- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- iocosus
I jak Igrzyska
Już za chwileczkę, już za momencik, igrzyska w Soczi zaczną się kręcić. Kręcić się będzie Kamil z Justyną, choć Polo Tajner perspektywę 12(!) szans medalowych rozwinął. Nigdy jak dzis w sportach zimowych Polska nie była tak silna! Czy wszystkie buzie już roześmiane? Tam i z powrotem, czyli o igrzyskach inaczej.
.
.
W obiegowej, powszechnej opinii kibic piłkarski to twór nieskomplikowany, ma zazwyczaj w głowie, to co na obrazku:

Ten stereotyp postaramy się zburzyć, nie samymi meczami, piłkami, pasjonat futbolowy żyje. Za dowód niech posłużą niniejsze olimpijskie rozważania, bynajmniej, kto śniegu i mrozu nie lubi, niech się nie zraża. Kto atmosfery imprezy, jeszcze nie odczuwa i jeżeli jest jeszcze ktoś taki, kto zwiastunu zimowej wyprawy po wawrzyny sławy i chwały, autorstwa Tomasza Bagińskiego jeszcze nie widział, niech koniecznie klika:
Teraz już możemy przejść do konkretów! Gruntownej, merytorycznej, poważnej analizy zimowych szans, na zaistnienie na Olimpie nowych bogów i bogiń, przed którymi pospolici śmiertelnicy padną na kolana.
Rozważania rozpocznijmy od wskazania, jakiego największego herosa lub heroski w Soczi zabraknie?
Oto bogini, której na olimpijskich szlakach podziwiać nie będzie nam dane!
Lindsey Vonn, dwukrotna medalistka olimpijska, dwukrotna mistrzyni (supergigant i zjazd) i trzykrotna wicemistrzyni świata. Czterokrotna zdobywczyni Pucharu Świata.
Za „olimpiada.interia.pl”: Jak napisała w oświadczeniu Vonn nadal ma niestabilny staw kolanowy po upadku, który miał miejsce 5 lutego zeszłego roku na trasie supergiganta w mistrzostwach świata w Schladming. Badania wykazały zerwanie więzadła krzyżowego przedniego i bocznego oraz pęknięcie główki kości piszczelowej. Dziewięć miesięcy później doszło do ponownego urazu w trakcie treningu na Copper Mountain.
"Zrobiłam wszystko, by wystąpić w igrzyskach, ale niestety nie udało się i nie będę w stanie rywalizować w Soczi. Moje kolano nie jest stabilne, nie mogę ryzykować" - napisała na swoim profilu na Facebooku.
29-letnia Amerykanka jest w tej chwili załamana. "To mną wstrząsnęło, ale muszę szukać nowych celów" - dodała.
Fanom w takich okolicznościach pozostaje liczyć na realizację remake’u „Basic instinct”.

Czy znajdzie się godna następczyni w Soczi równie skutecznie rozpalająca masową wyobraźnię? Być może już się objawiła, już jest na pierwszą divę igrzysk kreowana. Również narciarka, choć czy faktycznie, oto jest pytanie!? Kto zacz?
Kto przeoczył, lub chce poznać szczegóły nominacji na „Królową śniegu” tu znajdzie wyjaśnienie:

No właśnie, kaprys, zachcianka, muzycznej gwiazdy, zatem do rywalizacji w takich realiach wystawmy jak chce redaktor Zimoch Norbiego, czy też spełnienie marzenia, pasji, równej tej muzycznej. Jeżeli w Tajlandii nie ma lepszych narciarek, czemu Vanessa Mae kraju swego taty na olimpiadzie ma nie reprezentować? Skoro skrzypaczka Michalina Olszańska może pisać książki (wydała ich już osiem) w ten sposób realizuje równoległą pasję, czemu Vanessa ma nie jeździć na nartach w konkurencjach sportowych? A może to jednak ściśle zaplanowana, opracowana kampania promocyjno-marketingowa, mająca na celu przywrócić troszkę zapomnianą gwiazdę na pierwsze strony gazet, wzmóc zainteresowanie, popularność, a zatem po olimpiadzie i wskrzesić zapotrzebowanie na płyty, koncerty?
Możliwe, szlachetne idee igrzysk już dawno zostały zbrukane, istnieją pozory, a władzę dzierży wszechwładna wciskająca się w każdy kąt komercja, a jednak nawet gdyby to była tylko reklamowa dla gwiazdy kampania, to czy jest to grzech śmiertelny, niedopuszczalny. Dlaczego sport przez duże „S” ma nie czerpać ze sztuki przez duże „S” i odwrotnie? Skrzypaczka i literatka, nasza rodzima urocza i wszechstronnie utalentowana Michalina Olszańska na swojej stronie tak napisała:
„Wiem, że pewnie wielu z Was,
Szanowni Internauci, nie miało do czynienia … albo
może inaczej: nie zdawało sobie sprawy, że ma do
czynienia – z muzyką skrzypcową. I że być może
(na pewno) są tacy, co na hasło „skrzypce”,
„filharmonia”, „Bach”… szukają drogi szybkiej
ewakuacji. Ale skoro już trafiliście na moją stronę,
to proszę jeszcze o parę sekund: może uda mi się
„zdjąć zaklęcie” z czegoś, co być może odbieracie
jako jakiś ”muzealny eksponat” - a co jest,
tak naprawdę jedną z najpiękniejszych rzeczy
na tej planecie…
- skrzypce, jak rzadko który instrument, potrafią równie dobrze śpiewać, jak … tańczyć. I jeszcze płakać. Dlatego idą za człowiekiem przez świat i czas jak jakiś mistyczny pies: gdzie ludzie – tam skrzypce. W różnej postaci (jako viola, gęśliki, altówka, wiolonczela ), ale zasada jest ta sama: struna pobudzona do życia nie szarpnięciem (gitara, harfa - też piękne!), stuknięciem (fortepian, klawesyn), a – smykiem, który dla struny jest tym czym … kochanek dla kochanki. Smyczek strunę: pieści, zaczepia, prowokuje, roznamiętnia, uspokaja, głaszcze, doprowadza do płaczu … I to wszystko może się dziać na jednej nucie!…” http://michalina-olszanska.pl/
Ech, te skrzypaczki, tylko jedno im w głowie, ale po prawdzie, czemu Vanessa jeżdżąc na nartach w Soczi, odnawiając popularność i ją później wykorzystując przy okazji nie mogłaby „zdejmować zaklęcia”.
Wiem „de gustibus non disputandum est” prawa do sztuki przez duże „S” może rościć wielu, któż im zabroni, dla redaktora Zimocha Vanessa Mae (wszak flirtująca z popem – oczywista jawnogrzesznica) i sapiący od kilkunastu lat tylko ciągle to samo o „gorących kobietach” Norbi to ta sama liga i konkurencja, skoro skrzypaczka może, czemu piosenkarzom, piosenkarkom, mającym się za artystki, zabronić na olimpiadzie czynnie się „sportowo” promować. Niech przybierają obywatelstwa egzotycznych krajów i szusują po stokach, może nie po medale, ale o kasę, kto wie czy nie większą niż istnieje w zasięgu olimpijskich herosów. Cóż taki na sportowo „taniec z gwiazdami”. Gdyby na przykład na takiej zasadzie Korea wystawiła w saneczkach tego delikwenta od „gangnam style” i wioska olimpijska zaczęłaby podrygiwać w tych jego rytmach, sam bym się chyba skazał jako olimpijski liberał na męki piekielne.
Cóż trudno, na wszelki wypadek rozdam własne nominacje.
W jeździe na lodzie, w parach tanecznych wystawiłbym duet z tematyką igrzysk już doskonale zaznajomiony, dowód rzeczowy istnieje, wystarczy sprawdzić:

Obawiacie się, że para zbyt „doświadczona”(?) „dowód” sprzed 22 lat(!) rozwiewam wątpliwości, oto legendarne, „wiekopomne” klasyczne Bolero Maurice'a Ravela wykonane w 1984 roku na igrzyskach w Sarajewie!
A oto ówcześni bohaterowie, całkiem niedawno, w formie imponującej!

W kategorii solistek ponieważ sportowe stroje przywdziewa:

To i z jazdą na lodzie zakładam zjawiskowa Katherine Jenkins śpiewająco by sobie poradziła.

W czwórkach bobslejowych mielibyśmy swojego murowanego faworyta, ale i konkurentów niezgorszych:

Szanując równouprawnienie, nie godzi się zapomnieć o paniach, oj, można przez nie stać się „melomanem” prawie na równi z pasjonatem piłkarskim.

Uff, potencjalne współzawodnictwo nieliche, iście olimpijskie, ale skoro już jeden facet „skrzypcowy magik” się przewinął, to i dla szanownych Pań, które czarną-eLkę odwiedzają, dwaj violinowi sportsmeni, dwa „ciacha” dla nich do wyboru, może do biathlonu:
No a skoro do indywidualnych dyscyplin powróciliśmy, to uczyńmy to samo z potencjalnymi konkurentkami, tej od której całe sportowo-muzyczne zamieszanie powstało.
Wśród natchnionych muzycznych poetek, ogarniętych magią strun i smyczka, nie mniej od Vanessy wysportowaną wydaje się pewna akrobatka, na dodatek lęku wysokości z pewnością pozbawiona:

„Latająca skrzypaczka” czyli do skoków narciarskich jak znalazł i tych klasycznych i tych akrobatycznych w narciarstwie dowolnym.
Last but not least, moja faworytka w olimpijskich gwiezdnych wojnach:

Oto ta, której dopingowałbym najmocniej obojętnie w jakiej konkurencji by wystąpiła, nawet z curlingu z machania szczotką po lodzie, jestem pewien, że poezję z uśmiechem na ustach by uczyniła.
Tym sposobem olimpijska podróż tam i z powrotem dobiegła końca, nominacje na igrzyska rozdane. Może jakieś „zaklęcie zdjęte” zostanie, nie samymi piłkami pasjonat piłkarski żyje, oto dowód, gdy ktoś zakwestionuje do przedstawienia ![]()
P.S.
Na poziomie zaproponowanym przez redaktora Zimocha, mam dużo lepszego od Norbiego swojskiego kandydata, czempiona w każdej muzyczno-sportowej konfrontacji i letniej i zimowej:














- "W obiegowej, powszechnej opinii kibic piłkarski to twór nieskomplikowany, ma zazwyczaj w głowie, to co na obrazku"
Musze przyznać, że ze zdziwieniem stwierdzam iż coraz bliżej mi do tego stereotypu. Przynajmniej jeśli chodzi o Igrzyska zimowe. Kiedyś pasjonowałem się hokejem, nocami przesiadywałem z tatą przed telewizorem i podziwiałem wyczyny panów z kijami. Z wiekiem jakoś mi te emocje przeszły, Łyżwiarstwa nie cierpię, bobslejom kibicowałem jak jeździli nimi Jamajczycy. Sanki odstawiłem odkąd zaczęły niebezpiecznie trzeszczeć (pode mną). Curling mnie fascynuje, ale ciężko to się ogląda na trzeźwo. Kolega namawia mnie na Skicross, rzucę okiem, ale reszt jakoś mnie nie wzrusza.
Tak na marginesie to jeszcze dziś w przeddzień więcej się zastanawiam czy coś pizdnie czy nie , oby nie.
Na którejś olimpiadzie zwycięzca wyprzedził drugiego o 0,01 sec. Czy to nie jest emocjonujące?
Jest tu dostrzegalna analogia ze zjawiskiem, o którym iocosus pisał niedawno przy okazji tekstu o komentatorach piłkarskich. Kiedyś sportu było mało, więc człowiek rzucał się nawet na transmisję łyżwiarstwa figurowego, nie wspominając o hokeju, który był taką zimową piłką nożną
Poza tym dziś nawet już podczas Igrzysk można zawiesić oko na innych ciekawych wydarzeniach, lada dzień rusza np. nasza liga, same transmisje też są na tyle bogate, że człowiek nie jest niejako 'skazany', jak kilkanaście lat temu, na ogólny przekaz TVP, zatem można skutecznie omijać saneczkarstwo czy latem gimnastykę sportową
Ciekaw jestem czy Stoch wytrzyma presję, ciekaw jestem, czy zaskoczą jacyś panczeniści albo biathloniści. Na Justynę Kowalczyk za bardzo nie liczę, wydaje mi się, że nie da rady osaczona przez Norweżki i Szwedki. One coraz mocniejsze, ona... no nie wiem. Ale zawsze będę miał do niej szacunek za finał trzydziestki sprzed czterech lat. Że tak sobie patetycznie pozwolę - to była kwintesencja wszystkiego, co w sporcie najpiękniejsze.
Trochę nawet żałuję tamtych dawnych szerszych zainteresowań, ale to chyba jednak tylko zwykły sentymentalizm. Kiedyś np. łyżwiarstwo figurowe oglądałem z wielką przyjemnością, pokazy mistrzów to był centralny punkt niedzielnego popołudnia w dniu zakończenia igrzysk. Do dziś chyba jest gdzieś w domu VHS z pokazami bodaj z IO w Albertville, gdzie Petr Barna naśladował Chaplina, a złoty medalista Pietrenko bisował trzy razy. Niedawno próbowałem oglądać jakieś łyżwiarskie mistrzostwa, no i porażka, szkoda gadać w ogóle.
Albo hokej, o którym wspomina Senator. Pojedynki ZSRR z Kanadą i USA oglądało się z zapartym tchem. Kasatonow, Bykow, Fietisow, Makarow, do dziś pamiętam te nazwiska. No i Polska z 1988, podniecenie jakbyśmy grali o medal MŚ w nożną, minimalna porażka z Kanadą, remis ze Szwecją (!), spokojne zwycięstwo nad Francją, czekam sobie, gówniarz, na mecz ze Szwajcarią w nocy, a tu pierwsza wiadomość podczas transmisji, że doping u Morawieckiego. W ogóle mi się odechciało Calgary wtedy. Ale były emocje, było napięcie, był klimat.
Dziś pozostało 'Januszowanie'
Sir masz rację, obecnie kanałów sportowych mam a z sześć. Bez bicia również przyznaję się do oglądania łyżwiarstwa figurowego, kiedyś każdy sport lykalismy jak bocian żabę.
W moim przypadku to jednak też kwestia czasu.
- "Bez bicia również przyznaję się do oglądania łyżwiarstwa figurowego"
A fuj, obrzydliwi jesteście obaj. Obyście Filipowskiego oglądali bez końca
Na Igrzyska sportowe (letnie i zimowe) czekałem jak na western w święta.
W dobie telewizji dwu programowej każda transmisja sportowa była niezwykle atrakcyjna, bo rzadka. Czasy sie zmieniły i możliwość oglądania NBA, Super Bowl, ATP, WTA, PGE, Premier League, TME, Bundesliga, itd itp spowodowała, że straciłem zainteresowanie sportami zimowymi. Z wyjątkiem Justyny, rzecz jasna
https://twitter.com/martinfkde/status/430082527886196736/photo/1
nie spotkałem wówczas. Zapamiętałem wszechwładną korupcję, posterunki na szosach z workami z piaskiem i ustawionymi na nich rkm-ami, akurat temu się nie dziwiłem, byłem niedługo po wydarzeniach w Biesłanie, pamiętam z obrazków zza okna samochodu dużo półksiężycy zwieńczających dachy domów. Góry Kaukazu są kapitalne, to co mnie mroziło to postsowiecka industrializacja, pozostałości po niej, jadąc górską doliną, przez bujny las z rwącą górską rzeką wpadasz do mieściny, a tam takie czteropiętrówki z płyty, jak nasze PRL-owskie, tylko w stanie opłakanym, agonalnym, wrażenie okropne, ale gdzie indziej same pensjonaty dla turystów już na w miarę europejskim poziomie, a na drogach albo Łada, Wołga albo wypasione merce, audice, beemki, raczej przeważnie suvy – najpopularniejsza kategoria.
Morgenstern jako Frankenstein:
https://twitter.com/MorgensternT/status/426348908957401088/photo/1
i nowonarodzony:
https://twitter.com/MorgensternT/status/430364556892725249/photo/1