A+ A A-

Mundialowe kwalifikacje

W marcu rozpoczynają się eliminacje do Mistrzostw Świata w Katarze w 2022 roku. Reprezentacja Polski zmierzy się wiosną z następującymi rywalami: z Węgrami (na wyjeździe), z Andorą (u siebie w Warszawie na Ł3), z Anglią (na wyjeździe).

 

Dokładny terminarz meczów Biało-Czerwonych w kwalifikacjach do Mundialu poniżej: (laczynaspilka.pl)

5 marca do szerokiej kadry reprezentacji Polski selekcjoner Paulo Sousa powołał następujących piłkarzy:

BRAMKARZE
Bartłomiej Drągowski (ACF Fiorentina)
Łukasz Fabiański (West Ham United)
Łukasz Skorupski (Bologna FC)
Wojciech Szczęsny (Juventus FC)
OBROŃCY
Jan Bednarek (Southampton FC)
Bartosz Bereszyński (UC Sampdoria)
Paweł Dawidowicz (Hellas Verona)
Kamil Glik (Benevento Calcio)
Michał Helik (Barnsley FC)
Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów)
Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa)
Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań)
Arkadiusz Reca (FC Crotone)
Maciej Rybus (Łokomotiw Moskwa)
Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio)
POMOCNICY
Rafał Augustyniak (Urał Jekaterynburg)
Kamil Grosicki (West Bromwich Albion)
Kamil Jóźwiak (Derby County)
Bartosz Kapustka (Legia Warszawa)
Michał Karbownik (Brighton & Hove Albion FC)
Mateusz Klich (Leeds United)
Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin)
Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin)
Grzegorz Krychowiak (Łokomotiw Moskwa)
Karol Linetty (Torino FC)
Jakub Moder (Brighton & Hove Albion FC)
Przemysław Płacheta (Norwich City FC)
Bartosz Slisz (Legia Warszawa)
Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa)
Piotr Zieliński (SSC Napoli)
NAPASTNICY
Dawid Kownacki (Fortuna Duesseldorf)
Robert Lewandowski (Bayern Monachium
Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia)
Krzysztof Piątek (Hertha BSC)
Karol Świderski (PAOK FC)

W pierwszym zgrupowaniu za kadencji nowego trenera ostatecznie weźmie udział 27 zawodników. Na liście powołanych 15 marca do ścisłej kadry zabrakło bramkarza Bartłomieja Drągowskiego, obrońców Tomasza Kędziory, Tymoteusza Puchacza i Sebastiana Walukiewicza, pomocników Bartosza Kapustki, Michała Karbownika, Karola Linettego oraz napastnika Dawida Kownackiego.

20 marca poprzez tt rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski poinformował: "Oficjalnie, Bayern i Hertha potwierdziły zwolnienie Lewego i Piony na mecz w Anglii. Również federacja francuska przysłała zgodę na zwolnienie z kwarantanny dla Arka Milika."

Z wywiadu Paulo Sousy dla Polsat Sport:
Szymon Rojek: Chciałbym jeszcze wrócić do tego grona piłkarzy, najpierw obserwowanych, potem ostatecznie powołanych. Szukał pan piłkarzy pasujących do pana wizji, do sposobu gry, jaki ma prezentować Polska pod pana wodzą? Czy jednak w pierwszej kolejności wybrał pan grupę najlepszych polskich piłkarzy a dopiero potem zastanawiał się, jaki możliwie najlepszy model gry da się zbudować na bazie tej grupy?
Paulo Sousa: Jedno i drugie. Musiałem połączyć to, co chciałbym jako trener widzieć w grze mojego zespołu z charakterystykami konkretnych piłkarzy, jakich mam do dyspozycji.
Dlatego najpierw musieliśmy bardzo precyzyjnie określić to, z jakich zawodników możemy skorzystać a potem "nanieść" to na plan gry, jaki mamy. Ostatecznym i najważniejszym efektem naszej pracy ma być wynik. Bo przecież finalnie o wyniki w piłce chodzi. I od tego nie uciekniemy. A ja już na pewno nie zamierzam uciekać od odpowiedzialności w żadne wymówki. Jestem trenerem i człowiekiem ambitnym. Mam świadomość, że im dłużej będziemy wspólnie pracowali, tym bardziej w grze Polski widoczne będą te elementy, na które chcemy stawiać, zarówno na poziomie zespołowym, jak i indywidualnym. Ale teraz tego czasu nie ma, jest za to start eliminacji mistrzostw świata. I to nie pora na tłumaczenie, że nie mamy dość czasu, by dopracować nasz styl gry. Będziemy pracowali, żeby osiągnąć dobry wynik.
Chodzi o maksymalne wykorzystanie potencjału piłkarzy i połączenie go z wizją gry, jaką mam. A chcemy grać tak, żeby w większości meczów, przez większość czasu prowadzić grę, dominować, mieć możliwość stwarzania sytuacji - większej liczby sytuacji niż nasi rywale. Bo jakie są nasze najmocniejsze pozycje w porównaniu z innymi reprezentacjami? To nasi napastnicy. I dlatego w pierwszej kolejności skupiłem się na analizie bramek, jakie zazwyczaj zdobywają. A teraz naszym zadaniem będzie wdrożenie takiego sposobu gry, żeby maksymalnie wykorzystać naszych napastników, tę naszą najsilniejszą broń.
Mamy przede wszystkim Roberta Lewandowskiego, mamy Arka Milika i mamy Piątka - trzech piłkarzy z instynktem strzeleckim. Na dodatek piłkarzy bardzo różnych: dwóch pierwszych lepiej czuje się w grze kombinacyjnej, potrafią współpracować z drugą linią, ze skrzydłowymi, z bocznymi obrońcami, stwarzać przestrzeń także dla innych. Z kolei Piątek to prawdziwy kiler, najlepiej czujący się w polu karnym, ale takiego napastnika też potrzebujemy, każda ekipa potrzebuje. Potrzebujemy Piątka z jego najlepszego okresu w Milanie, gdzie robił różnicę swoją umiejętnością zdobywania bramek, którą bez wątpienia ma.
Od początku musimy więc skupić się na pracy nad kreacją, nad tym, jak możemy stwarzać sytuacje, czy to z drugiej linii, czy ze skrzydeł dla naszych napastników. Ale oczywiście nie zawsze będziemy mieli piłkę. Dlatego drugim kluczowym elementem w naszej taktyce będzie faza przejścia do defensywy. Jak to robić, jak powinni zachowywać się poszczególni zawodnicy. W tej fazie potrzebni będą nam zawodnicy, którzy przewidują rozwój wydarzeń, którzy świetnie czytają grę. Ale też tacy, którzy znakomicie radzą sobie w kryciu indywidualnym oraz zawodnicy bardzo szybcy, którzy będą mogli zabezpieczać wolną przestrzeń. Naszym zadaniem będzie umiejętne zestawienie formacji defensywnej z zawodników o różnych charakterystykach. Jasne, w zależności od meczu, sytuacji, rywala możemy sięgać po innych piłkarzy a pojawienie się każdego może delikatnie zmieniać taktykę. Ogólny sposób gry, nasz wypracowany model mają być powtarzalne.
SR: Czy Tomasz Kędziora w pewnym sensie padł ofiarą tego, że nie pasuje do pana pomysłu na grę defensywną?
PS: Z zasady nie chcę mówić o zawodnikach niepowołanych. Ale jeśli chodzi o Kędziorę, to w jego przypadku zdecydowała analiza obserwowanych piłkarzy i ocena ich przydatności wyłącznie w kontekście trzech najbliższych meczów. Chcę to podkreślić: zawodnicy, którzy nie dostali powołań na te trzy mecze, absolutnie mają szanse na wyjazd na EURO.
Będziemy ich cały czas monitorowali. Ale w tym momencie koncentrowaliśmy się wyłącznie na trzech najbliższych meczach. Podejmowaliśmy decyzje w oparciu o to, jaką chcemy zastosować taktykę i jak chcemy prezentować się jako zespół. To determinowało wszystkie nasze decyzje.
SR: Nie będzie pan w takim razie próbował połączyć startu eliminacji do mundialu ze zbliżającym się EURO? Nie będzie pan próbował wykorzystać także tego pierwszego zgrupowania jako etapu przygotowań do mistrzostw Europy?
PS: Nie, nie, to nie tak. Trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Projekt ma początek i koniec. Proces ma początek ale nie ma końca. Na pierwszym zgrupowaniu chcemy zrealizować projekt przygotowania do pierwszych meczów eliminacji i rozpocząć proces budowy zespołu. Proces będzie trwał, będziemy starali się ulepszać ten model gry, który naszym zdaniem najlepiej pasuje do potencjału polskich piłkarzy.
Wszystko będziemy robili z myślą o drużynie. Bo to drużyna jest najważniejsza. To podstawowa zasada w mojej pracy i coś, z czego jestem dumny (...).
SR:Skupiając się jeszcze na tych pierwszych trzech meczach eliminacji: ma pan już w głowie konkretną taktykę, a może nawet wyjściowy skład na Węgrów?
PS:Tak, mam. Choć oczywiście z zastrzeżeniem, że od ogłoszenia powołań do przyjazdu na zgrupowanie, większość grała jeszcze mecze. Musimy więc poczekać i zobaczyć w jakim stanie przyjadą jeśli chodzi o kondycję, o ewentualne urazy. I wtedy może się okazać, że będziemy musieli zmienić nasze plany.
Ale w takich ogólnych kategoriach: na pewno chcę zobaczyć na Węgrzech reprezentację Polski, która dominuje, która potrafi wyjść spod presji, zwłaszcza na początkowym etapie budowania akcji. Chcę widzieć drużynę, która potrafi długo utrzymać się przy piłce na połowie przeciwnika. I która zatrzymuje ataki przeciwnika częściej od razu po stracie piłki niż po powrocie do defensywy. A kiedy będziemy musieli się bronić, chcę widzieć zespół, który wie jak reagować w wysoko ustawionej strefie obronnej. Jeśli natomiast Węgrzy zdołają zepchnąć nas bliżej naszej bramki, chcę byśmy rozumieli, jak funkcjonować w głębiej ustawionej defensywie. Chcemy wreszcie, by każdy zawodnik w każdej chwili wiedział, co ma robić na boisku, choć na przekazanie takiej wiedzy mamy bardzo mało czasu, raptem trzy treningi: jeden w poniedziałek i dwa we wtorek.
Podstawowe zasady gry w obronie: organizacja i aktywność. Podstawowy cel: możliwie najszybsze odzyskanie piłki; bo chcemy mieć piłkę jak najdłużej. I wierzę, że tak to właśnie będzie wyglądało i z Węgrami, i z Andorą.
Z Anglią będzie, rzecz jasna, inaczej. Musimy przygotować się na więcej pracy bez piłki, ale kiedy pojawią się takie momenty - a wiem, że się pojawią - kiedy zdołamy przenieść grę pod bramkę rywala, to mamy zawodników, którzy mogą zrobić różnicę.

"Musimy być ambitni, nie wolno nam myśleć wyłącznie o drugim miejscu w grupie. Celem jest pierwsze" – słowa Paulo Sousy z niedawnego spotkania z dziennikarzami.

24 marca Jakub Kwiatkowski na tt: "Reprezentacja Polski otrzymała dziś rano wyniki badania na obecność SARS-Cov-2. Niestety w przypadku Mateusza Klicha wynik jest pozytywny. Zawodnik czuje się dobrze i nie wykazuje objawów choroby, ale jego wyjazd do Budapesztu jest wykluczony."

Przewidywany przez Marcina Feddka (Polsatsport) skład Polaków na mecz z Węgrami:
Szczęsny; Bednarek, Glik, Piątkowski; Jóźwiak (Grosicki), Krychowiak, Moder, Reca (Rybus), Zieliński; Milik, Lewandowski.

Dyskusja (58)
1środa, 24, marca 2021 21:57
Zbyszek
Na budrysa Iocosusa można liczyć.
Postaram się uzupełnić kronikarski wywód Iocosusa swoimi , osobistymi uwagami. W moim przekonaniu eliminacje ( 55 ekip) ze strefy UEFY do MŚ w Katarze w 2022 roku dla naszej drużyny będą bardzo trudne. Bowiem z 10 grup bezpośrednio awansują tylko zwycięzcy. Zespoły z drugich miejsc + dwie najlepsze drużyny z LN ( jeżeli nie awansowały bezpośrednio i nie zajęły drugiego miejsca) zostaną podzielone na 3 grupy i na dwie pary , które rozegrają po jednym meczu w tzw. półfinale ,a z finału awans zdobędzie jedna ekipa.Baraże zostaną rozegrane wiosną 2022 roku. Łącznie z UEFy awans zdobędzie 13 drużyn.
Nie odbierając naszej drużynie szans na awans z pierwszego miejsca to trzeba uczciwie przyznać, że zespół Anglii jest raczej poza naszym zasięgiem .Mają generalnie lepszych zawodników, znacznie bardziej wyrównany skład, nam zawsze grało się z nimi bardzo trudno, a ponadto w eliminacjach do wielkich imprez, które odbywają się w sezonie Angole prezentowali się zawsze znakomicie.
Przed trenerem Sousą stoi więc wyzwanie zdobycia co najmniej 2 miejsca w grupie, przygotowanie drużyny na ewentualne baraże i przyzwoity wynik na EURO.
I on się do realizacji celu zabrał racjonalnie, powołał sprawdzoną w bojach gwardię i uzupełnił ją utalentowaną młodzieżą. Przy czym zajęcie 2 miejsca grupie wydaje się zadaniem dość łatwym ,bowiem i Węgry i Albania mają dużo gorszych graczy , a ponadto od lat te zespoły nie potrafią nic ugrać w meczach z teoretycznie lepszymi od siebie. Np .w drużynie Albanii jest 4 klasowych graczy z ligi włoskiej ,a u Węgrów tylko 3 z ligi niemieckiej.
Trener Sousa postanowił zmienić system taktyczny gry na 3-5-2 po pierwsze dlatego ,aby razem, bez uszczuplenia zadań defensywnych, mogli ze sobą grać znakomici napastnicy Lewandowski i Milik, po wtóre ,aby kreatywnością gry poza strefami ( jako a'la libero) ,mógł wykazać się wreszcie Zieliński i po trzecie, aby organizacją gry zbliżyć do Anglików, którzy od 3 lat grają 3-4-3.
Wbrew temu co piszą liczni komentatorzy ryzyko podejmowane przez Sousę jest minimalne. Na przykład tak usiłował grać Nawałka, ale nie mając właściwych wykonawców w obronie ( poza Glikiem) wyników nie osiągnął.
Kluczowymi postaciami w tym systemie taktycznym są trzej środkowi obrońcy i takich Sousa ma w osobach, Glika, który już tym ustawieniu grał jak był w Torino za trenera Gian Pietro Ventury. Na marginesie dodam, że za twórcę ustawienia z trójką środkowych obrońców uchodzi wielokrotny trener Torino Giovanni de Biassi, który po raz pierwszy ten wariant zastosował w 2005 roku. Wcześniej grano np. 3-5-2 ,ale w obronie na środku był stoper, a obok niego klasyczni boczni obrońcy , lewy i prawy oraz nie było dwóch tzw. wahadłowych ,a na bokach w drugiej linii grali nominalni lub fałszywi skrzydłowi. Drugim z naszych środkowych jest Bednarek, który tak grał Souhampton przez 1, 5 roku za trenera Marka Hughesa ,a trzecim Piątkowski, który tak gra od 2,5 roku w Rakowie. Uzupełnieniem tej trójki może być Helik grający tak w Barnsley. Jako wahadłowi po lewej mogą zagrać albo doświadczony, ograny, dobry technicznie i konstruktywny Rybus, albo silny, szybki i przebojowy Reca. Po prawej właściwie zadziorny, ambitny, wytrzymały Jóźwiak nie ma konkurenta, bowiem mający mnóstwo innych zalet Grosicki ma pary na pół godziny grania. Uzupełnieniem może być po obu stronach Szymański. W pomocy gra 3 zawodników, z których jeden nazywany jest konstrukcyjnym i tu mamy znakomitość w postaci Zielińskiego ( oby uwierzył w siebie) , drugi nazywany jest destrukcyjnym i tu mamy świetnego Krychowiaka, którego od biedy zastąpić może Slisz, zaś trzeci to asekuracyjny wobec obu wymienionych. I tu najlepszy byłby wszechstronny, ograny Klich , któremu na pięty depcze wielce utalentowany mózgowiec Moder.
Niestety reszta powołanych jest znacznie słabsza i ich wejście na boisku byłoby osłabieniem drużyny ,nie ujmując talentu żadnemu z młodych graczy.
I drugą słabością jest COVID, który może złośliwie każdego zawodnika wykluczyć z gry. W tym miejscu nie potrafię pojąć czemu naszych reprezentantów dotychczas nie zaszczepiono.
Po zwolnieniu Brzęczka pułap wymagań wobec Sousy wzrósł niepomiernie. Ale mu nie współczuję , bo to jego wybór czyli "widziały gały, co brały" .
2czwartek, 25, marca 2021 22:43
iocosus
Węgry - Polska 3:3 (1:0)
Bramki: Sallai 6, Szalai 53, Orban 78 - Piątek 60, Jóźwiak 61, Lewandowski 83
Węgry: Gulacsi - Fiola, Orban, Szalai - Lovrencsics (66. Nego), Kleinheisler, Nagy, Kalmar (81. Siger), Hangya (66. Lang) - Sallai (72. Varga), Szalai
Polska: Szczęsny - Bereszyński, Bednarek, Helik (58. Glik), Reca (79. Rybus) - Szymański (59. Jóźwiak), Krychowiak, Moder (59. Piątek), Zieliński - Lewandowski, Milik (84. Grosicki)
3czwartek, 25, marca 2021 23:09
CTP
System 3-4-3 i babole w defensywie. Coś mi to przypomina...Smile
Największe rozczarowanie, to Szymański. Nie mam pojęcia, co autor miał na myśli wystawiając Szymiego na prawym wahadle ale zdecydowanie ta koncepcja nie "pykła".
Bardzo słaby mecz Modera, który cały swój czas na boisku przedreptał chowając się za plecami Węgrów.
Nie za bardzo też podobała mi się gra Milika. Był dość aktywny ale raczej mało efektywny. Naprawdę, uważam, że brak powołania dla Kapustki, to wielki błąd Sousy.
4piątek, 26, marca 2021 01:37
a-c10
Pierwszy kot poleciał za płot. Na dzień dobry zwichnął sobie łapę. Potem miał szczęście, że sztachety były dość korzystnie ustawione, bowiem łacno mógł się na nie nadziać i po prostu kipnąć. Zresztą, było już prawie pewne, że i tak kipnie, bo paskudnie rozorał sobie skórę na brzuchu i obficie krwawił. Wtedy jednak wykonał efektowne salto i opadł na cztery łapy. I gdy już-już można było się spodziewać, że umknie z wrażego podwórka, trochę znikąd przybiegł jakiś kundel i capnął go w kark. Na szczęście i tym razem kotu udało się zwiać i ostatecznie, lubo poharatany, jakoś biedaczyna doczłapał do chałupy.

Sorry za te heheszki, teraz poważniej: czytam na 90minut.pl, że niedosyt. Że co…!? Niedosyt to mogą czuć Węgrzy, którzy dwukrotnie prowadzili, raz nawet dwiema bramkami, mieli jeszcze w pierwszej połowie szanse na zabicie meczu, a ostatecznie zostają z mizernym punkcikiem. Dla nas, biorąc pod uwagę przebieg spotkania i naszą postawę, ten wynik to rewelacja. 3:3 na wyjeździe liczy się niemal jak zwycięstwo. Jeśli pójdziemy z Węgrami łeb w łeb – a wiele na taki scenariusz wskazuje – to oni de facto będą musieli u nas wygrać.

Niestety, zanim do tego dojdzie, czeka nas Euro. Pisze wyżej Zbyszek, że nie współczuje Sousie. Ja też nie, bo i w rzeczy samej, widziały gały co brały. Mam jednak silne obawy, że już niedługo możemy zacząć współczuć sami sobie. Paulo Sousa zaczął jak każdy niedoświadczony selekcjoner: od eksperymentów personalno-taktycznych. I, moim zdaniem, naprawdę trudno mieć do typa o to jakiś żal. Wiadomka, twój poprzednik poleciał, bo coś robił nie tak, hm? No to ty będziesz robił tak. Pokażesz prezesowi, mediom, kibicom, że umiesz potrafić. Chociaż troszenieczkę wymyślisz futbol na nowo. O, na przykład… Na przykład, czy taki Szymański to się nie nadaje na odwróconego wahadłowego? No jak nie, jak tak! Szymi, pozwól no tutaj! Grasz w tym miejscu, robisz to i tamto, poniał? Tajes, szefie! Poniał jak złoto!

Trza by chłopu policzyć na plus, że po ledwie pięćdziesięciu paru minutach się zreflektował, iż nie był to najszczęśliwszy z pomysłów. Wypada też mieć nadzieję, że lekcja zapadnie w pamięć. I że niewiele dłużej zajmie mu pokumanie, że Bereszyński to nie stoper. Nadziei dużo, czasu mało. Za chwilę kompletnie bezużyteczny pod względem budowy zespołu mecz z Andorą. Potem spotkanie na Wembley, gdzie – jeśli przez te parę dni nie nastąpi jakaś dramatyczna poprawa naszej gry defensywnej – modlić się trzeba będzie nie tyle o jakieś punkty, co o uniknięcie siarczystego blamażu. Potem dwumiesięczna przerwa i dwa – miejmy nadzieję – wartościowe testy z Rosją i Islandią. A już chwilę później mecz ze Słowacją, na który Sousa wypuści swój zespół mając doświadczenie ledwie trzech, góra czterech jakkolwiek poważnych spotkań. Czyli najprawdopodobniej nie będziemy wiedzieć nic. Albo się uda, albo się nie uda.

Ileż to trzeba pozmieniać, żeby wszystko zostało po staremu…
5piątek, 26, marca 2021 06:27
Zgred Maruda
Pełna zgoda z ac-10
Sousa chciał błysnąć "zarżnięciem" Węgrów w ich domu, ale dobrał sobie skład wyjściowy zupełnie od czapy. Dziwna taka taktyka, miast zacząć grać spokojnie, dać grać Madziarom i samemu czekać na kontrę, zamarzyła mu się husaria...
Generalnie po brzydkim, szarpanym meczu remis 0-0 po powrocie z Budapesztu byłby traktowany nie jak start idealny, ale też nie najgorszy. A jakby pod koniec meczu wyszła Polakom bramkowa kontra, nawet za idealny.
Zamiast tego mieliśmy festiwal - no właśnie...czego(?) Eksperymenty w obronie z całą pewnością nie są trafnymi decyzjami w meczu z takim rywalem.
Szybkość decyzji o zmianach pozwala przynajmniej wierzyć że trener Sousa umie czytać grę przy linii bocznej ( zawsze to plus), nie boi się też ryzyka. Przecież kolejny błąd w obronie w pierwszych piętnastu minutach drugiej połowy zamknąłby to meczycho smutnym 3-0...
Na plus dwa razy odwrócenie wyniku i w rezultacie jeden punkt...czy ważny okaże się dopiero później.
ps: Reca! Nie potrafi bronić!
6piątek, 26, marca 2021 07:00
Krzysztof Jastrzębski
@ac-10 "Ileż to trzeba pozmieniać, żeby wszystko zostało po staremu" otóż to. Pomijając czy Sousie się powiedzie, czy też nie, ja wolę jako kibic mecz zakończony wynikiem 3:3, niż 0:0. Teoretycznie i to i to daje jeden punkt, ale...Very Happy
7piątek, 26, marca 2021 07:32
kibic60
" po wtóre ,aby kreatywnością gry poza strefami ( jako a'la libero) ,mógł wykazać się wreszcie Zieliński"

W mojej ocenie (laika), był to kolejny słabiutki mecz (poza jednym kluczowym podaniem) na tle bardzo słabej drużyny. Mnie już Zieliński raczej nie przekona swoją grą w reprezentacji. Przy nim "nasz" Luquinhas jawi się jako wirtuoz futbolu, a wyceny obu piłkarzy dzielą lata świetlne.

Pytanie do znających się.
Czy w nowej koncepcji (schemacie) Robert Lewandowski ma grać na naszej połowie ?
Do czego jest stworzony pokazał w 83 min.
Dużo pracy przed nimi, to nic nie powiedzieć...
8piątek, 26, marca 2021 08:18
dalkub
CTP system 3-4-3 - a gdzie ty to widziałeś do momentu wejścia Piątka na boisko? kto tam wg ciebie był 3 napastnikiem?

Jeżeli już to 3-5-2 z obsranym Recą i Szymańskim po bokach, z przeciętnym Moderem, bardzo średnim Zielińskim - pełna zgoda z kibic 60.
Organizacja gry w obronie poniżej poziomu Legii, bo Legia traci bramki po błędach indywidualnych, w tym meczu oprócz błędów indywidualnych była cała masa błędów w ustawieniu. Wystawienie Helika to dla mnie zagadka, też elektryczny.
Mam wrażenie że po wejściu Piątka, Lewy wchodził w rolę Zielińskiego i grał trochę bardziej w środku niż na szpicy, z resztą również wcześniej miałem wrażenie że Milik gra wyżej.
Mimo dwie klasy lepszych piłkarzy zremisowaliśmy z przeciętną drużyną, która pod kątem organizacji gry biła nas na głowę, lepiej pressowała, lepiej zmieniała fazy gry, miała mniej strat.
Ogromna praca musi być wykonana, a i sądzę że kilka zmian w składzie aby to jakoś wyglądało
9piątek, 26, marca 2021 08:22
Zbyszek
Zacznę od samokrytyki. Człowiek czyli ja , niby wie ,że ci psudoeksperci , poza nielicznymi wyjątkami i to całe pismactwo to kretyni, którzy o piłce wiedzą tyle, że "przyszła, naszła, zeszła i weszła" ,że zacytuję klasyka czyli niejakiego Piechnę. I pomimo tego daję się nabierać na ich idiotyczne wymysły, mity i inne wypociny. A przecież na piłce zęby zjadłem . książek przeczytałem mnóstwo, rozmów przeprowadziłem z trenerami, piłkarzami, działaczami setki. Ba ,nawet mam kartkę z pozdrowieniami od Kazia Górskiego , który w piłce był takim mędrcem jak ks.prof. Józef Tischner w filozofii. Tak było niestety i przed Węgrami. Przecież trener Sousa nie jest samobójcą, aby przed ważnym meczem , po dwóch treningach rozruchowo-taktycznych zmieniać diametralnie koncepcję gry i radykalnie osłabić obronę. Na eksperymenty można sobie pozwolić z San Marino. Mediaworkerzy ustalili ,że nasi będą grali 3-5-2 i ten pogląd lansowali wbrew temu kogo Sousa wystawił i jakie było ustawienie wyjściowe i co było widać w telewizorze.
Przy czym Sousa zmienił system , ale nie tak radykalnie, bowiem ustawił naszą drużynę 4--3-1-2 . Można to było od biedy zrozumieć, bowiem Węgrzy grają prymitywnie , na odbitkę czyli po odzyskaniu piłki natychmiast na pałę, środkiem do przodu .Sam natomiast chciał koniecznie wykorzystać potencjał kreacyjny Zielińskiego i dać mu dużo swobody, aby obsługiwał dwóch klasowych napastników. Z kolei boczni obrońcy Reca i Bereszyński mieli grać wysoko, aby z jednej strony wspierać nasze ataki ,a z drugiej starać się niwelować w zarodku podłączanie się do akcji ofensywnych Węgrów większej liczby ich graczy . Mnie zaskoczył w tym sensie, że system 4-3-1-2 był modny w latach 2017- 2018 . Grały nim bowiem takie zespoły jak Sampdoria, Villareal, Souhampton i Red Bull Salzburg oraz przez rundę West Ham , a w pojedyńczych meczach Real i Barcelona. Został wylansowany przez takich trenerów jak Maurizio Pellegrino i Marco Giamapaulo, a w West Hamie próbował go Chilijczyk Manuel Pellegrini. System się nie sprawdził i można by dużo pisać dlaczego, ale taka pisanina miała by walor wyłącznie historyczny i pozostał on jako ciekawostka taktyczna w dziejach futbolu. Wczoraj przez prawie 60 minut widzieliśmy na własne oczy ,że owszem system sam nie gra ,ale zawodnicy w nim też nie. Oczywiście nie można usprawiedliwić faktu wyłącznie nowym , nieznanym ustawieniem tego co wyprawiali Bednarek z Helikiem , nieporadności Recy, Modera i po części Szymańskiego oraz Milika. Swoją drogę trzeba być wyjątkowo bezczelnym ,aby uzurpować sobie , jak Sousa, prawo do dowodzenia ,że tamci trenerzy to neptki , im się nie udało ,ale mnie się uda.

Trudno się było spodziewać ,że w pierwszym meczu pod wodzą nowego trenera wszystko zagra, ale ,że przez prawie 60 minut nic nie zagra, to tego w najgorszych koszmarach przewidzieć się nie dało. Nie można całego zła sprowadzać do braku Glika, ale był ten brak , aż nadto widoczny. Nie da się zastąpić z wtorku na środę kierownika obrony reprezentacji , zwłaszcza przez piłkarzy ledwo przyuczonych do zawodu. To przy Gliku jakiś talent z potencjałem rozwojowym powinien praktykować ,aby ewentualnie go zastąpić. Nie wystawiając Glika od pierwszej minuty Sousa dowiódł, że owszem wierzy w siebie, ale racjonalne myślenie zastąpił chciejstwem. Tu mała dygresja : Artur Jędrzejczyk w dyskusji ze mną ostro skrytykował kilku piłkarzy , którzy jego zdaniem zawiedli , w tym Bednarka i Helika.. Ja z kolei skwitowałem jego wywody przyznając mu rację, ale dodając ,że przecież sami się nie wystawili i sami nie ustalili katastrofalnej taktyki .
Dopiero zmiany personalne oraz zmiana ustawienia na 4-3-3 przyniosły spóźnione efekty. Spokój w obronie zapewniał Glik, Bednarek zaczął grać poprawniej jako forstoper, Jóźwiak rozrabiał na prawej flance, zaś Piątek mieszał w polu karnym .
Mnie się wydaje ,że Sousa za bardzo przejął się rolą i za bardzo chciał odciąć się od poprzednika ,a do tego chyba za bardzo zaufał swym wrażeniom po oglądzie zawodników podczas treningów. Tu wyszedł jego brak doświadczenia w pracy z reprezentacją. To nie klub .W reprezentacji liczy się ogranie i doświadczenie meczowe , zwłaszcza w meczach o stawkę. Reprezentant pracuje latami na swoja pozycję i nie musi niczego udowadniać na treningach . Zastąpić może go tylko lepszy w grze meczowej, a nie gorszy w meczu , a może lepszy na treningu.

Szkoda 3 punktów, ale po godzinie gry o remisie mało kto marzył Smile.
Musimy dokonać pewnego szczątkowego resume. A mianowicie trzeba szukać następcy Glika,ale na razie ani Bednarek ,ani Helik do jego roli nie dorośli . Może Dawidowicz, a może Wieteska . Lewy obrońca Reca za mało umie, aby grać w reprezentacji. Samo bieganie bez techniki, celnego podania , rozegrania nic nie wnosi. Szymański może grać tylko na środku jako ofensywny pomocnik i może by Sousa spróbował tego co gra Legia za Michniewicza, a mianowicie gry w ustawieniu 3-4-2-1. Lub 3-3-2-2, albo 4-2-2-2 lub 4-3-2-1. Natomiast Moder musi nabrać ogrania i doświadczenia. bowiem takie miotanie się po boisku czyni go zbędnym.
Jeżeli mamy grać na odciążenie Lewandowskiego czyli dwójką w ataku to jego partnerem powinien być Piątek ,a nie Milik. To wejście Piątka uwolniło Lewandowskiego i spowodowało ,że nareszcie zyskał miejsce i trochę swobody na boisku.

Powiem otwarcie ,że ,mnie remis z tak przeciętną drużyną jak Węgierska nie zadawala. I uważam ,że trener Sousa na własne życzenie zanotował falstart.
10piątek, 26, marca 2021 08:57
CTP
"system 3-4-3 - a gdzie ty to widziałeś do momentu wejścia Piątka na boisko?"

Tutaj akurat przyznam ci rację. Ja w tym meczu nie widziałem żadnego systemu. No chyba, że systemem nazwiemy klasycznego "stojanova". Węgrzy zagrali bardzo agresywnie, czym spowodowali, że nam się wszystko posypało jak domek z kart. Tutaj przyznaję rację Sousie, że sędzia bardzo mocno przez palce patrzył na te ostre wejścia.
Na pewno zagraliśmy 3 obrońców i na pewno to ustawienie wprowadziło u nas sporo zamieszania w formacji defensywnej, co widać było przy pierwszej bramce, gdzie Bednarek chyba do końca nie wiedział, co ma robić i gdzie się ustawiać.
Jeśli ten system miał być kopią tego, co gra Legia, to w porównaniu do nas, to było niebo a ziemia.
11piątek, 26, marca 2021 10:43
xxx
Gdzieś widziałem takiego mema, który przedstawiał sinusoidę i w jej górnych ekstremach widniał napisa "jedziemy po medal" a w dolnych "wstyd i kompromitacja".
W moim odczuciu nie jest to wykres funkcji prezentującej naszą grę, tylko emocji "eksperckich" i kibicowskich.
W zasadzie ten mem może dotyczyć wszystkiego co się dzieje w Polsce, bo taki mamy klimat i piłka nie może być wyjątkiem. Ten klimat jest wyjątkowo szkodliwy, bo wiecznie jesteśmy oderwani o rzeczywistości a w efekcie bezradni i miotający się w bezsilności.
Komedie które bardzo śmieszą polską publikę, pkazują na ogół lekkich przygłupów, jak np Ferdek Kiepski. Parafrazując jego znaną opinię, należy stwierdzić że "dla piłkarzy z takim potencjałem jak nasi, nie ma dobrego trenera". Wygląda na to, że to się sprawdza.
Oczywiście jest wielu dobrych trenerów, ktorzy mogliby prowadzić naszą kadrę, tylko problem polega na tym, że oni nie są w stanie wyciągnąć tego potencjału, który przypisujemy naszym zawodnikom.
Ja poczekam na mecz z Anglią i zobaczę jak w dobrym stylu będziemy ich klepać w środku pola, budować wielopodaniowe akcje, albo szybkimi podaniami zdobywać teren w kontrach zakończonych strzałem na bramkę. Przecież tego oczekiwaliśmy w meczach z Włochami i Holandią. Cuda się zdarzają i może jakaś kontra wyjdzie, ale równorzędnej gry nie oczekuję.
Widzę natomiast jeden duży plus w zmianie trenera. Słuchanie jego wypowiedzi nie skręca bebechów. Może to chwilowy stan, bo jeszcze się nie zetknął ze zmasowaną ofensywą "ekspertów", że wystarczy zagrać innym systemem, nauczyć schematów i temu podobne bzdety. Al;e trener nie lukruje, jasno mówi czego nam brakuje, jak powinna wyglądać współczesna piłka. Myślę że tą szczerością szybko zmęczy naszych rodzimych mędrców, którzy w końcu powiedzą, że Sousa nie szanuje naszej bogatej piłkarskiej tradycji i w ogóle ma nas za durniów. Ciekawe czy prokuratura zareaguje wstawaniem z kolan?
Jaka jest siła wmawiania bzdur, dobrze zauważył kibic60. Gdybym miał do wyboru Zielińskiego lub Luqiego, to bez wahania biorę Luqiego. Nasza druga linia jest tak bezradna, że Lewandowski nie mogąc na to patrzeć wraca na naszą połowę a nawet pod naszą bramkę, żeby pomóc pchać piłkę do przodu. I w jakim ustawieniu wtedy gramy? To pytanie do ekspertów od ustawień.
Wahadła. Wystarczy porównać Juranovića, Mladenovića czy Vesovića do naszych. W jednym klubie z niebogatej ligi jest więcej dobrych wahadłowych niż w calej polskiej piłce. Wszyscy trzej mają to czego potrzeba, czyli szybkość, wydolność, technikę, decyzyjność. Cała nasz piłkarska ciężko pracuje i nie potrafimy się dorobić przynajmniej 2 takich zawodników.
Za to rozkminiamy bez końca czy 352, a może 442 czy tego czy owego wyżej czy niżej, bardziej w lwo, czy bardziej w prawo. Jakie to ma znaczenie jeśli oni nie mają techniki i rozumienia gry pozwalającej szybko grać piłką.
Teraz czeka nas terapia z Andorą, pozwalająca przywrócić mentalność zwycięzców. Być może spuścimy im taki wpierdol, że im kredki z tornistra powypadają. No i ruszymy na Anglię pod hasłem "jedziemy po medal".
No chyba że Andorą będziemy mieli gorszy dzień z powodu przemęczenia.
12piątek, 26, marca 2021 10:54
xxx
Dodam tylko, że nie mam pretensji do zawodników, bo jak ich nauczono grać tak grają.
W latach 80-tych, mój kolega, tenisista z polskiej czołówki, wyjechał grać do Niemiec. I tam zaczęli go poprawiać. Od razu zwrócili uwagę, że ma zły uchwyt, który go ogranicza technicznie a potem kolejne sprawy. On wkurwiony stwierdził, że w Polsce od trenera słyszał głownie "idziesz, musisz". To oczywiście lekkie przerysowanie, ale niezbyt dalekie od prawdy.
U nas do tej pory liczy się przebiegnięte km, jako wskaźnik czy zawodnik jest dobrze przygotowany.
13piątek, 26, marca 2021 14:31
dalkub
zadam pytanie pomocnicze do
"U nas do tej pory liczy się przebiegnięte km, jako wskaźnik czy zawodnik jest dobrze przygotowany"

u nas czyli gdzie w szkoleniu dzieci i młodzieży czy w piłce zawodowej klubowej?
14piątek, 26, marca 2021 16:59
xxx
"u nas czyli gdzie "
Chociażby w eklasie. W statystykach pomeczowych jest bieganiu poświęcona oddzielna oddzielna statystyka, bo oprócz biegania zespołowego jest zawsze pokazywana tabela biegania indywidualnego. Oprócz tego jest bardzo podkreślany parametr. Jak ktoś biega regularnie powyżej 12 km, to jest bardzo chwalony. Slisz jest tego przykładem, a wcześniej Żurkowski został gwiazdą ligi, bo biegał jak nakręcony.
Jaką to ma wartość, to widać po karierze tego ostatniego, bo może ciągle biega dużo, ale tak jakby anonimowo, bo zniknął z radarów od kiedy poszedł do ligi w której liczą się jeszcze umiejętności piłkarskie. A u nas już był pchany do kadry, bo biega.
15sobota, 27, marca 2021 09:33
iocosus
Jakub Kwiatkowski na tt:
"Reprezentacja Polski przeszła kolejny test PCR na obecność koronawirusa. Niestety w przypadku Łukasza Skorupskiego dały one wynik pozytywny. Zawodnik pierwsze dolegliwości (podwyższona temperatura) zgłosił w nocy z czwartku na piątek i od tego czasu przebywa w izolacji."

"Tymoteusz Puchacz, Bartosz Kapustka i Jacek Góralski pojawią się w niedzielę na meczu z Andorą. Wszyscy trzej zostali zaproszeni przez Paulo Sousę. (...) Żaden z nich nie otrzymał powołania, ale wszyscy trzej są blisko reprezentacji Polski. Paulo Sousa wysyła do nich wyraźny sygnał – "jesteście blisko tej drużyny". Chce, by mogli na żywo zobaczyć grę reprezentacji w niedzielnym spotkaniu z Andorą. Portugalczyk ma też zamiar z każdym z nich porozmawiać."  źródło: Tymoteusz Puchacz, Bartosz Kapustka i Jacek Góralski dostali zaproszenie od Paulo Sousy na mecz Polska - Andora (sport.tvp.pl)
16sobota, 27, marca 2021 20:32
Zbyszek
Dzisiejszy dzień na sportowo, Najpierw w necie obejrzałem sobie trening naszej I drużyny. Niestety było na nim tylko 16 zawodników, bo bez reprezentantów oraz graczy oddanych na dzisiejszy mecz do zespołu rezerw, a więc Tobiasza, Lewczuka, Cholewiaka, Kostorza , Kisiela , Włodarczyka i Skibickiego. Indywidualnie trenowali Vesovicz, Valencia i Yaxshibayev. Ciekawostką był udział w treningu bramkarza juniora (17 lat ) Kikolskiego. Michniewicz przejął wszystkie funkcje i widać ,że jest w swoim żywiole. On rządzi , reszta wykonuje. Nie napiszę , gdzie poszedł demokratyczny , koleżeński, wręcz rodzinny styl pracy Vukovicza.
Potem mecz naszej II drużyny z Ruchem Wysokie Mazowieckie. Wzmocniona kilkoma graczami z "jedynki" druga drużyna wygrała 4:0, a najlepszym graczem był strzelec dwóch bramek 26 letni Warchoł. Stawka była duża , bo Legia II przed meczem była na 9 miejscu i walczyła o miejsce w ośmiodrużynowej grupie "finałowej" . Sama wygrana niewiele by zdziałała, gdyby nie sportowa postawa Świtu Nowy Dwór, który będąc pewny awansu pokonał Polonię oraz Jagi II. Potem tenis ( Świątek i Hurkacz),a w tzw. międzyczasie konferencja prasowa z udziałem Sousy i Krychowiaka.
Krychowiak zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie jako rozsądny , dojrzały, świadomy swej pozycji człowiek, nie tylko piłkarz, który w piłce sporo przeszedł i nabrał do zdarzeń tak pozytywnych jak i negatywnych potrzebnego dystansu. Natomiast Sousa bałach ma opanowany w wysokim stopniu. Każdy trener powinien umieć mówić w sposób interesujący, nieszablonowy tak, aby w dziennikarzach szukać sojuszników, a nie wrogów. I trzeba mu przyznać, że bajerant z niego niezły. Potrafi operować wyświechtanymi określeniami i specyficznymi terminami piłkarskimi mówiąc tak, żeby nic nie powiedzieć, lecz jednocześnie od niechcenia rzucać luźnymi uwagami w rodzaju "jak państwo sami dobrze wiecie" . Niech powiedzą ,czy napiszą, że nie wiedzą. Smile. Ale ,żeby mieli o czym pisać, bo z tego co mówił można wycisnąć samą wodę to jak zręczny manipulator rzucał konkret, a to, że jego pierwszym wyborem bramkarza jest Szczęsny .a to ,że Lewandowski zagra z Andorą od pierwszej minuty, a to , że da szansę debiutantom, bo wszyscy są potrzebni. Na razie nikt go nie zawiódł, bo wszyscy się uczą, a ten kto się uczy to popełnia drobne pomyłki. Ale też wlazł na wysoki diapazon, że oto wszyscy zawodnicy chcą dać z siebie wszystko to co najlepsze, bo wiedzą, że grają dla Polski. Wzruszyłem się wielce, jak bym słyszał don Leo Smile. Przy czym na jego bajer uwagi nie zwracam, ale jest on jako trener, który przyszedł z innej rzeczywistości dla mnie wielce interesujący, bowiem próbować rozszyfrować jaką taktykę obrał , jakie zadania postawił, jak poustawiał strefy czy przeanalizować na czym ma zasadzać się organizacja gry - do najłatwiejszych nie należy. Oczywiście można skwitować ,że to jest chaos, lecz może w tym chaosie jest metoda, której na pierwszy rzut oka nie widać Smile.
Koniec dnia to na przemian mecz Czechy- Belgia i boks (PBN 14).
17niedziela, 28, marca 2021 22:42
iocosus
Polska - Andora 3:0 (1:0)
Bramki: Robert Lewandowski 30, 55; Karol Świderski 88
Polska: Szczęsny – Bereszyński (60 Dawidowicz), Piątkowski, Glik, Rybus (60 Grosicki) – Jóźwiak, Krychowiak, Zieliński (73 Kozłowski) – Milik (60 Płacheta) – Lewandowski (63 Świderski), Piątek.
Andora: Alvarez – M. San Nicolas, C. Garcia ż, E. Garcia, Alavedra – Pujol (58 Alaez ż), Rebes (87 Vieria), Vales, M. Garcia (58 Cervos) – Sanchez (87 L. San Nicolas), C. Martinez (74 A. Martinez).
18poniedziałek, 29, marca 2021 07:26
kibic60
Na tle słabiuteńkiej Andory, to był istny "Zieliński show" Very Happy
19poniedziałek, 29, marca 2021 10:58
Zbyszek
Postanowiłem napisać rzecz poważną i rozważną, albowiem PT czytelnicy C-L na takie traktowanie zasługują z racji swej futbolowej wiedzy.
Można utyskiwać na takich trenerów jak swego czasu Beenhakker ( wysoka półka ) czy teraz Sousa ( średnia półka) , że nas traktują jak futbolowych niedorozwojków ,ale zastanówmy się czy ogląd otoczki medialnej naszej piłki ich do tego nie upoważnia. W każdym piłkarskim kraju jest przynajmniej jedna gazeta fachowa , w której omawia się różnego rodzaju aspekty rozgrywek , szkolenia, taktyki itp. itd. , które poziomem wyrastają ponad dół i sto metrów mułu. Np.w Hiszpanii ( kraj o podobnej liczbie ludności) takim dziennikiem był przez lata "As" ( kiedyś kilkaset tysięcy nakładu, obecnie ok. 70 tys.), obecnie zdetronizowany przez "Marcę" ( o. 970 tys. nakładu). To co tam piszą świadczy nie tylko o wiedzy eksperckiej piszących ,ale i spełnia rolę edukacyjna i mnóstwo ludzi wie o piłce tyle, że w cuda nie wierzą. Nas to nie dotyczy, bo u nas głupota i niewiedza robią za orły. Więc co z tego, że Probierz ,ma rację ,że przyjeżdża jakiś trenerek z zagranicy i opowiada rzeczy z wiedzy przedszkolaka, a jest traktowany jak profesor nauk wszelakich , skoro prawie nikt nie wie i tak o czym on nawija. A i on widząc ludzi rodem ze żłobka traktuje ich jak piłkarskie niemowlaki. Mnie to obrusza ,że trafia jakiś trenerek bez dorobku i traktuje nas z wyższością , graniczącą z arogancją.

Tylko ,że nikt kto ma jakie takie pojęcie o piłce nie może poważnie traktować ludzi, którzy nie rozumieją skąd się bierze postęp w futbolu. Otóż on się bierze z konkurencji, ale i z tego ,że lepsi zastępują gorszych. Czyli , jeżeli drużyna Polska nie osiągała wyników i grała coraz gorzej to nie wolno kontynuować tego co było , tylko trzeba zmienić prawie wszystko. A więc sztab, koncepcję gry, system rekrutacji oraz przede wszystkim zawodników. Lecz nie wolno tego zrobić metodą rewolucyjną ,bo system rozgrywek ( stałe eliminacje, lub imprezy tzw. docelowe) wymusza osiąganie wyników, ale stopniowo , lecz nieuchronnie. Niejako z natury rzeczy , oby przejściowo , poziom gry i oczekiwane wyniki muszą być gorsze. Nie ma jednak innej drogi. Bowiem piłka nożna to nie siatkówka. To w siatkówce można szkolić na bocznym boisku grupę wybrańców, nie uczestniczyć w żadnych rozgrywkach, wyjść na parkiet i wygrać złoto Igrzysk. Piłkę nożną trzeba praktykować, a postęp dokonuje się w walce na boisku. Trener Sousa został zatrudniony nie dlatego, że było dobrze, ale dlatego ,że było źle i po to, aby ten trend spadkowy odwrócić. Obok tego sam traktuje posadę selekcjonera jako szansę na wejście na wyższy szczebel w trenerskiej hierarchii. Aby to osiągnąć musi zmieniać i poprawiać i musi to czynić w trakcie eliminacji. Stara się więc zachować balans pomiędzy wynikami ,a selekcją i zmianą taktyki oraz organizacji gry. Stawia więc na sprawdzonych graczy gwarantujących pewien poziom wynikowy, a jednocześnie sprawdza przydatność nowych , młodych graczy. Oczekiwanie więc już teraz super gry i wyników jest niedorzeczne. To trzeba wiedzieć i rozumieć. Sousa chce awansować na MŚ w Katarze po barażach ( fachowcy nie dają nam szans) i zbudowanie takiej drużyny ,aby tam osiągnęła , nawet medalowy sukces. W tym miejscu napiszę, że mnie już nie dziwi ,że tyle się pisze o metodzie Kazimierza Górskiego i jego drodze do sukcesu, tylko nikt prawie nie rozumie na czym ona się zasadzała. Ano na tym, że on zmieniał wszystko i wszystkich , aż cel osiągnął. Tylko, że w tamtych czasach więcej było fachowców ,a mniej tumanów.

Jednocześnie słuchając tych fachmanów od krzywego kopnia piłki dajemy się wpuszczać w maliny czyli w bezsensowne rozważania o systemach , ustawieniach i tego typu pierdołach. Mimo, że każdy z jednej mówi ,że systemy nie grają, ale o nich dyskutuje na ogół mając taką samą wiedzę jak ślepy o kolorach. W komentarzu po ostatnim meczu Legii przytoczyłem słowa wybitnych trenerów Bearzota i Kovacsa , którzy jasno wykładają, że nie liczy się żaden system ,ale efektywność gry . System jest po to, aby pomagać osiągać wyniki ,a nie odwrotnie. Mało tego po 2 meczach reprezentacji widać wyraźnie, że nie gra ona żadnym ściśle sprecyzowanym i dokładnie określonym systemem. Zawodnicy dostają zadania oraz strefy gry określone wektorowo , zaś trener rozlicza ich z tego jak się w nich prezentują i na ile są pomocny w grze drużyny. Tym samym ustawienie jest zmienne i zależne od tego czy mamy piłkę czy rywal i w którym miejscu jest piłka i przeciwnicy. Zapewne trener albo ustali w przyszłości ustawienie zależnie od możliwości i charakterystyki graczy ,albo pod swoją koncepcję wybierze najlepszych wykonawców. Na razie to co się dzieje można określić jako in statu nascendi. Lecz już wiadomo , którzy zawodnicy dali ciała, a którzy pokazali lwi pazur.

Równocześnie odbywa się takie epatowanie pojęciem nowoczesności, że niby to co taki Sousa robi np. pochlebnie wypowiada się o grze na bokach przez tzw. wahadłowych jest takie nowatorskie. Każdy kto choć trochę interesuje się futbolem wie, że przez te ponad 150 lat organizacja gry, ustawienie graczy ewoluowało i że mnóstwo systemów istnieje tylko w archiwach analityków i historyków. Bowiem za nowoczesność zbyt często uważa się modę. Tak naprawdę to futbol od tych ponad 20 lat nie ma jednego , najlepszego lub precyzyjniej mówiąc optymalnego lub jeszcze ściślej obowiązującego powszechnie systemu. Dzisiaj to komputery , programy komputerowe i analitycy wyznaczają co i jak grać biorąc pod uwagę potencjał własny i charakterystykę gry rywali. Lepsi zawodnicy po prostu lepiej wykonują przydzieloną im robotę boiskową.

Miejmy tylko nadzieję ,że z tego chaosu z jakim obecnie mamy do czynienia wyłoni się jakieś ciało zdolne do życia i przeżycia w tak trudnych okolicznościach przyrody.
20poniedziałek, 29, marca 2021 12:27
Bezebeusz
Dla tych co oglądali na żywo mecz na Wembley w 73 roku: Bez Lubańskiego (Lewandowski), Tomaszewski broni karnego (Szczęsny), Domarski - przyszła, weszła, naszła, zeszła (Świerczok) i rodzą się Orły Górskiego (Kondory? Sousy). Istne deja vu.
21poniedziałek, 29, marca 2021 15:41
iocosus
Z tt:
Tomasz Włodarczyk: "Robert Lewandowski doznał urazu kolana w ostatniej akcji meczu! Wraca do Monachium, gdzie podejmie dalsze kroki w leczeniu. Możliwe, że nie zagra również w hicie Bundesligi z RB Leipzig."
Zbigniew Boniek: "Zagra...."
Michał Kołodziejczyk: "Jeśli zagra to teorii spiskowych będzie dużo. W sumie to naturalne, że się pojawią. Już są."
Krzysztof Stanowski: "Z jednej strony można zadać pytanie, po co ryzykowano zdrowie Lewandowskiego w meczu z Andorą, ale z drugiej nie trudno o wniosek, że bez niego moglibyśmy tego meczu nie wygrać."
22poniedziałek, 29, marca 2021 16:07
iocosus
Racjonalny Michał Pol: "Nie udało się oszukać przeznaczenia, jak nie niemiecki sanepid to uraz kolana. Widzę grill Sousy że ryzykował zdrowie Najlepszego z półamatorami. Miał prawo w swoim drugim meczu wystawić Lidera, sprawdzić grę z 3 napastnikami, Lewego cofającego w głąb pola etc. Futbol to ryzyko."

Spanikowany Marek Wawrzynowski: "pamiętacie Polskę zanim Lewy wszedł na najwyższy światowy poziom? Klęska na EURO 2012, koszmarne el. MŚ 2010 i 2014. Czas się przyzwyczajać do myśli, że to wróci. Bez niego jesteśmy bardzo przeciętną drużyną, która przez wiele lat może nie pojechać na żaden turniej EURO czy MŚ."
23poniedziałek, 29, marca 2021 17:55
CTP
A tak z innej beczki: czy Wam też Sousa przypomina niejakiego Romeo Jozaka? No, kurczę, ilekroć go słucham na konferencjach, to tak jakbym słuchał naszego byłego trenera. Reprezentacja w tych dwóch meczach też trochę zagrała jak nasza Legia za kadencji tamtego pana.
24poniedziałek, 29, marca 2021 18:25
xxx
Oglądając mecz z Andorą, miałem dejavu meczów Legii w pucharach z tzw "pastuchami". Andora to państwo liczące około 77tys mieszkańców i pikarzy ma penie kilka tysięcy, ale trudno powiedzieć żebyśmy z nimi robili co chcieliśmy.
Taki Gibraltar jako reprezentacja też ma podobną moc, ale już kluby mogą korzystać z hiszpańskich zawodników jakiejś III ligi, którzy u nas często robią za gwiazdy.
25poniedziałek, 29, marca 2021 19:27
Zbyszek
Obwinianie kogokolwiek o uraz Lewandowskiego ,a osobliwie trenera ,bo rzekomo mógł go oszczędzać jest przejawem podłości i umysłowej aberracji wymagającej specjalistycznego leczenia w zamkniętym ośrodku odosobnienia od rozumu.
Trener Sousa w meczu z Andorą dokonał manewru taktycznego , który chciał, aby zafunkcjonował z Anglikami. Mianowicie nie ma mowy ,aby nasi piłkarze utrzymywali się długo przy piłce, nie ma mowy, abyśmy grali innym pressingiem niż niski i nie ma mowy, abyśmy byli w stanie zagrać atakiem pozycyjnym. Ta konstatacja wskazuje, że aby zmniejszyć pozycyjnie i obszarowo presję Anglików decydującą rolę odegra środkowa linia. To ona ma być tym buforem z jednej strony powstrzymującym rywali ,a z drugiej stanowiąc bazę do naszych kontrataków. Niestety ,ale w niej jak wykazał mecz z Węgrami jedynym piłkarzem klasowym jest Zieliński, który sam utrzymania pewnej równowagi nie udźwignie. Jednocześnie w kadrze trener dysponuje jeszcze tylko dwoma graczami klasy światowej : Krychowiakiem i Lewandowskim. Stąd wydłużenie strefy Krychowiaka oraz rozszerzenie i pogłębienie strefy Roberta. W meczu z Andorą wzmocnienie drugiej linii było oczywiście zbędne ,ale przecież nie chodziło o nią ,ale o sprawdzian przed meczem na Wembley. Eksperyment wypadł przyzwoicie i pokazał nieprzeciętne umiejętności i możliwości Lewandowskiego. Tym większa szkoda ,że go w meczu z Anglikami zabraknie.

Natomiast chyba jeszcze za wcześnie oceniać Sousę tylko na podstawie jego mowy-trawy. Ja liczę, że on głupio mówi ,ale wie co robi. Może to być z mojej strony chciejstwo ,ale mam nadzieję ,że Sousa ma długofalowy plan i dlatego nie mam zamiaru robić za głupka, który udaje mądralę. Mam zawsze szacunek do trenera , który ma wykształcenie, osiągnięcia i dorobek ,ale oczywiście do czasu, bo to on weryfikuje i konfrontuje słowa z czynami. W żadnym wypadku nie utożsamiam się z tymi piłkarzykami, którzy na ogół nędznie kopali piłkę , w życiu nic nie potrafią robić , nawet nie są trenerami juniorów, a inni jak się trenerką zajęli to na poziomie naczynia nocnego, a teraz usiłują robić za speców od niczego i chcą wmówić, że oni są najmądrzejsi, a taki Sousa głupi. Brak pokory i umiaru jest przejawem skretynienia ,a nie mądrości. Choć jak doświadczenie życiowe nas poucza nie można wykluczyć, że to hucpiarz i pozer. Lecz moim zdaniem na wnioski takie czy owakie stanowczo za wcześnie. I mecz z Anglikami tego mego nastawienia nie zmieni.
26poniedziałek, 29, marca 2021 21:28
Zgred Maruda
Ja dla odmiany - wybacz iocosusie...
Idę pod prąd, oczywiście muzycznie ( ale z przesłaniem) pewnych zmian Wink
Pokazuje jedynie wartość pewnych zamian (!) I nie jest to wyśmiewanie...może trochę.
Można ( nie ciągnąć wokalu)jak Grohl a zasiąść za bębnami...i można zaśpiewać bez bębnów jak Hawkins zażywając odżywki... Tak zagrali na Wembley w 2008r.

https://www.dailymotion.com/video/xayhs1

Nawet nie wiem, czy to się odtworzy, ale czy wobec świetnych postrzegań relatywnych ( nie wiem) - możliwości...musimy ciągle pruć się wizualistyką (?)
Wpierdol typu 6-0 da ciągle - minus trzy punkty, dokładnie tyle co 1-0 ...pewnie, że bramki stracone tabelka policzy, zatem resztą meczy trza się zajmować.

Dlaczego taki link?

Bo nie koniecznie zmiany przynoszą przykrość...Istnieją też zmiany dobre Wink
A, że silne...tłumaczenie zbędne Very Happy Koniec zmagań jest weryfikacją, zatem za nim ciśniemy kalumnie - popatrzmy na zmiany i to co w rezultatach przyniosą...Zobaczmy (?)

ps: Zbyszek - nie wierzę, że Twój syn/ wnuk nóżką rytmu nie zada...Wink
27poniedziałek, 29, marca 2021 23:16
a-c10
Chciałbym, drodzy panowie (żeby nie było, że Was znów do agencji odsyłamWink), przypomnieć jedną, dość istotną rzecz. Otóż z całym dla nich szacunkiem, reprezentanci Andory to (w większości) półamatorzy. Kolesie, dla których kopanie gały to w najlepszym wypadku praca dodatkowa. Nasz zespół natomiast tworzą zawodowcy. W dodatku występujący w dość poważnych klubach. Nie, niekoniecznie wielkich, przynajmniej nie wszyscy, ale sensownych na pewno. Gra w piłkę to dla nich absolutnie podstawowe źródło utrzymania, a czasu na treningi nie muszą wykrawać z resztek pozostałych po roznoszeniu listów, nauczaniu geografii, sprzedawaniu maści na hemoroidy, etc.

Przed spotkaniem zawodowców z półamatorami trener tych pierwszych powinien rzucić coś w stylu „Robert, Piotrek, Grzesiek, Kamil, Wojtek, kto tam jeszcze – wy dzisiaj macie fajrant!”. Następnie rozpisać na tablicy skład złożony z graczy, którzy rzadziej mają okazję reprezentować narodowe barwy, wypuścić ów skład na plac mówiąc „miłej zabawy!”, rozsiąść się na ławce z jakąś dobrą książką i przerywać lekturę wyłącznie po kolejnych bramkach zdobywanych przez swych podopiecznych.

Sam fakt, iż po takim meczu mamy cokolwiek do powiedzenia na temat trenera (pomijając ew. gust literacki) świadczy bardzo, ale to bardzo źle o naszych piłkarzach. Dlatego powtórzę po raz enty: przestańmy wreszcie klepać o systemach, schematach, przesuwaniach i wektorach. O atmosferach, przygotowaniach fizycznych, dietach i innych pierdoletach. O przebiegniętych kilometrach i o tym, czy nasze aktualne ustawienie to „4-4-2”, „3-4-3”, czy – w cholerę – „2-1-7”. Wysadźmy głowę z tego zatęchłego, quasimagicznego światka i zastanówmy się jak to, do k’nędzy, jest, że nasi zawodnicy, mieniący się przecież profesjonalistami, potrzebują Lewandowskiego, by ograć bandę półamatorów. Niczego tym ostatnim nie ujmując.

Co nie oznacza, rzecz jasna, że ten nasz nowy treneiro to taki znowu bez skazy. W przeciwieństwie do Zbyszka, nie uważam sprawdzania pomysłów taktycznych na Anglię (wyjazd) w meczu z Andorą (dom) za najszczęśliwszy pomysł. Przecież jedyne, co nasz poprzedni i następny rywal mają na wspólnej, to to, że w języku polskim nazywają się na „A”. Co więcej, śmiało można było zakładać, że Andorczycy będą swe braki w talencie i wyszkoleniu nadrabiać nadmierną agresją. Wystawienie naszej największej (jedynej?) gwiazdy w takim meczu to nie ryzyko, a ryzykanctwo. Zwłaszcza że – jako się rzekło – śmiało powinniśmy byli sobie poradzić bez Lewego.

Nie chciałbym przy tym, aby moje słowa zostały odebrane jako czepialstwo wobec Sousy. Pozwolę sobie rozwinąć wcześniejszą myśl: w historii reprezentacji Polski w piłce nożnej mężczyzn jeszcze ani razu nie zdarzyło się tak, aby nowy selekcjoner przychodził w miejsce typa, który po wieloletnim paśmie wspaniałych sukcesów, żegnany z pompą i fanfarami, udaje się na zasłużoną emeryturę. Bądź po prostu samodzielnie dochodzi do wniosku, że jego czas minął, pora więc byłaby zejść ze sceny niepokonanym i ustąpić miejsca młodszym. Albo dostaje ofertę z Realu Madryt i dochodzi do jak najbardziej zrozumiałego wniosku, że swoje już dla kadry zrobił, po czym zgadza się przyjąć awans. Nie. Każdy kolejny selekcjoner reprezentacji Polski zastępuje gościa, który został wywalony na pysk za brak satysfakcjonujących wyników. Albo, jak Boniek, sam szpetnie zrejterował, uprzednio przerżnąwszy domowy mecz z Łotwą. Albo, jak Brzęczek, bezceremonialnie dostał butem w zadek (od w/w Bońka) nie za brak rezultatów (bo te były), a za brak rozkochania w sobie pismaków, piłkarzy, kibiców, no, generalnie kogokolwiek poza Małgorzatą Domagalik.

Jakkolwiek by nie było, każdy kolejny selekcjoner – bez względu na nazwisko, paszport, CV, cokolwiek – na początku swej pracy czuje się z m u s z o n y do wymyślania prochu. Do wprowadzania jakichś modyfikacji, za pomocą których udowodni ponad wszelką wątpliwość, że jest lepszy od poprzednika. Że to właśnie pod jego wodzą sięgniemy po te z dawna wyczekiwane laury. Że generalnie dzięki niemu będzie już za chwilę cud-miód calvados.

Brzęczek chciał grać bez skrzydłowych. Za co mu się oberwało. No to wpuścił jedynego zdrowego skrzydłowego klasy jako-tako reprezentacyjnej, który akurat przypadkiem jest jego siostrzeńcem. Za to też mu się, rzecz jasna, oberwało. Jak mawiała moja śp. mamcia: jak nie kijem go, to pałką. Nawałka kombinował z Kosznikiem i Marciniakiem (Adamem, nie Szymonem). Fornalik miał pomysł na grę dwójką z przodu (co poczytano mu wówczas za kompletną herezję). Smuda chciał klepy i „gramuzyki”. O początkach Beenhakkera to aż mi się nie chce wspominać, za dobrą kolację jadłem. Janas umyślił sobie, że Żurawski zostanie polskim Henrym. Itepę, itedę.

Na szczęście większość selekcjonerów po czasie (zwykle nawet dość krótkim) dochodziła do jedynie słusznego wniosku, że parodniowe zgrupowania to zupełnie co innego, niż stała praca w klubie, a niewysokie umiejętności techniczne i świadomość taktyczna podopiecznych nie pozwala na implementowanie Bóg raczy wiedzieć jakich nowinek. Wtedy zaczynaliśmy grać prostą piłkę i częściej, niż nie, było git. Wypadałoby mieć nadzieję, że senhor Sousa też w miarę gracko do tego wniosku dojdzie. I jeszcze że funkcja #reformator-wynalazca po czasie nie włączy mu się ponownie, jak choćby Nawałce i Janasowi.

Co zaś się tyczy „mowy trawy” – O’Retty, ale to naprawdę o tym trzeba…? Jak na moje, dopóki typ nikogo nie obraża, może sobie wychodzić przed kamery i paplać cokolwiek. Niechby nawet „bum-tarira-bum, piję dzisiaj rum!”. Jeśli będą wyniki, nie zamierzam zrzędzić.
28wtorek, 30, marca 2021 00:45
Zgred Maruda
Idąc rozumieniem, lubię to "bum- taraira" , u nas szło - "bum tarara" - zostawiam to dla śledczych IPE- nu...
Ale ? Generalnie o co chodzi (?) Przecież istotą nie jest - w jakim ustawieniu gramy, od zarania dziejów - wykładnią jest wynik...
Teraz tak- zrobił 4 punkty i jedzie na Wembley . Powiedźmy remis z Albionu przywiezie, bez Lewego - uznają go "królem"...Dostanie w czapę - wiemy, przecież to jasne, taka istota wyników. Moim skromnym zdaniem jest to - co zrobi (!) mając już wiedzę później.
I dobrze (dalej po mojemu) bo istotą nie będzie ( oczywiście będzie w innym wymiarze) rewanż z Albionem...ale rozegranie mądre tych eliminacji leży w kreacji - po za tym meczem.
Musi wygrywać wszystko inne - bez znieczulenia...
Człowiek, który podnosił Puchary zapewne "debilem" nie jest - czy wart jest uznania (?) - zobaczymy.
29wtorek, 30, marca 2021 12:20
iocosus
Jakub Kwiatkowski na tt: "Reprezentacja Polski przeszła kolejne testy na obecność koronawirusa. Niestety wyniki u Grzegorza Krychowiaka i Kamila Piątkowskiego są pozytywne. Z uwagi na fakt, że Krychowiak jest ozdrowieńcem podjęliśmy rozmowy z UEFA w celu wyjaśnienia sprawy i dopuszczenia do meczu. (...) Niestety również mój wynik testu był pozytywny. Pozostali członkowie sztabu szkoleniowego uzyskali wyniki negatywne."
Jeśli dobrze rozumiem przypadek Krychy PZPN wnioskuje o powtórny test u piłkarza z założeniem, że w pierwszym badaniu mogła zajść pomyłka, o ile wniosek zostałby uwzględniony a powtórne badanie dało wynik negatywny to wówczas pan Grzegorz pojechałby do Londynu. Jak dla mnie małe prawdopodobieństwo że coś takiego się ziści. 

Albiceleste: "przestańmy wreszcie klepać o systemach, schematach, przesuwaniach i wektorach. O atmosferach, przygotowaniach fizycznych, dietach i innych pierdoletach. O przebiegniętych kilometrach i o tym, czy nasze aktualne ustawienie to „4-4-2”, „3-4-3”, czy – w cholerę – „2-1-7”. Wysadźmy głowę z tego zatęchłego, quasimagicznego światka i zastanówmy się jak to, do k’nędzy, jest, że nasi zawodnicy, mieniący się przecież profesjonalistami, potrzebują Lewandowskiego, by ograć bandę półamatorów."
Na tym świecie, są rzeczy ważne i mniej ważne, w kontekście naszej kopanej i w moim subiektywnym odbiorze  "globalnie" ważniejszą kwestią jest poziom wyszkolenia polskiego piłkarza przechodzącego przez nasz system szkolenia, aniżeli doraźny wynik meczu choćby i takiego na Wembley. Czyli istotniejsze jest pytanie czy tak jak chce Zibi i wierchuszka PZPN z naszym szkoleniem wszystko jest ok, mamy narodowe modele gry, wdrażamy AMO, szkoła trenerów PZPN działa zgodnie z wytycznymi UEFA, czyli wszystko jest "prawilnie" a klimatu i pór roku w Polsce nie przeskoczymy i stąd przewaga w wyszkoleniu technicznym nacji południowych, które i szybciej dojrzewają i kopią piłkę przez cały rok w odróżnieniu od nas, czy też "skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle"? Czy "sorry, taki mamy klimat" jest wystarczającym wytłumaczeniem dla PZPN?
Dla mnie "klimat" to alibi, brak infrastruktury piłkarskiej jest już tematem do podnoszenia, ale jeszcze ważniejszą jest kwestia jak mamy szkolić nasze dzieciaki i tu może prowokacyjnie rzucę, że do 12-13 roku życia może szkolić nie powinniśmy? Niech rodzice zapisują dzieciaki do szkółek i przedszkoli piłkarskich, a w nich niech "trener" rzuca tylko piłeczkę szkrabom, dzieli na dwie drużyny i jedynie nadzoruje i patrzy jak sobie z futbolówką radzą? Chciałbym takich "leniwych trenerów" i szkółek w których bez podpowiedzi i uwag w różnych konfiguracjach małolaty uganiają się za piłką przez całe dnie, no może z wyłączeniem czasu na szkolne lekcje. Skoro już nie ma "podwórek" to może trzeba je nieco w systemie odwzorować? Jak szkolić dzieciaki i nastolatków, dla mnie jest ważniejszym pytaniem niż to jak grać jutro na Wembley, ale to zagadnienie systemowe, na jakiś strukturalny, syntetyczny panel dyskusyjny, natomiast w prozie dnia codziennego nie uciekniemy od "bieżączki", ba w tych tematach za chwilę "narodową" kwestią stanie się czy jutro nasi reprezentanci mają uklęknąć przed meczem czy też nie? "mecz wzbudza wiele emocji z różnych powodów. Jednym z nich jest symboliczny gest, na jaki decydują się „Synowie Albionu” tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Mowa o uklęknięciu, które wykonuje się w ramach akcji Black Lives Matter - decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. Ostatecznie piłkarze zdecydują  o tym na przedmeczowej odprawie. Wydaje mi się jednak, że nie zdecydują się klękać, nie są do tego przekonani. Wykonanie takiego gestu proponowano nam już w przeszłości przed meczem z Holandią i nie zdecydowaliśmy się na niego" - Jakub Kwiatkowski. 

Anglia - Polska. Czy Biało-Czerwoni uklękną przed meczem na znak poparcie Black Lives Matter? - Piłka nożna (onet.pl)
30wtorek, 30, marca 2021 12:33
xxx
Pewną osobliwością jest rozważanie, czy trener mówi to co powinien mówić według środowiska piłkarskiego. Ja trenera Sousy słucham z zainteresowaniem, bo mówi co dolega polskiej piłce. Mała intensywność gry jest widoczna przecież nie tylko w reprezentacji, ale również w pucharach. Brak intensywności w ofensywie, czyli szybkiej gry piłką i ruchu zawodników do piłki powoduje niemożność zaskoczenia przeciwnika, nawet tego z niższej półki, a w defensywie uniemożliwia odbiór piłki daleko przed swoim polem karnym, a tym samym przeprowadzenie szybkiego ataku w momencie kiedy przeciwnik jest ustawiony ofensywnie.
Sousa próbuje to zmieniać, ale jak na dłoni widać, że nie będzie łatwo, bo prawie wszyscy nasi zawodnicy mają swoje deficyty, które trudno będzie pokonać. Będzie trudno z jeszcze jednego powodu, z powodu naszej mentalności. Ciągle nie chcemy wychodzić ze swoich drewnianych chatek i chemy robić to co zawsze, tylko żeby efekt był inny. To jest myślenie człowiek nierozgarniętego, bo jak coś nie daje efektu, to trzeba to zmienić.
Wczoraj obejrzałem program popularno-naukowy o tym jak uczy się mózg i błędy w nauce odgrywają istotną rolę. Popełniając je i szukając właściwych rozwiązań, mózg powoduje powstawanie nowych konfiguracji neuronów, ktore utrwalają nową wiedzę ( w dużym skrócie na potrzeby forum). My z jakichś powodów nie chemy dokonywać zmian i zatrudniamy trenerów, chyba tylko po to, żeby się mieć na kim wyżywać z powodu naszego opóźnienia w rozwoju piłkarskim
Sousa wyjaśniał, że Glik ma nawyk cofania się i bezpieczniej się czuje, broniąc nisko. To z kolei powoduje, że reszta zespołu też musi się cofnąć, żeby zagęścić strefę, a to oznacza, że jeśli już zabierzemy piłkę , to dalej od bramki przeciwnika a więc przeprowadzenie szybkiej akcji jest trudniejsze. Szczególnie biorą pod uwagę fakt, że nasi piłkarze najchętniej podają do boku i do tyłu.
I teraz pytanie za sto punktów, jak zmieniać przyzwyczajenia zawodników nie zmieniając sposobu gry> Sousa mówił również, że zawodnicy grający zagranicą, nie mają wysokiej intensywności. Wydaje się to grzechem głównym naszego szkolenia.
Wystarczy zobaczyć jak wyglądają zawodnicy w chodzący z rezerw do jedynki. Pod względem intensywności gry, szybkości decyzji, szybkości gry piłką i podejmowania decyzji odstają wyraźnie. Podania do boku i do tyłu są dominujące.
Ostatnio oglądałem Cafe Futbol, gdzie tacy "eksperci" jak Kołtoń i Kowalski robią za mejwenów. Oglądałem ten program, tylko ze względu na obecność w nim Jacka Zielińskiego i Wichniarka. Rozjechali teorie Kołtonia o taktyce i grze jak walec. Kowalski nawet się nie odzywał, bo on zazwyczaj z pomocą słowa "żenujące" opisuje większość zjawisk, to jest jego specjalność zakładu.
Odnoszę wrażenie, że srodowisko trenerskie zaczyna powoli wstawać z kolan, bo tej pory było zakładnikiem pyskatych przygłupów dziennikarskich, zapraszających sobie dla twowarzystwa innych przygłupów ze świata piłki, którzy swoimi bredniami uwiarygodniają za pieniądze TV tych pierwszych. I tak to się kręci a potem naród dyskutuje, czy system 4-4-2 wygrał z systemem 3-5-2 i czy trener dobrze poustawiał zawodników?
W tym samym programie Kołtoń wyjechał z krytyką Sousy, że Zielińskiego wystawił na lewej stronie a powinien na środku za napastnikiem. Na co Zieliński stwierdził, że Zieliński grał na środku w fazie ataku a w fazie obrony pomagał Recy schodząć do lewej strony. Potem takie bzdury za Koltoniem będzie powtarzała cała chmara pismaków i forumowych speców od taktyki i tak powstaje opinia że trener "sie nie nadaje".
90% polskiego środowiska piłkarskiego się nie nadaje i dlatego jak przychodzi trener, który nie chce murować i grać dzidą, to jest masakrowany, że nie rozumie polskiej piłki.
Ja bym nie tracił czasu na zrozumienie "polskiej piłki", ja bym chciał żeby trenerzy i zawodnicy zrozumieli współczesną piłkę.
W wywiadzie z Arsenem Vengerem zadano pytanie, gdzie widzi nowe pola rozwoju dla doskonalenia zawodników. Venger odpowiedział, że ponieważ w przygotowaniu fizycznym i techniczny zbliżamy się do pułapu, to kolejnym polem będzie ludzki mózg.
My na razie jesteśmy na etapie "fizyki", technikę mamy liźniętą a mózgi pełniarolę marginalną, nie tylko u piłkarzy (większości), ale przede wszystkim u "ekspertów".
Jak zaczniemy używać mózgów, to wszystko pójdzie lepiej, ale nie wiem czy tego dożyję.
31wtorek, 30, marca 2021 20:14
Zbyszek
Jesteśmy po konferencji prasowej Sousy, na którą przyszedł spóźniony o 45 minut i jeszcze nie wiedział, że Krychowiak jednak zagra. Zadowolonej miny to on nie miał , bowiem co tu dużo mówić ,ale chyba zbyt optymistycznie podszedł do roli trenera reprezentacji Polski i chyba za wysoko ocenił poziom prezentowany przez naszych piłkarzy. Dla każdego jest chyba od lat jasnym ,że klasę światową ma tylko 3 piłkarzy ; Lewandowski, Krychowiak i Zieliński. W bardzo dobrym klubie gra Szczęsny, ale jest to co najwyżej klasa europejska co widać było, aż za dobrze w meczu z Węgrami , gdzie przy wszystkich 3 bramkach zachował się niewłaściwie ( co nie znaczy ,że jest winny ich utraty). Sousa dopiero w praniu przekonał się, że materiał jakim dysponuje najwyższej jakości nie jest.
Do tego kiedy potraktujemy Sousę i to co robi poważnie to zobaczymy, że jego plan budowy strategii na mecz z Anglikami rozpoczęty od meczu z Węgrami nie wypalił. Nie dlatego ,że był wadliwy ,ale dlatego, że wykonawcy nie zdali egzaminu.
Ale ,aby sensownie mówić o planie Sousy na Anglię , któremu uwierzyłem, że chce z nimi wygrać - to musimy sobie kilka zdań powiedzieć o reprezentacji dumnego Albionu. Jej trenerem jest 50 letni Gareth Southgate, który grał w słabszych klubach (Cristal Palace, Aston Villa, Middlesbrough) zaliczając 57 meczów w reprezentacji. Po zakończeniu kariery piłkarza został trenerem swego ostatniego klubu, a od 2009 roku rozpoczął pracę w Angielskiej Federacji, podczas której ukończył studia. Najpierw był trenerem koordynatorem grup młodzieżowych, a od 2013 do 2016 trenerem U-21 i po niej został trenerem-selekcjonerem I reprezentacji. Ta droga przypomina tę jaką przebył Kazimierz Górski, który szybciej skończył karierę piłkarza i więcej miał lat pracy jako trener i dopiero w wieku 51 lat został trenerem ( Southgate w wieku 46 lat). Pamiętamy jak pan Kazimierz starał się dobierać do kadry jak najwięcej zawodników z jednego klubu uważając, że są oni bardziej ze sobą zgrani i zżyci. To samo robi Southgate. Reprezentacja prowadzona przez pana Kazimierza grała obowiązującym w tamtym czasie systemem 4-3-3,ale trener po pierwsze nasycał grę inną treścią ( do MŚ w 1974 roku graliśmy defensywnie i kontratakiem , od 1974 roku ofensywnie ,w ataku pozycyjnym ze zmianami kierunku ataku) oraz dobierał zawodników do koncepcji ,a nie odwrotnie. Trener Southgate do MŚ w Rosji w 2018 roku grał ustawieniem 3-4-3,ale uznał, że jest ono dobre na frajerów, a nie na poważne granie o trofea, o czym przekonały go 2 porażki z Belgami , porażka z Chorwacją oraz remis z Kolumbią i po nich zmienił system na 4-3-3. Ponadto zmodyfikował styl gry Anglików z obowiązkowego, agresywnego "kopnij i biegnij " na prawie tiki-taka. Obecnie reprezentacja Anglii gra rozważnie, ostrożnie , unikając zbędnego ryzyka, za to wymieniając mnóstwo podań i utrzymując się przy piłce z dala od własnej bramki. Komentatorzy angielscy krytykują takie granie jako zbyt zachowawcze. Np. w ostatnich meczach z San Marino i Albanią wymienili ponad 900 podań ,a przy piłce z San Marino byli 85%,a z Albanią 71%. Anglicy starannie przygotowują akcje ofensywne i nie oddają zbyt wielu strzałów na bramkę rywali. W transfermarkecie w ich kadrze nie ma zawodnika o wycenie poniżej 20 mln Euro. Z nami zagrają prawdopodobnie w składzie : Pope ( 28 lat z Burnsley) - Shaw ( MU 26 lat), Maqiurre ( MU 28 lat),Stones ( MC 27 lat), Walker ( MC 31 lat) - Rice (West Ham 22 lata), Phillips ( Leeds 26 lat),Mount ( Chelsea 22 lata) - Foden ( MC 21 lat),Kane ( Tottenham 28 lat),Sterling ( MC 27 lat). Prawie równorzędnymi zmiennikami są : w obronie Coady ( Wolverhempton 28 lat ) i Chiwell ( Chelsea 26 lat),w pomocy Ward-Prowse (Southampton 26 lat) oraz w ataku Lingard (West Ham 28 lat) i Calwert-Levin ( Everton 27 lat).

Na tym tle dopiero możemy zobaczyć jak chciał na tak grających Anglików przygotować naszą drużynę Sousa. Kluczem do nie pozwolenia Anglików na całkowite zdominowanie pola gry miała być druga linia. Wszyscy kupili się przed meczem z Węgrami na rzekome ustawienie 3-5-2 . Nie wiem czy Sousa zastosował podpuchę czy dogadał się z dziennikarzami( tak jak to robił Gmoch), bowiem dowodem na takie granie miało być wyrysowane przez niego ustawienie z trójką obrońców, które obiegło prasę, telewizję i internet. Otóż ustawienie prowizoryczne w meczu z Węgrami było 4-3-1-2,ale faktyczne , gdy Węgrzy zdobywali piłkę na własnej połowie funkcjonalnie od tyłu wyglądało 2-5. Piątka w drugiej linii miała stanowić zaporę przed przedarciem się większej liczby rywali bez krycia w pobliże naszego pola karnego, zaś dwójka środkowych obrońców ( Helik, Bednarek) miała likwidować ataki indywidualne. Sousa nie postawił na Glika ( znał go z końcówki gry w Monaco) uznając, że jest już za wolny, zaś Helik i Bednarek są szybsi i grają bardziej zdecydowanie. Natomiast kiedy rywale weszliby kilkoma graczami pod nasze pole karne to ustawienie miało wyglądać 5-4-1. Niestety poza Krychowiakiem wszyscy pozostali zawiedli , zagrali bowiem za mało agresywnie, za wolno i bojaźliwie. Z kolei ciężar utrzymania się przy piłce po jej przejęciu miał spoczywać na Zielińskim ,który miał organizować szybki atak i stanowić podstawę do wyjścia do ataku kilku innych graczy. Zieliński tego ciężaru nie udzwignął. Dlatego w meczu z Andorą Sousa postanowił postawić na trzymanie głębi obrony przez Glika i grę na ofensywnie ustawioną , aktywnie grającą środkowa linię z Lewandowskim., Zielińskim i Krychowiakiem. I taka gra wyglądała w kontekście taktyki na Anglię obiecująco, ale Robert wypadł i prawie cały plan runął.
Przy czym moim zdaniem jak byśmy taktycznie nie byli zorganizowani to przy tym składzie personalnym o nawiązaniu w miarę równej walki z Anglikami mowy nie ma. Możemy grać tylko konsekwentnie defensywnie, w obronie grając niskim pressingiem. Ale ogromną rolę do wypełnienia będzie miał Zieliński. Po ostatnim meczu Legii napisałem o tym jak w pamiętnym spotkaniu na Wembley 17.10.1973 roku kapitalną rolę odegrał Kazio Deyna utrzymując się przy piłce , odbierając Angolom animusz oraz stwarzając nam sytuacje bramkowe.
Jutro okaże się czy Zieliński jest liderem, czy kolejnym papierowym tygrysem,
32wtorek, 30, marca 2021 23:30
xxx
Szanowny Zbyszek dość malowniczo opisał naszą taktykę w meczu z Węgrami, tyle że niedokładnie. Z 4 obrońców graliśmy w fazie obrony a w fazie ataku Reca wychodził wysoko mając wspierać ofensywę a Bereszyński zostawał jako trzeci do pary Helik, Bednarek. Tyle że Szymański grając z prawej strony, ze swoją lepszą lewą nogą, co mu utrudniało hasanie wzdłuż linii, był dodatkowo pozbawiony wsparcia Bereszyńskiego, co spowodowało blady występ.
Rzekoma zapora z 5 zawodników w środku też jest wątpliwa, ponieważ Węgrzy po odbiorze grali długą piłkę do swoich 2 wysuniętych zawodników, którzy nie udzielali się w obronie. Pierwsza bramka padła właśnie w taki sposób.
Tak więc Sousa zastosował asymetrię na bokach, polegającą na tym, że Reca biegał do przodu a Bereszyński nie.
Jeśli chodzi o mecz z Anglią, to przewiduję, że rzadko będziemy wychodzić z tej "głebi" trzymanej przez Glika, tak samo jak w meczach z Włochami i Holendrami, ponieważ nie mamy zawodników, którzy będą potrafili się uwolnić od angielskiego pressingu, który dla nich jest chlebem powszednim a dla nas, na razie nie do przejścia. Może jakaś konterka wypali, ale Anglicy mają szybkich obrońców i lepiej radzących sobie w grze 1/1, więc będzie bardzo trudno.
33środa, 31, marca 2021 07:30
Zbyszek
@XXX.
W praniu tak to wyglądało. Mnie bardziej chodziło o to, aby wykazać, że Sousa miał plan jak grać z Węgrami i że założenia były sensowne i logiczne . Zawiodło wykonanie. I tu trzeba podkreślić, to o czym obaj piszemy, że mamy za słabych , mówiąc trywialnie zawodników, aby powierzać im indywidualne zadania taktyczne , których zbiór ma przełożyć się na organizację gry drużyny. Ponieważ indywidualnie nasi gracze błądzą to trener musi pracować nad użytecznością zespołowości w postaci wzajemnej asekuracji, pomocniczości , podwajania czy potrajania krycia czy wreszcie zgrania. Itd, itp. Gdyby bowiem ,jak przy pierwszej bramce dla Węgrów Bednarek był asekurowany z tyłu to do nieszczęścia by nie doszło. Lecz takie podejście powoduje ,że z silnymi rywalami pressing wysoki czy nawet średni jest dla nas nieosiągalny. Musimy grać niżej i formacjami bliżej siebie. Niestety musimy mierzyć zamiary na siły.
34środa, 31, marca 2021 08:33
xxx
"Gdyby bowiem ,jak przy pierwszej bramce dla Węgrów Bednarek był asekurowany z tyłu to do nieszczęścia by nie doszło"

Quis custodiet ipsos custodes? („Kto będzie pilnował strażników?”)

Jak widać stary dylemat. Nigdy nie znaleziono jego rozwiązania, bo kontrola/asekuracja kiedyś się kończy. W piłce na bramkarzu, który za plecami ma już tylko bramkę.
Bednarek nie mógł być asekurowany, bo jego koledzy mieli pilnować innej części boiska a piłka była podawana z obrony bezpośrednio, czyli zajęło to sekundę. Bednarek po prostu nie dał rady.
Czytałem wywiad z Holenderskim trenerem na temat ofensywnego stylu gry, w którym obrońcy grają wysoko i są narażeni na częste pojedynki z napastnikami.
Dziennikarz (polski) stwierdził, że to niekorzystne dla rozwoju obrońców bo są zostawiani sami sobie.
Holender zaś stwierdził, że wręcz przeciwnie, bo obrońcy mają mnóstwo okazji do pojedynków z szybkimi napastnikami a więc mają okazję ćwiczyć przewidywanie, ustawienie i grę 1/1.
U nas wszędzie ma być asekuracja, reasekuracja i rereasekuracja i nikt niczego do końca nie potrafi.
Sport jak życie, jest brutalny. Jak nie dajesz rady to zmień zajęcie. Kolega mawiał dosadnie, "masz łeb i chuj, to kombinuj". Czy nasi piłkarze mają ten zestaw roboczy?
35środa, 31, marca 2021 09:13
iocosus
Mimo mego pierwotnego pesymizmu info pozytywne czyli "testowo negatywne" z (laczynaspilka.pl):
"Grzegorz Krychowiak dołączył do reprezentacji Polski, która w Londynie przygotowuje się do meczu z Anglią w ramach eliminacji do mistrzostw świata 2022.Krychowiak był jednym z dwóch piłkarzy, którzy podczas testu przeprowadzonego w poniedziałek, uzyskał wynik pozytywny. Sztab reprezentacji wiedząc, że Krychowiak przeszedł Covid-19 w grudniu ubiegłego roku, a przeprowadzone podczas tego zgrupowania testy na obecność przeciwciał wykazały ich wysoki poziom, zwrócił się do UEFA z wnioskiem o przeanalizowanie przypadku pomocnika reprezentacji Polski. Jednocześnie zawodnik we wtorek rano został poddany kolejnemu testowi PCR, którego wynik był negatywny.
Po analizie przesłanej do UEFA dokumentacji medycznej zawodnika, europejska federacja uznała wniosek polskiej strony za zasadny i zezwoliła Krychowiakowi na udział w meczu eliminacyjnym z Anglią na Wembley."

Przewidywany skład przez sport.pl: Wojciech Szczęsny - Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus (Arkadiusz Reca) - Jakub Moder (Rafał Augustyniak), Grzegorz Krychowiak - Kamil Jóźwiak, Sebastian Szymański (Kamil Grosicki, Przemysław Płacheta), Piotr Zieliński - Krzysztof Piątek (Arkadiusz Milik).
Skład wg Onet.pl: Wojciech Szczęsny - Bartosz Bereszyński, Jan Bednarek, Kamil Glik, Arkadiusz Reca - Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Jakub Moder, Kamil Jóźwiak - Krzysztof Piątek, Arkadiusz Milik

Mam nadzieję że gdyby onetowa jedenastka wyjściowa się potwierdziła to Reca z Milikiem zdobędą po bramce bo dla mnie pierwszy ma skandaliczne jak na kadrę deficyty w defensywie, a drugi po kilku meczach i golach "na świeżości" w OM w reprezentacji odstawia kompletnie bezproduktywnego stojanowa, zatem niech coś ustrzelą i utrą mnie sceptykowi nosa. 
Możemy dziś przegrać, nawet dotkliwie, ale oby repra nie grała tak defensywnie, zachowawczo i pasywnie jak za Brzęczka.
36środa, 31, marca 2021 10:02
xxx
"Możemy dziś przegrać, nawet dotkliwie, ale oby repra nie grała tak defensywnie, zachowawczo i pasywnie jak za Brzęczka."
Ja jestem pesymistą w sprawie gry ofensywnej. Może nam wyjść jakaś kontra, ale na rozgrywanie piłki nie liczę. Ten słynny styl, oczekiwany od Brzęczka jest dla nas wciąż nie osiągalny. My mamy problem z wymianą 3-4 celnych podań i tak to wygląda na każdym poziomie reprezentacyjnym, od juniorów po seniorów. Więc skąd nagle metamorfoza?
37środa, 31, marca 2021 12:37
iocosus
Młodzieżowcy teraz dostali dwójkę w plecy po stałych fragmentach gry i po babolach w ustawieniu przede wszystkim środkowych obrońców w tym Walukiewicza, którego niektórzy nie mogą odżałować, że Sousa z niego doraźnie zrezygnował, natomiast obraz gry nie był tak negatywnie dojmujący jak w ostatnim meczu seniorów z Austriakami w Warszawie, w którym modliliśmy się o remis i nic więcej. Fakt, że Karbownik, Bogusz, Kamiński czyli te nasze "wielkie" nadzieje nic wielkiego nie zaprezentowali, raczej potwierdzili że w tym momencie na pierwszą reprezentację nie zasługują.
Nie oczekuję, że Biało-czerwoni dorównają Angolom w posiadaniu piłki lub w ilości podań, ale chciałbym żeby te nasze kontry nie ograniczały się do straceńczych szarż Jóźwiaka szukającego w polu karnym samotnego Piątka, chciałbym po przechwycie  piłki podjęcia ryzyka i wychodzenia większą ilością piłkarzy do ataku, a jeżeli Angole nas zrekontrują to trudno. Wolę to, od kiszenia się na własnym przedpolu z betoniarką na szesnastce i z modlitwą o końcowy gwizdek, a tak to wyglądało w Lidze Narodów z Holandią i Włochami.
Bajdurzenie o jakimś niesamowitym pokoleniu na miarę tego z lat '70 ubiegłego wieku to pobożne życzenia, natomiast onegdaj mając piłkarzy grających w słabszych klubach potrafiliśmy ograć Portugalię z CR7, Deco, Carvalhio. Jeżeli Beenhakkerowi udało się natchnąć do walki o wygraną Golańskiego, Bronowickiego, Radomskiego i resztę oprócz Kuby Błaszczykowskiego raczej piłkarzy ze średniej półki, to niech podobnie próbuje uczynić to obecnie Paulo Sousa, po to Zibi robił to całe zamieszanie. A jeżeli za Sousy mamy grać tak jak za Brzęczka to ... po ... po co to wszystko!? 
38środa, 31, marca 2021 13:52
xxx
"to ... po ... po co to wszystko!?"
Mnie się wydaje, że chodzi o dokonanie kolejnego "cudu".
Bronisław Geremek kiedyś powiedział, że "sprawy się dzieją na dwa sposoby, albo są starannie zaplanowane i konsekwentnie zrealizowane, albo staje się cud. W Polsce jeżeli coś się dzieje drogą planowania i konsekwentnej realizacji planu, to jest cud. A jeśli coś wydarzy się cudem, to jest to nasza norma."
Ta opinia wydaje mi się dosyć trafna.
Nasza mitologia narodowa jest pełna wydarzeń, które urosły do rangi heroizmu, są naszym fundamentem dumy narodowej i wiary we własną wielkość. To co dzieje się między tymi cudami jest bagatelizowane i lekceważone, bo przecież był Grunwald, Samosierra, Wembley, Portugalia itd.
Więc dajemy szansę nowemu cudowi i strasznie się obrażamy, że on nie nadchodzi mimo naszego chciejstwa. Nam się wydaje, że wystarczy żeby się czegoś zachciało i to musi nastąpić. Nie przychodzi nam do głowy, że oprócz chciejstwa potrzebne są jeszcze narzędzia, praca i umiejętności. Tak głęboko wierzyliśmy, że polski lotnik to "na drzwiach od stodoły będzie latał", że skończyło się dwiema katastrofami lotniczymi, z których natychmiast uczyniliśmy kult męczeństwa i bohaterstwa, ale burdel w lotnictwie trwa.
Wracając do piłki, to pewnie Boniek też liczy na jakiś efektowny finał swojej prezesury i widząc, że Brzęczek nie zrobi z owsa ryżu, pewnie liczy, że ktoś z inną energią sprawi cud. Podobno Beenhakker jako ostatniego argumentu mającego przekonać naszych piłkarzy że nie są gorsi, użył stwierdzenia, "a poza tym wasze żony są ładniejsze niż ich".
Nie wiem czy to zadziałało mobilizująco, ale z pewnością rozładowało napięcie.
Mnie już dawno znużyły te wyświechtane argumenty o chwalebnej przeszłości i sukcesach naszej piłki, bo byłem ich światkiem i mogę je policzyć na palcach jednej ręki, no może dwóch. A między nimi tylko wieczne okrzyki, że jest nas 40mln, że zasługujemy, że to albo tamto a potem rozwścieczenie i szukanie winnych, że ten powinien być na lewej, tamten na prawej, że powinien grać inny i temu podobne bzdety. Tylko nikt się nie chciał wziąć za edukację, czyli szkolenie, trenerów i zawodników.
Ponieważ w tym zakresie niewiele się zmieniło, to znowu liczymy na cud i znowu wmawiamy sobie, że my wyjątkowo nie leżymy Anglikom, bo prawie 50 lat temu ich ograliśmy i raz cudem zremisowaliśmy.
Przez kilkadziesiąt lat, przy każdej okazji meczu z Anglikami słyszę te same opowieści, że z kim jak z kim, ale z nami to Anglicy mogą przegrać.
Już mi się cofa od tego bredzenia.
Tak więc, moim zdaniem, to jest nasze ulubione czekanie na cud.
Tak pomyślałem, że być może tysiącletnia historia wspólnego mieszkania z Żydami, wywarła na nas takie piętno. Oni też czekają na Mesjasza. Nawet w początkach powstawania państwa Izrael, ortodoksyjni Żydzi byli przeciwni, bo przecież Mesjasz jeszcze nie nadszedł. Ale górę wzięli ci, którzy gdzieś mieli te bajki i wzięli się do roboty.
Mam nadzieję, że pójdziemy tym śladem.
39środa, 31, marca 2021 13:54
a-c10
@ Iocosus:

Jeśli jako finalny akt swej prezesury, swoiste opus magnum, Zbigniew Boniek ogłosi inicjację programu ‘zero emission’, a sam zacznie wozić tyłek Toyotą Mirai, wtedy ewentualnie zainteresuję się jego poglądami na temat klimatu. Póki co jednak, niechże się wreszcie pan prezes raczy zamknąć i zabrać do (jakiejkolwiek) roboty. Bo w wymyślaniu wymówek dla swojego nicnieróbstwa to on jest nieodmiennie zajebisty. Szkoda tylko, że gdy przychodzi palcem o palec stuknąć, to jakoś serca do tego nie ma.

W takiej, dajmy na to, Brazylii też, wbrew pozorom, jakichś wybitnie sprzyjających warunków do kopania gały nie ma. W większości kraju przez pół roku codziennie leje. A przez drugie pół leje dwa razy na dzień. W związku z czym boisko przypomina albo bagno, albo spękane, zasuszone klepicho. I popatrz, podobnie jak my, Brazylijczycy też mają swoje futbolowe mity i zaklęcia. Wszystkie te uliczki w favelach i podobne sentymentalne fantasmagorie. Tyle że oni, w przeciwieństwie do nas, w tych mitach i zaklęciach się nie duszą. Zamiast tego przepuszczają tysiące dzieciaków przez futebol de salão. W futsalu nie ma czegoś takiego, jak „pozycja”. Każdy uczestniczy zarówno w kreacji, finalizacji, jak i destrukcji. Jest tam również mało miejsca, przez co kanarkowy adept futbolu wie, że przyjmowanie „na trzy” (przyjęcie + poprawka + wślizg) nie wchodzi w grę. Albo błyskawicznie i skutecznie skontrolujesz piłkę, albo już jej nie masz. Zresztą, wślizgów w ogóle robić nie wolno, przez co w defensywie trzeba grać ustawieniem i przewidywaniem. Przez to wszystko (a nie przez jakieś tam „geny”) brazylijski piłkarz, wypuszczony spod dachu na murawę, potrafi się odnaleźć na każdej pozycji, a piłkę trzyma przy stopie jak przyklejoną. Czy u nas tak by się nie dało?

A może dałoby się tak, jak we wspomnianej przez xxx Holandii (gdzie, swoją drogą, też często pada)? Lata temu czytałem wywiad z niejakim Rutgerusem van Nistelrooijem*, w którym ów wybitny napastnik opowiadał, że choć niby od startu wiadomo było, że jego docelowa pozycja to „strzelba”, jako dzieciak grywał właściwie wszędzie. Stoper, bok obrony, rozegranie, skrzydło – wszystko ogarnięte. Dzięki czemu jako już ukształtowany piłkarz miał ponadprzeciętną świadomość taktyczną i potrafił przewidywać zachowania tak partnerów z drużyny, jak i przeciwników. I zobacz, jakoś nikt się nie srał, że wskutek przesunięcia utalentowanego RvN na „nieswoją” pozycję zespół U15 jego akademii może nie wygrać następnego meczu.

A pewnie, możemy też – idąc dalej tropem wypowiedzi xxx – robić wciąż to samo i nieodmiennie oczekiwać odmiennych efektów. I nadal po staremu modlić się – w takim, czy innym rycie – o cud. No bo przecież kiedyś Grzesio Bronowicki zatrzymał samego C-Rona. I cholera wie, może podobny cud zdarzy się także dzisiaj. Tylko wiesz co? Jak już wielokrotnie pisałem, takie oczekiwanie dawno temu zdążyło mi zbrzydnąć.

Co zaś się tyczy niepiłkarskiej bieżączki – to, czy klęknę, czy nie klęknę jest mu idealnie obojętne**Wink Sam solidaryzuję się BLM i na miejscu naszych reprezentantów niewątpliwie zgiąłbym kolano. Uważam jednak, że tego typu decyzje powinny być podejmowane indywidualnie, w oparciu o własne sumienie i osąd sytuacji. W przeciwnym wypadku z pięknego gestu robi się pusta, niewiele znacząca farsa.

* to ukłon w stronę Zbyszka i jego skłonności do podążania za oryginalną pisowniąWink
** @ Zgred: jest też rockowa wersja Luxtorpedy, niestety z uciętą trzecią zwrotką, ale za to fajnie zagrana.
40środa, 31, marca 2021 14:18
xxx
a-c10
W tym samym momencie, podobna reakcja. Cud?
Jeśli chodzi o futsal. Mnie od dawna dziwi, że nie jest wykorzystywany w procesie szkolenia. Przecież każda szkoła ma salę gimnastyczną. Mało tego, w krajach gdzie ludzie częściej używają mózgów do myślenia konstruktywnego a nie do wymyślania wymówek zauważono, że dzieci w wieku 6-12 lat powinny uprawiać różne sporty, bo one powodują efekt synergii w budowaniu koordynacji ruchowej i ogólnym rozwoju psycho fizycznym.
U nas wymyślono, że absolwent AWF nie może prowadzić takich zajęć, bo ma mniejszą wiedzę niż ktokolwiek po łykendowych kursach.
Wkrajach gdzie się myśli budowane są "klatki" o niewielkiej powierzchni, żeby dzieciaki miały okazję praktykować częsty kontakt z piłką, podejmowanie decyzji i technikę mając również możliwość zagrań od band, co intensyfikuje tempo gry.
Gdzieś myślą, próbują, doskonalą a my ciągle wymieniamy trenerów klubowych i reprezentacji, bo "nie potrafią wyciągnąć potencjału naszych zawodników"
Czasem się zastanawiam, gdzie oni te duże potencjały widzieli? Czy byli pod prysznicem po meczu?
Może Zieliński ma ogromny potencjał, ale na boisku go nie pokazuje. No chyba że mecze będą po 22-giej.
41środa, 31, marca 2021 14:26
xxx
Coś mi się naklikało z jednym komentarzem. Poproszę o usunięcie nadmiaru, bo się mogę spotkać z krytyką, że za dużo piszę.
42środa, 31, marca 2021 16:05
iocosus
Albiceleste, quźwa mać, jak ja Ciebie nie lubię! Właśnie zabrałeś mi moją "eurekę"!!! Sad
Very Happy

Grupka futbolowych "dziadersów" choćby z takiej c-L co jakiś czas wspomina błogie czasy jak to na placykach, łąkach, klepiskach osiedlowych, boiskach szkolnych asfaltowych i ceglastych, tysiące kilkuletnich i kilkunastolenich chłopaków z wyżu demograficznego uganiało się za gałą i to było podwaliną sukcesów polskiej kopanej lat '70 z przełomem '80.
A "eureka" polega na tym że choć piłka dziś już tak powszechna nie jest jako sposób spędzania wolnego czasu, po wyżu mamy niż i jakiś zwiastowany kataklizm demograficzny, to przecież rodzice zapisują swoje pociechy do tych przedszkoli i szkółek piłkarskich z nadzieją, że a nuż spłodzili następcę Lewandowskiego. I taki adept futbolowy, który kolegów do kopania ma może mniej, ale za to warunki do szlifowania swojego abecadła piłkarskiego powinien mieć sto razy lepsze od swoich ojców i dziadków. Oni kopali piłkę przez 2/3 roku w najlepszym przypadku, a on powinien mieć możliwość czynienia tego przez cały rok. Jeżeli nie w hali to pod balonem! 
Mamy mniejszą liczbę dzieciaków kopiących gałę, ale za to mogą, lub powinni to robić przez cały rok! Warunki ku temu są w zasięgu ręki. Nawet jeżeli sześć lat temu Polska była w ruinie, to teraz jest krajem miodem i mlekiem płynącym, a balony jesienią nad Orlikami powinny rosnąć jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Hal też nam przybyło od lat '70. I nawet jeżeli ten "baloniarski urodzaj" jeszcze nie wszędzie dotarł, to przecież dla PZPN powinien być celem do zrealizowania, propagowania, lobbowania. 
To co mnie niepokoi, że juniorzy którzy wchodzą w dorosłą piłkę, a było już im dane, mieli już to szczęście szkolić się przez cały rok w SMS, Akademiach, szkółkach wynajmujących od MOSiRów hale lub boiska pod balonami, że oni o zgrozo nadal  dryblują, operują piłką gorzej od tych którzy kopali piłkę w latach '70 przez pół roku lub niewiele dłużej. O Brazylijczykach to już zapomnijmy, żeby kompleksów nie wpajać. 
W czym jest pies pogrzebany? Większości uprawiających onegdaj, nie niweluje całoroczne szkolenie mniejszości obecnie? Dlaczego? Przecież gdybyśmy szkolili dzieciaki i juniorów optymalnie przez cały rok, latem na trawie, a zimą w halach i pod balonem, to Guilhermów i Luquinhasów w końcu też byśmy się dorobili! 
43środa, 31, marca 2021 19:48
a-c10
@ Iocosus:

oni o zgrozo nadal dryblują, operują piłką gorzej

No czyś Ty z byka spadł, albo co...!? Drybling, Iocosusie, to jest z a b a w a. O to przecież szło na podwórku, nie? Owszem, liczyło się (jakoś tam) kto wygrał mecz Fiołkowa 5 contra Bratkowa 8. Jednak równie, a częstokroć znacznie bardziej istotne było to, kto jest większym kozakiem. Kto lepiej kiwa. Kto komu dziurkę puścił i założył sombrerko. Kto kogo po piłkarsku okpił. No mówię, igraszki dla smarkaterii.

W akademiach natomiast to są poważni futboliści, którzy mają grać o poważny r e z u l t a t. O to, czy juniorzy młodsi MKP Wygwizdów zajmą miejsce na podium powiatowych rozgrywek, dzięki czemu pan prezes i pan trener będą mogli liczyć na premie od wójta.

Drybling. Też coś, pomyślałby kto! Nie kiwaj, Kuba, bo stracisz! Wchodzisz w niego z bara, przepychasz i ładujesz do Matiego. Szybki jest, a nuż dobiegnie i strzeli gola.
44środa, 31, marca 2021 22:58
iocosus
Eliminacje MŚ:
Anglia - Polska 2-1 (1-0) Sędziował Bjorn Kuipers z Holandii. Żółte kartki: Milik (46")
Bramki:
1-0 Hary Kane (19"), 1-1 Jakub Moder (58"), 2-1 Maguire (85")
Anglia: Pope - Walker, Maguire, Stones, Chilwell - Phillips, Rice, Foden (87. James)- Mount, Kane (89. Calwert-Lewin), Sterling(89. Lingard).
Polska: Szczęsny - Bednarek, Glik, Helik (54. Jóźwiak) - Bereszyński, Krychowiak, Moder, Rybus (86. Reca) - Świderski (46. Milik), Piątek, Zieliński (86. Grosicki).
45czwartek, 01, kwietnia 2021 10:16
Krzysztof Jastrzębski
"Drybling. Też coś, pomyślałby kto! Nie kiwaj, Kuba, bo stracisz! Wchodzisz w niego z bara, przepychasz i ładujesz do Matiego. Szybki jest, a nuż dobiegnie i strzeli gola."

O to to. Pisałem to samo o sobie i kolegach moich z blokowisk, łebkach 13,14,15 lat którzy dzięki technice w normalnej gierce wkręcali kołki w boisko, natomiast odbijali się od drużyn młodzieżowych gdzie niepodzielnie stawiano na tychże wymienionych kołków, drwali, chłopów na schwał. I tak już 2,3 pokolenia. To jest chore.
46czwartek, 01, kwietnia 2021 10:25
iocosus
Zagotowałem się, niektórych chyba żarty prima aprilisowe się trzymają i twierdzą, że w wczorajszym meczu najlepszym naszym piłkarzem był Krycha!? Facet który w 9 minucie sprokurował nieodgwizdanego karnego równie ewidentnego jak ręka Angola w własnej szesnastce, nie powstrzymał Sterlinga co nie dziwota, ale choć w najmniejszym stopniu to jest jednak współwinny utraty pierwszego gola do spółki z Zielińskim i Helikiem, natomiast ponosi główną już winę przy stracie drugiego. Balonik z rogu w jego zasięgu został chyba zlekceważony i Angol go przeskoczył, a Krycha chłop na schwał tylko rozłożył się na trawie. I ktoś taki ma być uznany za najlepszego z Białoczerwonych?
Ech, a tak przy okazji, pierwsza połowa to gra taka jakiej nie chciałem, 5-3-2 Sousy przypominało mi 6-3-1 Michniewicza z under-21, a druga połówka udowodniła, że można grać odważniej, ryzykowniej i choć szału nie było, to przynajmniej już się nie trzeba było tak bardzo wstydzić. O takie nastawienie jak w drugich 45 minutach mi chodziło, a że mecz przegraliśmy, trudno Angole mają lepszych piłkarzy, ale to nie znaczy że trzeba było przed nimi klękać tak jak w pierwszej połowie. 

O kiwkach z podwórka później ...
47czwartek, 01, kwietnia 2021 11:06
xxx
@iocosus
Myślę, że niepotrzebnie się zagotowałeś, bo mecz trwa 90 min a nie tylko momenty.
Przy pierwszej bramce największy udział miał Zieliński, który postanowił pokazać swój potencjał i zrobił to, tracąc piłkę. Helik miał trochę pecha, bo wpadł w nogi próbując zablokować.
Natomiast Krychowiak robił to, co miał robić Zieliński, czyli brać piłkę i rozgrywać. To że Krychowiak nie jest do tego stworzony, to inna sprawa, ale się nie chował a w naszym zespole to już coś.
Jednym słowem cudu znowu nie było, ale było blisko. Po bramce Modera już widziałem tytuły prasowe nawiązujące do 1973 roku i dęcie w trąby o nowym micie założycielskim polskiej piłki, czyli "jedziemy po medal".
Nie wiem jak traktować drugą połowę. Czy Sousa w przerwie wyszarpał trochę pampersów naszym piłkarzom, czy Anglicy już myśleli o kolejnych meczach? Dopóki grali z zębem , to po naszej stronie było 0 strzałów, 0 sytuacji, 0 rożnych i 37% posiadania piłki, a więc można zaryzykować stwierdzenie, że Anglicy mieli lekką przewagę. Brzęczka by wbito w ziemię i zalano asfaltem.
48czwartek, 01, kwietnia 2021 11:37
xxx
Znalazłem taką wypowiedź trenera Angloków.

" Zaimponował mi na przykład Grzegorz Krychowiak. Grał świetnie, był doskonały - komentuje Southgate."
49czwartek, 01, kwietnia 2021 11:57
Zbyszek
Już po porannym forsownym spacerze i znowu PT czytelnikom zawrócę głowę kwestami oczywistymi . Najpierw wyrażając ogromny żal, że nie zremisowaliśmy meczu , w którym nasza drużyna nie była gorsza od przereklamowanych Angoli.

Omówię 3 podstawowe zagadnienia , a wiec założenia taktyczne naszej reprezentacji , ich realizację oraz scharakteryzuje grę przeciwnika, a na koniec resume.

Założenia taktyczne.
Najsamprzód wypada przypomnieć nagą prawdę, że w sporcie chodzi o to ,aby wygrać. A ponieważ tylko jeden wygrywa, to reszta z natury rzeczy jest przegrana. Więc tak naprawdę chodzi o to ,żeby nie przegrać. I o to i o to trzeba się starać, tak jak niejeden mężczyzna wie, że wszystkich kobiet nie wyrucha, ale się stara. Najbardziej teoretycznie dumając to można rzec, że przed spotkaniem obie drużyny mają takie same szanse na wygraną, na remis lub na porażkę. Lecz rozum praktyczny redukuję tę mrzonkę do rzeczywistych rozmiarów i powiada ,że jedni z wielu względów na starcie mają więcej atutów i są faworytami. Z tej konstatacji wyrastają założenia taktyczne, a więc zrozumienie i zastosowanie tego zestawu metod i środków, aby zapewnić realizację celu gry. W sposób klarowny i prosty opisał tę sytuację Jacek Gmoch w wydanej przez 44 laty "Alchemii futbolu" , tego samego uczą na studiach w-f i w szkołach trenerów. Recepta jest jasna, a mianowicie kiedy kiedy gramy na wyjeździe z rywalem wyraźnie lepszym pod każdym względem to naszym podstawowym założeniem jest nie przegrać. I obowiązkiem trenera jest taki dobór organizacji gry i wykonawców, aby cel osiągnąć. To jaki rodzaj założeń taktycznych jest możliwy jest zbyt obszerny jak na krótki komentarz pomeczowy. Z punktu widzenia wyniku jaki chcemy osiągnąć tak samo równoważna jest konsekwentna obrona jak i gra ofensywna.
Trener Sousa wybrał wariant obronny , który powinien być super bezpieczny. Mianowicie drużynę ustawił poza bramkarzem : 1 (Glik) - 4( Rybus, , Bednarek, Helik, Bereszyński ) - 2 ( Krychowiak, Moder) - 1 (Zieliński) - 2(Świderski, Piątek). Takie ustawienie z jednym obrońcą grającym przed bramkarzem za pozostałymi obrońcami jako pierwszy zastosował Austriak Karl Rappan w szwajcarskim klubie Servette w 1934 roku, a później kontynuował z sukcesami w reprezentacji Szwajcarii. Było to w okresie królowania systemu W-M. Nazywał się on "szwajcarskim ryglem" Kiedy zwiększono liczbę obrońców do 4 odpowiedni wariant ( 1-4) stosował w Interze Helenio Herrera zdobywając wiele trofeów i wówczas zyskało to nazwę catenaccio. Czyli Sousa skorzystał z bardzo zacnych wzorów. Reszta była konsekwencją wyboru sposobu gry ,a więc konsekwentna obrona strefowa , w tym gra wysoką strefą przez 3 wysuniętych graczy po stracie piłki oraz trzymanie bliskich odległości pomiędzy zawodnikami i formacjami tak w pionie jak i w poziomie. Dwaj defensywni pomocnicy mieli grać aktywnie na przecięciu linii ataku i obrony ,przy czym Krychowiak miał trzymać rywali w szachu w pionie, a na szerokości boiska miał operować Moder. Gra ofensywna miała sprowadzać się do kontrataku i ewentualnie szybkiego ataku z udziałem jednego lub dwóch bocznych obrońców. Jej oparciem konstrukcyjnym miał być Zieliński. Moim zdaniem założeniom trenera nie można nic zarzucić , bo były one sensowne i dostosowane do różnicy w potencja zawodniczym obu drużyn. W drugiej połowie trener wprowadzając dwóch nowych graczy ofensywnych Milika i Jóźwiaka zmienił nastawienie na grę zrównoważoną z mocnymi akcentami ofensywnymi ,ale też drużyna został ustawiona 4-4-2. Okazało się, że Anglicy kiedy zostaną zaatakowani większą liczbą graczy zaczynają się gubić, że nie wszyscy zawodnicy wracają do obrony czyli, że są do ugryzienia. Przy czym nie wiemy jakie byłyby konsekwencje podjęcia walki na całym boisku od pierwszych minut, czy byśmy czasami nie walczyli jak "lwy" ,a polegli jak muchy.

Wykonanie założeń.
Przy ocenie realizacji założeń zwłaszcza w I połowie nie możemy abstrahować od wyniku ,a ten był niekorzystny. A był niekorzystny , gdyż Helik zachował się gorzej niż amator, bo zrobił coś w rodzaju wślizgu na gracza, który stracił kontrolę nad piłką, a sędzia robił za ślepca, który nie dostrzegł, że Sterling nawet nie został dotknięty. I chyba rzeczywiście oślepł nie dyktując na naszą rzecz ewidentnego karnego po zagraniu ręką Maquirrea. Poza tym gra naszej drużyny , pomimo, że graliśmy w 8, a nawet w siedmiu w pierwszej połowie była wzorcowa. Nasz zespół zgodnie z założeniami nie szukał guza, nie wdawał się w bijatyki, ale sprawował kontrolę nad grą w naszej strefie obronnej. Anglikom nie udało się zepchnąć nas do rozpaczliwej obrony , ani wepchnąć nas w nasze pole karne zmuszając do chaotycznej "obrony Częstochowy' . Kluczową rolę, że tak się nie stało odegrał najlepszy zawodnik meczu Krychowiak. Brawa przy otwartej kurtynie !. Mogliśmy co prawda być groźniejsi w atakach, po to ,aby odciążyć obrońców i dłużej utrzymywać się przy piłce. Tylko, że mający zadania ofensywne dwaj zawodnicy Zieliński i Świderski całkowicie zawiedli. Zieliński schował się do tego stopnia ,że na boisku było nazwisko, a człowieka widać nie było. Sousa jest kolejnym trenerem , który ulega urokowi jego Chomątkowych umiejętności technicznych i liczy, że on się kiedyś obudzi. A to jest król podwórka , a co najwyżej bocznego boiska. Beznadziejną grę spuentował ten rozkapryszony " gwiazdor " zabawą z piłką na poziomie przedszkolaka po której stracił piłkę i w jej konsekwencji padł zwycięski gol dla Anglików. Świderski natomiast ma pewno nieźle ułożoną nogę do strzału, ale poza tym nic nie umie, nawet przyjąć poprawnie piłki ,że o uwolnieniu się spod krycia nie wspomnę. Z kolei w obronie połowę roboty za Helika wykonywał Glik i nic dziwnego, że od 60 minuty oddychał rękawami i utracił wiele ze swojej skuteczności w grze obronnej. Dopiero jak trener zmienił Helika i Świderskiego nasza gra stała się bardziej wyrazista i Anglicy utracili sporo ze swej pewności siebie. Gdyby jeszcze dużo wcześniej wywalił z boiska Zielińskiego to pewnikiem byśmy co najmniej zremisowali. Wielu komentatorów podkreśla ,ze Sousa dokonuje dobrych zmian w trakcie gry, że odpowiednio reaguje na zdarzenia ,sytuację na boisku , samą grę i wynik. Ja napiszę, że gdyby dokonywał dobrych wyborów składu wyjściowej jedenastki ,to by nie musiał potem kombinować jak koń pod górę.

Gra drużyny angielskiej.
Jest to drużyna wyrównana , której gra oparta jest na poczynaniach ofensywnych, gdzie dysponują tak znakomitymi graczami jak Kane, Sterling, Foden czy Mount. Jest to gra cierpliwa, charakteryzująca się dokładnością kosztem szybkości oraz czyhaniu na nieuchronne błędy przeciwnika. Ogromną zaletą drużyny Anglii jest umiejętność utrzymania się przy piłce , także pod presją . Wadą zbytnia pewność siebie. Przy czym komentatorzy wczorajszego meczu pieli z zachwytu jacy to wspaniali gracze i że mogliby wystawić ze 4 światowej klasy jedenastki. Otóż mówią bzdury. Owszem Anglicy mają sporo młodych graczy ,ale trudno im się przebić, bo ogromne pieniądze jakimi dysponują kluby przyciągają najlepszych zawodników świata. O sile klubowych drużyn angielskich , nawet tych dających najwięcej graczy do reprezentacji jak MU ( np. Pogba, Fernandes), a zwłaszcza MC ( Ederson, Dias,Laporte,Cancelo, Rodri,de Bryne,Jesus, Silva) decydują obcokrajowcy. Anglicy mimo demokratymu ,również w futbolu po klęskach drużyn młodzieżowych w latach 90-tych potrafili opracować i ujednolicić we wszystkich klubach system szkolenia oparty o przygotowanie ogólnoatletyczne i dopiero na tej podbudowie na wyśmienitej technice użytkowej. Nad mędrkami w rodzaju Wengera bredzącego ,że gra się głową, a nie nogami spuścili zasłonę milczenia. Zresztą podobnie roił Gmoch we wspomnianej "Alchemii futbolu' twierdząc, że najwięcej do powiedzenia w piłce przyszłości będą mieli psychologowie. W drużynie angielskiej nawet mikrusy są tak znakomicie przygotowani atletycznie, siłowo, szybkościowo, że łatwo radzą sobie z przeciwnikami mający teoretycznie lepsze warunki fizyczne. A jako dowód przesądzający, że nie mają setek gigantów futbolu niech zaświadczy fakt, że ja malutki żuczek prawie bezbłędnie podałem w jakim składzie wyjdą na nas ,tylko w obronie zamiast Shawa zagrał typowany przez mnie na zmiennika Chiwell. Ale już zmiany jakich dokonał Southagte były wedle schematu jaki podałem. Smile.

W komentarzach na FB przed meczem kategorycznie sprzeciwiałem się udziałowi naszych zawodników w hucpie jaką jest klękanie przed rozpoczęciem meczu. Uważam, że FIFA i UEFA powinna zabronić urządzania tego małpiego cyrku i karać ich uczestników walkowerami i dyskwalifikacjami. Osobiście uważam rasizm za zbrodnię ,a rasistów za zbrodniarzy . Ale w imię tak pojętych fundamentalnych wartości jak prawo do równych praw dla wszystkich ludzi i każdego człowieka , do godności, do szacunku, do bezpieczeństwa itp itd sprzeciwiam się ośmieszaniu tych ideałów. To jest żałosne, obrzydliwe i haniebne, że ludzie na szczycie popularności, podziwiani i zarabiający miliony chcą dowieść jak bardzo są pokrzywdzeni. Oni obrażają tych rzeczywiście prześladowanych.

Na drużynie angielskiej widać wieloletnią planową , systematyczną prace doskonalącą organizację gry i skład personalny. Jest to na pewno jedna z najlepszych aktualnie jedenastek świata. I nie jest żadnym wstydem porażka z tak świetnym zespołem. Jednak pozostał żal, bo mogło być znacznie lepiej.
50czwartek, 01, kwietnia 2021 12:07
CTP
"Brzęczka by wbito w ziemię i zalano asfaltem."

Dokładnie to samo pomyślałem. Gość ma za sobą już 3 mecz i udowodnił tylko to, że nie tylko nie potrafi ocenić potencjału przeciwnika ale też nie ogarnia potencjału własnych piłkarzy. Anglicy wczoraj mieli tylko jednego groźnego piłkarza (Sterling), byli spokojnie do puknięcia a my wyszliśmy piątką obrońców.

Gdybym miał porównać Sousę do Beenhakkera czy choćby do naszego Czerczesowa, to to są zupełnie inne ligi. Ciekaw jestem, który z dziennikarzy sportowych odważy się podpaść Bońkowi i napisać, że król jest nagi.
51czwartek, 01, kwietnia 2021 12:46
xxx
Komentarze Zbyszka powodują u mnie nostalgię za czasami dzieciństwa, w których transmisje radiowe były najczęstszym źródłem emocji sportowych. Mecze piłkarskie, Wyścig Pokoju, ile tam się działo, jakie akcje na boisku i na szosach, emocje rozgrzewały do czerwoności. Aż kiedyś włączyłem transmisję Wyścigu Pokoju w TV a dźwięk w radio. W radiu komentator przekazywał obraz nieustannego tasowania się zawodników, to jedni skoczyli, to drudzy. A w TV widziałem peleton który spokojnie kręcił pedałami, popijając płyny z bidonów.
Utraciłem dziecięcą wiarę, jak bohater opowiadania Mrożka, "Słoń". W opowiadaniu tym dziecko chodziło do ZOO podziwiać ogromnego słonia, aż któregoś razu, przy silniejszym podmuchu wiatru, słoń odleciał. Okazał się dmuchany a nie prawdziwy.
52czwartek, 01, kwietnia 2021 14:24
kibic60
Wpis Zbyszka traktuję w kadegorii żartu prima aprilisowego. Udanego, dodam Very Happy
53czwartek, 01, kwietnia 2021 14:35
Zgred Maruda
Z tymi odczuciami bywa różnie, każdy widzi co widzi i w sumie trudno polemizować...A i jeszcze jedno -wizualistyka często mylona z naturalnym oglądem to zupełnie dwa inne pojęcia, często ( za często) mylone w rzeczywistym wydaniu jak i ocenianiu.
To tytułem wstępu...Zdając sobie sprawę, że za chwilę (lub już) pełne oceny zostaną tu przedstawione - ja pójdę zupełnie Wink pod prąd (!)

Wcielę się w kibica królewskiego Albionu pokuszając się o pewne spostrzeżenia, takiego zwykłego z Guinnessem w ręku ( nie nie w ciżbie w pubie) ale zawsze z należytą gburowatością...To- co za granie było? Polandia przyjechała się bronić, a wy tu tylko karnego ugraliście? Co to "mother fucker" ...jest grane. Ani akcji, ani sytuacji bramkowych, ani słupków/ poprzeczek...Ile tych podań można wymienić i do bramki przeciwnika się nie dostać. A jeszcze Stones się pobawił i zrobiło się nieprzyjemnie. Gdyby nie Maguire -bylibyście w dupie...

Nie potrafię się zgodzić ze Zbyszkiem, że nasza drużyna nie była gorsza od angielskiej. Była gorsza. Była wstępnie przestraszona, bez luzu i bez poczucia swojej wartości...
To właśnie poczucie swojej wartości pozwoliło Anglikom panować nad meczem. Strzelona bramka tylko ich utwardziła w przekonaniu że - padnie i druga...Grali zwyczajnie swoje, wymieniali podania, górowali w środku pola, tyle że to nie stwarzało żadnych zagrożeń...
To wypisz / wymaluj Legia męcząca się z przeciętnościami ligi stojącymi trzema liniami w systemie bronienia.
Druga połowa pokazała przez jakieś 15-20 minut, że kiedy umiemy podejść wyżej, wygrywając piłki w środku pola można "coś zrobić"... Umówmy się, że to nie my strzeliliśmy bramkę. Tak jak i Legia, która tracąc bramki właściwie sama sobie je strzela...Anglicy dostali nagły remis i zostało im plus / minus 10 minut.
Czy od reprezentantów Polski można wymagać lepszego ustawienia przy rzucie rożnym (?)
biorąc pod uwagę, że Stones samotnie(!) w sposób ekwilibrystyczny, tylko sobie znany wyciągał piłkę z przed linii końcowej... nie wiem - nie znam się Wink

Mecz bez echa, najsłabszy skład Anglii w dotychczasowych potyczkach, wygrał zespół bardziej zorganizowany, bardziej wybiegany i tym - lepszy.
54czwartek, 01, kwietnia 2021 14:58
xxx
"Nie potrafię się zgodzić ze Zbyszkiem, że nasza drużyna nie była gorsza od angielskiej. "
Nie utrzymałeś koncentracji do końca, albowiem Zbyszek stawiając początkową tezę:

" Najpierw wyrażając ogromny żal, że nie zremisowaliśmy meczu , w którym nasza drużyna nie była gorsza od przereklamowanych Angoli."

Przystąpił potem do rozważań z szerokim tłem historycznym, co doprowadziło go do wniosku obalającego pierwotną tezę:
"Jest to na pewno jedna z najlepszych aktualnie jedenastek świata. I nie jest żadnym wstydem porażka z tak świetnym zespołem. Jednak pozostał żal, bo mogło być znacznie lepiej."
Jest to klasyczna forma rozważań z pogranicza filozofii, w efekcie których można się nie zgodzić z samym sobą. c.n.d.
55czwartek, 01, kwietnia 2021 18:41
iocosus
Jak Zgred napisał w odniesieniu do rzeczywistości każdy może posiadać własne odczucia i wrażenia. O ile jakiś kibic, ekspert, dziennikarz, nie narzuca mi własnej perspektywy w interpretowaniu wydarzeń na zasadzie, że jeżeli z nim się nie zgodzę, nie podzielę punktu widzenia, to ze mnie głąb, to prawa do wyrażania autonomicznych poglądów choć sprzecznych z moimi będę bronił jak własnych. 

Mogę się wewnątrz burzyć i gotować, gdy przykładowy Krycha po meczu z Angolami jest wynoszony na piedestał, ale tak jak mnie nasza "10" podpadła, tak innych mogła zauroczyć. I tak pozostańmy. W własnych ocenach pozostanę niewzruszony, gdyby bramkarz w meczu był aktywny, popisał się odważnymi wyjściami, obronił kilka groźnych strzałów, ale równocześnie gdyby po jednym z nich piłka przeszła by mu po rękach, pod brzuchem, między nogami wtoczyła się do bramki, ale sędzia by nie dostrzegł że przekroczyła linię bramkową, a drugi strzał by już został wpuszczony za kołnierz, to jakbyśmy takiego goalkeepera rozliczyli za grę? W moim przekonaniu Krycha zaliczył dwa duże babole, jeden bez konsekwencji ponieważ sędzia faulu w polu karnym nie dostrzegł, ale po drugim błędzie przy dośrodkowaniu z rogu już gol padł. Dla mnie Krycha powinien być gościem który w repie gasi pożary, a tymczasem "strażak" z niego taki nieco zaprószający ogień w stodole. Bez takich baboli wczoraj według mnie zagrali: Szczęsny, Bereszyński, Glik, Bednarek, Jóźwiak i każdy z nich u mnie zasługuje na ocenę wyższą od pana Grzegorza. 
56czwartek, 01, kwietnia 2021 19:46
a-c10
Chwalebne postawy należy, no cóż, chwalić. Pozwolę sobie zatem rozpocząć od wyrażenia głębokiego uznania wobec nowego selekcjonera reprezentacji Polski.

Zatrważająco wielu specjalistów rozpoczynając pracę zagranicą przybiera pozę nieomylnego guru, który pozjadał był wszystkie rozumy, a teraz przyszedł uczyć nieokrzesanych chamów rzemiosła. Przepełnionym poczuciem wyższości tonem informują tacy mądrale autochtonów, że ich pomysły i rozwiązania są nieskuteczne, przestarzałe i w ogóle godne wszelkiej pogardy. Całym szczęściem nasz nowy trener do takich impertynentów nie należy. Wręcz odwrotnie. Po ledwie kilku dniach realnej pracy z polską drużyną zdołał przyswoić podstawowe imperatywy naszego futbolu.

Wiadomo bowiem, że jeśli gramy na wyjeździe z faworytem, należy zastosować schemat rodem z pielgrzymek do Međugorje (albo – o! – bliższej selekcjonerowi Fatimy). Autokar, modlitewnik i wszyscy zgodnym chórem: pod Twoją obronę uciekamy się… A gdy jakimś cudem (sic) w końcówce tego typu spotkania utrzymuje się remis, nie idziemy – uchowaj Boże! – na dach po gołębia, lecz jako ludzie cisi i pokornego serca kontentujemy się pilnowaniem, aby przypadkiem nam wróbel z garści nie wyfrunął. Zastąpienie Piątka Augustyniakiem to przepiękny przykład takiej postawy. W rzeczy samej, panie Pawle (bo chyba już tak można?), pańskie tempo przyswajania wiedzy jest absolutnie imponujące!

Jeśli o coś w ogóle można mieć do selekcjonera delikatne pretensje, to ewentualnie o to tylko, że w meczach z Węgrami i Andorą nie wpuścił na boisko Jana Kamińskiego, który we wczorajszym spotkaniu był zdecydowanie najjaśniejszym punktem naszego zespołu. N’ale trudno, co się stało, to się przecież nie odstanie. Wypada jedynie mieć nadzieję, że po t a k i m występie Jasiek ma przyklepane miejsce w samolocie na Euro i w meczach ze Słowacją, Hiszpanią i Szwecją też będzie nam stwarzał sytuacje bramkowe. Bo bez niego, widzi mi się, ani rusz.

No dobra, dość tych złośliwostek. Wciąż uważam, że trzy spotkania to zdecydowanie za mało, by zabierać się za ocenę pracy selekcjonera. Przed tym trójmeczem uważałem, że jeśli przyniesie on nam cztery punkty, będzie to trzeba uznać za akceptowalny dorobek. A że tyle właśnie mamy, nie zamierzam zrzędzić.

Co nie zmienia faktu, że jestem wczorajszym meczem – a zwłaszcza powszechnymi nań reakcjami – solidnie zniesmaczony. Mierząc się z Włochami w Reggio Emilia trafiliśmy na zespół, który nie tylko taktycznie i technicznie przerasta nas o trzy piętra, lecz także zwyczajnie miał swój dzień i porozstawiał nas po kątach. Trudno, się zdarza. Trzeba było przybić Azzurrim piątkę, pogratulować i zacząć wreszcie myśleć co tu zrobić, by kiedyś móc rywalizować z nimi jak równy z równym. Trzy dni później w Chorzowie graliśmy z Holendrami, którzy postanowili objechać nas na trójeczce. Niestety w pełni im się udało i było to bardzo smutne.

A i tak wyglądało nieco lepiej od meczu wczorajszego, gdy Anglicy przez większość spotkania nawet tej trójki nie wrzucili. Cruise’owali sobie po nas jak osiedlowy elegancik po swym rewirze i chyba żaden z nich się przy tym nie spocił.

Ta, jasne. Możemy wracać mentalnie do lat dziewięćdziesiątych i klepać wciąż te same banialuki, że to niby było blisko. Że gdyby nie sędzia. Że gdyby na Wembley spadła bomba. Że gdyby ciotka miała wąsy. Że to, że tamto, że sram to. Cała ta czcza paplanina nie jest w stanie przysłonić prostego faktu: aby w ogóle w tym meczu w jakiś wyraźny sposób zaistnieć, potrzebowaliśmy wielbłąda Stonesa. Bez niego nie oddaliśmy choćby pojedynczego celnego strzału, a i z niecelnymi było krucho.

Dzwonił ktoś już do Lewego po kolejne sekundy wymownego milczenia…?

A, co się tyczy Krychowiaka: mam zagwozdkę. To prawda, maczał palce w jednej bramce dla Anglików i zawalił drugą. A mógł i trzecią (chronologicznie pierwszą), gdyby na miejscu Fodena był Sterling, który zamiast uparcie walczyć o piłkę, wrzasnąłby, padł na ziemię, a sędzia wskazałby na wapno. Z drugiej strony, Krycha był jednym z ledwie trzech naszych graczy (oprócz niego jeszcze Glik i – o dziwo – Szczęsny), którzy przez większość meczu prezentowali się tak, że nie wyglądaliby nie na miejscu w zespole przeciwnika.
57czwartek, 01, kwietnia 2021 20:07
kibic60
" Z drugiej strony, Krycha był jednym z ledwie trzech naszych graczy (oprócz niego jeszcze Glik i – o dziwo – Szczęsny), którzy przez większość meczu prezentowali się tak, że nie wyglądaliby nie na miejscu w zespole przeciwnika"

Ja bym do tej grupy dorzucił jeszcze Zielińskiego, który wreszcie zasłużył na notę 10 ! wg Kickera.
58sobota, 03, kwietnia 2021 16:59
Zgred Maruda
@iocosusie

...". Dla mnie Krycha powinien być gościem który w repie gasi pożary, a tymczasem "strażak" z niego taki nieco zaprószający ogień w stodole."

Wybacz - błąd w założeniach, a już szczególnie na Wembley. Wiesz dlaczego Southgate go wyróżnił (?) - gdyż bardzo ceni wojowników. Anglicy lubią twardą grę, to że padają z wyciem nic nie znaczy, znane teatralne sztuczki. Twardość na nich działa, szanują to!
Krychowiak z bardzo wczesnym żółtkiem ( swoją drogą sędziowanie tego meczu ?) nie odpuszczał im w boiskowych spięciach. Owszem w takim czy innym stopniu zawinił w obu stratach...Nie myli się ten który "nic" nie robi, a w rozumienia boiska ten, który grę jedynie pozoruje(!) Mogę sobie nawet wyobrazić "Krychę jako delikatną Łanię" u boku "zawsze bojącego się Zielińskiego" i " uciekającego pana młodego Modera"...to dopiero byłaby druga linia pomocy!
Odpowiedzialność - którą Go niejako karzesz musi być rozłożona na kilku innych kolegów...
w równym stopniu, a jak do tej pory, właśnie z tym jest jakoś tak ...kiepsko.
Żeby coś zrobić - za......lać muszą wszyscy, a jak wiemy...nie wszystkim to (chyba) wychodzi.
Dla mnie Krychowiak (popełniając błędy) autorem porażki nie jest.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1