A+ A A-

Bojkot Euro 2012 - alibi?

W swoim tekście "Sukces czy święto?" sprzed ponad dwóch miesięcy pisałem o rozterkach dotyczących kursu obranego przez polityków w związku ze zbliżającym się turniejem Euro 2012. Doszły mnie opinie, że tamten tekst (co nie było moim zamiarem) wpisał się w ruch against modern football. Przyjmuję te zarzuty, osobiście w czambuł idei, o której tak obecnie głośno nie potępiam. Można się jednak zastanawiać i dyskutować, jak pogodzić brak pieniędzy w piłce z oczekiwaniami kibiców odnośnie sukcesów, a te najwyraźniej są oczekiwane, choćby jeżeli popatrzymy na nasz mecz z Koroną i na reakcje tych, którzy z ruchem against modern futbol się utożsamiają.

Sukcesu oczekują wszyscy niezależnie pod przynależności grupowej, zaangażowania na trybunach. Abnegatami turnieju Euro 2012 są już jednak tylko konkretne grupy, a hasła takie jak 'fuck euro' (omówione niedawno przez Jakuba Olkiewicza na Weszło) to wcielenie w życie i realizacja doktryny 'nie dla kierunków rozwoju współczesnego futbolu'. Najbardziej radykalne w swoim 'nie' dla Euro są grupy kibiców spod znaku fanatyków (Boże chroń nas od fanatyków), pozostali albo mają stosunek obojętny albo sympatyzują z turniejem.

Dlaczego najzagorzalsi kibice polskich drużyn piłkarskich promują hasła 'fuck Euro'? Pierwszą sprawą, którą stawiają w swoich argumentach, są powołania Franciszka Smudy dla „nie Polaków”. Osobiście też jakoś euforii z tego powodu nie odczuwam. Pisałem już o swoich wątpliwościach i negatywnych odczuciach, ale napisałem też wyraźnie - będę kibicował reprezentacji całym sercem. Nie odmawiam nikomu prawa do czucia się, bycia Polakiem. W dobie kiedy ruchy migracyjne na całym świecie to norma, kiedy setki tysięcy rodaków migruje czy to na „Wyspy” czy do innych krajów Europy, nie widzę potrzeby piętnowania takich zachowań. Czy za dwadzieścia lat odmówimy prawa do reprezentowania barw chłopakom urodzonym w Anglii w trakcie obecnej fali emigracyjnej, tylko dlatego, że ich rodzice, nie mając tu żadnych perspektyw, zrobili ten krok m.in. dla ich dobra? A jak się zachowają ci wszyscy, którzy ten argument pielęgnują z niebywałą troską, jeśli na boisko wybiegnie następująca jedenastka:


Szczęsny
Piszczek - Wasilewski - Dudka - Wawrzyniak
Murawski - Jodłowiec  
Błaszczykowski - Mierzejewski (Wolski) - Rybus (Grosicki)
Lewandowski


Niemożliwe? A może jednak możliwe, co wtedy powiedzą ci wszyscy, którzy kadrę nazywają nie naszą Polską itp. Co powie Jan Tomaszewski, który w swojej krucjacie 'anty', posunął się do twierdzeń typu: "Jest mi wstyd, że grałem w reprezentacji kraju"?

W wielu tekstach liderów grup kibicowskich, ideowych przywódców przeczytamy jak ważny jest lokalny patriotyzm, jak ważne są lokalne społeczności, nie spotkałem się jednak z bojkotowaniem swojej drużyny tylko dlatego, że grają tam "obcy". Owszem pomruki niezadowolenia podobne do np. moich, ale o pełnej aberracji nie, nie słyszałem?

Następnym argumentem mającym usprawiedliwić zachowania przeciw Euro jest komercjalizacja, traktowanie piłki jako produktu. Dobre, mocne i trudno się z tym nie zgodzić. Pytam jednak co w obecnym świecie komercją nie jest? Pytam czy ta nasza siermiężna Ekstraklasa, którą tak przecież abnegaci Euro uwielbiają, nie jest czystej wody produktem? Czy rozszerzenie na poniedziałek zmagań ligowych nie jest i po to aby mieszkaniec Bielska Białej czy Bełchatowa zakupił dekoder TV? Dlaczego na mistrzostwach w Niemczech czy tych  organizowanych wspólnie przez Szwajcarię i Austrię mogliśmy dostrzec twarze „naczelnych kibiców”, a u nas piszę się o komercji? Czy tam jej nie było, czy tam żyły idee barona de Coubertina? Tylko u nas lipa, hańba, komercja? Tam nie sprawdzano kibiców, nie stosowano inwigilacji - jednym słowem wolność i swoboda, u nas zamordyzm i terror?

Dla mnie nie ma różnicy między ligą a Euro, skala produktu jest oczywiście inna, ale nikt rozsądny mistrzostw Europy do naszej ligi nie będzie porównywał. Komercja jedna większa, druga z naturalnych przyczyn mniejsza, ale w konkretach dokładnie ta sama. Rozmach i skala więc jest przyczyną, dla której dyskredytuje się rodzime Euro?

Kibice spod znaku zaangażowanych  mają następny powód, który we mnie  wzbudził naprawdę szczere zdziwienie, szczególnie w kontekście właśnie bojkotowania imprezy - organizacja. Totalna klapa i skandal. Jeśli mi na czymś nie zależy, nie interesuje mnie to i zupełne jest mi obojętne wszystko co danej sprawy dotyczy. Jeśli jednak na czymś mi zależy to moja troska, choćby właśnie o organizację, jest. Czyli jednak zależy? Chcieliby dobrej organizacji, udanych mistrzostw? Jak pogodzić bojkotowanie z obawami o organizację? Organizacja to główna i podstawowa sprawa, z której będzie rozliczany rząd. Jeśli jestem eurofutbolowym sceptykiem, to czy nie powinienem się cieszyć z tego, że w tym aspekcie nielubiani politycy pogrążą się? Dlaczego wytacza się argument o fatalnej organizacji, skoro nie wiemy jaka ona będzie? Jasnowidztwo? Jeśli tak, lepiej spożytkować tą zdolność u buków. Wszystkie te argumenty zupełnie mnie nie przekonują, są mdłe, jakościowo słabe. Dlaczego więc ortodoksyjna cześć kibiców zwołuje się aby euro bojkotować?

Może wyrażany sceptycyzm wobec Euro 2012 to ruch, który ma zapewnić zaangażowanym kibicom alibi? W sytuacji, w której organizator nie kwapił się i nie chciał zapewnić odpowiedniej puli wejściówek przedstawicielom kibiców, którzy na trybunach jeśli są, mają jedno zadanie i jeden cel - stworzyć  atmosferę i klimat godny ultrasa. Ruch kibicowski, bojkotowaniem Euro daje jasny sygnał: Nie odpowiadamy za atmosferę, nie odpowiadamy za doping, nie odpowiadamy za to wszystko co na trybunach od strony kibicowskiej zaistnieje. Czy bojkotowanie nie jest prostym wyznaniem i stwierdzeniem faktu: nas tam nie będzie, bawicie się sami, bez nas. Po co więc cała ideologia ubrana w argumenty, które nikogo nie przekonają. Rządzicie się swoimi prawami, ruch nie znosi obciachu, więc mnie osobiście nie dziwi,  że za domniemany obciach przed kibicowską Europą odpowiadać nie  chcecie.

Następną sprawą, która może mieć związek z proponowanym bojkotem może być zwykła chęć rewanżu za wszystkie szykany i akcje jakie rząd przy pomocy policji podjął na rok przed turniejem względem zaangażowanych. Tu znowu - zwykły rewanżyzm stroić w argumenty? Czy jednak ktoś nie pomylił proporcji? To nie stadiony Legii czy Lecha, to 12 149 425 aplikacji złożonych na bilety. Szczyciliśmy się ostatnio, że kolejkę ligową na żywo, czyli na stadionach obejrzało ponad 100 tys kibiców. Załóżmy że wszyscy to „kibole”, dołóżmy do tego drugie 100 tys. „uśpionych”, którzy tylko czekają na znak  przywódców ruchu, jak to się ma do ponad 12 milionów? OK połowa, bo mówimy tylko o Polsce. Czy to nie żart, kpina? Ktoś chyba jednak ogłasza bojkot, ot bo wypada, samemu w niego zupełnie nie wierząc. Jeśli więc to żart, jeśli więc bojkot ma konkretny przekaz i spowodowany jest przyczynami, które zdecydowanej większości zwykłych kibiców nie dotyczą, nie widzę żadnych powodów aby w nim uczestniczyć, więcej, nie mamy prawa angażować się w poparcie z tej prostej przyczyny, że zmienilibyśmy jego konkretny cel. Śmiało więc, jeśli tylko ktoś ma taką potrzebę i nie odbiera Euro jako tragedii narodowej, niech świętuje, bawi się i cieszy, jestem pewny że pretensji o takie zachowania nie będzie. Oczywiście sam bojkot na szerszą skalę byłby zapewne w pewnych kręgach i środowiskach mile widziany, tego nie można wykluczyć, ale przecież  kibice, sport i polityka to nie łączące się w żaden sposób sprawy, więc o co więcej może chodzić jak nie o alibi i żart?

"Senator" - Krzysztof Kaliszewski

Dyskusja (3)
1wtorek, 15, maj 2012 11:51
iocosus
http://sport.tvp.pl/pilka-nozna/euro-2012/wideo/gmoch-hajto-majdan-swierczewski-kontra-tomaszewski/7374410
2wtorek, 15, maj 2012 13:38
Senator
Zdaje się ,że Tomaszewski łagodzi swoje stanowisko. Zdał sobie też sprawę ciężaru słów - "wstydzę się że grałem w koszulce z orłem na piersi" Próbuje tłumaczyć że media dopuściły się manipulacji ponieważ to jest fragment, powinny być jeszcze słowa bo ci trzej zawodnicy hańbią tą koszulkę. Mógłbym uwierzyć gdyby tego zdania nie wyciągnęło panu Janowi "Weszło" . Ich o chęć manipulacji wypowiedzią Tomaszewskiego nie posądzam. Moim zdaniem niestety Jacek Gmoch mówił więcej bez sensu niż z sensem. Sad
3wtorek, 15, maj 2012 22:22
Zbyszek
@Senator.
Skład raczej znamy. Zamiast Dudki - Pequis, zamiast Mierzejewskiego - Obraniak i zamiast Jodłowca - Polanski. Zresztą nie widzę powodu, aby pod Tomaszewskiego ustawiać reprezentację. Tomaszewski za sprawą Wembley stał się legendą dla ludzi, którzy tamtych czasów nie pamiętają. Ja dla równowagi zacytuję wypowiedz Tomaszewskiego po MŚ w 1974 roku, kiedy mówił: "Chcieliśmy grać i zwyciężać. Ale w miarę upływu czasu zwłaszcza wówczas, gdy premie np. za wyjście z grupy stały się realne, rozmowy o pieniądzach miały miejsce coraz częściej... Naciskaliśmy więc działaczy dążąc do sprawiedliwego podziału..."

Po MŚ w 1978 roku Tomaszewski mówił cytuję: "Jak było z pieniędzmi w 1974 roku? Po meczach przychodził 'Pan z teczką', odliczał, podpisywaliśmy listy i koniec. Z jakich to było pieniędzy? Z tego miliona co go zarobiliśmy swoją grą. A jak było w Argentynie?
To był jeden wielki skandal. Od samego początku, bo praktycznie jadąc na mistrzostwa nie wiedzieliśmy, jakie będą zasady wypłacania premii. Mieliśmy miesiąc, żeby kierownictwo PZPN czy Sztab Przygotowań przedstawił jasne zasady. Były tajemnicze obietnice, że dostaniemy tyle, iż nie można mówić o tym przed wyjazdem, aby nie bulwersować opinii publicznej. Nie z nami ta mowa."

I na pytanie wprost: Kiedy wam zaczęło chodzić o pieniądze?
"Wtedy kiedy podano zasady wypłat w pierwszej rundzie. Ustalono, ze najwięcej dostaniemy za zwycięstwo z RFN, później nad Meksykiem, a następnie nad Tunezją. Widząc ignorancję projektodawców tego regulaminu zapytałem: A co będzie jak przegramy z Niemcami, a o wyjściu z grupy decydować będzie mecz z Tunezją? Też dostaniemy najmniej? Odpowiedzią na zadane pytanie była cisza." Potem: Ale przecież kłóciliście się o pieniądze, ba wręcz awanturowaliście się? "Były dwie sprawy. Jedna ciągnęła się od lat. Przyjęto zasadę, że grający dostają przykładowo 200$, 'ława" 100$ a trybuny 40. To powodowało, że praca nie była spokojna. Druga sprawa, słyszeliśmy, bo takich spraw nie da się ukryć, że "Adidas" dla ekip, które zakwalifikowały się na finały przygotował premie. Premie te zostały podzielone między zawodników, a u nas cisza. W dzień przed meczem z Argentyną, decydującym o naszym być lub nie być, chcieliśmy jednak w tych sprawach mieć jasność."

To był mecz,który mógł wam otworzyć drogę do tytułu mistrzowskiego? "Tak". Ale wy, zamiast koncentrować się przed meczem walczyliście o pieniądze. "Trzeba było rozładować powstałą sytuację. Odbyło się spotkanie z kierownictwem i dyskutowaliśmy do północy."
Z jakim rezultatem? "Kierownictwo wyjaśniło, że nasze premie regulaminowe wypłacane są z premii Adidasa, a nie z tego ponad miliona dolarów, który miał przypaść z tytułu podziału wpływów na naszą ekipę. To nas wkurzyło. A w sprawach zmiany zasad wypłacania premii nie mogli dać wiążącej odpowiedzi, bo były jakoby kłopoty z połączeniem z Warszawą."

Mecz z Argentyną zakończył się 0:2. Tomaszewski zawalił obie bramki. Po meczu Gmoch zapadł w letarg i leżąc na łóżku w kółko powtarzał: "Po co ja go brałem, po co ja go wystawiałem". Pocieszany przez Koncewicza i Kostkę, że jeszcze są dwa mecze na chwilę przerwał i rzekł: "Tak,ale już bez niego". I znowu "Po co ja go wystawiałem..."

W trochę podobnych okolicznościach Tomaszewski mógł zapisać na swoje konto 3 bramki w przegranym finale olimpijskim w 1976 roku. Dziennikarze skomentowali to tak: "Tomaszewski, kiedy myśli o wszystkim innym, a nie o grze, popełnia podstawowe błędy".
Całe odium spadło na trenera Górskiego, który w atmosferze odsądzania go od czci i wiary odszedł ze stanowiska. I musiał wyjechać z kraju.

Broń Boże nie mówię, że piłkarze mają grać dla samej idei, ale przedstawianie się jako nieskazitelnego czciciela czystego polskiego patriotyzmu przez wyznawcę mamony jest żałosne.

Zaś co do podziałów wśród kibiców to przyznam się, że nie rozumiem i nie chcę rozumieć. W każdym razie jestem przeciwko stygmatyzowaniu. Mam tu dwa przykłady, które mnie od tego odrzucają. Jeden kiedy to ucząc się Prawa Rzymskiego, dowiedziałem się, że właściciel bydła, aby dochodzić zwrotu bydła, które trafiło do innego stada mógł tego dowieść oznaczając to bydło swoim znakiem. I drugie: "Pytają bacę przed przyjęciem do PZPR. Czy należeliście do jakiej bandy? Nie, ta będzie pierwsza". Należy wyrzekać się przynależności nawet nieformalnej do trochę śmiesznych organizmów. A mówić głupstwa można. Nie należy tylko przykładać do tego żadnej wagi. Sam trafnie zauważasz. Ponad 12 milionów chętnych. Już dziś przebitka na bilecie jest ponad 10 krotna. "Psy szczekają, karawana jedzie dalej".

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1