A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 17.

Możemy na użytek własny, czasem i cudzy zdefiniować słowo ideał. Powiemy więc, że jest to takie coś co powinno być całkowicie doskonałe, tudzież będące wzorem do naśladowania, mogące być najwyższym stopniem dążeń i pragnień. Koncepcją bardzo trudną do realizacji, lecz równocześnie, być może i przez to, bardzo pożądaną.

Jak widać jest to symbol czegoś postulatywnego, dość odległego w czasie przyszłym. Dobrze, żeby ideał się ziścił, ale jak w romantyzmie, może lepiej, aby był konstrukcją subiektywną, gdyż po zaistnieniu obiektywnym pewnikiem byłby naszym marzeniom nie sprostał. Tym samym samo słowo oznacza taki w sumie mętny stan umysłu, ani teoretyczny, ani praktyczny. Żaden ideał nie jest bowiem wystarczająco precyzyjny na potrzeby teorii, ani wystarczająco ludzki na potrzeby praktyki. Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że słowo to czasami bywa odpowiednie jak w wierszu Norwida „Fortepian Szopena”, kiedy to rzeczony instrument został zrzucony z piętra budynku na ulicę, co poeta określił dosadnym mianem „Ideał sięgnął bruku”. Słowo to jest rzadkie, a jego pochodzenie mało znane, a już na pewno nie należy do tradycyjnych pojęć chętnie i często używanych. Ludzie, jak zaświadczają różne piśmidła pozostawione przez dawnych mieszkańców globu, kiedyś chyba nie wierzyli w ideały, za to niezmiernie ochoczo wierzyli w idoli, ucieleśnionych przez różne bożki, z którymi było dużo więcej uciechy lub też w idee, z którymi było dużo więcej spięć. Nam przyszło żyć w czasach, w których o ideałach głucho, zaś od idei świat aż puchnie. Ilekroć słyszymy nadętego polityka rozprawiającego o rzeczach, o których ma blade pojęcie, albo innego wodoleja sławiącego tolerancję i otwartość w słowach, w których brak szczątkowych śladów rozumu, albo czytamy artykuły prasowe, w których niewiedza walczy o lepsze z kabotyństwem lub też oglądamy dowody koniunktury gospodarczej w postaci prymitywnego sloganu – odkrywamy, że maja one niezmienne dwie cechy: są wyprane z wszelkiej idei, a  za to zachłannie pożądają ideałów. W ten sposób ideał stał się substytutem idei dla ludzi, którzy zostali w szkołach, prasie, telewizji oświeceni, ale nie na tyle, aby mieć choć śladowe pojęcie o tym czym jest dana idea. Nasi przodkowie, jak mniemam, rozumieli koncepcję doktryny i mieli do niej zdroworozsądkowy stosunek – było to coś w co wierzyli lub nie. Rozumieli również dokładnie koncepcję obowiązku – spełniali go lub nie, ale wiedzieli, że jest to coś co należy robić niezwłocznie i niezwykle rzetelnie. Nikt nie oczekuje, że człowiek uwierzy w ideał, tak jak ma wierzyć w słowa zasłyszane, przeczytane lub zobaczone, czyli w coś co istnieje. Przeciwnie, zdaniem wielu idealistów ideał zawdzięcza swoja nazwę wyłącznie temu, że z pewnością nie istnieje. Jest też w ideale coś co dostrzegalnie rozmiękcza i rozmywa koncepcję obowiązku, tak kiedyś oczywistą i wyrazistą. Kiedy podnosimy swoją  upadłą teściową z oblodzonego chodnika to nie dlatego przecież, że jest ona naszym ideałem, lecz z tkwiącego gdzieś w nas głęboko poczucia obowiązku. Kiedy jednak zamarzymy o teściowej jako o ideale spolegliwej opiekunki domowego ogniska to doznajemy nadmiaru świadomości, że ono może zaistnieć, lecz w przyszłości bliżej nieokreślonej. Taka przemiana może być dowodem na to, iż postęp istnieje i może się dokonywać.

Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że postęp jest tak naprawdę odstępem. Postęp nie oznacza, że maszerujemy naprzód w stronę świata idealnego. Postęp oznacza tylko, że to świat idealny wysuwa się ciągle daleko na prowadzenie, zwiększając odstęp pomiędzy sobą, a nami, uświadamiając nam, że sporo czasu musi upłynąć zanim zdołamy go doścignąć. Bowiem słowo „jutro” ma wiele konotacji i może równie dobrze sugerować nadzieję na lepsze jutro, jak i wieczne odkładanie czegoś na jutro.

W czasach bez pojęcia ideału ludzie mieli łatwiej, wiedzieli na przykład, że chciwość jest zła, że uciskanie innych jest złe i wiedzieli to także wówczas, gdy sami chcieli to robić, a nawet gdy sami to czynili. W naszych czasach łacno dostrzegamy, że ludzie owszem takie przesłanie uznają za pozytywne, ale jego spełnienie odłożą na przyszłość, w szczęśliwym społeczeństwie, gdzie nikt nie będzie odczuwał pokusy, aby kogokolwiek ot tak sobie pouciskać.

I tak oto ideał – ten fałszywy idol – wysysa siły z obu sfer ludzkiej egzystencji i naszych umysłowych zdolności: ze sfery wiedzy i nauki oraz ze sfery praktycznych, społecznych zastosowań. Zamiast więc od dawna wypróbowanego twierdzenia :”Wierzę, że to prawda”, wprowadzamy dziwaczne coś co brzmi: ”Chciałbym,aby to była prawda”. Takoż zamiast prostych słów: „To mój obowiązek”, wprowadzamy do obiegu słowa: „Kiedyś w idealnym świecie, przy wyjątkowo sprzyjających warunkach dało by się to zrobić”. Jak śpiewał z nadzieją w głosie Młynarski „Pan mnie wyczuwa, Pan mnie rozumie”.

W ten sposób ponownie rozumowo i emocjonalnie odczuwamy odsuwanie przyczyn i racji daleko w przeszłość, a zdrowe, rozumne zachowanie w daleką przyszłość. To niebezpieczny stan umysłu, w którym musimy podejmować indywidualne decyzje czy jeszcze wierzymy w idee będące dorobkiem cywilizacyjnym ludzkości, które są coraz bardziej zagrożone czy też ich obronę odkładamy na zaś.

Proszę mnie po tym co napisałem powyżej nie posądzać o to, że bredzę. Albowiem można używać słowa ideał w sensie takim jak opisany na początku tekstu i jest to sens najzupełniej racjonalny. Jest bowiem prawdą, że mamy poczucie duchowych możliwości wykraczających poza dozwoloną przeciętność, że są nadzieje, które wszyscy możemy żywić, ale nikt nie zdoła wymusić ich spełnienia, że są rady, które nie są przykazaniami, ale wiodą ku odnowie. Lecz niestety słowo to w naszych czasach i w potocznym znaczeniu stało się synonimem podwójnej natury człowieka: jednej najzupełniej realnej i drugiej, tej nierealnej. I nieważne jaka ta realna w gruncie rzeczy jest, ważne, żeby nierealna była idealna. Tak właśnie fałszowane są dawne pojęcia, jak choćby wspomniane prawda i obowiązek. Toteż nasza cywilizacja zwana nowoczesnością czym prędzej się postarała, aby rozpowszechnić to mgliste pojęcie i nadać mu obskurancki sens. W imię tak pojętego ideału ludzie tolerują nawet najstraszniejsze rzeczy, które rzekomo kiedyś maja ich doprowadzić do rzeczy najwspanialszych. Niektórzy tak się tą myślą przejęli, że będą lepsi, że... stają się gorsi niż kiedykolwiek. W wymiarze wręcz groteskowym liczą, że tego czego nie zrobili dziś, zrobią jutro i odrobią te niegdysiejsze i dzisiejsze zaniechania.

Nie zamierzam trywializować zagadnienia, gdyż pod to co z konieczności ogólnie, a nawet ogólnikowo opisałem każden może podłożyć własną treść, tak i ja odniosę się do implikacji praktycznych, by nie rzec codziennych.

Ileż to my wysłuchujemy opowieści naszych piłkarzy /po prawdzie nie tylko naszych/, że owszem są dziś słabi, ale jutro jak przepracują, jak przemyślą to się odmienią i będą zasuwać po boisko i grać jak młodzi bogowie. Jutro. Iluż to słyszymy trenerów, którzy poprawią, zmienią mentalnie, ustawią taktycznie, wypracują, osiągną oczekiwane wyniki. Jutro. Ileż to władze nasze, ukochane obiecują trafne transfery, osiągnięcia na miarę oczekiwań, awanse, sukcesy. Jutro.

A my jako te bociany wystawiamy dzióbki i czekamy, aż żaby same do nich wpadną. I kiedy doczekać się nie możemy to psioczymy. Tylko ja pytam, na co? Toż ten byt przyszły jest tyleż nierealny, co nieprzewidywalny. Powinniśmy wymagać powściągliwości w słowach polegających na ich używaniu adekwatnie do złożonej rzeczywistości w postaci: postaramy się, podołamy obowiązkom, jednym słowem: zrobimy to co w naszej mocy i to co do nas należy.

Kolejna kwestią która jak ulał pasuje do wyżej przeprowadzonych rozważań to wielki temat Akademii. W ogromnym skrócie to produkowała ona mniejsze i większe buble, jeżeli tak można powiedzieć o zawodnikach. Nie wiemy czy tworzywo było do tylnej części ciała czy i majster taki sam, a może i jedno i drugie. I nie w tym tkwi clou problemu, ale w ciągłym usprawiedliwianiu braku osiągnięć  w wytwarzaniu klasowych młodych piłkarzy tym, że kiedyś wybudujemy Akademię. Z naciskiem na słowo: kiedyś. W przyszłości. Tym samym stanowić ona poczyna ten ideał, który niweczy chęć zrobienia czegoś sensownego dziś. Czekamy na jutro, bo ono będzie ideałem, do którego dążymy. A to czekanie to czyste straty, gdyż mamy parcie na graczy z naszego kraju. Menagi szukają nowego Roberta, taką żyłę złota, która daje i daje i wygląda, że jeszcze swych pokładów kruszcu nie wyczerpała. A ja zapytam grzecznie, jak na to zapotrzebowanie odpowiadamy? Chyba zamiast młodych zdolnych damy im buzi. Obawiam się, że nie wystarczy. W każdym razie nie zadowoli. Oczywiście ktoś  powie, że nie dało się przewidzieć, że coś takiego zaistnieje. A ja odpowiem, że wystarczyło znać jedną fraszkę Jana Sztaudyngera, która brzmi: ” Myjcie się dziewczyny. Nie znacie dnia ani godziny”.

I to by było na tyle /za Janem Tadeuszem Stanisławskim/.

Dyskusja (2)
1czwartek, 07, styczeń 2016 16:31
dalkub
jak mawia klasyk - the road to succes is always under construction
2poniedziałek, 18, styczeń 2016 09:07
Chevalier Tom herbu Stare Bielany
Zgoda, zgoda, zgoda. Dożywamy czasów kiedy na horyzoncie dziejów wyraźnie rysuje się taki scenariusz rozwoju rzeczywistości, który znakomicie pogodzi dwie prorocze antyutopie. Technologia umożliwi totalną kontrolę i inwigilację, ale stanie się to niejako niepostrzeżenie, w aksamitnych rękawiczkach i przy całkowitej aprobacie znakomitej części ludzkości, którą to nareszcie zwolni od myślenia, od lęku przed nieuchronną śmiercią i szukaniem głębszego niż "wieczne komercyjne teraz" sensu życia. Słowem witajcie w świecie z "1984" tyle, że postrzeganym subiektywnie przez nadchodzące generacje jako "Nowy wspaniały świat". Ciekawe w jakiej roli i formie będzie wtedy funkcjonował sport wyczynowy. Z jednej strony pewnie jego pozycja jako rozrywki jeszcze wzrośnie, a z drugiej w imię zasad inżynierii społecznej i powszechnej obowiązkowej poprawności trzeba będzie go jakoś wykastrować z realnych namiętności i emocji. Może piłkarze będą posługiwać się w przyszłości futbolówką z gąbki i butami z jakiegoś milusiego tworzywa by nie zrobić sobie krzywdy. Oczywiście składy będą mieszane płciowo i aby utrzymać parytet kobiet i mężczyzn zwiększ się skład do 12 zawodników...:O)

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1