- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Mariusz Walter nadal marzy
W dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej ukazał się obszerny wywiad z Mariuszem Walterem. Choć jeden z głównych animatorów inwestycji ITI w Legię obecnie stoi "całkowicie z boku", co sam przyznaje pytany o aktualny wpływ na klub, to jednak jego opinie i przemyślenia z pewnością pozostają dla nas interesujące.
Na rozmowę przeprowadzoną przez Roberta Błońskiego i Rafała Zarzyckiego czekałem z dużą niecierpliwością. Mariusz Walter moich oczekiwań raczej nie zawiódł, choć, patrząc z pozycji czytelnika, dzisiejszy wywiad nie wydaje się ani tak otwarty, ani tak głęboki jak pamiętna rozmowa Waltera z Michałem Okońskim, która dwa lata temu została opublikowana na łamach Tygodnika Powszechnego. W dzisiejszym materiale liczyłem na bardziej dogłębną analizę bieżącej sytuacji finansowej na linii ITI - Legia, nie można jednak wykluczyć, że nie ma możliwości prowadzenia publicznej dyskusji o szczegółach związanych z tą kwestią, nie sądzę bowiem, żeby tak wytrawny dziennikarz jak Robert Błoński nawet nie próbował 'wyciągnąć' z Waltera w tym obszarze czegoś więcej.
O Mariuszu Walterze pisałem ostatnio ponad rok temu, tuż po rezygnacji, która nastąpiła po niesławnej porażce z Lechią w Gdańsku. Dziś Walter pośrednio potwierdza moje ówczesne tezy, zgodnie z którymi postanowił wziąć na siebie odpowiedzialność nie tylko za straconą szansę na mistrzostwo, ale też za błędny dobór wykonawców, którym powierzył prowadzenie Legii, wypowiadając się w sposób następujący:
- (...) Zadzwoniłem do Warszawy i oznajmiłem, że rezygnuję z funkcji prezesa rady nadzorczej. Zamierzałem wstrząsnąć osobami, które nie były w stanie zdobyć podawanego na tacy mistrzostwa (...). Liczyłem, że przed gabinetem ustawi się sznur: prezes, zarząd, dyrektor sportowy, trener, i jeden po drugim zrezygnują. Przeżyłem wielki zawód.
Motyw zawodu, rozczarowania, jakiego dostarczyli Mariuszowi Walterowi ludzie desygnowani przez niego do rządzenia Legią, pojawia się w tym wywiadzie jeszcze kilkukrotnie, choć przeważnie nie wprost i bez konkretnych nazwisk. Tak dzieje się choćby w przypadku pamiętnego 'zaciągu truskawkowego' i baneru wiszącego w centrum Warszawy:
-To była konsekwencja zachowań pracowników klubu, którzy mówili "ja za to odpowiadam, więc mi się nie wtrącaj". Nikt ze mną nie uzgadniał i nie konsultował, kto jest wart wielkich plakatów.
Pytany o możliwość samofinansowania Legii, Walter wypowiada się w podobnym tonie:
-Pan Leśnodorski obiecał, że najpóźniej w 2015 roku ten mechanizm zacznie hulać. Do jego poprzedników za późno straciłem zaufanie. Nie mieli zielonego światła, a i tak robili, co chcieli.
Czytając powyższe słowa, można dojść do wniosku, że zeszłoroczna trauma koniec końców wyszła Legii na dobre, ponieważ pośrednio doprowadziła do wielu pozytywnych zmian, przede wszystkim personalnych, także organizacyjnych. Sam Mariusz Walter podkreśla tu choćby rolę Rafała Wyszomierskiego, specjalisty z TVN, 'ubłaganego' o zajęcie się finansami Legii w lecie zeszłego roku.
Być może trochę to co prawda niepokojące, że to samo optymistyczne zaufanie względem współpracowników, które wyrzuca sam sobie za minione lata, Mariusz Walter wydaje się obecnie wykazywać względem Bogusława Leśnodorskiego i nowego zarządu Legii. Padają, zgoła sensacyjnie brzmiące z ust Waltera, słowa o dokonanym "ucywilizowaniu" kibiców oraz o "pierwszym całkowicie samodzielnym i odnoszącym sukces zarządzie". Z drugiej jednak strony, trudno żeby współwłaściciel Legii w tym momencie wysyłał w świat przekaz o treści innej niż pełnej poparcia dla rzutkiego, energicznego prezesa, który jak do tej pory kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Kibice mogą sobie pozwolić na znacznie mniej publicznej dyplomacji, więc w odpowiedzi na opcję '2015', powtórzę słowa, które pisałem kilka tygodni temu - zbyt często w przeszłości słyszałem teksty o czekaniu 'X' lat na Legię, która zacznie sama na siebie zarabiać, żeby teraz traktować taką wizję jako pewnik, na którym można byłoby oprzeć aktualny model funkcjonowania klubu, czy planować przyszłe wydatki inwestycyjne. Po prostu - pożyjemy, zobaczymy.
Mariusz Walter jest kolejnym człowiekiem związanym z Legią, który (nie pierwszy raz zresztą) rzuca światło na stopień złożoności zadania, jakim jest budowa ośrodka na potrzeby Akademii:
-Tereny wokół Warszawy są bardzo drogie i nie znaleźliśmy niczego, na co byłoby nas stać (pogrub. gaw.). Ostatnio wróciła sprawa obiektów Hutnika. Wiceprezydent Warszawy, burmistrzowie Żoliborza i Bielan chcą, by powstała tam Akademia. Tylko kto za nią zapłaci? Zwłaszcza, że nie ma wody, światła i kanalizacji. (...) Dlatego mamy namierzony teren w Ożarowie. (...). Jeśli zarząd powie "tak", to Akademia się tam przeniesie - jest dobry dojazd, baza może powstać w półtora roku.
Walter przekonuje, że na punkcie Akademii ma "hopla", o czym świadczy choćby fakt, że nie zrezygnował z funkcji w jej radzie nadzorczej. Co prawda jego wizję Akademii jako "kulturalnej grupy sportowców z ambicjami" uważam za nadmiernie, powiedzmy, przedwojenną, ale pasji, z jaką Mariusz Walter wypowiada się o legijnej młodzieży lekceważyć nie można, wręcz przeciwnie, należy ją szanować i doceniać.
Jak rzekłem, w wywiadzie brak drażliwego motywu wysokości zaangażowania finansowego ITI w Legię i możliwości (oraz ewentualnie sposobów) odzyskania wyłożonych środków. Brak twardego "pieniądze muszą wrócić do pożyczkodawcy", które padło w wywiadzie Okońskiego. Próbując wydobyć coś 'między wierszami', wydaje się, że tym razem spekulacje mogą wędrować w kierunku odwrotnym do spodziewanego - można pokusić się o ostrożny wniosek, że Legia otrzymała od ITI nowy kredyt zaufania, nie jest już gorącym kartoflem, z którym wszyscy mają problem, a presji na szybkie odzyskanie kapitału, obecnie nie ma. Cytowany już rok 2015 zdaje się świadczyć o tym, że Leśnodorski ma jeszcze minimum dwa pełne sezony spokoju w realizacji swojej wizji budowy 'samofinansującej się' Legii. Mariusz Walter stwierdza również, że Leśnodorski i Wyszomirski wiedzą, ile mogą, uwaga, 'uszczknąć' z grupy ITI, co sprawia wrażenie, że ITI jest gotowe nadal dokładać do Legii, choć, jak zastrzega Walter, nie do transferów. Taka interpretacja stoi w zasadniczej sprzeczności z przekazem, który płynął z klubu jeszcze kilkanaście miesięcy temu i skutkuje powrotem pytań o przyczyny zmiany frontu w wewnętrznych relacjach. Czyżby udane transakcje sprzedażowe grupy ITI, w pewnym sensie kupiły Legii więcej czasu?
Przyznam, że jednym z kołatających mi w głowie możliwych wyjaśnień powyższych wątpliwości, było podejrzenie, że ITI mimo wszystko przygotowuje się do sprzedaży Legii i chce, żeby 'towar' sprawiał względnie korzystne wrażenie, w końcu jednorazowa transakcja za odpowiednią kwotę to chyba lepsza perspektywa dla odzyskania części kapitału niż oczekiwanie na pieniądze, które Legia miałaby nagle zacząć zarabiać, po czym dzielić się nimi z ITI. Tu jednak Mariusz Walter stanął w 100% w opozycji wobec moich podejrzeń, jasno deklarując, że Legia "nie jest na sprzedaż". Być może to chwyt, dostosowany do pojawienia się w pytaniu przejaskrawionej kwoty stu milionów euro wyłożonych 'przez szejka', ale kolejne stwierdzenie brzmi równie serio:
-Przydałby się wspólnik, ale nie na poziomie kwalifikującym go do zarządzania klubem (pogrub. gaw.)
Mariusz Walter stoi z boku, nawiasem mówiąc, może to lepiej tak dla niego, jak i dla Legii, ale po tych wszystkich latach, nadal mu zależy, nadal chce być kojarzony z budową czegoś więcej niż tylko stadionu, nadal chce przejść do historii jako twórca kolejnej w dziejach Wielkiej Legii.
I za ten upór wymieszany z nutą kibicowskiej zawziętości go lubię.


Stąd zapewne ta zmiana retoryki odnośnie finansów. W kąt odeszło wspomniane przez Gawina "pieniądze muszą wrócić do pożyczkodawcy". Zamiast tego mamy dwa zdania, jedno o możliwości uszknięcia "co nie co", a drugie o... prośbie do ewentualnego kupca. Prośbie o wstrzymanie się, najlepiej do momentu spełnienia tytułowych marzeń pana Waltera. Legia znów grająca w ćwierćfinale Ligii Mistrzów. No cóż, przekaz jest jasny, Walter znów zaczął wierzyć. Jeszcze rok temu miał dość, gotów rzucić wszystko w diabły. Dziś wierzy, że jednak być tak jak to kiedyś widział.
Ale czy możemy się dziwić, wszak jego Legia Warszawa zaczyna grać w Europie, młodzież jest wychowywana z czarną-eLką na piersi, a w lidze trwa walka o najwyższe trofea. Trzeba przyznać, że były to nad wyraz piękne marzenia a obecnie ich realizacja jest na wyciągnięcie ręki. Gdy dodać do nich dążenia do samofinansowania się, to trzeba uznać, że ITI (a raczej panowie Walter i Wejchert) osiągnęłoby to co zamierzało od samego początku. Dla mnie bomba.
1. ani słowa o pożyczce,
2. kupiliśmy klub, żeby pokazywać go w TV,
3. klub nie jest na sprzedaż,
4. szukamy partnera, ale nie zarządzającego.
I jeśli gdziekolwiek miałbym szukać choć cienia myśli o pożyczce, to w tym ostatnim punkcie.
Spokojnie mogę sobie wyobrazić, że chcą znaleźć kogoś, kto przejmie 25-40 proc. akcji klubu, zapłaci za to w gotówce ITI lub spadkobiercom p. Wejcherta (to w końcu oni sprzedadzą akcje), będzie się dzielić z ITI ew. bieżącymi kosztami utrzymania klubu, a ITI nadal będzie mogło eksploatować Legię medialnie (bo przecież nie tylko o telewizję chodzi [kodowaną i nie], ale też sieć i prasę).
Pamiętajmy zresztą, że zapowiedzi utworzenia legijnej telewizji, wycofania się z łączonej sprzedaży praw telewizyjnych czy inwestycji telewizji nc+ w sport (w szczególności przeróżnej maści transmisje piłkarskie) to cały czas są bardzo zbieżne interesy ITI i Legii - zarówno ich obu razem, jak i z osobna (bo Legia bez wątpienia może być zarówno wabikiem dla mas, jak i doskonalym kontentem premium dla wybranych, chętnych do dodatkowego płacenia).
Zresztą partnera pozyskuje się najlepiej, gdy sa wyniki i nie trzeba dokładać. Dlatego myślę, że nawet na taki alians poczekamy jeszcze co najmniej pełen sezon piłkarski.
Ja śpię spokojnie(j).
Przeszkadzają mi drobne nieprawdy przemycane w tej rozmowie, choćby o Wyszomierskim. Jakim cudem miał zostać "ubłagany" latem 2012, skoro sam podaje na swoim profilu w LinkedIn, że stanowiska w Legii piastuje od roku 2011? Każde takie zaburzenie ciągu przyczynowo skutkowego, każda taka fałszywa anegdota każe poddawać w wątpliwość wiarygodność innych poruszanych kwestii. Jeszcze do tego wrócę.
Kolejna sprawa - 20-letnia umowa na gastronomię na stadionie. Jak p. Walter, w chwili zawierania umowy przewodniczący rady nadzorczej, mógł o niej nie wiedzieć? Bo sprawia wrażenie, jakby dowiedział się o niej ostatnio, kiedy zrobiło się w tym temacie głośno. Ciekawe, jakie w tej sytuacji rzeczy "przyklepuje" z udziałem p. Waltera rada nadzorcza Akademii...
Przeraża mnie zdanie "Udało się ucywilizować kibiców". Gdyby uwierzyć, że p. Walter naprawdę tak sądzi, to by oznaczało, że kompletnie nie rozumie tego, co się działo wokół Legii przez ostatnie dziesięć lat - ani tego, co wciąż się dzieje. Kibice nie zostali "ucywilizowani", rzekłbym nawet, że wieloletnia wojna prowadzona przeciwko fanom przez klubowych działaczy doprowadziła do znaczącej radykalizacji postaw i poszerzenia katalogu zachowań uznawanych na trybunach za akceptowalne.
Wobec powyższego chyba wolę wierzyć, że p. Walter świadomie w tym wywiadzie w wielu sprawach mija się z prawdą, wiedząc, że rozmawia z osobami, które ze względu na brak umiejętności lub chęci nic z tym nie zrobią. Miał pecha o tyle, że te same cechy rozmówców sprawiły, że wywiad poszedł w formie, w której paru bardzo oczywistych wpadek w żaden sposób nie ukryto.
Nawiasem mówiąc, wydaje mi się dość poważną wpadką "GW" konsekwentne stosowanie wersji Wyszomirski, podczas kiedy członek zarządu Legii i osoba w biznesie mająca zdaje się dość wysoką pozycję nazywa się Wyszomierski.
Na początku napisałem, że ten wywiad mi się nie podoba. Wyjątkiem jest jego zakończenie: "W polskim futbolu pieniądze są, ale nie ma pomysłu na ich sensowne wydawanie. Doskonale za to potrafimy je trwonić". To moim zdaniem całkiem trafne podsumowanie dekady Legii we władaniu ITI.
Reszta wywiadu nie zawierała jakiś rewelacji.
Ważna bo nowa o całej reszcie wiedzieliśmy lub się domyslalismy
Dodam od razu, że moja opinia o panie W. nie wyklucza wiary w poprawę działania klubu jakiej jesteśmy świadkami i nadziei, że ten stan nie jest chwilowy, lub (co gorsza) przypadkowy.
- "Ważna bo nowa o całej reszcie wiedzieliśmy lub się domyślaliśmy "
Chyba nieuważnie przeczytałeś tekst Gawina, bo on sam zaznaczył, że ten wywiad rzucił nico światła na sprawy w stosunku do których miał wątpliwości. Podobnie wypowiedział się w komentarzu Niuniek, a Ty mówisz wszystko wiedziałeś? Szkoda, że nie napisałeś, bo okazji było już kilka. Mowa oczywiście o finansach i dalszych planach właściciela w stosunku do klubu. Zresztą czy to nie Ty niedawno pisałeś, że szykują się do sprzedaży? To jak wreszcie
z tą wiedzą? Dla mnie (i jak widać nie tylko) to równie ważne jak to, o czym napisał Moros, czyli nasza akademia.
Ja oczywiście rozumiem, że ten wywiad nie zaspokoił Twoich potrzeb, lub po prostu spodziewałeś się czegoś innego, ale pisanie, że nic w nim nie ma, jest chyba jednak odrobinę przesadzone.
@ QD
Wiesz co, nie chcę bronić Waltera, bo nie znam gościa. Owszem słyszałem, że to w sumie fajny i kulturalny facet, czyli to o czym pisał Zbyszek. Niemniej jednak chciałbym zauważyć, że jak się znasz na biznesie to niekoniecznie na wszystkich jego aspektach. Czasem bywa tak, że gdy nie wyznajesz się na specyficznym rynku, zostawiasz to "fachowcom". Niestety często dość późno orientujesz się, że to byli fachOFFcy. Ba, powiem szczerze, że jak na razie model jaki mieliśmy w Legii to najpopularniejszy model w tym kraju. Tak to wygląda w Cracovii (teraz ponoć lepiej) o czym może napisać a-c10, za miedzą w Wiśle (wiemy gdzie obecnie jest), po trochu w Polonii i chyba wszędzie tam gdzie jest właściciel i są jakieś pieniądze. Wiem, że to może dziwne, ale wcale nie takie odosobnione jak widać.
Powiedzcie mi Panowie jak to jest, że człowiek patrzy jak banda oszołomów wyrzuca jego pieniądze w błoto i nic nie robi? Trochę to dziwnie mi wygląda, że prezes/właściciel widzi jak się wszystko sypie, ale się twardo nie wtrąca i daje się zakrzyczeć. Skoro facet pozwala by go tak kręcili to nie ma prawa zostać biznesmenem tej klasy! Przecież on nie wygrał tych pieniędzy na szkolnej loterii i teraz wydaje na spełnienie jakiś tam marzeń. On je zarobił! Współtworzył finansowego kolosa, a teraz nie ma serca kogoś wylać? Litości!
Z góry, przepraszam, że odpowiem banałem na wyrażone w zacytowanym fragmencie Twoje wątpliwości.
Finansowanie klubu piłkarskiego w Polsce to inny rodzaj działalności finansowej, organizacyjnej, interpersonalnej niż założenie i prowadzenie poczytnego czasopisma czy mocno oglądanej telewizji. Taka jest, moim zdaniem, odpowiedź na Twoje pytanie.
To się wydaje proste - trzymać rękę na pulsie, być blisko wszystkich spraw, czytać każą umowę i rozliczać wykonawców. Józef Wojciechowski tak robił. A teraz, gdyby przeliczyć straty finansowe na miesiące spędzone w fotelu właściciela klubu, to by się okazało, że pilnujący swojego biznesu bardziej niż Walter Legii, Wojciechowski wygenerował je większe.
O tym, jak dobranie właściwych, tzn. uczciwych i kompetentnych, ludzi jest trudne świadczy, moim zdaniem, przykład Jóźwiaka. Facet związany z Legią, i w czasach, gdy odnosiła wielkie sukcesy i w czasach, gdy ledwie zipała, zawiódł na skalę mniej więcej taką jak Trzeciak, a teraz jeszcze sobie pozwala na kąśliwe wypowiedzi. A np. sprowadzając w 2005 r, Ouattarę kompetencje, wydawało się, miał niezłe.
To jak takim ludziom jak Jóźwiak nie można zaufać, to komu można? Że powinien był Walter szybciej reagować? Powinien był, ale i to by nie uleczyło sytuacji. Wojciechowski reagował i jak się skończyło?
Wejrzyj w swoje sumienie i sam sobie odpowiedz na pytanie: czy byś lepiej pokierował Legią, przejmując ją w 2004 r., w takim stanie wiedzy o piłce, o zasadach rynku, etc., jaką wówczas miałeś? Dzisiaj wszyscy jesteśmy mądrzy.
Co prawda nie zgodzę się by założenie koncernu medialnego (w odróżnieniu od prowadzenia firmy budowlanej, która zdaje mi się stosunkowo węższą dziedziną) i prowadzenie klubu różniło się aż tak - i tu o tu wszystkiego się samemu nie ogarnie, więc polega w 99% na umiejętności doboru ludzi jakimi się otacza i ocenie ich potencjału. ITI musiało mieć jednak naprawdę wyjątkowego pecha, że praktycznie tylko jeden dział (akademia) działał bez większych zgrzytów.
Ja nie odnoszę się do tekstu sir Gawina a do wywiadu. Ale jeśli już to sir Gawin zauważa że brakuje mu analizy obecnej sytuacji finansowej Legii. Co nowego jest w tym wywiadzie? Podtrzymuje zdanie że prócz nowej teoretycznej siedziby akademii w Ozarowie nic. Bo przecież że nie ma chętnego aby ośrodek sfinansował już nowością nie jest. Czy pamiętasz Sulejowek? Niby była przychylność władz burmistrza i kogo tam jeszcze tylko pieniędzy nie było. Mówisz że wiemy że Walter nie sprzeda Legii.Cóż to za nowość. Guglarz Iocosus wygogluje ze trzy takie tytuły z przed lat. Śmiem twierdzić będą cyklicznie ustawione co dwa lata. Mnie bardziej przekonuje stara prawda- wszystko jest na sprzedaż za odpowiednią kwotę. Sir Gawin doskonale wybrał tytuł. Tak pan Walter ciągle marzy i tu też nie ma niespodzianki. Ma te same marzenia obecnie co miał w momencie kiedy kupował nasz klub. Sorki przewielebny spartaczony wywiad.
Mam taki obraz w głowie, pewnej dychotomii, z jednej strony Walter przyznaje, że zbyt wielkiego wpływu na obecną doraźną politykę klubu nie ma, bo i temu zaprzeczyć nie może, ale z drugiej strony przedstawia to jako jego własny wybór i chce się zaprezentować jako „prawowity patron” klubu, który dzierży wpływy na jego losy, w układzie właścicielskim ITI w odniesieniu do Legii nie pozwoli się zmarginalizować, jest tu ciągle jednym z głównych rozdających karty.
Może mylnie i błędnie, ale we mnie jest przekonanie, że w gronie udziałowców ITI zbyt wielkiej jedności dążeń i celów to w tej chwili nie ma i w odniesieniu do całej korporacji i w uwzględnieniu do Legii. Następują przewartościowania, zmiany strukturalne, fuzje, sprzedaże. Mówimy o kompetencjach korporacyjnych, a zobaczmy jakiego gniota wizerunkowego wysmażono przy okazji powstania NC+. Czy w sprawnie funkcjonującej organizacji coś takiego by było możliwe. Czy Walter z Ś.P. Wejchertem, kilka lat temu wstecz, w dobrze funkcjonującym, współpracującym duecie na coś takiego by sobie pozwolili? Do takiej wizerunkowej wtopy dopuścili?
Świetnie uzupełniającego się tandemu, wizjonera z branży medialnej ze sprawnym organizatorem, buchalterem, który stworzył ITI już nie ma, rozpadł się jeszcze za życia Wejcherta, obecnie jest triumwirat, czy w pełni zgodny i współpracujący?
To kontekst mojego postrzegania wywiadu, a teraz bezpośrednie refleksje.
Mariusz Walter jako jeden z głównych udziałowców ITI głośno i wyraźnie mówi, że jest przeciwny sprzedaży Legii.
Jako domysł, dopowiem, że moim zdaniem ma w tym sojusznika, który zmienił lub raczej wpływa na nastawienie do Klubu Aldony Wejchert i Bruna Valsangiacomo. Senator dobrze napisał, że nie ma rzeczy nie na sprzedaż, słowa są tylko słowami, ale w rachubach ze zdaniem Waltera trzeba się liczyć, on to właśnie nie w zaciszu gabinetu, ale głośno publicznie zakomunikował.
Zgodnie z przekazem z wywiadu, wpływ na doraźną politykę klubu przez Waltera jest ograniczony, Leśnodorski jeżeli konsultuje jakieś swoje posunięcia finansowe z ITI robi to za pośrednictwem Kostrzewy lub Valsangiacomo. Walter to samemu przyznaje, ale jednocześnie przestrzega: „Nie widzę konieczności interwencji czy korekt, choć w każdej chwili może się to zmienić.” Czyż nie jest to podkreślenie pozycji, którą posiada?
Wtręt o Wyszomierskim postrzegam jako o tyle znaczący, że tu nie o czas chodzi, ale o osobę, która sprawiła, że „sprawny rygorystyczny finansista” w klubie się pojawił. Były dywagacje z czyjej inspiracji to się stało, sam byłem gotów przychylić się do zdania, ze to zwiększenie wpływów głównych udziałowców ITI w klubie, którzy chcą mieć pieczę nad legijną kasą, Walter tego rodzaju spekulacje ucina, Wyszomierski jest z jego nadania i on go w pełni akceptuje.
Ponowna sugestia, że on ciągle za sznurki pociąga, legijne sprawy toczą się zgodnie z jego intencjami, a decyzje personalne jego wpływów nie ograniczają, wręcz odwrotnie.
Akademia!
Współwłaściciel Walter i prezes klubu Leśnodorski, stawiają sobie za cel strategiczny rozwój Akademii, niestety efektów widocznych brak. Ponoć władze Warszawy były przychylnie nastawione, Leśny ostatnio wspominał o terenach Gwardii, teraz temat nawet nie był wzmiankowany, czy to oznacza, że upadł? Hutnik – staje się jakimś zaklęciem, do którego ciągle się powraca. Ożarów! Osobiście sądzę, jeżeli w Legii w przyszłości mają grać chłopaki z Powiśla, Bródna innych warszawskich dzielnic, to w zestawieniu z wyżej wymienionymi miejscówkami, Ożarów w żaden sposób nie wydaje się optymalnym rozwiązaniem. Porównując codzienne dojazdy na treningi młodych chłopaków z warszawskich szkół, czy to do „Huty”, czy na Racławicką, to nie ma porównania z eskapadą do Ożarowa.
Inwestycja w infrastrukturę Akademii to „zamrożenie” kapitału, zwrot poniesionych nakładów przesunięty w czasie, nie byłoby lepszego dowodu, że ITI wiąże z Legią wieloletnie plany.
Czy Walter wybiela się kosztem pracowników, na których postawił? Nie odbieram tego tak negatywnie jak niektórzy. Zawierzył ludziom, nie było ręcznego sterowania z tylnej kanapy limuzyny, nie wyszło tak jak się spodziewał, ma prawo czuć zawód, rozczarowanie, wobec własnych personalnych wyborów.
Tu nie mogę się powstrzymać od dygresji, że lojalność Waltera wobec podwładnych, zawierzenie w dokonanych wyborach, czasem jest źródłem sukcesów, a niekiedy genezą porażek, nie tylko w odniesieniu do Legii sprowadziła go na manowce. Wzmiankowana NC+ a w zasadzie redakcja N-sport jest moim tu subiektywnym w odbiorze przykładem.
Walter nie kreuje siebie jako nieomylnego i choćby w odniesieniu do Urbana i wydaje mi się, że i w odniesieniu do nadzorowania nad klubem. Te przykłady, które sam podaje są dowodem, że w tym nadzorze coś szwankowało. Jeżeli „nie było zielonego światła, a i tak robili co chcieli” to czyż nie ma lepszego dowodu, gdzie kota nie ma, tam myszy harcują. W końcu przecież on zrezygnował z przewodniczenia rady nadzorczej klubu, czyż to nie był akt samokrytyki, jak się okazało jednostkowy. Czyż w związku z tym nie ma prawa czuć się rozżalonym? Jest jedynym winowajcą, a pracownicy byli super? Fakt, że ich wybrał, na nich się opierał. Teraz z perspektywy czasu przyznaje, że się zawiódł pewnie i na nich, ale i na swoich wyborach, decyzjach.
„Ucywilizowanie kibiców” – diablo niezręczne sformułowanie, chyba podyktowane chęcią dowiedzenia słuszności własnych wyobrażeń jakie chciałby, żeby na stadionie funkcjonowały. Jak się okazuje akceptują te wyobrażenia i ruch kibicowski i ultraskę, nawet Starucha na gnieździe, a nie ma w klubie Miklasa, Dziewulskiego, Błędowskiego, ale sformułowanie zbędne, nietrafione i niestety troszkę dla niektórych być może nawet prowokacyjne. Oby choćby dziś któremuś twardogłowemu mudżahedinowi na dzihadzie do łba nie strzeliło udowodnienie, że on taki cywilizowany to wcale nie jest. Głupców nie sieją, sami się rodzą. Mam nadzieję, że grupa wyjazdowa zdoła się ogarnąć, fakt takie słowa w tym nie pomagają, ale też nie będą żadnym usprawiedliwieniem gdyby ogarniecie nie nastąpiło.
Jeszcze co do tej nieszczęsnej „cywilizacji” to takie nasuwa się skojarzenie: „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma!"
Warto było Cię przeczytać choćby dla ostatniego akapitu.
Sformułowanie o ucywilizowaniu faktycznie niezręczne, lepiej zabrzmiałoby już 'kibice się ucywilizowali', ale jeżeli spekulujemy, doszukując się meta-przekazu, moim zdaniem te słowa Waltera zostały wypowiedziane po to, żeby wzbogacić całościowo pozytywny wizerunek Legii 'po zmianach', konsekwentnie budowany w tym wywiadzie. Mamy do czynienia z dość zrozumiałą propagandą sukcesu, której powrót do zaszłości na linii klub - kibice, trochę wiarygodności by jednak odebrał.
To zresztą daje świadectwo rewolucyjności ostatniego półrocza, dlatego w tekście określiłem ten fragment mianem 'sensacyjnego', oto nieprzejednany Mariusz Walter publicznie mówi, że kibicowsko na Legii jest w tym momencie OK. Czy wierzy w to naprawdę, czy celowo trochę zakrzywia rzeczywistość, mniej istotne, parę miesięcy temu tego by na bank nie powiedział, teraz przekaz jest znacznie bardziej, hm, pragmatyczny.
Co do Ożarowa to bym jednak nie dramatyzował, dojazd nie jest taki zły, choćby pociągiem, ale w ogóle to zdaje mi się, że w idei Akademii musi być miejsce na uwzględnienie szkoły gdzieś w pobliżu, jeżeli chłopaki mają mieszkać (przykład) na Ursynowie, chodzić do liceum na Pradze, a trenować w Ożarowie, to trochę lilipucia byłaby taka koncepcja.
@ Moros
Co do Ożarowa, to jednak jest sporo racji w tym, co piszą pozostali. Był już Sulejówek, Hutnik, Gwardia, wszędzie 'przychylność samorządu', 'dobra lokalizacja', a jednak nadal stoimy w miejscu.
Jak nie wiadomo o co chodzi, to... wiadomo o co chodzi.
@ Garm
Hm, rzekłbym, że 'kilkaset milionów złotych długu' to chwyt, którego nie powstydziłby się sam Mariusz Walter
Nie widzę możliwości, żeby Legia nie generowała straty od momentu przejęcia przynajmniej do chwili oddania do użytku nowego stadionu. Klub już w momencie przejęcia nie był wolny od zobowiązań, które należało spłacić, trudne do wyobrażenia byłoby przeprowadzenia Legii przez następujący później okres 2004-2010 bez ciągnięcia za sobą czerwonego finansowego ogona, nie w warunkach ciągłej walki o mistrzostwo Polski, wiążącej się z potrzebą utrzymywania określonego budżetu płacowego oraz dokonywania transferów, nie przy dopiero budowanym stadionie, nie wobec braku sukcesów w europejskich pucharach, nie przy narastających z roku na rok inwestycjach w młodzież, nie przy konflikcie z kibicami (abstrahując od jego przyczyn), nie przy uwzględnieniu nieuniknionego marginesu błędu w obszarze decyzyjnym, np. jeżeli chodzi o transfery.
Oczywiście moim zdaniem, i powtarzam to nie od dziś, mowy o długu tak naprawdę nie powinno być wcale. Jeżeli ITI zainwestowało w Legię po to, żeby w bezpośredni sposób zarabiać na niej pieniądze, to był to akt biznesowego szaleństwa, by nie rzec nieuczciwości. Zawsze miałem nadzieję, że w pierwszej kolejności chodzi o uwolnienie największego w Polsce potencjału ukrytego w klubowej futbolowej marce, wyprowadzenie jej na prostą, wyposażenie w atrybuty pozwalające na zdrowe funkcjonowanie w warunkach rynkowych, następnie wizerunkowe korzystanie z rosnącej wartości klubu i ewentualnych sukcesów.
Wciąż liczę na to, że w ITI to się mimo wszystko rozumie, albo przynajmniej zaczyna rozumieć. Jeżeli jednak nie, ten błąd tkwiący w biznesowych założeniach mógł (i nadal może) skończyć się kosztownie przede wszystkim dla nich, bo jeżeli nie znajdzie się przysłowiowy 'szejk', to oni te pieniądze zwyczajnie wtopią. A Legia prędzej czy później wydźwignie się z każdego bagna, choć w pewnych okolicznościach (nie piszę jakich, po co wywoływać wilka z lasu), bez płaczu by się nie obeszło.
Czy też by były achy i ochy ..... wątpię
Więc wygląda na to ze zarząd nie ma zarządzać długofalowo klubem tylko uzyskać sukces tu i teraz.
Ale może się mylę i może rzeczywiście się coś zmieniło
Natomiast wyraźną zmianę w zarządzaniu widać gołym okiem i o tym możemy dywagować. Co też czynimy.
Akademia.
Chciałbym, żeby z założenia była „lilipucia”, to znaczy żeby korzystały z niej również i liliputy na małych boiskach, czyli futbolowi adepci ze szkół podstawowych, niech Akademia funkcjonuje od tych najmłodszych roczników, gdzie nabór jest szeroki, a później tak jak w szkole, niech trafiają do, co raz wyższych klas, na inne rodzaje boisk, ale miejsce najlepiej, żeby było to same. Infrastruktura przygotowana i przystosowana do możliwie największej liczby roczników.
„Ożarów”, dla takich szerokich założeń, idealnym miejscem nie będzie, w zestawieniu z nim, „Huta” lub „Gwardia” by były optymalne.
- "„Ożarów”, dla takich szerokich założeń, idealnym miejscem nie będzie, w zestawieniu z nim, „Huta” lub „Gwardia” by były optymalne."
Ale jakie znaczenia ma to jakie lokalizacje byłby lepsze, gdy sprawa rozbija się o czas i pieniądze. Sorry, kompletnie nie rozumiem takiego "mędrkowania", najlepsza lokalizacja będzie taka, w której powstanie owa akademia. Dywagowanie teraz czy "Ożarów", czy "Gwardia" pozbawione jest najmniejszego sensu. Ja będę szczęśliwy jeśli koparki wjechałby gdziekolwiek. Jak na razie to sprawa się tylko przeciąga w nieskończoność, a ośrodek jest nam wręcz niezbędny.
Monrooe nie masz zielonego, bladego pojęcia o co sprawa z Akademią się po prawdzie rozbija, ja tez go nie mam, możemy snuć domysły co jest najbardziej prawdopodobnym tego powodem. Jak nie wiadomo o co chodzi, to ... ale niekoniecznie to jedyny, albo nawet przesadzający kwestię aspekt. Gdyby o niego tylko chodziło, tym większe zarzuty można by stawiać, tym którzy o potrzebie powstania infrastruktury Akademii ciągle publicznie mówią, a są decyzyjni.
Tylko, że ja nie mam takiego zamiaru, nie przypisuję winy, nie przesądzam, nie znam szczegółów, zakładam ze sytuacja z gruntami w Warszawie jest wielce skomplikowana i być może nie do formalnego przeskoczenia.
Na dziś nic nie jest przesadzone, żadna decyzja nie zapadła, cały czas Klub jest na etapie negocjacji, dla ciebie miejsce jest obojętne, dla mnie ma znaczenie, jako kibic mogę wyrazić swoje zdanie jak taka Akademia powinna wyglądać, co uważam w niej za pożądane. Kiedy jest pora na zastanawianie się nad warunkami jakie miejsce powinno spełniać, przed, czy po jego wyborze. Kiedy rozważania są sensowne, przed, czy po fakcie, po podjęciu decyzji?
Jeśli Akademia powstanie w obrębie miasta usatysfakcjonowany będę podwójnie, z powodów, które zaprezentowałem, jeżeli będzie to Sulejówek, Ożarów lub podobna lokalizacja, stwierdzę - trudno, lepszy rydz niż nic, lepiej żeby Akademia powstała pod Warszawą, niż żeby jej nie było. To chyba logiczne, jak i założenia dotyczące miejsca, które uważam za optymalne i które przedstawiłem, natomiast „chcieć nie znaczy móc”, to dwie odrębne kwestie i ja ich nie mieszam, w odróżnieniu od szanownego kolegi.
-"Monrooe nie masz zielonego, bladego pojęcia o co sprawa z Akademią się po prawdzie rozbija, ja tez go nie mam, możemy snuć domysły co jest najbardziej prawdopodobnym tego powodem."
Dokładnie, idealnie w sedno problemu. Właśnie dlatego nie zamierzam dywagować czy akademia na "Powiślu" jest lepsza od tej w "Ursusie". Lepsza będzie ta, która powstanie. W tym, bądź innym miejscu, które zostanie nam w efekcie eliminacji, czy to finansowej, czy innych nieznanych nam powodów.
- "dla ciebie miejsce jest obojętne, dla mnie ma znaczenie"
A gdzie tak napisałem? prosiłbym o nie szafowanie "moimi" przekonaniami, szczególnie tymi, których nie wyraziłem.
Możesz w tym temacie się ze mną nie zgadzać, mieć inne zdanie, ale rozważania w podnoszonej kwestii, są równoprawne z setkami innych legijnych zagadnień. Dla mnie akurat ten aspekt wydaje się dosyć istotny, właśnie w tej chwili, gdy decyzje jeszcze nie zapadły.
Raz jeszcze, dla mnie niezrozumiałe jest zastanawianie się czy lepiej tu czy tam. W sytuacji gdy lepiej będzie tu gdzie się da, a nie tu gdzie byśmy chcieli. To mniej więcej tak jakby student, przybywszy do pięknego miasta Warszawa zastanawiał się czy na uczelnie lepiej dojedzie z Sheratona, czy jednak z Bristolu. Przyznasz dylemat słuszny i argumentów za każdą lokalizacją bez liku. Tyle, że w kieszeni 20 złotych i w perspektywie jest raczej bieganie po mieście i szukanie stancji. Legia biega i szuka już od jakiegoś czasu. Jeśli znajdzie będę szczęśliwy jak fretka.
Za posiadane przysłowiowe 20 zł jeżeli przyjmiemy że warunki lokalowe są podobne, to drugim parametrem wyboru będzie dogodność dotarcia na uczelnię. Im bliżej i mniej czasu się marnotrawi na dojazd tym dla studenta lepiej, oczywista oczywistość.
O to mi chodzi, o określenie preferencji wyboru, które każdy przed podjęciem decyzji powinien dokonać, obojętnie czy to jest student szukający stancji, cza zarząd klubu pragnący stworzyć infrastrukturę futbolowej Akademii. To jest temat moich rozważań.
Oddzielną rzeczą jest kwestia spełnienia owych warunkowych preferencji, ich realizacja to drugi etap podejmowania decyzji, ale bez tego pierwszego, to drugie nie nastąpi, albo nastąpi w sposób nierozważny i nieprzemyślany, co nie znaczy, że ograniczenia mogą okazać się takie, że własne preferencje, założenia trzeba będzie drastycznie ograniczyć.
Powtarzam: -„chcieć nie znaczy móc”, to dwie odrębne kwestie i ja ich nie mieszam – a ponieważ obaj się powtarzamy, chyba dyskusję już lepiej zakończyć.
ale w tym kontekście to nie jest pytanie czy lepiej Gwardia czy Ożarów (bo wiadomo ;p), ale czy lepiej Ożarów czy nic. i tu leży pies pogrzebany.
O niczym innym nie piszę
"Tereny wokół Warszawy są bardzo drogie i nie znaleźliśmy niczego, na co byłoby nas stać. Ostatnio wróciła sprawa obiektów Hutnika. Wiceprezydent Warszawy, burmistrzowie Żoliborza i Bielan chcą, by powstała tam Akademia. Tylko kto za nią zapłaci? Zwłaszcza że nie ma wody, światła i kanalizacji. Są trzy boiska, miejsce na dwa kolejne i wspaniałe pejzaże, które kiedyś musiał chyba oglądać Chełmoński, jest gotowy plan zagospodarowania, który podoba się burmistrzom i panu Kopaniakowi z MOSiR. Ale budowa zajmie co najmniej pięć lat. Dlatego mamy namierzony teren w Ożarowie. Są tam cztery boiska i "kurna chatka" jako budynek klubowy. Gospodarze mają jednak wiele miłości do Legii i zapału, by nas do siebie sprowadzić. Jeśli zarząd powie "tak", to Akademia się tam przeniesie - jest dobry dojazd, baza może powstać w półtora roku."
Na podstawie tych słów, nie wynika „Ożarów albo nic”, jest przez Waltera postawiona kwestia Ożarów w 1,5 roku lub ewentualnie Hutnik za pięć lat. No i w przypadku Hutnika kwestia jeszcze kasy – „kto za to zapłaci?” Zgodnie z przytoczonymi argumentami przewaga jednego miejsca nad drugim ewidentna. W porządku, ale jedną wątpliwość pozwolę sobie wyrazić, nie na zasadzie podważania czy dyskredytacji proponowanej lokalizacji, ale, żeby zestawienie było rzetelne.
W odniesieniu do rozważań Waltera zwracam uwagę na aspekt, który uwzględniony w wywiadzie nie był, że jeżeli jest szansa na pozyskanie terenów Hutnika pod Akademię to lokalizacja wydaje się dużo lepsza niż Ożarów. Czy jest warta poślizgu czasowego, przeskoczenia uwarunkowań administracyjnych z miastem i zaangażowanej kasy, tego nie wiem, jeżeli ITI stwierdzi, że nie i wybierze Ożarów, ok. pozostanie mi to zaakceptować i dopingować żeby ośrodek szybko powstał.
Argument, który podniosłem może być obalony, inne czynniki lub ograniczenia przeważają, ale niech nie będzie wrażenia, że jest lub był ignorowany.
Niuniek powstanie Akademia w Ożarowie – dobrze, „lepszy wróbel w garści ...” , znajdzie miejsce w Warszawie podwójnie się ucieszę, bo tego nie wykluczam, ale niestety jak również i tego, że ponownie na słowach może tylko się skończyć.
Akademia nie powstała od ładnych dobrych paru lat, bo nie było na to kasy.
Twierdzisz, że Hutnik jest realny, bo są tylko dwa problemy - kolejne lata czekania i... brak kasy?
Zapomniałeś o trzecim, problemach prawno-administracyjnych związanych z tym miejscem, łaskawie przypominam, irracjonalnie upierając się jednak, kładąc głowę pod topór drwin, że lokalizacja w Ożarowie nie jest przesądzona.
Klamka zapadnie, możecie z upartego osła iocosusa śmiać się i żartować, nie ma problemu, uważajcie gdy jednak decyzja o lokalizacji zapadnie na korzyść obrębu Warszawy.
Poza tym z kolejnych wypowiedzi decydentów Legii odnoszę wrażenie, że ośrodek jest budowany tak samo jak stadion - tzn. klub chce, żeby ktoś go nam wybudował. Niestety, tak samo jak w przypadku stadionu, nie widzę specjalnych możliwości realizacji tego projektu bez solidnej inwestycji ze strony klubu (przy stadionie było to opłacenie projektu i wzięcie na siebie kosztów urządzenia gotowego obiektu). Dlatego padają kolejne miejsca, sugestie i plany, a sprawa naprzód się nie posuwa.
- "Poza tym z kolejnych wypowiedzi decydentów Legii odnoszę wrażenie, że ośrodek jest budowany tak samo jak stadion - tzn. klub chce, żeby ktoś go nam wybudował. "
I tu muszę przyznać, że nasze odczucia są zbieżne. Może nie tyle wybudował, co poniósł znaczne koszty przy jego budowie. Stąd też mój brak obiekcji co do lokalizacji. Jestem przekonany, że będzie ona tam, gdzie znajdzie się
chętny partycypować w kosztach. Bo takiego co poniesie je w całości nie znajdziemy na pewno.
Wszystko kwestia założeń docelowych, ustalonych priorytetów no i kosztów, zatem i znalezienia potencjalnego chętnego, żeby w nich partycypował.
Ja sadzę, ze to jest cały czas to samo, jedno, przeciąganie liny.
Dlatego mamy namierzony teren w Ożarowie. Są tam cztery boiska i "kurna chatka" jako budynek klubowy.
Jeśli chodzi o Ożarów Mazowiecki, a nie np. Świętokrzyski to słowa te są jakimś nieporozumieniem. Nie wiem jak dobrze znacie Ożarów, ale mogę stwierdzić, że tam NIGDZIE nie ma 4 boisk. Zapewne chodzi o lokalizację/klub "Ożarowianka Ożarów" (którego wychowankiem jest Zjawiński) i rzeczywiście tam jest "kurna chatka" z niewielkimi trybunami, ale 1 (słownie: jedno) główne boisko. Na dodatek z dwóch stron otoczone blokami, z trzeciej ulicą, a z czwartej niby troszkę miejsca jest(pola, sklepy ogrodnicze), ale to nie jest teren miejski, a prywatnych osób. Ktoś musiał wprowadzić w błąd z tym Ożarowem.