A+ A A-

Strachy na Lachy?

Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy skowroneczku.

Żal, żal za Konoplanką,
Za dryblingiem Jarmolenki,
Żal, żal serce płacze,
Już ich więcej nie zobaczę.

Obojętnie jakim wynikiem zakończy się wtorkowe spotkanie, tak rzewnie Ukraińcom na Euro we Francji będzie można zaśpiewać. To co wielokrotnie było Lachów udziałem, w tym roku dosięgło spadkobierców Siczy Zaporoskiej, a w przypadku Lachów tylko trudno wyobrażalny kataklizm, splot wielu nieszczęśliwych wydarzeń, mógłby sprawić, żeby podzielili los sąsiadów.

Czy jest się czego bać, czy Ukraińcy napędzą nam stracha, żegnając się z turniejem? Z własnych doświadczeń wiemy, że trzeci  mecz „o honor” bywa najlepszy w wykonaniu tych, którym już tylko pozostaje ‘otarcie łez’. Ale też Biało-Czerwoni na strachliwych obecnie nie wyglądają, za to w odniesieniu do samych siebie obalają kolejne mity. Nie potrafią grać w ataku pozycyjnym, konsekwentnie i cierpliwie konstruować akcji zaczepnych na połowie rywala dominując nad nim wyraźnie? Po meczu z Irlandczykami z Północy to już nieaktualne. Argumentu, że takich słabeuszy to by i zdominowała choćby i drugoligowa Polonia Warszawa też już zapodawać nie wolno, by nie pastwić się nad Ukraińcami. Drugi mit. Najsłabszą formacją Biało-Czerwonych jest defensywa i pod naporem z pewnością  się pogubi, dopuści rywala do wielu groźnych okazji, straci gole. Nic z tego, mistrzowie świata przekonali się że takie założenie może być nieaktualne, obrona zaordynowana przez Nawałkę potrafi być bardzo dobrze zorganizowana, pozbawiona chaosu i paniki, a piłkarze w niej grający, nawet ci z polskiej siermiężnej ligi, o dziwo nie tylko dają radę, ale i mogą ubiegać się o miano MVP wśród graczy z orłem na piersi.

Są mecze, które „tworzą piłkarzy”, stanowią jakiś próg w ich karierze, po przekroczeniu którego na danego zawodnika patrzy się inaczej aniżeli choćby i dwie godziny wcześniej przed takim spotkaniem. Michał Pazdan w konfrontacji  z aktualnymi mistrzami świata udowodnił, że jest w stanie grać nie tylko na „poziomie krajowym”. W wyjściowej jedenastce najwięcej wątpliwości dotyczyło jego osoby, jeżeli siłę teamu określa najsłabsze jego ogniwo, to krytycznie mierząc Polaków właśnie w partnerze dla Kamila Glika takowe dostrzegano. Pazdek udowodnił że łańcuch może twardo scalać, być jego mocnym ogniwem, ba nawet aspirować do miana najtrwalszego. Gdyby w dalszej części turnieju taki status potwierdził, to mecz z Niemcami trzeba by uznać za kuźnię w której formacja obronna została wykuta i zahartowana. Nie tylko z Pazdkiem na środku, ale i z uważnym, zdeterminowanym Jedzą na lewej flance.

Z wychwalaniem problemów nie ma, za to pojawiają się przy negatywnych ocenach, te już bywają kontrowersyjne i  nawet bulwersują. Mnie  zadziwił Maciek Terlecki, który za najsłabszego w czwartkowym meczu z Niemcami  uznał Grzegorza Krychowiaka (sportowefakty.pl), natomiast Michała Zachodnego wprawiły w zdumienie surowe oceny zagranicznych mediów odnoszące się do Kuby Błaszczykowskiego (sport.pl).

W kwestii pierwszej, nasz rodak stwierdził: „Najgorszym punktem naszej drużyny był Grzegorz Krychowiak. Miał być liderem środka, a notował najwięcej strat. Próbował rozgrywać piłki, ale to nie jego rola.” Pewnie że nie jego, samemu miałem obiekcje, żeby w buty Kazimierza Deyny nie wchodził bo to nie ten rozmiar i nie do takich piłkarskich zadań pan Grzegorz jest predestynowany. Ale też nie zauważyłem żeby Krycha wbrew moim obawom, na siłę do takiej funkcji aspirował, jeżeli próbował rozgrywać piłkę notując przy tym straty (dwie ewidentne) to przede wszystkim dlatego, że nikt inny takiego ciężaru odpowiedzialności nie chciał brać na swoje barki. Tu jest pies pogrzebany. Zawodnik Sevilli tyra w asekuracji, wykazuje się w tym dwoma parametrami: siłą fizyczną i mobilnością, które nie zawsze chadzają w parze, jeżeli jeszcze próbuje coś dodać oprócz tego w ofensywnym rozegraniu, gdy nikt inny tego się nie podejmuje, to w oczywisty sposób jestem wyrozumiały dla błędów w podejmowanym  ryzyku. Muszą się zdarzyć, Krycha wirtuozem nie jest i nie będzie, za to na pozycji określanej numerem „sześć” ma szansę być debeściakiem w skali bez mała światowej, tym bardziej, że dysponuje i dokładnym przerzutem i silnym strzałem, przy piłce też jest w stanie się utrzymać, zastawić. Większość swoich zalet potwierdził w starciu z „Die Mannschaft”, o ile jestem sobie w stanie wyobrazić innych zawodników na niektórych pozycjach w wyjściowej jedenastce to Krycha wydaje się niezastąpiony.

„Szóstka” jest od „czarnej roboty” pozwala błyszczeć innym, fajnie gdybyśmy na „ósemce” mieli drugiego naszego polskiego Lukę Modricia lub Davida Alabę albo Gündogana, wtedy moglibyśmy się pokusić o tezę, że duet środka pola posiadamy idealny, zbilansowany i uzupełniający się na najwyższym poziomie. Niestety  póki co na „ósemce” biega Krzysztof Mączyński i w jedenastce Nawałki  daje radę, nie zawodzi, jest integralną częścią wyjściowego składu, ale nie oszukujmy się, do klasy wymienionych piłkarzy mu jednak daleko. O ile Pazdka w pazdanomanii nazywamy polskim  Cannavaro, to nawet po najlepszych meczach Mąki w reprze trudno go zestawić z jakąś europejską gwiazdą środka pola. Owszem, robi swoje i z zadań mu powierzonych na swoją miarę wywiązuje się doskonale, a nawet lepiej. Jacek Magiera nie może się go nachwalić za wykonywaną ciężką pracę w drugiej linii, cierpliwe, konsekwentne, niepozorne dla nieobeznanych, uporczywe zamykanie kierunków rozegrania rywalom i odbudowywanie pozycji w formacji. Na harówkę  Krzysztofa Mączyńskiego zwraca też uwagę Marek Koźmiński i przecież wie co mówi, to są kwestie nie do podważenia, za czwartkowy mecz należą się panu Krzysztofowi  gratulacje i pochwały. Ale też  zobaczmy ile Mąka dawał drużynie w rozegraniu, w ofensywie?  Mając za przeciwników Kroosa z Khedirą o to trudno, ale bądźmy szczerzy, to też określa pułap potencjału Krzysztofa Mączyńskiego. Trudno też przypuścić, żeby mając 29 lat go jakoś znacząco podniósł, w lidze na środku będzie grał profesurę, również w ofensywnym kreowaniu akcji, ale na poziomie repry bywają już jednak z tym problemy. „18 - taki odsetek akcji ofensywnych (najniższy na turnieju) nasi piłkarze przeprowadzają środkiem boiska. Można krzyknąć, że prą ku maksymalnego wykorzystaniu atutów na skrzydłach. Ale sensowniej brzmi refleksja, że najbardziej ograniczonym członkiem podstawowego składu jest Krzysztof Mączyński" (Rafał Stec).

Czy w takim razie, z takiej Mąki na Euro będzie chleb? Why not, z Niemcami trzeba było założyć rygiel w środku, pozostawiając prowadzenie akcji zaczepnych skrzydłami, w układance Nawałki  pupil trenera spełnia swoją rolę bardzo dobrze, nie zawodzi, ale też właśnie w spotkaniu z Ukraińcami nadarza się okazja, żeby inne warianty personalnej obsady  wypróbować. Kamil  Grosicki na konferencji, „mimochodem” rzucił uwagę, że we wtorek mogą szanse otrzymać rezerwowi, wątpię żeby samemu, bez konsultacji  na taką deklarację się zdobył, coś może być na rzeczy. Chęć  przyoszczędzenia kluczowych zawodników zagrożonych wykartkowaniem  awizuje Robert  Błoński w  Przeglądzie Sportowym, przy okazji przedstawiając potencjalne alternatywne wyjściowe jedenastki. Krzysztof Mączyński ma na koncie turniejowe ‘żółtko’, perypetie zdrowotne wiosną stanowią drugi argument, żeby futbolową eksploatację na chwilę powstrzymać, zaoszczędzając siły na 1/8 fazy turnieju. Co mnie dziwi to fakt, że w zapowiadanych wyjściowych jedenastkach na pozycji  określanej numerem osiem brak jest tego, którego jeden z trenerów namaszcza na polskiego Andreę Pirlo:

Jaka pozycja dla Bartosza Kapustki jest najlepsza: skrzydło czy środek pomocy?

Myślę, że Bartek może grać jak Andrea Pirlo. To jest bardzo uniwersalny chłopak. Występowanie na każdej z tych pozycji: na skrzydle, jako ofensywny pomocnik, jako cofnięty środkowy pomocnik rozwinie go jako piłkarza. Uważam, że jego docelowa pozycja to jest środek pomocy.

To, co na razie ma wspólnego z Pirlo to elegancja na boisku i w sposobie poruszania się?

Nie mówię nie. Bartek poza tym, że jest bardzo dobrze wyszkolonym i eleganckim piłkarzem dysponuje także cechami, które są rzadkością na środku pomocy czyli szybkością i wspaniałą wydolnością. Ma wszystkie cechy, żeby w przyszłości grać na naprawdę wysokim poziomie. (polsatsport.pl)

Jacek Zieliński w Cracovii wiosną w obliczu kontuzji Damiana Dąbrowskiego właśnie Kapustkę poddawał próbom na środku pomocy i był z wywiązywania się z funkcji przez gołowąsa bardzo zadowolony. Mityczny duet futbolowych herosów, ‘eleganckiego’ Pirlo z ‘bulterierem’ Gattuso otworzył Squadra Azzurra możliwość gry o tron w 2006 roku. Oczywiście porównania są na wyrost, Bartka od legendarnego Andrei póki co dzielą lata świetlne, ale czemu rezygnować z szansy ich nadrabiania, gdy nasz młodzian po pierwsze już dał próbkę swego talentu na Euro, a po drugie na pozycji środkowego pomocnika w reprze był przez selekcjonera weryfikowany i to z bardzo dobrym skutkiem w marcowym pojedynku z Finlandią. O tej próbie Bartka sport.pl tak pisał:

„Przeciwko Finlandii dostał jedną z bardziej odpowiedzialnych ról w reprezentacji - grał w środku pomocy obok Grzegorza Krychowiaka. Zaczął odpowiedzialnie i tej odpowiedzialności z każdą minutą chciał coraz więcej. Pokazywał się obrońcom i prosił ich o piłkę, pewnie wprowadzając ją na połowę rywala. O ile na początku tych kontaktów z piłką było zbyt dużo, bo gry to nie przyspieszało, o tyle kilka wskazówek od Krychowiaka sprawiło późnij,  że Kapustka starał się grać na dwa kontakty.
Jednak najbardziej podobać mogło się jego zaangażowanie w defensywę - nie tylko wślizgami odbierając piłkę rywalom, ale też umiejętnie czytając grę, doskakując do przeciwników w momentach, gdy się tego kompletnie nie spodziewali.”

Przegląd Sportowy za tamten występ również Kapustce wystawił laurkę, czemu zatem teraz na środku pomocy go pomija, desygnując tam Jodłę lub Piotra Zielińskiego, piłkarza Craxy ‘skazując’ na skrzydło. Przyznam się, że kompletnie nie rozumiem dlaczego uparcie na pozycję ósemki wpychamy Piotrka Zielińskiego, który w klubie na takiej pozycji mimo wszystko nie grywał, u Marco Giampaolo w Empoli był jednym z trzech a nie dwóch pomocników, być może mała, ale istotna różnica. W reprze na ósemce dotychczas nie olśnił, z Holandią zawiódł, czemu zatem  uparcie desygnujemy go do duetu z Krychą, ignorując w tej roli Kapustkę (polskiego przyszłego Pirlo)?

Czy to znaczy, że Piotrka Zielińskiego spisuję na straty? Absolutnie nie, o to mam wręcz podejrzenia i pretensje do Nawałki. Piłkarza, na którego zwrócili  uwagę i Mauricio Sarri i Jurgen Klopp ignorować nie wolno, trzeba natomiast takiego zucha wybranego do jedenastki sezonu Serie A zaadoptować na potrzeby Biało-Czerwonych i znaleźć dla niego optymalną pozycję. Tu wracam do kwestii, która zbulwersowała Michała Zachodnego, czyli ocen przyznanych Kubie Błaszczykowskiemu za mecz z Niemcami. Podzielam w dużej mierze zdziwienie pana redaktora, ale Kubie może się przydać regeneracja nadwątlonych sił, tym bardziej, że wiosną rytmu meczów co trzy, cztery dni nie doświadczył. Natomiast skoro Zielu gra w Empoli półprawego pomocnika, dlaczego w reprze nie spróbować  z niego zrobić ‘pełnoprawego’? Jedyną wątpliwość we mnie budzi  być może nieco zbyt mała dynamika, ale Piotrek to jeden z trzech najlepszych dryblerów w Serie A (według statystyk), a gra z boku nie niesie ze sobą takiego ryzyka po stracie piłki jak na środku. Być może to jest Zielińskiemu potrzebne, zdejmie zbyt ciążącą odpowiedzialność, da nieco więcej luzu, a to już może być asumpt, żeby ktokolwiek przestał się dziwić dlaczego Klopp chce go w Liverpoolu.

Takich roszad bym oczekiwał z Ukraińcami, nie dlatego że uważam jakoby ten mecz można odpuścić nieco lżej potraktować, ale dlatego żeby  dając szanse Mączyńskiemu z Błaszczykowskim na regenerację, równocześnie zwiększyć siłę  w trzecim spotkaniu wyjściowej jedenastki. Jestem w stanie zaakceptować i podjąć ryzyko przyoszczędzenia Grosika z Piszczkiem w obawie przed wykartkowaniem, nie sądzę żeby doświadczony Jędza zgłupiał po jednym meczu na prawej stronie, a Wawrzyniakowi przetarcie może być przydatne na ewentualność groźby kontuzji jednego z flankowych kolegów. Wiem, że z Peszki to szajbus, ale może też okazałby się akurat „pozytywnym wariatem”. Z tych powodów „mój” wyjściowy skład na wtorek wyglądałaby następująco:

Fabiański – Jędrzejczyk, Pazdan, Glik, Wawrzyniak – Zieliński, Kapustka, Krychowiak, Peszko – Milik, Lewandowski.

I grajmy o pełną pulę. Być może zdjęcie presji oraz  wprowadzona ‘świeża krew’ przeobrazi podopiecznych Mychajła Fomienki w groźnych Kozaków, którzy dadzą nam jeszcze popalić na odchodne, ale i nie wykluczam że gdyby udało się ich naruszyć, napocząć, to mogą pęknąć, mentalnie odpuścić, zniechęcić się totalnie, a wówczas ścigajmy się z Niemcami o pierwsze miejsce w grupie. Jest o co, warto!

Nie wykluczam przegranej  z Ukraińcami, gdyby wygrana miała być okupiona wykluczającymi  kontuzjami to gorycz porażki przełknę, co prawda układ w grupach dowodzi że cztery punkty wcale nie są gwarancją awansu do dalszej fazy z trzeciego miejsca, ale kataklizmu i jakiegoś zacięcia „Die Mannschaft” nie biorę pod uwagę. Co prawda to piłka nożna, najbardziej nieracjonalna i nieprzewidywalna z gier, ale po pierwsze „Ordnung muss sein”, a po drugie Kapi ze środka, a Zielu z prawej wyłożą takie piłki Lewemu z Milikiem, że jakiekolwiek obawy o wynik okażą się tylko „strachami na Lachy”.

Dyskusja (11)
1poniedziałek, 20, czerwiec 2016 11:50
gawin76
Jeżeli chodzi o naszą ofensywną słabość środka pola to problem jest jednak bardziej złożony niż osoba Mączyńskiego. Przede wszystkim decydując się na grę Lewandowskim i Milikiem w systemie 4-4-2 (czy może 4-4-1-1) z założenia czynimy z dwóch środkowych pomocników raczej ludzi do zabezpieczenia środka pola i rozrzucania piłek na boki niż takich, którzy odpowiadają za konstruowanie akcji. Owszem, czasem Krychowiak rozpędzi się z piłkę przy nodze, czasem pójdzie szybka prostopadła piłka do jednego z napastników, który będzie próbował zgrać do tego drugiego, ale jednak nigdy nie będzie tylu opcji rozegrania akcji środkiem, ilu dawałoby trzech pomocników. Nawałka musiał podjąć tę decyzję już dawno, na samym początku pracy z kadrą. Wariant z Lewym i Milikiem jest naszym planem A. Jeżeli gramy na jednego napastnika albo Milik schodzi na skrzydło to znaczy, że wdrażany jest plan B - w takim przypadku procent ataków środkiem zapewne byłby wyższy.

Być może tu jest też odpowiedź na kwestię Kapustki - ustawienie go w parze z Krychowiakiem mogłoby negatywnie odbić się na asekuracji i całej grze defensywnej. Zieliński po grze we Włoszech musi być mimo wszystko lepiej przygotowany do pełnienia takiej roli.

Natomiast jedno nazwisko tu się nie pojawiło - Linetty. Wydawać by się mogło, idealny materiał na uniwersalnego pomocnika, waleczny, z odbiorem, z podaniem i strzałem. Jakby stworzony do tego, żeby grać u boku Krychowiaka i żebyśmy mieli w nich duet latami rządzący w środku. Niestety, słabiutki jak na niego sezon w Lechu, gołym okiem widać, że zatrzymał się w rozwoju. Niby wahania formy w tym wieku to normalka, ale jeżeli ma zrobić krok naprzód to chyba powinien już zmienić otoczenie.

Mączyński? Magiera ma rację, jest zawsze tam gdzie być powinien. Problem zaczyna się kiedy dostaje piłkę - nie ta technika, nie ta szybkość reakcji. Ale naprawdę uznanie dla Nawałki za to ile z Mączyńskiego wyciąga, a i samemu Mączyńskiemu trzeba oddać, że nie każdy piłkarz potrafiłby tak bez szemrania stać się specem od czarnej roboty.
2poniedziałek, 20, czerwiec 2016 14:27
a-c10
Przyznam szczerze, że nie wiem zupełnie jak zareagują Ukraińcy. Może faktycznie zawrze w nich stepowa krew i postanowią na odchodnem jeszcze trochę po łbu Lachom nałożyć? A może wypną goły tyłek w stronę własnego trenera i parskną "bat'ku, nie wystawiłeś nas w pierwszych dwóch meczach, to teraz wal się na twarz i sam się staraj!". Może dojdą do wniosku, że Euro i tak przegrane, a nowy sezon za pasem i nie ma co kości narażać w imię jakichś fantasmagorii? A może jeszcze zupełnie co innego?

A skoro nie wiem, sądzę że my powinniśmy grać swoje i bez oglądania się na matematyczne permutacje walczyć z całych sił o zwycięstwo. Dlatego, choć kuszą mnie, nie powiem, rotacyjne idee Iocosusa, na miejscu Nawałki wystawiłbym podstawowy skład, ewentualnie zamieniając podmęczonego Błaszczykowskiego na Kapustkę. Mączyński? Jasne, gdy pan Krzysztof zabiera się za rozgrywanie, to aż trudno wzroku nie odwracać. Ale - jak słusznie zauważa Gawin - nie w tym jego odpowiedzialność. Od momentu, gdy nasz selekcjoner postawił na 4-4-2 jako bazowy pomysł na grę Biało-Czerwonych, można było śmiało zakładać, że akcji środkiem będzie jak na lekarstwo. Dlatego teraz nie ma co się dziwić. A już na pewno nie potrzeba szukać kwadratowych jaj. Działa? Niech działa.
3poniedziałek, 20, czerwiec 2016 15:51
iocosus
Ależ według mnie plan „A” Nawałki jest jak najbardziej aktualny i obowiązujący. Rotacje o ile będą zastosowane to właśnie po to, żeby w optymalnym klasycznym ustawieniu i taktycznym i personalnym wyjść w meczu 1/8 fazy pucharowej. Z Mączyńskim, Piszczkiem, Grosickim w wyjściowym składzie obojętnie jak ich ewentualni zmiennicy zaprezentują się z Ukrainą. Nawałka według mnie, w tym będzie konsekwentny, szukanie kwadratowych jaj zupełnie mu nie w głowie, przy tym planu „A” osobiście nie mam zamiaru podważać, po pierwsze, przypuszczałem że mimo „kapustkomanii” po pojedynku z Ulsterem na Niemcy wyjdzie Grosicki i się nie pomyliłem, po drugie w planie „A” zakładam że alternatywą dla Mączyńskiego nie musi być ani Zieliński ani Kapustka, bo najbliżej do tego jest Tomaszowi Jodłowcowi. On wystąpił u boku Krychy w wygranym na Narodowym meczu z Niemcami, w rewanżu w Frankfurcie gdy Nawałka postanowił wzmocnić środek też postawił na Jodłę przesuwając nieco wyżej na środku pomocy Mączyńskiego, zresztą już na Euro w czwartek gdy Mąka opadał z sił, to kto go zastąpił jak nie Jodła?

Plan „A” zostawmy w spokoju, to znaczy możemy deliberować czy stosować go w meczu z Ukraińcami, meczu który nie musi być istotny dla układu tabeli, jeśli wygramy 3, 4 do 0 to Niemcy mogą to samo uczynić z Irlandczykami, jeśli przegramy, doprawdy wątpię żeby to samo uczyniła „niemiecka maszyna” a wówczas i tak pozostaniemy na drugim miejscu. Natomiast grając planem „A” z Ukrainą, możemy utracić wykonawców do tego planu w 1/8 fazy pucharowej. W którym meczu wolałbym dysponować optymalnym, sprawdzonym i zaufanym zestawieniem?

Dlatego przypuszczam że doniesienia dziennikarskie o możliwości rotacji składem w wtorek są uprawdopodobnione. Przy takim założeniu, zostawiamy plan „A” w spokoju, to znaczy na kolejny mecz, a możemy popitolić nad planem „B” na Ukrainę.

Gawin też mi się wydaje że Linettego Nawałka czasem ciągnął za uszy do kadry bo wydawał mu się najlepszym następcą Mączyńskiego, to znaczy w destrukcji potencjalnie jest przydatniejszy i od Zielińskiego i od Kapustki, tyle tylko że i w Lechu zaczął być ustawiany wyżej i chyba aktualna forma jest jednak nie ta co potrzeba. Szkoda.

„Kwestia Kapustki - ustawienie go w parze z Krychowiakiem mogłoby negatywnie odbić się na asekuracji i całej grze defensywnej.” – postawienie na nastolatka na kluczowej pozycji w narodowej jedenastce pewnie że jest skrajnym ryzykiem obojętnie jakby się ten nastolatek do tej pory prezentował. Również zgoda ze pan Adam do tej pory preferował dwa lata starszego Zielińskiego ze względu na doświadczenie wyniesione z Serie A, gdzie jak gdzie ale tam odpowiedzialność taktyczną powinni wpoić i na to Nawałka mógł liczyć. Tylko, że jak na razie te próby z Zielkiem na „8” jakoś na kolana nie powalają, stąd te moje rozważania względem szczawika, przepraszam młodej Kapustki.

W zestawieniu z Zielińskim według mnie Kapustka może być lepszy w odbiorze piłki, za wydolność też go chwalą, zatem o jego mobilność powinniśmy być spokojni, stąd moje założenia do poddania ewentualnej weryfikacji. W mediach nic tylko Zieliński i Zieliński na środku, a Kapustka na skrzydle, a może odwrotne rozwiązanie by nie było takie głupie? Przesłanki ku temu są!
4wtorek, 21, czerwiec 2016 02:08
a-c10
@ Iocosus:

meczu który nie musi być istotny dla układu tabeli

Nie, nie musi. Ale może. Po pier... Nie, po zerowe pamiętajmy, że my jeszcze tego awansu tak zupełnie w kieszeni nie mamy. O, jasne. Odebrać nam go mógłby tylko kataklizm. Wydaje mi się jednak, że historia futbolu już kilka kataklizmów widziała. Lepiej dmuchać na zimne. Po pierwsze, w przeciwieństwie do Ukraińców, Ulster ma jeszcze o co grać. Nie, nie stałem się ni z gruchy, ni z pietruchy fanem Norn IronWink Wciąż jednak uważam, że to nie są aż takie ogóry, jak się mogło w pewnym momencie wydawać. Owszem, jakikolwiek punkt wyrwany przez nich Niemcom będzie ogromną niespodzianką. Ale już nikła porażka, dająca im realne nadzieje na awans z trzeciego miejsca, wydaje się zupełnie możliwa. A to z kolei otwiera szanse dla nas. Po drugie, z takiej szansy warto by skorzystać, bo...

W którym meczu wolałbym dysponować optymalnym, sprawdzonym i zaufanym zestawieniem?

... tak, to niewątpliwie istotna kwestia. Niemniej, jeszcze istotniejsze wydaje mi się pytanie o to, z kim konkretnie będziemy ten mecz grać. Bo ja bym - mimo wszystko - wolał w 1/8 Albanię, czy nawet Słowację, niż Szwajcarię. A już zupełnie wolałbym w hipotetycznym ćwierćfinale potykać się z Włochami, niż z Hiszpanią. I nie, wcale pompuję balona, ani nie wieszam poniewczasie Lewemu i s-ce medali na szyjachSmile Uważam po prostu, że skoro jest szansa powalczyć i coś zyskać, głupio byłoby nie skorzystać.

Jasne, to tylko wróżenie z fusów. Wciąż może się okazać, że do (ewentualnej) 1/8 przystąpimy - tfu, tfu! - bez połamanych przez Ukraińców Lewandowskiego i Krychowiaka. Albo że Niemcy pogonią Ulster 7:0. Albo że moja "wolana" Albania odeśle nas do domu. Wszystko prawda.

Ale prawdą jest także to, że Lewandowski z Krychowiakiem mogą - znów: tfu, tfu! - połamać się na pierwszym lepszym treningu. A kombinacje zazwyczaj kiepsko kończą się dla kombinatorów.
5wtorek, 21, czerwiec 2016 08:44
iocosus
„Prawdopodobieństwo niepowodzenia wciąż istnieje. Potrzeba do tego sensacyjnego zwycięstwa Irlandii Płn. nad Niemcami, porażki Polaków z Ukrainą (zapewne wyższej niż jednobramkowa) oraz niekorzystnej kombinacji wyników w innych grupach. Analitycy firmy Goldman Sachs szacują zagrożenie na... 0,2 proc.
Według ekonomistów z Goldman Sachs, szanse Polski na mistrzostwo wzrosły od początku turnieju ponad dwukrotnie - do 3,4 procenta, co daje biało-czerwonym szóste miejsce - przed rozpoczęciem turnieju Polacy plasowali się na 11. pozycji. Goldman Sachs szacuje, że szanse Polaków na ćwierćfinał to 51,3 proc., a na półfinał - 21,2.” http://www.sport.pl/euro2016/1,136510,20257150,euro-2016-eksperci-szacuja-polska-ma-51-3-procenta-szans-na.html

Albiceleste, nie wywołuj wilka z lasu, w głębi duszy ze mnie jest fatalista i uważam że jeżeli jest prognozowane 0,2 % szans na zaistnienie najgorszego z możliwych scenariuszy to właśnie to się i tak spełni, a ty tą moją obawę jeszcze podsycasz. Boga w sercu nie masz!

Toć przecież, jeżeli wpierw Północni Irlandczycy strzelą Niemcom gola, a to zawsze możliwe (strzał życia lub po rożnym albo wolnym tyłkiem wepchną piłkę do siatki w zamieszaniu podbramkowym) a u nas w Marsylii będzie 0:0, to przecież ja osiwieję w przyspieszonym tempie bojąc się każdego dojścia do piłki Ukraińców. Zresztą jeżeli na obu stadionach do osiemdziesiątej którejś minuty będą wyniki remisowe to będzie podobnie. Palpitacja serca!

Kwestia w tym że moim zdaniem, nie podważając planu „A” na 1/8, w trzecim kolejnym meczu turnieju z Kapustką i Zielińskim zamiast Mączyńskiego z Błaszczykowskim możemy akurat w tym jednym konkretnym spotkaniu być silniejsi, a nie słabsi. Biorę w tym założeniu pod uwagę, że obaj z tych bardziej doświadczonych z podstawowego składu wiosną cyklu meczowego nie doświadczali. Zatem regeneracja może im być niezbędna, ale to tylko moje założenie, Nawałka & s-ka mają w tej kwestii dużo lepszą orientację, zobaczymy co zrobią.

Postawienie na młodych, obojętnie jak ustawionych, niesie ze sobą ryzyko. Prawdopodobieństwo popełnienia błędów się zwiększa, ale ja bym ryzyko podjął właśnie chcąc się ścigać z Niemcami o pełną pulę. Kapustka z Zielińskim dają nam większe możliwości ofensywne, gdyby to zatrybiło, udałoby się zniechęcić Ukraińców, to możemy troszkę bramek spróbować im nastrzelać. Przy tym uważam (jako fatalista) że szkieletu drużyny ruszać się nie powinno, zatem środek obrony, Krycha w pomocy, Lewy z Milikiem w ataku pozostaną na swoich miejscach i podejść do spotkania z Ukrainą powinni jako najważniejszego meczu w turnieju.

Jest kwestia Piszczka, Grosika, zagrożonych wykartkowaniem, ich brak to według mnie osłabienie wyjściowej jedenastki, ale jeżeli Niemcy nakopią Ulsterowi (co jest jednak nader prawdopodobne), a ci dwaj wymienieni zarobiliby jakieś żółtko z Ukrainą, to plułbym sobie w brodę, zapewne podobnie jak Nawałka bo coś takiego po prostu okazałoby się naszym turniejowym frajerstwem.
6wtorek, 21, czerwiec 2016 15:16
a-c10
@ Iocosus:

Procenty to ja lubię w winie. Pozostałym zwyczajnie nie dowierzam. Nawet kiedy firmują je znane nazwiskaWink

Wiesz, im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że na moje nastawienie przed dzisiejszym meczem w przeważającej mierze wpływają dwa cokolwiek sprzeczne ze sobą czynniki:

1) Mam obawy, że zaraz się obudzę. Ocknę się ze snu, który może nie jest jakiś wstrząsająco piękny, ale jest snem o normalności. Bo przecież normalnym powinno być, że reprezentacja Polski jedzie na turniej - zwłaszcza rozgrywany w takim formacie! - by wyjść z grupy. Że możemy myśleć o ćwierćfinale. Że wolno nam nawet - przy sprzyjających okolicznościach - marzyć o czymś więcej. I choć są to marzenia cichutkie i skromne, to przecież bardziej realne, niż te o wygranej w totka.

No ale właśnie - przez lata nasza "normalność" była zupełnie inna: nieregularne awanse na turnieje, zazwyczaj wydzierane jakimś psim swędem; trzy mecze "o" i te rzeczy. I jakoś nie mogę uwierzyć, przynajmniej nie do końca, że to się wszystko tak po prostu, na "trzy-czteee-ry!" zmieniło. Dlatego wciąż uważam, że bez względu na opinię mądrali od Goldmana i Sachsa, szansa na katastrofę wyraża się raczej dwiema cyframi, niż jedną, w dodatku umieszczoną po przecinku. Ale...

2) Ale jeśli to jednak jawa, nie sen, zróbmy wszystko, by takie realia wykorzystać. Bo one się mogą szybko nie powtórzyć. Owszem, nadal zgadzam się z przedturniejową oceną Dalkuba, wg której mamy 2-3 świetnych zawodników, 2-3 dobrych, a pozostali, cóż, po prostu są. Tyle że obejrzawszy wszystkich uczestników bieżących ME nie dostrzegłem zbyt wielu ekip, z którymi tak zestawieni Biało-Czerwoni koniecznie musieliby przegrać. Jasne, ciężko byłoby z Hiszpanami. Niekoniecznie lżej z Francuzami, którzy mają wybitne indywidualności, a i zespołowo powinni iść w górę. Zwłaszcza, że margines błędu się skończył. No i na dokładkę grają u siebie. Ale reszta? Reszcie możemy przynajmniej rzucić rękawicę.

Cieszmy się takim stanem rzeczy i - powtarzam - spróbujmy wycisnąć z niego ile tylko się da. Wkrótce może się okazać, że tych 2-3 i 2-3 to i tak o 2-3 i 2-3 więcej, niż mamy. Lewandowskie i Krychowiaki grać wiecznie nie będą. Mimo paroletniego pierdzielenia o akademiach, wizjach, koncepcjach i inszych takich, nasze szkolenie leży, rzęzi i krztusi się krwawą pianą. A naprawdę trudno oczekiwać, że Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, czy Włosi znów okażą się tak mili i wyhodują nam 2-3 i 2-3.
7wtorek, 21, czerwiec 2016 15:23
a-c10
pees.
Jak na razie, głównym kandydatem do miana Frajera Turnieju stał się niejaki Roy Hodgson. Zupełnie niewykluczone, że wskutek swych "oszczędnościowych" pomysłów chłop właśnie wpakował swój zespół w 1/8 na Portugalię. A już zupełnie prawdopodobnie w hipotetycznym ćwierćfinale Anglicy zmierzą się z Francją. Na Stade de France.

Koniec końców wcale bym się nie zdziwił, gdyby to ci mniej okrzyczani i niby pokonani, a jednak zwycięscy w grupie Wyspiarze mieli last laugh. Zaś Wirtualni Mistrzowie Wszechświata po raz kolejny najprawdopodobniej przekonają się, że na ceremonię wręczania medali jakoś ich nie zaproszono.
8wtorek, 21, czerwiec 2016 16:06
iocosus
„FABIAŃSKI - CIONEK, GLIK, PAZDAN, JĘDRZEJCZYK - KRYCHOWIAK, JODŁOWIEC - KAPUSTKA, ZIELIŃSKI, MILIK - LEWANDOWSKI. Trener Adam Nawałka zmienia system gry i wprowadza czterech świeżych piłkarzy - Cionka za Piszczka, Jodłowca za Mączyńskiego, Kapustkę za Błaszczykowskiego. Nie zagra również Grosicki, bo Milik schodzi na skrzydło, a jako numer 10 będzie operował Zieliński, który dotychczas nie wystąpił nawet minuty.”
http://www.polsatsport.pl/news/2016-06-21/euro-kolton-cionek-jodlowiec-zielinki-i-kapustka-od-poczatku/

Gdyby to co redaktor Kołtoń awizuje się potwierdziło, to Nawałka próbuje połączyć wodę z ogniem, czyli zabezpiecza tyły Jodłą w parze z Krychą, czyli zachowawczo, błędów chce się ustrzec, ale wprowadza też młodych Zielka z Kapustką i tego pierwszego na „10” czyli z ofensywy nie rezygnuje. W zasadzie to tylko Wawrzyniaka bym wolał zamiast Cionka przesuwając Jędzę na prawą stronę. Nie mam tez jakoś wielkiego przekonania do Milika na skrzydle ale, oby trener po raz enty miał rację i ten skład dał nam radochę. Ścigajmy się z Niemcami!
9wtorek, 21, czerwiec 2016 18:56
iocosus
Po pierwszych 45 minutach z młodych gniewnych aspirujących do dużej piłki najlepszy Zinczenko.

Dobrze, że Niemcy robią swoje, na zdystansowanie w wyścigu się nie zanosi, trzeba się cieszyć drugim miejscem i tym, że na bój z Helwetami będziemy mieli w miarę świeżych czterech kluczowych zawodników.
10wtorek, 21, czerwiec 2016 20:05
iocosus
Dwa punkty widzenia z twittera:

Paweł Mogielnicki ‏@mogiel90 Marseille, France
Polska powtórzyła osiągnięcia z turniejów 2008 i 2012 i znów jest w najlepszej szesnastce Europy.

Piotr Ołubiec ‏@polub68
Idziemy jak kiedyś Grecy. Zero z tyłu jeden z przodu. Wiadomo jak to się skończyło.

Czyli szklanka do połowy pusta, czy pełna? Wink
11środa, 22, czerwiec 2016 09:56
dalkub
Mówiąc szczerze to ja zupełnie nie wiem co myśleć o tym wszystkim. Z jednej strony 7 pkt. w 3 meczach każdy brałby w ciemno, brak straconych bramek w 3 kolejnych meczach to już prawie rekord świata, choć nie jesteśmy jedyni, gra defensywy wygląda co najmniej przyzwoicie z momentami dobrymi i bardzo dobrymi. Jednocześnie w piłkę gramy słabo, ciężko nam się przy niej utrzymać jeżeli przeciwnik podejdzie wyżej i agresywniej, słabo konstruujemy, za dużo prowadzimy a za mało gramy piłką. Nasz styl to raczej głęboka defensywa i kontra - co mnie osobiście nie dziwi. Według mnie i tak jest super i grubo ponad stan, ale szczerze to ponad stan i możliwości jest na tych mistrzostwach więcej drużyn.
Nie chcę już się zastanawiać czy to że jesteśmy w 16 to lepiej niż kiedyś czy tak samo czy inaczej. Wiem że w tej chwili w Polsce są setki tysięcy rozgrzanych głów, które stwierdzą że jak mamy przed sobą Szwajcarię i być może Chorwatów to półfinał jakby niewyjęty. Otóż powiem tak że mnie żaden wynik już na tych mistrzostwach nie zdziwi, nawet Polska w finale, choć również bęcki od Szwajcarów, którzy kulturą gry i wyszkoleniem poszczególnych graczy są od nas lepsi.
I na koniec - mamy furę szczęścia, które podobno sprzyja lepszym (?) ale mnie najbliżej do zdania trenera Strejlaua, że limit szczęścia wychodzi na zero - ciekawe kiedy los nam odbierze to co dał.

Iocosus

Zinczenk przy Kapustce i Zielińskim wyglądał jak profesor - Zieliński niestety te mistrzostwa przegrał i to mam wrażenie że głowa nie nadążyła za umiejętnościami

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1