- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
- Dzynek
Długa ławka Legii, krótka Wisły
Właśnie jestem świeżo po lekturze artykułu pt. „Pokaż mi swoją ławkę rezerwowych, a powiem ci...” (weszło.com), w którym autor argumentuje, że siła drużyny zależy od posiadania odpowiedniej jakości zmienników na ławce. Posługując się slangiem piłkarskim wniosek można wysnuć tylko jeden: najdłuższa ławka jest w Warszawie, najkrótsza w Krakowie.
W efekcie pierwsi są najsilniejsi i mają największe szanse na mistrzostwo, drudzy najsłabsi, ich szanse są znikome i nie ma o czym gadać. Można oczywiście polemizować czy autor ma rację, jednak o wiele bardziej intrygujące jest dlaczego tak jest. Czemu to Legia ma na ławce zawodników niewiele gorszych od tych podstawowych, a Wisła takich nie ma. Czemu sytuacja nie jest odwrotna? Odpowiedź nie sprowadza się jedynie do transferów, jak to myślą w Krakowie, bardziej trzeba jej poszukiwać w sposobie zarządzania kadrą przez kluby i trenerów.
Jan Urban jesienią dość mocno rotował składem. Na początku sezonu trener wystawiał dwie różne jedenastki: jedną do el. LM, drugą do ligi i PP. Wiedział jak wiele spotkań może rozegrać drużyna, nie wszyscy wytrzymają i kwestią czasu jest, kiedy przyjdą kontuzje i wykluczenia. Dbał o to, aby każdy zawodnik był ograny i w formie meczowej, żeby w razie czego mógł bez obaw z nich korzystać. Przezornie zabezpieczał się na przyszłość. Nawet dwie sierpniowe porażki rezerwowym składem nie zmieniły jego planów. Miał rację. Dość szybko wykruszali mu się zawodnicy pierwszego wyboru, więc musiał korzystać z rezerwowych. Dzięki wcześniejszej planowej rotacji bez strachu w oczach sięgał po zawodników z ławki i Legia jechała dalej. Nadal dominowały zwycięstwa nad remisami i porażkami, nie było dołka formy, długiej passy porażek i remisów. W lidze pierwsi, w PP w kolejnej rundzie, w LE jedynie kiepsko, jednak generalnie na plus. Dopiero pod koniec rundy, kiedy niektórzy zawodnicy musieli grać cały czas, kiedy nie było tygodnia bez dwóch meczów gra drużyny mocno uległa pogorszeniu, czego efektem było 2 porażki w lidze i odpadnięcie z PP. Można powiedzieć, że dzięki silnej ławce przynajmniej ligę zdominowaliśmy i na przerwę zimową schodziliśmy z 5 punktową przewagą nad peletonem.
Siła tej ławki w dużej mierze wzięła się z rotacji. Chcąc nie chcąc trener miał ponad 22 graczy gotowych do ogry na odpowiednim poziomie. Jak jedni odpoczywali to drudzy zdobywali doświadczenie. Tacy zawodnicy jak Bereszyński, Ojamaa, Broź, Furman, Żyro, Kucharczyk, nawet Mikita, Cichocki grali często, dzięki czemu podnieśli swoje umiejętności, wiedzą czego im brakuje i nad czym muszą pracować, nie paraliżuje ich strach przed rywalami i stawka meczu oraz potrafią już sprzedać to, co aktualnie potrafią. Byli i są gotowi do gry od zaraz. To, czym dysponuje Berg jest w głównej mierze pokłosiem pracy Urbana.
Z Krakowa ktoś może powiedzieć: Zaraz, zaraz. W Legii silna ławka to zasługa transferów. Nic bardziej mylnego. Autor artykułu z Weszło pokazał ławkę: Kosecki, Łukasik, Saganowski, Kucharczyk, Bereszyński konkludując, że to mocna ławka. Tyle, że to nie są zawodnicy transferowani ostatnim latem. To są zawodnicy, w których Legia inwestowała i inwestuje od lat. Regularnie dostają szansę grania. Pierwsi dwaj powiedzmy, że wychowankowie, którzy sukcesywnie wspinali się po szczeblach legijnej hierarchii aż doszli do kadry narodowej, zaś dwaj ostatni przyszli do Legii jako anonimy i to Legia kształtowała i kształtuje ich jako piłkarzy. My sobie ławkę wychowaliśmy i o kupnie nie może być mowy. Sprowadzaliśmy graczy z myślą o pierwszym składzie i tam ci zawodnicy najczęściej grają.
W Krakowie zaś mówią, że słaba ławka to wina braku transferów. Zbyt trywialne to tłumaczenie. Trzeba sobie zadać podstawowe pytanie: jak klub zbudował kadrę Wisły i jak trener Smuda nią zarządzał, że jak patrzy za plecy to mu twarz czerwienieje. Sęk w tym, że Wisła popełniła błędy na kilku płaszczyznach i brak transferów jest najmniej istotny.
Wisła w sytuacji braku środków na transfery i tak zdołała zgromadzić liczną i jakościowo dobrą kadrę. Dudka, Stilić, Brożkowie, Stjepanovic dołączyli do pokaźnej grupy piłkarzy, którzy występy w lidze mogą liczyć w dziesiątkach i pamiętają jeszcze grę w LE. Gdyby wszyscy byli zdrowi ławka wyglądałaby niewiele mniej imponująco niż w Legii. Jestem sobie w stanie wyobrazić taki zestaw rezerwowych: Chavez, Stolarski, Małecki, Garguła, Boguski. To czemu na ławce same żółtodzioby? Ano klub sprzedał kilku zawodników mogących poszczycić się doświadczeniem, występami w reprezentacjach lub rokującymi na przyszłość. Być może musiał. Jednak kadra nie była przygotowana na takie osłabienie.
Smuda – w przeciwieństwie do Urbana – grał jednym składem. Wystawiał tych samych zawodników nie ogrywając rezerwowych, co skłoniło ich do szukania gry w innych klubach. Na ławce zasiedli więc gracze z rezerw. Tych także nie ogrywał i nie ogrywa. Korzysta z nich tylko z konieczności, a za taką nie uznaje przemęczenia czy drobnych kontuzji. Żadnego z nich nie przygotował do rywalizacji w piłce seniorskiej. I tu klub także nie pomógł trenerowi, bo żaden z tych piłkarzy nie miał nawet przetarcia na poziomie pierwszoligowym. Smuda mógłby chociaż wykorzystywać limit zmian i do tego dużo wcześniej niż w 88. minucie, to kilku z nich przynajmniej by się oswoiło z presją. Nic by stracił na jakości drużyny skoro kilku jego graczy podstawowych gra z kontuzjami i z ich obecności na boisku nie ma żadnego pożytku. Ale nie od dziś wiadomo, że Smuda nie lubi ogrywać młodych.
Nie odbieram trenerowi prawa do własnej wizji zarządzania drużyną. Chce grać wąską kadrą to niech gra. Jednak ze względu na okoliczności powinien tak przygotować drużynę, aby ograniczyć ilość kontuzji do minimum. I tu popełnił kolejny błąd. Było tradycyjne ciężkie ładowanie akumulatorów, co przy takich kruchych zawodnikach jak Garguła, Boguski, Głowacki i przy takich leniuchach jak Brożkowie i Stilić musiało doprowadzić do kontuzji i spadku jakości gry. Nie da się przecież ukryć, że do większość tych kontuzji doszło bez udziału przeciwnika.
W efekcie Smuda nie ma ani podstawowej jedenastki ani przygotowanych zmienników. Nie dbał o to, aby każdy zawodnik był ograny i w formie meczowej, żeby w razie czego mógł bez obaw z nich korzystać. Nie wykazał się przezornością, nie zabezpieczył się na przyszłość, patrzył krótkowzrocznie. I nawet jeśli klub zapewni mu upragnione transfery to jestem przekonany, że wybierze jedenastu, będzie tylko nim grał, a rezerwowi będą więdli na ławce z czasem szukając ucieczki z klubu.
Dziś Legia zbiera owoce z poczynionych inwestycji, zaś Wisła padła ofiarą własnego minimalizmu i krótkowzroczności. Mając graczy na podobnym poziomie rozwoju jak w Legii nie uczyniła z nich graczy pierwszoplanowych, a jedynie zapchajdziury. U nas Furman za granicą, a Łukasik i Kosecki już mieli oferty. U nich Chrapek jednym z wielu bez ofert, a Nalepa, Czekaj, Szewczyk modlą się o parę minut na boisku. To nie nadmiar transferów w Legii i ich brak doprowadził do takiej różnicy w jakości kadry, a sposób zarządzani nią.
Jeśli porównanie Legii i Wisły nie przekonuje to warto jeszcze rzucić okiem na Lecha. Tam byli równie pasywni na rynku transferowym, co Wisła, a efekty mają podobne do Legii.


Oczywiście wiele prawdy jest w tym co napisał Dzynek, Wisła sama sobie zgotowała ten los.
Od początku sezonu wydawało się, że stawianie na tych zawodników pod wodzą tego trenera musi prędzej czy później doprowadzić do załamania - no i wreszcie faktycznie doprowadziło. Chociaż przyznam bez bicia, trzymali się tak długo, że po udanym początku wiosny zacząłem na serio obawiać się, że jakimś takim lotem ślizgowym dociągną do końca sezonu i to z nimi będziemy ścigać się o tytuł, a nie z Lechem.
W pojedynczych meczach zresztą nadal mogą być groźni, bo są tam zawodnicy mogący zrobić różnicę, tak jak zrobił ją Stilić w meczu z nami. Nawet nieśmiało liczę na niespodziankę w pierwszym meczu grupy mistrzowskiej, tzn. Lecha z Wisłą właśnie.
Co do Legii, hm, mimo wszystko uważam, że nie tylko trwałość naszego budulca była lepsza, ale i jego jakość również. Mamy bardziej wyrównany skład. Nie mam przekonania, czy gdyby Smuda częściej dawał szansę Urydze albo Szewczykowi to oni dzięki temu byliby teraz w stanie wejść do tej drużyny i zagrać na odpowiednim poziomie. Niektórzy wyżej przysłowiowego wała po prostu nie podskoczą. Albo Guerrier i Sarki, niby wybiegani, niby nieźli w pojedynkach jeden na jednego, ale nie są to zawodnicy na odpowiednio wysokim pułapie regularności, wcale nie dziwiłem się Smudzie, że szukał ucieczki przed ustawieniem z nimi na flankach i w pewnym momencie upychał w zespole nawet czterech środkowych pomocników.
Za dużo dziur u nich mimo wszystko, u nas rozważania kto mógłby grać na kogo były jednak prowadzone na innym poziomie. Coś było na rzeczy w tych dwóch 'niemal równorzędnych jedenastkach', o których pisaliśmy przed sezonem.
Moim zdaniem, w naszych rodzimych warunkach, przedstawicielem podobnego nurtu jest trener Rumak i jego Lech Poznań. Trener Poznaniaków teoretycznie mówi, że brakuje mu zmienników, ale ja odnoszę wrażenie, że tak naprawdę nie lubi zbyt rozbudowanej kadry. Lubi konsolidację, a zwartość grupy gwarantują my stałe występy. Zmiany są raczej wymuszone, rotacja w składzie to bardziej konieczność niż efekt przemyśleń. Prawdą jednak jest, że zespół Kolejorza ma zdecydowanie uboższą kadrę niż jego odpowiednik z Warszawy. Konieczność gry utalentowanym ale zupełnie 'nieopierzonym'; Linettym, czy choćby chwalonym (całkiem słusznie zresztą) ale jeszcze młodszym Kownackim jest w stołecznych warunkach niewyobrażalna. Nawet starszy ale wciąż bardzo nieregularny Możdżeń miałby w zespole Urbana/Berga problemy z załapaniem się do kadry meczowej. A jednak, ekipa prowadzona przez Rumaka potrafiła nieźle się rozbrykać, momentami nadając ton rozgrywkom Ekstraklasy (choć oczywiście warszawskiej Legii niczego w tej rywalizacji nie brakowało). Jednak strat z początku nadrobić nie mogła (przynajmniej w rundzie zasadniczej).
Z kolei tytułowa Wisła to w mojej ocenie zupełne zaprzeczenie rozsądnego budowania kadry. Klub, który zdawał się wychodzić ze swoich ogromnych kłopotów po raz kolejny uwierzył, że da radę. Rozwój i ewentualną przyszłość odrzucili w kąt, kolejny raz stawiając na znane wszystkim konie. To one miały dobiec do mety. Dziś wiadomo, że nie dobiegną, niektóre wywróciły się jeszcze przed metą, a 'weterynarz' zastanawia się czy nie lepiej dobić zamiast próbować leczyć. Europy nie będzie. A co za tym idzie kasy z tego tytułu nie będzie i tylko 'dziadków' z kadry nikt już nie kupi. Do następnego sezonu nie bardzo jest z kim przystępować. Sam Stilić nie wystarczy, reszta ewidentnie ma już dość.
Właśnie mam takie przekonanie, że kilku młodych wiślaków mogłoby niewiele gorzej radzić sobie od naszych młodych legionistów. Prawdopodobnie masz rację, że nie mają tyle talentu, co nasi jednak mogliby pełnić chociaż rolę solidnych zmienników. Kto wie, czy regularna gra nie sprawiłaby, że zrobiliby duże postępy? Czasem wystarczy te 20 – 30 min. w meczu, żeby piłkarz się rozwijał. Prawdopodobnie nie płakaliby teraz za transferami i bez nerwów czekaliby aż podstawowi gracze wykurują się.
Pamiętasz zapewne jak było w Legii, kiedy przyszedł Urban. Nie było pieniędzy na transfery, to młodymi grał jak szalony. Łukasik, Kosecki, Żyro i Furman uchodzili za utalentowanych, ale żadnego większego doświadczenia nie mieli. Wystarczyło na nich postawić, dawać okazję do grania, a ci się pięknie rozwinęli. Trzeba trochę wiary, cierpliwości i planu rozwoju i z młodych jest pożytek. W Wiśle także. A te wiślackie chłopaki są w kadrze po 3 – 4 lata i – w przeciwieństwie do naszych wychowanków – mają łącznie występów tyle, co Łukasik w ciągu jednej rundy. Tak się nie da wychować sobie piłkarza.
A propos skrzydłowych Wisły. Jak na nasze ligowe standardy to są solidni gracze. Strzelać za bardzo nie potrafią, ale z dograniem dobrej piłki źle nie jest. Problem jest ze współpracą z napastnikiem (Brożek jest zbyt statyczny) i z piłkarzami z drugiej linii (słabo wchodzą na dwa tempa). Zauważ, że kiedy wszedł Szewczyk dzięki większej ruchliwości dostał kilka fajnych piłek ze skrzydła. Więcej miał okazji do strzału w kilka minut niż Brożek przez większość meczu. Toksyczne dla Wisły jest bezkrytyczne przywiązanie do Pawła Brożka.
@Monrooe
Dzięki
Zauważ jedno: praktycznie każdy klub naszej ekstraklasy zatrudnia między 26 – 30 piłkarzy. Wisła także. Na papierze mają szeroką kadrę, tyle, że z większości piłkarzy w ogóle nie korzystają. Okazuje się, że około 10 piłkarzy w każdym klubie nie nadaje się do gry w Ekstraklasie. Taki Śląsk czy Lech zwyczajnie z własnej woli grali wąską kadrą, choć mieli do dyspozycji dwa razy tyle graczy. Aż się prosi jakaś uchwała PZPN – u ograniczająca możliwość zgłoszenia do ligi maksymalnie 22 piłkarzy. W razie kontuzji na czas leczenia można by było czasowo włączać do kadry gracza rezerw. Skończylibyśmy z fikcją, a realnie podniosłaby się jakość drużyn tylko poprzez wyrzucenie słabiaków. Kluby oszczędziliby sobie pensji na nich i w sumie kadra składałby się z o wiele lepiej wyselekcjonowanych piłkarzy. Skończyły by się idiotyczne transfery, bo każdy klub dbałby o jak najlepsze obsadzenie każdego miejsca w kadrze. A i trenerzy mieliby komfort pracy ze ściśle określoną grupą.
Ciekawy,analityczny tekst.Nie będę wiec wywarzał otwartych drzwi.
Tytułowe powiedzenie na Weszło jest przypisywane w tym kształcie Jose Mourinho.Ja w trochę innym znam je od czasów Helenio Herrery.Pewno wszyscy trenerzy marzyli i marzą o silnej ławce rezerwowych,bo to o to w tej chęci trenerów chodzi.I nie idzie tu tylko o mecze i ewentualne zmiany związane z kartkami czy kontuzjami,gdyż zdecydowana większość zespołów gra tzw.podstawowym składem,więc to co czyni Berg czy Smuda nie jest żadnym ewenementem.Zgranie,wzajemne zaufanie jest w piłce nożnej nawet ważniejsze niż inne składowe gry.Silna ławka wiąże się z możliwością odmienienia losów spotkania przez wprowadzenie rezerwowych mających takie umiejętności,aby to uczynić.Tu podaje się klasyczny już przykład finału LM MU-Bayern 16.05.1999 roku w Barcelonie,gdzie rezerwowi Sherringam i Solskjer strzelając bramki w doliczanym czasie gry zdecydowali o wyniku 2:1 dla MU.
Natomiast drugi równie ważny element to jakość rywalizacji i praca treningowa.Nasi zawodnicy wyjeżdżając do klubów, zwłaszcza zachodnich przekonują się i opowiadają o tym jak ciężko muszą trenować,aby wykazać swą przydatność dla zespołu. Jupp Heynckes właśnie w naciskaniu przez rezerwowych na teoretycznie najlepszych upatrywał jednej z przyczyn swoich sukcesów w Bayernie.Tylko,że w takim wypadku wychodzi charakter trenera jako przełożonego : czy on uczciwe daje wszystkim równe szans czy też z różnych powodów, w Polsce głównie marketingowch,że tak to nazwę, są równi i równiejsi.Wtedy jakość ławki nie przekłada się na postępy zespołu.
A co do Smudy to on słabym trenerem jest i ma w zespole swoich i obcych i do tego rozwala każdą prowadzoną przez siebie drużynę od środka.