A+ A A-

Męczy nas piłka!

W czerwcu nawiedziły nas klęska repry w Helsinkach, dymisja selekcjonera, blamaż młodzieżówki na Euro w Słowacji, zawczasu przedłużenie kadencji jej trenera. Bronić honoru polskiej piłki będą już tylko panie. W tym „radosnym” nastroju nastąpi reelekcja prezesa PZPN, bo karawanę z polską piłką musi ktoś prowadzić. Najlepszy, z najtwardszą głową spośród związkowych kolesi. Oczywista oczywistość!

 

Za prezesury Zbigniewa Bońka w PZPN spotkałem się z wyartykułowaną taką tezą, że o przyszłość reprezentacji możemy być spokojni. Dlaczego? Ponieważ w szkółkach i akademiach zachodniej Europy szkoli się taka ilość polskich dzieciaków, które albo już się za granicą urodziły mając rodziców emigrantów, albo, jako nieopierzone nastolatki zostały do nich ściągnięte, że to gwarantuje, że z tej zagranicznej mąki musi być chleb „made In England/France/Germany/Italy” dorównujący wypiekom z tych właśnie krajów.

Czyli o sile polskiej repry mieli stanowić zmultiplikowani: Zalewscy, OyedeleCash’e (swoiste signum temporis z tymi nazwiskami i imionami) z jednej strony, a z drugiej następcy Zielińskiego, Szczęsnego, Krychowiaka, którzy ligową polską piłką i rodzimym system szkolenia nie zostali za bardzo skażeni.

No i faktycznie w tej chwili polska repra jest oparta na Zalewskim (bez Lewego można, a nawet trzeba za chwilę ją sobie wyobrazić, ale bez Nicoli?). Tyle tylko, że tych wychowanków zagranicznych systemów brak w zmultiplikowanych wersjach, a jeżeli już się objawiają to choćby na przykładzie Maika Nawrockiego mamy dowód, że ich droga do piłkarskiego panteonu nie musi być usłana różami. Z tych, którzy jako nastolatkowie porzucili rodzime kluby i akademie przedkładając przekonanie, że wraz ze zmianą waluty i jakość wyszkolenia musi być inna, lepsza, to mamy spektakularny rozpad mitu „polskiego Messiego z Liverpoolu” czyli Mateusza Musiałowskiego oraz pójście w zapomnienie innych nastoletnich nadziei polskiego futbolu terminujących na zachodzie Europy. Obyśmy w tym gronie nie musieli za chwilę uwzględniać Kacpra Urbańskiego.

Jednym zdaniem „siła polskiej repry” jest oparta na zachodnioeuropejskim systemie szkolenia (vide: Nicola Zalewski) ale równocześnie ta „siła” jest znikoma, czyli iluzoryczna, skoro w ostatnim czasie nie potrafimy sprostać nie tylko Czechom, Albańczykom, Austriakom, Szkotom, ale również choćby i Finom. Nadziei na przyszłość trudno również wypatrywać po blamażu młodzieżówki na Euro.

Czyli za permanentny kryzys naszych narodowych reprezentacji odpowiadają zagraniczne akademie, które nie potrafią wyszkolić ani dzieci emigrantów, ani naszych największych futbolowych nastoletnich diamentów nie są w stanie oszlifować. Cóż zgniły ten Zachód! Oto doszedłem do jakże „światłej” tezy!

Ale skoro „zgniłe systemy” wypuszczają w świat kolejne roczniki młodych Portugalczyków, Francuzów, Niemców, które łupią nam skórę i spuszczają manto to może jednak my jesteśmy genetycznie futbolowo upośledzeni. Gen Deyny, Bońka, Laty, Żmudy zmutował i zanikł!? Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek, Piotr Zieliński, Nicola Zalewski to jakieś wynaturzenia, a powszechny genotyp polskiego piłkarza skazuje go na marność nad marnościami.

Działacze i trenerzy z lubością powtarzają jakie to z młodych Polaków są niedorozwoje fizyczne, jak to  dzieciaki kiedyś uganiały się po podwórkach, a teraz garbiąc się ślęczą przed kompami trenując jedynie sprawność nadgarstków. No i jak ci biedni działacze i trenerzy mają z tym sobie poradzić, tak krawiec kraje, jak mu materii staje, a tego materiału dobrej jakości w Polsce po prostu brak.

Niby tak, ale patrzę na siatkówkę, dyscyplinę niszową w zestawieniu z futbolem, ale w Brazylii lub w Rosji trenują ją miliony, na poziomie akademickim i w Stanach jest popularna zakładam, że na poziomie wyższym niż na naszych uczelniach, a mimo to z tymi nacjami potrafimy rywalizować, z powodzeniem, z sukcesami, borykamy się z problemami, ale mamy system dzięki, któremu nie trzeba młodym Polakom o wzroście powyżej metr dziewięćdziesiąt przypisywać niedorozwoju i upośledzenia fizycznego. Wniosek, tylko konusy w Polsce siedzą przed komputerami!?

Dziś Zbigniew Boniek szczerze przyznaje, że nie wie, w czym jest problem. Szkolimy na podstawie tych samych materiałów co na zachodzie, w podobnych strukturach, z infrastrukturą jest problem, ale i ona się rozwija, dzieciaki w halach i pod balonami w coraz powszechniejszym stopniu mogą grać w piłkę przez cały rok. Mamy certyfikowaną szkołę trenerów, staże zagraniczne, modele, systemy, certyfikowane akademie, podaż do szkółek piłkarskich jest duża, zainteresowani sami przyznają, że prowadzenie czegoś takiego mimo ograniczeń i trudności może być dobrym biznesem. Skoro jest w miarę dobrze, to dlaczego jest tak źle? W czym tkwi problem? Faktycznie mamy porypany ten genotyp futbolowy, albo jesteśmy upośledzonymi niedorozwojami fizycznymi?

Dla mnie to wymówki, szukanie taniego usprawiedliwienia. Zibi może nie wiedzieć, dobrze że uczciwie to przyznaje, samemu również nie mam pojęcia, gdzie tkwi szczegół, szczegóły w których diabeł jest zakopany, brak mi ku temu merytorycznej wiedzy, narzędzi poznawczych, ale od działaczy i trenerów piłkarskich oczekuję że będą wiedzieli, albo będą szukali przyczyn takiego a nie innego stanu rzeczy i będą szukali z niego dróg wyjścia.

Polska piłka to chory pacjent. To widzę, jako laik, kibic, dostrzegamy to wszyscy. Zmierzyć gorączkę, zauważyć zewnętrzne objawy osłabienia, dysfunkcji organizmu każdy z nas potrafi. Potrzebujemy jednak lekarza, lub konsylium lekarzy specjalistów, którzy postawią pogłębioną diagnozę i zaproponują terapię pozwalającą na wyjście z zapaści. Tymczasem mamy gorączkę, od dawna, ciągle trapią nas bóle jak ostatni kac po Finlandii, lub niestrawność po młodzieżowym Euro, a w PZPN zda się, że chcą nas przekonać że ten „typ tak ma”, po prostu „tak musi być”, wszystko co się robi jest zgodne z najlepszymi podręcznikami, po prostu takie są „wady wrodzone” i „taki mamy klimat” i pozostaje nam się do tego przystosować a nie grymasić i utyskiwać.  

W czerwcu są wybory prezesa PZPN. To powinno być „konsylium lekarskie”, być może burzliwe, spierające się nad przyczynami zawału rodzimego futbolu i proponujące różne metody leczenia. Powinien zostać wybrany ordynator, który daną metodę zaakceptuje, za nią będzie odpowiadał i z niej zostanie rozliczony. To, że wybierze na lekarza prowadzącego chirurga o nazwisku Brzęczek, Nawałka, Skorża lub Urban na dłuższą metę nie ma znaczenia, bo stan pacjenta nie zależy od jednej operacji wycięcia wyrostka probierzowego. Niezbędna jest długookresowa terapia na przewlekły stan zapalny.

Tymczasem mamy „ordynatora”, który ubiega się o prolongatę na swym stanowisku, a niestety sprawia wrażenie dyletanta, pod którego opieką pacjent się słania na nogach, ale „ordynator” zda się mówić, że to tylko ewentualnie kac po imieninach u cioci, a oprócz tego wszystko jest w normie. W reprezentacji u-21 operacja się udała, choć pacjent zmarł, ale przecież bez winy lekarza i dlatego jest on wskazany do przeprowadzania kolejnych operacji.

W psychiatryku o nazwie PZPN panuje dojmujące samozadowolenie. Ordynator jest z siebie zadowolony, dumny, że pociąga za sznurki a gawiedź się gapi. Kolesie go wybrali raz, wybiorą i drugi, przeciwstawić nikt się nie odważy. Kibice, media krytykują, nic to, psy szczekają, karawana musi iść dalej.

Dyskusja (23)
1czwartek, 19, czerwiec 2025 17:54
dalkub
Mówię o tym jak licencjonowany trener UEFA C - po kursie i jakimś tam doświadczeniem zawodniczym - to jest podstawowy błąd aby ktoś taki jak ja prowadził trening z zawodnikami 6-13 lat, bo po kursie sie nie potrafi. Tak jest podręcznik tak są konferencje, ale na to trzeba mieć czas i kasę, a trener zarabiajacy 1000-1500 miesięcznie nie zrobi tego - będzie robił jak uważa i to co po kursie zapamiętał.
Trening 3 razy w tygodniu o 90 minut to jest zdecydowanie za mało, bo to jest często jedyny ruch w ciągu dnia.

Dlaczego Siatkówka daje radę - ano dlatego że jest szkolenie centralne i duuuużo mniej klubów i ośrodków - czyli w Warszawie jest kilka klubów siatkarskich i setki szkółek - te kluby siatkarskie mają fachowców, te szkółki mają kursantów. W Warszawie są 3 solidne kluby siatkarskie - MOS Metro i MDK a najlepsi dostają propozycję do Spały. Dodatkowo do siatkówki idą dzieciaki mądrzejszych rodziców, którzy rozumieją więcej, myślą szerzej itd.
2piątek, 20, czerwiec 2025 20:40
Zbyszek
Dalkuba stać na więcej , niż tylko na powtarzanie banałów, na dodatek sprzecznych ze zwykłym oglądem rzeczywistości.
Nie w niskich zarobkach tkwi problem,ale w braku wyszkolonej kadry trenerskiej i instruktorskiej, bo jak ktoś nie umie, to nawet jak mu się zapłaci dziesiątki tysięcy, to nadal nie będzie umiał.
Ja w eseju "Prosta droga " przybliżam dominujące we współczesnej piłce trendy rozwojowe , ciesząc się,że Czarna Elka jest cytowana na kilku portalach , lecz jednocześnie pokazuję jak z jednej strony czynimy postępy ,ale rywale robią je lepiej i szybciej.
Generalnie media stały się rozsadnikiem braku elementarnej wiedzy i zwykłego racjonalizmu, ale też na tej stronie w gronie koneserów następuje nielogiczna i nieempiryczna zbitka połączeniowa poziomu piłkarzy z wynikami zespołu, w tym głównie reprezentacyjnego.
Otóż musimy odróżnić trzy stany , o których pisał Walery Łobanowski podpierając się ówczesnymi programami komputerowymi,a co dzisiaj zostało zweryfikowane i uznane za podstawę oceny trenera,a mianowicie czy zespół osiąga wyniki na poziomie wartości sportowej , klasy i umiejętności graczy czy też powyżej lub poniżej. Pomijam wyniki zespołów klubowych ,ale zauważam ,że Feio w Anglii nie mógł dostać roboty , bo Angole wiedzą ,że tylko ok. 3% trenerów osiąga wynik gorszy w sezonie, niż wynosi relacyjny budżet , a tak było z Legią .
W naszej reprezentacji po roku 1982 tylko Nawałka wszedł w liniowość, i stopniowo wchodził o szczebel wyżej ,a pozostali osiągali wyniki gorsze od klasy zawodników jakimi dysponowali . Mnie Michał Listkiewicz przekonuje do Beenhakkera,że on też ,ale ja pamiętam dramatyczny zjazd na sam dół w eliminacjach do MŚ w 2010 roku, więc uważam ,że Holender zaliczył regres. Można zasadnie podejrzewać ,że gdyby ci trenerzy mieli najlepszych to też by niczego znaczącego nie ugrali.Przede wszystkim dlatego ,że mamy w naszej piłce zasadniczy problem pokoleniowy i uważa się ,że trenerem reprezentacji powinien być facet wiekowy , który jest starszy od piłkarzy. Tyle tylko,że tacy odstali od nowoczesności i kultywują to czego się nauczyli,a co dziś jest anachroniczne. Natomiast młodych dobrze wyedukowanych uważa się za za młodych tak jak by nie wiedza merytoryczna decydowała, ale broda siwa.
Oczywiście lepiej by było , abyśmy mieli graczy o wyższych umiejętnościach. I ten odcinek naruszył Iocosus,ale wnioski wyciągnął opaczne.
Mnie pewno łatwiej , bo na studiach miałem zajęcia z prof. Ryszką , który propagował statystykę porównawczą, co w omawianym przypadku oznacza ,że trzeba się zastanowić jak to się dzieje ,że młodzi Polacy szkoleni zagranicą są lepsi od tych szkolonych w kraju .
I na ten fundamentalny problem nie wolno patrzeć wycinkowo ,ale strukturalnie i systemowo.
I na tym odcinku kłania się metodyka porównawcza prof. Ryszki ,a mianowicie , oni tam , poza nami zachowują ciągłość istnienia i szkolenia .
W piłce nożnej , tak jak w każdej dziedzinie ludzkiej działalności rozwój można porównać do wchodzenia po schodach,a u nas schody niszczono od lat 80-tych ,aby je skasować z początkiem lat 90-tych. Kiedy "oni' budowali boiska z podgrzewanymi płytami, to my graliśmy na klepiskach co znaczyło ,że oni grali 11 miesięcy w roku, a my 9 miesięcy . Kiedy oni wdrażali nowe metody szkoleniowe za pomocą profesjonalnych szkół trenerskich to u nas szkoły takowe zlikwidowano,a wprowadzono z powrotem tylko dlatego ,że taki był wymóg UEFA . Tak naprawdę Szkoła Trenerów PZPN ma charakter profesjonalny od 2018 roku.
Nie można nie zauważyć ,że w większości krajów Zarząd Związku sprawuje realną władzę w zakresie szkoleniowym , w tym odnośnie programów i kontroli ich realizacji. Sukcesy naszej reprezentacji w latach 70-tych to było efekt przeszkolenia tysięcy instruktorów oraz dania im narzędzia w postaci jednolitego tzw. minimum szkoleniowego. PZPN to atrapa , która przyczynia się do dołowania naszej piłki zostawiając podstawowe szkolenie hochsztaplerom .

Tak więc zakresowo mamy do czynienia z dwoma dylematami ; czyli kto szkoli i kogo szkoli ?. Przerwanie ciągłości oznacza w istocie ,że trenerzy niedoszkoleni uczą młodzież tego ,czego sami nie umieją, bo nie miał kto ich nauczyć.
Po drugiej stronie mamy młodzież w większości zapatrzonej w sukces finansowy .a nie w awans społeczny. Piłka nożna była od zarania sportem robotniczym , niższych społecznym i tak było w PRL i z tych dołów wywodziły się i wywodzą gwiazdy, nie ma nikogo kto grał na wysokim poziomie i plasował się w rodzinie bogatych. W PRL trenowanie było darmowe ,a dziś stać na nie tylko ludzi zamożnych . Nadto można było jak latach 70-tych wybierać spośród corocznego dopływu blisko 800 tysięcy młodych ludzi , podczas kiedy dziś kiedy ich ok.,300,tysięcy a sport nie jest atrakcyjnym sposobem kariery.

Ten z konieczności czasowej ( kto by obszerne wywody czytał) opis realiów funkcjonalnych naszej piłki nożnej sprowadza się do apelu o profesjonalność,a więc o to ,aby działać, podejmować decyzje racjonalne na bazie wiedzy dzisiejszej a nie przedwczorajszej .
3sobota, 21, czerwiec 2025 00:53
iocosus
Z X:
Wojciech Górski 
Liczba piłkarzy z pola, którzy w ligach top5 rozegrali minimum 50% czasu:
Austria - 17
Dania - 16
Szwecja - 14
Norwegia - 11...
Słowacja - 6
Polska - 5
Żaden z Polaków nie ma mniej niż 25 lat. Tymczasem Duńczycy i Szwedzi samych zawodników U23 mają po pięciu...

Z weszlo tenże Wojciech Górski:
"Tylko pięciu polskich piłkarzy z pola rozegrało w tym sezonie minimum 50% możliwych minut w pięciu topowych ligach Europy. Żaden z nich nie ma mniej niż 25 lat. Porównałem ten bilans z krajami o podobnych ambicjach piłkarskich – i rezultat jest zatrważający. W liczbie regularnie grających na Zachodzie graczy kilkukrotnie wyprzedzają nas Austriacy, Duńczycy, Szwedzi, Szwajcarzy, a nawet Norwegowie. Częściej od Polaków grają też Szkoci, Czesi i… Słowacy, podczas gdy my mamy prawie tyle samo regularnie grających zawodników co Albania.  (...) 
 w zestawieniu nie uwzględniam bramkarzy i skupiam się wyłącznie na graczach z pola. Po drugie: już na starcie pominąłem potęgi typu Niemcy, Anglia oraz Francja, bo to jasne, że liczba ich przedstawicieli w najsilniejszych ligach dalece wyprzedza Biało-Czerwonych. Tak jak uznałem, że nie ma sensu sprawdzać wśród Holendrów, Belgów, Portugalczyków, ani Chorwatów – bo i w porównaniu z nimi wypadlibyśmy kompromitująco. Tylko, że gdy przyjrzymy się krajom o podobnych aspiracjach i – wydaje się – podobnych możliwościach – wciąż wypadamy bardzo źle. Pogłębiającą się różnicę między Polską a Austrią widzieliśmy już podczas Euro 2024 – a rzut oka, ilu austriackich piłkarzy gra regularnie w topowych ligach pokazuje, skąd owa różnica się bierze. Podczas gdy my mamy ledwie pięciu piłkarzy, którzy przekroczyli połowę możliwych minut w ligach top5, Austriacy mają takich piłkarzy… 17. (...) 
Spójrzmy ... na Duńczyków. Ci mieli w tym sezonie 16 piłkarzy, którzy w topowych ligach zagrali minimum połowę możliwego czasu gry. I tak jak ponownie zobaczymy tu przedstawicieli Bundesligi (Eintrachtu, Wolfsburga i Werderu), tak zobaczymy także graczy Premier League (z Manchesteru United, Brentford, Fulham i Leicester), Serie A (Bologna, Genoa, Lazio) i Ligue 1 (Monaco, Olympique Marsylia).Co gorsza (dla nas) – Duńczycy w tym gronie też mają głównie graczy młodych. Trzydziestkę przekracza jedynie Christian Norgaard z Brentford, a aż pięciu zawodników ma mniej niż 23 lata. (...)
Patrzymy więc dalej: w ostatnich latach raczej nie stawialiśmy Szwecji nad poziomem naszej reprezentacji. Ekipa Trzech Koron nie dostała się na ostatnie Euro, wcześniej pokonaliśmy ich w barażu o mundial. W Lidze Narodów grali dopiero w dywizji C.No, to ilu regularnie grających w topowych ligach piłkarzy mają Szwedzi? 14, a więc blisko trzy razy więcej od zawodników z polskim paszportem. Do tego pięciu z nich to wciąż piłkarze podchodzący pod kategorię U23. (...)
Znacznie więcej regularnie grających piłkarzy w ligach top5 od nas mają też Norwegowie (11). I mowa tu zarówno o piłkarzach będących liderami topowych drużyn (Erling Haaland w Manchesterze City, Martin Odegaard w Arsenalu), podstawowymi piłkarzami w swoich klubach (Julian Ryerson w BVB, Jorgen Strand Larsen w Wolverhampton) czy też młodymi perełkami (20-letni Antonio Nusa z RB Lipsk).A do zestawienia wśród Norwegów nie załapał się choćby Alexander Sorloth, strzelec… 20 bramek w LaLiga. Ten zagrał łącznie 46% możliwych minut dla Atletico Madryt, mając za konkurentów Antoine’a Griezmanna i Juliana Alvareza.Więcej graczy z rozegranymi na tym poziomie minutami od Polski mają także Serbowie (ośmiu), Szkoci (też ośmiu), Czesi (sześciu), a nawet… Słowacy (także sześciu)."  
żródło: Zapaść Polaków w topowych ligach. Wyprzedza nas nawet Słowacja
4sobota, 21, czerwiec 2025 09:30
dalkub
@Zbyszek - a jednak z jakością są powiązane pieniądze. Jeżeli oczekujesz, że dobry zawodnik ligowy będzie chciał zostać trenerem i szkolić młodzież po czym dasz mu na frytki to ci powie spadaj, jeżeli oczekujesz że młody trener będzie zasuwał na szkolenia, konferencje itp a potem dostanie 1500 to ma w nosie, będzie odwalał pańszczyznę, albo rzuci piłę i powie grajta. Dopóki nie będzie dobrych trenerów w solidnych akademiach, które poprzez system scoutingu wynajdą najzdolniejszych w okolicy to będzie problem. W mojej gminie gdzie mieszka 18 tyś osób są 3 szkółki, a obok jest Warszawa z całymi możliwościami Pruszków Nadarzyn itd. - wszyscy na tym robią swój mały biznesik, bo gmina dorzuci, bo rodzice zapłacą i się kręci. Tylko poziom tego treningu jest żenujący, albo słaby.
5sobota, 21, czerwiec 2025 22:49
a-c10
@ Dalkub, Zbyszek:

W Waszym sporze trochę bliżej mi do Zbyszka. Przy czym, Dalkub, ja Cię doskonale rozumiem. Sam kiedyś byłem głęboko przekonany, że podstawą sensownego systemu szkolenia (no, przynajmniej jedną z) jest sowite opłacanie trenerów. Chciałem nawet parę lat temu poskładać jakiś większy tekst na ten temat. Z przyczyn kompletnie z niniejszą dyskusją nie związanych, tekst nigdy nie powstał, jednak podczas przygotowań udało mi się nawiązać kontakt z paroma ludźmi, którzy mają/mieli zawodową styczność ze strukturami młodzieżowymi m.in. w Academice, Belenenses, Bari, FC Saarbrücken i West Hamie. Nie są to może jakieś nie wiadomo jak okrzyczane kluby, acz przecież od dekad istnieją na ligowych mapach kultur piłkarskich znacznie bogatszych od naszej. I jak tak sobie z tymi ludźmi konwersowałem, uderzyło mnie, że u nich trener młodzieży to z zasady praca dodatkowa i raczej nisko płatna. Na moje zdziwienie właściwie jednogłośnie odpowiedzieli, że przecież do tej roboty wcale nie trzeba jakiś hiperkwalifikacji i magicznych zdolności. Jasne, przydałyby się jakieś podstawy pedagogiki i generalnie umiejętność współpracy z dziećmi, odpowiednie podejście, etc., ale to w sumie tyle. OK, jeśli będziesz rokować, osiągać rezultaty (mierzone wyłącznie rozwojem twoich podopiecznych), to maybe just maybe klub (ten albo jakiś inny) zechce w ciebie zainwestować, awansować cię na jakiegoś koordynatora, czy kogo tam, no i wtedy to już będzie poważna robota za poważną kasę. Ale na poziomie podstawowym? Masz program i masz go realizować. Koniec filozofii, byle dwudziestoparoletni wuefista na luzaczku to ogarnie.

N’ale właśnie: program. I tutaj dochodzimy do tego, o czym wspomina Zbyszek - w większości krajów Zarząd Związku sprawuje realną władzę w zakresie szkoleniowym , w tym odnośnie programów i kontroli ich realizacji. A dzięki temu João/Giovanni/Hans/John nie musi za każdym razem wymyślać futbolu na nowo. Ma stabilną, szeroką podstawę merytoryczną do pracy. Owszem, być może szefostwo jego klubu/akademii na tym, czy innym szczeblu zażyczy sobie jakiś modyfikacji tej podstawy. Na pewno z czasem te modyfikacje wymusi ogólny rozwój dyscypliny. Ale ta podstawa jest. Istnieje. Weryfikują ją pozytywnie dekady efektywnego szkolenia. A u nas? NMG. Śmiać się? Płakać? W czoło popukać…?
6sobota, 21, czerwiec 2025 23:38
a-c10
@ Iocosus:

Już – oż kurrr…! – jedenaście i pół roku temu pisałeś przecież, że szkolenie to temat zamęczony Smile

Od tamtej pory pozmieniało się niby mnóstwo. Stanowski już nie promuje Osucha. Zamiast tego, całkiem niedawno wystartował w wyborach prezydenckich. I nie był ostatni! O samym Osuchu nikt już nie pamięta. Tak samo zresztą, jak o Wojciechowskim. Wisła na nowo nieskutecznie próbuje awansować. Tyle, że już nie do LM, a do Ekstraklasy. Możliwe jednak, że już wkrótce zobaczymyu w Ekstraklasie klub na „W” z Krakowa rodem. Ale nie będzie to ani Wisła, ani Wawel. Ani nawet Wanda. Legia ma wciąż lśniący względną nowością, otwarty z pompą, ale nadal nieefektywny ośrodek treningowy (podobnie Cracovia). Przez Ekstraklasę nie przewinie się już (chyba) Gerard Bieszczad, ale syn Maradony Karpat wciąż może. A jeśli, to zmierzy się tam m.in. z Rakowem Częstochowa, o którym w styczniu’14 mało kto pamiętał, a teraz niestety wszyscy muszą. Etc., etc.

Reprezentacja Polski dość szybko wydźwignęła się z tej nieszczęsnej 78. lokaty w rankingu FIFA i poszybowała w pewnym momencie aż na pozycję nr 5. Było to +/- wtedy, gdy ledwie jeden-dwa karne (zależy jak liczyć) dzielił/y nas od medalu ME. Również w pewnym momencie mogło się wydawać, że już za chwileczkę, już za momencik (nooo… tego, „wkrótce” Very Happy) transfery polskich piłkarzy z Ekstraklasy wprost do lig top 5 staną się normą.

Mieliśmy też w tym okresie całą plejadę selekcjonerów i masę ikonicznych momentów. Były sekundy wymownego milczenia. Był Siwy Bajerant. Było granie w żółto-czerwonego brydża z Meksykiem. Był Felipe Cmentarz. Była afera premiowa, była afera opaskowa…

Tak naprawdę jednak nie pozmieniało się praktycznie nic. Polska piłka to nadal okręt bez płetwy sterowej. Gdzie nam powieje, dokąd nas prądy zniosą, tam płyniemy. Jak przypadkiem chwilowo jest dobrze, to jest dobrze. Jak jest źle, to jest źle i co pan poradzisz, jak nic pan nie poradzisz…? Kontroli nad tym nie ma nikt.

Owszem, można nie bez dużej dozy racji obwiniać za ten stan rzeczy PZPN. W końcu po coś, do UJa pana, ta centrala istnieje. I nie, nie po to, by Zbysiu miał na czyim tle zęby szczerzyć. I również nie po to, by Czaro miał z kim wyzerować kolejne pół litra. Coraz częściej jednak nachodzi mnie refleksja, że mamy to, na co, jako środowisko, zasługujemy. A w takim razie może faktycznie nie ma co się męczyć i pora się z tego środowiska wypisać…?
7niedziela, 22, czerwiec 2025 09:52
iocosus
Albiceleste, Ty mi tu wieku nie wypominaj, wiem, mam świadomość, że już od kilkunastu lat w tym miejscu zrzędzę i smęcę! Wink

A-c10: „nachodzi mnie refleksja, że mamy to, na co, jako środowisko, zasługujemy. A w takim razie może faktycznie nie ma co się męczyć i pora się z tego środowiska wypisać…?” – skoro jako kibice jesteśmy składową tego środowiska i mamy albo zaakceptować stan rzeczy, który uważamy za wadliwy, albo dojść do wniosku, że jest to „walka z wiatrakami” i odpuścić, zamilknąć, dać sobie na wstrzymanie i jako kibice siedzieć cicho jak mysz pod miotłą przyglądając się biernie jak kolesie, związkowi działacze nam kibicom śmieją się w nos, ... to jest to nasza kibicowska kapitulacja, defetyzm, który za chwilę przeistoczy się w apatię. Jeżeli się poddamy, jeżeli uznamy, że nie mamy wpływu na realia, nie jesteśmy w stanie ich zmieniać i nawet zaprzestaniemy prób, spuścimy oczy i zamkniemy usta, to za chwilę zadowoleni z siebie działacze PZPN-u wyślą nas do domu starców, tam umieszczą, a my otępiali, zobojętnieni nie będziemy nawet tego świadomi. Ot ci nasi przyjaciele środowiskowi taką nam wyświadczą przysługę i będą z siebie dumni na swych prezesowskich, dyrektorskich stołkach.

Doszedłem do punktu, w którym mówią mi, że w pewnym wieku pewnych rzeczy już nie wypada, że poważnemu, eleganckiemu facetowi nie pasuje choćby zakładać kolorowych koszulek z tożsamościowymi emblematami, manifestami. Zatem zakupiłem sobie przyodziewek i paraduję dumnie w nim z napisem na piersiach: „I never draemed that one day I’d become a grumpy old men but here I am, killin’ it”

Zatem mojego smęcenia i zrzędzenia cdn. Wink
8niedziela, 22, czerwiec 2025 10:59
dalkub
uczepiliście się panowie tych pieniędzy jak rzep psiego ogona. One są dla mnie elementem całości a nie najistotniejszą sprawą. Ja na ten przykład nie pracuję dla kasy a dla przyjemności - tak dostaję kasę, bo podobno muszą mi płacić, są to jakieś grosze i przez dwa miesiące uzbiera się z 1000 pln - nie o to mi chodzi. Pokazuję tylko że w 1000 szkółek i pseudoszkółek pseudo trenerzy uczą dzieci grać w piłkę i to nie jest prawda że nie ma materiałów, bo one są, co więcej są tacy co przygotowują takie skrypty, propozycje treningów w necie, są filmiki treningowe - trzeba chcieć sięgnąć, trzeba chcieć się przygotować, trzeba to pokazać i wprowadzić - większości się nie chce, cześć dzieciaków powinna być odesłana z treningu bo zwyczajnie się nie nadaje do sportu, ale oni są bo rodzice płacą składkę.
AC - oczywiście że trener dzieciaków nie będzie z tego żył, tylko ty rozmawiałeś z osobami z dobrych szkółek, piszesz trzeba trochę pedagogiki - tego nikt u nas nie uczy, trzeba trochę tego tamtego, najlepiej jak ten zwód co się chce nauczyć to się potrafi pokazać, a tu jest problem itd. - słabi trenerzy uczą dzieci w ich początkach, a potem nie ma czasu by je poprawiać w tych podobno super akademiach.
9niedziela, 22, czerwiec 2025 13:08
iocosus
Ponoć w odniesieniu procentowym do całej populacji danych krajów jesteśmy w ogonie Europy, jeżeli chodzi o odsetek uprawiających piłkę nożną, ale z drugiej strony: „W Polsce możemy powiedzieć o trzech milionach osób zaangażowanych w piłkę nożną od najmłodszej kategorii do wieku seniora. Mamy 60 tysięcy trenerów piłkarskich z dyplomami, z czego 25 tysięcy posiada odnawiane co trzy lata certyfikaty.” Źródło: Forum Trenera, Europa na nas patrzy
Trzy miliony mających jakąś stycznośc z futbolem w Polsce to prawie cała populacja Chorwacji lub niemalże jedna trzecia wszystkich obywateli Portugalii. Jasne z tych trzech milionów pokaźna częśc to zapewne dzieciaki, które przez dwa, trzy lata chodziły do szkółek piłkarskich ale na zawodową karierę nie liczyły i to są te dzieciaki nienadające się do sportu wyczynowego (i bardzo dobrze że jednak się ruszają w szkółkach) ale ta końcowa podana ilośc i tak zdumiewa. Licencjonowanych piłkarzy mamy ponad 700 tysięcy. Liczba trenerów i instruktorów też robi wrażenie, mamy więcej szkoleniowców piłkarskich niż liczą armie większości państw w strukturach NATO. Dla zachowania jednak skali przytoczę jeszcze jeden fragment z „Forum trenera”: „W Europie pracuje dziś dziewięć milionów trenerów, którzy prowadzą zajęcia ze 100 milionami Europejczyków. Mówimy zarówno o woluntariuszach, jak i osobach, które wykonują swój zawód. Dla porównania, na naszym kontynencie mamy sześć milionów nauczycieli. Trenerów jest więcej niż nauczycieli, a to oznacza, że mówimy o populacji, która jest bardzo istotną grupą zawodową, która zajmuje się całą masą Europejczyków i to zarówno w aspektach sportu powszechnego jak i wyczynowego.” Ilu z tych trenerów zajmuje się futbolem nie wiem, ale skoro jest to dyscyplina sportu najbardziej popularna w Europie to i zapewne udział trenerów piłkarskich jest procentowo pokaźny. Zatem może i te 60 tysięcy u nas z 25 tysiącami certyfikowanych to na tle innych krajów nie robi wrażenia, ale ... no trudno mi uwierzyc żeby w niewielkiej Portugalii było ich więcej. Wujek Gugluś podesłał mi takie dane: „w 2017 r. w Hiszpanii było 15 089 trenerów , którzy posiadali kwalifikacje UEFA Pro lub UEFA A”.

Może opacznie, ale wyciągam wniosek, że nie w ilości i piłkarzy i trenerów jest pies pogrzebany. U nas ilość nie przeradza się w jakość. Narzekamy na szkolenie piłkarzy, w tym szukamy przyczyn, ale może właśnie najważniejsze jest szkolenie szkoleniowców czyli tych którzy mają później szkolić!?
10niedziela, 22, czerwiec 2025 22:36
iocosus
Z weszlo.com: „Portugalia obnażyła polskie braki w szkoleniu piłkarzy i trenerów” - Autor: Szymon Janczyk
„Czasami słyszę utyskiwanie na polskie kluby, które masowo sięgają po zagranicznych zawodników, często anonimowych, z zaplecza najwyższej ligi, ostatnio zwykle z Portugalii. Gdy następnym razem ktoś będzie chciał wytknąć ekstraklasowym zespołom, że taka polityka nie ma sensu, niech włączy mecz młodzieżówek na słowackim Euro. Nie chodzi o wynik, lecz o to, jak to wyglądało. Jedni grali w piłkę, drudzy myśleli, że w nią grają.
Od razu zaznaczę — tak, sięganie po lepszy, gotowy produkt, to nie jest rozwiązanie idealne. Wzorcowo byłoby pozbyć się tego kłopotu poprzez szkolenie rodzimych piłkarzy, co kluby wciąż zaniedbują. Jeśli przynajmniej część z nich zainwestowała w to pieniądze, energię i po prostu musi kimś grać, zanim poznamy owoce ich pracy, to jakoś to będzie. Niestety mam obawę, że większość wybiera szczęście doczesne zamiast wiecznego.
To fatalne dla polskiego futbolu, natomiast część mnie rozumie takie podejście. Mam pod nosem klub, który rokrocznie ściąga zawodników z Portugalii i wciąż słyszy, że nie powinien tego robić. Ten sam klub ma jednak ograniczony budżet i myśli, jak pozyskać najlepszych piłkarzy, żeby utrzymać się w lidze. Kładzie na szali piłkarzy z podobnej półki finansowej, porównuje, co który potrafi i widzi, że chłopcy z drugoligowych portugalskich klubów biją naszych na głowę.
Musicie mieć świadomość, że część tych chłopaków zarabia większe pieniądze niż Portugalczycy, którzy właśnie ich rozjechali. Myślę nawet, że spora część, nawet tych grających w Ekstraklasie, bo to liga potwornie przepłacona, wciąż źle lokująca pieniądze. Przykładowy Diogo Nascimento to filigranowa szóstka, najlepszy piłkarz drugiej ligi portugalskiej. Stamtąd do Polski regularnie trafiają zawodnicy, dla których jest to nie tylko awans sportowy, lecz i finansowy.
Portugalczycy, których znam, przyznają, że teoria o wyższych zarobkach jest słuszna, bo ich kadra składa się z wychowanków dużych akademii, ale grających już w zespołach stanowiących dla rzeczonych dużych klubów tło w ligowej stawce, gdzie w najlepszym przypadku zarabia się podobnie, jak w Ekstraklasie. Jak więc doszło do tego, że różnica sportowa oraz piłkarska była tak duża?
Polski półprodukt piłkarski jest notorycznie obnażany przez Europę. Widać to po spadku cen naszych zawodników, po zmianie kierunków transferowych — nas nie chcą już w wielkich ligach, bo się tam nie nadajemy. Jednocześnie nawet Portugalczycy, z którymi rozmawiam, spodziewali się, że mecz z naszą młodzieżówką nie będzie łatwy. Raz, że pod względem fizycznym mogliśmy rywala zdominować, postawić mu trudne warunki i narzucić wysoką intensywność. Dwa, że uważają, że nasi piłkarze jako jednostki nie są tak słabi, żeby dostać takie lanie.
Trener, który świetnie zna portugalską młodzieżówkę, mówi, że w kraju nie było wobec niej wielkich oczekiwań. Brakuje pięciu, sześciu najlepszych piłkarzy z danego rocznika. Geovany Quenda, największa gwiazda, to piłkarz znacznie młodszy. W zasadzie najmłodszy na całym turnieju. Inne nadzieje — jak Roger, Gustavo Sa — to też nie są rówieśnicy facetów, którzy zaczynali eliminacje do turnieju. Wiadomo, że dla nas dziwnie brzmi takie utyskiwanie, bo wciąż mówimy o kadrze, w której są przedstawiciele:
Southampton,
Wolverhampton (dwóch!),
Celtiku,
Wolfsburga.
To marki większe niż te, w których grają polscy odpowiednicy, wyeksportowani już z Ekstraklasy do lig zagranicznych. To my jednak poniekąd zsyłaliśmy piłkarzy z seniorskiej drużyny, żeby wzmocnić młodzieżówkę na Euro. Przynajmniej mówiło się o tym, że na tych i poprzednich zgrupowaniach często pojawiali się zawodnicy, którzy mogli już dzielić hotel z najlepszymi w kraju, lecz selekcjonerzy działali w porozumieniu, budując drużynę na turniej.
Mistrzostwa Europy miały naszych piłkarzy wypromować, być solidnie przygotowanym projektem. Adam Majewski tuż przed turniejem tłumaczył mi zresztą, że nie powołał niektórych będących w formie zawodników, bo nie zdążyliby poznać starannie tkanego od początku eliminacji schematu funkcjonowania drużyny.
— Naszym najważniejszym sprawdzianem było zgrupowanie w Turcji, gdzie zagraliśmy z dwoma zespołami, które są na mistrzostwach Europy — Danią i Ukrainą. Tam wszyscy zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Nie chcieliśmy ryzykować, wprowadzać nowych ogniw, żeby skrócić czas przygotowań i nauki naszego sposobu gry, bo w klubach gra się w różnych ustawieniach — wyjaśniał.
Przekonywał, że zaufanie i powtarzalność są ważne, że wie, czego się po tych zawodnikach spodziewać. Finał projektu, ostatnie spotkania, w których młodzieżówka spotka się w takim składzie, brutalnie obnaża nasze braki. Uderza także w selekcjonera, któremu w nagrodę za awans sprezentowano nowy kontrakt. Każdy jego błąd rezonuje dwukrotnie właśnie z uwagi na to, ale też z uwagi na to, w jaki sposób Majewski opowiada o futbolu.
Po pierwszym meczu selekcjoner pokłócił się ze mną, że wcale nie było tak źle, bo trafialiśmy w słupki i ogólnie „okazje były”. Po drugim zgonił wysokość porażki na różnicę w indywidualnej jakości zawodników. Od Adama Majewskiego nie dowiesz się o futbolu niczego ciekawego. Nie usłyszysz konkretnych przemyśleń odnośnie tego, co stało się na boisku. Może inspiruje nimi piłkarzy, lecz szczerze — wątpię. Uważam, że moi portugalscy znajomi, opowiedzieli ten mecz w ciekawszy sposób, niż on kiedykolwiek byłby w stanie to zrobić, zauważając, że:
nasz zespół był kompletnie nieprzygotowany do różnych faz gry, nie wiedział nawet, jak odbudować pozycje po nieudanym własnym stałym fragmencie gry,
zawodnicy oraz formacje przemieszczały się bez ładu i składu, w żaden sposób nie utrudniając Portugalczykom gry w kluczowych strefach boiska,
pressing młodzieżówki był zakładany w nieumiejętny i niechlujny sposób, stwarzając większe zagrożenie nam samym, niż rywalom,
zawodnicy byli porozrzucani po pozycjach, na których nie czuli się komfortowo — szczególnym błędem było ustawienie prawonożnego obrońcy na lewym wahadle.
Wszystko to sprawia, że można podać w wątpliwość tezę, że Adam Majewski w ogóle zna kadrę, którą prowadzi. Nie potrzeba portugalskich podszeptów, żeby zorientować się, że wystawienie na niezwykle dynamicznych, eksplozywnych skrzydłowych piłkarza, który raz, że pół roku nie grał w lidze, dwa, że nie gra na swojej pozycji, to pomysł wybitnie kretyński — nie bawmy się w grzeczność.
Majewski to selekcjoner, który myśli, że prowadzi zespół klubowy. Ubzdurał sobie, że zbudował jakiś plan w trakcie eliminacji i teraz nikt i nic nie mogą tego zburzyć. Nawet na ławkę nie powołał szybkich, intensywnych stoperów, jak Jan Ziółkowski i Bright Ede, wiedząc, że z Portugalią i Francją gra będzie przecież niezwykle intensywna. Pomysłem na grę zabił najlepsze cechy Kacpra Kozłowskiego, posadził najlepszego biegacza w całym zespole — Antoniego Kozubala — na ławce, wpuścił niepotrafiącego bronić Kajetana Szmyta na wahadło.
Ten trener to chodzący chaos, który nie tyle nie pomaga, ile szkodzi swojej drużynie. Nawet gdy tłumaczył, że po przerwie chodziło głównie o to, żeby zachować twarz, zdawał się nie rozumieć, że i tak ją stracił, bo to, że Portugalczycy wcisnęli jedną bramkę, nie cztery kolejne, wynikało tylko i wyłącznie z faktu, że zaciągnęli ręczny, oszczędzali energię i zdjęli najlepszych zawodników. Nie ma większej kompromitacji dla zespołu niż to, że rywal obśmiewa twoją słabość, ściągając z placu swoich liderów, bo mecz i tak jest już wygrany.
Portugalczycy o problemach polskiej piłki. Polaków trzeba uczyć podstaw futbolu
Portugalczycy zwracali jednak uwagę nie tylko na błędy selekcjonera, bo trener w takim meczu może co najwyżej przykryć braki czy gorsze strony. Nie zmieni przecież tego, że dwudziestoletni Polak rozumie grę gorzej niż jego rówieśnik z Portugalii. To na tym poziomie występowała największa różnica, która pozwoliła zredukować różnice fizyczne, która odegrała nawet większą rolę niż różnice taktyczne.
Od zawodników z tego kraju często słyszę, że w Ekstraklasie doznają sporego szoku, patrząc i słuchając tego, jakie rzeczy trzeba tłumaczyć naszym zawodnikom. Portugalski piłkarz mówił mi kiedyś, jakim absurdem jest dla niego przepis o młodzieżowcu, bo widział na co dzień, jakie rzeczy musieli nadrabiać młodzi zawodnicy, których próbowano naprędce przygotować do tego, żeby nie utonęli w oceanie.
Wiele osób związanych z tamtejszym futbolem reaguje podobnie, zwraca uwagę na to, że nawet doświadczonym ligowcom z Polski trzeba wyjaśniać szczegóły dotyczące ustawienia ciała, zagrania na słabszą lub lepszą nogę, momenty skoku pressingowego, zajmowanie konkretnych przestrzeni na boisku. W Portugalii takie rzeczy tłumaczy się na etapie szkolenia dzieci, stąd dysproporcja w rozumieniu gry, rozmowie o futbolu.
Transferowani do Ekstraklasy zawodnicy dziwią się, że tak dużą uwagę przywiązuje się u nas do wytrenowania fizycznego, pracy nad siłą mięśni, wytrzymałością. Jeśli coś wyróżnia nawet przeciętnych portugalskich zawodników na naszym podwórku, to szybkość myślenia i podejmowania decyzji. Nawet gdy odstają fizycznie, nie widać tego, bo wiedzą, jak ukryć swoje mankamenty. Bardzo często podobny schemat widzimy u Hiszpanów, ale moim zdaniem Portugalczycy wznieśli “grę głową” – w znaczeniu myślenia na boisku, nie pojedynków powietrznych – na wyższy poziom.
Piątka przyjęta od Portugalii to kolejny sygnał wskazujący to, jak wiele czasu i możliwości straciliśmy. Potrafimy wyszkolić jednostki, które obronią się na europejskim poziomie, lecz niekoniecznie w zespole złożonym z samych polskich piłkarzy. Wielu osobom ciągle wydaje się, że możemy sprzedawać zawodników za miliony. Miliony są na zachodzie, Polska nie jest ciekawym rynkiem, to do Belgii przyjeżdża po trzydziestu skautów na mecz, to tam krążą prawdziwie duże pieniądze. U nas wciąż są to wybryki, wystrzały.
Portugalscy rozmówcy przerazili się teorią Majewskiego o jakości indywidualnej, która rozstrzygnęła mecz. Mówią, że jeśli chodziło o jakość, to tylko w głowach. Ich rodacy nie są fenomenalnie wyszkoleni, ale wiedzą, jakie decyzje, w którym momencie podjąć. Zwracali uwagę na akcje bramkowe i na to, że zawodnicy myśleli na kilka kroków do przodu.
Słyszałem od komentatorów, że Portugalia była piekielnie skuteczna, do pewnego momentu co strzał, to gol. Portugalczycy wyjaśnili mi, że to właśnie efekt właściwych decyzji. Nikt nie szukał bramki sam dla siebie, zawodnicy mają wpojone zasady i zachowania, które sprawiają, że zagrywają piłkę w zasadzie w ciemno, bo wiedzą, że ich koledzy odczytają tę sytuację w taki sam sposób. Gdy polscy obrońcy próbowali interweniować, rozczytać ich zamiary, byli o tempo spóźnieni, rywale dopieszczali właśnie akcję w taki sposób, żeby oddać strzał z najlepszej możliwej pozycji.
Nie bierzcie tego proszę za ojkofobię, to nie atak na polskość dla samego ataku. Przeraża mnie jednak, że wybitny polski piłkarz na młodzieżowym poziomie okazuje się słabszy od średniego portugalskiego. Jeszcze bardziej przeraża to, że wciąż brakuje nam wykwalifikowanych trenerów, którzy będą w stanie ten trend odwrócić. Moi portugalscy rozmówcy najmocniej chwalą Adriana Siemieńca i jego Jagiellonię, co zresztą nie zaskakuje. Bruno Baltazar powiedział mi kiedyś, że ten zespół gra “po portugalsku”.
Dyskusję tę przerabaliśmy jednak już kilkukrotnie, bez sensu się powtarzać. Streszczę i zamknę ją wracając na moje, radomskie podwórko. Wygląda na to, że Radomiak bardzo dobrze odczytał to, co się dzieje, nawiązując współpracę z Benfiką już na poziomie akademii, prosząc o pomoc w wyszkoleniu kadry trenerskiej oraz wdrożenie tamtejszej metodyki szkolenia. Portugalczyków po prostu trzeba słuchać, cenić i się od nich uczyć.”
***
Przekleiłem cały artykuł, bo uznałem że koresponduje z tym co napisałem w poprzednim wątku: „Moim zdaniem w uproszczeniu i w skrócie myślowym i taktykę i technikę wbijają do głowy młodym Portugalczykom, Hiszpanom, Francuzom poprzez ... grę w „rondo”, czyli i w dobrze nam znanego poczciwego "dziadka”. U nas to zabawa koleżeńska, na rozruch, rozgrzewkowa, tymczasem i Lewy i inni nasi stranierii podkreślają że do tej „zabawowej gierki” na Zachodzie Europy podchodzi się jak najbardziej poważnie i traktuje się jako istotny element treningu. I ci, co na obwodzie i ci co w środku muszą się wykazać, a później podczas meczu mam wrażenie że i Portugalczycy i Francuzi grają czasami na naszej połowie właśnie w „dziadka”. Wyjść spod pressingu również potrafią „rondem”, a i odbiór piłeczki jej przechwyt, gdy krąży po obwodzie też mają przećwiczony i wychodzi to im dużo lepiej niż naszym młokosom.
Dla mnie to „rondo” czyli „dziadek” to symbol, gdy się do tego podchodzi na poważnie na treningu ... to efekty są widoczne podczas meczu.”

Oczywiście nie w samym „dziadku” tkwi tajemnica, to tylko cząstka, którą przeklejony artykuł nieco rozszerza. Samemu zaliczam się do tych którzy grymaszą na drugoligowców portugalskich w Ekstraklasie, samemu zdeterminowany jako mniejsze zło egzekwowałbym przepis o młodzieżowcu bo innego sposobu na wyeliminowanie „doczesności” polskich klubów nie widzę i mam świadomość że chcąc utrzymac klub w lidze samemu bym tych Portugalczyków i Hiszpanów z niższych lig sprowadzał, a przepis o młodzieżowcu jest bzdurą. Wiem o tym, tylko jak z tego zaklętego kręgu wyjść?

Aha, po portugalsku grała też kadra u-17 Marcina Włodarskiego z 2023 roku, tylko co z tego, skoro była anomalią, efemerydą.
11wtorek, 24, czerwiec 2025 01:53
a-c10
@ Dalkub:

To fajnie, że można gdzieś tam z netu jakieś materiały sobie pościągać. Piszę to bez cienia ironii. Mam śmiem twierdzić, jakieś tam doświadczenie w pracy edukacyjnej (co prawda na kompletnie innym polu, ale co za różnica?) i jak najbardziej uważam, że takie dodatki nierzadko ratują człowiekowi dupę. Oraz głowę, którą można przewietrzyć. Spojrzeć dzięki czyjejś (niechby nawet nieświadomej) pomocy na swą robotę świeższym okiem. Tu coś podpatrzeć, tam się dowiedzieć – no zajebioza, bez ściemy. Wciąż jednak są to tylko dodatki. Jeżeli nie będzie jednolitego programu, przygotowanego przez fachowców i kontrolowanego przez PZPN, to same dodatki efektów nie dadzą.

Bo przecież ta baza programowa powinna bezwzględnie obejmować także trenerów. Jeśli szkoleniowiec nie potrafi zaprezentować prostego zwodu (cudów techniki a la Ronaldinho nikt tu w końcu nie wymaga), to co on, do ciężkiej cholery, w ogóle robi w zawodzie…!? Równie „dobrze”, dla przykładu, nauczyciel angielskiego mógłby nie umieć mówić.

1000 szkółek i pseudoszkółek No właśnie. Namnożyło się tego jak królików. Łatwiej trafić na szkółkę „piłkarską” (cudzysłów raczej nieodzowny), niż w Łomży na Ośrodek Szkolenia Kierowców. I dlatego…

@ Iocosus:

z tych trzech milionów pokaźna część to zapewne dzieciaki, które przez dwa, trzy lata chodziły do szkółek piłkarskich ale na zawodową karierę nie liczyły i to są te dzieciaki nienadające się do sportu wyczynowego (i bardzo dobrze że jednak się ruszają w szkółkach)

a) one nie liczyły, czy też może ich rodzice liczyli na to, że czynne zainteresowanie futbolem okaże się tylko przejściowe, a po czasie ich pociechy tę fazę zamkną i broń Borze Tucholski za mocno się w to nie zaangażują? Żeby nie było, to nie jest diss rodziców. Jeśli mogę sobie pozwolić na szczyptę prywaty: moja młodsza córką zakończyła koszykarską karierę niedługo przez 16. urodzinami. Owszem, nadal lubi poklepać piłkę po parkiecie, czy – ostatnio głównie – asfalcie (i np. stłuc własnemu ojcu tyłek 1x1 ;p), ale do zorganizowanego grania już raczej nie wróci. I, szczerze przyznam, absolutnie mnie to nie martwi. Zawodowy sport to droga przez mękę. Próbują tysiące i tysiące stawiają wszystko (a przynajmniej bardzo wiele) na tę jedną kartę, uczciwy poziom, także ekonomiczny, udaje się osiągnąć jednostkom. Skórka (raczej) niewarta wyprawki.

Jasne, chłopakowi łatwiej utrzymać się z profesjonalnego futbolu, niż dziewczynie z profesjonalnego basketu, nadal jednak jest to trudne. I tu można by zahaczyć o coś, o czym wspominał już Zbyszek: piłka nożna, jak i wiele innych dyscyplin sportu, to domena proletariatu. Niczego nikomu nie ujmując, społecznych nizin. Nie tylko w Polsce na palcach dałoby się policzyć zawodników, którzy pochodzą z bogatych domów i osiągnęli sukces. Mało dziwne. Jak wywodzisz się z biedy, to masz nieporównywalnie większą determinację, bo poza sportem, raczej niewiele ścieżek kariery jest dla ciebie otwartych. Może zatem my tu pitu-pitu, a rozwiązanie przyjdzie samo. W końcu biedy u nas ostatniemi laty coraz mniej (co i, oczywiście, bardzo dobrze), to niewykluczone, że wypadałoby, wzorem zachodnich sąsiadów, poczekać na imigrację. Może następny wysyp zdolnych polskich piłkarzy będzie mieć rodziców/dziadków z Ukrainy, Czeczenii, Syrii, Wietnamu…

b) jesteś pewien, że to dobrze, że t a k i e dzieciaki się w tych szkółkach ruszają? Bo, jak na moje, jednak lepiej być dorosłym lebiegą, niż dorosłym kaleką.

Co zaś się tyczy „odpowiedzialności środowiskowej” – wiesz, ja tam się nadal czuję młody i nieodmiennie uważam, że jak nie wypada, to znaczy, że dobrze siedzi. Ergo szklarz/mechanik/protetyk/kto-tam-jeszcze wykonał dobrą robotę Wink Przyznam jednak otwarcie, że siły i ochoty na donkiszoterię coraz we mnie mniej. Dalkub twierdzi, że rozmawiałem z ludźmi z dobrych szkółek. Bo ja wiem? Poza może West Hamem, żaden z w/w klubów nie słynie z jakiegoś ponadprzeciętnego szkolenia. A że szkolą? No cóż, muszą. Inaczej zdechną. Tak to w poważnych kulturach piłkarskich wygląda, że jak nie szkolisz, to nie masz kasy z wychowanków, a braki w składzie musisz uzupełniać (często przeciętnymi) najemnikami, co przecież swoje kosztuje. Gdy zaś ci Excel zaświeci na czerwono, to nie możesz iść na sesję rady miasta i żebrać tam o wsparcie, bo cię przecież zabiją śmiechem. U nas natomiast lata mijają i wciąż po staremu – magistrackich klubów jak mrówków. A magistrackie kluby z zasady nie szkolą, bo nie muszą. Po co, przecież miasto da.

To się nie zmienia od dekad. A skoro tak, być może miałoby sens pogodzić się z tym, że moje spojrzenie na futbol nie jest podzielane przez ogół i raczej już podzielane nie będzie. A skoro tak, czy warto sobie tym wszystkim zawracać Washburna? Mam coraz więcej wątpliwości.
12środa, 25, czerwiec 2025 19:39
Zbyszek
Przykro to napisać,ale przełożenie ilości szkolonych , nawet jakości szkolenia na wyniki jest sprzeczne z oglądem rzeczywistości i analizami czynionymi przez fachowców.To tak nie działa, bo owszem teoretycznie im większa baza kadrowa tym większa możliwość wyboru ,ale w sumie wybiera się kilkunastu, a czy z kilkunastu wyselekcjonowanych komputerowo czy z kilku milionów to bez znaczenia dla efektu końcowego . Bowiem przy tak skonstruowanym przełożeniu to Chińczycy, bili by się z Japończykami o kolejne tytuły MŚ. Takim klasycznym przykładem co prawda z innej dziedziny , bo siatkówki ,ale zespół USA zdobył w Seulu w 1988 roku złoty medal nie mając rozgrywek ligowych ,a trener wybrał rok wcześniej do szkolenia 22 zawodników .

Akurat Dalkub wyczuł lekką nutę kpiny w mojej odrazie dla pieniądze, ale poszedł w kierunku trywialności , bowiem każdy chce więcej zarabiać, tyle tylko ,że pieniądze nie spadają jak manna z nieba, tylko trzeba je zarobić i w piłce jak w każdym biznesie , bo bezdyskusyjne jest ,że futbol to dobry biznes dla biznesmenów Smile,są dwie metody na ich pomnażanie : albo inwestujemy i na bazie weryfikowalnego biznesplanu pozyskujemy kredyty i po uzyskaniu wyniku zarabiamy i spłacamy ,albo pracujemy na tym materiale jaki mamy i inwestujemy to co zarobimy. I w piłce nożnej na wysokim diapazonie ta druga metoda dominowała ,a duży biznes wchodził do klubów, który miały sukcesy czyli na pewniaka . Dlatego tak bardzo zwróciłem uwagę na ciągłość , bo te procesy miały charakter nie tyle ewolucyjny co nawarstwiający się, coraz większe pieniądze przekładały się na coraz lepsze wyniki, coraz większe zarobki i coraz większe zainteresowanie karierą i jej dostępnością dla adeptów. Bowiem piłka nożna ma ogromną konkurencję także zarobkową i musi być dla młodych i ich rodziców atrakcyjna.

Z kolei Iocosus odwołuje się do Portugalczyków w kwestii niewydolności naszego procesu szkolenia ,a przecież pisze o tym od 30 ponad lat prof. Chmura ,a i ja pozwoliłem sobie na sporo uwag krytycznych w eseju "Prosta droga' .ukazując jak daleko pada jabłko od jabłoni. Przy czym tak jak Dalkub Iocosus zbacza z prostej drogi , którą wyznacza logika. Mianowicie trafnie zwraca uwagę na stosunkowo małą liczbę szkolonej młodzieży i jej trenerów,ale ta konstatacja ma swoje negatywne przełożenie na efektywność szkolenia, bowiem jego podstawą jest selekcja, brutalna selekcja czyli pozostawianie w procesie szkolenia tylko najbardziej uzdolnionych . Kiedy tych chętnych do szkolenia jest mało ,a potrzeby duże , bo mamy ponad wszelką miarę rozbudowane rozgrywki na różnych szczeblach w różnych kategoriach wiekowych w tym ligowe , to selekcja staje się czymś nieistniejącym czyli szkoli się beztalencia razem z talentami . Np w Legi dopiero Marek Śledź zerwał z obłędem przestrzegania kategorii wiekowych co obecnie oznacza ,że talenty grają z wyższymi rocznikami i pierwsze efekty już dostrzegamy.
Niestety ,ale kadra szkoląca młodzież jest na niskim poziomie, ale też ma w większości gorsze warunki, niż w krajach tzw. zachodu . Polski trener przygotowania fizycznego w Niemczech i autorytet w tej dziedzinie Edward Kowalczuk w wydanej książce opisał etapy , alternatywy oraz metodykę kształtowania sprawności , atletyczności i na tej bazie motoryki ( mocy) piłkarza nożnego i twierdzi ,że w wieku 12-17 lat bez halowych sportów uzupełniających jest to na wysokim poziomie niemożliwe .Tyle tylko ,że w Polsce tylko nieliczne Akademie dysponują halami ,a bodaj tylko dwie basenami.
Lecz i przy trenerach młodzieży mamy podobną sytuację ,a mianowicie,że pieniądze nie uczynią ich lepszymi , ale wysokie zarobki przyciągną tych najlepszych , bo rację ma Dalkub,że za 3 tysiące to ściągniemy do roboty tylko dyletanta, który gdzie indziej do niczego się nie nadaje.

I to wszystko jest dość klarowne, tyle tylko ,że nasza reprezentacja składa się z piłkarzy grających w 95% w niezłych klubach zagranicznych ,gdzie na co dzień muszą udowadniać swoja przydatność.Więc te uwagi , aczkolwiek słuszne tyczą raczej drużyn reprezentacyjnych w niższych kategoriach wiekowych,a nie kadry narodowej. W niej problemem nie są zawodnicy ,ale trener. Od 1986 roku z przerwą na Nawałkę i krótkie zachłyśnięcie się Beenhakkerem wybrańcy PZPN prezentowali mierne umiejętności , nie potrafili ani dobrać zawodników do systemu ani systemu do zawodników , nie mówiąc,że każdy z nich nastawiał zespół na grę regresywną, tak jak by każdy nasz rywal był faworytem i przy tej błędnej taktyce nie potrafiliśmy ani rozeznać ani wykorzystać słabości rywali.Więc za sukces uważano np. porażkę z Francją po frajerskiej grze.

Obecnie obserwujemy lichy spektakl jakim raczy nas prezes Kulesza przypominający nie wybór dokonywany przy pomocy kryteriów merytorycznych,ale łapankę. Nie wierzę aby Kulesza rzeczywiście chciał zatrudnić najlepszych polskich trenerów czyli w kolejności Skorżę, Papszuna i Urbana.Bowiem gdyby chciał Skorżę to by z nim nie rozmawiał tylko wyłącznie z szefostwem Urawy. Japończyńcy mają kod i kult kulturowy oparty na dotrzymywaniu słowa , więc gdyby mający ważny kontrakt trener sam zwrócił się o jego rozwiązanie, to by utracił honor , nie mówiąc o konsekwencjach finansowych. Więc to co robił Kulesza to była albo ignorancja ,ale załgana gra. Co do Papszuna to argumentem jest rzekoma troska o wyniki Rakowa w LKE, a przecież wiemy ,że tak jak Skorża Papszun jest profesjonalistą i na dziadostwo i kolesiostwo w PZPN by się nie zgodził. W przypadku Urbana prezes uznał ,że on jest za miękki , co świadczy o tym ,że wydaje mu się jak Probierzowi ,że zawodnicy to jest rodzaj chłopów pąńszczyźnianych i trzeba do nich ekonoma, podczas kiedy Urban posiadł umiejętność bezbolesnego rozwiązywania konfliktów i co jak co ,ale atmosfera w jego zespołach była zawsze znakomita .
Każdy z nich z różnych względów byłby akceptowany przez zawodników, którzy mają na co dzień do czynienia z trenerami, którzy do przypadkowych nie należą.
Nie można traktować Kuleszy jak idioty , bo to jest prowincjonalny cwaniak i kombinator i na pewno w tym działaniu ma jakiś cel , ale obawiać się można kolejnego kolesia do gorzały ,a nie lidera reprezentacji.
13piątek, 27, czerwiec 2025 20:54
iocosus
W zeszłym tygodniu w czwartek 19 czerwca napisałem:
„... w kwestii nowego trenera zaczynają mnie prześladować koszmary, że Kulesza sobie pogrywa, podpuszcza nas kibicowskie pospólstwo. Zainteresowanie Skorżą lub Runjaicem to według mnie ściema, mają kontrakty klubowe zatem odmówią, a wówczas zostanie namaszczony Brzęczek, żeby krzyk za duży się nie podniósł w tandemie z Łukaszem Piszczkiem.”
Wczoraj, czyli w czwartek 26 czerwca naczelny szkodnik polskiej piłki, chodzący mem, niezrównany propagator biesiadnych trunków i zazuzizuzizaj, oznajmił:
„Mateusz Miga, TVPSPORT.PL: – Jerzy Brzęczek we współpracy z Jakubem Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem wyrósł według mediów na faworyta wyścigu po fotel selekcjonera. Jak pan to skomentuje?
Cezary Kulesza, prezes PZPN: – Rozważamy tę opcję, ale decyzja jeszcze nie zapadła. Uważam jednak, że to byłoby dobre trio. Panowie Piszczek i Błaszczykowski mieli piękne kariery piłkarskie, a ten pierwszy ma już za sobą doświadczenie w roli trenera. Znamy też ich wartość w kadrze. Wiemy, jakimi są postaciami. Ich obecność w sztabie na pewno dużo by dała drużynie narodowej. (...) Jeśli chodzi o wyniki i zdobycz punktową, to Jerzy Brzęczek miał się czym pochwalić. Jeśli chodzi o kwestie atmosfery w drużynie, to w przypadku tego wariantu osobowego, bardzo ważne jest dla mnie, że Łukasz i Kuba mają dobre relacje z Robertem. (…) Ja uważam, że w swojej pierwszej kadencji wykonał wszystko, co do niego należało. Gdyby z tamtej kadencji wykreślić nieporozumienie z Robertem, nie widziałbym powodu, dla którego miałby przestać wtedy pełnić funkcję selekcjonera” – wyjaśnił Kulesza w wywiadzie dla sport.tvp.pl.”
Źródło: Reprezentacja Polski. Cezary Kulesza o Jerzym Brzęczku: Rozważam tę opcję | TVP SPORT

Koszmary prześladują, nasilają się i powoli stają się rzeczywistością. To już jest jawne sondowanie jak ogół zareaguje na wybór Brzęczka, tyle tylko, że teraz oprócz Piszczka grany jest również Błaszczykowski, jako parawan przed krytyką. Mam szacunek dla Piszczka, mam również nadzieję, że będzie dobrym trenerem, ale to, co Kulesza wyprawia z wyborami selekcjonerów, to cyrk na kółkach, błazenada, burdello bum, bum.

Wpierw Majewski w młodzieżówce, teraz potencjalny come back Brzęczka i tak się bawią w tym przybytku. Wszystkich mają w d... .
14piątek, 27, czerwiec 2025 21:35
iocosus
A-c10: „jesteś pewien, że to dobrze, że t a k i e dzieciaki się w tych szkółkach ruszają? Bo, jak na moje, jednak lepiej być dorosłym lebiegą, niż dorosłym kaleką.” – mam bratanka dziesięciolatka, trenuje w szkółce piłkarskiej, ale brat nie nastawia się na to, że będzie zawodowym piłkarzem. Zapisywał go na judo, aikido, tenisa, ale Młody ostał się przy piłce, to wybrał i zaakceptował i to jest jego „podwórko 2.0” w XXI wieku. Nie lekceważyłbym tej funkcji. Oprócz sportu, ruchu ważne jest i uspołeczniane naszych dzieciaków, ich wchodzenie do rówieśniczej grupy, odnajdywanie się w niej, szkoła czasami do tego nie wystarcza. Niedawno furorę w serialach zrobił „Adolescence”, co prawda to brytyjska rzeczywistość, ale net to globalny wynalazek, a drugi odcinek udowadnia, że dziś „uspołecznianie środowiskowe” czyli „podwórko” dzisiejszych nastolatków to internet i portale społecznościowe, komunikatory. I to mogą być groźniejsze miejsca niż ciemne uliczne zakamarki z XX wieku. Przy tym my zgredzi wstępu do nich nie mamy, zero kontroli, świadomości, co tam się dzieje z naszymi pociechami.
A-c10: „moja młodsza córką zakończyła koszykarską karierę niedługo przez 16. urodzinami. Owszem, nadal lubi poklepać piłkę po parkiecie, czy – ostatnio głównie – asfalcie (i np. stłuc własnemu ojcu tyłek 1x1 ;p), ale do zorganizowanego grania już raczej nie wróci. I, szczerze przyznam, absolutnie mnie to nie martwi.” – jeżeli Twoją Córę również nie martwi, że poświęcała czas na treningi, choć zawodową koszykarką nie zamierza już zostać, to znak, że było mimo wszystko warto w te treningi inwestować.
15sobota, 28, czerwiec 2025 12:38
iocosus
"Łukasz (Piszczek) wyraził wstępne zainteresowanie, ale w tej chwili nie jest już zainteresowany pracą w sztabie reprezentacji Polski. Zrobił się problem. Moim zdaniem, trzeba szukać dalej – powiedział Mateusz Borek w programie Kanału Sportowego."

Oby to była prawda, a Piszczek uświadomił sobie, że rola alibi dla powołania Brzęczka to kiepska rola.
16sobota, 28, czerwiec 2025 23:15
a-c10
@ Iocosus:

było mimo wszystko warto w te treningi inwestować

Ależ to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Przez te prawie dziewięć lat Młoda zjeździła całą Polskę i trochę zagranicy. Zagrała w setkach meczów w dziesiątkach rozgrywek. Przywiozła ileś tam medali i ileś tam siniaków na dupie. Zdarzało jej się zarówno podnosić rywalki z parkietu po tym, jak wraz z koleżankami złoiły im skórę oraz samej być podnoszoną, gdy to jej ekipa zebrała wciry. Nauczyła się kontrolować i ciało, i emocje. Fenomenalnie rozwinęła refleks i widzenie peryferyjne (z racji niezbyt wybujałego wzrostu, zwłaszcza na tych poważniejszych etapach grała jako klasyczna „jedynka”, a to wymaga oczu dookoła głowy). Zawiązała kilka bardzo silnych, wypróbowanych przyjaźni. Nauczyła się stawiać granice, również trenerom i sędziom. No same plusy.

Dla niej. Bo dla koszykówki to już nie Smile I przecież tylko dlatego moje dziecię się w ogóle w tej dyskusji znalazło. By pokazać, że nie ma sensu przekładać liczby trenującej młodzieży na liczbę potencjalnych profesjonalistów(-ek). Nie wiem, nie robiłem, rzecz jasna, żadnych badań i nie traktuj tego, proszę, jako prób wyrażenia prawdy objawionej, mam jednak silne wrażenie, że za – ekhem, ekhem – naszych czasów było deko inaczej. Że jak ktoś w wieku późnych lat nastu coś trenował, to jednak wiązał z tym przyszłość. A przynajmniej chciał. Dziś? Niekoniecznie. Dla wielu z nich jest to albo po prostu zabawa, albo jedna z iluś tam ewentualności, albo – jak np. dla Twojego bratanka – „Podwórko 2.0”. A także, o czym wspomniałem wyżej, sporo rodziców patrzy dziś raczej z ukosa na plany swych pociech związane z zawodowym sportem.

Wracając do bieżączki: z jednej strony, to już było. Nawet parokrotnie. Przypomnę nieśmiało, iż następny selekcjoner będzie już czwartym (!) mianowanym przez Cezarego Kuleszę. W dwóch z trzech poprzednich przypadków jaśnie wielmożny pan prezes kazał czekać na swą decyzję około miesiąca. Dopiero za trzecim razem interregnum potrwało ledwie tydzień, ale to pewnie tylko dlatego, iż Michał Probierz był akurat pod ręką. A że teraz, ze zrozumiałych przyczyn, Michała Probierza pod ręką nie ma (chociaż może…? To dopiero byłby zawijas!), najprawdopodobniej poczekamy jeszcze gdzieś tak do połowy lipca. Po czym poznamy nazwisko trenera, który był do wzięcia już w połowie czerwca, ale przecież pośpiech jest cechą niższości, nieprawdaż?

Z drugiej, już parę lat temu przytoczyłem gdzieś tutaj stareńką wypowiedź śp. Janusza Atlasa o tym, iż reprezentacja Polski to taka kobyła, na której trudno gdzieś dalej zajechać, łatwo natomiast zepsuć sobie reputację wytrawnego jeźdźca. Mam silne wrażenie, że te słowa nigdy nie były tak prawdziwe, jak dziś. Że Skorża spuści Kuleszę na drzewo, to się śmiało można było zakładać. Wygląda jednak na to, iż co najmniej kilku innych trenerów traktuje obecnie pracę z kadrą jak imprezę imieninową u nielubianej ciotki. Znaczy głupio by było tak wprost odmówić, ale żeby się człowiekowi chciało iść, to absolutnie nic z tych rzeczy. Najlepiej jakby cioteczka zapomniała o naszym istnieniu. To zostawia na placu boju desperatów pokroju Brzęczka. Smutne.
17niedziela, 29, czerwiec 2025 09:40
iocosus
A-c10: „Młoda zjeździła całą Polskę i trochę zagranicy. ... Nauczyła się kontrolować i ciało, i emocje. Fenomenalnie rozwinęła refleks i widzenie peryferyjne ... Zawiązała kilka bardzo silnych, wypróbowanych przyjaźni. Nauczyła się stawiać granice, również trenerom i sędziom.” – czyli treningi stanowiły doskonały element ogólno-rozwojowy, a nie tylko sprowadzony do celu kontynuowania kariery sportowej w dorosłym życiu i na tym to polega, na identycznej zasadzie jak Ty w treningi Młodej mój brat inwestuje w Młodego i o ile młode smarki odnajdują w tym satysfakcję to jest to niewątpliwy pozytyw.
Moim zdaniem nie ma w tym nic złego, a wręcz jest to nieodzowne, żeby bazę piramidy sportowej tworzyły takie właśnie trenujące dzieciaki, ta podstawa musi być jak najszersza, tu jest kwestia, żeby do niej trafiały dzieciaki nie tylko tych rodziców, które w treningach sportowych dostrzegają szeroki rozwój swoich pociech, ale i takie, które takich „Strarszych” nie mają, lub gdy istnieją ograniczenia ekonomiczne, inne. Dla mnie dopiero teraz z takiej „podstawy” możemy mówić o selekcji, czyli o przechodzeniu z tych „tysiąca drużyn Tymbarku”, z tych lokalnych szkółek do ... Akademi, w których są już obecni „najlepsi z najlepszych”.
Kiedyś do klubu piłkarskiego można było zapisac „dwunastolatka”, od tego momentu zaczynało się jego kwalifikowane szkolenie, ale wcześniej ten dzieciak miał podwórko, na którym piłka stanowiła naturalną, najlepszą zabawę, miał SKS w podstawówce, były rozgrywki międzyszkolne, „czwartki lekkoatletyczne” organizowane przez zapaleńców i LZS –y jako droga ucieczki ze wsi lub małego miasteczka do większego świata. To była podstawa piramidy sportowej dziś są nią te szkółki.
W moich czasach (przypadek autentyczny) nastolatek trenujący na Agrykoli w gierkach na podwórku był dobry, ale bynajmniej nie najlepszy, byli tacy, którzy z żadnymi kwalifikowanymi treningami nie mieli do czynienia, ale piłeczką wiązali krawaty, byli i szybsi i sprawniejsi i niestety nikt się nimi nie zainteresował, a pozostawieni sami sobie, jakieś treningi mieli w d.. .
Czy jest możliwe, żeby dziś jakiś czternastolatek zgłosił się do kubu, Akademi, usłyszał pytanie gdzie wcześniej miał styczność z piłeczką, a on by odpowiedział, że tylko na podwórku z kolegami, to żeby nie wzbudził uśmiechu politowania? A w latach 60’, 70’, 80’ taki smark już na pierwszym swoim treningu mógł się okazać najlepszym z dotychczas trenujących. To była specyfika piłki, futbolu, jego powszechności. Fenomen dyscypliny. Może tylko w Stanach z koszem było podobnie, że ci trenujący w collegach, na uniwersytetach wcale nie musieli być lepsi w „ulicznych gierkach” od swoich rówieśników.
18niedziela, 29, czerwiec 2025 16:13
dalkub
Panowie, w masowości dyscypliny sportowej jest ogromna siła, która może pomagać albo może nie pomagać. Czym więcej dzieciaków ćwiczy, tym większa szansa że pojawi się ktoś na tyle utalentowany, że pójdzie grać dalej itd. Tak to działa w Holandii - jest szkółka dzieciaków i są scouci, często wolontariusze i oni wyławiają talenty, następnie takie talenty są zapraszane do szkółek profesjonalnych gdzie są poddani odpowiednie obróbce, z tego wychodzą zawodnicy do gry w seniorach.
U nas są szkółki słabo prowadzone a tych najlepszych nikt nie kieruje do lepszych szkółek bo po co? stracę składkę, będę mieć gorsze wyniki, to mi rodzice nie dadzą dzieciaków itd.
19niedziela, 29, czerwiec 2025 21:39
iocosus
Na kanwie naszej dyskusji, wymiana zdań między "ordynatorem" (byłym), a strapionym odwiedzającym chorego w szpitalu. Nazwałbym dysputę: Stłucz pan termometr, nie będziesz miał pan gorączki.

"Łukasz Olkowicz, dziennikarz Przeglądu Sportowego, zasugerował w programie Pogadajmy o piłce, że błędy dotyczące szkolenia popełniano jeszcze za kadencji Zbigniewa Bońka. Były prezes PZPN dodzwonił się do naszego studia, aby porozmawiać na ten temat.

- Czasami słucham, jednego, drugiego dziennikarza, który mówi o szkoleniu. Chciałbym wiedzieć konkretnie, co można było zrobić, coś konkretnego. Mówicie rzeczy, których absolutnie nie rozumiem. Trzeba wiedzieć, że PZPN nie szkoli, nie prowadzi treningów, nie uczy techniki użytkowej żadnego piłkarza. Federacja wytycza programy, one mogą być lepsze, gorsze. Czasami ktoś powie, że można lepiej szkolić trenerów. Ale my szkolimy trenerów tak samo, jak wszyscy w Europie. Nasz kurs, który daje UEFA Pro, jest kursem, po którym trener może wyjść i pracować w całej Europie, bo mamy taki sam program w porównaniu z innymi federacjami. Proszę mi, kolego Olkowicz, co można było zrobić lepiej w kontekście szkolenia - powiedział Boniek na kanale Meczyki.

- Mówi pan o kursie UEFA Pro, ale to dotyczy elity, trenerów zawodowych, którzy pracują na szczycie piramidy. Mnie chodzi o dół piramidy. PZPN ma na to bardzo duży wpływ, bo edukuje trenerów i można mieć zastrzeżenia do tego, jak ta edukacja wygląda. Zgodzi się pan ze mną, że np. Portugalia wypuszcza lepszych trenerów czy Polska? - zapytał Olkowicz.

- Trudno mi powiedzieć. Wydaje mi się, że wypuszcza lepszych. Ale sam sobie kłamiesz, bo mówisz, że można na dole coś robić, a mówimy o trenerach, którzy są na topie. Portugalia wypuszcza trenerów na topie, którzy idą prowadzić wielkie drużyny. To kwestia ludzi, umiejętności, charakteru, inteligencji, znajomości języków, sprzedania swojej wiedzy. Powiedziałeś przed chwilą, że można zrobić coś lepiej na dole piramidy. Okej, ale co można zrobić lepiej? - odparł Boniek.

- Ale Portugalia nie wypuszcza tylko topowych trenerów. To wynika z edukacji. Nie wiem, czemu się odwróciliście od uczelni, dlaczego nie możemy szkolić trenera przez pięć lat, dać mu narzędzia, wykładowców, żeby później byli lepsi. Takich mamy piłkarzy, jakich mamy trenerów. Miał pan na to dziewięć lat - kontynuował dziennikarz.

- Ale kto ci powiedział, że my się odwróciliśmy od uczelni, dlaczego mówisz takie rzeczy? Ktoś w Polsce wprowadził deregulacje, nie był to PZPN. My musieliśmy się dostosować. Ja sam byłem studentem, skończyłem Akademię Wychowania Fizycznego, obroniłem pracę magisterską, byłem na specjalizacji piłka nożna. Dostałem tytuł trenera drugiej klasy po zakończeniu studiów i wiem, jak to się odbywało. 24 godziny przed egzaminem studiowałeś tylko dlatego, żeby zaliczyć sesję. My powiedzieliśmy tak: "Kto wychodzi z uczelni, musi przejść dodatkowy nasz kurs". Uczelnie nie chciały się do końca na to zgodzić. Jak my dajemy komuś jakiś kurs, to musi posiadać odpowiednią wiedzę. Chcielibyśmy, żeby na dole byli ludzie inteligentni, postępowi, którzy mają idee, jak prowadzić jednostki treningowe dla dzieci. Czy ty myślisz, że w PZPN jest ktoś, kto włączył hamulec ręczny i mówi: "Dobra, nie róbmy nic, nie szkolmy" - przyznał były prezes PZPN.

- Ale inne kraje nam uciekają. To jest fakt Mieliśmy niedawno młodzieżowe EURO, to efekt szkolenia za pańskiej kadencji. W Europie jako młodzi nie istniejemy. Odpowiadał Pan za szkolenie trenerów, to oni mieli szkolić. Im lepszych byśmy mieli szkoleniowców, tym lepszych zawodników. W Portugalii dobrzy zawodnicy nie spadają z drzewa, tylko skądś się biorą - zaznaczył Olkowicz.

- Może przychodzą tam ludzie, którzy trochę więcej wiedzą o piłce, którzy mniej płaczą a więcej chcą pracować z dziećmi. Może nasz poziom intelektu ludzi w piłce jest tak niski, że nieważne jak będziemy szkolić, to trudno wynieść to trochę wyżej. To problem złożony - dodał Boniek.

Źródło: meczyki.pl/newsy/pilka-nozna/boniek-vs-olkowicz-na-kanale-meczyki-dlaczego-mowisz-takie-rzeczy
20poniedziałek, 30, czerwiec 2025 01:17
a-c10
@ Iocosus:

Mam wrażenie, że cały czas gdzieś się mijamy. Ja przecież w żaden sposób nie neguję sensu uprawiania sportu przez dzieciarnię. Wręcz przeciwnie, z reguły to przecież nieporównywalnie lepiej, że młodzi ludzie spędzają czas na aktywnościach fizycznych, niż gdyby go mieli poświęcać na scrollowanie Tik Toka i inne takie. Dlaczego „z reguły”, nie „zawsze”, o tym jeszcze za moment.

Sęk w tym, iż tego typu aktywność fizyczna, o jakiej tu rozmawiamy, przyniesie – owszem – niezaprzeczalne korzyści samej młodzieży (nawet, gdy owa młodzieżą już być przestanie) oraz nam wszystkim jako społeczeństwu. Bez dwóch zdań. Natomiast korzyści dla poszczególnych dyscyplin, zwłaszcza w wymiarze dopływu świeżej krwi do wyczynu, mogą być – i najprawdopodobniej będą raczej znikome. To super, że Twój bratanek i tysiące podobnych mu chłopaków haratają sobie w gałę. Tyle tylko, że polska piłka w wymiarze profesjonalnym korzyści z nich przypuszczalnie nie uświadczy.

Natomiast moje pytanie (jesteś pewien, że to dobrze, że t a k i e dzieciaki się w tych szkółkach ruszają?) dotyczyło sytuacji, w której dany dzieciak ewidentnie nie nadaje się do danej dyscypliny sportu (w skrajnych przypadkach: do sportu w ogóle), np. ze względu na wady postawy, czy też inne ograniczenia fizyczne, a mimo to „szkółka” (cudzysłów nieodzowny) wmawia mu i rodzicom, że jak najbardziej się nadaje, bo zależy jej wyłącznie na składkach.

Co zaś się tyczy rozmowy Olkowicza z Bońkiem, cóż, typowy Bonio. PZPN nie szkoli, nie prowadzi treningów, nie uczy techniki użytkowej żadnego piłkarza Mhmmm. A co ten PZPN w ogóle robi?

@ Dalkub:

będę mieć gorsze wyniki, to mi rodzice nie dadzą dzieciaków itd.

No właśnie. W tym „itd.” – miasto/gmina cofnie mi dofinansowanie, nie wynajmie obiektu, etc., etc., bo się pan/i burmistrz/wójt nie będzie mógł/mogła pochwalić sukcesami. I tak to się toczy, panie dzieju.
21piątek, 04, lipiec 2025 15:18
iocosus
A-c10: „Mam wrażenie, że cały czas gdzieś się mijamy.” – podążamy w tym samym kierunku, a że się mijamy to może i dobrze, nie jedziemy tym samym torem, czyli nuda nam nie grozi. Wink
Boniek uważa, że podążał jako prezio w szkoleniu tym samym torem co na Zachodzie Europy, różnic nie dostrzega, a jeżeli już to w takich uwarunkowaniach niezależnych od PZPN jak wcześniej „klimat”, a obecnie „genetyka” jest grana, a no i prawdziwe kuriozum, nasi trenerzy nie dorastają intelektualnie tym zagranicznym, coś w ten deseń chlapnął.
Jeżeli chodzi o „genetykę” to przed chwilą odbyły się Lekkoatletyczne Drużynowe Mistrzostwa Europy:
„Imprezę w cuglach wygrali Włosi, którzy uzyskali łącznie 431,5 punktów. Polacy uplasowali się na drugim miejscu - 405,5 pkt., a podium uzupełniła reprezentacja Niemiec - 397 pkt.
To piąta edycja DME z rzędu, w których Biało-Czerwoni wracają z medalami. W mistrzostwach w 2017 i 2023 roku sięgnęli po srebrne krążki. W 2019 roku w Bydgoszczy oraz dwa lata później w Chorzowie zdobyli tytuł drużynowego mistrza Europy.
1. Włochy - 431,5 punktów
2. Polska - 405,5 pkt.
3. Niemcy - 397 pkt.
4. Holandia - 384,5 pkt.
5. Wielka Brytania - 381 pkt.
6. Hiszpania - 378 pkt.
7. Francja - 354,5 pkt.
8. Portugalia - 300 pkt.
9. Szwecja - 288,5 pkt.
10. Szwajcaria - 286 pkt.
11. Czechy - 283 pkt.
12. Grecja - 253 pkt.
13. Węgry - 244,5 pkt.
14. Ukraina - 231 pkt.
15. Finlandia - 220,5 pkt.
16. Litwa - 178,5 pkt.
Z 37 konkurencji w imprezie Polacy na podium stawali 12 razy.”

Lekkoatletyka w której należy pobiec, skoczyć , rzucić, najbardziej wymierna z dyscyplin i my w niej, „my niedorozwoje fizyczne” zajmujemy drugie miejsce w Europie, mimo, że się mówi o zmianie pokoleń, a zatem i o lekkim kryzysie w tej dyscyplinie. I to prawda, że „starzy mistrzowie” się wykruszają, ale mimo to w lekkiej atletyce jesteśmy pomiędzy Włochami a Niemcami, za nami jest Holandia i Wielka Brytania. To jak to jest z tą „genetyką”!?

Boniek skonstatował że jedziemy tym samym torem co najlepsi w szkoleniu i nie zna przyczyn, czemu nie nadążamy. Zamiast jednak szukać tych detali, szczegółów, które robią różnicę, to woli przekonywać że PZPN pod jego przewodnictwem wszystko robił optymalnie, tylko ten „klimat” i „genetyka” stanowiły nierozwiązywalny problem.
A-c10: „moje pytanie (jesteś pewien, że to dobrze, że t a k i e dzieciaki się w tych szkółkach ruszają?) dotyczyło sytuacji, w której dany dzieciak ewidentnie nie nadaje się do danej dyscypliny sportu (w skrajnych przypadkach: do sportu w ogóle), np. ze względu na wady postawy, czy też inne ograniczenia fizyczne, a mimo to „szkółka” (cudzysłów nieodzowny) wmawia mu i rodzicom, że jak najbardziej się nadaje, bo zależy jej wyłącznie na składkach.” – jestem tu zwolennikiem tego co napisał Dalkub: „ jest szkółka dzieciaków i są scouci, często wolontariusze i oni wyławiają talenty, następnie takie talenty są zapraszane do szkółek profesjonalnych gdzie są poddani odpowiedniej obróbce, z tego wychodzą zawodnicy do gry w seniorach.” – czyli rozpatruję nasze szkółki nijako dwustopniowo, pierwsze to te, które idą na masowość, czyli po prawdzie są erzacem podwórek, które chcąc nie chcąc już nie wrócą i drugi obieg nazwijmy „profesjonalny”, w którym dzieciaki i młodzież jest już wyselekcjonowana i trenuje z myślą, że w przyszłości dyscyplina, którą uprawiają może im przynieść nie tylko emocjonalne, ale i finansowe gratyfikacje.

Być może tu jest jeden z problemów zakopany, w tym przechodzeniu z jednych szkółek do drugich. Nie mamy tu wystarczająco dobrego systemu selekcji, a może i te „profesjonalne” szkółki nie są takie „profesjonalne” jakby chciał Boniek albo i to na co zwrócił uwagę Dalkub, że "masowe szkółki" nie są zainteresowane wypuszczaniem najbardziej uzdolnionych do "lepszych" szkółek, bo nie mają z tego profitu.
Zibi zwrócił zresztą uwagę, że choćby propagowany przez PZPN program AMO (Akademia Młodych Orłów) nie do końca wypalił, czyli że jednak nie wszystko było optymalne. No i właśnie, jeżeli coś nie wypaliło to trzeba szukać przyczyn, robić korekty, albo próbować czegoś innego, a nie pieprzyć i pieprzyć o klimacie i genach!

A-c 10: „jesteś pewien, że to dobrze, że t a k i e dzieciaki się w tych szkółkach ruszają?) dotyczyło sytuacji, w której dany dzieciak ewidentnie nie nadaje się do danej dyscypliny sportu (w skrajnych przypadkach: do sportu w ogóle), np. ze względu na wady postawy, czy też inne ograniczenia fizyczne” – jestem pewien, że w tych „masowych” szkółkach, jeżeli tylko chcą, to dzieciaki powinni się ruszać i nie wolno ich skreślać, zresztą w tych „profesjonalnych” dogmatyzm uwarunkowań fizycznych też czasem może budzić wątpliwości. Gdyby był egzekwowany to Garincha jak mógłby marzyć o sportowej karierze, jeśli urodził się z krzywym kręgosłupem i z lewą nogą krótszą o sześć centymetrów, to prehistoria, ale Griezmanna najlepszy system szkolenia, czyli francuski też wypluł ze względu na niepozorne warunki fizyczne.
22sobota, 12, lipiec 2025 19:15
gawin76
To co, jednak Janek Urban.

Dwa lata temu wolałbym Papszuna, dziś wolałbym Skorżę, ale na nominację dla Urbana nie powiem złego słowa. Ba, to chyba najcieplej przywitana przeze mnie nominacja od dawien dawna.

Szkoda tylko, że mecz o wszystko z Finlandią u siebie już na początku września, jeżeli go przegramy to trzeba będzie myśleć o ME w 2028 roku, no i pytanie czy Urban dostanie aż tyle czasu?
23niedziela, 13, lipiec 2025 09:25
iocosus
Gawin: „To co, jednak Janek Urban.”
Z X wczoraj:
„Pawel Wolosik @PWolosik
Żaden kontrakt nie został dziś podpisany. W grze dwóch kandydatów Jerzy Brzęczek i Jan Urban. - Obaj przedstawili ciekawe plany na reprezentację - mówi prezes PZPN Cezary Kulesza. Decyzja w poniedziałek.”

Kulesza uwielbia wybory selekcjonera, bo cała uwaga jest wówczas skupiona na nim. Ten megaloman i atencjusz ma swoje pięć minut, w których pławi się delektując poczuciem ważności swojej osoby. Jestem zniesmaczony tym całym cyrkiem clowna Czarusia Kuleszy praktykowanym przy wyborach selekcjonera.

Jeżeli ostatecznie wybrany zostanie Urban to masakra dla mnie! Wink Nie będę mógł krytykować decyzji Kuleszy, ale niech tylko zdecyduje się na Brzęczka, oj, wówczas miałbym używanie, zero litości i respektu dla tej żałosnej karykatury na stanowisku prezia PZPN. Albo pozostanie tylko machnąć ręką i wzruszyć ramionami na to całe badziewie w pzpn.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1