A+ A A-

"Szpital Narodowy"

Covid jeszcze na wakacjach, ale na Narodowym przed wrześniowymi meczami eliminacyjnymi do Mistrzostw Świata ponownie mamy "szpital" tym razem "reprezentacyjny" wśród kadrowiczów Paulo Sousy. Kto chce dołączyć do zespołu Szpitala Narodowego i razem z ordynatorem Lewandowskim, chirurgiem Szczęsnym i anestezjologiem Glikiem pragnie uleczyć polską piłkę, niech zapodaje własne diagnozy i recepty w tym miejscu.

 

Karta pacjenta - wrzesień 2021

Terminarz
02.09 (20:45): Węgry – Anglia
02.09 (20:45): Polska – Albania
02.09 (20:45): Andora – San Marino
05.09 (18:00): Anglia – Andora
05.09 (18:00): Albania – Węgry
05.09 (20:45): San Marino – Polska
08.09 (20:45): Polska – Anglia
08.09 (20:45): Węgry – Andora
08.09 (20:45): Albania – San Marino

Tabela - mecze, punkty, bramki
1._Anglia______3__9__9-1
2._Węgry______3__7__10-4
3._Albania_____3__6___3-2
4._Polska______3__4___7-5
5._Andora_____3__0___1-8
6._San Marino__3__0___0-10

Kadra, trener Paulo Sousa
BRAMKARZE: Bartłomiej Drągowski, Łukasz Skorupski, Wojciech Szczęsny
OBROŃCY: Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński, Paweł Dawidowicz, Kamil Glik, Michał Helik, Tomasz Kędziora, Kamil Piątkowski, Tymoteusz Puchacz, Maciej Rybus
POMOCNICY: Przemysław Frankowski, Kamil Jóźwiak, Jakub Kamiński, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty, Jakub Moder, Bartosz Slisz, Damian Szymański, Nicola Zalewski, Piotr Zieliński,
NAPASTNICY: Adam Buksa, Robert Lewandowski, Karol Świderski

Na podstawie obserwacji na OIOM  TVP Sport będzie można również zdiagnozować:
Kadra U-21, trener Maciej Stolarczyk
3 września, 16:00, Jełgawa: Łotwa – Polska (kw. ME UEFA EURO U-21 2023)
7 września, 20:00, Lublin: Polska – Izrael (kw. ME UEFA EURO U-21 2023)
Lista powołanych zawodników:
Łukasz Bejger (Śląsk Wrocław),Wiktor Długosz (Raków Częstochowa), Jakub Kamiński (Lech Poznań), Krzysztof Kubica (Górnik Zabrze),
Filip Marchwiński (Lech Poznań), Mateusz Młyński (Wisła Kraków), Maik Nawrocki (Legia Warszawa), Łukasz Poręba (Zagłębie Lubin),
Mateusz Praszelik (Śląsk Wrocław), Kacper Skibicki (Legia Warszawa), Michał Skóraś (Lech Poznań), Kacper Smoliński (Pogoń Szczecin),
Daniel Szelągowski (Raków Częstochowa), Filip Szymczak (GKS Katowice), Kacper Tobiasz (Legia Warszawa), Adrian Benedyczak (Parma Calcio 1913), Mateusz Bogusz (UD Ibiza), Michał Karbownik (Brighton&Hove Albion FC), Jakub Kiwior (MSK Żilina), Marcel Lotka (Hertha BSC), Aleksander Paluszek (FK Pohronie), Kamil Piątkowski (RB Salzburg), Jakub Stolarczyk (Leicester City FC), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio)
Z tej listy wypadli: Jakub Kamiński (Lech Poznań), Michał Karbownik (Brighton&Hove Albion/Olimpakos), Kamil Piątkowski (RB Salzburg) i Jakub Stolarczyk (Leicester City). W ich miejsce powołani zostali Kamil Kruk (Zagłębie Lubin), Filip Majchrowicz (Radomiak Radom), Patryk Plewka (Wisła Kraków) i Mateusz Żukowski (Lechia Gdańsk).

Kadra U-20, trener Miłosz Stępiński
2 września, 18:00, Łomża: Polska – Włochy (Turniej Ośmiu Narodów)
7 września, 11:00 czasu miejscowego, Lizbona: Portugalia – Polska (Turniej Ośmiu Narodów)
Lista powołanych zawodników:
Jan Biegański (Lechia Gdańsk), Kacper Bieszczad (Zagłębie Lubin), Szymon Czyż (Warta Poznań), Xavier Dziekoński (Jagiellonia Białystok), Bartłomiej Eizenchart (Resovia), Radosław Gołębiowski (Widzew Łódź), Konrad Gruszkowski (Wisła Kraków), Jakub Iskra (SPAL Ferrara), Karol Knap (Cracovia), Olaf Kobacki (Arka Gdynia), Dawid Kocyła (Wisła Płock), Kacper Łopata (Sheffield United), Konrad Matuszewski (Warta Poznań), Cezary Miszta (Legia Warszawa), Patryk Peda (SPAL Ferrara), Dominik Piła (Chrobry Głogów), Arkadiusz Pyrka (Piast Gliwice), Karol Struski (Jagiellonia Białystok), Kryspin Szcześniak (Górnik Łęczna), Ernest Terpiłowski (Bruk-Bet Termalica Nieciecza), Maksymilian Tkocz (Odra Opole), Kacper Zych (MFK Karvina), Mateusz Żukowski (Lechia Gdańsk), Oskar Krzyżak (Skra Częstochowa)

Znachor Iocosus warzy ziółka czyli sks - subiektywnych kilka słów.

Polska piłka jest w stanie ciężkim potrzebna dobra diagnoza i terapia. Przydałyby się radykalne cięcia, amputacje zgniłych, przeżartych gangreną członków. Czy chirurg Kulesza jest w stanie tego dokonać - powątpiewam.

Polska kadra w drodze na WM2022 w Katarze niestety według mnie jest nieuleczalnie chora i tu żadne mikstury już nie pomogą. Nie wierzę w Paulo Sousę. Sądzę że były prezes PZPN Zibi wybrał na selekcjonera swoje alter ego i srogo się przeliczył podczas Euro, niestety koszty tej decyzji obawiam się że obejmą również Mundial. Świetny piłkarz, uznany i ceniony, w glorii triumfów, inteligentny, elokwentny człowiek, świetnie poruszający się w mass mediach, z dobrą prezencją, nie do przegadania, z talentem dowodzący swoich racji, niewątpliwy ekspert i fachowiec piłkarski potrafiący zajmująco o futbolu opowiadać, mistrz autopromocji i reklamy. Oto charakterystyka równoczesna i Zbigniewa Bońka i Paulo Sousy. Niestety łączy ich jeszcze jedno - mimo niewątpliwych swoich zalet, byli i są kiepskimi trenerami.

Oczywiście mam jeszcze skrawki nadziei że w odniesieniu do Portugalczyka się mylę. Gdy ważę za i przeciw do plusów dodatnich zaliczam: niewątpliwą wizję, pomysł na grę, którą swoim zespołom chce zaszczepić Paulo Sousa. W tym jest konsekwentny, by wręcz nie powiedzieć uparty, problem w tym że ten upór może przynieść albo dobre albo złe skutki. Obawiam się że Sousie nie starczy czasu, żeby nauczyć reprezentację Polski tego co w swojej głowie sobie wymarzył. Druga kwestia czy zamysły trenera są optymalne dla predyspozycji i możliwości tej grupy piłkarzy którą Sousa w Polsce dysponuje? Mam poważne wątpliwości, ale trzeba oddać, że przynajmniej pod batutą eleganckiego Paulo Biało-Czerwoni chcą grać w piłkę, a nie tylko przeszkadzać w grze innym. Na tym zasadza się chyba akceptacja piłkarzy dla trenera, szczerze, głośno i zdecydowanie deklarowana, ale i kredyt zaufania u kibiców, który okazał się nadspodziewanie wysoki.

Tak krawiec kraje jak mu materii staje, zgodnie z tym powiedzeniem Brzęczek szykował kufajkę, zgrzebny waciak, na który wstyd było patrzeć, ale zapewniał przynajmniej ciepełko awansu, dostanie się na salony. U krawca Paulo chcemy być modni, na czasie i taki garnitur przymierzamy tylko że materiał trzeszczy i się drze i na imprezkę w ogóle mogą nas nie przyjąć. I tak źle i tak niedobrze.

Dyskusja (22)
1czwartek, 02, września 2021 22:54
iocosus
Polska - Albania 4:1 (2:1)
1:0 - Robert Lewandowski 12'
1:1 - Sokol Cikalleshi 25'
2:1 - Adam Buksa 44'
3:1 - Grzegorz Krychowiak 54'
4:1 - Karol Linetty 90'
Żółte kartki: Abrashi, Bare, Hysaj, Manaj (Albania) Bednarek
Widzów: 38 254
Sędzia: Maurizio Mariani (Włochy).
Polska: Wojciech Szczęsny - Bartosz Bereszyński (Paweł Dawidowicz), Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus (Tymoteusz Puchacz) - Przemysław Frankowski (Karol Linetty), Jakub Moder, Grzegorz Krychowiak, Kamil Jóźwiak, Adam Buksa (Karol Świderski)- Robert Lewandowski.
Albania: Etrit Berisha - Ardian Ismajli, Berat Djimsiti, Marash Kumbulla, Elseid Hysaj - Keidi Bare, Klaus Gjasula, Lorenc Trashi, Amir Abrashi, Rey Manaj - Sokol Cikalleshi.
SKS:
Albania grała, Polska strzelała gole. Jeżeli zwycięzców się nie sądzi to w tym momencie trzeba zakończyć relację.
2czwartek, 02, września 2021 23:09
a-c10
Polska kadra w drodze na WM2022 w Katarze niestety według mnie jest nieuleczalnie chora i tu żadne mikstury już nie pomogą

Wygląda na to, Iocosusie, że jesteś fenomenalnym diagnostą. Jak powszechnie wiadomo, śmiertelnie choremu na niedługo przed zgonem na chwilę robi się lepiej, co najwyraźniej zaobserwowaliśmy dzisiaj.

A poważniej: jestem po właśnie zakończonym meczu dość mocno skołowany. Z jednej strony, no właśnie - zwycięzców się nie sądzi i obyśmy kiedyś dożyli tak szczęśliwych czasów, że po trzybramkowym zwycięstwie z kimkolwiek będziemy mieli racjonalne podstawy do kręcenia nosem. Z drugiej, no cóż, wyglądało to jak wyglądało. Upór Sousy wydaje się zupełnie odporny na realia. Po ośmiu meczach, z których wygrać udało się jedynie ten z Andorą, selekcjoner nadal nie dostrzegł, że nie mamy wykonawców do proponowanego przezeń pomysłu na grę. Nie zdał sobie nawet sprawy, że Bereszyński to nie stoper. Liczenie na to, że kolejni rywale okażą się równie nieskuteczni jak Albańczycy, a nam przeciwnie, wpadać będzie każdy strzał… Za dobrze to nam nie wróży.

A jeszcze poważniej: jako aperitif zaserwowałem dziś sobie mecz u-dwudziestki z Włochami. I po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że problem nie leży w osobie Brzęczka, Sousy, czy jakiegoś jego następcy. Nie chodzi o wynik (0:2, jakby ktoś nie wiedział), ani nawet o to, że powinien być wyraźnie wyższy. Pies trącał. Rzecz bardziej w przepaści, jaka dzieliła polskich piłkarzyków od włoskich młodych piłkarzy. Należałoby wreszcie zacząć tę przepaść zasypywać. Czy chirurg Kulesza jest w stanie tego dokonać - powątpiewam. Ja też.
3czwartek, 02, września 2021 23:18
Senator
Dotarłem do domu po robocie
kiedy na boiskowym zegarze była 65 minuta gry . Wiadomo
nie odrazu przed ekran ale włączyłem i słuchałem . I tak słucham i nie wiem czy przegrywamy czy remisujemy.
Kazio co chwile nie dajemy rady , trzeba wzmocnić prawa stronę itp itd . Kiedy w końcu usiadłem przed ekranem patrzę a tu 3:1 dla Polski .
Nic nie kumam .
4piątek, 03, września 2021 00:07
iocosus
Albiceleste jeżeli Paulo Sousa & s-ka po barażach do Mundialu obwieszczą że: "informacje o naszej śmierci są przedwczesne" - chętnie posypię głowę popiołem, ba zacznę wierzyć że Portugalczyk podpisał pakt z diabłem. 

Senatorze to był jeden z najdziwniejszych meczów piłkarskich. Wynikowo Albańczyków zmietliśmy, natomiast w wrażeniu artystycznym to my byliśmy słoniem w składzie porcelany, a nasi rywale zgrabną z gracją się poruszającą primadonną. Jestem bardzo ciekaw wyniku niedzielnego meczu Albania - Węgry i przyznaję że nasz rewanż w Tiranie jawi mi się jako mega ciężary. 
5piątek, 03, września 2021 11:27
Zbyszek
Wczorajszy mecz naszej reprezentacji z Albańczykami stanowi dobrą okazję do rozważań jak ocenić jej postawę : czy na podstawie wyniku czy na podstawie jakości gry.

Na podstawie tego co mówi publicznie trener Sousa oraz pogarszającej się jakości gry skłaniam się do opinii ,że zatrudnienie akurat jego było pomyłką. Pod wodzą Brzęczka reprezentacja znalazła się blisko przepaści ,ale teraz robi znaczący krok w jej kierunku. Trener Sousa ,albo cierpi na rozdwojenie jaźni, albo ma nas za idiotów. Chociaż niejako z drugiej strony kiedy słucha się komentatorów, albo czyta tzw. publicystów sportowych to łatwo ktoś z zewnątrz może dojść do wniosku, że ma do czynienia z wyjątkowymi ignorantami, którzy wiedzę o futbolu czerpią z sufitu. Jednocześnie PZPN publikuje na swojej stronie periodyk pt "Trener", który spełnia walory popularyzacyjne oraz fachowe ,ale nikt chyba go nie czyta. W ostatnim numerze jest , oprócz innych materiałów, bardzo interesujące opracowanie tyczące aktywności w grze obronnej podczas Euro , jak też ciekawy i pouczający wywiad z dwoma członkami sztabu Sousy.
Niestety sam Sousa opowiada dyrdymały jakie to on ma plany odnośnie dopasowania sposobu gry naszej drużyny do najlepszych w Europie i na świecie. Na tym tle rysuje ponury obraz naszej ligi i powiada, że u nas się nie gra , za to gra się tam , gdzie nas nie ma. Tym też uzasadnia fakt powoływania graczy z innych lig i konsekwentnego pomijania zawodników grających w naszych klubach. Ten wyidealizowany obraz gry w innych ligach to bzdura na resorach, a wyciąganie z tego wniosku o klasie zawodników nie wytrzymuje konfrontacji z elementarną logiką. Bowiem wedle tej pokrętnego bajdurzenia Sousy , gdyby taki na ten przykład Zieliński grał w Legii to byłby nic nie wart, a że gra w Napoli to jest wielki. To co mówi przeczy licznym opracowaniom instytutów badawczych , które np. pod względem intensywności gry ( ilość przebieganych kilometrów, procent szybkich biegów do ilości km w ogóle , ilość ataków na rywali ) sytuuje nasze kluby tylko nieco poniżej ligi angielskiej, a powyżej wszystkich innych. Odbiegamy od najlepszych gorszą techniką i kiepskimi nawykami taktycznymi. Lecz ta konstatacja oznacza ,że Sousa nie ma rzetelnej oceny umiejętności zawodników i że powołuje ich na podstawie kryteriów formalnych ( wiek i gdzie gra) . Nie ma żadnego porównania z Kaziem Górskim, który nie tylko wiedział kto jest lepszy na dziś, ale i przewidywał kto poczyni znaczące postępy. Sousa w tym co robi jest wielce podobny do takich "odkrywców i wynalazców" jak Beenhakker czy Smuda.
Ja nie oczekuję od trenera ,żeby on robił za zbawcę czy innego cudotwórcę, ale chcę, aby był on rzetelny w tym co robi i traktował nas poważnie .

Wczoraj Sousa przestał epatować jakimiś dziwacznymi ustawieniami, które zaskakiwały naszych reprezentantów, bo rywali obchodziły tyle co nic. Aczkolwiek chyba do klasyki, zarówno w systemie 4-4-2 czy 3-5-2 sięgnął zbyt głęboko, bo do lat 80-tych ubiegłego wieku . Jednak dzisiaj organizacja gry w tych ustawieniach oferuje więcej opcji, tak w ofensywie jak i defensywie. Jedyne novum to fakt, że próbujemy grać elastycznie tak czwórką w obronie jak i 3 + 2. Przy czym dla mnie robienie z Bereszyńskiego środkowego obrońcy ,a z Jóźwiaka bocznego obrońcy jest nieporozumieniem. Każdy piłkarz jest w stanie zagrać na każdej pozycji, na jakiej trener każe mu grać, chodzi o to, aby grał dobrze ,a nie źle. Przy tej niejako okazji okazało się, że jest życie reprezentacji bez Zielińskiego.

Przyznam się, że mam nieco odmienny pogląd od bałwochwalców na postawę bramkarza naszej reprezentacji. Pewno rywale będą go chwali jak to on nie dał im wygrać czyli poprzez to chwalenie będą dowodzili ,że byli lepsi, ale świetny bramkarz im w zwycięstwie przeszkodził.. " Nie ze mną te numery Bruner". Smile,że sięgnę do klasyki czyli "Stawki większej niż życie". W dawnych czasach rządzący stale opowiadali jak to chcą dobrze i prawie wszystko wychodziło im źle . Ludzie z kolei powiadali ,żeby chociaż raz chcieli źle i też żeby im nie wyszło. Od biedy można to samo doradzić naszemu bramkarzowi ,żeby zmienił nazwisko na Nieszczęsny , to może będzie Szczęsnym . Niestety Wojciech popełnia w każdym meczu błąd niegodny klasowego bramkarza. Wczoraj skuteczność naszej gry pokryła mgłą zapomnienia jego wadliwe ustawienie się , lecz przy wyrównanym meczu często taki błąd jest przegrywający.

Usiłowałem, co prawda w telewizorze, znaleźć sens w naszej grze i nic ' Tabula rasa" ( terminu tego używam wedle klasycznej definicji, że wiedza pochodzi nie z samego umysłu, ale z doświadczenia, widzenia itd). Im bardziej , jak Kubuś Puchatek , zaglądałem, tym mniej widziałem tego, co można by nazwać strategią. Strategia to ukazanie jak mamy grać. Nie ustawienie takie czy inne, dziś mające trzeciorzędne znaczenia, nie czy ofensywnie , w tym szybkim atakiem ,kontratakiem lub atakiem pozycyjnym , nie jak w defensywie, czy i gdzie pressingiem jaką obroną strefowa. Strategia to pomysł na to jak wykorzystać pole gry, a wiec czy go skracać czy zawężać czy poszerzać i kto ma to robić indywidualnie, jako formacja i jak cały zespół. To ze strategii powinna wynikać taktyka i organizacja gry . Np. jak mają poruszać się defensywni pomocnicy w ofensywie i defensywie, jak skrzydłowi, czy i kiedy schodzić do środka ,a kiedy biegać wzdłuż linii itd itp. Nie dziwiłem się wiec frustracji Lewandowskiego , który nauczony w Bayernie ,że partnerzy wiedzą co mają robić w określonej sytuacji na bosku, nie mógł się wczoraj z tą niewiedzą pogodzić.

Nasi rywale okazali się wczoraj surowi taktycznie . Widać, że indywidualnie kilku z nich liznęło wyższej szkoły jazdy, ale jako całość, nie stanowili zespołu, będąc niezorganizowanym zlepkiem niezłych technicznie graczy. Oni cały mecz grali na czuja tak w ataku jak i obronie. O ile atakując tak nieporadnie nie strzelali bramek, to w obronie ich niechlujna gra srodze się na nich zemściła. Bowiem taktyka to coś wyuczonego, wytrenowanego, wyćwiczonego, ale na treningach, a nie w trakcie spotkania. Przeciwko drużynie tak nieprzewidywalnej i grającej w sumie prymitywnie gra się niełatwo i nie można mieć pretensji do naszego zespołu, że nie wdawał się w te chaotyczne przepychanki. Można tylko negatywnie ocenić fakt dopuszczenia do utraty bramki.

Nie kwestionuję wyborów personalnych trenera ,ale chciałbym, aby go ktoś wreszcie zapytał jakie czynniki decydują o wyborze takiego czy innego zawodnika, a jakie jego braki powołania wykluczają. Bowiem niektóre wybory nie przekonują, a brak niektórych, chyba na dziś lepszych graczy , budzi zdziwienie. Mnie nie o chodzi o sianie zamętu, ale o zwykłe wyjaśnienie. Ale te konferencje to celebra podczas których podręcznikowe gadki Sousy przyjmowane są na klęczkach jak prawdy objawione. Np. tacy jak Borek czy Kołtoń gardłują w studio ,a podczas konferencji milczą jak zaklęci.

Wczorajszy mecz dowiódł po raz enty, że nasza reprezentacja został zredukowana do jednego zawodnika. Bez Lewandowskiego byśmy grali piach. A na dodatek, gdyby ktoś ośmielił się powiedzieć, że sędzia był nam nieprzychylny, to by ciężko zgrzeszył.
6sobota, 04, września 2021 01:52
a-c10
@ Iocosus:

Z paktami z diabłem jest trochę jak z grą w kasynie. Role wygranego i przegranego są z góry rozpisane i w zasadzie nic się nie da na to poradzić. Jeśli zatem biedny Paulo faktycznie skrobnął jakiś cyrograf, to wygląda na to, że szczwany Lucyfer wycyckał go przy pierwszej możliwej okazji i cały obiecany fart wrzucił do jednego meczu.

@ Zbyszek:

Czekaj, czekaj… Istniałbyż zatem jakiś – przebóg! – trener gorszy, niż ten niedouczony kretyn Brzęczyszczykiewicz? Nie, naprawdę…!?

A może warto by jednak porzucić te z góry skazane na klęskę próby retorycznego zamazywania rzeczywistości i przyznać szczerze, że póki co, wymiana Brzęczka na Sousę nie wygląda na pomyłkę. Wygląda na druzgocącą kompromitację. Jasne, póki co. Ot, chociażby wczorajszym meczem futbol przypomniał nam jak bardzo potrafi być przewrotny i jaką estymą zdarza mu się darzyć wszelkie analizy, przewidywania i insze mundrości. Nie da się zatem żadną miarą wykluczyć, że to wszystko jeszcze zatrybi. Gdyby się jednak choć trochę przytrzymać rozsądku, nie postawiłbym na taki wariant nawet zużytej wykałaczki. Skąd bowiem brać powody do optymizmu, skoro do wygrania z kimkolwiek poza Andorą selekcjoner Sousa potrzebował, jak do tego pory, nieprzyzwoitej wręcz dozy fuksa?

Iocosus ma rację – Brzęczek uszył kufajkę. Owszem, zgrzebną, kompletnie niewyjściową i na kilometr cuchnącą naftaliną. Ale jednak ciepłą i jakoś tam nawet wygodną. Realizacja jego podstawowych celów wynikowych ani przez moment nie podlegała racjonalnym wątpliwościom.

Sousie natomiast zamarzył się gustowny prochowiec. No i tres chic, wciąż jednak pozostają dwa nieznośnie natrętne pytania. Otóż po pierwsze, czy jego umiejętności krawieckie aby na pewno pozwalają na szycie aż tak wymyślnej konfekcji? Po drugie zaś, czy nam to w tym będzie do twarzy? No bo bądźmy szczerzy: buźkę, tę z numerem dziewięć, to my mamy taką, że na każdy salon nas wpuszczą i to po czerwonym dywanie. Niestety, z resztą znacznie mizerniej. Tu zapadnięta klata, tam obfity bebzon, siam nogi na baryłce prostowane… No nieee, do Tap Mad’l to się ta nasza kadra ni cholery nie załapie. Logicznym zatem byłoby obstalowanie sobie takich ciuszków, które może nie wywołają zachwytu u modystek, ale za to przynajmniej spróbują ukryć nasze liczne mankamenty i uwypuklić nieliczne zalety. Sousa tymczasem z durnowatym uporem brnie w swoje nieziszczalne pomysły. O ile na początku jego pracy można to było jeszcze jakoś zrozumieć, tak już brak refleksji dziś, po przerżniętym Euro, bardzo, ale to bardzo źle nam wróży na przyszłość.

Oby się za chwilę nie okazało, że ubiór naszej kadry najlepiej opisuje ten dzieciak od Andersena. Bo wtedy to zupełnie serio będziemy tęsknić za Brzęczkiem i jego kufajką.

A, jeszcze jedno: Albańczycy byli „surowi taktycznie”? Mhmmm… Jak w takim razie określisz naszych chłopaków? „Niezasiani”?
7sobota, 04, września 2021 18:50
Senator
Ja laik i dyletant dalej uważam ze zwolnienie Brzęczka było nie fair.
Prezes tysiąclecia ugiął się pod presją dziennikarzyn . Te miernoty zresztą były mu potrzebne do kreacji swojego nieskazitelnego wizerunku . A jak jeszcze podobno Lewy coś zasugerował to i było po Brzęczku . Chlop wywalczył awans na ME i nie dali mu pokierować drużyną, dla mnie zwykle świństwo .
Z tą kadrą to trochę jak z Legią wszyscy ci co się podobno znają strasznie chwalą Michniewicza jaki to on znakomity , a ja na grę Legii patrzeć nie mogę i mocno tęsknie do takich meczów jak te z Górnikiem za czas Vuko żeby nie szukać głębiej . Ale cóż ja mogę kiedy Michniewicz ma wyniki o które właściwie tylko w piłce nożnej chodzi . To samo było z Brzeczkiem to samo jest teraz. Są wyniki więc o co wam chodzi?
Oczywiście zawsze można pozować na wybitnego fachurę i rozprawiać o taktyce , przesuwaniu formacji etc tylko po co ? 4:1 i wszystko w temacie .
8niedziela, 05, września 2021 00:01
gawin76
Oczywiście Senatorze, że Brzęczkowi wyrządzone ludzkie i zawodowe świństwo. W presję dziennikarzy i kibiców nie wierzę, raczej poszło tu o czynnik ludzki, czy związany z samą relacją Bońka z Brzęczkiem, czy z osobą Lewandowskiego, tego nie wie żaden z nas. Osobiście dałbym Brzęczkowi poprowadzić kadrę na Euro w imię zasad, niestety z pełnym przeświadczeniem, że nic z tego nie będzie, bo trener kadry był z niego słabiuteńki.

W kwestii Sousy natomiast, jestem chyba, hm, zażenowany. I nie mam nawet na myśli jego pomysłów taktycznych, ani możliwości ich faktycznej implementacji, bo każdy trener ma prawo mieć własne. Dokucza mi za to rażący według mnie brak profesjonalizmu. Ja po prostu nie wierzę, żeby ktokolwiek poważnie traktujący swoją pracę dopuścił do tego, żebyśmy kończyli decydujący mecz ze Szwecją na Euro w takim składzie, w jakim go kończyliśmy. Uważam, że ten facet ma bardzo małe rozeznanie w polskiej piłce i mierzi mnie myśl, że selekcja Sousy może tak naprawdę nie być jego selekcją, a w powołaniach niekoniecznie chodzi o osiągnięcie optymalnego wyniku sportowego.

W kwestii wygranej z Albanią 4:1, umówmy się, świadczy ona o niczym. Trzeba wyprzedzić Węgrów w walce o baraże, a potem wygrać te baraże. Jeżeli dokonamy tego, grając taką padakę jak w czwartek przeciw Albanii, wtedy powiemy, że jest wynik i nie ma o czym gadać.
9niedziela, 05, września 2021 00:56
Senator
@sir Gawin
Ja się z Tobą zgadzam ponieważ uważam ze selekcjoner kadry narodowej a trener drużyny ligowej to dwa różne byty.
Jeśli więc selekcjoner nie ogląda,nie podgląda, nie obserwuje ligi i ogólnie zawodników to na jakiej podstawie przeprowadza selekcję, dobór no niech będzie do swojej koncepcji którą podobno ma ?
Nie mam pojęcia skąd go Boniek wytrzasnął bo dokonania żadne.
Co do Brzęczka tego nie wiemy jak by się to potoczyło, raczej gorzej by nie było .
Co do roli dziennikarzy w jego zwolnieniu będę się upierał. Cały czas mimo wygranych podważali jego autorytet, kompetencje etc. Marzenia o tym ze będziemy grali jak w najlepszych czasach Holendrzy czy Hiszpanie wpływały od tych popaprańców z przerośniętym ego własnym .
A ja przypomnę Greków którzy nic nie grali, a zostali mistrzami Europy, ciekawe czy ich dziennikarze, kibice tez domagali się zmiany trenera .
Mi się wydaje ze znajmy swoje miejsce , szczególnie jak na boisku biega Puchacz czy inny Jóźwiak.
No i jak będziemy wygrywać nie grając nic to w sumie dobrze czy źle. Choć oczywiście 100% zgody na tą chwilę nie wygraliśmy jeszcze nic .
10niedziela, 05, września 2021 10:19
Zbyszek
@A-c10.
Pewno z tej racji, że znacznie dłużej żyję od Ciebie i z racji cech swego charakteru staram się zachowywać dystans do przeżywanej rzeczywistości. We wczesnej mej młodości, mimo, że byłem najlepszym uczniem w szkołach podstawowych w Błoniu ,w którym były takowe 3 - zaliczyłem je wszystkie, bo z dwóch mnie usunięto po konfliktach z nauczycielami. W trzeciej szkole też doszło do zadymy z nauczycielem śpiewu ,ale mądry Dyrektor zwolnił mnie z tych lekcji wycia . Widocznie od małego alergicznie reagowałem na fałszywe autorytety oparte na sile stanowiska ,a nie na wiedzy czy przymiotach osobistych. A może zwyczajnie miałem to co później odkryto i nazwano ADHD. W każdym razie mając świadomość tego ograniczenia staram się reagować po przemyśleniu i uspokojeniu skołatanych nerwów. Bo reagując od razu mógłbym jeszcze komu krzywdę wyrządzić. Smile.

W casusie niejakiego Brzęczka mamy do czynienia z dwoma podejściami ocennymi , takim nazwijmy to podejściem ludzkim i pragmatycznym. Ja sterany koniecznością sprawowania i pełnienia różnych stanowisk kierowniczych przez te blisko 40 lat tzw. czynnik ludzki biorę pod uwagę wyłącznie przy bardzo ważnych sprawach życiowych ( choroba własna lub bliskich, śmierć, opieka nad małoletnimi dziećmi, wypadki losowe ) . W pracy zawodowej liczy się tylko przygotowanie i efekty . Mieszanie tych sfer uważam za tani sentymentalizm , a nawet za litość, które to uczucie uważam za niegodne człowieka. Tym samym dyskusję o Brzęczku traktuję jako narzucony temat , który nigdy nie powinien zaistnieć. Bo Brzęczek nigdy nie powinien być trenerem reprezentacji. Jego wybór, to delikatnie mówiąc policzek, wymierzony naszym trenerom. Bowiem jednak trenerem reprezentacji powinien być jeżeli nie najlepszy , to przynajmniej czołowy trener, a nie miernota . To Boniek zwariował i obsadził siebie nie w roli zwykłego urzędnika , który zarządza chwilowo jakimś gremium ,ale w roli zbawcy , stwórcy i demiurga, który z niczego zrobi coś. Okazało się, że ze śniegu to można tylko bałwana ulepić, a nie stworzyć kamienny pomnik. Krzywdę Brzęczkowi, porządnemu, ale ograniczonemu umysłowo i intelektualnie uczynił Boniek mianując go na stanowisko, na które się żadną miarą nie nadawał. I pewno gdyby Brzęczek nie chciał grać roli nadzorcy, żeby nie rzec ekonoma, to by dotrwał do końca kadencji . Pewno z jeszcze gorszymi osiągani na Euro.Ale okazał się głupkiem, któremu fucha w pustym łbie zawróciła. Pamiętamy jak po pierwszym treningu kadry w mediach, na co niewielu zwróciło uwagę , powiedział jak to Lewandowski chciał go sprawdzać i jako on go usadził. Gdyby na tym poprzestał, to pewno by poszło w niepamięć jako gafa, ale on w idiotycznej książce napalonego babska te poniżające jednego z najlepszych graczy na świecie, faceta powszechnie szanowanego - zamieścił. W takim Bayernie jak Robert skrytykował władze klubu za niewłaściwe transfery i brak sensownej polityki przebudowy drużyny został przez prezydenta klubu poproszony, na rozmowę, po czym ogłoszono, że sugestie Lewandowskiego zostaną wprowadzone w życie. Nie mówiąc już o tym, że Robert jest poważnym biznesmenem, który nie przeżera pieniędzy ,ale je inwestuje. Podejrzewać należy ,że Lewandowski tak jak w Bayernie chciał pomóc Brzęczkowi jako facetowi, któremu dano fuchę, która go przerosła. Wszyscy widzimy ,że bez Lewandowskiego nasza drużyna byłaby bardzo przeciętna i bez jego pełnego oddania, ofiarności - nic nie ma.
Przy tej refleksji napomnę, że tego komuchowatego przekonania, że przełożony ma zawsze rację, a pracownik jest tylko od słuchania i wykonywania - nie akceptuję. Ono funkcjonuje tylko w krajach postkomuchowatych, w których najlepiej oceniano tego przełożonego , którego pracownicy najbardziej nienawidzili. Bo wyniki firmy były nieważne. Zmienił to podejście Kazio Górski i miał wyniki, ale też jak tylko noga mu się powinęła to go wywalili z wielkim hukiem. Nie mogła ta "czerwona burżuazja" znieść ,że pracownik może być szanowany i słuchany. Ja ukułem taką myśl, że : " Kiedy ktoś mówi, że do majątku doszedł ciężką pracą ; zapytajcie go : czyją ?".

Brzęczka zgubiła chamska buta i kompletne nieprzygotowanie do zawodu. Tu nawet nie chodzi o to, że on niczego w klubach ,nawet niższych klas nie osiągnął, ale o to, że on o swoje klęski obwiniał wszystkich i wszystko dookoła, tylko nie siebie. Człowiek , który nie wyciąga wniosków z niepowodzeń nadaje się na śmietnik. Boniek biadolił, że pismactwo negatywnie oceniało tylko Brzęczka , tak jak by piłkarze nie istnieli. Tylko, że to nie wina dziennikarzy, to ten ignorant z przerośniętym ego doprowadził do takiej sytuacji . Chciał być najważniejszym, to był - tyle, że, najgorszym.

Sousa jest produktem innego sytemu wartości, który wie, że bez pomocy pracowników nikt , niczego , nigdy nie osiągnął i w tym sensie stanowi przeciwstawieństwo Brzęczka. Sousa pracę w kadrze zaczął od zabiegów integracyjnych prowadzących do koleżeńskich ,a nawet przyjacielskich relacji pomiędzy nim , sztabem a zawodnikami oraz między zawodnikami. Widocznie te podziały i niechęci były zbyt duże, bo na zgrupowanie przed Euro ściągnął do pomocy rodziny i bliskie osoby dla graczy. I wydaje się ,że nastąpiła w tej materii zdecydowana poprawa. I gdyby wyniki w piłce zależały tylko od dobrych relacji i interakcji to bylibyśmy pewno w światowej czołówce. Nie jesteśmy . bo nie "mamy armat " czyli wysokiej jakości zawodników, poza Lewandowskim. A ci ,którzy nimi byli jak np. Glik, Krychowiak, już się nabyli. I to też byłoby do strawienia, bo wiele reprezentacji wyżej od nas notowanych wcale nie ma lepszych zawodników. Tylko, że w tamtych zespołach, nas w rankingach wyprzedzających, jak np. Portugalia, Dania, Szwajcaria, Szwecja, Walia, Austria czy Ukraina trenerzy ustalają taktykę i organizację gry dostosowaną do możliwości realizacyjnych zawodników czyli stawiają wykonalne przez materiał ludzki zadania. Sousa stawia zadania ponad możliwości realizacyjne, on chce aby nasza reprezentacja grała tak jak Włosi Francuzi czy Niemcy, a więc aktywnie w defensywie i ofensywie zabierając rywalom przestrzeń. ograniczając ich poczynania , utrzymując się przy piłce oraz stosując różnorodne ataki, z wykorzystaniem w nich skuteczności Lewandowskiego. Otóż stare Polskie porzekadło głosi, że ": Tak krawiec kraje , jak mu materii staje" . Te braki w umiejętnościach piłkarskich naszych zawodników przy takim graniu rywale z łatwością obnażają. I o tym rozziewie pomiędzy chciejstwem ,a wykonawstwem napisałem. O tym aspekcie jest także artykuł w "Trenerze" , tylko ,że tam autor pisze pochwalnie o naszej aktywności w bieganiu np. najwięcej ataków na rywali w fazie grupowej Euro .A ja złośliwie ,ale przecież logicznie stwierdzę, że skoro najczęściej przeszkadzaliśmy i dostaliśmy w kuper, to a contrario, gdybyśmy najmniej walcowali to byśmy wszystko wygrali. Smile.
Dlatego mam to co nazywamy dysonansem poznawczym w wymiarze rozdwojenia jaźni. No, bo krytykuję ,a przecież nasza reprezentacja wygrała i to wysoko.

Odnośnie rozwoju sytuacji to moim zdaniem Sousa wejdzie w tryb bardziej realistyczny i mniej superoptymistyczny i zacznie przykrawać chęci do możliwości. Co pozwoli na korzystniejsze zharmonizowanie ocen co do gry i co do wyniku. Pozdrawiam.
11niedziela, 05, września 2021 23:02
iocosus
San Marino – Polska 1:7 (0:4)
Bramki: Nanni (48) – Lewandowski (5) i (21), Świderski (16), Linetty (44), Buksa (68), (90+1), (90+2).
Kartki: Nanni (31), F. Tomassini (41), Lunadei (42), Mularoni (57).
San Marino: E. Benedettini – D’Addario, Fabbri, Brolli (46 Cevoli), Rossi (38 F. Tomassini), Grandoni – Lunadei, Golinucci, Mularoni – Nanni (74 Palazzi), Vitaioli (46 Hirsch).
Polska: Szczęsny (46 Skorupski) – Piątkowski, Helik, Kędziora, Puchacz (66 Zalewski) – Kamiński, Szymański, Linetty (78 Frankowski), Moder (46 Slisz) – Świderski, Lewandowski (46 Buksa).

Obowiązek spełniony, hattrick Buksy, wielbłąd Piątkowskiego, aktywny Puchacz, nieprzekonujący Kamiński, czy Linetty wygryzł Krychowiaka? Można myśleć już tylko o Anglii.
12poniedziałek, 06, września 2021 00:35
a-c10
@ Senator:

Od zarania dziejów tego zacnego portalu przetoczyło się przezeń już ładnych kilka dyskusji o (bez)sensie zatrudniania (i zwalniania) trenerów polskich drużyn. Teraz mamy po prostu kolejny odcinek tej samej smutno-żałosnej opowieści.

Kilka tygodni temu Dalkub rzucił Na Aucie ciekawy komentarz. Dokładnej treści nie pomnę, ale istota na pewno zachowana: wyjątkowy jest nie Papszun, tylko facet, który go zatrudnił. No właśnie. Niestety prawda. Niestety nie dlatego, żebym jakoś szczególnie źle życzył Rakowowi. Dołujące jest natomiast to, że tak rzadko ktokolwiek decyduje się na takie ruchy, jakie parę lat temu wykonano w Częstochowie. Władze klubu wysondowały rynek, porozmawiały z poszczególnymi kandydatami, a na koniec wybrały tego właściwego i po dzień dzisiejszy pozwalają mu pracować i osiągać sukcesy na miarę bieżących możliwości klubu. I jakoś nie słychać jazgotów, że ten Raków to za pięknie nie gra, że trener Papszun nie jest ani mistrzem bon motów, ani najłatwiejszym człowiekiem we współistnieniu, etc., etc. Niby nic wielkiego, łatwo się zgodzić, że to przecież powinien być standard. Szkoda, że nie jest.

No bo spójrzmy przez ten pryzmat na reprezentację. Dlaczego latem’18 schedę po Adamie Nawałce przejął akurat Jerzy Brzęczek? Jakie argumenty zadecydowały o tym, iż zdystansował kontrkandydatów? Czy w ogóle byli jacyś kontrkandydaci? Kurczę, przecież to są podstawowe pytania. Tyle tylko, że ci sami dziennikarze, którzy potem będą wylewać pomyje na J.B. „bo powiedział to, czy tamto” (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie), nie ośmielili się ich zadań Bońkowi.

Idźmy dalej: jakie zadania otrzymał selekcjoner Brzęczek? O, tu akurat na chwilę nawet zapachniało profeską, bo o dziwo zostały one wyartykułowane:

• awans na Euro;
• utrzymanie w najwyższej dywizji LN;
• wprowadzenie świeżej krwi do drużyny.

Nie mam pojęcia czy istniała tu jakaś gradacja, czy też wszystkie cele traktowano parytetowo. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, gdyż mimo realizacji ich wszystkich, Brzęczek i tak został zwolniony. Świństwo? Oczywiście, masz rację. Co gorsza, również kompletny bezsens.

No ale trudno, stało się, trza żyć dalej i zrobić kolejne kółko: dlaczego schedę po Jerzym Brzęczku przejął akurat Paulo Sousa? Czy byli kontrkandydaci i dlaczego okazali się gorsi? Jakie zadania dostał Portugalczyk i kiedy będzie rozliczany z ich realizacji? No tak, tym razem profeski ani powiewu, bo nie wiadomo. Jest i tyle.

I śmieszne to, i straszne zarazem.

A co się tyczy Vukovicza, moim zdaniem Mioduski zrobił mu krzywdę. Vuko powinien był dłużej popracować z Waszymi rezerwami i/albo czasowo w ogóle opuścić klub i sprawdzić się w miejscu, gdzie nie ma aż takiego parcia na wynik. Otrzaskałby się, nabrał doświadczenia i za parę lat mógłby być jak znalazł.

@ Gawin:

dałbym Brzęczkowi poprowadzić kadrę na Euro w imię zasad, niestety z pełnym przeświadczeniem, że nic z tego nie będzie

Pod wodzą Jerzego Brzęczka reprezentacja Polski czternastokrotnie mierzyła się z rywalami z europejskiej klasy średniej. Bilans tych spotkań? Dziesięć zwycięstw, dwa remisy, dwie porażki, bramki 26:9. Biorąc pod uwagę, że przyzwoity występ na Euro, mierzony po prostu wyjściem z grupy, wymagał np. czterech punktów w starciach ze Słowacją i Szwecją (klasa średnia jak się patrzy), nie bardzo rozumiem skąd bierzesz to pełne przeświadczenie.

Dokucza mi za to rażący według mnie brak profesjonalizmu (…) w powołaniach niekoniecznie chodzi o osiągnięcie optymalnego wyniku sportowego

Jeszcze przed ME, gdy kol. Krzysztof, a za jego przykładem paru innych dyskutantów, raczył szerzyć jakieś banialuki o podwójnym dnie powołań Sousy, uczciwie to sobie sprawdziłem. Nic się tam nie zgadza. Ani kwestie agenturalne, ani klubowe, no nic. Dlatego jestem skłonny przypuszczać, iż ów brak profesjonalizmu bierze się prostą drogą z lenistwa i przeświadczenia Sousy, że oto trafił jeleni.

Jakkolwiek by na to nie zerkać, mimo pompowanego regularnie balonika, w ujęciu światowym i europejskim reprezentacja Polski jest w zasadzie anonimem. Od bez mała czterech dekad nie zrobiliśmy nic godnego uwagi. Nawet nasz największy sukces w tym okresie, ćwierćfinał ME przed pięcioma laty, osiągnięty został w mocno dyskretny sposób. Nie było nieoczekiwanych wiktorii nad faworytami. Nie było – o, to już w ogóle – zapierającej dech w piersiach gry. Słowem: nie było nic, co postronnemu obserwatorowi pozwoliłoby jakoś nas zapamiętać. Na domiar złego podczas Euro’16 trafiliśmy jeszcze na wyczyny Walijczyków i – zwłaszcza – Islandczyków, które już kompletnie zepchnęły nas w cień. A że na poprzednich i następnych turniejach też nie zostawiliśmy większych śladów w masowej świadomości, jesteśmy w niej traktowani jak typowi also rans.

Paulo Sousa nie ma kompletnie żadnych związków emocjonalnych z naszą reprezentacją. Objął ją po to, by zarobić. Dobrze zarobić. Co, rzecz jasna, samo w sobie nie stanowi niczego złego. Rzecz w tym, że to nie jest gość, który do końca życia będzie musiał chodzić po bułki do sklepu z piętnem selekcjonera-przegrańca. Ani nawet mozolnie odbudowywać swą reputację w jakimś Piaście Gliwice. A przede wszystkim, o jego dalszej karierze nie zadecydują wyniki osiągane z Biało-Czerwonymi, bo te, jako się rzekło, mało kogo obchodzą. Wygra, przegra, co za różnica? Nawet jak go zwolnią, i tak muszą zapłacić. No to co się chłop będzie starał…?

Że to jakieś takie mało ambitne? No może, ale… Szczerze powiedziawszy, na jego miejscu robiłbym dokładnie tak samo.

W kwestii wygranej z Albanią 4:1, umówmy się, świadczy ona o niczym

Wczoraj jeszcze mogliśmy się tak umawiać (choć i tak chyba bym negocjowałWink). Dziś natomiast Albania wygrała z Węgrami. I nagle to nasze przefartowne zwycięstwo zaczyna wyglądać na naprawdę cenny kąsek.

@ Zbyszek:

Mógłbym Ci opowiedzieć to i owo o swych szkolnych wyczynach, powstrzymam się jednak, by nie zanudzać naszych współdyskutantów i przejdę od razu do rzeczy, OK.?

W pracy zawodowej liczy się tylko przygotowanie i efekty

Zgadzam się tak mniej-więcej w trzech czwartych. Nie w całości, bo choć krócej od Ciebie się po tym świecie pałętam, zdążyłem już spotkać w pracy zawodowej co najmniej kilka osób, które przygotowane były świetnie. Dyplomy renomowanych uczelni, kursy, podyplomówki, staże, pierdu-pierdu. Niestety, gdy przychodziło do oceny efektów ich pracy, cóż… nie bardzo było co oceniać.

Dlatego właśnie na efektach wolałbym się skupić. Jak wspomniałem wyżej, Brzęczek dostał krótką, jasno sprecyzowaną listę celów do osiągnięcia. Nie, nie było na niej zadowalania wysublimowanych gustów domorosłych arbitrów futbolowej elegancji. Nie znalazło się tam również olśniewanie publiki w medialnych wystąpieniach, ani nawet zostawanie najlepszym fumflem Roberta Lewandowskiego.

Awans na Euro? Check. Utrzymanie w czubie LN? A jakże. Odświeżenie składu kadry? Raczej bez zastrzeżeń.

Chamska buta? Nie wiem, nie zauważyłem. Jednak nawet jeśli, co z tego?

A co do wejścia Sousy w tryb jakkolwiek realistyczny – oby. Najlepiej by było, gdyby jaśnie pan selekcjoner zrozumiał wreszcie, iż drużynę naprawdę buduje się od tyłu. Tymczasem jego podopieczni nawet z San Marino nie potrafią utrzymać czystego konta. Wziąwszy to pod uwagę, jakoś trudno iść za radą Iocosusa i myśleć o Anglii, bo się człowiekowi zimno robi.
13poniedziałek, 06, września 2021 08:02
iocosus
W ramach "ogłoszeń pariafialnych" jeszcze o sytuacji w grupie.
Albania wygrała z Węgrami 1:0, w Polsacie twierdzą że to korzystny dla nas wynik!? Mhm, jeżeli w Budapeszcie 9 października nasi bratankowie od kieliszka i szabli zanotują powtórną wtopę, to trzy dni później my pojedziemy do Tirany z nożem na gardle. Jeżeli założymy, ze Angole wszystkie grupowe swoje mecze powygrywają, to wówczas już 12 października gramy o drugie miejsce w grupie, a nasz ostatni mecz z Węgrami może być w tym kontekście nieistotny.
Tabela grupy I:
1. Anglia          15 pkt    17-1 +16
2. Polska          10 pkt    18-7 +11
3. Albania           9 pkt     5-6 -1
4. Węgry            7 pkt     10-9 +1
5. Andora           3 pkt      3-12 -9
6. San Marino     0 pkt      1-17 -16
Terminarz pozostałych meczów reprezentacji Polski w 2021 roku:
– środa, 8 września
Polska – Anglia (20:45)
Węgry – Andora (20:45)
Albania – San Marino (20:45)
– sobota, 9 października
Polska – San Marino (20:45)
Andora – Anglia (20:45)
Węgry – Albania (20:45)
– wtorek, 12 października
Albania – Polska (20:45)
Anglia – Węgry (20:45)
San Marino – Andora (20:45)
– piątek, 12 listopada
Andora – Polska (20:45)
Anglia – Albania (20:45)
Węgry – San Marino (20:45)
– poniedziałek, 15 listopada
Polska – Węgry (20:45)
Albania – Andora (20:45)
San Marino – Anglia (20:45)
14poniedziałek, 06, września 2021 08:58
Zbyszek
W meczu z San Marino mieliśmy do czynienia z przeglądem wojsk zamiast manewrów. Trener miał okazję sprawdzenia i wypróbowania w warunkach meczowych wariantów i rozwiązań taktycznych pod kątem meczu z Anglikami. Ale z promocji nie skorzystał. Jako namiastkę ukazał nam oblicza młodzieży , z głębokich rezerw, której dał satysfakcję . Aczkolwiek nie bardzo wiadomo za co ?. Bo chyba nie było to podziękowanie, za to że raczyli dupy ruszyć i na kadrę się zjechać Smile. Pewnikiem Sousa chce nie im ,ale nam wskazać drogę jaką będzie podążał, aby za 2-3 lata to ci dzisiejsi rezerwowi byli podstawowymi graczami reprezentacji. Bardziej chyba po to, aby jak go Kulesza zwolni mógł rzec :" Chciałem zmienić oblicze ,ale mi nie pozwolili dokończyć". Czyli po naszemu : wykończyć.
Zastanawiam się ile już razy ja te bzdury przerabiałem, te odmładzania, to preferowanie graczy rozwojowych w wykonaniu nie tylko różnych cudaków pozorujących bycie trenerem piłki nożnej, ale i np. siatkówki. Po paru latach okazywało się na ogół ,że ci wybrańcy się nie rozwinęli, ale zwinęli i tak ab ovo . Po raz kolejny wchodzono w te same koleiny i tory wiodące na manowce. A każdy z nich zapowiadał świetlaną przyszłość jak jaki prorok. Czyli dupą odwracał się od teraźniejszości na którą miał wpływ, a chciał kształtować przyszłość , na co wpływu żadnego nie miał.
W tym miejscu czuję potrzebę przytoczenia malutkich fragmentów przepięknego i wzruszającego wiersza Juliana Tuwima pt "Bajki"
"Pomnę dzieciństwa sny niewysłowne
Baśń lat minionych staje jak żywa
Bajki czarowne, bajki cudowne
Opowiadała mi babcia siwa ...
... Znużony do snu chylę głowę
Upaja mnie sen oszołomnie
W samotne wieczory zimowe
Ja bajki tak lubię ogromnie ...
...Że miłość tam tak jest bezmierna
Że będziesz tęskniła wciąż do mnie
Mów dalej ,że będziesz mi wierna
Ja bajki tak lubię ogromnie... " .
Identyczny motyw występuje w wierszu Adama Asnyka też pt "Bajki":
"... A gdy skończyła
Płakałem rzewnie
Prosząc mów dalej, mów
Mów dalej, mów dalej, mów jeszcze
Aż usnę i dalej śnić będę
Niech we śnie spokojnym wypieszczę
Złocistą tajemną legendę.
Złóż z marzeń wzorzystą mozaikę
Niech przyjdą rycerze tu do ,mnie
Mów dalej czarowną swą bajkę
Ja bajki tak lubię ogromnie ".

W tym miejscu przypomnijmy sobie zasady awansu ze strefy UEFA na przyszłoroczne finały MŚ w Katarze. Awansuje 13 drużyn, w tym 10 zwycięzców grup . O pozostałe 3 miejsca walczyć będzie 12 zespołów tj. 10 ekip , które zajmą 2 miejsca w grupach oraz 2 z rankingu Ligi Narodów, które nie awansowały z pierwszych miejsc. Te 12 drużyn zostanie podzielone na 3 grupy. W każdej grupie zostaną rozegrane dwa mecze półfinałowe ( bez rewanżu) . Zwycięzcy rozegrają finał o awans. To nie będzie jebajka, to będzie jebitwa. A szanse?.
"Ja bajki tak lubię ogromnie" Smile.

Ile byśmy bramek nie zdobyli z taki tuzami jak San Marino to to i tak naszej marnej pozycji w piłce światowej nie poprawi. Mnie zresztą jakieś pogromy słabszych nie rajcują, bo mam zakodowane w pamięci ,żeby leżących nie kopać.

Proszę mnie nie posądzać o malkontenctwo, oportunizm, czarnowidztwo czy, nie daj Boże, obskurantyzm lub inne tego typu zboczenieSmile, bo ja takowych nie prowadzę. Ja doskonale pojmuję ,że takie mecze jak wczorajszy trzeba grać i wstydem byłoby je przegrać. Więc proszę mi wybaczyć, ale ja takie wygrane traktuję w kategoriach obowiązku i sobie nimi dupy nie zawracam. Ja zwyczajnie czekam, czekam i się doczekać nie mogę , abyśmy grali jak równy z równymi z najlepszymi, albo chociaż z takimi Angolami. Czyżbym za dużo oczekiwał? . "Ja bajki tak lubię ogromnie"

@A-c10.
Ja nie pojmuję tego zamiłowania do tworzenia budowli od tyłu czyli po naszemu od dupy strony. Toż to ten slogan wymyśliło pismactwo i ci trenerzy, którzy złożyli hołd zasadzie : "Kupą mości , panowie. Kupą." A kupa jak wiadomo z dupy wychodzi. Czyli cały ten ich futbol jest do dupy i przynosi efekty w postaci kupy. Chyba każden widzi, że dziś w taki sposób nikt liczący się w futbolu, chcący odnosić sukcesy - nie gra.
Bujać to my ,ale nie nas Smile.
15wtorek, 07, września 2021 03:39
a-c10
@ Zbyszek:

Ten "nikt liczący się" to m.in. obaj finaliści ostatniego Euro. Zagrali po siedem razy i łącznie stracili sześć bramek. Czyli dokładnie tyle samo, ile reprezentacja Polski w trzech spotkaniach pierwszej fazy.

Skoro już mówimy o zadnich częściach ciała, wypadałoby ukuć nowe powiedzonko: bez dupy nie ma wyjścia z grupy.
16wtorek, 07, września 2021 19:12
Zbyszek
@A-c10.
Dziś poszedłem do lasu zanęcony pogłoskami o grzybiennym wysypie. Poszedłem sam i wróciłem sam, bo grzybów, albo nie dowieźli ,albo już wyszły. Dotleniłem się, ale biedne nóżęta nie chcą mnie nosić. Coraz silniej odczuwam ciężar lat.
Żeby się stała jasność : nie jest moim zamiarem pouczanie Ciebie , bo raczej nauk zbawiennych to Ty mógłbyś mi udzielić. Ale zanim do tego dojdzie to rozpytaj osobistą małżonkę co to za zwierzę ten dysonans poznawczy. Ja co prawda po jednym z ostatnich meczów Legii zjawę przybliżyłem, ale nie mogę mieć pretensji ,że wszystkich moim wypocin nie czytasz.

To opowiadanie o tym zerze z tyłu i o tym jakie to jest nieszczęście jak kto straci bramkę to jest jakiś fetysz czyli absolutnie wirtualny i do tego żenujący temat. Bo to w istocie znaczy wyeliminowanie strzelania bramek . A przecież do strzelania bramek piłka nożna się sprowadza. Pisałem o tym, że gole w piłce w porównaniu z innymi sportami zespołowymi są rzadkością, ale przez to są rarytasem i kibice na nie czekają z utęsknieniem. Widzowie w dupie mają to zero z tyłu . To brednie dla ignorantów i sufitologów. Gdyby futbol pozbawić bramek to by zdechł na suchoty.

Ponadto to jest takie majaczenie urojeniowe ,żeby z gry w piłkę całkowicie wyeliminować błędy chyba, że poprzez zrobienie z piłkarzy robotów ,albo postawienie mocarnego muru , niekoniecznie chińskiego . Nie słyszałem poważnego trenera, który by bredził jak w malignie, że da się grać bezbłędnie ,że celem gry jest niepopełnianie błędów i że on tego który ośmieli się zbłądzić osobiście ubije. Wręcz odwrotnie .Najlepsi trenerzy traktują błędy jak normalne koszty gry. Traktowanie błędu jako sensacji to wyłącznie wytwór medialny świadczący o braku poziomu ,nawet naczynia nocnego. Bywają trenerzy , nie wymienię nazwisk , którzy dążą do wyeliminowania błędów uznając, że tego wymaga perfekcjonizm. Też o tym pisałem. Perfekcjonizm czyli dążenie do nieosiągalnej i nierealnej doskonałości jest chorobą psychiczną wymagająca leczenia ,a nie powielania. W najłagodniejszej formie to jest narcyzm. Trenerzy z sukcesami wiedzą, że domaganie się gry bez błędu pęta strachem nogi graczy i efekt jest dokładnie odwrotny. Trener Sousa na szczęście nie przejmuje się dyletanctwem zapyziałego pismactwa , bo otwarcie mówi, że nie ma pretensji o błędy. Bo on chce wygrywać, a nie chować się w mysiej dziurze ze strachu. Podobny dysonans poznawczy występuje kiedy ktoś popełni jakieś przestępstwo. Media rzucają się na padlinę i ją międolą wmawiając ludziom ,że istnieje świat bez przestępstw i że wystarczy np. drakońskie zaostrzenie kar. Nikogo nie obchodzi, że takie zabiegi powodują wzrost przestępczości , zwłaszcza tej najgroźniejszej. Tak jak np. kara śmierci zwiększa ilość zabójstw, a nie zmniejsza. W piłce ten rodzaj paranoi nie ma aż takich skutków, a ci perfekcjoniści chcący budować od dupy strony, dają szybko dupy.
Bo to tak działa. I w życiu i w sporcie.
17środa, 08, września 2021 19:56
iocosus
Z tt:
"Piotr Majchrzak
Skład Dawidowicz na stoperze, Puchacz i Jozwiak na wahadłach. No okeej.
Dominik Senkowski
Jeśli tym składem zatrzymamy Anglię to Paulo jest cudotwórca"

Jeżeli ta defensywa zadziała to cyrograf podpisany bezwzględnie. Mój typ, jestem optymistą, strzelimy gole i to dwa, czyli mój wynik to: 2:4, strzelcami: Lewy i Buksa. 
18środa, 08, września 2021 21:49
Zgred Maruda
Piszę w przerwie, gramy stabilnie z tyłu. Oczywiście biegamy dużo, przesuwamy, dbamy o środek. Mecz jak dotąd remisowy...Nie wiem, czy "usiądziemy fizycznie", ale przed drugą połową Anglicy ani razu nie kopnęli w światło bramki.
Grajmy swoje!

Do czasu, asysta Modera - z tych ładnych...Zawsze mnie zastanawia, taka bezmyślność w kontekście pracy całego zespołu. Jak to jest? Styki się wyłączają?

Szkoda tego meczu bo jeden punkt był jak w banku...
I jest Wink Sprawiedliwe "kości w grze" rzucili piłkarscy Bogowie.
19środa, 08, września 2021 22:51
iocosus
Polska - Anglia 1:1 (0:0)
0:1 Kane 72'
1:1 Damian Szymański 90'
Sędziował: Daniel Siebert (Niemcy)
Żółte kartki: Glik, Krychowiak - Phillips, Maguire
Widzów: 56212
Polska: Szczęsny – Jóźwiak (80. Frankowski), Dawidowicz, Bednarek, Glik (80. Helik), Puchacz (80. Rybus) – Linetty, Krychowiak (68. Szymański), Moder – Lewandowski, Buksa (63. Świderski)
Anglia: Pickford – Walker, Stones, Maguire, Shaw – Phillips, Rice – Sterling, Mount, Grealish – Kane

Cyrografu nie było, zasłużony remis, trafiony skład.
20czwartek, 09, września 2021 00:07
iocosus
SKS
Nastawiałem się że Angole nas rozstrzelają, system gry niedopracowany i zawodny,  permanentnie z traconymi bramkami, wydawało się że niezrozumiały dla Biało-Czerwnych. Dawidowicz miał być miną, Jóźwiak nie potrafił grać na wahadle, Puchacz z dużymi deficytami w defensywie musi terminować żeby nie odbić się od Bundesligi. Glik po drugiej stronie futbolowej rzeki, Bednarek na aucie w Premier League, Krychowiak bez formy na wylocie z kadry, no i jakby tego było mało to jeszcze "szpital narodowy". 
Na szczęście "Anglia" wywołuje "gęsią skórkę", która mobilizuje a nie deprymuje i okazało się, że potrafimy się wzajemnie asekurować, Dawidowicz jest prawie bezbłędny, Glik heroiczny, Bednarek daje radę, Puchacz imponuje dynamiką, Krycha rozgrywa najlepszy swój mecz w kadrze od bardzo dawna, Moder potwierdza możliwości, Linetty zmienia imię na Karol, Buksa walczy, Lewy jest na top level, Świderski aktywny, a Damian Szymański okazuje się szczęśliwym królikiem wyjętym z kapelusza. 
Wojtek Szczęsny powinien ozłocić naszego strzelca gola, ponieważ w tym towarzystwie jest jedynym który potwierdził obawy. Jak widzę i słyszę oceny za grę dla niego są łaskawe, ale nie chce mi się myśleć jakby wyglądały gdybyśmy ten mecz przegrali. 
Bramka Szymańskiego chyba wprowadziła taką euforię, że trochę odlatujemy. Stateczny siwy Engel w Polsacie stwierdził, że bez puszczonego gola to ten mecz byśmy wygrali. Aha, baju, baju będziemy w raju. 
Gratulacje za ambicję, walkę, determinację, również za konsekwencję w wypełnianiu zadań defensywnych, zagraliśmy chyba optimum na co nas było w obecnej chwili stać. 
Byłem blisko żeby wołać i krzyczeć "Sousa a idź w cholerę" teraz po tym meczu by to jednak brzmiało niedorzecznie. 
21czwartek, 09, września 2021 10:23
Zbyszek
"Myśl mi nie ucieka - sam ją odganiam".

Po wczorajszym meczu w mediach i w publice zapanowała euforia, która jest efektem zwykłego odreagowania . Prawie wszyscy spodziewali się pogromu ,a ty patrz pan - remisik. Zawsze w takich razach znajdą się również proroki, które oznajmią: " A nie mówiłem" .A ja swoim zwyczajem - dystansik i chłodna główka. I kilka refleksji - co nie nowe.

Zawodnicy reprezentacji Anglii przed meczem przyklęknęli na jedno kolano w geście mającym wedle nich symbolizować walkę z rasizmem., a tak naprawdę z organizacją BLM. Ta manifestacja obłudy spotyka się z racjonalną dezaprobatą publiczności , nie tylko u nas, bowiem jest to hucpa. Oto bogacze, którzy nie wiedzą co robić z pieniędzmi, ulubieńcy tłumów, stale w centrum uwagi - usiłują nam wmówić jak to są pokrzywdzeni. Tylko nie wskazują tych oprawców. Naprawdę nie jest naszą winą ,że część ludzkości ma czarny kolor skóry. Tak jak nie jest naszą zasługą, że akurat nam się trafił odmienny jej kolor. FIFA powinna organizowania tego dziwowiska zabronić . Również dlatego ,że to może być traktowane jako prowokacja. Mało tego. Wczoraj Anglicy pokazali się jako bezczelni aroganci przekonani o swojej wyższości . Jak tak ma wyglądać rasizm ,to co inni mają powiedzieć.
Traktując rzecz w kategoriach wiedzowych to ostatnia publiczna wypowiedz o charakterze rasistowskim w angielskim futbolu miała miejsce w 1991 roku w programie Channel Four, a jej autorem był prezes Cristal Palace Ron Noades. Wypowiedział on takie słowa : "Problem z czarnymi zawodnikami polega na tym ,że są bardzo szybcy i bardzo wysportowani, ale kochają grać tylko kiedy piłka jest przed nimi. Kiedy piłka jest za nimi , zaczyna się chaos. Wydaje się, że niewielu z nich potrafi czytać grę. Kiedy zbliża się środek zimy to potrzeba kilku białych, którzy poprowadzą czarnych sportowców". I mówił to facet, którego drużyna zajęła 3 miejsce w I lidze dzięki czarnoskórym piłkarzom.
W latach wcześniejszych rasizm był niejako oczywistym składnikiem tego sportu. Czarnoskórzy piłkarze byli w niektórych klubach niezatrudniani ( Liverpool, Everton) , a wydawanie odgłosów ssaków naczelnych i rzucanie bananami było na porządku dziennym. Głównymi argumentami przeciw był : rzekomy brak werwy, nie wytrzymywanie presji, brak odporności na zimno. Te przekonania , w gruncie rzeczy rasistowskie, nie miały przełożenia na faktyczną dyskryminację. Bowiem w klubach czarnoskórzy piłkarze byli tak samo traktowani jak ich biali odpowiednicy. W książce " Futbolowa gorączka" jej autor Nick Hornby jest przekonany, że w piłce nożnej panuje bezwzględna sprawiedliwość na boisku i nie ma znaczenia kolor skóry, ale to czy jesteś dobry - bo to zwyczajnie widać. Wspomniany Ron Noades po odejściu z CP kupił Brentford i miał prawie samych czarnoskórych piłkarzy traktując ich zatrudnienie jako okazję. Oczywiście trudno jest udowodnić dyskryminację np. przy zatrudnieniu, bo jak wykazać, że ktoś nie dostał pracy nie ze względu na kolor skóry, ale dlatego ,że ma niższe kwalifikacje.
Wracając do historii to pierwszym czarnoskórym człowiekiem jaki zamieszkał na terenie Wielkiej Brytanii był ok. 55 roku przed naszą erą jeden z legionistów Cezara. Był tam wcześniej o ok.400 lat od Anglików. Smile. Natomiast pierwszym czarnoskórym piłkarzem był Artur Wharton , od 1885 roku bramkarz Preston. Jednak do czasów po II wojnie światowej na Wyspach Brytyjskich czarnoskórzy stanowili mniej niż promil ludności. Stan ten uległ zmianie po II wojnie światowej ,ale aż do lat 80 ilość ludności kolorowej nie przekraczała 5 % ( w tym czarnoskórych 1,6%). W tym też okresie rasizm był czymś absolutnie naturalnym . W telewizji, w prasie określano czarnoskórych jako " czarnuch" , "murzaj", "brudas" . Wydawało się, że w tej atmosferze w mediach i na trybunach czarnoskórzy nie będą chcieli narażać się na poniżenie i nie będą grali w piłkę. Stało się dokładnie odwrotnie, gdyż wielu z nich uznało sport jako szansę na poprawę swego bytu. Przełamaniem bariery dostępności stało się powołanie do reprezentacji Anglii pierwszego czarnoskórego piłkarza, a był nim w 1978 roku Viv Anderson. Lecz zmiany wrogiego nastawienia kibiców nie nastąpiły od razu. Jeszcze w 1984 roku po słynnej bramce Johna Barnesa na Maracanie kibice "witali " prezesa FA słowami : " Ty jebany szmaciarzu, wolisz czarnuchów niż nas". W pubach angielskich, aż do końca lat 90-tych wyszydzanie czarnoskórych piłkarzy reprezentacji przez oglądających kibiców było normą ( pisze o tym Hornby).Łagodniej odnosili się do tych, którzy grali w klubach którym kibicowali. Do tego kiedy spojrzy się na zdjęcia ze stadionów sprzed ponad 30 laty i wcześniej to wśród kibiców nie ma na kolorowych.
Do zmiany tego nastawienia nie przyczyniły się nawoływania pięknoduchów czy innych amatorów kwaśnych jabłek, ale urynkowienie piłki nożnej. Pewno właściciele klubów nie stosowali metod ekonometrii i dokładnie nie wiedzieli ,że to wysokość wydatków na wynagrodzenia decyduje w 92 % o zmianach pozycji w lidze, ale wiedzieli, że aby mieć lepszych piłkarzy, to trzeba im więcej płacić. Kluby angielskie pod koniec lat 80-tych rozpoczęły polowanie na talenty i w pierwszej kolejności ich łupem stawali się czarnoskórzy piłkarze ,w tamtym okresie tańsi od białych ,ale nawet lepsi. Oczywiście były kluby, które nie wyzbyły się uprzedzeń, które wolały zatrudniać białych niż czarnoskórych, a jak już to na gorszych warunkach płacowych. Ale w ten sposób czarnoskórzy piłkarze stawali się tańsi od białych . Co natychmiast wykorzystywała konkurencja i dzięki czarnoskórym piłkarzom ogrywała rasistów. Te zmiany obrazują następujące liczby ; w sezonie 1973/74 czarnoskórzy zawodnicy grali tylko w dwóch klubach na 92 poddanych badaniu ( I, II i III liga), 10 lat później takich klubów było 20 ,a po kolejnych 10 latach 87. Te efekty znajdowały potwierdzenie w badaniach statystycznych ,a mianowicie kariery czarnoskórych piłkarzy trwały o 2 lata dłużej niż białych, aż 36 % z nich grało w reprezentacji kraju, przy 23 % białych. Zastosowanie tej metody regresji pozwala na stwierdzenie ,że piłkarze o czarnej skórze są lepsi od tych ze skórą białą. Ci ,którzy pierwsi to dostrzegli w latach 80-tych odnosili duże sukcesy jak Arsenal, Cristal Palace czy WBA. Za nimi poszli inni. Wystąpiło zjawisko nadreprezentacji w piłce czarnoskórych graczy , których w populacji brytyjskiej było w 1991 roku 1,6 %, a w piłce byli obecni w 10% ,zaś dziś ich liczba przekracza 25 %. Jak twierdzi b. piłkarz , autor wielu poczytnych książek czarnoskóry Lilian Thuram od lat 90-tych rasizm w piłce nie istnieje. Twierdzi on wręcz, że jeżeli są uprzedzenia wobec czarnoskórych to są oni dzięki temu faworyzowani w sporcie. Oczywiście są ligi, gdzie podskórnie istnieje dyskryminacja powodowana rasizmem, ale ma ona charakter schyłkowy. Bo piłka jest jak każdy widzi czyli najlepszych zwyczajnie widać i tego ukryć się nie da.

We wczorajszym meczu trener Sousa w systemie gry poszedł wyznaczonym przez siebie szlakiem ,a mianowicie nasze ustawienie wyjściowe to 3-5-2 , w którym przy braku Zielińskiego gramy na trzech defensywnych pomocników ( Krychowiak, Moder, Linetty). Jako tzw. wahadłowych Sousa wystawił wielce zadziornych Jóźwiaka i Puchacza. Tym samym graliśmy bez nominalnego ofensywnego pomocnika spełniającego funkcję rozgrywającego. W te rolę wcielił się Robert Lewandowski. A przy tym wyraźny zamysłem trenera była odmienna od reprezentacji Anglii koncepcja gry. Anglicy grają dojrzale , spokojnie ,bezpiecznie , odpowiedzialnie, można być rzec, że wręcz dostojnie. Żadego ryzyka, żadnych szaleństw. Wrzucając do składu młodych , nieopierzonych graczy takich jak Dawidowicz, Puchacz, Jóźwiak , Moder , Buksa nasz trener chciał zaskoczyć rywali żywiołowością, nieprzewidywalności i pewną dozą niefrasobliwości. Było to myślenie obarczone sporym ryzykiem ,ale okazało się, że w sumie prawie opłacalnym. W tej sytuacji szkoda straconej bramki jak cholera.

Nasza reprezentacja zaczęła od wysokiego diapazona . Intensywność w wykonaniu naszych zawodników była godna podziwu, a pracowitość takiego Krychowiaka zasługuje na najwyższe uznanie. Dzięki wybieganiu i waleczności nie tylko w dużym stopniu nasz zespół zdołał zniwelować przewagę rywali w doświadczeniu, ograniu w meczach z silnymi przeciwnikami, wyższych umiejętności - ale całymi fragmentami meczu przeważaliśmy. W tej sytuacji szkoda straconej bramki jak cholera.

Kiedy tak w miarę wrastania w mecz oglądaliśmy z niedowierzaniem śmiało poczynających sobie naszych zawodników zastanawialiśmy się , gdzie jest nasz sufit. Bowiem widzimy w grze naszego zespołu niewątpliwy postęp . Lecz czy dotyczy on wszystkich naszych graczy i z czego wynika oraz jakie są ich rezerwy do wykorzystania, tego nie wiemy. Nawet powierzchowna wiedza o futbolu pozwala na stwierdzenie, że im więcej zawodnicy grają tym dla ich rozwoju lepiej. Tym samym ten postęp ma charakter niejako naturalny, przyśpiesza go gra przeciwko bardziej wymagającym rywalom. Dobrze się stało, że przeciwko tak silnej drużynie jak angielska trener wystawił tylu młodych, bo to nie tylko okaże się pewnikiem dla nich korzystne ,ale i pozwala na realną weryfikację ich umiejętności, wartości i przydatności do gry z mocnymi przeciwnikami. I ten egzamin młodzież i ta grająca od początku i ta wchodząca na zmiany zdała, lepiej lub gorzej, ale zdała. W tej sytuacji szkoda straconej bramki jak cholera.

Wczoraj nie mieliśmy szczęścia. Nie każda bowiem strata piłki , nie każde nieudane lub niecelne zagranie rodzi skutek w postaci utraty bramki. Statystycznie to jest ułamek procenta. U nas to jest 100%. Można powiedzieć, że mamy taki fart jak człowiek, któremu cegłą spadła na głowę w drewnianym kościele. Niestety po raz kolejny tę cegłę strąca facet , który powinien zmienić nazwisko na Nieszczęsny. W tej sytuacji zwyczajnie szkoda Wojtka.

Bardzo bym nie chciał mieć racji czyniąc sobie z Sousy podśmiechujki. Obserwując nasze życie doczesne w każdym prawie wymiarze z łatwością dostrzegamy ,że gładka gadka zastępuje dobre uczynki. Tzw, osoby publiczne i nie tylko , uprawiają czystą propagandę. a kiedy przychodzi do działań to efekty są zerowe. Do Sousy nabrałem pewno zbyt dużego dystansu od czasu Euro , kiedy to przed nim roztaczał wizje aktywnego grania niewygodnego dla rywali i skutecznego dla nas. Mowa nie stała się ciałem. Teraz przyznać muszę, że jego wizja grania mi konweniuje. Sousa nie chce grać tego siermiężnego futbolu zakładającego z góry ,że jesteśmy gorsi i musimy się bronić , od czasu do czasu kontratakując. To nawet nie był futbol reaktywny, ale bojaźliwy. Całkowicie sprzeczny z naszą mentalnością. Można powiedzieć, że nie ma takiego zwierza jak cechy narodowe, ale nikt nie wątpi ,że każdy naród ma swoiste predylekcje. Prawie wszyscy politolodzy, historycy, antropolodzy twierdzą, że Polacy od wieków kiepsko sobie radzili kiedy musieli się bronić ,a bardzo dobrze kiedy atakowali.( Tu nie będę się popisywał nazwiskami autorów).Sousa chyba tych opracowań nie czytał, ale wczoraj to nastawienie było widać ,słychać i czuć. W tej sytuacji wielka szkoda utraconej bramki jak cholera.

Nie doznałem od dawna takiej radości jak wczoraj pod koniec meczu kiedy widziałem strach w oczach Anglików i ich błagalne gesty, aby sędzia skończył spotkanie. Oni w normalnych okolicznościach walczą do końca o wygraną. Z nami byli szczęśliwi ,że to się tak skończyło. Naprawdę warto było tego doświadczyć. W tej sytuacji płakał nie będę.
22czwartek, 09, września 2021 15:51
iocosus
Zagadka, któż to mógł powiedzieć po meczu z Angilą?
"spójrzmy na nasz skład: oprócz 25-letniego Dawidowicza świetnie radzą sobie jeszcze młodsi Bednarek, Puchacz, Szymański, Moder, Jóźwiak, Frankowski, Buksa, Świderski. Ci chłopaki zremisowali z Anglią. Jak na kraj, w którym rzekomo szkolenie leży na łopatkach to całkiem niezły rezultat." 
Wniosek, czyli ci dopominający się o zmiany w systemach szkoleniowych to jacyś nawiedzeni malkontenci. Ponieważ jestem jednym z nich mogę sobie tylko pośpiewać:
"Jest super, jest super Więc o co ci chodzi? Jest super, jest super Więc o co ci chodzi?"
Aha, na Euro też było super tylko: "na mistrzostwach Europy, poza 20 minutami meczu ze Słowacją, które miały ogromny wpływ na całość turnieju, zagraliśmy świetny mecz z Hiszpanią i bardzo dobry ze Szwecją. Proste błędy indywidualne spowodowały, że już po fazie grupowej wróciliśmy do domu."
"Jest super, jest super Więc o co ci chodzi?"
Rozwiązanie zagadki: sport.interia.pl/reprezentacja-polski/news-polska-anglia-1-1-boniek-anglicy-najpierw-klekaja-a-pozniej
No cholera, pod świetlanym prezesostwem Zibiego wszystko było super, daliśmy popalić Hiszpanom, Szwedzi dostali od nas lekcję futbolu, tylko pech nas zatrzymał, a teraz pod wodzą wybranego przez nieomylnego prezesa  trenera remisujemy z aktualnym wicemistrzem Europy. Jest super więc o co ci chodzi malkontencie, sceptyku krytykancie?
"Popatrz na wspaniałe autostrady Na drogi, na których nie znajdziesz wybojów Rosną nowe bloki i nie ma wypadków W czystych szpitalach ludzie umierają rzadko Mamy extra rząd i super prezydenta Ci wszyscy ludzie to wspaniali fachowcy, ... więc o ci chodzi, jest super" A najlepszym fachowcem był i jest wiceszef UEFA nasz najwspanialszy Boniek Zbigniew, prezes tysiąclecia, a jeszcze inni, niektórzy wtykają mu szpilki, to nie ludzie, to wilki!

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1