A+ A A-

A to Polska (kadra) właśnie

POLSKAMizernie wypadł ostatni sprawdzian reprezentacji Polski przed wiosennymi meczami eliminacyjnymi z Ukrainą i San Marino. W Dublinie ulegliśmy Irlandii 0:2, rażąc nieporadnością zarówno w defensywie, jak i w konstruowaniu akcji pod bramką gospodarzy.

Wczorajszy mecz dostarczył nielichych argumentów wszelkim pesymistom, czarnowidzom oraz urzędowym krytykom reprezentacji Polski. Jeżeli można pomyśleć o dowolnych elementach reprezentacyjnej układanki, mających potencjał napsucia krwi Waldemarowi Fornalikowi oraz kibicom 'reprezy', w Dublinie mogliśmy w pełnej okazałości podziwiać je wszystkie.

Bramkarz? Czy to uwielbiany przez rzeszę kibiców 'The Holy Goalie' Boruc, czy pierwszy wybór monsieur Wengera, Wojciech Szczęsny, bramkarzem nadal mecze wygrywa się stosunkowo najtrudniej. Obaj wczoraj wyglądali dość solidnie i... obaj solidarnie przyjęli po jednym ciosie, jak to się mówi, 'nie mając nic do powiedzenia'.

Defensywa? Galaktycznie odległa od miana monolitu jako całość, indywidualnie praktycznie każdy jej element grozi nagłym uruchomieniem sekwencji autodestrukcji. Pierwsza bramka - niestety 'zasługa' Kuby Wawrzyniaka, oczywiście nie chodzi o asystę, będącą efektem rozpaczliwego wybicia piłki zmierzającej w światło bramki, a o fatalne krycie w polu bramkowym. Kamil Glik, który wyrósł na pozycję numer 1 w naszej obronie po meczu z Anglią, szybko otrzymał srogą lekcję pokory od Luisa Suareza podczas meczu z Urugwajem, w Dublinie również nie wyglądał na szefa defensywy, raczej na zagubionego, świeżo przyjętego do pracy asystenta. No i Damien Perquis, którego pewność siebie, orientacja przestrzenna i precyzja zagrań podczas potyczki z Irlandią jako żywo przypominały Marko Sulera z kilku niewdzięcznych epizodów mających miejsce podczas rundy jesiennej.

Na osobny akapit zasługuje powołanie Sebastiana Boenischa i zastąpienie go Marcinem Wasilewskim. Podczas niedzielnego meczu Bayeru Leverkusen z Borussią, Boenisch wykonał pewnie dziesięć albo i piętnaście dośrodkowań z lewej flanki. Wykonywał je w sposób rozmaity - w pełnym biegu i ze stojącej piłki po 'nawinięciu' obrońcy, nogą lewą i nogą prawą, w pierwszym tempie i po 'poprawieniu' sobie futbolówki. Miały one wspólny mianownik - precyzję. Wszystkie niedzielne dośrodkowania Boenischa były wręcz podręcznikowe. Wczoraj Boenisch ustawiony na prawej flance, do akcji ofensywnych podłączał się równie żwawo i ochoczo, jednak jakość jego dośrodkowań była nieporównywalnie słabsza od tego, co zademonstrował w niedzielę. Cóż, jest takie ulubione wyrażenie Mateusza Borka - automatyzmy... Z kolei zastąpienie Boenischa Wasilewskim - decyzja wprost zdumiewająca. Nawet jeżeli sympatyczny 'Wasyl' jest duchowym liderem reprezentacji i ma w szatni wiele do powiedzenia, niech się z łaski swojej ogrywa gdzie indziej, bo wystawianie go w aktualnej formie (zresztą w jakiej ma być) to, trenerze Waldku Kingu, żart w stylu Franciszka Smudy, na głowę którego za podobne decyzje wylewano wiadra pomyj.

Pomoc? Że pozwolę sobie 'polecieć klasykiem', fajnie wyglądali nasz Daniel Łukasik z Grzegorzem Krychowiakiem, naprawdę fajnie. Tylko... ile akcji oni rozpoczęli? Ile mieli celnych podań do przodu? To są zawodnicy defensywni i ich jednowymiarowość (miejmy nadzieję, że tymczasowa, w końcu to jeszcze bardzo młodzi ludzie), będzie wracać i nas kąsać za każdym razem, kiedy reprezentacja Fornalika będzie zmuszona do ataku pozycyjnego, kiedy nasi skrzydłowi będą podwajani, a Robert Lewandowski osaczony przez kilku drągali. Co tam jednak Łukasik z Krychowiakiem, w reprezentacji mamy przecież prawdziwe gwiazdy, Obraniaka, wczoraj permanentnie skonsternowanego i zagubionego, Błaszczykowskiego, wczoraj bez bodaj ani jednego udanego rajdu, bez żadnego groźnego strzału, bez wygranego indywidualnego pojedynku, oraz Grosickiego, o którym... szkoda nawet pisać. Stosunkowo najtrudniej ocenić Pawłowskiego - może byłoby odrobinę łatwiej, gdyby jego koledzy, światowcy, zechcieli dostrzec szaraka z polskiej ligi w kilku obiecujących sytuacjach.

Atak? W ataku mamy jednego człowieka, napastnika światowej klasy, który jednak znów nie był w stanie pociągnąć reprezentacji, odnaleźć się w jej systemie gry, który znów raził nieskutecznością. Lewandowski idący sam na sam z bramkarzem w meczu Bundesligi to zapowiedź efektownego 'lobika' po którym piłka świśnie koło ucha zdezorientowanego bramkarza, Lewandowski w analogicznej sytuacji w reprezentacji to zwiastun kopnięcia piłki w trybuny, ewentualnie nieporadnego trącenia skóry, które 'Lewy' bezlitośnie zaserwował fanom w Dublinie.

Tak, wczoraj oglądaliśmy bramkarzy, którzy, banał, zawsze będą tylko bramkarzami, rozdygotaną obronę, cierpiącą na kreatywną impotencję pomoc i napastnika, będącego cieniem samego siebie. Całość uzupełnia kolejny całkowicie nieudany eksperyment z przejściem na system 4-4-2 oraz multum stałych fragmentów gry, nie zakończonych ani jednym celnym strzałem na bramkę.

Jeżeli mamy szukać pozytywów wczorajszej mizerii, wypada zauważyć, że drugiego takiego meczu, w którym 'sypać' będzie się nam dosłownie wszystko, już w najbliższym czasie najprawdopodobniej nie zagramy, wydaje się to być matematycznie niemożliwe. Można również przytaczać tradycyjne mądrości o szkoleniowej wyłącznie roli, spełnianej przez mecze towarzyskie, o pytaniach, na które odpowiedzi poznał trener, oraz o zbawiennej roli tak zwanego zimnego prysznica. Właściwie to nawet więcej tych wynikających z porażki pozytywów niż niedogodności wynikających z zupełnie nieistotnego w gruncie rzeczy wyniku.

Zatem - nic tylko z wielkim optymizmem czekać na mecz z Ukrainą!

Dyskusja (6)
1czwartek, 07, luty 2013 20:38
iocosus
Pełna zgoda z Anonimowym Legionistą i jego opinią wyrażoną w „Na aucie”:

- ta drużyna nie funkcjonuje,

tylko, że nie przypisywałbym panaceum na ten stan rzeczy w poprawie skuteczności Roberta Lewandowskiego. Wręcz, ja się obawiałem, czegoś takiego, że dajmy na to, Pan Robert z tych dwóch sytuacji, które miał przed przerwą wykorzystuje jedną, albo i dwie i wszystkim kamień spada z serca, Lewy strzela zatem, żadnego problemu nie ma, dokopiemy Ukraińcom! Ale wówczas moglibyśmy się nabrać, bo skuteczność gwiazdora BVB i repry, a w przyszłości być może Bayernu, lub innej drużyny tej top półki, nie jest największym problemem reprezentacji – ta drużyna nie funkcjonuje!

Obecnie jestem zdania, że jako zespół w ofensywie, będziemy prezentować większą wartość bez Lewandowskiego, Błaszczykowskiego i Obraniaka, niż z nimi. Nie dysponujemy lepszymi od nich piłkarzami, ale z nimi w składzie drużyna jest dysfunkcyjna. Każdy z tej trójcy to na boisku „primabalerina”, jedna mniej, druga bardziej rozkapryszona, owszem może zawzięcie kłócić się z sędzią w pozornym interesie zespołu, lub zawzięcie walczyć o piłkę, ale grają „pod siebie”. Owszem egoizmu Klopp by nie zaakceptował, zatem Lewy z Kubą piłkę sobie podają, ale czy specjalnie szukają siebie na boisku, czy widać tu coś na wzór „chemii” Ljuboji z Radovicem, szczerze wątpię. O współpracy tych dwóch z Obraniakiem lepiej nie pisać, a o czymś takim z innymi „szaraczkami”, nawet nie wspominać.

Jak „King Waldemar” z tym sobie poradzi, nie wiem, sytuacja nie jest łatwa, słowa są tylko słowami, tu trzeba przestawić wewnętrzne nastawienie, a to nie bułka z masłem.

Gdyby do tych naszych „primadonn” trafić i gdyby potencjały takich piłkarzy jak: Wolski, Milik, Wszołek, Rybus, się rozwinęły i potwierdziły, Mierzejewski bramkostrzelnej formy z Turcji nie zagubił, plus Łukasik, Furman, Borysiuk, a już niedługo oby Linetty nie zawiedli, to dysponujemy pokoleniem o talencie i możliwościach porównywalnym z rokiem 1992! Być może nawet większym, w ofensywie moim zdaniem tak właśnie to wygląda. Tylko, o ile sobie przypominam, pokolenie barcelońskich olimpijczyków, choć bezwzględnie utalentowane, w latach dziewięćdziesiątych z seniorską reprezentacją, żadnych sukcesów nie odniosło, same wtopy. Zdolności indywidualne nie wystarczyły do stworzenia drużyny odnoszącej pasmo sukcesów.

Obecnie sytuacja jest o tyle trudna, że o ile ofensywa w indywidualnym potencjale budzi uznanie, to nie pamiętam sięgając pamięcią, żeby reprezentacyjna defensywa była tak słaba, a szczególnie jej środek.

Niby w Euro bramek zbyt dużo nie straciliśmy, z Anglią tylko jedną, to tworzy pozory, że nie jest źle, ale to tylko pozory i bardzo dobrze, że Irlandczycy przecież nie wirtuozi słabości obnażyli.

W ofensywie Fornalik klocki musi poukładać, w defensywie odpowiednie puzle dopiero znaleźć, o ile wydawało mu się, że nimi dysponował, środowy mecz powinien w tym względzie pozbawić złudzeń.
2czwartek, 07, luty 2013 23:56
Senator
Panowie szlachta sprawa pierwsza Lewandowski. Tak się życie potoczyło, że miałem kilka wolnych chwil i mogłem spokojnie popatrzeć na Bundeslige w tym na drużynę gdzie gra trzon naszej kadry. Sam nigdy do wielbicieli Lewego nie należałem, ale po tym co zobaczyłem śmiało piszę to grajek pierwszej wody, dobry jest bez dyskusyjnie. Tak jak kurdupel sam Argentynie meczów nie wygra, tak i Lewandowski sam to może sobie co najwyżej
pospiewac. Panowie szlachta piłka nożna to gra zespołowa,
potrzebna jest drużyna, a my drużyny nie mamy. Nigdy nie
zgadzalem się z tymi którzy widzą drużynę narodową jako tą w której grają aktualnie najlepsi ( na dziś, na ten moment) .
Przy tej wizji co pół roku możliwa jest wymiana pięciu sześciu graczy. Reprezentację prowadzi selekcjoner i jego rolą jest tak dobrać chłopaków aby tworzyli drużynę, zespół jedną całość.
Ogólnie to podoba mi się komentarz Iocosusa .
3piątek, 08, luty 2013 00:04
anonimowy_legionista
@iocosus
tylko, że nie przypisywałbym panaceum na ten stan rzeczy w poprawie skuteczności ...

No właśnie, dla mnie skuteczność RL9 nie ma znaczenia bo na boisku nie ma "generała" , który pociągnął by ten majdan.
Nie chodzi mi o kogoś kto umie wrzasnąć czy pobiegać za piłką bo takich charakternych ludzi mamy w kadrze Wink
... a kogoś to wyjdzie na boisko i "zatańczy z piłką" tak, że reszta drużyny będzie mogła dać coś jeszcze od siebie.

Niektórzy mówią, że takim "motorem napędowym" jest Kuba, ale moim zdaniem to jego bieganie nic nie daje, nie przekłada się na rezultat meczu.

...no i na koniec clou problemu RL9 - brak wsparcia pomocników. Czy jeżeli w Borussii nie graliby Goetze, Reus i inni to czy był by takim skutecznym napastnikiem jak jest teraz?
W BVB to jest jeden z 10 trybików tego "zegarka" Very Happy (bramkarza nie liczę)

Lewy, Kuba, Obraniak ... ja myślałem, że z San Marino, Fornalik powinien spróbować albo z samym Obraniakiem albo bez Obraniaka Wink Niestety po meczu z Ukrainą może być po ptakach.
4piątek, 08, luty 2013 01:01
Senator
@a_l
"W BVB to jeden z dziesięciu trybików tego zegarka Smile " święta prawda. Fornalik taki zegarek musi złożyć i umiejętnie dobrać i zazebic trybiki Smile.
5piątek, 08, luty 2013 16:03
gawin76
W stu procentach subiektywnie (przyznaję, nie lubię gościa), ale też zupełnie szczerze napiszę, że bez większego żalu pozbyłbym się z tej drużyny Błaszczykowskiego. No i przypomnę, że swój bodaj najlepszy mecz za Fornalika, kadra rozegrała właśnie bez Kuby w składzie.

Jeżeli piszemy, że Lewandowski wygląda inaczej w klubie niż w kadrze, to w przypadku Błaszczykowskiego ta różnica jest moim zdaniem jeszcze x razy wyraźniejsza.
6piątek, 08, luty 2013 16:13
Monrooe
@ Gawin76

Masz moje pełne poparcie, z tym, że te słowa o różnicy pomiędzy gra w reprezentacji a w klubie można przyłożyć do większej grupy naszych piłkarzy. A raczej trzeba by powiedzieć, że na palcach jednej reki można by policzyć tych którzy grają na podobnym poziomie. Co ciekawe najczęściej tyczy się to piłkarzy występujących na naszych boiskach. Bo czy Mierzejewski, Grosicki, Błaszczykowski, Piszczek, Lewandowski, Glik, Perquis (wcześniej), Polański pokazują w zespole narodowym to co muszą na co dzień w klubach? Niestety, z reguły są to cienie znanych nam piłkarzy.

ps: Co do Błaszczykowskiego to uważam go za mistrza wożenia się, drugi po nim to Mierzejewski.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1