A+ A A-

Zezem: Kto chce świecić, ten musi się spalać

O tym, że Legia Warszawa nie jest klasową drużyna.

Prezes Ekstraklasy SA pan Animucki w wywiadzie dla PS powiedział, że zewnętrzna firma oceniła naszą ligę i orzekła, że wszystko w niej funkcjonuje wspaniale, ilość widzów na trybunach rośnie, przychody wzrastają, system rozgrywek jest najlepszy pod słońcem itp. itd. A rzeczywistość skrzeczy, bowiem w tym samym czasie UEFA opublikowała ranking klubowy federacji i nasza liga spadła na 32. miejsce. Jak orzekł Animucki, gdyby drużyny grające w europejskich pucharach osiągały takie wyniki jak Legia to bylibyśmy gdzieś w okolicach miejsca 12. Czy to oznacza, że Legia jest drużyna klasową, „jedyną nadzieją białych”?

O klasie zespołu można zasadnie mówić, kiedy na boisku w każdym meczu prezentuje określony poziom, kiedy jest przewidywalny, kiedy osiąga wyniki na miarę umiejętności zawodników oraz kiedy potrafi grać na wynik. Nasza drużyna niby nie przegrała wielu meczów, bo 2 razy z Pogonią, z Wisłą Płock, z Lechią, z Piastem oraz z Zagłębiem Lubin. Trener Vuković w wywiadzie niejako podsumowującym stwierdził, że w każdym meczu zespól grał dobrze, tylko niektóre wyniki były niesatysfakcjonujące. Chciałby.

Otóż ogólny ogląd gry i dokonań naszego zespołu pozwala na stwierdzenie, że paradoksalnie w większym stopniu były one zależne od sposobu gry rywali niż od naszych poczynań. Generalnie nasi przeciwnicy nauczyli się jak z nami grać, co w skrócie oznacza zabranie nam przestrzeni do gry, zwłaszcza na ich połowie. Nasze spektakularne wygrane z Wisłą Kraków 7:0, Górnikiem Zabrze 5:1, Koroną 4:0 czy na wyjeździe ze Śląskiem 3:0 były efektem pójścia na wymianę ciosów przez przeciwnika. W piłce, tak jak w boksie, takie wymiany są szkodliwe dla słabszej strony, a liczenie, że jedna bramka czy jeden cios przeważy, są złudne. W przegranych meczach, ale także w wygranych, jak w pierwszym z Koroną, z Zagłębiem Lubin, Cracovią, Lechem, ŁKS-em czy Arką męczyliśmy się straszliwie, nie stwarzając sytuacji do strzelenia bramek i nie przeprowadzając groźnych akcji. Notowaliśmy również zbyt duże wahania formy w krótkich odstępach czasu.  Na przykład zagraliśmy chyba najlepszy mecz w rundzie z Wisłą Płock, aby za parę dni przegrać ze słabym Zagłębiem. Na wysokim poziomie oprócz wspomnianego meczu  nasz zespół zagrał jeszcze tylko pierwsze spotkanie  z Rangersami. Mało tego.

O tym, że zatrudnienie normalnego trenera przygotowania fizycznego miało sens.
Niezależnie od uwag poczynionych powyżej, gra Legii w rundzie jesiennej sezonu 2019/20 była znacznie lepsza od tej jaką mieliśmy przykrość oglądać w poprzednich latach, kiedy trenerami byli: Magiera, Jozak, Klafurić i Sa Pinto. W moim przekonaniu w tym dziele największą zasługę należy przypisać trenerowi przygotowania fizycznego Łukaszowi Bortnikowi. Kiedy pracował w Hapoelu Ber Szewa to właśnie dzięki niemu ta drużyna była w czołówce ligi izraelskiej, a on sam uznawany był za odkrywcę nowych metod treningowych. Na szczęście on niczego nie odkrywa tylko, albo aż, ma zdrowe spojrzenie na to, jaki ma być profil motoryczny piłkarza. Mnie trochę rozbawiało jak to nasi naukowcy i trenerzy jeździli do klubów zachodnich i odkrywali, że tam w okresie przygotowawczym nie trenuje się więcej niż u nas, a i w meczach tamtejsze drużyny przebiegają nawet mniej kilometrów. Więc dlaczego nasi od tamtych dostają w kuper? Podstawową różnicą jest intensywność oznaczająca, że jeden zawodnik w tym samym czasie przebiegnie większy dystans od drugiego. I nie chodzi to wyłącznie o tzw. sprinty, lecz o szybkie biegi na dystansie 50-60 metrów.  I Bortnik właśnie tego uczy naszych zawodników. W dzisiejszym futbolu jak pokazują liczne przykłady tzw. optymalne przygotowanie fizyczne stanowi podstawę pod rozwiązania taktyczne i odpowiadającą im organizację gry oraz to co trywialnie nazywamy przygotowaniem mentalnym. Zawodnik bowiem musi być przekonany, że jego organizm wytrzyma obciążenia związane z wysiłkiem meczowym.

W Legii ten proces kształtowania nowoczesnych cech motorycznych dopiero się rozpoczął, a ma on już ten skutek, że zaczął spełniać również rolę selekcyjną. Część zawodników prezentuje się pod tym względem lepiej od innych, a inni już odpadają. I tak trzymać.

O tym, że kilku zawodników nie sprawdza się w Legii.
W Legii zaczyna być normalnie. Niezależnie od ocen Vukovicia na innych polach to w dziedzinie elementarnej uczciwości wobec zawodników nie można mu nic zarzucić. Jest on w stanie uzasadnić każde odejście zawodnika z Legii niezwiązane z propozycją nie do odrzucenia, na gruncie podejścia do treningów, zaangażowania w meczach, efektywności samej gry itp. Jego wielu poprzedników miało oceny o charakterze estetycznym: podoba mi się, albo nie, pasuje mi, albo nie. Takie tanie dyktatorki, których drużyna nie interesowała, bo byli zainteresowani własnym ego i władzą. Więc teraz kiedy trener przestał wystawiać takich zawodników jak Rocha, Remy, Nagy, Agra oraz chce się pozbyć Obradovicia to mamy przekonanie, że to nie jego kaprysy, ale realna ocena przydatności zawodnika do drużyny. W tym kontekście chyba dzisiaj inaczej oceniamy pozbycie się z drużyny takich wcześniej podstawowych zawodników jak Carlitos czy Kucharczyk. Dochodzimy do wniosku, że chyba jednak miał rację. Z kolei moim zdaniem zawodzi dwóch zawodników sprowadzonych latem tj. Novikovas i Gwilia. Być może przyczyną słabszej postawy Litwina była jego dolegliwość sercowa (gdzie rzetelne badania stanu zdrowia?), a Gruzina to,że musiał grać na nietypowej dla siebie pozycji.

Należy tylko oczekiwać, że przy transferach do klubu zostaną zastosowane jakieś racjonalne kryteria, a nie tylko rekomendacje managera i ogląd na kasecie. Chodzi o to, aby transfery powodowały wzmocnienie Legii, a nie jej osłabienie.

O tym,że każdy zawodnik musi umieć grać dobrze na swojej pozycji.
Od blisko 50 już lat słyszymy z różnych stron zawołania o zmierzchu gry pozycyjnej, a to poprzez „futbol totalny”, a to poprzez pressing, a to wskutek apozycyjności. Lecz rozwój futbolu póki co idzie w przeciwnym kierunku, a mianowicie najpierw perfekcyjna gra na pozycji, a potem rozwijanie wszechstronności. Bowiem futbol dzisiejszy tylko z pozoru staje się coraz bardziej zespołowy, on w coraz większym stopniu bazuje na indywidualnościach. Współczesna piłka staje się za to coraz bardziej uniwersalna. Oznacza to wyzwolenie się z gorsetu obowiązujących systemów i konieczności grania w konkretnym systemie np. 4-3-3 jak w latach 60–70 tych, nawet kiedy nie miało się odpowiednich  wykonawców. Dziś zespoły grają i 4-2-3-1 i 4-4-2 i 4-3-3 i 3-5-2 i 3-4-3 i w każdym dowolnym, tylko bramkarz stale na swoim miejscu. Bowiem gra w każdym systemie polega na umiejętności gry na konkretnej pozycji w każdym miejscu boiska na którym toczy się gra. Tym samym współcześnie obowiązkiem trenera jest dostosowanie systemu i organizacji gry do typu zawodników  jakimi się dysponuje i ich umiejętności, a nie odwrotnie. Legia na ogół grała w ustawieniu 4-2-3-1, gdyż trener stwierdził, że nie będzie burzył tego co było. Czasami trzeba zburzyć to co zostało wadliwie zbudowane, ale trzeba mieć materiał na coś nowego. A Legia w poprzednim sezonie, nie zdobywając tytułu, zawiodła, więc w moim przekonaniu zmiany były konieczne. Dla systemu 4-2-3-1 kluczową pozycją jest ofensywny pomocnik. Kiedy on nie ma dużej dozy kreatywności to gra drużyny kuleje. U nas najpierw na tej pozycji grał Gwilia, który poza pracowitością niczego pozytywnego nie wnosił. Kiedy od meczu z Lechem zastąpił go Luquinhas, zawodnik lepszy technicznie i szybciej operujący piłką, poziom gry naszej drużyny w ataku zdecydowanie wzrósł. Osobiście bardzo żałuje, że do tej pory szansy jako rozgrywający nie dostał Karbownik, który jako zawodnik prawonożny gra na lewej obronie co go ogranicza, a jako trampkarz, junior i w II drużynie był ofensywnym pomocnikiem. Dopiero choroba Novikovasa spowodowała,że trener zastosował optymalne w tym zestawie kadrowym ustawienie, czyli 4-4-2, bez klasycznego ofensywnego pomocnika. W naszym zespole mamy ponadto wyraźne luki na pozycji defensywnego pomocnika o walorach bardziej defensywnych, gdyż jest tylko Antolić,a Wieteska z uporem wystawiany jest jako środkowy obrońca, mimo że radzi sobie coraz gorzej. Podobny problem występuje na prawej obronie na której jedynym pełnowymiarowym graczem jest Jędrzejczyk, bowiem z Vesovicia, który dobrze gra w ofensywie, a słabo broni, oraz Stolarskiego, który ma odwrotnie można by wytworzyć jednego.  Ten niepełny obraz pokazuje,że problemem Legii jest skuteczna gra obronna. A to jakość gry w obronie tak naprawdę warunkuje siłę gry w ataku. Co było widać w ostatnim meczu z Zagłębiem Lubin.

O tym, że konsekwencja jest wartością.
Po zakończony sezonie każdy, w tym autor, jest najmądrzejszy z całej wsi, ale spróbujmy się wczuć w rolę Vukovicia. Był i jest to trener o umiarkowanej wiedzy teoretycznej, braku doświadczenia i niedostatecznej metodologii treningu. Inaczej mówiąc Vuković z warsztatem był i nadal mimo poprawy jest na bakier. Warsztat trenera to taki zasób jego umiejętności, który pozwala mu po zastosowaniu odpowiednich metod treningowych osiągnąć zakładane i znane mu z przeszłości efekty. O tym czy trener ma warsztat widać już na 1. treningu. Wielu trenerom brakuje pokory i usiłują grać rolę dyktatora wymuszającego określone zachowania,lub poddają się presji zawodników - co się zawsze źle kończyło. Vuković poszedł drogą prób i błędów. Nie był w stanie nakazać niczego zawodnikom, bo nie był pewien jak to zadziała, a gdyby było złe, a wymuszone - to jego autorytet ległby w gruzach. Do tego chyba brakowało mu odpowiedniego przygotowania teoretycznego. Dawał zawodnikom zadania, których oni nie byli w stanie wykonać. A przy tym wszystkim sprawiał wrażenia jakby nie bardzo wiedział dlaczego drużyna wygrywa i dlaczego przegrywa.  Każdy system ma swoje reguły w zakresie organizacji gry i w każdym systemie zawodnicy dostają do wykonania takie zadania, aby całość gry była kompletna . System 4-2-3-1 nie wymaga jakiś szczególnych umiejętności i jest bardzo elastyczny. Niemniej gra w ofensywie opiera się na jakości ofensywnego pomocnika. Im on lepszy tym gra bardziej efektywna. Jednocześnie gra w tym systemie musi być oparta o zasadę balansu, a więc  zrównoważenia funkcji.

Analizując nawet powierzchownie wyniki, skład i ustawienie można dojść do wniosku, że założeniem trenera była gra w oparciu o te same nazwiska, ten sam system i takie same zadania, aby zgrywać drużynę, uczyć graczy pomocniczości i dzięki temu poprawiać jakość gry i osiągać lepsze wyniki. Trener reagował zmianami zasad dopiero pod wpływem złego wyniku, albo kontuzji zawodnika co z reguły działało na korzyść gry i wyniku.

Zaczęliśmy w meczu z Pogonią ustawieniem 4-2-3-1 i składem: Majecki – Stolarski, Remy,  Wieteska, Jędrzejczyk – Jodłowiec, Gwilia – Vesović, Praszelik, Luquinhas - Kulenović. Po porażce zabrakło w następnym meczu Kulenovicia, Remyego, Wieteski, Praszelika, Gwilli, a drużyna zagrała 4-3-3. W piątym meczu z ŁKS zadebiutował Karbownik, a jako dwaj defensywni pomocnicy zagrali Jodłowiec oraz Antolić, obaj o orientacji typowo defensywnej. Ponieważ gra z ŁKS, mimo wygranej 3:2 była marna, trener w następnym meczu z Rakowem wrócił do ustawienia 4-2-3-1 z defensywnymi pomocnikami Martinsem oraz Antoliciem, jednym o nastawieniu bardziej ofensywnym i drugim bardziej defensywnym, co nareszcie zapewniało balans czyli niezbędną równowagę.  Czyli kiedy drużyna była w ofensywie to do ataku podłączał się Martins, a kiedy była w defensywie do obrony wkraczał Antolić. Lecz nadal jako ofensywny pomocnik wystawiany był Gwilia, co powodowało, że nasze ataki były wolne, przewidywalne i nieporadne. Dopiero kontuzja Gruzina spowodowała, że w 12. meczu przeciwko Lechowi jako ofensywny pomocnik zagrał Luquinhas. W tym meczu wejście smoka zaliczył Rosołek. Pomimo wysokich wygranych w następnych meczach, nie można było być w 100% zadowolonych z gry naszej drużyny, bowiem stopień zorganizowania był niski, a wyniki były bardziej efektem błędów rywali niż jakości naszej gry. Na rozpalone głowy zimnym prysznicem byłą porażka w 16. meczu w Szczecinie, która była m. innymi spowodowana odejściem od balansu, gdyż Antolicia zastąpił obok Martinsa Gwilia.  Z kolei po wykryciu choroby u Novikovasa w 18. meczu przeciwko Śląskowi zagraliśmy 4-3-3. I kiedy wydawało się, że wygrana 3;0 to asumpt do kontynuacji w następnym meczu przeciwko Wiśle Płock trener postawił na ustawienie 4-4-2 z dwoma napastnikami, Kante i Niezgodą.  Ostatni mecz z Zagłębiem Lubin uzmysłowił chyba, że bez wysokiej klasy środkowego obrońcy nie ma czego szukać nawet w naszej lidze.

Trener Vuković w trakcie rundy jesiennej wykazywał się biernością, reagując tylko na zasadzie odruchu - jak coś się sypie to trzeba zasypać, czyli zmienić. Jako pozytyw trzeba mu zaliczyć, że były to zmiany na lepsze. Ale też trzeba zrozumieć jego sytuację, on nie ma czym jako trener, poza sprawiedliwością, uczciwością i szczerością imponować zawodnikom. Jest także rzeczą niewątpliwą, że on się uczy,że analizuje,że wyciąga wnioski. Lecz jak mówi stare przysłowie „z pustego i Salomon nie naleje”. Dobrze by było, żeby Legia się nie osłabiała, jeszcze lepiej, aby się wzmacniała, bo na kilku pozycjach jest to niezbędne.

Pamiętajmy bowiem, że w trudnej sytuacji płatniczej Legii (spadek przychodu rok do roku o 30 mln zł oraz wzrost zadłużenia ogółem do 93 mln zł) - ratunkiem jest wynik sportowy, głównie w rozgrywkach europejskich, a w ślad za nim poprawa kondycji finansowej klubu.

O tym, że należy koncentrować się na mocnych stronach.
Piłka nożna obrosła i obrodziła różnymi „złotymi” myślami i różnymi jedynymi rozwiązaniami złożonych problemów. Jednym z nich jest niewyciąganie praktycznych wniosków z prawdziwego stwierdzenia, że piłka nożna to gra błędów. Bardzo wielu w istocie nie przyjmuje tej prawdy do wiadomości i chce być demiurgiem, który te błędy wyeliminuje i wtedy wszystko będzie cacy. Liczni psychologowie mówią, że to wierutne bzdury. Twierdzą oni, że praca nad sobą to nie jedynie zwalczanie swych słabości i wad. Takie założenie oznacza konieczność walki z samym sobą. Człowiek staje się wtedy przeciwnikiem samego siebie, rozdartym na część, która jest zwalczana i na część, która zwalcza i pokonuje. To wewnętrzne rozdarcie i walka pochłaniają energie i często są istotną przeszkodą w rozwoju i konstruktywnych zmianach.

Inna droga polega na odkryciu w sobie swego sprzymierzeńca i sojusznika, a nie przeciwnika. Każdy człowiek jako indywidualność, ale i jako członek zespołu ma swoje silne strony. Takie umiejętności, właściwości, dążenia czy zachowania, które akceptuje i które przez innych są akceptowane i które może cenić, a które mogą dostarczać mu poczucia siły i pewności i radości. To silne strony, a nie słabości i błędy stanowią największy kapitał dla rozwoju osobistego i zawodowego. Przeszkodą w ich odkryciu nie jest ich brak, ale utrwalony negatywny sposób widzenia siebie i swoich dokonań.

Dlatego Legii życzę, aby tworzyła, a nie odtwarzała, aby zmuszała do dostosowania do niej, a nie sama się adoptowała, aby była silna wiarą w siebie, a nie wykorzystywała tylko słabość rywali i wreszcie, aby zawodnicy, a my kibice wraz z nimi, czerpali radość – oni z grania, a my z oglądania - tej magicznej gry polegającej na kopaniu piłki.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1