A+ A A-

Jestem normalny!

futbolowa goraczkaNie jest to recenzja książki Nicka Hornby'ego pt. Futbolowa gorączka, a próba usprawiedliwienia siebie i własnych zachowań, swojej pasji i miłości do tego jednego, jedynego klubu.

Skorzystam tylko z kilku cytatów z pierwszych stron książki, abyście szanowni czytelnicy i komentatorzy, kibice Legii mogli spokojnie powiedzieć - też tak mam, rety, jakie to naturalne, czy ja również tak się zachowuje, tak robię. Wszystko to piszę po to abym ja, ale i Wy odrzucili wszelkie obawy, ja i Wy jesteśmy jak najbardziej normalni. Jeszcze tylko dla wyjaśnienia, autor jest kibicem Arsenalu Londyn.

Już pierwsze zdania książki to ja, a daję się pokroić że i Wy, przeczytajcie:

"Budzę się ok dziewiątej, zaparzam dwie kawy, zabieram je do sypialni (...) Ona pyta czym się będę zajmował w tym tygodniu, a ja myślę 1. w środę spotykam się z Matthew 2. Matthew ciągle trzyma moją kasetę wideo z Champions 3. (...) Matthew kibic Arsenalu jedynie z nazwy... więc nie miał okazji na żywo oglądać najnowszych nabytków - zastanawiam się, co by pomyślał  Andersie Limparze. I tak oto w trzech prostych krokach, piętnaście, dwadzieścia minut po przebudzeniu jestem w swoim żywiole"

Przepraszam za ten może zbyt obszerny cytat, następne będą krótsze, ale mam tak samo. Kawa zrobiona, odpalony komputer i chciwe szukanie nowych wiadomości o tym jednym, jedynym klubie. Idę o zakład, że większość z Was równie szybko jest w swoim żywiole.

Pamiętam swoje początki, wszyscy je doskonale pamiętają, czyż nie były takie?

"Pamiętam, że częściej patrzyłem na tłum niż na piłkarzy", autor trafia w punkt, jest taki sam jak ja, jak zdecydowana większość z Nas. To że na pierwszy mecz autora zabrał Ojciec to oczywista oczywistość dla wielu z nas (u mnie kolega Ojca), więc jeszcze ten cytat: "To właśnie tamto popołudnie wszystko zapoczątkowało - nie było żadnych przedłużających się zalotów (...) W rozpaczliwej próbie uniknięcia nieuchronnego, tata zabrał mnie na mecz Kogutów, żebym zobaczył jak Jimmy Greaves strzela cztery bramki w meczu z Sunderlandem, zakończonym 5:1. Jednak to fatalne zauroczenie już się dokonało - sześć bramek i wszyscy ci świetni piłkarze nie zrobili na mnie żadnego wrażenia. Zdążyłem się zakochać w drużynie, która wygrała ze Stoke 1:0 dzięki rzutowi karnemu."

Dla mnie piękne.

Stało się, zostałem kibicem i tu autor ponownie jest mną, może nieco ubarwione  literacko, ale czy w dniu meczu nie żyjecie nim od rana? Czy nie macie podobnie? "W dniu rozgrywek budziłem się z nerwowym burczeniem w żołądku, które narastało. Dopiero jak Arsenal obejmował prowadzenie dwoma golami, zaczynałem się odprężać"  albo to - "Moje przedmeczowe zdenerwowanie nie miało żadnego związku z tym, czy mecz miał znaczenie" Nie wmówicie mi szanowni panowie, a i panie kibicujące swoim klubom, że nie przezywacie dnia meczowego w takim samym stopniu. A  co powiecie o tym zdaniu? "Mając szesnaście, siedemnaście lat, byłem mądrzejszy od menedżera Anglii" hi hi hi, u ilu z nas ta świadomość z młodzieńczych lat została? Ba, w ilu z nas to przeświadczenie się ugruntowało, choć zakładam, że równie wielu nabrało pokory co do własnej nieomylności i fachowości.

Kończę bo nie sposób przytoczyć wszystkich trafnych spostrzeżeń, ale jeszcze jednego i drugiego cytatu nie mogę sobie odmówić tym bardziej, że sam tego dziwactwa nieco się wstydziłem, jak się okazuje niepotrzebnie.

"Pamiętam też, że kupowałem program u tego samego sprzedawcy, a na stadion wchodziłem wyłącznie przez jeden kołowrot"  a ten fragment to już sól kibicowania i towarzyszących temu zabobonów "Wygraliśmy mecz i uparłem  się, aby mój współlokator, który pracował w sklepie z płytami, puścił tę płytę dwadzieścia po czwartej w dniu finałów, lecz nic to nie dało. (Podejrzewam, że zapomniał)"

Ja też tak myślę, a Wy?

Mam nadzieję, że tych kilka cytatów pozwoliło poczuć się Wam lepiej, ja po przeczytaniu "Futbolowej gorączki" byłem - jestem szczęśliwy bo okazuje się, że jestem normalny. Czytelników i komentatorów czarnej - eLki do przeczytania nie będę namawiał, to jest książka o każdym z Was, mam inną propozycję. Namówcie, a wręcz żądajcie aby tą książkę przeczytali ci wszyscy którzy uważają Was za lekko odchylonych  od normy dziwaków zakochanych w futbolu. Po przeczytaniu mam nadzieję, że zrozumieją naszą fascynację i uznają nasze prawo do bycia normalnym, bo pasja i miłość do własnego klubu to przecież najnormalniejsza i najpiękniejsza rzecz jaka może się człowiekowi przydarzyć.

Krzysztof Kaliszewski - "Senator"

Dyskusja (8)
1niedziela, 06, styczeń 2013 13:58
iocosus
Książki nie czytałem, na jej temat rozpisywać się nie będę, oglądałem film, może nawet nieco łaskawiej go przyjąłem w ocenie, niż w teletygodniu.pl:

„Miłość kibica, 3/10, Wielka Brytania 1997, 102 min

Tytuł oryginalny: Fever Pitch

komedia: Paul Ashworth (Colin Firth) ma ponad trzydzieści lat i jest nauczycielem języka angielskiego. Największa pasja jego życia to piłka nożna i drużyna Arsenal Londyn. Mężczyzna tak bardzo utożsamia się z "futbolową rodziną", że zatracił granicę między życiem prywatnym a terminarzem rozgrywek ulubionego zespołu. W szkole pojawia się nowa nauczycielka, Sarah Hughes (Ruth Gemmell). Jest niezwykle piękna, lecz nie interesuje się sportem. Paul zakochuje się w niej, ale ich miłość musi przejść wiele prób. Kobieta bowiem zauważa, że ukochany spycha ją na drugi plan, pierwszy zaś zajmuje Arsenal. Ich krótki romans kończy się gwałtowną sprzeczką. Zagorzały fan futbolu zaczyna się zastanawiać, czy życie, w którym nie ma nic, poza jego własną obsesją, jest cokolwiek warte. Nakręcona na podstawie bestsellerowej autobiografii Nicka Hornby'ego komedia Davida Evansa, która jest opowieścią o tym, jak wielka może być miłość fana sportu.”

Senatorze, jeżeli widziałeś możesz porównać własny odbiór filmu z książką, zakładam że lektura pełniej oddaje wewnętrzne przemyślenia autora, odnośnie uczuć, afektów, tak, żeby wzajemnie się nie wykluczały? Literatura to studium obsesji, czy dojrzewania do uświadamiania sobie istoty własnych emocji, nadawania im hierarchii w codziennym życiu?
2niedziela, 06, styczeń 2013 15:39
Zbyszek
@Senator

Powiem Ci w zaufaniu, że również ja uważam, że jesteś jak najbardziej normalny. Fenomen popularności futbolu i kibicowskiej manii starali się rozwikłać różni badacze. Ja przytoczę krótkie cytaty z Jacka Gmocha "Alchemia futbolu",Francois Thebaud "Nowoczesny sport" i Isidro Mas de Ayala: "Dlaczego naród wariuje" Wszystkie z lat 70-tych. Dowodzi to,ze kiedyś też ludzie byli normalni.

Gmoch pisze: "Piłka nożna jest nie tylko łatwa w uprawianiu, ale i odbiorze. I to bez względu na poziom intelektualny widzów.Jest zresztą w równej mierze gra prosta, jak i skomplikowana. Można w nieskończoność interpretować poszczególne mecze i sytuacje. To wciąga ludzi, ale najbardziej wciąga ich przypadkowość. Powoduje to, ze wszyscy postronni obserwatorzy mogą mieć w równym stopniu rację jak i mylić się. Każdy kibic obojętnie robotnik czy profesor, z jednakowymi szansami może przewidzieć wynik tego czy innego meczu, razem mogą się pomylić, razem odgadnąć.".

Thebaud pisze natomiast: "Piłka nożna jest nowoczesną grą, bo współczesna ludzkość zdecydowanie kroczy w kierunku solidarności i kolektywnych rozwiązań. W futbolu fenomen kolektywności stwarza ogromne pole do ujawniania indywidualnych umiejętności. Futbol, który pod koniec XIX wieku rozwinął się i nabrał znaczenia w uprzemysławianej energicznie Anglii był niczym innym jak odbiciem tego co działo się w fabrykach. Futbol stał się niczym innym jak odbiciem problemów codziennego życia.".

Ayala pisze: "Przez utożsamianie się z wybitnymi piłkarzami każdy może sobie przypisać określone cudze umiejętności i zasługi.Kibice całkowicie utożsamiają się ze swoją walczącą na boisku jedenastką. Wraz z nią dokonują bohaterskich czynów, Zwyciężyliśmy! Strzeliliśmy im bramkę! Obroniliśmy karnego! -mówią to wszystko w pierwszej osobie liczby mnogiej co zasługuje na szczególna uwagę. Bynajmniej nie ze względów gramatycznych. Tej formy używają ludzie którzy od początku do końca meczu siedzą na trybunach i nie uczestniczą w grze, ale po 90 minutach odczuwają te samą radość czy smutek a nawet co więcej identyczne zmęczenie co ci, którzy w tym samym czasie biegali,grali i walczyli do upadłego na boisku".

Od siebie uzupełnię, że nawet dziś już przecież starszy pan jak Legia wygra to mam dobry nastrój do następnego meczu i dużo trzeba, aby mnie wkurzyć. Inaczej jak przegramy. Wtedy i niewinnemu przegryzłbym gardło. I tu refleksja: zdrowiej być kibicem Legii niż np. takiego Bełchatowa Wink Pozdrawiam.
3niedziela, 06, styczeń 2013 16:18
Monrooe
Senatorze, absolutnie nie chciałbym Ciebie rozczarować, ale w żadnym razie nie podzielam opinii przedstawionej przez Zbyszka. Kategorycznie nie zgadzam się również z postawioną w tytule przez Ciebie tezą. Wybacz ale absolutnie nie jesteś normalny... na szczęście strona czarna-eLka nie jest przeznaczona dla normalnych. Dlatego bez żadnego problemu każdy czytający Twoje słowa pokiwa ze zrozumieniem głowa (myśląc zapewne - "tak mam"). Z tego też powodu akurat tym odstępstwem od normy wcale bym się nie przejmował. Rzekłbym raczej witaj w klubie kolego. Wink
4niedziela, 06, styczeń 2013 20:39
Bolek
Senatorze, zgadzam się tu z Monrooe - o normalności nie może być mowy. Zresztą sam Hornby nie ukrywa, że za do końca normalnego się nie uważa.

Sama książka jest świetna, uwielbiam do niej wracać.
5niedziela, 06, styczeń 2013 20:46
Senator
@ Ioscosus
Filmu nie oglądałem, ale jak piszesz, że to komedia to już znak, że reżyser nie traktuje naszej pasji poważnie. To nie komedia a normalne życie drogi panie Smile Autor książki tak to pokazuje i nie ma do siebie żalu że tak ustawił swoje życie zgodnie z terminarzem rozgrywek ba przeprowadził się na koniec w takie miejsce Londynu, że na stadion chodził z buta Smile Pytasz o hierarchię, a dobrze wiesz że jest jedna Aresnal. Nie zdarzyło Ci się czmychnąć z uroczystości rodzinnej na mecz? Mi się zdarzyło, jechałem z wesela sto kilosów aby po meczu wrócić, normalne Smile

@ JE Zbyszek
Wszystkie te cytaty są prawdziwe i doskonale odzwierciedlają fenomen futbolu mi jednak autor książki uświadomił jeszcze jedną rzecz. Zgodzi się pan ze mną że c futbol czy ogólnie sport to rozrywka. Samo słowo ma wydźwięk pozytywny to relaks, zabawa, przyjemność prawda? Tu my kibice różnimy się w znacznym stopniu od pozostałych szukających rozrywki bo dla nas w zdecydowanej większość to często pasmo upokorzeń, nerwów, itd. Czyli dla nas rozrywka w potocznym słowa rozumieniu nie istnieje, zbyt często zamiast radości jest smutek zamiast fascynacji piękną grą jest rozczarowanie. Taki fan opery kiedy trafi na źle wyreżyserowane przedstawienie lub słabiutkiego tenora więcej na tą operę nie pójdzie, my idziemy po trzech dniach , tygodniu choć aktorzy dokładnie Ci sami. Taki Forever(L) siedzi, pomstuje wysyła piłkarzy do wszystkich diabłów, trenerowi każe podać się do dymisji ale za tydzień znów siedzi Smile To nas różni fakt ale faktem jest, że tak mają wszyscy kibice czyli jest to normalne.

@ Monrooe
Ja się będę jednak upierał że jestem jak najbardziej normalny. Autor opisuje pewnego starszego pana który w typową angielską pogodę czyli deszcz wiatr zimno jedzie na mecz jakiejś czwartoligowej drużyny. Nie dziwi się ot normalne. Tak na marginesie, kto jedzie do Sulejówka aby poprzeć na młokosów? Smile Jeszcze jedno, kiedy to czytałem od razu stanął mi przed oczami Szymon który opowiadał jak to spotkał na RKS Okęcie dwóch starszych kibiców którzy przychodzą na ten stadion od 25 lat. Przewielebny więc to normalne, ilu jest takich kibiców pod każdą szerokością geograficzną? dużo, więc to norma Smile
6niedziela, 06, styczeń 2013 20:57
Senator
@Bolek
Ja tak jak piszę w tekście po przeczytaniu książki poczułem się świetnie Smile nie tylko ja tak mam czyli jest dobrze. czy autor uważa się za nienormalnego? Parę razy się nad tym zastanawia, ale jakoś wyrzutów sumienia nie ma prawda? Jak widać po nim da się ze swoją pasją normalnie żyć czyż nie? Futbol to miliony kibiców takich jak on czy ja lub Ty więc jeśli jest nas miliony to dla mnie znak że nasze zachowania są jak najbardziej normalne Smile
7niedziela, 06, styczeń 2013 21:33
Monrooe
@ Senator

- "Ja się będę jednak upierał że jestem jak najbardziej normalny"

Chyba znów Ciebie rozczaruję, no ale co ja mogę. Piszesz, że jesteś normalny, ale chwilę wcześniej opisujesz, że dla takich jak my normą jest pójść na fatalne przedstawienie (mecz), na którym to fatalni aktorzy (piłkarze, trener, sędzia) zawiedli nas jak nigdy, rozwścieklimy się na nich na maksa, zjadając przy tym mnóstwo nerwów, by... za tydzień pójść na kolejną część tego fatalnego spektaklu... Wybacz stary, ale to nie jest normalne, uwierz. Normalny człowiek trzyma się na kilometr od tak fatalnej sztuki a i na tych aktorów pójdzie zapewne po wielkich bojach ze sobą samym. A my ???

- "Tak na marginesie, kto jedzie do Sulejówka aby poprzeć na młokosów?"

No to już normalne na pewno nie jest Wink
Sam wiem ile mnie to kosztuje, urlopów, wolnych dni, czasu. A meczy o których mógłbym powiedzieć, że były na niezłym poziomie widziałem w tym czasie... no powiedzmy, że na jednym ręku bym policzył. To jest normalne? Szczerze wątpię.
8niedziela, 06, styczeń 2013 21:45
Monrooe
Jednak w jednym Senatorze masz rację, takich "wariatów" jak Ty sam jest zdecydowanie więcej. Nie jesteś sam Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1