- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
Kapuściane głowy!?
Które to te ‘kapuściane głowy’? Ano nasze kibicowskie polskie, futbolowe, a szczególnie głównego sternika polskiej kopanej i jej głównego menago. ‘Sezon Kapustki’ stał się faktem, każdy teraz zadaje pytanie, czy talent z Cracovii już dojrzał do wyjazdu do Juve lub BVB, czy jeszcze nie!? Gdzie się będzie lepiej rozwijał? Tam, czy tu? Oby w tym wszystkim się okazało, ze Bartosz ma głowę na karku i to nie pustą!
Od zarania, od „Blogiem z Krytej” toczymy dyskusje jaki model rozwoju dla młodego polskiego piłkarza jest najlepszy? Szybki wyjazd i edukacja w zachodniej rzeczywistości, okraszone zbieraniem profitów w dorosłej karierze jak to się stało udziałem Wojtka Szczęsnego i Grzegorza Krychowiaka, czy też terminowanie w Ekstraklasie, wykazanie się w niej, nabranie piłkarskiej i pewności i wartości i z takim kapitałem udanie się na zagraniczne wojaże. Taką ścieżką podążyli Błaszczykowski i Lewandowski, ze skutkiem, też trzeba przyznać, wybornym. Są też przykłady pośrednie, błyśnięcia na polskich stadionach i natychmiastowego szukania szczęścia zagranicą. Z różnymi efektami, Milik powie, że mimo perturbacji ostatecznie z pozytywnymi, za to Mariusz Stępiński stwierdzi, że nie wstyd wrócić do punktu wyjścia, czyli w rodzime pielesze i stąd szukać drogi choćby i do reprezentacji i do wyjazdu z nią na Euro. Zatem odpowiedzi jednoznacznej co jest najlepsze, żeby przygoda z piłką nastolatka zamieniła się w futbolową karierę dwudziestolatka – brak! W poszczególnych przypadkach będą decydowały indywidualne uwarunkowania, predyspozycje.
Pamiętam nasze emocjonalne debaty o wyjazdach młodych legionistów, bliższa koszula ciału zatem i temperatura dyskusji była wielokrotnie większa, aniżeli obecnie gdy z pewnej perspektywy możemy sobie ‘na spokojnie’ poprzyglądać się co też się dzieje pod Wawelem?
Obojętnie jak się zakończy, termin ‘sezon Kapustki’ wśród dojrzewających futbolowych owoców i warzyw jest w zasadzie przesądzony. Youtubowy scouting jesiennego pełnego rozkwitu pominąć nie mógł.
Ale i bez tej „promocji” już i tak było wiadome, już i tak się zaczęło. „Postępy młodego pomocnika Cracovii śledzą między innymi takie kluby jak AS Roma, Udinese Calcio, Juventus Turyn czy Borussia Dortmund. Według dziennika "Bild" Borussia jest skłonna zapłacić za 19-latka aż 5 mln euro i to już w najbliższym oknie transferowym.” ( sportowefakty.wp.pl/) Ogólnopolskiej medialnej, netowej dyskusji już powstrzymać nie sposób, z tym że obecny nasz swojski futbolowy capo di tutti capi dolał oliwy do ognia na swój sposób:
„... mamy kilku dobrych młodych piłkarzy, którzy do pierwszej kadry pukają. I to jest ciekawe. Jesteśmy zaniepokojeni innym faktem. Jak zwykle, gdy młody piłkarz zagra pół meczu dobrego to dorabia się do tego całą ideologię. Dzisiaj czytam, że Kapustka może jechać tu, czy tam.
Nie chciałby pan, żeby on wyjechał do mocnego klubu z silnej ligi?
- Na to przyjdzie pora. Na razie dla niego najlepsze byłoby, aby spokojnie pół roku pograł w Cracovii, żeby myślał o tym, co zrobić dla klubu i własnego rozwoju. Dzisiaj przejście Kapustki do Dortmundu czy gdzieś indziej to jest tylko przedsięwzięcie biznesowe dla kilku ludzi, a nie dla zawodnika. Oczywiście, zawodnik może więcej zarabiać, ale w życiu jest zawsze czas na zarabianie. Najpierw trzeba się rozwijać, a to bez regularnej gry jest niemożliwe. Ci, którzy kręcą się w orbicie piłkarza chcą zmonetyzować układ.
- Bartek wygląda na rozsądnego chłopaka, który przede wszystkim będzie chciał grać. Przez najbliższe pół roku musi grać regularnie, bo to jest najważniejszy warunek, aby złapać się do kadry na mistrzostwa Europy. A już znamy te historie po przedwczesnych wyjazdach naszych młokosów: "Przez pierwsze pół roku muszę się przyzwyczaić do rytmu treningowego", "Przez pierwsze pół roku muszę się języka nauczyć", a później powrót do Polski, żeby podratować formę. Przerabialiśmy to już wielokrotnie.
(...) Kapustka zagrał jeden mecz w wyjściowym składzie reprezentacji - ten z Czechami. Zagrał poprawnie, dobrze, zrobił ładną akcję i już go chcą wieźć na Zachód. Spokojnie! Poczekajmy na 20 takich spotkań, a dopiero później myślmy o transferze.
- Sądzę, że Bartosz o tym bardzo dobrze wie, a kampania wokół jego osoby to nie jego wina. Za zawodnikiem stoi jakiś tam menadżer, za nim z kolei jakiś dziennikarz i robią zamieszanie.”
(sport.interia.pl)
„Jakiś tam mendżer” nie pozostał dłużny „ulubionemu” oponentowi:
"To, co mówi pan Boniek, to nonsens. Gdyby nie wyjazd za granicę młodych piłkarzy, to dziś nie byłoby awansu na Euro 2016. W młodym wieku wyjechali przecież Szczęsny, Glik, Piszczek, Krychowiak, Milik, Lewandowski, Błaszczykowski i Grosicki. Opuszczając Polskę nie mieli nawet pięciu sezonów rozegranych w Polsce. Piłkarsko dojrzewali na zachodzie. Nie biorę słów prezesa na poważnie. Mówi dużo, ale często bez sensu” (sportowefakty.wp.pl)
Mhm, pan Cezary w polemicznym zapędzie troszkę ponaginał fakty. Wątpię żeby Boniek dopominał się karencji pięciu sezonów w Ekstraklasie przed zagranicznym wytransferowaniem jakiegokolwiek gracza, raczej jak sadzę byłby zgodny do przyjęcia metodologii Lecha Poznań, który przytrzymał Lewego pełne dwa sezony i puścił go do BVB w glorii króla strzelców polskiej ligi. Sam klub zdobył w dużej mierze dzięki temu tytuł. Kucharz z piłkarzem byli niecierpliwi, już po roku chcieli skorzystać z ofert, jak się okazało zwłoka wszystkim wyszła na dobre. Kamil Glik rozegrał w Piaście dwa sezony i 54 mecze i to po powrocie z zagranicznych wojaży jako nastolatek, które dorosłym kontraktem dla pana Kamila nie zaowocowały. Piszczek w Ekstraklasie ma zaliczonych 69 spotkań i Mistrzostwo Polski z Zagłębiem Lubin. Błaszczykowski grał z Wisłą o Ligę Mistrzów na jego koncie widnieje 51 meczów zanim przeprowadził się do Dortmundu mając 22 lata. O Grosickim doskonale wiemy dlaczego musiał opuszczać Warszawę, w Pogoni i Legii uzbierał 33 występy, ale dojrzewał w zasadzie w Jadze – 58 spotkań. Wszyscy wymienieni są dowodem, że warto się ogrywać w polskiej lidze przed zagranicznym wyjazdem.
Kucharz się zagalopował sprowokowany przez Bońka, ale najważniejsze są kolejne jego słowa z cytowanego mini wywiadu: „Doradzałbym mu (Kapustce) pozostanie w Cracovii do czerwca i korzystanie z gry w ekstraklasie. Cały czas się rozwija. W marcu tego roku spotkałem się z trenerem Adamem Nawałką. Zasugerowałem, by zwrócił uwagę jak Bartek porusza się na boisku, jakie podejmuje decyzje. Warto było. Kluczowy w karierze był fakt, że trener Robert Podoliński dał mu szansę w Cracovii”.
No i po co tyle krzyku, chciałoby się rzec, ale może ‘krzyk’ był potrzebny, żeby padła taka publiczna deklaracja, kto ich tam tych menago zna, tym bardziej gdy padają zarzuty o ‘monetyzowanie’, ale że prezesunio dorzucił swoje trzy grosze w takim a nie w innym nominale, akurat tylko i wyłącznie w trosce o losy i rozwój młodego reprezentanta, też jakoś uwierzyć trudno. Kiszą się te kapuściane futbolowe głowy.
Póki co i z klubu i od samego piłkarza padają deklaracje zamiaru pozostania w Cracovii:
Jakub Tabisz - Nie jesteśmy teraz zainteresowani sprzedażą Bartka. Wolelibyśmy, żeby został z nami przynajmniej do czerwca.
Bartosz Kapustka - Na razie nie podejmuję takiego tematu. W tej chwili chcę odgrywać coraz większą rolę w Cracovii. Czuję się tu dobrze i jestem dumny z tego, że mogę grać w takiej Cracovii, która walczy o czołowe lokaty. Nie myślę o odejściu. (WP SportoweFakty)
Co z tego wyniknie? Przekonamy się wszyscy. Jak to się ma do dyskusji o ‘warunkach rozwoju polskiego młodego piłkarza’ ma wyjeżdżać jak najszybciej z Polski, czy też nie? Rafał Stec pokusił się o salomonowe rozwiązanie wyrażone nie królewską lecz prezydencką logiką: „jestem absolutnie za, a nawet radykalnie przeciw”. Gromy coś czuję, że na mnie polecą za samo przywołanie takiego autorytetu, a gdy jeszcze dodam że w zasadzie to ze stecową filozofią się zgadzam, to już umarł w butach, ale jak tu jej zaprzeczyć, skoro na początku obecnego wywodu samemu dowodziłem że jest to zależne od zindywidualizowanych aspektów.
Żeby o plagiat wręcz nie zostać posądzonym, żeby też nie było że się na autorytet powołuję, no i w trosce żeby przeżyć kolejne koleżeńskie bezpośrednie spotkanie z kimś kto lubi redaktora Steca tak jak Cezary Kucharski Zbigniewa Bońka i vice versa, to napiszę że autorytetowi jednak nie ulegnę, idei ‘panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek’ nie będę powielał, a w takim razie zadeklaruję, że o ile w przypadku piłkarzy kwestia jest złożona, zróżnicowana nie podlegająca generalizacji, to w odniesieniu do klubów, świadectwem ich dobrego funkcjonowania, będzie taka sytuacja w której nie będą musiały wyprzedawać własnego narybku przy pierwszej lepszej ofercie. W interesie polskich klubów jest sytuacja żeby transferowani z nich byli zawodnicy w miarę ukształtowani, którzy też swoją grą w seniorskich warunkach coś klubowi dali, czegoś przysporzyli. Jednym zdaniem za optymalną uznaję ścieżkę wytyczoną przez Roberta Lewandowskiego i Kubę Błaszczykowskiego.
Aha, kto nie miał okazji, a chciałby nieco bliżej poznać delikwenta o którym była mowa, może klikać:






Co zaś się tyczy meritum: chciałbym nieśmiało przypomnieć, że to wszystko dzielenie skóry na niedźwiedziu, który nie tylko żyje i ma się dobrze, ale wciąż przebywa w bardzo bezpiecznej odległości od jakichkolwiek myśliwych i być może niejedną jeszcze zimę w swojej gawrze prześpi, zanim ktoś wreszcie położy go trupem. Taki już mamy klimat, że szum medialny towarzyszy każdemu młodemu piłkarzowi z Ekstraklasy, któremu uda się trzy razy na pięć prób kopnąć piłkę tam, gdzie należy. I wśród tego szumu natychmiast jest on przymierzany do całego szeregu mniej, lub bardziej markowych klubów z zagranicy. Sęk w tym, że owe "przymiarki" odbywają się głównie w rozgrzanych głowach dziennikarzy i chciwych handlarzy żywym towarem, zaś w rzekomo zainteresowanych klubach kompletnie nic o nich nie wiedzą. Znaczy owszem, jestem jak najbardziej skłonny uwierzyć, iż ludzie z poważnych sieci skautingowych wiedzą już, że istnieje sobie taki Kapustka i że kiedyś być może coś tam z niego wyrośnie. Jednak od takiej wiedzy do konkretnych ruchów transferowych - zwłaszcza takich przy użyciu poważnych pieniędzy - wciąż jeszcze kawał drogi. O ile mi wiadomo, do klubu nie wpłynęła póki co ani żadna oficjalna oferta (umizgi last minute prezesa Leśnodorskiego zbędę milczeniem), ani nawet zapytanie o generalną dostępność zawodnika.
Gdyby jednak się okazało, że faktycznie już teraz, znaczy w zimie, znajdzie się chętny wyłożyć te cztery, czy nawet pięć milionów euro za kartę zawodniczą Bartka, punkt widzenia na całą sprawę jak zwykle zależy od punktu siedzenia.
I tak, zasiadając na krześle kibica Cracovii, mówię: niech jedzie. Teraz, zaraz. Niech mu IPT pan Tabisz pomoże walizki pakować, zrobi kanapki na drogę i odwiezie na lotnisko, a na odchodnem z wrodzonym wdziękiem szepnie słuchaj, Bartuś, w razie jakby coś, rozumisz, nie pykło, wracaj do nas jak do mamy.
Jeśli pojawiające się tu i ówdzie kwoty się potwierdzą, mielibyśmy do czynienia z najniżej piątą wysokością transferu z Ekstraklasy w całej jej historii. Więcej za naszych chłopaków po prostu nie płacą, nie ma więc na co czekać. Droższy już nie będzie, może być za to znacznie tańszy, gdyby złapał - tfu, tfu! - jakąś poważną kontuzję, albo totalnie pogubił formę. No i żal będzie mniejszy dziś, gdy Bartek jest może i efektownym, ale jednak dodatkiem do składu, niż gdyby odchodził jako filar drużyny.
Przeskakując na fotel kibica reprezentacji Polski mówię: niech jedzie. Ale dopiero za pół roku. Praktyka pokazuje, iż zawodnik z Ekstraklasy potrzebuje co najmniej kilku miesięcy, by zaaklimatyzować się w silniejszej lidze. A za kilka miesięcy jest Euro i dobrze by było, gdyby chłopak został na nie powołany w roli podstawowego zawodnika swego klubu, nie regularnego ławkowicza, lub co gorsza piłkarza rezerw.
Gdybym wreszcie usiadł naprzeciw samego Bartka, powiedziałbym mu: zostań. Nazarabiać się jeszcze zdążysz, młody jesteś. A jak wyjedziesz jako podpora swego klubu i silne ogniwo reprezentacji, będziesz gdzieś tam znacznie poważniej traktowany, niż dzisiaj.