A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 22.

Nie ukrywam, że uwielbiam wyszukiwać różnego rodzaju podobieństwa, zwłaszcza pomiędzy ludźmi. Pozwalają one lepiej wyrazić ocenę jakiegoś osobnika niż prosta wyliczanka jego cech.

 

Obecnie na tapecie mam trenera Legii Warszawa Stanisława Czerczesowa. Z przyczyn najzupełniej oczywistych. Raz, że nasz zespół trenuje, a dwa, że czyni to z niekłamanym wdziękiem. Pierwsza myśl porównawcza jaka się nasuwała była taka, że to alter ego Frania Smudy. Lecz po krótkim namyśle kandydatura Dyzmy zostaje odrzucona: nie ten format, nie ta osobowość, nie ten charakter. I nagle „Eureka”. A czemu by nie? Na tej stronie komentujący z wielkim zaangażowaniem pisali o grach naszych siatkarzy więc może by tak zestawić Stasia z innym „Katem”, nieżyjącym już od prawie 14 lat Hubertem Wagnerem. Na razie Staszek drepcze w tyle za „Grubym”, ale jeszcze ma czas, a zadatki objawił, i to całkiem nieliche. Żebyśmy zbytnio zaskoczeni nie byli, podzielę się garścią nieuporządkowanych refleksji o metodzie pracy z ludźmi legendy siatkówki Huberta Wagnera. Zastrzegam, że wszelki podobieństwa do obecnych sytuacji, osób i zdarzeń są prawdziwe.

Tak pisał o nim dziennikarz „Przeglądu Sportowego” i autor książek o polskich selekcjonerach Andrzej Jucewicz: ”Trener reprezentacji siatkarzy zszedł do stołówki, gdzie przed wejściem zebrali się wszyscy zawodnicy. 'Gruby' pozdrowił ich, usiadł i pierwszy podniósł łyżkę do ust. Był to sygnał do rozpoczęcia śniadania. Hubert Wagner zainaugurował kolejny dzień pracowitego zgrupowania kadry narodowej”. Sam Wagner tak charakteryzował na czym oparte zostały relacje z zawodnikami: ”Na początku powiedziałem chłopakom, że będziemy pracowali ciężko i dużo, ale na pewno sięgniemy po największe sukcesy, ponieważ stać nas na to. Uprzedziłem, że podstawą naszej pracy będzie żelazna, ale świadoma dyscyplina, że na treningu i podczas meczu tylko ja mam rację. Dyskutować możemy do woli po treningach. Powiedziałem, kto się nie czuje na siłach podołać tym obowiązkom niech powie teraz i od razu zrezygnuje, bo potem będzie to niemożliwe, a niezdyscyplinowanych będzie czekała kara”. Podczas mistrzostw Świata w 1974 roku w Meksyku najlepszym zawodnikiem naszej drużyny był Stanisław Gościniak. Wagner doceniał klasę Gościniaka, z którym w 1968 roku grał na IO w jednej drużynie. Też w Meksyku. Po MŚ Staszek zrezygnował z udziału w kadrze, co niemile zaskoczyło Huberta. Ale przeszedł na tym do porządku dziennego. Do czasu, aż w prasie amerykańskiej ukazała się informacja, że Gościniak będzie grał w zawodowej drużynie w USA. Wagner uznał to za jawną zdradę i wystąpił do PZPS o dożywotnią dyskwalifikację dla Gościniaka. Wzburzona przez prasę opinia publiczna stanęła w obronie Gościniaka, potępiając megalomaństwo i drakońskie metody Wagnera. Ale PZPS to jemu przyznał rację. Oponenci trenera nazwali ten ruch samobójczym. Jak można pozbawiać się najlepszego gracza przed Igrzyskami w Montrealu? Późniejsze apele o łaskę dla Gościniaka, któremu w Stanach się nie powiodło, Wagner skwitował krótko: ”Nigdy nie mam zwyczaju zmieniać zdania.” Czy był to akt emocjonalny, czy cyniczne wykorzystanie sytuacji do wstrząśnięcia zespołem, który poczuł się doskonały, nie wiemy. Liczą się fakty. Wtedy to bodaj Janusz Atlas nadał Wagnerowi pseudo „Kat”. Też nie wiemy czy zawdzięczał go reżimowi treningowemu, czy metodom wychowawczym jakie stosował. W każdym razie na potwierdzenie jednej jak i drugiej tezy codziennie dostarczał wielu dowodów. Inny przykład to wielce zdolny zawodnik Czaja, któremu Wagner załatwił transfer do pierwszoligowego klubu. Osobiście udał się na inaugurację rozgrywek do Nowej Huty,ale Czaja odmówił gry, gdyż chciał wymusić na władzach klubu załatwienie mu zdania zaległych egzaminów. Nawet Wagner nie wpłynął na zmianę decyzji zawodnika. No to „Kat” wystąpił  o roczną dyskwalifikacje i skreślił do z kadry. Rozumował tak: ”Nie mogę mieć w drużynie zawodnika, którego stać na takie numery. A kto mi da gwarancję, że nie wyjedzie z podobnym szantażem na Igrzyskach”. Opinia publiczna podzieliła się na dwa obozy: mniejszy, obrońców trenera i większy, jego przeciwników. Mit tyrana rósł. A sam Wagner spokojnie, jak na wojnie, wyjaśniał: ”Ludzie opowiadają o mojej drużynie niestworzone rzeczy. Że jest reżim, że chłopaki chodzą jak automaty, że wymagam niesamowitej dyscypliny również w sprawach pozasportowych. Ano wymagam... Jeżeli rygorystycznie wymagam punktualności, to znaczy, że widzę w tym głębszy sens. Jeśli zawodnik leży na wyrze i spóźnia się, to jaką ja mam gwarancję,że wykaże się precyzją i dyscypliną w meczu, podczas stresu, zmęczenia, wysiłku? Żadnej”.

Kiedy w TVP pokazano reportaż p.t. „Kat”, w którym unaoczniono publice katorżnicza pracę jaką pod kierunkiem Wagnera wykonali siatkarze, widownia była wstrząśnięta. Komentarze były jednoznacznie uproszczone: trzeba być „katem”, żeby swoje ofiary zmuszać do tak ogromnego wysiłku, trzeba być posłusznym trybem w maszynie, aby osiągnąć sukces. Powstał obraz nieomal sadysty, który dla zaspokojenia swoich ambicji, przekraczających możliwości i jego, i ludzi, których mu nieopatrznie powierzono, świadomie zabija wszelkie humanistyczne wartości sportu. Esteci wystąpili w obronie piękna sportu, obrońcy praw człowieka podnieśli larum, że jest on jedynym prawodawcą i od jego decyzji nie ma odwołania. A  Wagner zadawał pytania: ”Ilu ludzi jest wybitnie uzdolnionych, a ilu z nich odniosło autentyczny sukces? I czy nie warto poświęcić temu wielkiemu celowi wszystkiego, nawet życia osobistego i zawodowego?”.

Kiedy został trenerem kadry i zaczął pracę na pierwszym zgrupowaniu rokosz przeciw niemu wraz z kilkoma innymi zawodnikami zawiązał starszy zawodnik Edward Skorek, którzy odmówili poddania się reżimowcowi. Jednak w jego trakcie strony porozumiały się. A  Skorek został kapitanem drużyny i jakby prawą ręką Wagnera w szatni i na boisku. Jak to potem określił Wagner: ”Były spory, ale zostały rozstrzygnięte na moją korzyść”. I dodał: ”Uważam, że w każdym zespole ludzkim są spory i konflikty i są one nieuniknione, a nawet potrzebne, bowiem wyzwalają uśpioną energię. Najgorsze zło robią sprawy z pozoru drobne oraz niedomówienia. O których wszyscy wiedzą, ale nikt prosto w oczy niczego nie wypowie. To te podskórne konflikty drążą zespół w sposób niedostrzegalny dla obserwatorów, aż doprowadzają do katastrofy”. Taki otwarty i bezpośredni sposób kontaktu i rozwiązywania problemów spodobał się zawodnikom. Wiesiek Gawłowski /pozdrawiam/ wyznał, że: „Nareszcie w kadrze jest dobry klimat. Obojętnie czy śmiejemy się czy krzyczymy czy płaczemy. To jest nasza wewnętrzna sprawa. Każdy musi wykazać się własną inicjatywą, oczywiście w ramach ogólnie przyjętej taktyki. Bo o konkretnych akcjach to my decydujemy. Nie ma już tego nerwowego spoglądania na ławkę i na trenera, jak ocenia zagranie, było dobre czy złe. Teraz każdy sam ocenia jak zagrał. Nie odczuwamy lęku przed złym spojrzeniem. Teraz gramy rozluźnieni, ale jednocześnie staramy się nie popełniać błędów”.

W pracy Wagnera i w jego wypowiedziach dźwięczał sens, np. kiedy mówił: ”Nie przekonują mnie utarte teorie, że przyczyną naszych porażek jest słaba odporność psychiczna. Zawsze uważałem, a praktyka to potwierdziła, że słabi psychicznie są tylko niewłaściwie przygotowani, a przygotowania psychicznego nie można kupić w sklepie. Odporność psychiczną zdobywa się w codziennym, żmudnym treningu”. I tu zapis z notesu trenera: ”Zarzycki robi błędy w obronie. Trzy godziny przyjmowania piłek...”.

Wiele razy zastanawiał się, widząc zawodników krańcowo zmęczonych fizycznie po treningu, czy będzie ich stać jeszcze na grę na najwyższym poziomie. Ale święcie wierzył w swoją filozofię wygrywania: ”Zmieniają się czasy i ludzie, ale metoda na wygrywanie jest zawsze taka sama. To my musimy mieć więcej sił , aby zadać ten decydujący cios. Dlatego, choć to sprzeczne z teorią treningu, zawsze robiłem szybkość i dynamikę na bazie zmęczenia. Nie interesuje mnie co człowiek potrafi zrobić w pierwszym kwadransie gry, tylko w ostatnim. To dopiero wtedy liczy się szybkość. I to my mamy być ci szybsi.”.

Umiał dowartościować graczy, wielokrotnie im powtarzając: ”Gramy najlepszą siatkówkę na świecie i tylko od was zależy czy uda wam się to udowodnić. Macie zawsze grać o cel cząstkowy tak jakby to był cel końcowy, bo tylko wówczas go osiągniecie”. Wściekał się na puszczanie setów, twierdząc że na odpoczynek jest czas dopiero po meczu. Jego credo było niewyszukane: punktualność, twardość, dyscyplina, wykonywanie przez każdego własnych obowiązków oraz pełna samoświadomość tych działań.

Potem były pamiętne Igrzyska w 1976 roku i wygrywanie meczów w sytuacjach zdałoby się beznadziejnych, jak z Kubą, Czechami czy w finale z Rosjanami. W tym ostatnim w końcówce 4 seta zdjął z parkietu Rybaczewskiego, wprowadzając Karbarza i ten przesądził o losach meczu, gdyż set piąty był już formalnością. Na pytanie Wojciecha Zielińskiego o motywy takiej zmiany, Wagner odpowiedział: „W końcu płacą mi za to ,abym dokonywał właściwych zmian”.

Swoje dokonania trenerskie podsumował tak: ”Sukces życiowy można osiągnąć jedynie własną pracą i konsekwencją działania. Ale mamy tez świadomość ceny jaka przyszło nam za niego zapłacić. Mimo wszystko warto było”.

W jaki sposób swą przygodę z Legią zakończy Czerczesow tego nie wiemy. Wierzyć wypada, że tak jak Hubert Wagner. Lecz na przestrogę inne zdarzenie też z jeszcze odleglejszej historii i z innej dyscypliny sportu, bo z szermierki. W latach 50-tych XX wieku trenerem naszych szablistów był Węgier Janos Kevey zwany „Janci Bacsi”. Doprowadził ich na sam szczyt. Też za warunek powodzenia uważał bardzo ciężką pracę, gdyż swoje dokonania opierał na w trenowanej szybkości i refleksie. Zawodnicy to znosili, lecz kiedy w 1959 roku podróżowali na mistrzostwa Świata na druga półkulę statkiem, a trener też kazał im pomimo trapiącej ich choroby morskiej ćwiczyć od rana do wieczora, zbuntowali się i zażądali od PZS zmiany trenera, co nastąpiło. Co było potem opisał w książce „Szablą i piórkiem” Wojciech Zabłocki:

"W 1960 roku po IO w Rzymie spotkałem się z majorem Keveyem w Turynie .
-Wykończyliście mnie – stwierdził smutno Kevey.
-Majorze - łyknąłem haust wina - musieliśmy Pana wtedy wykończyć.
-A dlaczego - zainteresował się - ciągnąc makaron.
-Bo gdybyśmy Pana wtedy nie wykończyli - otarłem ręce serwetką – to by Pan nas wykończył.
-Masz racje Wojtek. Nie mogę mieć o to do was pretensji”.

Bo wszystko musi być w miarze, a nie w niedomiarze lub w nadmiarze. A także wszystko musi mieć swój czas i swoje miejsce. Kiedyś, jak to opisuje syn „Kisiela”, K. I. Gałczyński wracał do domu i w tylnej kieszeni spodni miał w butelce ćwiarteczkę. Niestety na schodach omsknął się i upadł na tylną część ciał, rozbijając drogocenny płyn. W mieszkaniu rozpaczał nad stratą i żonie Natalii skarżył się, że ma pokaleczony tyłek. „To sobie zaklej plastrem”. „Ale dupy nie widzę”. „To sobie weź lustro”. Rano Natalia budzie się i widzi Ildefonsa nagiego na łóżku, obok leży lustro, a na nim pięknie ponaklejane paski plastra.
I to by było na tyle.

Dyskusja (3)
1wtorek, 16, luty 2016 10:32
iocosus
Moje trzy grosze.

Apodyktyczny dyktator, musztrujący podwładnych kapral, czy kumpel, brat łata, to pożądany ideał trenera? Kwestia ciekawa, dla mnie złożona, wieloaspektowa. Bezrozumny kapral despota przygotuje, ale tylko „mięso armatnie”, a wyrozumiały, do rany przyłóż kumpel chcący żeby wszyscy go lubili, szybko i łatwo da sobie wejść na głowę. W jednym i drugim przypadku pozostaną – mielone.

Wagner jako kapral-kat to mit medialny, filmowy. Z relacji wyłania się bardziej złożony obraz, w którym jest i potrzeba wyegzekwowania najlepiej samozdyscyplinowania w dążeniu do celu, ale też i relacji trener-zawodnik, niekiedy może i nawet „szokująco” liberalnych.

„Wagner pozwolił nam pić - mówi Ryszard Bosek, zawodnik złotej drużyny mistrzów świata z 1974 roku i mistrzów olimpijskich z 1976 roku. - Czasami piliśmy razem z nim, i to nie mało - dodaje Marek Karbarz, inny zawodnik ekipy "Kata". Ale była samokontrola. Zabalować to mogliśmy, ale podczas turnieju towarzyskiego. Najczęściej zresztą już po. A gdy zbliżała się główna impreza, wszyscy włączali hamulce. Jurek nie musiał nas pilnować - wspomina Bosek, który sam jako trener kadry też próbował być liberalny. (…) Daniel Castelani wyraźnie kumpluje się z zawodnikami. Tak było też z naszymi relacjami z Wagnerem, choć jego charakter był oczywiście bardzo złożony. I Wagner, i Castellani byli zawodnikami. Bardzo dobrymi siatkarzami. To także ich cecha wspólna - uważa Zbigniew Zarzycki. (sport.wp.pl)

No własnie Wagner trener był raptem dwa czy trzy lata tylko starszy od „Szabli” zawodnika, po prawdzie koledzy z parkietu zatem gdyby między nimi nie było zrozumienia, kumplowskich dyskusji, to całe to „katowanie” psu na budę by się zdało. To jest istotne że synergia między trenerem a siatkarzami właśnie wtedy była najlepsza, później Wagner miał autorytet, wiedzę, doświadczenie trenerskie, ale sukcesów na miarę tych z lat 70’ już nie powtórzył.

Grzegorz Wagner o swoim tacie:

„przyszła propozycja dla ojca. Najpierw reprezentacja juniorów - odrzucił, później młodzieżówka - też odrzucił. Powiedział, że może wziąć tylko pierwszą reprezentację.

Niezły tupet. Przecież dopiero co zakończył karierę zawodnika.

- Zawsze się kłócił z trenerami. Miał talent analityczny i naprawdę duży intelekt. (…) Miał zostać inżynierem, przez dwa lata studiował na Politechnice Poznańskiej, nieźle mu szło, póki nie zakochał się w siatkówce i nie przeniósł na AWF.

W związku to pewnie widzieli i po wpadce na igrzyskach w 1972 r. w Monachium, gdzie zdobyliśmy tylko 9. miejsce, postawili na niego. On wziął prawie tych samych ludzi, 9 zawodników z jego kadry grało w Monachium. I zrobił z nich drużynę.

Wtedy został Katem?

- To wymysł mediów po filmie "Kat", o przygotowaniach do olimpiady w Montrealu. Przesłanie miało być inne: że to perfekcyjnie wykonana robota. Chłopcy ze złotej drużyny mówią, że ciężko się pracowało, ale to normalne. Było im się łatwiej dogadać, bo on był nie tylko trenerem, ale i kumplem.”

Cały wywiad jest ciekawy i oddaje złożoność ludzkich w tym i sportowych losów: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,7117275,Syn_kata.html

Czerczesow może być wymagający, może narzucać swoją filozofię gry, ale jeśli utraci „kontakt” z szatnią, nie będzie miał w niej dla swoich decyzji zrozumienia, to widmo porażki okaże się tylko kwestią czasu.

Zatem pełna akceptacja dla twojej Zbyszku puenty: „Bo wszystko musi być w miarze, a nie w niedomiarze lub w nadmiarze. A także wszystko musi mieć swój czas i swoje miejsce.” !
2wtorek, 16, luty 2016 12:23
Zbyszek
@Iocosus.
Wielkie dzięki.Za wsio.
3wtorek, 16, luty 2016 12:36
Zgred Maruda
@Panie Zbigniewie, Iocosusie

Świetny tekst, doskonały, wyrozumiały i Ludzki...jeszcze raz - świetny.
Iocosus dodał kolorytu- wywiadami...Jak nazwać sportowców, którzy nie bojąc się medialnej "napinki" - mówią prawdę - jak było!
Określenie- odważni - będzie za małe.

Mój ojciec kończąc karierę ( może słowo za duże) ale jednak - znał Huberta Wagnera, grał z powodzeniem w lidze i oczywiście w Legii Warszawa. Hala na 11 listopada ( Szwoleżerów) nazwa przed wojenna.

Często mi o nim opowiadał, kiedy objął reprezentacje nie zmienił się za "grosz"...lubił się napić, czego nawet nie ukrywał.
Jednak czym skutkują przytoczone cytaty przez Iocosusa - kiedy był trening- to był trening.
Tu nieśmiało wspomnę jakie wtedy były czasy...
Paszporty "schowane" w SB, bez pozwolenia tejże służby żaden wyjazd za zachodnią granicę był zwyczajnie nie możliwy.

Dlatego, kiedy Ich zebrał- powiedział im, że praca wykonana na zabijających treningach w górach, pasy z obciążeniami i bieg pod górę...( teraz takich interwałów nie ma) -da skutek.
Wiedział, że praca wykonana da rezultat.
Kiedy po górach wrócili do Cetniewa, robił taktykę i sztukę.
Zebrał grupę Ludzi, którzy mu uwierzyli i rozumieli czym będzie sukces.
Najważniejsze mecze potrafili wygrywać w piątych setach, a wtedy grało się do 15- tu i strata, przejście, strata przejście i tak dalej...
Dlaczego wiedział? Czy był szarlatanem? Nie...
On wiedział, że wytrzymają!

Jak historia pokazuje - wygrał z nimi, a oni wygrali z nim
Ogromna postać naszego sportu!

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1