W tym miejscu chcielibyśmy prowadzić naszą futbolową rozmowę "na aucie", czyli dyskusję w tematach, które nie zostały uwzględnione w artykułach w innych działach. Zachęcamy do udziału w naszym swoistym "klubie dyskusyjnym"!
Trybuna jest wolna dla każdego, każdy ma prawo się wypowiedzieć, zabrać głos w dowolnym piłkarskim temacie, w poważnym lub w żartobliwym, ironicznym tonie, obowiązuje freestyle tylko z jednym zastrzeżeniem. Niech poziom wypowiedzi, dyskusji przełamuje stereotyp piłkarskiego kibica jako zacietrzewionego półmózga, pieniacza uzewnętrzniającego swoje frustracje, wylewającego jad i napinającego się dla samej napinki.
Gdy trzeba, spierajmy się, polemizujmy, brońmy własnych poglądów, przekonań, ale zawsze...
TRZYMAJMY POZIOM!


Polecam świetny wywiad z Danijelem Ljuboją z najnowszej Naszej Legii. Bardzo spokojne, ale za to ciekawe spojrzenie doświadczonego zawodnika, który nie z jednego pieca jadł chleb. Wybacz Andrzeju, ale zdecydowanie bliżej mi do iocosusa i jego wizji. Generalnie twierdzenie, że w zespole panował demobilizacja jest bardzo ale to bardzo naciągana. Wystarczyło wpaść na jakiś trening, wystarczyło posłuchać tu i ówdzie o wydarzeniach w szatni zarówno po meczu z Jagiellonia jak i po Lechii. Wybacz Andrzej, ale Twoja wizja nie tyle jest niepoparta żadnymi faktami to wręcz stojąca w opozycji z tymi dość powszechnie znanymi. Dokładnie tak jak z tym wyjściem na miasto po finale Pucharu Polski, którego nie było. Jedną z drużyn w Europie, które w równie "frajerski" sposób jak Legia przegrały wszystko (nie jak Legia) jest Bayern Monachium i PSG. Jednak nikt w tych klubach nie mówi o demobilizacji czy wręcz pijaństwie. Po prostu piłka nożna to mimo wszystko dość złożony sport, w którym błąd popełniony w trakcie jednego mikrocyklu treningowego może przynieść bardzo negatywne skutki kilka cykli później.. Gdy do tego dojdą kontuzje i wyprzedaż jak to miało miejsce u nas to naprawdę nie ma po co szukać dodatkowych powodów. Raz jeszcze polecam wywiad z Ljubo.
Natomiast zdecydowanie i od Ciebie i od Zbyszka różnię się w diagnozie tego wewnętrznego nastawienia. Nie rozprężenie, nie demoralizacja, przepraszam, ale dywagacje jakoby alkohol był przyczyną porażki w Gdańsku absolutnie do mnie nie przemawiają, oprócz tego nie mają żadnego potwierdzenia, nie można wykluczyć, że ktoś w czterech ścianach "dawał w palnik" dla odstresowania, ale że było to zamierzone grupowe bankietowanie "na mieście" po Pucharze jest bzdurą wyssaną z palca. To insynuacja, której zaprzeczają osoby orientujace się w realiach legijnej szatni.
Tak się składa, że Legia końcówkę przedostatniego sezonu miała udaną, gdy udział w pucharach juz sobie zapewniła i mogła sobie pozwolić na grę bez żadnego psychicznego obciążenia. W samych pucharach również wystepowała w roli tego "ubogiego krewnego", który dopiero aspiruje do wejścia na salony, faworytem meczów i z Gazientepsporem i ze Spartakiem z pewnością nie była, w Bukareszcie również zaskoczyła i wynikiem i grą. Legia jeżeli nie boi się porażki, jest w stanie wygrać z zespołem teoretycznie dużo silniejszym od siebie, z pewnością może nawiązać równorzędną walkę, gdy jednak z tyłu głowy pojawia sie presja, lęk przed przegraną okazuje się wiekszy od woli zwycięstwa. To on paraliżuje, powoduje chaos w organizacji gry i zdanie się na indywidualne szarże, długie podania na Ljuboję, jako ostatniej deski ratunku, przed ... kompromitacją. Obawa przed nią siedziała z tyłu głowy przez cały okres liderowania, w końcu się zmaterializowała.
Skorża takiej presji z drużyny zdjąć nie potrafił, ale byle "zamordysta" tez by tego nie zrobił, "golimy frajerów" jest dobre gdy zespół jest pewny swojej wartości i byle stracona bramka jej nie podkopuje, okazuje się, że w Legii wiosną tak nie było. Moim zdaniem, nie brak motywacji ale jej nadmiar, presja odniesienia sukcesu, obecna w głowach piłkarzy, była przyczyną takiego, a nie innego obrazu gry w wiosennych meczach.
Nie na darmo, Małysz uparcie cedził mantrę, że liczy się tylko udany kolejny skok, to tak jak wielu sportowców i trenerów choćby Jurgen Klopp powtarzający: "Nie liczyliśmy, tylko graliśmy z założeniem, że mamy wygrywać każde spotkanie. Im rzadziej piłkarze patrzą w tabelę, tym korzystniej". W Legii to się nie udało!
Ja przez cały okres pracy Skorży miałem mnóstwo uwag i pretensji za styl jaki ten trener narzucił Legii. Natomiast, uważam, że to nie ten styl, nie magiczny trójkąt spowodował, że przegraliśmy sezon. Uważam również, że przyczyną nie było również odejście tych 3 piłkarzy. Za główną i decydującą przyczynę uważam rozprężenie w szatni, kompletną demobilizację zespołu a może nawet, co między wierszami sugeruje Zbyszek, demoralizację. Niestety, prawda jest taka, że jeśli w pewnym momencie piłkarze poczują się zbyt pewnie, to następuje naturalne "odpuszczenie". Nie ma w tym nic dziwnego, historia piłki zna mnóstwo takich przypadków, gdzie w pewnym momencie zespół się "rozjeżdżał". Jeśli ktoś przez 10 lat codziennie zmusza organizm do wysiłku, to w pewnym momencie zaczyna mieć dość i zaczyna szukać sposobów na to jak tu się nie przemęczyć a zrobić dobre wrażenie na treningu. No ale to potem wyłazi w meczach.
No i tutaj dochodzimy do sedna. Skorża ewidentnie sobie z tym nie poradził. Nie poradził sobie z dwóch powodów. Po pierwsze, w ogóle nie miał wsparcia w działaczach i piłkarze po prostu to widzieli a po drugie nie ma charakteru tyrana i nie należy do ludzi, którzy na hamletowskie pytanie odpowiadają "Jasne, kurwa, że być!".
Zmiana dla samej zmiany, oczywiście jest zupełnie bez sensu. Żeby myśleć o takiej zamianie należałoby najpierw dokładnie przeanalizować jakie zostały popełnione błędy i czy te błędy nie zostaną powtórzone w przyszłości. Moim zdaniem, przyczyną takiego a nie innego zakończenia sezonu nie było odejście Rybusa i reszty, tylko zwykła stagnacja w drużynie. Odejście Manu, Koseckiego a potem Rybusa i Borysiuka spowodowało, że w pewnym momencie ławka zrobiła się bardzo krótka a pewna grupa piłkarzy poczuła się bardzo pewnie. Zresztą, identyczny problem miał Urban. Tylko, że różnica pomiędzy Urbanem a Skorżą jest taka, że pan Jan nie miał praktycznie żadnej alternatywy dla Iwańskiego, Rybusa czy Chinyamy. Skorża jak najbardziej miał. Wspomniani Kosecki i Manu, Żurek, Łukasik, Furman, Novo, Blanco. Było z kogo wybierać ale uparcie stawiał na "swoich" i na koniec jego pupile załatwili go na cacy, bo w pewnym momencie zrobiło się za późno na rewolucję. Teraz pojawia się pytanie, czy Skorża jest w stanie ustrzec się tych błędów w następnym sezonie? Czy posiada na tyle silny charakter, żeby posadzić gwiazdy na ławkę wtedy, gdy na to zasługują? Po aferze z Rzeźniczakiem i Staruchem ja w to szczerze wątpię. Po tym wydarzeniu Skorża jawi mi się jako wyjątkowy konformista a tacy ludzie raczej nie stają się liderami, o których mówi cały kraj. Legia, to taki polski Real - drużyna cholernie trudna do prowadzenia, bo każdy piłkarz uważa się tutaj za gwiazdę.
przepraszam za off topa ale być może ktoś z Was chciałby wesprzeć najnowszą legijną akcję charytatywną:
http://forum.legionisci.com/showthread.php?t=13738
na razie licytowane są szaliki ale warto regularnie zaglądać do tematu bo w zanadrzu mamy kilka prawdziwych perełek
Tak więc musisz córkę zabrać na porządne ciacho a Senatora oczyścić z zarzutów i to jeszcze przed wycieczka.
Powtórzę to jeszcze raz: jest dla mnie absolutnie naturalne, że dla każdego kibica jego klub jest tym jednym, jedynym, najwspanialszym. I nieistotne, czy ten klub to Legia, Cracovia, Górnik Wieliczka, czy Nadnarwianka Pułtusk. Ba, uważam nawet, że jeśli ktoś twierdzi, że jego klub nie jest najlepszy na świecie, bo coś tam, to dupa z niego, nie kibic. Natomiast próby uzasadniania tej "najlepszości" w jakikolwiek rzekomo racjonalny sposób po prostu muszą się skonczyć wesoło.
Czasem jest to ujmująca zabawność, jak u Ciebie. Czasem taka groteska, jak u Pękackiego, gdy człowiek nie wie - śmiać się dalej, czy przestać, bo to naprawdę nieładnie? Na podstawie jakiegoś meczu sprzed czterech (!!!) lat chłopak wysnuł sobie wniosek, że gdyby kibicował Zagłębiu, interesowałoby go tylko to, czy to Zagłębie skończy nad, czy pod Legią. Geniusz. Istny geniusz.
Coś ponad dekadę temu przez bity miesiąc zajmowałem miejsce na pudle w kurnikowym rankingu scrabble'a. Pierwszy nigdy nie byłem, ale dwa razy z rzędu udało mi się opstrykać lidera. Za drugim razem strasznie się wściekł i coś mi tam brzydkiego nawypisywał. Czyli co? Jestem myszczem nad myszcze i arcymyszczem myszczów, tak?
mentorski ton i odsyłanie do literatury niewiele wnosi do dyskusji
Azali Mocium Panie to do mnie skierowany przytyk?
Nie chcąc popełniać pierwszego z grzechów głównych zdaje się że nie odsyłałem nikogo do tego co przeczytałem jako warunku prowadzenia dyskusji. Tym bardziej że bliskie jest mi sentencja pewnego melancholika, wieszcza urodzonego w obrębie dzisiejszej Białorusi, "fanatyka" mrówek i bawolich rogów:
"Wiedzę możemy zdobywać od innych ale mądrości musimy nauczyć się sami"
Więc grzecznie proszę, odpuść
Nie bądź taki dowcipny. Podejrzewam, że z Wallesem przebijamy średnią czytania książek w Polsce kilkadziesiąt razy. Naprawdę żaden wstyd.
Pozdrawiam.
Jak już ustalicie listę lektur, które trzeba "zaliczyć" dajcie znać. Chętnie nadrobię i podyskutuję.
Jak zrozumiałem wiedza nabyta z doświadczeniem się nie liczy.
@ Bolek
Wiesz co wypowiedzi naszego trenera Młodej Legi też mnie irytują. Całe szczęście mają się nijak do jego działań z zespołem, a to te ostatnie są dla mnie najważniejsze.
@ Senator
Wiesz co, ja nie wiem czy bym chciał kogokolwiek z Polonii Warszawa. Może za wyjątkiem Wladimira Dwaszwiliego, choć nie do końca takiego piłkarza poszukujemy.
@ All
Końcówka Premiership fenomenalna, ale zakończenie Primera Division też niczego sobie. Przynajmniej jeśli chodzi o poziom emocji dla ekip z dołu tabeli. Kto przed sezonem założył, że Villareal opuści grono klubów tamtejszej ekstraklasy? I to w takich okolicznościach.
Fajnie to napisał bloger "Marek zostaw Sokół bij .
Cóż poradzić jeśli w lidze można zająć tylko jedno z dwóch miejsc albo za Legią albo przed.
To jest to punkt odniesienia jest tylko jeden szanowny kibicu innej drużyny
Permanentna inwigilacja
"Na Lechię wyszliśmy taktyką 4-4-2. Po pierwsze, miałem odpowiednich wykonawców do realizacji tego ustawienia"
Chyba oczywistym jest, że 4-4-2 to ustawienie przestarzałe, a już argument o tym, że ustawienie dobrał pod wykonawców, a nie wcisnął wykonawców do swojego wymarzonego ustawienia zakrawa na herezję.
Kończąc wątek dysputy ze Zbyszkiem to chciałem tylko zauażyc że gdybym teraz uderzył w podobny ton i powołał się na książkę, która podobno "zmieniła współczesny świat", Petera F.Druckera "Praktyka zarządzania", oraz na to np. że specjaliście nie wolno dawać nadzoru administracyjnego bo się go zabija to do czego byśmy doszli? Chyba tylko do tego że moja książka kupowana w 1994r kosztowała 550.000 złotych
Pozdrawiam
Pięknie napisane. Sól futbolu cały tragizm i radość obcowania. Tak jak JE jestem pewny że w tych ostatnich chwilach nikt z nich o pieniądzach nie pomyślał przez ułamek sekundy. Wrócę jednak na chwilę do pana sporu z szlachetnym Wallesem. Jego znam osobiście pana jeszcze nie miałem przyjemności poznać ale wiem jakiego wychował pan syna. Nic nie ryzykując śmiało napisze że dałbym sobie ten mój gupi łeb odrabiać jeśli się mylę że JE pan Zbyszek i szlachetny Walles w takich sprawach jak pryncypia, ludzka przyzwoitość i ogólnie przestrzeganie norm etycznych zgadzają się z sobą w 100%
PS: mam nadzieję że piekarz pana nie dotknął, ja ostatnio coś w tą ideę przestaje wierzyć, jakiś ten świat taki chujowy (przepraszam) widzę.
A finisz Ligi Angielskiej. Palce lizać. Musimy się długo uczyć. Ci płaczący kibice MC i żadnego ubliżania własnym piłkarzom, żadnego rzucania czegokolwiek. I muszą się uczyć piłkarze co to znaczy szacunek do własnego zawodu. Niech ktoś nie tłumaczy, że Oni tyle dają z siebie dla pieniędzy. Oni to robią przez szacunek dla siebie. Oni walczą do końca a nawet dłużej o honor, o to, żeby móc spojrzeć w oczy swoim bliskim, ale i wiernym kibicom. Pokazali, że warto być piłkarzem. I na koniec wbiegli na boisko kibice i jakoś nikt nie uznał tego za zbrodnię i nie wysyłał policji z gazem i pałami, aby coś zrobiła. Oni nie mieli komuny i nie mają tych obrzydliwych nawyków niszczenia wszystkiego co trochę inne. Wszystko razem cudowne. Oglądanie naszej ligi i naszych pożal się Boże zawodowców i tych pożal się Boże kibiców to w czystej postaci masochizm.
Dziś połowa Manchesteru pije ze szczęścia, zaś druga pija na umór próbując utopić swoje smutki. Ci którzy na minutę do końca wyścigu nazywani już byli frajerami roku trzy minuty potem noszeni byli na rękach. Tylko trener Mancini w wywiadzie pomeczowym zauważył, że od piekła do nieba była bardzo, ale to bardzo blisko.
Eh, gdyby Janek Gol wykorzystał te dwa strzały z pierwszych minut meczu z Lechią Gdańsk. Było by niebo, a tak...
Ten mecz pokazał, że nie nie tylko nasi piłkarze muszę się jeszcze wiele uczyć. Trafiliśmy na zmotywowanego rywala który bezlitośnie obnażył nasze braki w wyszkoleniu. Niemcy dzięki swojej pookładanej grze mniej biegali, mniej musieli walczyć. Nasi piłkarze tylko swojej ambicji i szczęściu zawdzięczają jednobramkową porażkę. Gdybyśmy przegrali różnicą trzech też by nie było niesprawiedliwie.
Jak było dziś widać, już nie tylko czysto piłkarsko odstajemy od Europy, ale taktycznie i szkoleniowo również.
Zwolennicy ruchu against modern football ostatnio mają swoje pięć minut. Jeśli jednak popatrzymy na końcówkę dzisiejszej ligi angielskiej to przyznam szczerze można mieć wątpliwości czy takie emocje nie wybijają nawet tych sensownych argumentów.