- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. W kalejdoskopie cz.10
Czas wspominków po trenerze Bergu się kończy. Czas na słowo na temat nowego trenera, nie ażeby podsumowywać, lecz ukazać tendencje i podjąć trud oceny czy są one prorozwojowe. Aczkolwiek to też jest łatwe tylko z pozoru, gdyż zawsze można postawić pytanie: co to znaczy rozwój?
W jakimś sensie zawarta jest w tym stwierdzeniu sugestia, że to kierunek do przodu. Tylko gdzie jest przód? Gdzie go szukać, przy pomocy jakich metod i jak z kolei je mierzyć? Wynik w piłce nożnej to trochę przymało. Wracając do trenera Berga, przez pewien czas miał on wyniki, ale przecież niejako w zarodku tkwiła narośl udaremniająca kontynuację dobrej passy. Tyczy to zresztą wielu innych trenerów, którzy mają pomysł na początek pracy, nawet sensowny, ale później brakuje im konceptu na kontynuację i wszystko się wali. Czy trener Czerczesow ma warsztat trenerski pozwalający na zmianę sposobu gry drużyny zarówno w krótkiej, jak i w dłuższej perspektywie, jeszcze nie wiemy. Jego dotychczasowa praca w wielu klubach optymizmem pod tym względem nie napawa, gdyż w żadnym nie przepracował dłużej niż 2 lata. Ale też nie od razu Kraków zbudowano. I żeby nie było tak jak z naszymi aspiracjami do gry w Lidze Mistrzów, które są jak horyzont: zbliżamy się do niego z taką samą szybkością z jaką on się od nas oddala. Ciężko pracujemy po to, aby tak naprawdę stać w miejscu. W tej zabawie jednak nie o to chodzi.
O tym, że oduczyć łatwo, nauczyć nowego trudno.
Podstawowy zarzut pod adresem organizacji gry Legii przed objęciem przez Czerczesowa to fakt, że zespół po przejęciu piłki na własnej połowie nie wprowadzał jej do gry, ale wybijał na połowę rywala. Można wyrazić tylko zdziwienie, że Stanisław zmienia taktykę na bardziej ekspansywną, nie do końca mając zawodników gotowych fizycznie na jej realizację. Ale nie to jest najważniejsze. Od trenera Urbana, poprzez Berga do Czerczesowa obserwujemy w Legii wraz z przyjściem nowego trenera prawie całkowitą zmianę taktyki i organizacji gry, którą mają realizować w zasadzie ci sami zawodnicy. Trener Urban stawiał na ofensywę, wyprowadzanie piłki z obrony, ale też zespół grał strefą, respektując skrócone pole gry i minimalizując odległości pomiędzy formacjami. Niedocenianie, a może nieumiejętność zorganizowania gry w obronie zniweczyło szanse na odniesienie sukcesu w rozgrywkach europejskich. Trener Berg przyjął taktykę z gruntu defensywną opartą na ścisłym współdziałaniu wszystkich zawodników i formacji w jej realizacji. Uzasadniał to faktem zapewnienia bezpieczeństwa, gdyż rozgrywanie piłki na własnej połowie często kończyło się jej stratą i utratą bramki. Lecz permanentne powroty w rejon własnej obrony w dużym stopniu udaremniały skuteczne atakowanie bramki rywali. Natomiast trener Czerczesow ustawia zespól wysoko, nakazuje grać pressingiem i generalnie stawia na zdominowanie rywali. Przy tym sposobie grania następuje wydłużenie pola gry i tym samym pozostawienie większej swobody naszym ofensywnym zawodnikom. Rywalom trudniej jest ustawić swoje szyki obronne, gdyż mają na to mniej czasu. Nie wchodząc w ocenę sensowności takiego planu, wypada stwierdzić, że wszystkie te zmiany na przestrzeni trochę ponad 3 lat to poruszanie się od ściany do ściany. Jak nie mam przekonania, czy czasami nie po omacku.
O tym, że chodzenie w starych butach jest wygodne, ale niemodne.
Zawodnicy Legii przez ostanie ponad 1.5 roku nauczyli się, że podstawą gry jest wzajemna asekuracja. Wraz ze zmianą trenera nastąpiło znaczne zwiększenie indywidualnej odpowiedzialności zawodników za grę i za wynik. Każdy zawodnik na boisku ma własne zadanie do wykonania i dopiero suma tych poczynań składa się na obraz gry i powinna przełożyć się na wynik. Odchodząc trochę od piłki, można powiedzieć, że mamy do czynienia ze swoistym paradoksem, gdyż trener Berg, mimo że człowiek wychowany w zachodniej kulturze był zwolennikiem kolektywizmu, zaś trener Czerczesow, człowiek ze Wschodu, jest zwolennikiem wolnościowego liberalizmu. Zwyczajowo, jak było chociażby przy zmianie ustroju, nie wszyscy w tym nowym potrafią się odnaleźć. Nie mam nic do Kuby Rzeźniczaka, ale on pierwszy przestał sobie radzić. I proszę tego co napiszę nie odbierać jako dokuczanie, lecz na jego przykładzie można ukazać na czym ten swoisty fenomen polega. Powiada się, że współcześni zawodnicy muszą być wszechstronni, co jest cząstkową prawdą. Oni najpierw muszą być specjalistami od gry na swojej pozycji, a dopiero po tym następować może korzystanie z innych umiejętności. Kuba nawyków gry na środku obrony nigdy nie nabrał. Dopóki grał w formacji, tego braku tak bardzo widać nie było, ale teraz, kiedy przyszło ponosić indywidualną odpowiedzialność, widać że on by bardzo chciał, ale jego warsztat mu nie pozwala. Bowiem środkowy obrońca nie może się tylko cofać i asekurować, blokować, udaremniać zagranie,ale musi atakować rywala posiadającego piłkę. I może to robić najlepiej wyprzedzająco, albo natychmiast kiedy tamten przyjmuje piłkę. A Kuba się cofa i wyczekuje co zrobi przeciwnik. Na tej pozycji i w tym systemie tak grać się nie da. I to jest zasadnicza różnica dla zawodników. Są oczywiście tacy, którzy są bardziej widoczni niż kiedyś, gdyż mogą się wykazać swoimi wysokimi umiejętnościami indywidualnymi nie tłumionymi nieprawidłowo pojmowaną drużynowością.
O tym, że nogi powinny chcieć to co pomyśli głowa.
W piłce nożnej, jak przekonują wszyscy jej znawcy, decydujące znaczenie ma mentalność. W tym aspekcie w jakim dla celów tego tekstu ją ujmuję, chodzi o decyzyjność, a precyzyjniej o takie rozgrywanie piłki, aby było jak najbardziej korzystne dla drużyny własnej i jak najbardziej szkodliwe dla przeciwników. Można powiedzieć, że w największy sposób o tym decyduje talent, a więc ponadprzeciętna umiejętność przewidywania skutków jakie nasze zagranie piłki przyniesie. Lecz gdybyśmy się opierali li tylko na talencie to w piłce daleko byśmy nie zaszli. Nie tylko dlatego, że ludzi silnie utalentowanych jest znacznie mniej niż tych mało uzdolnionych, ale też dlatego że talent musi być również talentem do pracy. I zastąpić go harówką nie można, ale można w znacznym stopniu zniwelować jego miałkość. Nie tylko w wymiarze indywidualnym, ale przede wszystkim w zakresie przydatności zawodnika dla drużyny. Rozumiał to dobrze trener Skorża, który stawiał na zgranie, wzajemne zrozumienie i automatyzm zagrań. Przy nowym sposobie organizacji gry Legii, zwłaszcza w ataku musi mieć ona zawodnika, który w ofensywie będzie potrafił regulować tempo gry, podawać celnie i szybko piłkę do nogi, na dobieg i na wolne pole. Trener Czerczesow stawia na Ondrieja Dudę. Lecz jak ten zacznie udowadniać wysoką klasę i prezentować dużą jakość gry, to odejdzie. Pilną sprawą jest szukanie jego następcy, gdyż samodzielnych w grze, w dużym stopniu kreatywnych zawodników mamy jak na lekarstwo. Myślenie w dzisiejszej piłce to rarytas, ale do prawdziwych sukcesów niezbędny.
O tym, że czas roboli się kończy.
Śledząc historycznie rozwój taktyki piłkarskiej, oprócz dość oczywistej konstatacji, że polegała ona na zwiększaniu defensywy tak w wymiarze ilościowym jak i jakościowym, to obok tego nowe, zmienione ustawienia miały swoje uzasadnienie w doskonaleniu przygotowania motorycznego zawodników. Można by wręcz rzec, że unowocześniane metody treningowe poprawiające motorykę graczy wymuszały niejako zmiany taktyki gry. Nie odwrotnie. Tylko że już dziś widać w nieodległej perspektywie kres zwiększonych obciążeń, do których doszli np. lekkoatleci, którzy bez dopingu progresu wynikowego mieć nie będą. Natomiast w piłce obserwujemy, że forma fizyczna w coraz mniejszym stopniu decyduje o wyniku meczu. Proces treningowy ma coraz mniej tajemnic, a urządzenia go monitorujące są coraz bardziej precyzyjne, pozwalające na znaczną indywidualizację obciążeń. Takim klasycznym dla mnie przykładem tej odmiany jest Franciszek Smuda. Miał on dobrą metodę kształtowania szybkości wytrzymałościowej zawodników, co zdawało przez lata egzamin w postaci dobrych wyników drużyn, które prowadził. Z pozoru niedostrzegalne procesy mentalnościowe i taktyczne spowodowały, że prowadzone przez niego drużyny zaczęły przegrywać. Skończył się etap, kto bardziej wytrzymały ten lepszy. Również zadaniowe traktowanie taktyki przestało zdawać egzamin. Można by zaryzykować twierdzenie, że obserwujemy proces odchodzenia od krępujących piłkarzy więzów na rzecz swobody w grze, w której dążenie do wygranej ma wymiar bardziej wysiłku psychicznego niż fizycznego.
O tym, że zawracanie kijem Wisły jet bezpłodne.
Zupełnie prosty ogląd rzeczywistości mówi nam, że jak się robi to samo i tak samo każdego dnia to ma się dokładnie takie same efekty. Pół biedy gdy te owoce są dobre, gorzej, kiedy stają się niestrawne. Wówczas zmiana jest konieczna. Można ją wywieść z nauki, doświadczenia lub też być samorodnym talentem. Lecz zawsze trzeba mieć wolę i chęć dokonania metamorfozy. Niestety kiedy się nie ma instrumentarium pozwalającego na obliczalność skuteczności takich zmian, stają się ona skokiem w nieznane. Samemu taki skok można zaryzykować, dużo trudniej odpowiadając za innych. Dlatego nie popieram zmian dla zmian jako niepotrzebnych i niczego pozytywnego nie wnoszących. A jednak ten komu powierzono drużynę musi decydować się na zmiany. Tylko, powiadam: sama intelektualna gotowość do ich dokonania to za mało. Trzeba umieć racjonalnie przewidywać jej skutki. I tak ab ovo. Piłka nożna jak kobieta, zmienną jest i nigdy nie stoi w miejscu. Ma to swój niepowtarzalny urok również w tym, że w niej na szczęście można przewidzieć i zaplanować mniej, niż więcej. Dlatego należy być zawsze przygotowanym na to, że może być zarówno lepiej jak i gorzej.
I to by było na tyle.

