- Kategoria: Kalejdoskop futbolowy
Pożegnania z ligą ciąg dalszy
Kontynuując nasze czarno-eLkowe rozważania na temat minionego sezonu Ekstraklasy, tym razem postanowiliśmy pokusić się o wytypowanie najlepszej jedenastki sezonu 2011/12. Wzięliśmy pod lupę wszystkie szesnaście drużyn Ekstraklasy, przeanalizowaliśmy każdego zawodnika, prześwietliliśmy każde kopnięcie piłki... Wróć. Chyba jednak po prostu zawierzyliśmy naszemu subiektywnemu kibicowskiemu oku. Zachęcamy do zapoznania się z wynikami.
Miniony sezon to triumf Śląska Wrocław - triumf trenerskiej solidności Oresta Lenczyka, triumf armii rzemieślników dowodzonych przez generała Milę. Na nic zdała się kanonada Artjoma Rudniewa (który znów zamierza być Rudnevsem), na nic geniusz Danijela Ljuboi, na nic spryt Arkadiusza Piecha. Śląsk pokazał wszystkim przeciwnikom plecy, jednak umiarkowanie wyrazisty styl podopiecznych Lenczyka znalazł odzwierciedlenie w wynikach naszej zabawy. Mistrz Polski wydelegował do jedenastki czarnej-eLki zaledwie dwóch przedstawicieli. Również dwóch zdołał w niej zmieścić poznański Lech, jednego Ruch Chorzów, jednym dzielą się Górnik Zabrze oraz Zagłębie Lubin. Najwięcej przedstawicieli w naszej jedenastce sezonu ma natomiast klub, który w raczej nieciekawych okolicznościach zmarnował szansę na pewną zdawałoby się mistrzowską koronę, uważni czytelnicy naszej strony zapewne domyślają się już, o jaki klub chodzi.
Poczekajmy jednak chwilę z ogłoszeniem wyników. Należy się jeszcze słowa wyjaśnienie dotyczące taktyki, jaką obraliśmy dla naszych All Stars. Otóż z racji często spotykanego problemu z nadmiarem kandydatów na pozycję X i niedoborem w obsadzie pozycji Y, musieliśmy iść na kompromis, którego owocem stała się niezwykle wyrafinowana taktyka 1-4-1-3-1-1. Oto oni!

BRAMKARZE
Dusan Kuciak (27 lat, Legia Warszawa) okazał się bezdyskusyjnym triumfatorem naszej zabawy, zdobywając aż pięć głosów. Głos szósty powędrował do Marijana Kelemena ze Sląska. Słowacki twardziel zachwycił nas od pierwszego meczu ze Spartakiem w Moskwie, a interwencje z meczów z Widzewem (Oziębała) czy Jagiellonią (Plizga), dobitnie świadczą o klasie Kuciaka. Oby nie gorzej w przyszłym sezonie!
PRAWA OBRONA
Stawkę łatwo zdystansował Piotr Celeban (27 lat, Śląsk Wrocław), gromadząc w naszej zabawie cztery punkty. Nadzwyczaj skuteczny jak na defensora Celeban (6 bramek!) doczekał się konkurencji jedynie w osobie Pawła Olkowskiego z Górnika (jeden głos).
LEWA OBRONA
Terminator Jakub Wawrzyniak (29 lat, Legia Warszawa) nie napotkał w naszej zabawie żadnej konkurencji, osiagając metę z maksymalną liczbą sześciu głosów. Ilość rozegranych w tym sezonie spotkań, pewny plac w reprezentacji narodowej, wreszcie asysty (chocby ta najbardziej pamiętna w Moskwie) składają się na obraz najlepszego naszym zdaniem lewego obrońcy w Polsce.
ŚRODEK OBRONY
Parę stoperów tworzą Michał Żewłakow (36 lat, Legia Warszawa) oraz Adam Banaś (30 lat, Górnik Zabrze / Zagłębie Lubin). Żewłakow z miejsca objął dowództwo nad najsolidniejszą w lidze defensywą należacą do warszawskiej Legii, a jego brak boleśnie dokuczył nam zarówno w zremisowanym meczu w Łodzi, jak i w przegranym z Lechem. Docenilismy również klasę Adama Banasia, który w przerwie zimowej zmienił Zabrze na Lubin, nieoczekiwanie stając się od razu kapitanem drużyny i wiodącą postacią w rewelacyjnym na wiosnę Zagłębiu. Na tej pozycji punktowali jeszcze człowiek orkiestra, obrońco-napastnik Korony Pavel Stano i powtórnie Celeban.
DEFENSYWNY POMOCNIK
Na tej pozycji mieliśmy najwiekszy problem, a nasze głosy podzieliły się idealnie po równo między Rafała Murawskiego (31 lat, Lech Poznań) a dobrze nam znanego Aco Vukovicia z Korony. W zarządzonej dogrywce więcej punktów zgarnął Murawski i to on znalazł się w wyjściowym zestawieniu naszej drużyny. Po jednym głosie otrzymali natomiast Łukasz Trałka z Polonii oraz Przemysław Kaźmierczak ze Śląska.
PRAWY POMOCNIK
Doceniliśmy renesans formy Marka Zieńczuka (34 lata, Ruch Chorzów), przyznając temu zawodnikowi tytuł najlepszego prawego pomocnika sezonu 2011/12 przez klasyczną aklamację. Zieńczuk - 5 głosów, reszta ligi - 0.
LEWY POMOCNIK
Deficyt zawodników potrafiących sprawnie i efektywnie przemieszczać się po lewym skrzydle znalazł odzwierciedlenie w wynikach naszej zabawy. Zwyciężył nieobecny w Polsce od lutego Maciej Rybus (23 lata, Legia Warszwa / Tieriek Grozny), gromadząc trzy głosy i dając kolejny impuls do rozważań pod tytułem 'co by było gdyby'. Jeden głos zanotował natomiast utalentowany siatkarz, drybler i egzekutor w jednej osobie, Prejuce Nakoulma, który znakomicie odnalazł się pod wodzą Adama Nawałki w Górniku Zabrze.
OFENSYWNY POMOCNIK
Z uwagi na fakt, że nasze głosowanie na tej pozycji wyłoniło dwóch bezapelacyjnych zwycięzców, zdecydowalismy się na błyskotliwy manewr taktyczny, jednego z pary liderów lokując na pisanej mu pozycji lidera środka pola, zaś drugiego traktując jako 'wolny elektron' krążący za plecami jedynego wysuniętego napastnika. Pierwszym z pary jest rzecz jasna Sebastian Mila (30 lat, Śląsk Wrocław), drugim naturalnie Danijel Ljuboja (34 lata, Legia Warszawa).
NAPASTNIK
Nie było niespodzianki. W naszym głosowaniu wyraźnie zwyciężył król strzelców minionych rozgrywek, Artjom Rudniew (24 lata, Lech Poznań). Świeżo wytransferowany do Hamburga łotewski snajper zdystansował w naszych oczach Arkadiusza Piecha stosunkiem głosów pięć do jednego.
***
Cóż mozna powiedzieć na naszą jedenastkę sezonu 2011/12? Bez wątpienia widać, kibicami którego klubu Ekstraklasy jesteśmy, niestety nie da się powyższego wniosku uznać za jakoś szczególnie odkrywczy. Trzeba jednak powiedzieć, że pomimo naszego siłą rzeczy nieco spaczonego punktu widzenia, pozycję każdego z 'powołanych' przez nas legionistów można z dużym powodzeniem bronić, bez wątpienia byli to bowiem zawodnicy ze wszech miar pozytywnie wyróżniający się na tle ekstraklasowych boisk. Futbol to jednak gra zespołowa, banał, który przypomniał o sobie w końcowym rozrachunku. Legii zabrakło czegoś, co miał Śląsk.
W drużynie z Wrocławia od początku rozgrywek imponował duch gry zespołowej, szalenie wyrównana kadra pozwalała wymieniać poszczególne elementy układanki bez uszczerbku dla całości. Widzieliśmy Milę, docenialiśmy energię i końskie zdrowie Celebana, ale pozostali byli niczym pionki przestawiane wprawną dłonią Lenczyka. Plan gry przejściowo posypał się wiosną, ale szkoleniowiec wrocławian potrafił wycofać się z błędnych decyzji i w ostatecznym rozrachunku został za swoją elastyczność nagrodzony.
Który model budowy druzyny zatriumfuje w kolejnych rozgrywkach - przekonamy się już wkrótce.
Legia nie jest zresztą jedyną drużyną, w której indywidualności nie doprowadziły całej drużyny do sukcesu. Nikt nawet nie pomyślał o nominacji dla Maora Meliksona, Andraza Kirma, mającego świetny okres na jesieni Dudu Bitona czy błyskotliwego Ivicy Iliewa z Wisły Kraków. Do grona zaginionych w akcji można zaliczyć także Semira Stilicia, Edgara Caniego czy Razacka Traore. Wyniki minionych rozgrywek dowodzą, że to nie był sezon wielkich indywidualności, czołowe miejsca w naszej lidze okupują wzmiankowany Śląsk czy Ruch Chorzów wsparty na fundamentach w osobach Grodzickiego czy Stawarczyka, których w naszej zabawie nie rozpatrywaliśmy jako poważnej konkurencji dla Michała Żewłakowa. A może trzeba było?
Jeszcze jedno. Chciałoby się podsumowac naszą zabawę słowami 'idzie nowe', niestety wypada skwitować ją raczej stwierdzeniem 'wraca stare'. Weterani ligowych boisk tacy jak Marek Zieńczuk, trzymają w szachu szturmujące ich pozycje młodsze pokolenie. Czynią to bez wiekszego wysiłku, bo i szturm dość anemiczny. Ale o tym czy można wyłowić perełki wśród nazwisk drugiego obecnie planu - w jednym z najbliższych artykułów.


Co do Ruchu, to jak dla mnie wszystko w porządku: brak gwiazd, wynik jest. Czyli plus dla drużyny właśnie.
Rozumiem krytyka za niektóre mecze wiosenne, wytykanie mankamentów w grze czy oprócz wielu pozytywnych rzeczy dostrzeganie i tych gorszych ale to jest niewspółmierne do tego co jest wypisywane. Nikt nawet nie próbuje dostrzec, że na jesieni Ljuboja "miał z kim grać", na wiosnę kimś takim był wyłącznie Wolski, a i tak złapał kontuzję w kluczowym momencie. Abstrahuje się w tych wypowiedziach totalnie od wszystkiego (taktyka, forma zespołu, nastawienie przeciwnika, kontuzja itd.). To jakieś horrendum co się dzieje i tak się zastanawiam, jakie ja mecze oglądam ?
I jeszcze te zabawne dopiski pt. "wprawdzie wyłącznie mała grupka to dostrzega, ale to my się znamy, a reszta to laicy". Mam coraz większe przekonanie, ze krytykowanie Ljubo staje się po prostu modne.
Przy okazji - Ljuboja nie ma już tak wysokiego kontraktu, w przedłużonej umowie zgodził się na sporą obniżkę.
Na drugim biegunie jest Waldemar Fornalik i jego Ruch Chorzów. Nominacja dla istnego rodzynka, za to bezkonkurencyjnego Marka Zieńczuka dobitnie pokazuje, jakim potencjałem dysponował trener „Niebieskich” w tym sezonie. A jednak, jakoś nie przejął się przedsezonowymi spekulacjami i ze składem "do spadku" starał się zdjąć ligowy skalp. Nie udało się, ale sposób i umiejętność wykorzystania „ducha” zespołu musiało znaleźć swoje odzwierciedlenie w naszych nominacjach. Raz jeszcze Ruch Chorzów, ekipa kompletnie bez gwiazd, ale za to z Arkiem Piechem i jego zacięciem, zarażającym wręcz kolegów z zespołu. Trochę szkoda, że napastnik z „eRką” na piersi nie znalazł się w jedenastce, z Artjomem Rudniewem jednak szans nie miał żadnych.
Patrząc na naszą jedenastkę nie dziwi też nominacja na trenera roku dla „Waldek Kinga”. Bo jakiemu innemu trenerowi należy się ten tytuł jak nie szkoleniowcowi, który osiągnął tak wiele z drużyną złożoną z ligowych wyrobników. Niby w swoim zespole miał docenionego przez nas Marka Zieńczuka, pozwolę sobie jednak przypomnieć, że ten przed sezonem przyszedł, jako kompletnie niechciany w Gdańsku, zupełnie wypalony piłkarz. W Chorzowie błysnął raz jeszcze, pod wodzą trenera Fornalika przypominał nam o wszystkich cechach, za jakie go ceniliśmy jeszcze przed wyjazdem z naszej Ekstraklasy. Znów brawa dla trenera, który potrafi odbudować wyeksploatowanego ponoć zawodnika i to do takiego stopnia, iż ten na swojej pozycji nie ma konkurencji.
Nasza jedenastka wzbudza we mnie wielkie obawy. Znalazło się w niej kilku zawodników, którzy nie tyle nie mają konkurencji, co wręcz nie ma dla nich zastępców. Już w poprzednim artykule pisałem, że Sebastian Mila jest jedynym zawodnikiem naszej ligi godnym nosić koszulkę z numerem 10. To samo można powiedzieć o Rafale Murawskim, nie widzę piłkarza, który mógłby zluzować zawodnika Lecha na tej pozycji. O ile jeszcze defensywnych pomocników kilku by się znalazło, o tyle nie ma takich, którzy potrafiliby tak jak „Muraś” rozegrać piłkę, rozrzucić akcję na boku i regulować tempo gry. Nie ma! Nawet pół. Jedyny, który przychodzi mi na myśl wyjechał grać u naszych zachodnich sąsiadów. Za kilka lat może faktycznie przejmie pałeczkę w reprezentacji po starszym koledze z Poznania. Przywoływany już przeze mnie Marek Zieńczuk, jego umiejętności wykonywania stałych fragmentów gry, czy celności wrzucanej przez niego piłki z bocznych sektorów boiska nie dorównuje żaden piłkarz w naszej Ekstraklasie. Niestety nie bardzo widzę wśród młodych zawodników potencjalnych następców dla popularnego „Zienia”. Takiej precyzji zagrań ciężko oczekiwać po młodych zawodnikach w naszej lidze.
Artjoma Rudniewa przedstawiać nikomu nie trzeba. On już odchodzi/odszedł, a za nim jest.... młody, obiecujący Tomasz Frankowski. Dalej wspominany już Arkadiusz Piech i długo... długo, nikt. Napastnicy w naszej lidze to prawdziwy dramat. Można pytać bez końca gdzie byłaby Legia gdyby miała choć jednego, gdzie byłby Lech gdyby nie miał Łotysza? Arkadiusz Woźniak znikł, Mariusz Stępiński jest jeszcze za młody, Janek Pawłowski na razie nie potwierdza swojego talentu, a Michał Efir? a Michał stracił właśnie kolejne pół roku. Jest co prawda Arkadiusz Milik, ale ja u niego nie widzę „głodu bramek”, dla mnie to będzie raczej taki bardzo ofensywny pomocnik niż bramkostrzelny napastnik. Zawodnika gwarantującego 15 - 20 bramek w sezonie nie widzę.
Brak następców, na co najmniej cztery lub nawet pięć (jeszcze lewa obrona gdzie jest Jakub Wawrzyniak i.... no właśnie o tym mówię) pozycji jest po prostu zatrważająca. Dziura, jaka się wytworzyła jest nie do przeskoczenia, a co gorsza na sprowadzanie zawodników na te pozycje naszych klubów najzwyczajniej w świecie nie stać. Oczywiście mówię o takich, którzy coś wniosą pozytywnego, a nie mającą u nas ogromne tradycje wiosnę ludów.
Bo w kolejny zaciąg kompletnie nieprzydanych nabytków nie wątpię. Tyle, że to niczego nie zmieni.