A+ A A-

Zezem: Bigos Biszofa

kolejkaPan Prezes Ekstraklasy S.A. Biszof Bogusław był uprzejmy posłużyć się wyświechtanym frazesem autorstwa naszego Prezesa, nie mylić z Przewodniczącym, że łatwiej kupić bilet lotniczy niż bilet na mecz piłkarski. Dobrze, że nie porównali wejścia na ten powietrzny statek z wejściem na stadion.

Bo by się okazało, że szalenie zaradny były /tu odruch ulgi/ nasz szef ochrony i tu w utrudnianiu był arcymistrzem, żeby nie powiedzieć arcyłotrem. Uważają oni, że na samolot łatwiej. I zapewne mają rację. A ja oczętami wyobraźni wybujałej, bo swojej, już widzę, że każdy może kupić bilet na dowolny mecz i kupuje na mecz takiej dla przykładu Polonii. Polonia gra mecze wyjazdowe jak wiadomo na K6. Sympatycy innej drużyny /bez nazwy proszę/ kupują więc bilety i Polonia rzeczywiście na K6 gra na wyjeździe. Nawet na wylocie. Miło by było. Chyba jednak nie wszystkim byłoby radośnie. A wracając do tematu to jedynym wyjściem jest stworzyć takie same warunki dla latających jak i dopingujących. Że byłoby to utrudnienie dla chcących latać. A kto im zagwarantował, że mają mieć lepiej. Jak równość to równość. Ale jest też wyjście awaryjne. A właściwie wejście. Do samolotu. Skoro tak łatwo sobie odlecieć to ja radzę kupić bilety kibolom /nazwa obiegowa/ i niech sobie polatają. Będzie i łatwiej i korzyść jakaś. Tylko bilet musi być w jedną stronę i do skutecznie zapobiegającej powrotom. Może to byłoby lepsze i skuteczniejsze wyjście, raczej odlot niż zamykanie stadionów?

Jak już wszyscy zauważyli panowanie Panów z Ekstraklasy SA  ma się ku końcowi, bo Prezes Boniek osobiście zasiadł w jej Radzie Nadzorczej. Dotychczasowi będą mieli tyle do powiedzenia co i nic. I bardzo dobrze. Bo ten twór w zamyśle miał sens jakiś. Tylko, że życie postawiło swoje wymagania i pokazało,że to jest nieprzydatny. A w sprawach praw telewizyjnych i wielkości wpłat wręcz szkodliwy. Można rzec, że wyrzucenie pana Drobniewskiego to dobra rzecz, ale chyba nie tylko po to pan Boniek zrobił ten ruch. Tak liczę, że krzyknie "Zakopane, Zakopane", grzebiąc tego twora - potwora.

* * *

Niedawno w PS ukazał się tekst Łukasza Olkowicza i Piotra Wołoszka zatytułowany: "Szatnia. Miejsce polowania na koty". Skopiować nie mogę, bo znam prawo i bez zgody autorów i wydawcy  mogę być pociągnięty. A nie chcę. Wydźwięk jest taki, że kiedyś to była w szatni "fala" oraz ogólny syf. A teraz dokonujemy postępu i idziemy do przodu. Tylko, że ja zapytuję: "A gdzie jest ten mityczny przód". Dla tego kto to wie, nagroda Nobla to mało. on powinien być ozłocony. Na razie są tacy co mają taką  wizję, żeby świat piłkarski był taki sam jak w teatrze manekinów albo innych mimów grających wyuczone i ugrzecznione role. Ogląd zwykły wskazuje, że wtedy kiedy według nich było w szatni najgorzej to w realnej piłce i na boisku odnosiliśmy i spore i umiarkowane, ale jakieś tam sukcesy. Teraz kiedy  się ich zdaniem w szatni poprawiło to na boisku radzimy sobie cieniutko. Idąc dalej za wizją autorów to może zamiast szkolić, trenować i kształtować piłkarzy należy ich zapisać do szkółek dobrego wychowania. Najlepiej jeszcze w nowoczesnej i postępowej, a czemu nie, poprawności politycznej. Przypomina mi to dowcip, w którym stary i młody nauczyciel idą na lekcje do klas. Młody objuczony, a to książkami, a to notatkami oraz planami i stary z rękami w kieszeniach. Młody z podziwem do starego: "Pan to ma wszyściutko w głowie". Zaś stary: "Nie w głowie młodzieńcze, ale w dupie".
Porządek na tym świecie być musi, a młody ma najpierw robić za wielbłąda zanim stanie się całą gębą piłkarzem.

* * *

Poprzedni trener naszego klubu przyjechał, aby rozwiązać kontrakt. Było jak było. Trochę gorzej, ale więcej lepiej. I zamiast zdawkowych, albo i szczerych podziękowań już mamy przytulanki do nowej ekipy. Te same wypowiedzi co 1,5 roku temu tylko pod innym adresem. A pod adresem tego starego jakieś urojone oskarżenia. Takich za czasów słusznie minionych określało się pogardliwym mianem "apropaki". Uważali, że lizusostwo i rzucanie kamieniami w poprzedników jest opłacalne i w tamtych czasach na ogół było. Tylko że to piłka jest. Czyżby liczyli, że tą wredną gadką wywalczą sobie miejsce w pierwszym zespole na boisku? Mam nadzieję, że to nie te czasy. Powiem więcej. Pomyliła im się kanapka z kanapą. Pierwszą się konsumuje i jak się je, to się milczy, a z drugiej się spada. A trenerowi Urbanowi radzę nie polemizować. Łajna nie tykać, bo śmierdzi i się jeszcze przylepi. Co nie daj Bóg.

* * *

Pozwolę sobie,korzystając z okazji i z obecności Szanownego Grona, pożegnać naszego byłego dietetyka pana Wiśnika tak jak umiem: Rozmawiają nasz zawodnik ze swoim kolegą z zagranicy, czyli z Zachodu. Wymieniają uwagi o kolegach, zajęciach, treningach, meczach. Przechwalają się kto ma lepiej. Zeszło na żywienie. Tamten mówi,że ichni dietetyk nakazał dostarczanie 8 tys. kilokalorii dziennie, tak ciężko trenują. A nasz mówi: "Tym razem oszukałeś. Nie ma takiego człowieka, który by wypił 100 litrów jogurtu i 5 litrów miodu dziennie. Nie ma...".

Dyskusja (4)
1sobota, 01, luty 2014 09:18
Dzynek
Co jakiś czas się zastanawiam dlaczego nie wyszło z dietetykiem.
O potrzebie zatrudnienia takiego fachowca wszyscy byli przekonani. Wyglądało, że dokonano najlepszego wyboru z możliwych. A teraz okazuje się, że Wiśnik to był bardziej szaman niż specjalista.
Gdzie popełniono błąd? Przede wszystkim w wyborze. I tu można dalej pytać.
Jakie procedury zastosowano w poszukiwaniu dietetyka? (książka telefoniczna, poczta pantoflowa, ogłoszenie w gazecie itd.)
Jak weryfikowano uprawnienia Wiśnika? Kto wystawił referencje? Sprawdzano poprzednie miejsca pracy i pytano jak się sprawdzały jego metody?
Czy byli brani pod uwagę inni dietetycy?
I kto wybrał i polecił Wiśnika do zatrudnienia?

Wyjaśnienie takich rzeczy jest ważne, choćby po to, żeby znaleźć błąd i w przyszłości go nie popełniać.

Przy okazji podobne mam wątpliwości w przypadku zatrudnienia Guilherme. Nie było żadnych przesłanek do jego zatrudnienia. Nie grał, więc nie można było go obserwować. Nie było możliwości zweryfikowania jego umiejętności. Przyszedł na pozycję dobrze obsadzoną. Wszystko wygląda na zatrudnienie z polecenia menago. Czyli coś, czego mieliśmy unikać jak ognia. Jóźwiakowy skauting miał się nigdy nie powtórzyć.
Może udało się trafić. Ale następnym razem od tego menago będzie polecany sam szrot. To jak z narkotykami. Pierwszy raz w promocji dostajesz najlepsze zioła, a gdy zadowolony przyjdziesz po więcej dostajesz trawę. Nie twoje dobro jest ważne, a sprzedającego. Bezwzględnie wykorzysta twoje zaufanie.
O to także trzeba pytać, drążyć, żeby znowu kolejny wychowanek nie był od razu spychany do rezerw bez obcowania z drużyną przynajmniej rundę i spróbowania w oficjalnym meczu. Sprowadzasz gracza to musisz mu zagwarantować możliwość pokazania umiejętności, a to oznacza, że to miejsce, które zajął w drużynie jest już niedostępne dla młodych, czekających na szansę. Warto o tym mówić głośno, jeśli chcemy promować graczy z akademii. Bez szansy jaką dostał Guilherme oni mają trudniejszą drogę od niego do kariery. A chyba nie o to chodzi w wizji rozwoju klubu.
2sobota, 01, luty 2014 12:00
Zbyszek
Nie wiem czy Rado czytał, ale dobrze, ze sobie wziął do serca i powiedział w rozmowie z: "Super Ekspresem", że nigdy o trenerze Urbanie niczego złego nie powiedział, bo nie jest kawałem drania. Dobre i to. Szkoda, że tak póżno, bo inkryminowany tekst "wisi" od ponad 2 tygodni. Teraz pora na opamiętanie się przez innych.
3sobota, 01, luty 2014 12:19
Zbyszek
@Dzynek.
Masz rację i cieszy mnie, że normalnie traktujesz tekst, który starał się w dowcipny sposób poruszyć poważny problem. Bo zdaje się, że wylano dziecko z kąpielą. W dojrzałych klubach dietetyk to normalność. U nas fanaberia. Ponadto Prezes zarzucał trenerowi Urbanowi, że nie chce rozszerzenia sztabu, a ten dziś nie większy. Przybył tylko analityk. Zdaje się, że też, ze nauki prof. Kunga o dążeniu do celu raz wybraną drogą na nic w Legii się nie zdają. Zaczynamy w szkoleniu i myśli taktycznej odbijać się od ściany do ściany. Podobnie na co zwracasz uwagę, jeśli idzie o młodzież. Nasi młodzi piłkarze muszą dostawać rzeczywistą meczową szansę. Aby tak się działo nie można stawiać na przeciętnych obcokrajowców. Jak bowiem mamy mówić tym młodym trenuj i pokazuj na co cię stać, kiedy skreślamy ich na etapie wstępnych przygotowań. Pewnie nie wszystko jeszcze potrafią, ale trzeba dostrzegać w nich możliwości rozwojowe na jutro, nie tylko przydatność na dziś. Nie dostrzegam również żadnej współpracy w zakresie taktyki pomiędzy 1 a 2 drużyną nie mówiąc o juniorach. Mało tego to co drużyna prezentuje w sparringach to jest prostacka i prymitywna taktyka /opieram się na tekście Pana Bartka Kubiaka/. Piłka nożna to jest gra prosta, ale nie aż tak.
4niedziela, 02, luty 2014 10:52
Dzynek
Czytając o Wiśniku najpierw się pośmiałem i dopiero po chwili przyszła refleksja. Przegrał Wiśnik, przegrała Legia, ucierpieli piłkarze.
Większych spustoszeń nie dało się zrobić.
Nie wiem, czy generalnie zrezygnowano z usług dietetyka, czy po prostu powierzono jego obowiązki np. Marcie Ostrowskiej. Ona to przynajmniej świeci przykładem. Zwyczajnie nie wiem kto teraz odpowiada za dietę piłkarzy i czym się różni obecny sposób żywienia od wiśnikowego jogurtu z miodem. Dla jasności całej sytuacji, a szczególnie dla zachowania pewnym norm sprawiedliwości należałoby poinformować dlaczego Wiśnik odszedł, kto przejął jego obowiązki i jak zmieniły się zasady żywieniowe. Jak czytam, że dieta Wiśnika spowodowała plagę kontuzji to zwyczajnie krew mnie zalewa. Chcący, niechcący mamy do czynienia z pomówieniem człowieka oraz z tzw. śmiercią zawodową. Legii nie przystoi tak tego zostawić.

Mam nadzieję, że pamiętasz jak mocno domagałem się poszerzenia sztabu szkoleniowego. I tak jak ty jestem mocno zawiedziony. Jedynie wymieniono jedne pionki na inne. Nadal trzeba poszerzać obszary specjalizacji. Patrzę na Cesara, który zbytnim poziomem szacunku się nie cieszy i widzę pilną potrzebę zatrudnienia drugiego trenera od przygotowania fizycznego. Psychologa nie widzę. Zawodnicy, którzy ewidentnie nie mieszczą się w wyjściowej jedenastce nadal wymagają szczególnej pracy, a nie z doskoku, gdy podstawowi gracze są czymś innym zajęci. Nadal twierdzę, że jeden Sokołowski to za mało na potrzeby naszych piłkarzy. Umknęło mi czy został już wzięty w obroty mój ulubiony "technik" Kucharczyk, a jemu trzeba poświęcić dużo czasu.
Ale!
Należy podkreślić istotną zmianę w jakości treningów. To już nie jest rozgrzewka, gierka i siatkonoga. Mamy całą masę zróżnicowanych ćwiczeń na dobrej intensywności. Mamy mocną intensywną pracę na poprawą indywidualnych błędów. Zwykły podział na grupy treningowe pozwolił z grubsza ogarnąć 30 osobową kadrę. I przypomina to rzeczywiste przygotowanie do meczu, a nie odbębnienie jednostki treningowej. Przynajmniej w kwestii organizacji gry. Dzisiaj efektów tej pracy nie widzimy, lecz czas działa na naszą korzyść. Jeśli zespołowo to nie będzie funkcjonowało, to na pewno piłkarze podniosą indywidualnie umiejętności. To jest jednak istotna zmiana w porównaniu do zeszłej rundy.

Też mnie dziwi brak minimum konsekwencji i miotanie się ze skrajności w skrajność. Jak już wspomniałem o Cesarze to poświęcę mu kilka uwag.
Diametralnie zmienił sposób przygotowania fizycznego drużyny. Kierował się jedną przesłanką: żeby nie było kontuzji. Reszta miała mniejsze znaczenie. Efekt osiągnął. Lekarze mają niezwykle mało pracy. Tylko pytanie jak będą piłkarze przygotowani do rundy. Cesar nigdy nikogo w ten sposób nie przygotowywał. Od nikogo się nie uczył. On się uczy i nabywa doświadczenie na żywym organizmie.
Zapewne popełni błędy. Tak jak to robił w poprzedniej rundzie i kiedyś w Młodej Legii (mizerne ciałka naszych młodych piłkarzy w tamtym okresie i dramatyczna dysproporcja w przygotowaniu fizycznym w porównaniu do pierwszej drużyny). I mając taką świadomość właściciele obdarzyli go całkowitym zaufaniem. Bardzo ryzykowne posunięcie.

Na razie także nie widzę tak zapowiadanej współpracy taktycznej między drużynami. Podejrzewam, że wynika to po prostu z różnych cyklów przygotowań oraz z oddzielnych obozów treningowych. Dlatego jeszcze mnie to nie uwiera. Lepszy obraz będziemy mieli, kiedy wykrystalizują się osobowo obie drużyny. Chociaż nowy sztab miał dopasowywać taktykę do posiadanych graczy, a tego nie robi, więc nie zdziwię się, gdy zobaczę samowolkę taktyczną w drugiej drużynie.

Taktyka. Również mam podobne podejrzenia. Wygląda jakbyśmy żywcem skopiowali angielską szkołę taktyki, powszechnie krytykowaną i uznaną za archaiczną. Powrót do przeszłości wbrew światowym trendom. Mamy całkowite wyłączenie środkowych obrońców z odpowiedzialności za rozegranie, gra oparta jest w przeważającej mierze na dograniach do skrzydeł i wrzutkach, zniwelowana do minimum gra środkiem (brak prostopadłych podań, małej gry na jeden kontakt z wyjściem za linię obrony, strzałów z dystansu, penetracji dryblingiem, stwarzania w strefie liczebnej przewagi). Radovic znowu nie stwarza żadnego zagrożenia i jego rola (nie wiem, czy świadoma) sprowadza się do zagrywania na skrzydło. Jak ognia unikał gry z Ojamą, ale także brzydził się strzałami i dryblingiem w pole karne i próbą strzelania. Także opieram moje wnioski na podstawie relacji kilku dziennikarzy. Tylko modlę się, żebym się mylił.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1