A+ A A-

Zezem. W kalejdoskopie cz. 15.

Każdy klub sportowy ma swoich kibiców, którzy życzą mu wszystkiego najlepszego. Odbywa się to na różnych poziomach. Nie tylko z powodu różnych aspiracji przykrajanych do realnych możliwości, lecz i z powodu przyzwyczajenia, a to do walki o mistrza, a to do bojów o utrzymanie, a to w niższych ligach o awans lub o obronę przed spadkiem.

Najgorzej, gdy takie przyzwyczajenie wejdzie w nawyk i gdy z wielu powodów drużyna doznaje zadyszki, kibice za cholerę nie chcą pogodzić się ze zmianą sytuacji. Tak jakby ich drużyna dostała patent na wygrywanie. Takich gwarancji na szczęście nikt nikomu nie rozdaje i o sukcesy trzeba walczyć, a tytuły zdobywać. Ale takie sytuacje mają i dobrą stronę, bo pozwalają odróżnić ziarno od plew, tych co są z klubem wyłącznie na pogodę, od tych, którzy są z nim niezależnie od koniunktury. Bo w życiu futbolowym, jak w życiu w ogóle, raz z górki, raz pod górkę, raz na górze, raz na dole. I kiedy wpada się w taki dołek to wydawałoby się naiwnie, że wzrośnie liczba ratujących, pomagających, współczujących. Nic z tego. Następuje ogromny wzrost krytyków szukających wszędzie i u każdego win wszelakich. To oni narzucają ten histeryczny ton, że wszystko się wali, podczas gdy drużyna przegrała jeden czy dwa mecze. To udziela się wszystkim, a zwłaszcza kierującym klubem, którzy odkrywają w sobie strażackie powołanie i postanawiają ratować. A właściwie zamydlić oczy szczekaczom udającym fanów klubu. Takim przebierańcom, wiecznym malkontentom, którym choćby się tyłek miodem smarowało to im się nie dogodzi. Z gruntu takie przypadkowe decyzje są obarczone dużym marginesem błędu i z reguły w czasie się nie sprawdzają. Lecz tylko ten malutki wycinek rzeczywistości piłkarskiej zezwala na wyrobienie sobie zdania, iż kierowanie takim organizmem jak klub piłkarski z aspiracjami do zadań łatwych i przyjemnych nie należy. C.b.d.o.

O tym, że jutro to jest dziś, tyle że jutro.
Na podstawie prostego oglądu rzeczywistości nabraliśmy przekonania, że przyszłość rysuje się w jasnych barwach, że będzie lepsza od teraźniejszości. I doświadczenie życiowe polegające na retrospektywnym spojrzeniu nas w tym utwierdza. Zapewne w czasowej perspektywie odnotowujemy postęp w każdej dziedzinie, patrząc niejako pionowo z góry na przeszłość. Lecz kiedy rozejrzymy się na boki to ta konstatacja już nie będzie taka oczywista. Bowiem porównanie naszych osiągnięć z innymi niejako w poziomie spowoduje, iż ujrzymy ich jakby dalej niż my jesteśmy na tej drodze do raju /cokolwiek to znaczy/. Można rzec, że uczyniliśmy kroczek do przodu, a oni dwa lub trzy i to kroki. Tak i z naszą drużyną. W ostatnich kilkunastu latach jej apogeum przypadło na sierpień 2014 roku i trwało prawie do końca tamtego roku. Wcześniej, a i teraz, jest gorzej. Tylko że wówczas wspinaliśmy się, a obecnie spadamy. Jednym z powodów jest fakt, że władze klubu zaniechały zaglądania w kalendarz. Nie ten wiszący na ścianie lub będący na ręku, ale na ten biologiczny. Każdy organizm starzeje się. W przypadku każdego człowieka, bez wyjątków dla sportowca, proces ten wynikający z przemijania i przemiany jednego w drugie, z czym się nie godzimy, ale co jest wpisane w nasze bytowanie – ulega nasileniu w okolicach 30 roku życia i jest nieubłagany i nieodwracalny. Nauka zaświadcza, że najpierw  z cech motorycznych wytraca się szybkość, potem kondycję, potem wytrzymałość i na końcu siłę. Kiedy więc na graczach mających w okolicach 30-tki buduje się drużynę to z góry wiadomo, iż ona progresu nie zanotuje, gdyż fizjologii się nie oszuka. Taka sytuacja zaistniała w Legii. Patrząc na takiego Tomka Brzyskiego można ten proces dowodnie zaobserwować. On jeszcze chce, ale już nie może.

O tym, że wyłącznie hasłami o oparciu się o młodych przyszłości nie zbudujemy.
Mój stosunek do skutecznej polityki prorozwojowej najlepiej oddaje parafraza jednej ze strofek wiersza Adama Asnyka „Daremne żale”:
Trzeba z młodymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść,
Z uporem stroić głowę.

W warunkach finansowych Legii nie ma innej drogi jak stawianie na młodzież. Wiedzą o tym władze klubu. Tylko że na deklaracjach się kończy. Powodem jest presja wyniku, który chce się osiągnąć już teraz. Było to mistrzostwo i awans do fazy grupowej LM, obecnie jest mistrzostwo Polski i puchar Polski na stulecie klubu. Można zadać prozaiczne pytanie: jaki trener przy takich oczekiwaniach osiągnięcia sukcesu pozwoli sobie na stawianie na młodzież? Lepiej, wygodniej, a przede wszystkim bezpieczniej jest mieć w składzie graczy ogranych, doświadczonych, którzy przy odpowiednim przygotowaniu zawsze pewien poziom gry prezentują. Mało tego, gdy mówi się o planach transferowych to jako priorytet stawia się na zawodników, którzy już w Legii byli, uzasadniając że przynajmniej odpada proces aklimatyzacji. O jakiejś myśli przewodniej budowania drużyny już nawet wspominać zaprzestano. Powstaje kolejne pytanie: czy na dłuższą metę da się szybko iść do przodu ,gdy głowa stale jest odwrócona wstecz? W tym kontekście zapewnienia, że młodzi piłkarze w Legii dostaną szanse rozwoju brzmią groteskowo. Zawsze tak się dzieje, gdy słowotok zastępuje realne i widzialne działania mogące nadać sensu głoszonym deklaracjom. Trenerzy również nie wzdrygają się przed głoszeniem potrzeby stawiania na młodych, ale zaraz dodają, że nikt nikomu za darmo miejsca nie da  tylko dlatego, że ktoś jest młody. A rzeczywistość skrzeczy.

W jednym z ostatnich wywiadów nasz prezes opowiadał o Akademii. Tym razem mówił logicznie i do rzeczy. Trochę czasu zajęło /lepiej późno niż wcale/ dojście do wniosku, że zajmowanie się dziećmi w wieku do 12 lat w kontekście przygotowania do wyczynowego uprawiania piłki jest obarczone zbyt dużym marginesem błędu i klubu zwyczajnie na to się stać. Chyba, że samorząd ten proceder sfinansuje i zapewni odpowiednie zaplecze infrastrukturalne. Słusznie prezes podkreślał, iż młody człowiek musi mieć wszechstronne przygotowanie atletyczne wynikające z uprawiania sportów uzupełniających. Tylko że Legii na zapewnienie korzystania przez szkoloną młodzież z tych dyscyplin również nie stać. Pewnego rozwiązania problemów prezes upatruje w budowie akademii, jak mniemam z bursą, szkołą, basenem i salą do wspomnianych gier. Lecz ta inwestycja, aby wyhodować mistrzów jest warunkiem rzeczywiście koniecznym, ale niewystarczającym. Najważniejsza jest kadra szkoląca, jej ilość i jakość oraz sensowny program poparty solidną i sprawdzoną w praktyce metodyką. W ostatnim czasie liderem w modelu szkolenia młodzieży piłkarskiej stała się Belgia. I dobrze, że z jej metody zamierzamy skorzystać. Nareszcie nie próbujemy odkryć tego co już dawno odkryte. Dla mnie również współpraca z samorządem napawa otuchą. Jak czytałem, że Akademia Legii ma być w Grodzisku to nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać. W Warszawie jest tyle terenów do wykorzystania i zagospodarowania, że zbrodnią by było to zlekceważyć. Może to byłoby tą jaskółką zmiany tego wieloletniego trendu odwracania się Warszawy plecami od sportu. Ja mieszkałem wiele lat w Błoniu i w tym małym, bo liczącym niewiele ponad 10 tysięcy mieszkańców, był klub piłkarski, dwa lekkiej atletyki, podnoszenia ciężarów, zapasów, Latem pływało się na glinkach. A zimą na nich jeździło się na łyżwach. Kiedy sprowadziłem się do Warszawy to zobaczyłem sportową pustynię. A najgorsze było to, że w klubach warszawskich nie wykazywano żadnej aktywności w poszukiwaniu sportowo zdolnej młodzieży. W Błoniu instruktorzy i trenerzy byli w stałym kontakcie z nauczycielami w-f w 4 szkołach podstawowych. Sam pamiętam jak czekałem, aż skończę 12 lat /wtedy od tego wieku można było uprawiać piłkę w klubie/ i będę mógł zacząć trenować. Była to moja wola, a nie moich rodziców i w tamtych czasach nikt ich o zgodę nie pytał . Nie do pomyślenia było, aby uczestniczyli oni w treningach i w klubie mieli coś do powiedzenia. Zaprosiłem ich na swój pierwszy mecz jeszcze w trampkarzach. Tylko że trener był 1 na 15 chłopaków. A szkolenie było metodyczne: technika równolegle z motoryką. Sporty uzupełniające mieliśmy w szkole. Albo na różnych placach. A te plany opracował Wydział Szkolenia PZPN. To ich realizacja zaowocowała wielkimi sukcesami polskiej piłki w latach 1972-1982. Niezależnie od gadek różnych Probierzy to w myśli szkoleniowej jesteśmy 1000 lat za Murzynami. Młodzi zawodnicy szans rozwoju upatrują wyłącznie za granicą. I mają rację. Dla Legii wielkim wyrzutem sumienia powinien być Michał Żyro. W nim jak w soczewce widać partactwo i nieuctwo kolejnych osób go szkolących. Aby dostać się do klubu młodzieniec musi wykazać się predyspozycjami szybkościowymi i dobrą koordynacją ruchów. I on to miał i to mu jeszcze zostało. Zamiast rozwoju sportowego jedynie urósł. Ma słabe mięśnie i razi brakami wytrzymałościowymi. Kolejni trenerzy obiecywali jemu, jego menedżerowi, klubowi, że go tak przygotują, że będzie tak grał, że klękajcie narody. A on w Legii marnował czas. Od paru lat cofa się w rozwoju i jego wartość wraz z wiekiem nie rośnie, ale spada. Czas na wyciągnięcie wniosków i oparcie strategicznych decyzji na empirii, a nie na mrzonkach ludzi, którzy nie bardzo wiedzą o czym mówią. Nie można im zarzucić złej woli, tylko jak to w życiu, każdy mniej więcej wie co by chciał osiągnąć, lecz nie każdy wie w jaki sposób to uczynić, a nawet jak i to wie, to nie każdy ma takie możliwości. W tym ujęciu grzechem jest niewykorzystywanie tych możliwości jakie się posiada. Dobrze, że nasz prezes ma jeszcze napęd, że jeszcze mu się chce chcieć, ale musi to przełożyć na zmuszenie do ciężkiej i skutecznej roboty swoich współpracowników. Żeby para napędzała tłoki poruszające maszynę do przodu, a nie, aby szła w gwizdek.

Dyskusja (5)
1poniedziałek, 28, grudzień 2015 16:03
ksjp
No i Czerczesow nam milo jakosc naszych mlodych podsumowal!
2poniedziałek, 28, grudzień 2015 16:32
dalkub
Zbyszek kilka kwestii:

1. O trenowaniu młodzieży i tematach około. W Polsce są dwa problemy główne jeżeli chodzi o trenowanie młodzieży. Po pierwsze nie ma za bardzo na czym - Legia jest przykładem bo jedno boisko, dodatkowo brakuje infrastruktury zimowej, czyli miejsc gdzie można ćwiczyć zimą a nie latać po lesie albo grać na ubitym śniegu. Drugi problem to nie ma kto ich uczyć, a może nie tyle, że nie ma, ale trener młodzieży zarabia żenująco mało, więc jest to raczej ktoś z przypadku, wpada na zajęcia po szkole, gdzie prowadzi WF, nie ma czasu ani ochoty za marne grosze poświęcać czasu i latać po szkołach i szukać talentów.
2. Co do tych lecących latek to pełna zgoda, jednak tez zapominamy o czymś innym. Kiedyś to się nazywało dopuszczenie świeżej krwi. W Legii jest za dużo zawodników, którzy osiągneli swój maksymalny pułap w sensie wielkości kontraktu, osiągnięć itd. nic więcej już ich nie czeka, nie pójdą dalej, nie mają motywacji do rozwoju. To nie tylko wiek, choć on też, ale także to co ja nazywam podejściem do zawodu, profesjonalizmem.
3. Czy akademia w Grodzisku - szczerze gdziekolwiek byle dobra i na dobrym poziomie, z odpowiednią bazą, infrastrukturą, choćby 5 boisk to i tak o 5 razy więcej niż jest teraz
4. Żyro - podobne mam odczucie, spory potencjał zupełnie nie wykorzystany - szkoda. Inna sprawa że jak patrzę sobie jak wyglądał Lewandowski wyjeżdżając z Polski a jak rok po pobycie w Niemczech, gdzie był rezerwowym to widzę jak on się zmienił fizycznie. Tylko że to jest profesjonalista w 100%, dieta, trening, dbanie o detale. A tutaj Galeria Mokotów i Vuko z Borysiukiem nad kopą frytek z MCDonalda - taka to różnica
3wtorek, 29, grudzień 2015 08:28
Zbyszek
@dalkub.
Wedle mnie to oczywiście szkolenie zdolnej młodzieży przez klub jest w dzisiejszych realiach finansowo-organizacyjnych jest jedynym środkiem ,który może zapewnić rozwój drużyny i dać szansę na trwałe sukcesy sportowe. I to jest punkt wyjścia. Gdyż sprzedawanie zawodników i kupowanie w ich miejsce innych , z reguły gorszych jest jak ruski handel :"Pojechali z zakładów spirytusowych rozwieźć gorzałę po sklepach. Wracają do zakładu pijani w trupa. Pytają ich;Gorzała gdzie?. Sprzedana. A pieniądze?.Przepite". Tylko,że to jest w chwili obecnej teoria, gdyż w Legii nie ma szkolenia młodzieży,ale jest to co trener Czerczesow nazywa przedszkolem.To jest zabawa za pieniądze właścicieli.To nie ma żadnego sensu. Ci ,którzy mają zasilić 1 drużynę są do tego zadania kompletnie nieprzygotowani, motorycznie, taktycznie i przede wszystkim mentalnie. Zamiast ich trenować na młodych się chucha i dmucha i stale twierdzi się,że są talentami. W wieku 18-19 lat zawodnik musi być przygotowany atletycznie do gry, musi posiadać silne i sprawne mięśnie, odporne na byle urazy ścięgna i stawy oraz mieć wytrenowaną wytrzymałość. To wymaga pewnego poświęcenia i ciężkiej pracy,ale tylko w takich warunkach zawodnik nabierze silnej psychiki. W innym wypadku nie jest w stanie podjąć rywalizacji i byle niepowodzenie go załamuje. A jak jeszcze zarabia tyle,że go stać prawie na wszystko to po co ma harować i wojować o miejsce na boisku?. Mało tego ja nie potrafię pojąć,że w tej III lidze i klubach niższych klas w innych zespołach nie ma żadnego, młodego, kto byłby lepszy od naszych "orłów", pomimo,że często przegrywają. To też jest ten szkodliwy parasol ochronny jaki trenerzy młodszych roczników nad nimi roztaczają.A i sami tzw. młodzi takiego obcego sekują jako zagrożenie. Aby to ogarnąć to najpierw to towarzystwo wzajemnej adoracji należałoby rozpędzić na cztery wiatry, ustalić zasady selekcji i naboru i ich rygorystycznie przestrzegać. Inaczej to te budowle,te boiska będą jak dotychczas. Psu na budę.
4wtorek, 29, grudzień 2015 09:38
a-c10
Uzupełniając punkt pierwszy wypowiedzi Dalkuba: moim zdaniem tych problemów jest (co najmniej) cztery. Co do pierwszych dwóch jak najbardziej się zgadzam i zaznaczam od siebie, że kolejność jako taka nie ma tu przesadnego znaczenia, wszystkie są mniej/więcej tak samo istotne.

Trzeci: brak tzw. know-how. Pisze Zbyszek o tym, że w jego czasach opracowanie planów szkolenia leżało w zakresie obowiązków odpowiedniej komórki PZPN. Dziś Związek pławi się w sukcesie (w dużej mierze przypadkowym) pierwszej reprezentacji, uśmiecha się do ogłupiałej publiki via portal laczynaspilka.pl, a w tzw. międzyczasie prezes Boniek bezczelnie umywa łapki i twierdzi, że szkolić to powinny kluby.

No fajnie, tylko jak? Załóżmy że nawet znalazł się ten wuefista-pasjonat, gotów za marne grosze (bądź zgoła za uścisk dłoni i uśmiech na twarzy podopiecznych) trenować młodzież w lokalnym klubie. Ma chłop chęci, ma czas, ma zapał. Nie ma, niestety - to już wiemy - za bardzo gdzie. I nie ma jak. Gdyby mieszkał w cywilizowanym piłkarsko kraju, to - jak przekonywał Walles pod ostatnią czarno-elkową dysputą o szkoleniu - wszedłby sobie na stronę krajowego Związku i miałby wszystko jak znalazł. Co proponuje nam witryna PZPN? Nie no, Panowie mili, przez półtora roku, jakie zdążyło minąć od linkowanej wyżej dyskusji, zaszły niebagatelne zmiany. Obecnie mamy do dyspozycji aż 15 (słownie: piętnaście) pedeefów z materiałami (w tym np. takie perełki, jak "analiza gry na MŚ 2006"). A dodatkowo zbiór zawsze cennych opowieści byłych gwiazd. Ot, choćby Macieja Stolarczyka rozwodzącego się nad techniką przyjęcia piłki. Norrrmalnie nic, tylko szkolić.

Czwarty: brak motywacji i/lub organizacyjnych możliwości. Możemy sobie do woli wierzyć w dogmat, że szkolenie samo przez się jest Dobre. Radziłbym jednak nie próbować (może dojść do rękoczynów!) nawracać na ów dogmat prezesa/księgowego klubu, który włożył mnóstwo starań (i pieniędzy też) w rozwój piłkarza Iksińskiego, a teraz widzi, jak tenże Iksiński wyfruwa gdzieś tam za upokarzającą jałmużnę, tu i ówdzie zwaną "ekwiwalentem". To jest, rzecz jasna, kolejny, naprawdę spory kamień do i tak zagruzowanego ogródka PZPN. Bądźmy szczerzy, dla polskiej piłki wysoce umowną pozostaje waga takich kwestii, jak to, czy na Mundialu zagra 32, czy 40 drużyn; czy wice-wicemistrz Anglii będzie miał zagwarantowany start w grupie LM, czy też będzie musiał przebijać się przez kwalifikacje; ile dokładnie zapłaci PSG za łamanie zasad FFP; itp., itd. Nieporównywalnie bardziej liczy się to, ile taka Pogoń dostanie za takiego Zwolińskiego (i dlaczego nic).

Dalej - organizacja rozgrywek. Pewnie nie wiecie, ale zimę na fotelu lidera tzw. trzeciej (czyli przecież de facto czwartej) ligi małopolsko-świętokrzyskiej spędza właśnie Garbarnia. Tuż za nią, z taką samą ilością punktów, plasują się KSZO i Soła Oświęcim. Wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że któryś z tych trzech klubów (no, może jeszcze czwarty obecnie Hutnik, sześć oczek straty do w/w tercetu) awansuje do tzw. drugiej ligi. I trudno go za to winić. W piłkę gra się po to, by osiągać kolejne boiskowe, sportowe cele. Tyle tylko, że "II liga" to już przecież, ekhem, ekhem, poziom centralny. O czym zatem będzie się myśleć od przyszłego sezonu na Rydlówce/w Ostrowcu/w Oświęcimiu/w eNHa? O wyhodowaniu nowego - dajmy na to - Roberta Gadochy? A ch... tam. O tym raczej, skąd wziąć kasę na nikomu niepotrzebne wojaże po Kołobrzegach, Stargardach, Zambrowach, etc. (żadnego z w/w uroczych miast nie urażając) odbywane celem rozegrania meczyku z uwagą śledzonego przez kumpli i rodziny miejscowych kopaczy. Co na to prezes B.? Ano prezes B. na to, że lepiej, żeby w naszych ligach nie grało za wielu nie-Unitów. Boć to przeca oni, ci wszyscy wredni Białorusini, Egipcjanie, Serbowie i im podobne tałatajstwo przeszkadzają w tym, by Polska (piłka) rosła w siłę, ludziom (z miasta) żyło się dostatniej.

Wreszcie, tak a propos ludzi z miasta, nie chcę znów się w to zagłębiać, bo o "magistrackich" klubach dyskutowaliśmy już po poprzednim "Kalejdoskopem". Stąd też tylko spytam: jaką motywację do szkolenia ma klub podłączony do publicznej finansowej kroplówki?

@ Zbyszek:

A jak jeszcze zarabia tyle,że go stać prawie na wszystko to po co ma harować i wojować o miejsce na boisku?

Ale to też jest element know-how. Jeżeli nastoletni, za przeproszeniem, gówniarz, nie mający rodziny na utrzymaniu i żadnych obowiązków poza pójściem od czasu do czasu na trening, zarabia więcej, niż jego rodzice razem wzięci, szansa na to, że coś sensownego z niego wyrośnie, robi się strasznie mała.
5wtorek, 29, grudzień 2015 11:21
dalkub
generalnie zgoda ze wszystkim co tu napisano - ac rozłożył kilka rzeczy na większe detale, ale oczywiście wszystko sie zgadza. Z jednym troszeczkę zapolemizuję - czyli motywacja do szkolenia po podłączeniu do kroplówki z miasta. Ten klubik siatkarski o którym pisałem bez kroplówki z miasta by nie przeżył. A jednak ma efekty i to znaczące w pracy z młodzieżą - kilkudziesięciu zawodników w Plus Lidze w tym mistrzowie świata i reprezentanci Polski. To da się zrobić i moim zdaniem zależy to od ludzi i od przejrzystych kryteriów przyznawania środków i ich rozliczania.
Dzisiaj przejeżdzałem przez Pruszków - Jest tam super stadion, zadaszony ze światłem itd. wydano na niego wiele milionów - pytam się po co jak od wielu lat się nie zapełnił nawet w połowie? W tym samym mieście tor kolarski, do którego trzeba dokładać. Wokół Pruszkowa są setki jak nie tysiące hektarów pól i łąk, gdzie można było za tą kasę zbudować dziesiątki boisk i uczyć dzieciaki kopać - mamy stadiony europejskie i pseudo piłkarzy, bo zaczęliśmy od stadionów zamiast od tego aby miał kto na nich grać i byli chętni na oglądanie
Jeszcze dwa słowa o systemie rozgrywkowym - słusznie ac powiedział że jeżdżenie do Kołobrzegu z Krakowa sensu nie ma. Problem polega na tym, że ci tzw. biedni prezesi jednocześnie nie chcą daleko jeździć i nie chcą zrezygnować z pewnych rzeczy. Dlaczego nie da się zmniejszyć lig? co da więcej drużyn niżej, co da szansę na zrobienie i ograniczenie wyjazdów? Bo tych kilku czy kilkunastu gości z danego OZPN blokuje możliwość zmiany, bo spadną ligę niżej, bo będzie trudniej, większa konkurencja itd. Polskiej piłki nie stać na tyle drużyn w rozgrywkach centralnych, nie stać klubów 1-2 ligi na podróże, budżety itd. Nie ma na to kasy i długo nie będzie, a u nas zmniejszenie ligi, które byłoby wskazane nie jest rozważane, a rozważamy powiększenie

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1