej Jana Urbana. I tu muszę poczynić ważne zastrzeżenie. Jak się przeanalizuje bez zacietrzewienia jego dokonania trenerskie to rzuca się w oczy, że na tym polu mamy do czynienia co najmniej z dwoma Janami Urbanami, jeżeli w porywach nie z trzema. I w związku z tym musimy określić o którym Urbanie dyskutujemy: czy o tym z Legii lat 2007-2010, czy o tym z Legii 2012-2013, czy też o tym z Polonii Bytom, Zagłębia Lubin i Osasuny Pampeluna. Jana Urbana w Legii by nie było gdyby nie skłonność do podejmowania ryzykownych decyzji personalnych przez Jana Wejcherta i Mariusza Waltera oraz podstawienie im kandydatury Janka przez ówczesnego Dyrektora ds. Rozwoju, niewiele później wiceprezesa Legii d/s sportowych Mirosława Trzeciaka. Przypomnijmy,że Mirek znalazł się w Legii 24.04.2007 roku, a Urban został przyjęty z dniem 04.06.2007 roku. Niestety sukcesu nie było. Niektórym zawodnikom nie podobało się np., że technicznie i taktycznie trener wciąż był lepszy od nich. Psychologowie powiadają, że zawstydzanie innych jest przejawem lęku przed odrzuceniem z jednej strony i z drugiej podniesieniem swojej wartości w swoich oczach. Piłkarze, ludzie w psychologii nie uczeni, odbierali to jako próbę ich poniżenia. Z pewnym zażenowaniem przypominam, że kiedy Urbana zwalniano, pies z kulawą noga się za nim nie obejrzał i nie żałował jego odejścia.

Zgadzając się z psychologiczną diagnozą przyczyn tego zawstydzania nie sposób tego fenomenu nie rozwinąć, gdyż dotyczy nie tylko Urbana, ale większości byłych piłkarzy zostających trenerami. W przypadku Jana to on miał rzeczywiście wyższe umiejętności techniczne niż jego podopieczni. Wynikało to z prostego przestawienia mniej więcej w połowie lat 90-tych na zwiększony trening motoryczny, kosztem technicznego wyszkolenia. Miało to swoje podłoże pragmatyczne, gdyż więcej i szybciej biegający piłkarze spokojnie ogrywali tych technicznych. Sam tego doświadczyłem w sierpniu 1973 roku kiedy to grając w drużynie zakładowej PBHW przygotowującej się do spartakiady zakładów pracy Warszawy graliśmy sparing z oldbojami Gwardii Warszawa. W pierwszym meczu granym na skróconym boisku przy pięknej pogodzie w wymiarze 2x30 minut dostaliśmy mocno w kuper, a ja zastanawiałem się na stoperze, co robię na boisku. Ale w rewanżu już na całym boisku, 2x45 minut i przy grząskim podłożu, to oni nie istnieli do tego stopnia, że przegrywając wysoko, zeszli z boiska bez sił. Niewiele lat przed Urbanem podobnie śmiało w reprezentacji jako jej trener poczynał sobie Zbigniew Boniek. On z kolei miał idee fixe na punkcie zastawiania się. Jak się zaczęło zgrupowanie to Zibi na sali odpraw demonstrował na sucho jak należy się zastawiać, aby chronić piłkę przed rywalem na zasadzie: jak on mi tak to ja mu tak. Robił przy tym przysiady mocno kuczne, stawał w pozycji bociana, kręcił piruety i robił zgrabne szpagaty. Kiedy chciał już wyjść na boisko to zawsze ktoś się znalazł, kto zapytał: trenerze, a jak ja mu tak to trener jak. I zmęczony Boniek uciekał się do pomocy kredy i tablicy i różnymi bohomazami obrazował jak się od beskurcyji uwolnić. Po trzech dniach takiego odprawiania się, bo tyle jak mówią uczeni trwa leczenie kaca, piłkarze wyszli, aby na boisku trener pokazał praktycznie to o czym opowiadał. I do zastawiającego Bońka podszedł Hajto i to on został z piłką, a Zibi znalazł się kilka metrów dalej na ziemi. I słychać było głos: trenerze, dzisiaj to tak się gra. Skończyło się jak on tak to ja go tak i skończyła się przygoda Bońska z kadrą po porażce z Łotwą 0:1. Bo dobry nauczyciel to nie ten który umie, ale ten który umie nauczyć.

O drugim Janie Urbanie za dużo nie ma co pisać. Można skwitować jego dokonania stwierdzeniem: jeden ma w życiu dokonania, a drugi wymówki. Urbanowi wszystko przeszkadzało, a najwięcej brak zawodników. W Zagłębiu Lubin otworzyli mieszek z pieniędzmi i sprowadzili w ciągu niecałego roku pracy jako trenera Janka ze 20 nowych zawodników. Prawie dwie jedenastki. Ci jednak zdaniem Urbana, mocno go jednak zawiedli, o czym przekonywał włodarzy klubu. Bez skutku. Bo kiedy jego zespół zaczął przegrywać seryjnie, to bez żalu się Urbana pozbyto. Medialną furorę zrobiło takie powiedzenie jednego z dziennikarzy prasy wrocławskiej: jedyną osobą, która chce dalej Urbana w Zagłębiu jest jego odbicie w lustrze. Ten skok w dół powtórzył niestety w Osasunie, o trenowaniu której tak marzył. Ale tu rzeczywiście kołderkę miał krótką. I tu raczej za dużo włodarze Osasuny  się po nim spodziewali.

Wcześniej niż w ukochanej Pampelunie, Urban znalazł się po Skorży w Legii. Z przyjemnością czytałem wywiady z różnymi ludźmi o nowym wcieleniu Jana Urbana. Szczególnie pochwały od samego Mariusza Waltera były jak miód na rozpalone serce domagające się sukcesu. Janek mówiący ludzkim głosem, Janek wspomagający, spolegliwy, cierpliwy, emanujący spokojem - to było to. Ja zawsze dobrze oceniam ludzi, którzy wyciągając wnioski ze złych doświadczeń, potrafią zmienić siebie i swoje postępowanie na lepsze. Już nie narzekał, nie wymyślał, że wszystko mu przeszkadza i na krajowym podwórku sukcesy odniósł. Tyle tylko, że tu zderzył się z oczekiwaniami nowych właścicieli klubu, aby miarą sukcesu nie było to co krajowe, lecz udział w Lidze Mistrzów. Urban tych oczekiwań nie spełnił i po słabiutkiej grze w fazie grupowej LE, zdawał się nie rokować ich spełnienia, musiał więc odejść. Sam zresztą w tym miał swój udział, gdyż prezes, który go lubił, chciał mu pomóc, a to poprzez zmianę sztabu medycznego, a to zmianę dietetyka, a to próbę współpracy z psychologiem, a to dodanie do sztabu analityków. Trener te zmiany kontestował. Odszedł z klubu, kiedy drużyna grała dobrze i była na pierwszym miejscu w tabeli. Kibice są przyzwyczajeni do tego, że trenera się niemalże wygania się kiedy zespól przegrywa więc tu powstała wyrwa świadomościowa. Wyłom w tradycji. Być może tak też się robi, choć wypadałoby to może publicznie bardziej jasno wykazać: dlaczego ma się przekonanie, że nie potrafi taki trener pociągnąć wózka szybciej, lepiej i wyżej niż dotychczas. Ale obrona Janka wydaje się przesadna.

Jan Urban, w 2012 roku zgodnie przez piłkarzy uznany, za najbardziej lubianego trenera w Ekstraklasie, teraz bez kłopotu znalazł zatrudnienie w Lechu. Ma on dwie cechy charakteru godne naśladowania i rzadkie w użyciu. On się nie obraża i na odejście i przywitanie, nawet jak go niesłusznie wyrzucają, poda rękę i się uśmiechnie i jest to niespotykanie spokojny człowiek. To tym swoim spokojem zaraża innych i wszyscy czują się lepiej i bezpieczniej. Powtarza: ja jeszcze wrócę do Legii, jeszcze tego com zaczął, nie dokończyłem. Ma 53 lata i wciąż się doucza. Nabiera dodatkowych doświadczeń. Przy czym doświadczenie to taka nazwa, którą nadajemy swoim życiowym pomyłkom.

I to by było na tyle.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1