- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Zbyszek
Zezem: pochwała głupoty
Pan Andrzej Iwan dokonał w Przeglądzie Sportowym wpisu, z którego "złote myśli" zacytuję: "Nikt nie dawał szans Smudzie, a jest himalaistą i wszedł na szczyt ośmiotysięcznika bez tlenu" oraz "Namnożyło się dzisiaj tych fizjologów, przeróżnych specjalistów od przygotowania fizycznego. A ci ludzie są niepotrzebni.
Jedni dogadują się z piłkarzami, którzy nie lubią się męczyć, a drudzy coś tam przez cały czas kombinują. Wiecie co by było, gdyby Wisła miała takiego specjalistę. Katastrofa. Smuda katowałby chłopaków, a ten dokładał jeszcze swoje i nie byłoby między nimi współpracy. Nie muszę dodawać przed jaką imprezą tak to wyglądało i jak wyszło".
Naprzód przeczytałem jeszcze raz, bo nie wierzyłem, że można być tak niereformowalnym. Czytałem wspomnienia Iwana. O meczach ani słowa. I się nie dziwię. Bo by pewno musiał wspomnieć jak Górnik szedł po Mistrza z nim w składzie. Na przykład w meczu z Legią 26.08.1987 roku gadał tyle, że wydawało się, że jego rola sprowadzała się do tłumaczenia niektórym naszym niewtajemniczonym, żeby odpuścili. Witek Sikorski widocznie nie chciał, to go Iwan kopnął bez piłki w piszczel. Powinien być wyrzucony z boiska, sędzia widział, ale się odwrócił i patrzał jak naszego znoszą z boiska. Iwan natomiast padł i odczołgał się poza linię. Wstał i bezczelnie patrząc na gwiżdżącą krytą pobiegł do swoich. Legia przegrała 0:1. Iwan wkrótce potem wyjechał z Zabrza i trafił do VFL Bochum. Dużo o tamtych zdarzeniach opowiadali nieformalni współautorzy scenariusza filmu "Piłkarski poker". Film zresztą miał być rzeczywistym ujawnieniem skali korupcji, a stał się trochę pustawą komedyjką. Za to Iwan zapamiętał dużo o tym jak ten czy tamten się upił i się obalił, a inny jak się upił to wjechał autem w dom. A jak kto nie chciał pić to się go sekowało i robiło różne "dowcipy". Ubaw po pachy.
Natomiast nie wiedziałem, ale się dowiedziałem, że nasza ukochana liga to Himalaje. Chyba Himalaje absurdu i nonsensu. Bo mnie się wydawało, że ostatnio to są Góry Baranie Karłowate i na ich szczyt się nie wchodzi tylko od razu spada. No i to całe nieszczęście piłki, ci fizjologowie. Taki cudotwórca jak Smuda ich nie potrzebuje. I też wreszcie wiemy dlaczego nie jesteśmy Mistrzami Europy. Tylko że wiemy, że fizjologowie chcieli, aby nasi popracowali, a to Franek nie chciał. I kiedy ogląda się film:"Będziesz legendą, człowieku" to aż komuś chce się dać otwarta ręką w pysk i to raczej nie w nagrodę.
Szczególnie podoba mi się ta przerzutnia o braku tlenu, czytaj kasy. Wisła ma trzeci pod względem wielkości budżet w lidze. Trzeci. Nie szesnasty. To że kręci i nadal ma zaległości w wypłatach od czasów dojnych krów holenderskich /a rebus/ to ich samych "zasługa". A że Smuda chce pokazać po blamażu na EURO 2012 i po SS Jahn, że nie jest najgorszym trenerem, to jeszcze nie powód, aby go gloryfikować. Ot, przeciętny trener, dużo mówiący i z reguły bez sensu, ale w naszej lidze jest na swoim miejscu. Lepszych od niego niewielu. Przy czym na sprawę spojrzeć trzeba szerzej. Mamy cały poczet różnych byłych trenerów, byłych piłkarzy, byłych działaczy, a nawet paru aktualnych z Greniem na czele, których nieuctwo, prymitywizm i chamstwo nie pozwalają naszej piłce odbić się od dna. Oni chcą nam wmówić, że kiedyś jak oni byli, to było najlepiej. Wystarczy się cofnąć. A ja się pytam: dokąd się cofnąć? Może do jaskiń? Chyba wtedy według nich było najlepiej.
Przypomina mi to "Pochwałę głupoty" Erazma z Rotterdamu wydaną przez niego w 1509 roku. Zawarta w tej pracy autopochwała głupoty pełna jest pomysłowych, wzbudzających śmiech paradoksów. Zachowując porządek i zadając szyku, głupota przedstawia się nam jako córka bogactwa Plutosa i nimfy Neotety /młodosci/. Towarzyszy jej orszak służebnic, z których najważniejsze to Filantia - miłość własna i Kolakia – pochlebnisia. Do dworu głupoty należą również Lete – zapominalska, Mizoponia - leniwa i gardząca nauką oraz Hedone - rozkosznica. Z pomocą takich służek sprawuje głupota władzę nad światem. Rządzi człowiekiem w każdym czasie, kieruje wszelkim zakresem jego działalności. Kształtuje życie prywatne człowieka, jest motorem jego pragnień i uczuć. A choć jest najpotężniejszą boginią nie potrzebuje posągów, ani ołtarzy, bo jest otoczona powszechną czcią i może oświadczyć z dumą: "Ja uważam, że tyle mam posągów ilu jest ludzi. którzy choćby nie chcieli jako żywi mój obraz po świecie noszą". Dobrze to opisują Ofensywni w internetowym wydaniu PS z dnia 05.02.2014 r. w artykule: "Zagubione dzieciaki z dużą kasą".
Głupi nie lęka się niczego, strach nie pęta jego inicjatywy. Nie wie co to trema, nie krępuje go nieśmiałość. Nie ma chwil słabości, że może za duży ciężar bierze na swoje barki. Człowiek głupi nigdy nie czuje się nieszczęśliwy, wszak głupota należy do jego natury. Jak nie jest nieszczęśliwy koń nie znający smaku czekolady i nie wkuwający wzorów matematycznych. Tak nie jest nieszczęśliwy głupiec skoro głupota jest jego stanem naturalnym. Najszczęśliwszym zaś człowiekiem jest ten co nawet "nie powąchał” nauki, a natura jest jego jedynym nauczycielem. Ten kto do wiedzy i mądrości się garnie jest podwójnie głupi. W "Pochwale głupoty" Erazm pisze tak: "A jak głupotę zrobiłem mądrą, tak niedorzeczność rozsądną , a maleństwo rozumnym". Ujawnione pod tym paradoksem zło ma pobudzić do wysiłku, aby je usunąć. Śmiechem można obalić to co, czego nie da się pokonać żadnym argumentem. Jako przedmiot drwiny i szyderstwa zło traci w pewnej mierze władzę nad naszymi umysłami.
Idąc tym tropem pozwolę sobie parafrazować stary dowcip: Przed Euro 2012 postanowiono wydać znaczek z podobizną Franciszka Smudy. Ale jak to u nas, czegoś nie dowieźli, ktoś nie dopilnował i znaczek ujrzał światło dzienne już po. Od razu nadeszły skargi, że znaczki nie chcą się przyklejać. Przeprowadzono badania i stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że znaczki są dobre, tylko ludzie pluli nie na tę stronę co trzeba.

