- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem. W kalejdoskopie cz. 11
W znanej fraszce Jan Sztaudynger głosi: ”Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”. I pewnikiem ma rację. Lecz nie wtedy, gdy w rozsupłanie zapętlenia wchodzą pieniądze. One bowiem potrafią zniewolić człowieka do tego stopnia, iż jak był porządny to staje się draniem.
Do tego dla wielu pieniądz staje się celem, a nie środkiem dla bytowania. Określa perspektywę życiową i hierarchię wartości, na ich czele stawiając mamonę. Oczywiście żaden się do tego nie przyzna i będzie swoje wybory usprawiedliwiał, jeden osobistym rozwojem, drugi troską o firmę. W takich sytuacjach warto sięgnąć do pryncypiów. I tam zawartymi prawidłami się kierować w ocenie wydarzeń. A rzecz będzie o refleksjach, do których pretekst dał piłkarz Michał Żyro i zapowiedzi sankcji jakie mogą go spotkać, gdyby...
Zacznijmy od praw człowieka. Prawa człowieka to jedna z najbardziej ważkich idei obecnej cywilizacji od blisko 70 lat. Podkreśla się, że prawnonaturalna podstawa normatywna praw człowieka sprawia, że są one:
-przyrodzone, gdyż człowiek ma je od chwili urodzenia, a niektóre nawet wcześniej,
-powszechne /przysługują wszystkim istotom ludzkim/
-niezbywalne, gdyż nikt nie może się ich zrzec,
-nienaruszalne, bo nikt nie może ich być pozbawionym, a jednym z zadań państwa jest ich ochrona.
Historycy początki kształtowania się praw człowieka wywodzą od Biblii, a w ujęciu prawa pozytywnego od angielskiej Magna Charta Libertatum Jana bez Ziemi z 1215 roku. Natomiast po II wojnie światowej już w karcie Organizacji Narodów Zjednoczonych zapisano, że jednym z celów organizacji jest rozwijanie i wspieranie praw człowieka i podstawowych wolności każdego człowieka bez wyjątku. Podstawowym aktem o charakterze międzynarodowym w tej materii jest uchwalona w Paryżu 10.12.1948 roku Powszechna Deklaracja Praw Człowieka. Z niej niejako wywodzą się późniejsze akty prawa międzynarodowego, o których pamiętajmy, że skoro Polska je ratyfikowała to mają pierwszeństwo przed ustawodawstwem krajowym. Należą do nich:
-Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ z 16.12.1966 roku,
-Protokół Fakultatywny do wymienionego powyżej Paktu, który wszedł w życie 23.03.1976 roku,
-Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, który wszedł w życie 03.01.1976 roku,
-Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności Rady Europy z 1950 roku,
-Europejska Karta Społeczna z 1961 roku.
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 roku zawiera wyczerpujący katalog praw człowieka dzieląc je na: wolności i prawa osobiste, wolności i prawa polityczne, wolności i prawa ekonomiczne, socjalne i kulturalne, ustanawiając równocześnie środki ochrony wolności i praw. Model praw człowieka zapisany w Konstytucji ma charakter liberalny, co przejawia się:
-prawnonaturalną wizją statusu jednostki w państwie,
-indywidualizmem – uznaniem prymatu interesu jednostki wobec interesu państwa,
-akcentem na prawa wolnościowe, których korelatem jest obowiązek innych podmiotów do nie naruszania tych praw,
–naciskiem na gwarancje formalne ochrony praw.
W art. 65.1 Konstytucja stwierdza, że: „Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy”. Innych praw nie wymienię, gdyż nie są one przedmiotem rozważań.
Swoistą konstytucją tyczącą szeroko rozumianych stosunków pracy jest Kodeks Pracy obowiązujący od 01.01.1975 roku. Konkretyzuje on zasady związane z byciem przez człowieka pracownikiem. Ma on też podstawowe reguły porządkujące tę sferę ludzkiej działalności i należą do nich m. Innymi: prawo do dobrowolnego wyboru pracy, swoboda w nawiązaniu stosunku pracy, poszanowanie godności i innych dóbr osobistych, równość praw pracowniczych, zakaz dyskryminacji, zakaz mobbingu, prawo do podnoszenia kwalifikacji. Jednocześnie ma on zastosowanie wyłącznie o stosunków pracy, które charakteryzują się tym, że stanowią pracę wykonywaną pod kierownictwem, w określonym miejscu i czasie oraz regularnym otrzymywaniem wynagrodzenia. Inne rodzaje świadczenia pracy nie spełniające tych atrybutów, jak np. umowy zlecenia, o dzieło nie podlegają kodeksowej ochronie. Istotą stosunku pracy jest umowa o pracę /z łacińska zwana kontraktem/, która może być zawarta na czas nieoznaczony, określony lub na czas wykonywania określonej pracy. Ma on charakter dobrowolny i polega na zgodnym oświadczeniu woli zawarcia samej umowy jak i jej treści. Równocześnie ustalono, że taka umowa może być rozwiązana w każdym czasie za obopólnym porozumieniem stron lub też przez oświadczenie jednej ze stron po upływie wskazanego w Kodeksie okresu czasu.
Przez wiele lat regulaminy piłkarskie odbiegały od określonych w przepisach standardów obejmujących ogół obywateli oraz ogół pracowników. Wynikało to w dużej mierze z tradycji, gdyż te przepisy były kształtowane w czasach, w których o liberalnym czyli indywidualistycznym traktowaniu praw człowieka poza teoretykami idei wolnościowych nikt nie wspominał. Dominowało przekonanie, że człowiek jest częścią machiny społecznej i dostaje tylko tyle praw ile mu taka organizacja przeznaczy. Jedną z takich uświęconych zasad był zakaz wolnych transferów. Zawodnik po zakończeniu umowy był nadal w dyspozycji klubu i mógł przejść do innego tylko za jego zgodą oraz zapłatą. Wyłom w tym systemie poczynił jako pierwszy Jean Marc Bosman, którego klub Royal Club de Liege po zakończeniu umowy obniżył mu pobory i przesunął do rezerw, a gdy ten znalazł nowy klub, zażądał odstępnego. Zawodnik odwołał się do władz piłkarskich wszystkich szczebli, ale te nie przyznały mu racji. Poszedł więc po sprawiedliwość do sądu powszechnego i Sąd Apelacyjny w Liege orzekł jego wygraną po uprzednim pytaniu prejudycjalnym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Oznacza to, że od daty wyroku tj. od 15.12.1995 roku przepisy uniemożliwiające wolne transfery graczy są nieważne. Stało się to podstawą do nowej konstrukcji umów z piłkarzami, które kończą się z upływem daty zapisanej w umowie oraz przyjętą zasadą, że okres niejako wypowiedzenia umowy wynosi rundę sezonu i w tym czasie piłkarz może związać się umową z innym klubem. Dodatkowo wyrok sądu w Liege znosił limit piłkarzy z państw Unii Europejskiej w klubach. Ubocznym skutkiem wyroku było wyodrębnienie się zawodu menedżera piłkarzy. Kolejnym wyłomem była sprawa piłkarza Webstera, z którym klub nie chciał rozwiązać umowy w trakcie jej obowiązywania. Trybunał Międzynarodowy ds. Sportu /CAS/ przy MKOL przyznał Websterowi rację i określił, że piłkarz ma prawo rozwiązać umowę z dotychczasowym klubem po okresie ochronnym dla klubu wynoszącym 3 lata dla zawodnika do 28 lat życia i 2 lata dla gracza powyżej 28 lat. Oba te przypadki znalazły swoje odzwierciedlenie w art. 17 Regulaminu FIFA, który skonkretyzował, iż „prawo Webstera” stosować można pod 3 warunkami:
-zawodnik musi zgłosić chęć odejścia w terminie 15 dni od zakończenia sezonu,
-nowy klub znajduje się w innym kraju,
-nowy klub musi zapłacić dotychczasowemu kwotę równą zarobkom zawodnika do końca umowy.
W Polsce z prawa Webstera skorzystał tylko Adam Kokoszka.
Czasy traktowania graczy jak niewolników w dużym stopniu się skończyły. Nastąpił wręcz proces w odwrotnym kierunku, a mianowicie nadmiernej ochrony zwłaszcza ekonomicznych praw zawodników, gdyż pogorszenie się kondycji finansowej klubu ich nie dotyczy, jak też klub nie może z nimi rozwiązać umowy przed terminem jej ważności. Przy czym sądzę, że gdyby znalazł się jakiś klub tak jak Bosman czy Webster, który by takie problemy zgłosił do CAS lub sądu powszechnego, to mógłby uzyskać korzystny wyrok.
Nie zmienia to faktu, iż piłkarz to też człowiek i z jego prawami klub musi się liczyć. Nawet jeżeli niektóre kwestie nie są należycie w prawie związkowym uregulowane to powinny być stosowane reguły przyzwoitego postępowania. Czasami to można porównać do testu na człowieczeństwo.
A w sprawie Michała Żyro chyba nikt nie ma wątpliwości za jaką opcją się opowiadam. Nie wolno karać piłkarza za to tylko, że chce skorzystać z przysługujących mu praw. To też prowadzi do konstatacji, że władze klubu muszą być przezorne i kierować się rozumem, a nie emocjami, mrzonkami czy usłużnymi podpowiedziami. Michał powinien być sprzedany już przynajmniej 2 lata temu. Od tego czasu w Legii się nie rozwinął i jego wartość nie wzrosła - wręcz spadła. Mam świadomość, że większość kibiców transfer każdego zawodnika traktuje jako osłabienie drużyny i gotowa jest do rejtanowych zachowań, ale ich emocjami i fobiami przy podejmowaniu decyzji kierować się nie wolno, gdyż przynoszą one więcej szkody niż pożytku. Władze klubu muszą na szali zawsze stawiać z jednej strony dobrze zdefiniowany i rozumiany interes klubu, zaś z drugiej słuszny, indywidualny interes zawodnika. W świetle tego od czego zacząłem niniejszy tekst, prawa człowieka są nadrzędne. A pieniądze, jak mawiali starzy górale, to rzecz nabyta.


Niestety, w tym konkretnym przypadku władzom Legii wyszło to raczej kiepsko. Tym bardziej więc próby medialnego (a co za tym idzie, społecznego) oczerniania zawodnika należy uznać za niewczesne i zwyczajnie żenujące. Na marginesie: osobliwie zniesmaczyły mnie opowieści o nowym samochodzie Żyry, snute w żywcem wydartym z czasów słusznie minionych przekonaniu, że skoro ma, na pewno ukradł. Zwłaszcza, że zabrał się za nie portal założony i prowadzony przez samozwańczego ekonomistę i zdeklarowanego neoliba.
Kończąc temat Żyry: wcale bym się, tak z drugiej strony, nie zdziwił, gdyby pan piłkarz wrócił za sezon-dwa jako ten syn marnotrawny do Polski (albo i zgoła do Legii) przekonawszy się, że do występów w lidze angielskiej jego wydolność pasuje mniej więcej tak samo, jak piszący te słowa do baletu. Pożyjemy, zobaczymy.
Tak, czy inaczej, o wiele bardziej zajmująco jawi mi się postawa nowego pracobiorcy** piłkarza. Wspomniany w tekście Jean-Marc Bosman odniósł sukces m.in. dlatego, że interesy wszystkich jego kolegów po fachu są pi razy euro takie same. Natomiast klubom trudno wypracować jakieś rozwiązania chroniące na rynku pracy ich interesy, bowiem te ostatnie nader często bywają sprzeczne. Przynajmniej doraźnie.
Załóżmy teraz (wiedzy przecież nie mamy), że jakiś zagraniczny klub postąpił nieuczciwie wobec Legii, nie zachował przepisu o tym, iż prawo Bosmana zaczyna działać dopiero na pół roku przed końcem kontraktu i wszedł wcześniej w "dżentelmeńską umowę" (dżentelmeńską, też coś...) z zawodnikiem. Tym razem powiedzmy, że na tym zyskał (choć perspektywa Żyry robiącego karierę w Anglii wciąż wydaje mi się księżycowa. Raczej wzorem Mario Piekario gotów byłbym parsknąć "ale się wp-dolili!"). Niemniej, tym samym wystawił się na strzał. Czy to się tak w dłuższej perspektywie aby na pewno opłaca?
* A propos praw człowieka: nie cierpię określenia "sprzedać/kupić piłkarza".
** Słowo "pracodawca" jest, moim zdaniem, w potocznej, ale i oficjalnej polszczyźnie używane w sposób opaczny, nielogiczny. To JA jestem pracodawcą firmy, w której pracuję, bo DAJĘ jej swą PRACĘ (i jej efekty). Firma jest moim płacodawcą (a przynajmniej takowym być powinna), bądź też właśnie pracobiorcą.
Tegom się spodziewał. Mój tekst powstał po wypowiedziach właśnie dwóch współwłaścicieli Legii. Na tekst na Weszło nie zamierzałem reagować, gdyż.aby pisać o etyce trzeba chociaż trochę jej liznąć, a redaktor S. jest po prostu cyniczny i usłużny.I to oni, nie on, mnie zawiedli. Ponieważ wiem,że czytają C-L to wybacz,ale głownie do nich był adresowany. Dlatego jest taki trochę łopatologiczny i pryncypialny. Gdyż zapominają o korzeniach człowieczeństwa, w tym o przyzwoitości. Cieszę się,że w PS dziennikarze też napisali o swoim stanowisku i jest ono zbieżne z moim i Twoim.Obrońcy niewolnictwa , które było wygodne zawsze znajdą jakieś hasełka na usprawiedliwianie swych poglądów. I zdają się nie zauważać,że cywilizacja je już odrzuciła jako sprzeczne z naturą człowieka. Wydaje im się,że na zawsze są przypisani do roli właściciela niewolników. A co by się stało ,gdyby stali się niewolnikami. Też by byli do tej instytucji przywiązani, Szczerze wątpię. Słyszymy w takich wypadkach coś na kształt etycznej przygany wywodzącej się z IV przykazania Dekalogu,że powinien być wdzięczny i się odwdzięczyć. Pytam za co?. Tu słusznie zauważasz,że źródłem bogactwa nie jest kapitał,ale praca go pomnażająca. Sam kapitał bez roli społecznej jest wartością zerową, gdyż do niczego nie służy. O tym wielokrotnie w Encyklikach pisali od końca XIX wieku Papieże, a mianowicie o prymacie pracy nad kapitałem. Bowiem jest rzeczą zupełnie oczywistą,że na pustyni ten kto znalazł się tam bez wody odda całe swoje bogactwo za szklankę wody. Z drugiej strony widać jak bardzo przesiąknęli tą pseudoideologią części kibiców i jak bardzo chcą im się przypodobać.To ta zdemoralizowana część , której nic się w życiu nie udało żąda : powiesić go. Więc takie niegodne słowa jak te o graniu u boku brata czy skończeniu z priorytetem mogą tam wywołać aplauz. A u mnie gorący rumieniec wstydu.Gdyż to oni są winni w tym sensie,że uwierzyli w mrzonki i nie puścili chłopaka kiedy miał poważne propozycje. Ktoś im wmówił,że ten Żyro to on jest wart powyżej 5 mln EURO , ba nawet 8.Tylko zapominają,że cenę za towar ustala kupujący. Takie czasy nadeszły.I pogardzili ostatnia propozycją za 1 mln EURO. Tak jak zostali z Dudą za którego dawano 5,5 mln EURO. Trzeba zawsze warzyć czynnik czasu , czy on działa na moją korzyść, czy też nie. U obu działa na niekorzyść.
Aby się rozwijali muszą mieć znacznie lepsze otoczenie przede wszystkim w klubie ,ale i na zewnątrz.Dlatego taki Żyro, który jest inteligentnym człowiekiem zrozumiał,że traci bezcenny czas i zrozumiał,że proponowana suma odstępnego 3 mln EURO jest ceną zaporową.
A to czy sobie poradzi to ja tego nie wiem. Wiem natomiast, iż w wieku 23 lat będzie mu niesłychanie trudno, gdyż od gracza w takim wieku oczekuje się ,że wzmocni drużynę, a nie tylko będzie przez rok nadrabiał zaległości w przygotowaniu motorycznym.Wolą tam takich jak Bielik, którzy są na tyle młodzi,że jest czas ten rok czy dwa, aby ich fizycznie ukształtować i zobaczyć efekty.Im starszy zawodnik z Polski tym cena na niego niższa.
Natomiast jak się sprawa zakończy to trudno przewidzieć , może Michał zostanie w klubie, może zostanie zawarty jakiś kompromis. Ale załatwianie takiej sprawy poza zainteresowanym i jego menedżerem przy pomocy narzędzia w postaci toksycznych żmij u mnie wywołuje odruch wymiotny.
"choć perspektywa Żyry robiącego karierę w Anglii wciąż wydaje mi się księżycowa"
No, chłopie! Tyle lat już pasjonujesz się piłką i jeszcze nie zakumałeś, że w takich przypadkach wcale nie chodzi o jakąś tam karierę? Karierę, to niech sobie robi jakiś tam Lewandowski czy inny Messi.
Słyszymy w takich wypadkach coś na kształt etycznej przygany wywodzącej się z IV przykazania Dekalogu,że powinien być wdzięczny i się odwdzięczyć.
No cóż, tego typu przygany są zwyczajnie śmieszne. Owszem, cześć matce i ojcu należy się zawsze i wszędzie. Niemniej jednak każde dziecko musi kiedyś stanąć na własnych nogach, puścić mamusiny fartuch i zacząć żyć na własny rachunek. Wdzięczność zaś nie wyklucza możliwości decydowania o swoim losie. Ja tam nie widzę żadnych przeszkód ku temu, by taki np. zawodnik Żyro wyprowadziwszy się do nowego klubu opowiadał wszem wobec jak to mu w tej Legii miło było i przytulnie i na każdym kroku podkreślał zasługi ekipy z Ł3 w jego rozwoju.
Co zaś się tyczy niewłaściwego wyboru momentu na rozstanie się z takimi graczami, jak Duda, czy Żyro, to to jest oczywiście błąd. Przy czym ja osobiście mam sobie naprawdę dużą dozę wyrozumiałości wobec takich pomyłek. Skąd oni - znaczy legijne kierownictwo - mają wiedzieć, Zbyszku, jak się w takich sytuacjach zachować? Na tzw. zachodzie rynek transferowy już dawno zdążył wypracować sobie mechanizmy działania. One też nie zawsze przecież są właściwe, ale są, istnieją. A w Polsce? Kto niby w naszym kraju, w naszej lidze transferuje piłkarzy za pieniądze i to - patrząc z rodzimej perspektywy - naprawdę duże? Zgarnąć kogo tam się da z kartą na ręku (i kogo tam poleci znajomy "menedżer"), jak się nie sprawdzi - a to nader częste - wypchnąć z klubu: oto transferowy modus operandi alla Polonese. Posiadanie w swych szeregach zawodników potencjalnie wartych po kilka milionów euro to nad Wisłą zupełne novum. Nic dziwnego, że ich biznesowa obsługa nastręcza problemów.
No to niby o co innego chodzi? O pieniąchy? Tym bardziej ta Anglia* wydaje mi się kierunkiem wysoce głupawym. A nie sensowniej by było do jakichś Chinoli, czy innych Arabów? Płacą wcale nie gorzej, a narobić trza się nieporównywalnie mniej. No i pogoda znacznie lepsza.
* żeby nie było, ja nie mam pojęcia, czy on rzeczywiście trafi do Championship, opieram się wyłącznie na medialnych spekulacjach.
Nasza Ekstraklasa i nie tylko jest bacznie obserwowana. Dużego apetytu narobił zwłaszcza Lewandowski.A teraz robi reprezentacja. Bo to nie chodzi tylko o pieniądze w rozumieniu drobnego handlarza handlującego marchewką na ulicy,na tym zarobkującego i patrzącego ,aby go straż Miejska nie złapała.
Kolejność w piłce,co gdzieś tam, dawno zrozumieli jest następująca; najpierw wynik sportowy, a potem sukces finansowy.Jeżeli gracze danego klubu niczego w piłce na arenie międzynarodowej nie osiągają to znaczy,że są słabi.Czyli ich cena nie będzie wysoka.Przypomnijmy,że Robert, który był zdecydowanie najlepszym piłkarzem grającym w lidze odszedł z Lecha za w sumie 4.5 mln EURO.
Nie przypisywałbym w związku z tym jakiejś szczególnej roli ani menedżerom, ani skautom.Prezes Leśnodorski, który w ostatnim wywiadzie mówi jak to zanim przyszedł po amatorsku pozyskiwano piłkarzy myli podstawowe pojęcia i jest nielogiczny.Powiada jak to przeprowadził transfer Jodłowca do Legii bez żadnej pomocy.Złośliwie powiem,że dziś przy uruchomionej machinie odpowiednika Jodłowca sprowadzić nie zdołano.I nie ma też racji mówiąc,że wszyscy potrafią rozpoznać dobrych piłkarzy ,ale zaporą w ich pozyskaniu jest wielkość środków pieniężnych. Żaden klub nie ma nieograniczonych funduszy, a tych, które przebijają innych jest tylko kilkanaście na świecie. Inne kluby sobie jakoś radzą na miarę posiadanych środków,ale przede wszystkim dzięki sensownej metodzie prowadzenia klubu. Jednym z takich elementów jest logiczna i spójna polityka transferowa.prowadzona na zasadzie kupowania i sprzedawania bez ograniczeń.
Również pokazując,że zawodnik z danego klubu w innym tzw. lepszym może się wybić. Nie jak piszesz dobrym słowem przekonać
Więc taki Żyro jak wyjedzie i będzie dobrze oceniany to będzie też ambasadorem Legii. Więc znowu w dobrze rozumianym interesie Legii powinno leżeć, aby jak już musi się z klubem rozstać był w jak najlepszej formie. Zsyłka jego gdzieś tam to z tej rozumnej perspektywy działanie na własną szkodę.Gdyż on i tak pewno wyjedzie , lecz gorzej przygotowany i fama o Legii jako klubie szkolącym nieudaczników się tylko pogłębi.
Trzeba przynajmniej próbować dostrzec hierarchię podejmowanych decyzji w kontekście ich przyszłościowych skutków. A nadto takie traktowanie człowieka podważa autorytet władzy, każdej, gdyż ona zasadza się na szacunku dla każdego i inny odbiór pozbawia ją znamion wiarygodności. Legia bowiem może być tym klubem,który byłby pomostem do kariery wielu piłkarzy nie łapiących się w składach "dobrych" klubów. Jeżeli powiemy im,że dla nas liczy się tylko zysk i ustalimy za nich kwoty zaporowe to taki przekaz pójdzie w świat i o tzw. młodych zdolnych możemy zapomnieć.
Więc grający i nawet odchodzący bez żadnej kwoty Michał więcej może zrobić dobrego dla Legii niż sekowany i niszczony. Znowu złośliwie powiem,że nawet w Rosji to zrozumieli / porównaj casus Rybusa/.
@CTP.
Zastosowałeś jakiś szyfr w swoim poście, którego rozwikłać nie zdołałem. Proszę, abyś mnie swój wpis rozjaśnił.Gdyż jeżeli kpisz z tego,że nasi włodarze uważają za szczyt kariery młodego piłkarza grę w Legii to takiej interpretacji nie będę się przeciwstawiał. Gdyż nie słyszałem piłkarza, który by nie chciał grać w tzw. lepszej lidze, a przynajmniej się w niej sprawdzić. Ja to uważam za całkiem normalne.Nikt nie lubi żałować ,że mając szanse rozwoju, zrobienia kariery, zarobienia dużych pieniędzy itp z niej nie skorzystał. Więc zrozumiałe i godne poparcia jest przynajmniej nieprzeszkadzanie im w tym.
Nie no, ja przecież rozumiem. Ba, jedyne co mnie zwykle w tego typu dyskusjach dziwi (nie bierz tego do siebie, taki wtręt natury ogólnej), to powszechne... zdziwienie. Bo za kasą pojechał. A co w tym osobliwego i - przebóg! - złego? Sami wymagamy od piłkarzy profesjonalizmu, no to nie róbmy potem oczu jak filiżanki, gdy zachowują się jak profesjonaliści. Pracuję w firmie A, zarabiam x. Chce mnie firma B, oferuje 2x. No to idę, nie? I nie ma większego znaczenia, czy akurat jestem piekarzem, bankierem, ślusarzem, nauczycielem, lekarzem, mechanikiem, czy piłkarzem.
Loja... jak? Ależ owszem, zamierzam lojalnie i uczciwie powiedzieć szefowi, że odchodzę i wyrazić szczery zamiar rozstania się w sposób cywilizowany i nie krzywdzący żadnej ze stron. Przywiązanie, atmosfera (he, he) i inne takie - to wszystko jest fajne, ale do gara tego za cholerę nie wrzucisz, ani rachunków tym nie opłacisz. Dodatkowo zawód futbolisty jest dość specyficzny również z tego względu, że choć niby oferuje ponadprzeciętne uposażenia, to trwa nader krótko. Dziesięć, góra piętnaście lat zarabiania i szlus.
Wciąż jednak jednego nie rozumiem: jeśli jedyną motywacją do wyjazdu Michała Żyry miałyby być pieniądze, to - jak już pisałem - istnieją kierunki, gdzie płaci się wcale nie gorzej, niż w Championship, a natyrać się trzeba mniej. Zwłaszcza w sensie fizycznym. A fizyczność, jak wiadomo, mocną cechą pana M. nigdy nie była i raczej już nie zostanie.
@ Zbyszek:
O tym, co momentami paple Wasz prezes, to w ogóle nie ma sensu dyskutować. Dobrze by chyba było po prostu się przyzwyczaić, że gdy tylko facet otwiera usta, ryzyko wypływu szerokiej fali bzdur natychmiast rośnie. Cóż, nie przejmuj się. Nasz prezes też tak ma, można z tym żyć
Zwłaszcza gdy sobie człowiek uświadomi, że wymowniejsze od słów bywają czyny. No i właśnie o tych czynach pisałem w kontekście konieczności obracania się na nieznanym, grząskim terenie. Oni się jeszcze tego nauczą Zbyszku, w końcu głąbami nie są. W pewnym momencie wreszcie zrozumieją, że piłkarz dziś wart milion euro jutro może być wyceniany na dziesięć milionów, ale też na dziesięć tysięcy, różnie w życiu bywa.