- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Senator
Sukces czy święto?
Do napisania tych paru słów skłonił mnie komentarz jaki znalazłem na c-L. Kibic krakowskiej drużyny, której wiedzie się delikatnie pisząc mocno średnio, twierdzi, że najlepszą promocją turnieju Euro i ogólnie piłki jest sukces.
Ja tej tezy podważał nie będę, ale chciałbym po pierwsze spytać czyj to ma być sukces i jakie koszty są dopuszczalne, aby ów sukces przyjąć jako pewnik promocji piłki i naszego kraju poprzez turniej Euro 2012.
O ile dla ludzi, którzy piłką nożną interesują się tylko przy okazji wielkich imprez sukces to właściwe słowo, o tyle dla nas kibiców żyjących piłką na co dzień sukces to tylko cześć prawdy. Pytanie jest proste - sukces za wszelką cenę, w imię politycznej i pezetpeenowskiej promocji oraz komercyjnego drenażu kibicowskiej kieszeni, czy nieskrępowane święto futbolu, pozbawione zadęcia i natrętnej propagandy?
Pierwszy sukces zdaje się już mamy. W środowy wieczór 29.02.2012 otwarto oficjalne Stadion Narodowy, dumę chciałoby się napisać nas wszystkich, ale coś mnie przed tym powstrzymuje. Choć sam stadion rzeczywiście robi wrażenie, to mam przeświadczenie, że najbardziej dumni są z niego politycy. Po meczu z Portugalią każdy z polityków i działaczy PZPN uznał, że ma właściwie obowiązek wypowiedzieć się na temat Narodowego i organizacji meczu. Od premiera rządu przez „pani ministro” sportu (piszę tak jak chce pani ministro) na włodarzach stolicy kończąc, wszyscy podkreślali jedno - jest wspaniale, jest cudownie, jest perfekt, jednym słowem Sukces. Jeśli już można było przeczytać wypowiedzi kibiców to najczęściej były to kwiatki tego typu: „Warto było zapłacić po 180 złotych. Na razie jeszcze nie znaleźliśmy swoich miejsc, ale chodzimy naokoło i podziwiamy. Możemy być dumni z takiego stadionu. W zasadzie mecz jest już niepotrzebny – powiedzieli zgodnie z uśmiechem Michał i Karolina z Ostrołęki”. Czyli nic o meczu, nic o formie zawodników, nic o reprezentacji, a zachwyt nad dziełem klasy politycznej. Jaki więc jest koszt tego sukcesu?
Dla mnie taki, że euforia w jakiś dziwny sposób zamiast się we mnie zwiększać, maleje. Ilu jest takich jak ja? Prawda jest taka, że stadion nie jest jeszcze wykończony. Nie można otworzyć wszystkich bram - nie ma pełnej obsady ludzi. Nie otworzono wszystkich toalet - te też nie są gotowe. Wielu – fakt, w większości drobnych elementów - jeszcze brakuje. Mimo tego politycy już obwieścili pełny sukces i bez żadnego skrępowania się nim chełpią.
Sprawę infrastruktury traktowałem jako szansę rozwoju cywilizacyjnego, nie płaczę że autostrad nie będzie, choć ich brak, szczególnie tej do stolicy, uważam za wstyd. Cała moja radość brała się z faktu, iż w moim mieście, moim kraju będzie wielkie piłkarskie święto, w którym my kibice piłki nożnej będziemy ważni, będziemy mieli swoje pięć minut. Dziś swoje pięć minut mają włodarze PZPN i politycy, oby tak nie zostało do końca.
Na przeciwnym biegunie jest opozycja. Mam wrażenie, że najdrobniejszy błąd, błaha sprawa czy kolokwialnie pisząc, zwykła popierdółka, przedstawiana jest jako katastrofa uniemożliwiająca organizację imprezy. Totalna klapa na wszystkich frontach - wtedy opozycja będzie miała swój sukces. Autoironiczne - jeśli nie wygramy trzy do zera, to będzie kompromitacja, to najlepiej oddaje stosunek opozycji do całej zbliżającej się imprezy.
Drugi sukces, ważniejszy dla kibica, to ten sportowy.
Wyjście z grupy jeszcze przed losowaniem grup było planem minimum. Teraz, kiedy to zadanie stało się jak najbardziej realne, na szczęście poprzeczki wyżej nikt nie stawia. Tu właśnie chcą zadać pytanie o cenę, o to jak daleko działacze PZPN mogli się posunąć. Osobiście zwolennikiem pana Smudy nie byłem, zaprzysięgłym antagonistą również. Ot, dobry motywator, szczęściarz, tak wybrano. Miałem jednak naprawdę wielką nadzieję, że na turnieju zagrają chłopaki z Łowicza, Siedlec czy Łodzi i Wrocławia. Fachowcem od taktyki i ogólnie piłki nie jestem, ale ocenić potencjał, porównać naszych chłopaków z czołówką europejską jednak chyba potrafię. Wybujałe ambicje działaczy związkowych doprowadziły do sytuacji, że nadrzędną sprawą stał się wspomniany sukces.
W kadrze obecnie, nie pisząc już o trenerze, jest kilku zawodników którzy nie sklecą złożonego zdania po polsku. Ilu kibiców, słusznie czy nie, ale jednak odwraca się od reprezentacji tylko dlatego, że podporządkowano sukcesowi takie zdawać by się mogło nadrzędne sprawy jak utożsamianie się zawodnika z reprezentacją, godność grania w biało czerwonych barwach.
Oczywiście z całego serca będę kibicował reprezentacji Polski, ale gdzieś tam na dnie jest lekki ból. Cieszyłbym się bardziej, choćby to miały być trzy typowe mecze (pierwszy, o wszystko i o honor) gdyby na pierwszy mecz z Grecją wybiegli zawodnicy z Legii, Polonii, Widzewa czy Śląska wspomagani naszymi gwiazdami z lig europejskich. O tym trzeba było jednak pomyśleć dwa i pół roku temu. Właściwie ocenić szansę, potencjał i sprawić aby Euro było świętem piłki, a nie maszyną do zaspokojenia wygórowanych ambicji. Powiecie że brak mi mentalności zwycięzcy, chęci sukcesu. Mi może braknąć, pewny jednak jestem, że nie zabrakłoby tych cech Borysiukowi, Jankowskiemu czy Rzezniczakowi.
Cała polityka skierowana na sukces to błąd. Mamy okazję do wielkiego piłkarskiego święta, do promocji piłki nożnej wśród tych wszystkich, którzy jedyne skojarzenia że stadionami mają te negatywne. Te, które z lubością godnej lepszej sprawy lansuje część dziennikarzy. Sukcesem jest dla mnie możliwość goszczenia najlepszych europejskich drużyn, sukcesem jest możliwość zobaczenia Polski przez całe rzesze fanów piłki, którzy w innym przypadku by do nas nie przyjechali. Politycy, działacze - premie i tak podzielcie, poczucie dobrze spełnionego obowiązku też nie zostanie zachwianie więc nie chwalcie się, nie budujcie kapitału politycznego, tylko sprawcie aby Euro było świętem fanów piłki nożnej bez względu na wynik czy trzy, pięć, sto kilometrów nieskończonej autostrady. Tę dokończymy wcześniej czy później, a takiego święta za mojego życia już nie będzie.
Dzięki waszej zgubnej polityce zamiast ogólnej radości i dumy z możliwości bycia gospodarzami tak wielkiej imprezy, w głowach ludzi rodzą się pomysły typu against modern… Euro i możliwości że będą ‘filmy’... wykluczać nie można.
A wtedy ani sukcesu ani Święta nie będzie. Zatriumfują ci, którzy nam wszystkim życzą źle.
"Senator" Krzysztof Kaliszewski
P.S.
1. Dziękuję Iocosusie za skuteczne wybicie z głowy pierwszej wersji.
2. Szlachetny Wallesie tak to widzę, żalu mieć nie możesz.


Mirosław Drzewiecki, wzniośle po inauguracji z Portugalią: „To wielki dzień i cieszę się, że coś, co było moim dzieckiem, jest finalizowane (....) Jestem dumny, że stadion stoi, że będzie dumą Warszawy i będzie służył Polakom".
Jan Tomaszewski podważa powód do dumy: „Nie wiadomo, czy nie zawali się dach, bowiem okazało się, że jest... przeciwsłoneczny. Ktoś musiał upaść na głowę, by montować zadaszenie które sprawdza się tylko przy temperaturach powyżej pięciu stopni Celsjusza.”
Grzegorz Schetyna docinki opozycji ignoruje „Jestem dumny, że mogę być na tym meczu. To coś imponującego, wielkiego i symbolicznego, bo zawsze mówiliśmy, że to będzie ta wisienka na torcie (...) wszystko udało się przygotować do Euro".
Joachim Brudziński przypisywania zasług pilnuje „Gdyby nie determinacja Jarosława Kaczyńskiego i Elżbiety Jakubiak, ten stadion by dzisiaj nie stał w tym pięknym miejscu. (...) Gdyby nie oni, stadion mógłby stać nie w centrum Warszawy, ale za jej granicami - w Łomiankach. Prawda jest taka: gdyby nie rząd Jarosława Kaczyńskiego i nie determinacja, to ustawa o Euro, która powstała w 33 dni i cała ta koncepcja budowy Stadionu Narodowego, którą przygotowała Elżbieta Jakubiak, po prostu by nie powstała.”
Grzegorz Lato złożył deklarację, że odejdzie ze swojego stanowiska, jeśli reprezentacja Polski nie wyjdzie z grupy podczas Euro 2012. - Nie jestem przyspawany do stołka prezesa PZPN!
Franz Smuda solidarnie obwieścił: "Nie uczepię się rozpaczliwie stołka. Mam swój honor i wiem, co oznacza brak awansu dla kraju, który jest gospodarzem EURO, mimo że taki awans byłby wydarzeniem ponad stan.(...) Wyjście z grupy akurat dla naszej drużyny będzie jak zdobycie mistrzostwa świata".
Jan Tomaszewski: „Nie identyfikuję się z zespołem Smudy. Nawet jeśli zdobędzie on mistrzostwo Europy, to nie będę mu kibicował. Będę dopingował reprezentację Niemiec, która ma bardzo obiecującą drużynę”
Licytacja deklaracji trwa ....
Świetnie oddający wiele z moich przemyśleń o tym co wydarzyło się dotychczas w kontekście Euro2012. Udało Ci się ująć większość moich bolączek, oraz przedstawić moje własne obawy. Ten tytułowy sukces jakim szczycą się wszyscy prominenci doprowadza minie do szału. To poklepywanie po plecach, te reżyserowane uśmiechy i ani słowa o piłce, o kibicach (oczywiście oprócz przygotowanych już przed meczem banalnych "pijarowskich" pierdół). A na zapleczy? ano tam już szykuje się grupa planująca ugrać swoje w trakcie święta jakim miały/mają być te mistrzostwa. Już dzień po meczu mogliśmy poczytać jakie to plany mają różne ugrupowania by zaistnieć w trakcie.
Nie ukrywam, że mam coraz bardziej mieszane uczucia co do samego turnieju jak też co do tego jak on będzie przebiegał. Na prawdę może być bardzo smutno. Choć na pewno będą też tacy którzy będą się cieszyć. Koniec końców wychodzi na to, że ktoś tam jednak ten sukces odniesie a, że mogą nie być to kibice? Czy aby na pewno ktoś się tym przejmie? Jakoś śmiem w to wątpić.
Nie bardzo rozumiem dlaczego miałbym mieć żal Senatorze o napisanie powyższego tekstu. Skoro tak czujesz ...
U mnie rodzi się tylko kilka pytań .
1. Dlaczego piszesz że najbardziej dumni ze stadionu są politycy skoro za chwile cytujesz wypowiedzi osób uczestniczących w otwarciu Stadionu Narodowego i dla których właśnie sam obiekt jest powodem do dumy? Przecież dla wielu sam mecz lub wynik miał drugorzędne znaczenie. Byli po prostu dumni z tego że taki obiekt powstał w naszym kraju. Zresztą czy nie tak samo byli dumni z tego Portugalczycy którzy od piłkarzy do dziennikarzy powtarzali że zaszczytem dla Portugalii jest to że zostali wybrani jako współuczestnicy tego piłkarskiego święta? Tak, piłkarskiego święta bo co byśmy nie mówili i co by nie mówili politycy to jest to piłkarskie święto bowiem to dla piłkarzy i kibiców powstał ten obiekt.
A dziwienie się temu że przy okazji otwarcia stadionu politycy robią własny show jest po trochu oderwane od rzeczywistości. Wiele odcinkó2w autostrad było otwieranych po kilka razy. Że już nie wspomnę o stadionie Legii którego huczne otwarcie zorganizowano w trakcie 3/4 zaawansowania jego budowy. Czy to że na meczu z Arsenalem politycy dumnie wypinali pierś po ordery w jakikolwiek sposób wpływa na Twoje postrzeganie obecnego domu Legii? Czy czujesz pewien dyskomfort i gdzieś głęboko lekki ból z tego powodu że była szopka związana z jego otwarciem? Czy byłeś wtedy zdziwiony zadęciem i natrętna propagandą i czy w jakikolwiek sposób wpływa to na Twoja ocenę stadionu przy Łazienkowskiej?
2. Dlaczego piszesz o Stadionie Narodowym jako o dziele klasy politycznej? Toż to jest dopiero wybacz że się tak wyrażę ale czysta polityka. Brakuje jeszcze tylko tego żeby wspomnieć ile ofiar w ludziach pociągnął za sobą ten sukces klasy politycznej i czy było warto poświęcić kilka istnień ludzkich aby ludzie, o przepraszam klasa polityczna i PZPN chwalił się swoim dziełem. I tego że politycy i działacze maja ręce umoczone we krwi niewinnych ludzi którzy zginęli podczas budowy stadionu. Czy to są te koszty sukcesu czy przepraszam za wyrażenie .... brednie?
Z drugiej strony tak obiektywnie to tylko dzięki zabiegom politycznym takie kraje jak Polska czy Ukraina maja możliwość obecnie zorganizowania mistrzostw Europy więc cóż dziwnego w tym że politycy maja swoje pięć minut. Oni maja swoje pięć minut nawet w momencie katastrofy w której ginie głowa Państwa więc tutaj koszty są minimalne.
3. Dlaczego piszesz o wybujałych ambicjach działaczy związkowych i na nich zrzucasz winę o powoływania do reprezentacji piłkarzy którzy Twoim zdaniem tam grać nie powinni? Czyż jednak to nie był podstawowy zarzut do tychże działaczy ze strony mediów że pozwalają aby zawodnicy mający jakiekolwiek polskie korzenie grywali w reprezentacjach innych krajów a nie w naszej? Czy nie było takiego momentu że gra Podolskiego dla reprezentacji Niemiec byłaby powodem do linczu na działaczach? Jak można z jednej strony potępiać w czambuł „przegapienie takiej okazji” lub innej a z drugiej strony jak zostały podjęte działania mające na celu zaspokojenie ogólnonarodowej histerii to także jest powód do stawiania szubienic? I żeby była jasność do działaczy PZPN-owskiech jest mi tak samo daleko jako do głosicieli idei Fuck Euro 2012.
4. Dlaczego piszesz że zgubna polityka doprowadzi do pewnych wystąpień podczas turnieju? Czy nie jest jednak prawdą że na otwarciu stadionu Legii podczas meczu z Arsenalem był komplet a chętnych na bilety byłoby trzy razy tyle a od tamtego czasu nawet 1/16 Ligii Europy nie przyciągnęła tylu widzów co tamto wydarzenie? Czy to jest także wina polityków że towarzyski mecz zapełnia trybuny a mecz o stawkę dla naszej drużyny od niepamiętnych czasów tego nie jest w stanie uczynić? Przepraszam za wyrażenie ale pieprząc polityków nie znajdujmy w nich jedynego kozła ofiarnego. Nie zaklinajmy rzeczywistości. Jak złego zdania bym o nich nie był to nie uważam że odpowiadają za wszystko i nie są winni jedynie za „gradobicia, trzęsienia ziemi i koklusz”
5. I na koniec. Skoro dla Ciebie „Sukcesem jest dla mnie możliwość goszczenia najlepszych europejskich drużyn, sukcesem jest możliwość zobaczenia Polski przez całe rzesze fanów piłki, którzy w innym przypadku by do nas nie przyjechali.” To moim zdaniem tak to traktuj i do tego namawiaj innych.. Jeżeli większość tak to będzie pojmować to politycy nie będą do niczego potrzebni.
Sukces czy święto? Dla mnie i sukces i święto.
Tyle pytań, że pisanie dłuższego komentarza na telefonicznej klawiaturze jest po prostu niemożliwe. Może krótko na pytanie pierwsze. Michał i Karolina mówią też, że w zasadzie ten mecz jest niepotrzebny. Problem w tym, że jak słuchamy pani HGW jej mecze na tym obiekcie dumy narodowej też potrzebne nie są. Ja jako kibic piłki nożnej byłbym bardzo dumny gdyby ten stadion był dla nas kibiców. Dziś to stadion polityków ich duma i polityka. Polityka jak widać przemawiająca do Michała i Karoliny nie do mnie kibica piłki. Mnie w tej polityce dumy nie uwzględniono a głupi myślałem że turniej Euro 2012 jest dla pasjonatów piłki. Na dziś nie jest, a stadion zbudowano aby dumny był elektorat, nie kibic.
Michał i Karolina chodząc po stadionie i będąc dumni że on powstał byli dumni z polityki rządu? Stadion nie jest dla kibiców bo ...? Stadion jest zbudowany aby dumny był elektorat? Pewnie po części to i racja ale mam rozumieć że ci wszyscy na stadionie to elektorat Tuska?
"Dziś to stadion polityków" - to juz mnie zaczyna niepokoić bowiem wyczuwam tutaj jakąś dobrze znaną złowieszczą nutę typu "To nie nasz stadion", "To prezent polityków dla biznesmena", "To nie jest stadion dla kibiców ... prawdziwych".
Powiem szczerze że Twoja cząstkowa odpowiedź bardziej mnie niepokoi niz całość tekstu. Jakoś w złym kierunku to zmierza. Pożyjemy, zobaczymy
Ok nie przypadek to znaczy że takich kibiców jakTy i cytowani jest więcej a więc i obrana polityka jest słuszna . Problem w tym że ja czuję
że to zwykły pic . W naszym przypadku przy potencjale piłkarskim jakim dysponujemy i ustawach o zamówieniach publicznym dużo lepiej byłoby ukierunkować turniej na święto, zabawę Albiceleste pisze że tylko wynik .Nie w naszym przypadku .Obrany kurs na sukces przysparza samych problemów.Działacze słuchają głupich dziennikarzy i dla sukcesu gotowi są zneutralizować każdego politycy dla sukcesu kłamią choćby właśnie w sprawie narodowego .
Ty szlachetny Wallesie swoim Zwyczajem znalazłem jedno słowo i trzymała się niego jak pijany płotu nie widząc treści i moich odczuć które są nad wyraz proste . Polityka sukcesu w naszym przypadku to błąd .Wybacz stary druchu mam prawo to swoich przemyśleń i odczuć nie muszą pokrywać się z Twoimi .Cieszę się że i pan Zbyszek i Monrooe czują podobnie. Powtarzam jeśli Ty czujesz zupełnie Inaczej może to znaczyć że jednak wszystko jest ok i my jesteśmy przewrazliwieni z tym że odwrotnie też być może.
I bardzo proszę nie zarzucaj mi wciagania w dyskusję to niedorzeczne .
Dodatkowo uważasz że czepiam się słowa - pewnie elektorat. Dla mnie brzmi to niebezpiecznie bowiem przez trzy lata znosiłem taki podział na Łazienkowskiej. A pewnie i dalej trwa choc nie tak wyraziście. Z tekstu i Twoich uwag wynikało że na stadionie nie było kibiców tylko elektorat a stadionem zawładnęli politycy. Dokonałeś tym samym podziału na prawdziwych kibiców i tych zmanipulowanych, obecnych na ostatnim meczu. Z tym się nie godzę i w to nie mam zamiaru dać się wciągnąć. Akurat kto jak kto ale kibic, mimo wszystko, Legii powinien to rozumieć doskonale.
Ja się staram akurat odrzucać politykę bo to bagno i szambo a ty mi mówisz że ją popieram. Nie dostrzegam także polityki tak jaskrawie nastawionej na sukces. Nie widzę dmuchania nadziei kibicowskich tak jak choćby było to przed mistrzostwami świata w Korei. Wywiady, zdjęcia piłkarzy i sztabu szkoleniowego z Pucharem Swiata, deklaracje że jedziemy po Puchar Świata etc etc etc. Nie pojmuję także zdziwienia że politycy chcą się ogrzać w blasku otwieranych stadionów czy nawet nowych przystanków tramwajowych. To było wiadomo zanim wjechały pierwsze koparki. Przy tym wszystkim sa gorsze dla mnie sprawy. Jak choćby podobno sprzedanie loży prezydenckiej na stadionie. Co bym nie myslał o politykach to cos takiego uważam za skandal.
Autostrady i reszta? Tak, też liczyłem, że przy okazji Euro Polska pokaże się jako kraj przyjazny gościom. Bardzo liczyłem, robię w turystyce
A propos sukcesu sportowego - ten by był, gdyby nacisk debaty publicznej przy okazji Euro poszedł nie na bzdury w typie językowych rewolucji Muchy, czy negocjacyjnego geniuszu Kaplera, a na sport masowy. Na to, że przyjeżdża do nas piłkarska śmietanka kontynentu i z tej okazji moglibyśmy sami ruszyć zadki i - wszyscy, od berbecia po dziadka - nieco pokopać. Skoro już musimy być biedni, to może przynajmniej wskutek tych wszystkich horrendalnych wydatków gremialnie zrobilibyśmy się zdrowsi. Niestety, na to też się nie zanosi. (cdn)
Ten sukces wygląda tak, że jaki przychodzi do rozegrania meczu o super puchar to ten sam mizdżący się polityk mówi mi nie . Żadne mecze polskich drużyn czyli to co jest solą piłki w każdym kraju rozgrywki ligowe puchary u nas dzięki politykom sprawdzane jest do czegoś mało istotnego . Pytam więc spokojnie ile razy Michał z dziewczyna przyjdzie podziwiać stadion ? Oczywiście na następny przyjdzie Jadzia z chłopakiem a na jeszcze kolejny rodzina Adamiakow bo tak chcą politycy . Następne pytanie jest więc takie co ma to wspólnego z piłką nożna.? Czy nie wolno mi tego nazwać dziełem Polityków? wszak podobnie było w Rzymie Cesarz organizował ludowi igrzyska aby mógł zbierać laury i uwielbienie. Brakowało tylko Mao Mao Mao . Zbudowano piękny stadion a na dziś moim skromnym zdaniem bardziej służy do propagandy sukcesu niż nam kibicom piłki nożnej . Z czego ja mam być dziś dumny ? Z faktu że jedni zaklinają rzeczywistość w jedną stronę a drudzy w drugą . Czy taka impreza nie powinna łączyć ludzi . Łączyła by gdyby tak nachalnie politycy nie wmawiali ludziom jacy to są dobrzy . Mam pytanie czujesz że ten turniej jest robiony dla ciebie ? Ja szczerze dziś mam wątpliwości Do Euro co raz bliżej a we mnie dziś nie budzą się co raz większe emocje . Nie budzą bo widzę co się dzieje . Kłamstwa przykrywanie nieudolności i propaganda sukcesu. Po co ? dla mnie kibica to nie sukces bo nie ma we mnie radości widząc co się dzieje .Piszesz że dziele kibiców .Jesteś pewny że ja.?Moim zdaniem to politycy już podzielili i wskazali kto jest godzien a kto nie przyjść na stadion .To politycy uznali, że ja tego zaszczytu nie jestem wart . Kibic Legii i Wisły na dziś jest gorszy od tego z meczu z Portugalia i jeszcze raz napisze tego podziału i segregacji nie ja dokonałem. Czemu więc mi zarzucasz dzielenie ludzi na lepszych i gorszych .?
Sprawa kadry .
Przepraszam to ja jestem tym dziennikarzem który każe Lacie i spółce szukać prawnuczka emigranta polskiego z przełomu IX i XX wieku ? Do kogo mam mieć żal jak nie do działaczy którzy zamiast sprawę przedstawić jasno - mamy to co mamy i postaramy się aby reprezentacja godnie nas reprezentowała wbili sobie do głowy sukces za cenę Benischów itp. Moja wymarzona kadra wygląda inaczej. Twoja może jeszcze inaczej . Piszę jednak że mimo tego będę im kibicował .
Zgubna polityka to polityka sukcesu którą obrali. Moim zdaniem gdyby jasno przed Euro powiedzieć to i to mamy takich chłopaków takie możliwości przygotujemy ich jak możemy ale pamiętajcie najważniejsze jest piłkarskie święto itp. Moim zdaniem pewnych zachowań dałoby się uniknąć. Nie byłoby argumentów dla boi kotu reprezentacji itp.
Ja to tak widzę ale widzę też ze politycy PZPN widzi to zupełnie inaczej .Budują swój Sukces który mi do niczego potrzebny nie jest.
Piszesz że odrzucasz politykę a w tym przypadku się nie da bo weszli w to Euro z butami . Jeśli tego nie chcesz dostrzec to właśnie dlatego, że jej nie odrzucasz a w prost przeciwnie bronisz zachowań i szukasz usprawiedliwień w otwieranych przystankach czy głupich dziennikarzach.
nie chcąc ingerować w Waszą burzliwą dyskusję, chciałem tylko powiedziec, że sami piłkarze Reprezentacji Polski narzekali, że podczas "inauguracji stadionu" (czyt. Meczu z Portugalią) nie czuli wsparcia kibiców. Sam uważam siebie za piknika, ale jak rzadko, ale już pojawiam się przy Ł3, to za przeproszeniem "drę ryja" na całe gardło, bo przyszedłem nie oglądać mecz (to się robi na kanapie przed tv) ale kibicować swojej drużynie.
A na Narodowym był piknik górnych lotów, bo nawet Adamiaki i wszyscy zapragnęli "popatrzeć" na Kadrę...
W świetle powyższego, jedyne, co może spowodować, że Euro zostanie odebrane pozytywnie, to sukces doraźny, boiskowy. Jeśli wyjdziemy z grupy i zagramy co najmniej przyzwoity mecz w ćwierćfinale (awans do strefy medalowej to już by była czysta euforia), to będzie radość. Smuda z Dyzmy stanie się Jezusem Chrystusem kopanej, Obraniak z Polanskim odśpiewają Mazurka i się im wybaczy dawne grzeszki, ba, nawet ten Lato przypuszczalnie napstryka sobie parę punktów prestiżu. Nie żeby ten stan potrwał długo. Dwa słabsze mecze w el.MŚ'14 i wszystko wróci do malkontenckiej normy. Jednakże przez ten krótki okres, podczas turnieju i zaraz po, gawiedź będzie skakać pod chmury.
Bo tak działa tłum. Wynik napędza zainteresowanie i (chwilowo) zakrywa wszystko, co złe. I taki właśnie sukces miałem na myśli dyskutując z Monroe'em.
Zresztą, sam się będę cieszył. Bez względu na to, kto aktualnie jest selekcjonerem i kogo powołuje, pozostaję kibicem Biało-Czerwonych. Ba, będę się cieszył - choć, rzecz jasna, mniej - nawet wtedy, gdy chłopaki będą gryźć trawę i jeździć na tyłkach z Grekami, Rosjanami i Czechami, a mimo to z grupy nie wyjdą. Bo uważam, że mimo pozornie łatwego losowania, mimo posiadania w składzie tria gwiazd z Dortmundu, wciąż nie mamy zespołu, od którego należałoby wymagać awansu do czołowej ósemki Europy.
Co zaś się tyczy kolesi z Bordeauz, Bremy, czy Moguncji zabierających miejsce w składzie chłopakom z Otwocka - cóż, oto Polska A.D. 2012. Oto Europa A.D. 2012. Popatrz na składy Francuzów, czy Niemców. Pełno w nich ludzi, którzy mogliby grać dla Senegalu, Algierii, Turcji, Polski etc. Bo taki jest przekrój tych społeczeństw. Wystarczy się przejść ulicami Paryża, czy Marsylii - pełno tam ludzi, których dziadkowie jeszcze nie byli Francuzami, ani Niemcami. To są społeczeństwa imigrantów. A u nas jest odwrotnie. My jesteśmy społeczeństwem emigrantów. Po całym świecie pałętają się osobniki, których dziadkowie jeszcze byli Polakami. Naprawdę niewiele jest nacji (Żydzi? Chińczycy? Irlandczycy?), których przedstawicieli dałoby się znaleźć we właściwie dowolnym zakątku kuli ziemskiej.
Dlaczego nie korzystać z tych chłopaków? Dlaczego ich nie powoływać? Bo się mniej identyfikują z drużyną narodową? Może. Ale skąd wiesz, jak identyfikuje się potencjalny Malinowski z Otwocka? Skąd pewność, że gdyby przypadkiem Blanc/Loew/Prandelli znalazł mu w rodowodzie dziadka z Francji/Niemiec/Włoch, nasz koleżka nie zapałałby przemożną chęcią występów w brawach Les Bleus/Die Nationalelf/Azzurrich? Zresztą, po co aż tak fantazjować? Co sądzisz o piłkarzach, Polakach z krwi i kości, z dziada-pradziada, którzy rezugnują z gry dla Biało-Czerwonych? Albo deklarują desinteressement w kwestii następnego zgrupowania, bo im się selekcjoner nie podoba, bo ich trener klubowy źle na to patrzy, bo to, bo tamto, bo siamto? Osobiście uważam, że na kwestie lojalności, identyfikacji, etc., to bez wyraźnej potrzeby lepiej nie włazić, bo są cholernie śliskie. I można, heh, wywinąć orzełka
Ja jak zauważyłeś o finansach nie wspominam ani słowa z tej prostej przyczyny że się zupełnie nie orientuje skąd pieniądze ile z budżetu ile z dotacji unijnych tylko na ten cel czyli Euro 2012 itp.Odwrotnie niż Ty uważam że stadion narodowy jest potrzebny tylko należy go wykorzystywać do celów do jakich został zbudowany czyli meczów piłkarskich.Wygadywanie bzdur, że nie po to budowali aby rozgrywać mecze drużyn ligowych to bzdura która kompromituje klasę polityczna po całości i pokazuje dla mnie owo zawłaszczenie o które taki wielki żal ma do mnie szlachetny Walles nie mieszający się ponoć do polityki.
Co do zdrowia narodu tu masz słuszność ten element w został pominięty no może prócz Orlików na których też tłuczono kapitał polityczny, że aż uszy bolały. Ale jak Twierdzi szlachetny Walles to absolutnie normalne i dopuszczalne więc nie powinniśmy zwracać uwagi na takie szczegóły.
"Czy nie jest jednak prawdą że na otwarciu stadionu Legii podczas meczu z Arsenalem był komplet a chętnych na bilety byłoby trzy razy tyle a od tamtego czasu nawet 1/16 Ligii Europy nie przyciągnęła tylu widzów co tamto wydarzenie? Czy to jest także wina polityków że towarzyski mecz zapełnia trybuny a mecz o stawkę dla naszej drużyny od niepamiętnych czasów tego nie jest w stanie uczynić?"
Porównaj, proszę, ceny biletów na te wydarzenia. To w ogóle jest bardzo silna zależność u nas - również na inne mecze w pierwszej kolejności (i niemal zawsze) schodzą bilety najtańsze. Komplet był też na tanim meczu z Den Haag.
No i nie byłbym sobą, gdybym się nie przyczepił do tych "niepamiętnych czasów". Meczu z Rapidem już nie pamiętasz?
para poszła w kierunku święta zabawy radości a nie koniecznego sukcesu uniknęlibyśmy tych dyskusji. Tak jak przed Japonią przeszacowano wartość drużyny tak teraz zupełnie chłopaków grających w naszych klubach nie do szacowano. Moja kadra to właśnie Rzeżniczaki itp. Widzisz jak On teraz gra? widzisz jakie postępy zrobił Jędza Komorowski? zapewne w innych ligowych drużynach też są zawodnicy którzy notują ciągły postęp. Wystarczyło tylko te dwa lata temu dobrze wybrać i trenować tą drużynę, a jestem pewien że nie graliby gorzej niż ta na siłę i pod wpływem głupich dziennikarzy stworzona kadra.
Doszło do sytuacji że wielu nie identyfikuje się z Reprezentacją. Pomijam tu takiego Tomaszewskiego który robi to dla własnych interesów Ale jeśli taki fan piłki jak mi znany przewielebny Monrooe pisze, że ciut Go serce boli to dla mnie jest coś nie tak.
Oczywiście Ty ja przewielebny Monrooe czy szlachetny Walles zasiądziemy czy to na stadionach czy przed telewizorami i będziemy kibicować reprezentacji ale mogłem mieć inne wyobrażenie? Mogłem.
/stadion narodowy jest potrzebny tylko należy go wykorzystywać do celów do jakich został zbudowany czyli meczów piłkarskich./
Moim zdaniem to "tylko" będzie, wbrew pozorom, b. trudne do spełnienia. Pomijając same ME, reprezentacja Polski jest w stanie przyciągnąć na stadion 50 tys. ludzi jedynie w dwóch przypadkach: przyjazd wyjątkowo renomowanego rywala i/lub mecz bezpośrednio decydujący o awansie na wielki turniej. W każdym dwuletnim cyklu eliminacyjnym mamy szanse na dwa, góra trzy takie wydarzenia. Szanse, bo w przypadku niekorzystnego losowania można się spodziewać, że ani jedno, ani drugie nie zaistnieje.
Futbol ligowy? Proszę bardzo, ale w czyim wykonaniu? Wy macie swój, wciąż lśniąco nowy obiekt i trudno mi uwierzyć, aby władze Legii (obecne, czy któreś następne) znalazły powód do przenosin na lewy brzeg. Obecna Polonia to twór na glinianych nogach, którego jutro może nie być. Poza tym, odrzucając wszystkie sym- i antypatie, ilu jest kibiców Czarnych Koszul w Warszawie i okolicach? Sześć tysięcy? Dziewięć? Ale to już chyba naprawdę będą wszyscy. Owszem, może się też okazać, że Wojciechowski zbuduje ekipę, która z marszu kasować będzie Mistrzostwo Polski, a potem w LM regularnie mierzyć się jak równy z równym z Barcelonami, Milanami i Manchesterami. Wtedy, zgodnie z dynamiką tłumu, Polonistów namnoży się jak mrówków. No ale nie oszukujmy się - jak bardzo prawdopodobny jest to scenariusz?
Można też grać na SN finały PP i mecze o SPP. Po pierwsze jednak, prestiż krajowego pucharu jest niziutki. Ludzie nie przyjdą na stadion tylko dlatego, że to finał. Zwłaszcza, jak w tym finale zagrają np. Podbeskidzie z Bełchatowem. To samo się tyczy Superpucharu. Po drugie, nawet, gdyby się udało, to są dwa mecze w sezonie. Trochę mało, jak na usprawiedliwienie istnienia największego białego słonia w historii polskiego sportu.
Co się tyczy selekcji - czy kadra została wybrana źle, czy dobrze, to się okaże podczas Euro
Dobra, każdy kibic ma swoje pomysły. Prowadzeni przeze mnie Biało-Czerwoni graliby 4-4-2 z Fojutem na środku defensywy, Grosickim na lewej flance i Piechem obok Lewandowskiego w ataku. A w kadrze na Euro na pewno znalazłby się (w charakterze silnego nr 2) Wojtek Kaczmarek
Wracając jeszcze na chwilę do tematu identyfikacji, napiszę to samo, co pisałem w dyskusji z Monroe'em. Oczywiście, nie bierz tego, Senatorze, nazbyt do siebie, to znów uwaga natury ogólnej
Sprawa Narodowego sam zauważasz że to wszystko mało więc rezygnacja choćby z SP musi dziwić i skłaniać do pytania dla kogo jest ten stadion? . Ostatnia twoja uwaga,spostrzeżenie. Ja już pisałem będę kibicował reprezentacji narodowej mimo że moje marzenia ciu się mineły ze stanem obecnym. Nie szukam wymówek bo zdaję sobie sprawę z potencjału naszej piłki. Dla mnie te Euro to święto piłki tak chcę to odbierać tyle tylko ze szlak mnie trafia jak widzę co się dzieje. Jedni już wypinają klapy po ordery drudzy odżegnują się od kadry pieprząc ( sorki )jak wspomniany wcześniej Jan ze będzie za Niemcami.
Dla mnie na dziś czuje ze nie ma miejsca ale spoko ja je sobie znajdę tylko na litość niech Oni się od tego odczepią . To ma być święto nas pasjonatów piłki a nie kala rąsia buźka goździk.
o tym nikt nie pomyślał...
I jeszcze jesteś obrażony na cały świat bowiem odwołano mecz o superpuchar. A gdybym Ciebie spytał 2 lata temu jak wyobrażasz sobie otwarcie stadionu narodowego to pomyslał bys o meczu o superpuchar czy zastanawiałbys się kogo działacze powinni zakontraktowac jako przeciwnika reprezentacji Polski. Piszesz że Ciebie nie chcą na tym stadionie bo został odwołany mecz. Twoje prawo ale dla mnie to jest kłamstwo i tyle. Piszesz o rzeczach które powodują u Ciebie torsje ale zapominasz że to właśnie "kibice" a nie elektorat szli jeszzcze wczoraj z tymi złodziejami ręka w rekę. Różnimy sie tym że Ty lekką ręką wskazujesz winnego. Ja tego tak nie widzę.
Ja byłem na stadionie dwa razy. I dwa razy widziałem tysiące ludzi którzy przyszli oglądac ten obiekt i tak mi się zdawało że byli dumni że on powstał. Nie przypominam sobie żebym w trakcie oglądania stadionu pomyslał wogóle o politykach. Raczej o tym ile lat straciliśmy budując jedyny i słuszny ustrój.
tylko dlaczego jeden mecz może być
rozegrany drugi nie . Mnie osobiście
powody które podano nie przekonały.
Jeżeli podane powody odwołania meczu Ciebie nie przekonuja to pomyśl o tych powodach które nie zostana wypowiedziane. I skoro powołałeś sie na najstarszy zawód świata to nie dziw się że ta panna nie jest cnotliwa. Tak samo jak nie dziw się że polityk traci umiar. Nie chce żebyś to akceptował ale prznajmniej nie bądź w szoku że tak jest
P.S. Trochę jesteś obrażony
Tak się zastanawiałem, jakich argumentów użyc w temacie, postanowiłem się wspomóc opinią z netu: "każdy kraj ma jakieś przepisy dot. przyznawania obywatelstwa. w większości działa tzw. prawo ziemi, czyli fakt urodzenia się na terytorium danego państwa, bądź przemieszkania nań określonego okresu oraz tzw. prawo krwi czyli określona ilość przodków-obywateli danego kraju. Oczywiście, do niczego nikogo to nie zmusza. Moja cioteczna siostra urodziła się w Libii, ale za cholerę się Libijką nie czuje. Ja sam, jakbym porozglądał się po własnym drzewie genealogicznym, już w trzecim pokoleniu znalazłbym argumenty do posiadania paszportu austriackiego i/albo litewskiego, a w czwartym syryjskiego. Ale czuję się i jestem Polakiem. Z drugiej strony, jeśli konkretny człowiek spełnia ustawowe warunki i chce zostać Polakiem, Serbem, Francuzem,Holendrem, czy kim tam jeszcze - nikt mu tego nie powinien zabraniać. Co więcej, po spełnieniu wszystkich wymagań i odebraniu paszportu taki obywatelnie jest w niczym gorszy od rdzennych mieszkańców i obywateli konkretnego państwa. I to właśnie powinno być kryterium właściwe dla określania, kto może, a kto nie grać w danej kadrze (pominąwszy oczywiście tych, którzy wcześniej występowali gdzie indziej). Pod taką kategorie podpadają wszyscy gracze typu Zidane, Vieira, bracia Yakinowie, Klose, Podolski, Krkić itepe itede. Roger też by pod nią podpadał, o ile polski paszport zostałby mu przyznany w normalnym, standardowym trybie." No właśnie z całym powyższym wywodem absolutnie się zgadzam, lepiej bym tego nie wyraził, tylko że tak jak autor tych słów odnosi je do casusu Rogera, tak dla mnie identyczna zasada powinna obejmowac Obraniaka, Perquisa kogokolwiek innego. Gdyby otrzymali paszporty w normalnym standardowym trybie, no problem, mają polskich przodków, czyli prawo krwi obowiązuje, potwierdzili to w dokumentach, przeszli standardową procedurę, proszę bardzo, słowem nie pisnę. Tu jednak zaczynam mieć wątpliwości: "Ludovic Obraniak wystąpił w miniony piątek o nadanie polskiego obywatelstwa - poinformował konsul RP w Lille Andrzej Lisowski. Ludovic Obraniak nie posiada dokumentów, które potwierdziłyby jego polskie pochodzenie. Podobno zaginęły." "zespół prasowy wojewody mazowieckiego ogłosił, że Perquis nie uzupełnił wymaganych dokumentów i zrezygnował z ubiegania się o polskie obywatelstwo. Sam piłkarz wszystkiemu zaprzeczył ..." I w jednym i w drugim przypadku wszystko potoczyło się szczęśliwie dla ubiegających się o obywatelstwo, urzędnicy powołując się na paragrafy klepnęli dokumenty, szafa gra, na tych przykładach kompletnie jednak nie rozumiem dlaczego pojawiały się głosy o problemach z odzyskiwaniem obywatelstwa przez innych ubiegajacych się o takowe, z polskimi korzeniami, które sygnalizował nawet Rzecznik Praw Obywatelskich.
Drzeć szat z tego powodu nie będę, ale jakaś wewnętrzna wątpliwość odnośnie traktowania piłkarzy potencjalnych kandydatów do gry w reprezentacji Polski na Euro 2012, w równym, normalnym, standardowym trybie pozostaje. Jakoś mam przeświadczenie, może mylne, że gdyby nie ta impreza i nie ich status, to polskich pieczątek na swoich dokumentach tak łatwo by nie otrzymali, inna sprawa czy o nie by się w ogóle ubiegali, ale to mój jedynie domysł i moja osobista rozterka, a jeżeli urzednicy zamiast piętrzyć trudności wychodzą na przeciw ubiegajacym się o obywatelstwo to bardzo dobrze, niech to tylko będzie powszechną regułą.
Z piłkarzami, którzy wychowywali się na obczyźnie, ale polskie dokumenty "mają w szufladzie" nie mam absolutnie problemu, chcą grać, super, Matuszczykowi życzę, żeby trafił do topowego klubu Bundesligi i był podstawowym zawodnikiem kadry. Skłamałbym jednak, że słowa Eugena Polanskiego, że "nie potrafi sobie wyobrazić gry w biało-czerwonych barwach, bo zbyt długo mieszka w Niemczech i zbyt dużo razy grał w niemieckich reprezentacjach juniorskich", że "jeśli nie wybiegnie na boisko we wrześniowym spotkaniu Polska - Niemcy, to będzie w tym spotkaniu kibicował... gościom", spływały po mnie jak po kaczce. Dobrze, że jest szczery, to cenię i życzę wszystkiego najlepszego w klubie z Moguncji, ale w reprze zdecydowanie wolę Ariela Borysiuka, Cezarego Wilka, Tomasza Jodłowca, Kubę Rzeżniczaka, w ostateczności Bartosza Salomona, chciałbym sprawdzić przy boku starych wyjadaczy jak Murawski i Dudka.
Bo w przypadku samych zawodników to raczej nie ma między nami większej rozbieżności. Chyba
Jako że politykom również zależy na sukcesie tym sportowym ochoczo korzystają ze specjalnej ścieżki nadawania obywatelstwa. Nie dziwię się że części obywateli to się nie podoba. Wszak ten tryb zapisano w ustawie dla zupełnie innych przypadków.
Zupełnie nie rozumiem jak tak poważny człowiek jak Ty może podpierać się takimi argumentami. Jeśli nie zrobili tego z chęci sukcesu co można jeszcze zrozumieć to zrobili to z pobudek które dyskwalifikują ich w całości. Czyli dla świętego spokoju. Mogło to wyglądać tak :
- Grzesiu gadają o Smudzie , wszyscy tylko Smuda i Smuda
- Dobra damy im Smudę i będzie spokój
_ Piszą też że powinniśmy poszukać za granicą tych z korzeniami i ich przysposobić, są ponoć lepsi niż nasi.
_- dobra poszukajcie pogadajcie a ja to załatwię z prezydentem. Odczepią się raz a zawsze.
Mogło to tak wyglądać? dla mnie mogło.
Szalachetny Wallesie masz córkę ta chcąc dostać piątkę z testu, klasówki wpada na pomysł aby ściągać. Udaje się jest piątka.Pewnie będzie tak że cześć koleżanek pochwali spryt ale cześć powie to nie fair. My też się starałyśmy i to co zrobiłaś jest nie uczciwe. W której
grupie będziesz jako Ojciec?
Syn nigdy nie był na wagarach. Porządny chłopak ale w klasie jest grupa kolegów którzy mu ciągle suszą głowę i szemrają teksty typu - Każdy porządny uczeń musi iść na wagary i tak od dłuższego czasu. Syn aby w końcu dali mu spokój któregoś dnia nie idzie do szkoły. Jego rozumowanie ma sens. Teraz będzie mógł powiedzieć Spadajcie byłem na wagarach. Usprawiedliwisz nieobecność syna w szkole ?
Słowa uznania za powyższy tekst!
Poza tym ja nigdzie nie napisałem że usprawiedliwiam takie działania polityków czy działaczy. Tylko moim zdaniem winni nie są tak jednoznacznie okresleni jak Ty to robisz. Nie bez podstaw także pokreśla sie media jako IV władzę. I jeszcze pytanie. Czy polityk lub działacz ma sie całkowicie nie przejmowac tym co mówi opinia publiczna i media? Tutaj moim zdaniem Twój przykład nie wytrzymuje przeniesienia całości na grunt rodzinny. To sa całkiem inne relacje.
Przyznam, że trudno mi znaleźć sprzeczność pomiędzy moją dawną wypowiedzią (Ty je gdzieś archiwizujesz??? ;D), a tym, co w danej sprawie twierdzę obecnie. Jeśli mógłbym coś dodać, to jedynie to, że każdy przypadek należy, moim zdaniem, rozpatrywać odrębnie.
I tak casus Rogera wciąż wydaje mi się jednoznaczny. U niego nie działa(ło) ani prawo ziemi, ani prawo krwi. Dodatkowo inicjatywa "spolszczenia" wyszła nie od samego zawodnika, a od ówczesnego selekcjonera, co czyni sprawę wręcz kuriozalną.
Obraniak całe życie spędził we Francji (prawo ziemi odpada), ale twierdzi, że ma polskie korzenie. Działałoby więc prawo krwi. Że zaginęły dokumenty? Cóż, jakbyś mi kazał przedstawić paszport mojego śp. dziadka od strony taty, to szczerze powiedziawszy nawet nie wiem, skąd miałbym zacząć poszukiwania. Musi więc w tym przypadku wystarczyć oświadczenie zawodnika, które w razie czego można chyba potwierdzić innymi zeznaniami. Ktoś przecież, oprócz samego Ludo, tego dziadka pamięta, nie? No i dlaczegoś chłopak nazywa się Obraniak, nie Obranniacques, prawda?
Z Perquisem, przyznam szczerze, sam mam zagwozdkę, bo jego związki z naszym krajem wydają mi się nieco mniej oczywiste. Ale może to tylko ja.
Co zaś się tyczy Polanskiego, powtarzam: nie wchodźmy na płaszczyznę identyfikacji z kadrą, bo tu się można bardzo łatwo wyrżnąć. Zarówno w przypadku 'farbowanych lisów', jak i 'Polaków z krwi i kości'.
/jeżeli urzednicy zamiast piętrzyć trudności wychodzą na przeciw ubiegajacym się o obywatelstwo to bardzo dobrze, niech to tylko będzie powszechną regułą./
Piknie i nadobnie, zgadzam się w 100%. Tylko dlaczego kierujesz pretensje w stronę piłkarzy, nie urzędasów?
Wyobraź sobie, że zmieniłeś samochód. Idziesz z nowym autem do odpowiedniego urzędu, by je zarejestrować. Statystyczny petent czeka w tym urzędzie średnio półtorej godziny, po czym jest narażony na fochy i humory pani z okienka. Ty zaś - mniejsza o przyczynę - po pięciu minutach wychodzisz z nowymi tablicami, dowodem i naklejką, wciąż mając przed oczyma promienny uśmiech urzędniczki. I teraz ja nie potrafię pojąć, dlaczego miałbym mieć pretensje do Ciebie, bo zostałeś obsłużony szybko i sprawnie, a nie do pani urzędniczki, że na ogół zachowuje się inaczej.
Sytuacja z Rogerem nie jest analogiczna, nie tylko dlatego, że "prawo krwi" w odniesieniu do Brazylijczyka nie miało zastosowania, ale ponieważ także w odniesieniu i do Obraniaka i do Perquisa "ścieżka prezydencka" nie była realizowana. To że przypuszczam, że jej przyspieszony i mniej rygorystyczny tok administracyjnego postepowania miał miejsce, jest moim domniemaniem, urzędnicy ogłaszając decyzję, jak wcześniej wspomniałem, czynili to powołując się na odpowiednie paragrafy, że działali szybko i skutecznie, a wątpliwości rozstrzygali na korzyść wnioskodawców, to przecież tego od nich w sprawach poszczególnych obywateli należy wymagać. Moja wątpliwość dotyczy czy przypadek Obraniaka z Perquisem był czymś szczególnym, czy standardem. Jeżeli to pierwsze to z naturalizacją Brazyliczyka, omawiana sytuacja może mieć punkt wspólny, drugą styczną jest kwestia tego kto był inicjatorem "spolszczenia", o ile w casusie Rogera inspirację przypisujemy specjaliście od łódboksów, o tyle w naszym "francuskim" przypadku ja mam również wątpliwości, czy chęć utożsamiania się z krajem przodków, poświadczona należnym dokumentem, tak spontanicznie, samoistnie w duszy piłkarzy wykiełkowała.
Nie kieruję jakiegoś żalu w stronę zawodników, ale wobec zasady i owszem. Rogera uważam za sympatycznego i miłego człowieka, ale odnośnie jego gry w reprezenatacji byłem zdecydowanie przeciwny, odnośnie Obraniaka z Perquisem w kadrze tak obligatoryjnie stanowczy nie jestem, o ile uważam że w przypadku Rogera zasady zostały złamane, w imię sukcesu, o tyle tu nieco nagięte, ale również "matką wynalazku" była potrzeba sukcesu, lub też obawa przed wtopą i kompromitacją. A jednak tak jak w kibicowskim entuzjaźmie cieszyłem się z bramki Rogera, spalonego choć przyznawałem, że był, również nie chciałem widzieć, tak teraz gdy po strzeleniu jakiegoś decydującego gola Ludovic zostanie wyniesiony na ołtarze narodowego panteonu, nie będę z tego powodu się gniewał, chociaż przyznaję, że wolałbym aby na jego miejscu był Mierzejeswki, Mila, a skoro Mateusz Klich nierozważnie wybrał Magatha za futbolowego mentora, to najbardziej Rafał Wolski marzy mi się by objawił się na Euro 2012. Francuskiemu Łącznikowi wolno śnić na jawie, to mi również!
Aha, a-c10 mamy chyba trochę inną empatię społeczną. Jeżeli petent w urzędzie czeka ileś tam czasu na załatwienie swojej sprawy i widzi, że kumuś innemu ta sprawa jest załatwiana od ręki, to jeżeli w nastepstwie tego faktu i pozostałym klientom urzędu ich sprawy będą załatwiane równie szybko, to zasługa dzięki czemu się to stało, może zostać przypisana właśnie temu załatwionemu szybko i sprawnie i zbierze nieświadomie wdzięczność kolejkowiczów, choćby w rzeczywistości był złoczyńcą i degeneratem, natomiast jeżeli sprawnością obsługi ktoś zostanie wyróżniony, a standardem będzie dalej urzędnicza biurokracyjna upierdliwość, odium niezadowolenia skupi się nie tylko na wybiórczych urzędnikach, ale i na tym kto na ich szczególne względy zasłużył, choć po prawdzie jest porządnym, być może nieświadomym wyróżnienia jakie go spotkało obywatelem.
Oby przypadki Obraniaka z Perquisem były tą pierwszą pozytywną ewentualnością, przykładem na który inni będą się powoływać i taki sam standard urzędniczej obsługi egzekwować.
Michał Pol to dziennikarz optymista .Ja nie czytam wszystkich jego felietonów, te na które akurat trafiamy to zazwyczaj optymistyczne, mówiące o zwycięstwach ,pokazujące pozytywne strony sportu. On nie napisze o kimś źle raczej wogóle. Taki mam obraz tego dziennikarza. Teraz też widząc ogólną apatii próbuje machnąć optymizmem kibiców . Czyli jednak widzi to samo co my ,brak radości w narodzie choć do Euro zostało trzy miesiące. Czy mu się uda? moim zdaniem nie. Przyczyny napisałem wcześniej na dziś kibice piłkarscy nie czują że to dla nich . Zainteresowanie Euro w tych których nazwałem elektoratem oczywiście wzrośnie ale dopiero w momencie kiedy będzie impreza już namacalna . Zaczną przyjeżdżać drużyny itp.
Kto teraz powinien napędzać zainteresowanie turniejem ? my kibice piłki a jak to zrobić kiedy nawet taki fascynat , miłośnik futbolu jak nasz przewielebny dziś Euro nie czuje .
cdn
p
Nie ukryjemy faktu że opiniotworcze tak tak Opiniotworcze weszło celnie punktuje każdy błąd każdą niezręczność wysmiewa nakresloną linie sukcesu. Dla mnie błędną z założenia.
Żeby jasność była: ja rozumiem, że powołania dla 'farbowanych lisów' wywołują kontrowersje. I absolutnie nie zamierzam odsądzać przeciwników tych powołań od czci i wiary. Co więcej, jak już pisałem, też gdzieś tam po cichu marzę o polskiej kadrze złożonej z ligowców, chłopaków rodem z Otwocka, Grajewa, Chojnic, Chełma, Nowego Targu, Oleśnicy, Rudy Śl., itepe. Uważam jednak, że marzenia marzeniami, a przy budowie aktualnej reprezentacji lepiej twardo stać na ziemi. I skoro można się przyczynić do sukcesów tejże kadry poprzez (niech będzie) naginanie przepisów, a nie bezczelne ich łamanie - cóż, dam sobie z tym radę.
/jeżeli sprawnością obsługi ktoś zostanie wyróżniony, a standardem będzie dalej urzędnicza biurokracyjna upierdliwość, odium niezadowolenia skupi się nie tylko na wybiórczych urzędnikach, ale i na tym kto na ich szczególne względy zasłużył/
No i właśnie tego nie rozumiem. Znaczy może i rozumiem (mechanizm), ale za cholerę mi się to nie podoba. Pomijam tu oczywiście przypadki, gdzie obywatel zostaje wyróżniony, bo np. wsunął pani z okienka tłustą kopertę do łapki. Generalnie zwerbalizowany wyżej tok rozumowania trąci mi - bez urazy, rzecz jasna - postawą w typie "nie chodzi o to, by mi było dobrze, a o to, by sąsiadowi też było źle".
/Oby przypadki Obraniaka z Perquisem były tą pierwszą pozytywną ewentualnością, przykładem na który inni będą się powoływać i taki sam standard urzędniczej obsługi egzekwować./
Oby. Ale tutaj wychodzimy bardzo daleko poza futbol. I jeśli tak się nie stanie (a raczej, bądźmy szczerzy, nie stanie się), to wciąż nie dostrzegam powodu, by za ogólną urzędniczą opieszałość i upierdliwość winić Obraniaka z Perquisem.
Co zaś się tyczy jego kontrkandydatów, w kadrze może (i powinno!) śmiało znaleźć się miejsce i dla Obraniaka, i dla Mierzejewskiego. Mila to jakby gracz innego typu. Klich? Jedna dobra runda w Cracovii, a od tamtej pory kompletna anonimowość w Wolfsburgu. Rafał Wolski? OK, na pewno niezmiernie utalentowany chłopak. Tyle, że on na razie pokazuje jedynie przebłyski tego talentu. Do ustabilizowania formy na równym wysokim poziomie jeszcze mu daleko. Oczywiście, ma prawo. Młody jest. Natomiast ja zawsze byłem zdecydowanym przeciwnikiem "otrzaskiwania" zawodników na wielkich imprezach. No i jeszcze te trzy sezony temu to Wy, kibice Legii, może znaliście nazwisko Rafał Wolski. Mnie kojarzyło się ono wyłącznie z dziennikarzem C+
Perquis? Dobra, ja wiem, że Sochaux nie PSG i nie Marsylia, tylko murowany kandydat do spadku. Jednakowoż sam Damien sroce spod ogona nie poleciał. No i jak nie on, to kto? Sabotażysta Głowacki? Komorowski po jednej dobrej rundzie w Legii? Przekonwertowany Wasilewski? Fojut, któremu idzie raz tak, raz siak? OK, skutkujące brakiem powołań niesnaski na linii Smuda-Żewłakow uważam za żenujące i mam o nie pretensje do obu panów. Ale Perquisa to bezpośrednio nie dotyczy.
Perquis wejście do kadry miał takie sobie, ale z Portugalią zagrał na poziomie chyba niedostępnym dla swoich kontrkandydatów. Jasne, świadczy to bardziej o kontrkandydatach, niż o poziomie. Ale co z tego?
Jeszcze raz powtarzam w mojej ocenie ( słabiutki jestem właściwe głąb) żaden z jak to nazwał nasz kpiarz "farbowanych lisów" nie jest na tyle wyróżniającym się zawodnikiem że nie znaleźlibyśmy równorzędnego następcy bez potrzeby mizdrzenia się do prezydenta i jego urzędników.
Pod tym względem i Obraniak i Perquis spełnili wymogi, ich intencji, którymi się kierowali zgłaszając swój akces do kadry nie ma sensu podważać z powodów wzmiankowanych przez Albiceleste, jakiejkolwiek dezaprobacie w jakikolwiek sposób wyrażonej wobec samych piłkarzy byłbym kategorycznie, stanowczo przeciwny, każdego piłkarza, sportowca, który ma polski paszport, a forma predysponuje do reprezentowania barw narodowych, powitam z otwartymi ramionami, pochodzenie etniczne, kolor skóry, wyznanie, nie ma przy tym tu żadnego kompletnie znaczenia, ale jest jeden drobiazg, nie chciałbym, żeby otrzymaywali paszport własnie po to, żeby w reprezentacji występować. Żeby to było podstawowe kryterium wyboru.
Taki niuans, nie chciałbym żeby jakiś pezetpeenowski działacz, kaperował kogoś słowami: wystąp o paszport, u siebie i tak powołania nie dostaniesz, a dzięki polskim dokumentom zagrasz na Euro lub Mundialu, nie mogę zarzucić komukolwiek, że czymś takim sie kierował, ale przeciwko takiej pezetpeenowskiej zabawie mogę zaprotestować i wyrazić pogląd, że wówczas wolę nawet gorszego, ale takiego, który "kaperowaniu" nie musiał podlegać. Gdy przestanę mieć wątpliwosci, że działacze tak nie postepują, sformułowanie "farbowanych lisów" porzucę, chociaż, fakt, wobec samych piłkarzy stosować go nie mam prawa, wobec procederu i zasady juz jednak tak.
Zgodnie z powyższym "zastępowanie" i Obraniaka i Perquisa obecnie nie ma znaczenia, mają paszporty, wyboru dokonał Smuda, miał takie prawo, wszystko, chociaż w przypadku obrońcy Sochaux byc może będzie musiał szukać zastępstwa.
Możemy wybory Smudy poddać kibicowskiej ocenie pod względem czysto sportowym. Co do pozycji Mili to można się spierać, jaka jest dla niego optymalna, raczej nie z boku, czy na jednym z dwóch DMC ??? Mierzejewskiego z Obraniakiem i Błaszczykowskim w jednej linii mozna próbować wystawiać, pod warunkiem , że temu pierwszemu drzazgi z ławki rezerwowych w tyłek nie wejdą, Obraniak zwyżkę formy będzie potwierdzał, a Błaszczykowski zdoła ją utrzymać, wówczas nie wygląda to źle, wówczas Ludovic bijący wolne ponad murem Greków i Czechów, w herosa narodowego moze się przemienić, ale jeżeli tylko szanse gry będzie otrzymywał to chyba przeciwko Rosji wolałbym Mierzejewskiego w środku i szybkich, albo Peszkę, albo Grosickiego na lewej flance.
No a poza tym, jako śniący na jawie, ja bym zaryzykował "otrzaskiwanie" na dużej imprezie. Z naszej historii dwudziestoletni Żmuda rozpoczynający karierę na WM74 najlepszym przkładem, Rafał Wolski jest z tego samego rocznika co Mario Goetze, Niemcy nie mają wątpliwości, że ten drugi, ich reprezentacji byłby przydatny.
Skład reprezentacyjnej defensywy i nie tylko, to chyba materiał na cały artykuł w Klajdoskopie piłkarskim c-L, Albiceleste gdybyś się pokusił z przyjemnością bym się zapoznał i wymienił opinie, a wierzę że nie byłbym jedynym.
Obiektywnie należy się cieszyć,że Polsce UEFA przyznała organizację Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Przypomnijmy sobie jak nie wierzyliśmy, że jest to możliwe, gdyż wszystko przemawiało za Italią. Jaka ogromna radość i duma wybuchła w Polsce. Przełamano jakiś taki kompleks małości, skarlenia. Zewsząd słychać było i tak jest nadal, że żadnego problemu nie można rozwiązać ze względu na brak pieniędzy. Okazało się, że i pieniądze mogą się znaleźć trzeba tylko chcieć szukać.
Oczywiście ME nie rozwiążą żadnego palącego polskiego problemu i też nie o to idzie. Ważny jest ten przełom mentalny, że można kiedy się naprawdę chce. Nie mówiąc o tym, że w dobie kryzysu budujemy, remontujemy itd. dając setkom tysięcy ludzi zatrudnienie.
Obiektywnie należy stwierdzić, że co najmniej dobrze dajemy sobie radę z przygotowaniami do EURO. Rozmach budowania wszystkiego jest imponujący. To także oznaka naszych wieloletnich zaniedbań. Być może rację mają ci, którzy mówią, że my Polacy na co dzień lubimy bylejakość a sprężamy się dopiero wtedy, gdy mamy potężne wyzwanie. Ten rozmach widać wszędzie i można się tylko zastanowić czy nie za dużo na raz. Na pewno, gdyby nie EURO wiele obiektów by nie powstało, a inne byłyby budowane dziesiątki lat. A tak zrobiono i to zostanie na stałe.
Obiektywnie trzeba powiedzieć,że to co najważniejsze czyli stadiony nam się udały. Słusznie zbudowaliśmy obiekty najnowocześniejsze w tej chwili nie powielając sprawdzonych wzorów, ale jednak sprzed wielu lat. Oczywiście, aby te stadiony żyły potrzeba infrastruktury towarzyszącej, ale jak widzimy jest ona w budowie. Powstały nie tylko stadiony na EURO, ale wiele innych i wiele się buduje i wiele jest w realnych planach nie tylko dla klubów Ekstraklasy. Zaczyna się prawdziwa moda na piłkę nożną.
Obiektywnie trzeba powiedzieć, że Stadion Narodowy jest już przepiękny i może być przedmiotem naszej uzasadnionej dumy. Można mieć nadzieję,że oznacza on koniec dziadostwa w Polsce. Jest kubaturowo i powierzchniowo jednym z największych obiektów na świecie. Zbudowany stosunkowo tanio dzięki sprzedaży powierzchni biurowych lub ich wynajmowaniu może się okazać,że nie kosztował ani złotówki. Wraz z obiektami towarzyszącymi, a zwłaszcza dogodnemu dojazdowi /metro, kolej, tabor miejski/ jego lokalizacja stała się bardzo atrakcyjna. Nie potrafię zrozumieć tych utyskiwań,że jeszcze rzekomo nie oddany bo jakiś meczyk o nic się nie odbył. Stadion był od grudnia gotowy, ale każdy kto trochę ma pojęcia o budownictwie wie, że dopiero kiedy budowa obiektu jest ukończona można przystąpić do robót niejako kosmetycznych. Przy Stadionie trzeba wybudować stację metra, dokończyć przystanek Warszawa Stadion i przebudować skrzyżowanie Zielenieckiej z Zamoyskiego. To musi potrwać. Rzeczą NCS jest takie zagospodarowanie obiektu, aby zarabiał na siebie poprzez organizację imprez cieszących się społecznym zainteresowaniem. Jak nazwać ludzi, którzy z góry zakładają,że się nie uda? To może nic nie robić tylko usiąść i płakać.
Obiektywnie trzeba powiedzieć, że losowanie naszej grupy było dla naszej reprezentacji wyjątkowo korzystne. Lepiej trafić nie mogliśmy. Każdy kto trochę orientuje się w sile drużyn marzył, aby takie zespoły wylosować. Można rozważać, czy lepsi Czesi czy Irlandczycy. Inną sprawą jest czy drużyna narodowa ten dar losu wykorzysta. Utyskiwania, ze rywale nie są zbyt atrakcyjni są przejawem niedorzeczności. Stadiony będą pełne. Więcej ludzi niż mogą pomieścić na nie nie wejdzie niezależnie od przeciwnika naszych.
Niestety mamy do czynienia z dwoma czynnikami niejako subiektywnymi, które nam tę radość mącą a nawet próbują odebrać. Jeden to media a drugi to politycy.
Jest truizmem powiedzenie, że współczesnym światem rządzą media. Niestety w Polsce pracownicy mediów w zdecydowanej większości to nieuki, durnie i ludzie o których można rzec, że z etyką nie mają nic wspólnego. Jeszcze niedawno rozdmuchiwali do niebotycznych rozmiarów każdą nawet najmniejszą sensacyjkę. Dziś kwestionują to co normalne i naturalne i wmawiają nam, ze białe jest czarne. Bowiem ich ulubionym kolorem jest czerń a ulubionym zwrotem wszystko jest żle. Przykładów aż nadto. Ostatni sól rzekomo rakotwórcza. Niektórzy podejrzewają, że część tematów jest niejako podrzucana, aby zniszczyć konkurencję lub utrącić niewygodnych komuś ludzi. Co do ostatnich doniesień odnośnie poruszanego tematu. Stadion Narodowy za długo budowany /w rzeczywistości budowany najkrócej biorąc pod uwagę, że jest np. o 30% większy od Wembley/, najdroższy /spośród stadionów zbudowanych w ostatnich 5 latach jest najtańszy/, nie ma miejsc dla dziennikarzy /są, aż za dużo/. Co do meczu o Superpuchar to powiedziano tyle świadomych kłamstw, że udało się wmówić opinii publicznej, iż mecz się nie odbył bo stadion był niegotowy na gebelsowskiej zasadzie,że kłamstwo powtarzane sto razy staję się prawdą. A przyczyna była prosta: strach policji przed ewentualną kolejną kompromitacją po Bydgoszczy i co ważniejsze niemożność zarobienia przez Ekstraklasę na organizację meczu. Przypominam, że te koszt to ok. 2 mln.zł co oznacza obecność co najmniej 35 tys. ludzi. Skąd by je Pan Rusko z Panem Borkiem wzięli? Oczywiście Pan Rusko nie czekał na orzeczenie Samorządowego Kolegium Odwoławczego i wniosek o organizację meczu wycofał, gdyż było wielce prawdopodobne, że Kolegium nakaże Policji wykonywać jej pracę tj. służbę a nie decydowanie o sprawach które ma tylko opiniować. Trzeba na rzeczy patrzeć takimi jakie są a nie myśleć uszami czyli słuchać media workerów. Ale największym grzechem tych roboli medialnych jest to, że wołają polityków aby nam objaśniali świat. Nie proszą o to fachowców z poszczególnych dziedzin, bo musieliby chociaż wiedzieć o co się spytać. A tak powiedzą: co Pan/i/ na to, a ci jak szakale rzucają się na śmierdzące mięsko i tokują, tokują. Świat widziany oczami polityków jest dla koalicji bielusieńki a dla opozycji czarny jak smoła. Czy oni żyją w tym samym kraju co my? Jeżeli nawet to są ślepi i głusi i swoimi dywagacjami /definicja: rozważania pozbawione sensu/ dowodzą, że losy kraju i nas jego mieszkańców ich w ogóle nie obchodzą. Naprawdę szkoda czasu, aby i jednych i drugich słuchać i powtarzać idiotyzmy, które wygadują. Świadczy to też o zaniku instynktu samozachowawczego u polityków. Skoro bowiem badania wykazują,że ludzie ich oceniają wyjątkowo nisko i ich zwyczajnie nie chcą to po co się pchają jak te wieprze do koryta. Zasługują tylko na politowanie.
I tak mamy do czynienia z dwoma światami: jednym realnym, w którym są radości i są kłopoty i drugim fałszywym, wykreowanym przez media i polityków, który jest nam wrogi. Nie dziwię się ludziom,że ten czarny świat staje się im obcy i że go już mają dość.
Brwi mi się dość wysoko uniosły na tak nieokiełznany entuzjazm w kwestiach infrastrukturalnych. I zawodowo, i hobbystycznie dość dużo podróżuję po naszym kraju, również pomiędzy miastami-gospodarzami Euro. I jak sobie przypominam, co miało być zrobione i zestawiam to z tym, co ewentualnie będzie, to jakoś mi tak niemrawo. Oczywiście, początkowe plany oplecenia Polski gęstą siecią autostrad trzeba było z góry brać z przymrużeniem oka, ale i tak liczyłem na więcej. Znacznie więcej.
Dalej, epicentrum polskiego boomu stadionowego to moim zdaniem nie Euro, a Kielce. Arena Kielc, budowana przecież zupełnie niezależnie od ME, pokazała, że za osiągalne pieniądze można sobie postawić obiekt na miarę własnych możliwości i potrzeb. Za tym przykładem poszło całe mnóstwo małych i większych klubów, czy raczej miast, dzięki czemu od kilku lat stadiony w naszym kraju faktycznie rosną jak na drożdżach. Tyle, że z Euro ma to niewiele wspólnego.
Wreszcie, ja bym bardzo chciał zakładać, że NCS poradzi sobie z zagospodarowaniem SN. Znacznie jednak łatwiej mi w coś uwierzyć, gdy widzę jakieś przykłady, jakieś pomysły na konkretne działania. A póki co, tych konkretów ni widu, ni słychu. Owszem, można robić dobrą minę do złej gry i opowiadać jakieś banialuki o koncertach, meczach reprezentacji, finałach PP, etc. Ale to są właśnie banialuki, które nie wytrzymują jakiejkolwiek konfrontacji z matematyką.
Pełna zgoda natomiast co do diagnozy działań medialno-politycznych. Moim zdaniem z nich właśnie wynika brak mody na piłkę nożną, o którą nawołuje Senator. I tak wracając do "świątecznej" tematyki - o tym, że ME będą u nas (i Ukraińców), wiadomo od niemal pięciu lat. I przez te niemal pięć lat nie słyszymy o święcie, o tym, że przyjedzie do nas (i do Ukraińców) czternaście czołowych reprezentacji piłkarskiej Europy. Ze po polskich (i ukraińskich) boiskach śmigać będą tuzy z topowych rozgrywek, gwiazdy Ligi Mistrzów, La Liga, Bundesligi, Premier League, Serie A, Ligue 1... Że w przewidywalnej przyszłości taka gratka się już na polskiej (i ukraińskiej) ziemi nie powtórzy. Zamiast tego, słyszymy w kółko jakieś pieprzenie o cywilizacyjnych skokach. O tym, że dzięki Euro Polska (Ukraina jakby mniej) stanie się krajem mlekiem i miodem płynącym. Da się wręcz odnieść wrażenie, że ME rozwiążą nam wszystkie palące narodowe problemy, od KRUSu i OFE po reformę emerytalną, od uproszczeń dla przedsiębiorców po zmiany w edukacji wyższej, itepe, itede. Jezzuniu! Jak ja wyprawiam imieniny, to po to, aby dobrze się bawić. I aby moi goście też dobrze się bawili. I jeszcze żeby jeszcze potem mieć co wspominać. Nie oczekuję, że te kilka godzin zapomnienia rozwiąże moje problemy zawodowe, rodzinne, zdrowotne, finansowe (oj, to w ogóle w drugą stronę
Owszem, są w RP środowiska, które na Euro patrzą - delikatnie rzecz ujmując - krzywo. I cały ten "skok cywilizacyjny" to, jak mniemam, oko puszczone właśnie do nich. Zapewnienie, że tak naprawdę to ta ganianina za piłką jest tylko dodatkiem do jakichś wiekopomnych przemian. Po pierwsze jednak, to nie działa. Jeśli komuś wola zbijać kapitał polityczny i realizować własne parcie na szkło poprzez opowiadanie, że stadion wygląda jak kupa, a Euro to igrzyska dla samczych prymitywów, to i tak będzie to robić. I robi. Po drugie, ten niby kosmetyczny zabieg odwraca całą prawdę o Euro. Na Euro liczy się futbol. Cała reszta to dodatek. My sobie z JE panem Zbyszkiem możemy polemizować w kwestii sensowności stadionów, dróg, dworców, etc., ale przecież najpóźniej 8go czerwca te polemiki zakończymy i skoncentrujemy się na murawie, prawda? Jeśli ktoś tego nie czuje, nie rozumie - jego problem.
Obraniak - konia z rzędem temu, kto w momencie debiutu Ludo w biało-czerwonych barwach wiedział, bądź choćby racjonalnie przypuszczał, że trzy lata później będziemy, znaczy selekcjoner będzie mieć do wyboru kilku innych graczy o podobnych walorach. Rafał Wolski to był wtedy bodajże gimnazjalistą, nie?
Boenisch - o poszukiwania lewego obrońcy w polskiej kadrze dałoby się oprzeć dysertację doktorską. Trwają one już od łądnych kilku lat i póki co zaowocowały właśnie Sebastianem. Kuba Wawrzyniak jest arcysympatyczny (uwielbiam faceta
Polanski, Matuszczyk - tu sam widzę najwięcej znaków zapytania. Nie dlatego, że Gienio coś tam kiedyś paplał. Dlatego, że na tej pozycji to my naprawdę przesadnej biedy nie mamy. Choć, rzecz jasna, od przybytku głowa nie boli.
Perquis - tu trochę jak z Boenischem. Trudno zarzucić Smudzie, że się nie starał. Natestował przecież tych stoperów na pęczki. I żaden jakoś nie dawał gwarancji co najmniej przyzwoitego występu na ME. Damien ją w miarę daje. Oczywiście, znów się można czepić braku Żewłakowa w kadrze, braku Fojuta, czy ew. Komorowskiego. Ale co to ma wspólnego z Perquisem?
Sprawa ile można by było zrobić ile zrobiono jak i dlaczego to zostawmy politykom. Jedni będą się chwalić inni negować wszystko. Są pewne fakty które podał JE Pan Zbyszek jak np ten o tempie budowy Narodowego.Moje oczekiwania nie były jakieś mocno ambitne. Co się uda to się uda co nie dokończymy potem.Nie ma sensu spierać się czy można było więcej czy nie, czy można było taniej czy nie itd. Nie w tym dla nas kibiców rzecz. Cieszę się natomiast z faktu że i Ty widzisz w tych mistrzostwach Święto . To jest dla nas kibiców wielkie Święto które być może wielu będzie dane przeżyć tylko raz.
Co do kadry. Jak wiesz tu mnie masz
Jak zwykle jestem niepoprawnym optymistą.Uważam,że zaczęła się moda na piłkę nożną. Po raz pierwszy od kilkunastu lat widziałem w sobotę chłopców grających w piłkę na boisku szkolnym Liceum Konopnickiej przy Madalińskiego.Podobnie na Orliku przy Grottgera/tu też po południami/. Ludzie,których bym o to nie podejrzewał kupują jakieś napoje i zbierają nalepki po to ,aby losować bilety, czy też, pytający mnie w pracy jak wyrobić kartę kibica Legii, bo chcą iść na mecz są tego dowodem. Jest pytanie czy co ostanie się po EURO?. Co do przeszłości to nie tylko ogromne zainteresowanie towarzyszyło imprezom o których piszesz, ale też meczom Legii.W latach 60-tych i70-tych stadion był pełen?poza meczem z UT Arad/, ale największa frekwencja była 04.09.1974r. na meczu towarzyskim z b.NRD. Ludzie przyszli na Stadionie podziękować za medal MŚ.Było nas ze 40 tys. na stadionie o pojemności dopuszczalnej 28 tys..Na ławkach siedziało po 7-8 osób i wszystkie przejścia były zasiedziane.Mimo,ze przegraliśmy 3:1 wiwatom i śpiewom nie było końca.Ludziom potrzebny jest sukces. Ale to za mało.Muszą mieć świadomość,ze uczestniczą w czymś pozytywnym, akceptowalnym. Gdy wmawia im się,że chodząc na stadiony są co najmniej chuliganami to takiego poczucia brak.Ubolewam także na upadającym duchem wspólnoty i uznawaniem wszystkiego za towar. Wszechogarniające i panoszące się chamstwo zbiera obfite plony. Rzeczywiście w czasach mojej młodości nie było do pomyślenia,aby ktoś wpadł na pomysł bojkotu reprezentacji. Spotkałby się z zasłużonym ostracyzmem środowiska.Dziś byle gnojek czy inna łachudra uważa,ze mu wszystko wolno. To trochę zakłóca mój optymizm, ale on nadal we mnie tkwi.
@a c-10.
Zawsze powqtarzam,ze stać cię na więcej niż na łatwiznę. Zawsze można zarzucić,ze można zrobić więcej i zawsze można powiedzieć,ze ,można zrobić lepiej. Tylko,ze jest to intelektualnie jałowe.Trzeba się chwilę zadumać nad tym kto to ma zrobić i za co. A w Polsce ani ludzi
chętnych do ciężkiej roboty ani pieniędzy. W tych warunkach zrobiono więcej niż ktokolwiek śmiał realnie myśleć.
/Trzeba się chwilę zadumać nad tym kto to ma zrobić i za co./
W punkt. Brak takiej zadumy mocno mnie uwiera w temacie SN.
Wiesz, wydaje mi się, że tym razem kość niezgody między nami tkwi w tym, że ja nieco bardziej... optymistycznie oceniam stan naszego społeczeństwa. Nosz kurde, jesteśmy czterdziestomilionowym narodem w samym sercu Europy. Narodem może nieprzesadnie zamożnym, ale też, bądźmy szczerzy, aż taka znowu bida to u nas nie piszczy. A skoro tak, powinniśmy od siebie wymagać. Nie poprzestawać na tym, że udało nam się zrobić jakieś drogi i jakieś dworce, tylko zastanowić się nad tym, dlaczego tak niewiele zostało z początkowych planów. I nie, nie chodzi mi o malkontenctwo, narzekactwo i załamywanie rąk. Chciałbym, abyśmy umieli wyciągnąć wnioski z błędów, które zostały popełnione.
Cieszy mnie natomiast Twój entuzjazm w kwestii chłopaków kopiących gałę na szkolnych boiskach. I bardzo chciałbym, aby ten entuzjazm po Euro nie zwiędł. Czego i Tobie, i sobie, i nam wszystkim wypada życzyć.
Pozdrawiam
@ Senator:
Kurczę, bo ja mam w ogóle tak, że wszystkie te moje zastrzeżenia wyparują ósmego czerwca. OK, teraz się zżymam na to i owo. Paru rzeczy mi żal. Ale właśnie 8.6.12 rozpoczyna się moje święto. I żadna Mucha, żadna Szczuka, żaden Kapler, ani Brudziński mi go nie zabierze