- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Garm
Czas pożegnań
Legia zdobyła mistrzostwo - po raz pierwszy od 7 lat - i krajowy dublet - po raz pierwszy od lat 18. W niedzielę nastąpi "zabawa z dawna oczekiwana" i stadionowe fetowanie wszystkich tegorocznych sukcesów ekipy Jana Urbana. Dla kibiców będzie to też okazja do pożegnania kilku opuszczających Legię, a zasłużonych dla niej piłkarzy.
Okienko transferowe oficjalnie nie jest jeszcze wprawdzie otwarte, ale od paru tygodni wiadomo już, że mecz ze Śląskiem będzie ostatnim, w którym okazję do założenia koszulki z "eLką" na piersi dostaną Dickson Choto, Artur Jędrzejczyk, Michał Żewłakow i Danijel Ljuboja. Być może do tej czwórki dołączą kolejni piłkarze - kilku (jak choćby Marko Sulera) Legia sama chętnie by się pozbyła, inni z kolei są na transferowym rynku gorącym towarem i mogą wyjechać na testy medyczne choćby w sobotę - ale na razie pewność mamy co do tej czwórki. Warto chyba poświęcić każdemu z nich kilka słów.
Najdłuższym legijnym stażem we wspomnianej grupie może się pochwalić Dickson Choto. Późniejsza "Skała z Zimbabwe" przybyła z Warszawy latem 2003 roku; zwalistego obrońcę początkowo postrzegano jako rzadkiego parodystę, ale szybko zasłużył sobie na szacunek fanów i pracowników stołecznego klubu. W sezonie 2005/06 stworzył wraz z Moussą Ouattarą niezapomniany - tak dla kibiców jak i przeciwników - duet "Czarnych Wież", który miał ogromny udział w mistrzostwie ekipy Dariusza Wdowczyka. Z czasem problemy z kontuzjami poważnie ograniczyły nam możliwość podziwiania Dicksona na boisku, ale niezmiennie pozostawał dobrym duchem zespołu i miał udział w jego tegorocznych sukcesach. W sumie w Legii Choto rozegrał 209 meczów, w których strzelił 5 goli, co przekłada się na najdłuższy staż z całej obecnej kadry. Zdobył w ekipie "wojskowych" dwa tytuły mistrzowskie, cztery Puchary Polski i jeden Superpuchar, a więc pod względem liczby trofeów niemal dorównuje takim legendom lat 90-tych jak Leszek Pisz.
Drugi na liście pod względem "wysługi" jest Artur Jędrzejczyk, opuszczający właśnie stolicę na rzecz zielonych stepów Kraju Krasnodarskiego. Choć do Warszawy przybył tuż po ostatnim mistrzostwie, latem 2006 roku, dwa i pół sezonu spędził na wypożyczeniach i w Legii rozegrał na dziś 108 meczów, w których strzelił 4 bramki (mowa o meczach oficjalnych, bo przecież potrafił też zaliczyć trzy trafienia w otwierającym nowy stadion sparingu z Arsenalem). Zaczynał jako wypłoszony młodzian, który kompletnie nie dawał sobie rady z ligowymi wyjadaczami (dość brutalnie objeżdżał go swego czasu choćby Robert Kolendowicz), potem stopniowo nabierał ogrania i pewności siebie, aby w bieżącym sezonie stać się bodaj najmocniejszym punktem legijnej obrony i zgłosić mocny akces do podstawowej jedenastki kadry narodowej. Nie do przecenienia jest też rola, którą odgrywał w szatni stołecznego zespołu - od dłuższego czasu należał tam do tych, którzy wiedli prym i w dużej mierze odpowiadali za kształtowanie atmosfery. W sercu kibica pozostaje żal, że opuszcza Legię po ledwie jednym naprawdę dobrym sezonie przy Łazienkowskiej, ale taki już los kibiców klubów będących, przynajmniej pod względem finansowym, europejskimi pariasami.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Michała Żewłakowa, który przybywał do Warszawy latem 2011 roku, żeby zakończyć bogatą w dokonania karierę w klubie z rodzinnego miasta. Kapitan reprezentacji Polski i jej rekordzista pod względem liczby występów na początku mocno nastraszył kibiców kilkoma golami samobójczymi, ale potem był już niezwykle pewnym punktem obrony rewelacyjnej jesienią ekipy Macieja Skorży, rozgrywając między innymi po 90 minut w niemal każdym meczu Ligi Europy (jedyny wyjątek - kończące fazę grupową spotkanie z Hapoelem Tel Awiw). W bieżącym sezonie dogonił go wiek i coraz częściej ustępował miejsca na boisku młodszym kolegom, ale wciąż z racji ogromnego doświadczenia i wzbudzanego szacunku pozostawał ważną postacią klubu, w którego strukturach ma dalej pracować także po zakończeniu kariery zawodniczej. Oby z równymi sukcesami jak na piłkarskiej murawie, na której zdobył w trzech krajach w sumie sześć tytułów mistrzowskich i cztery krajowe puchary.
Na koniec został jeszcze Danijel Ljuboja - na warunki Ekstraklasy piłkarski geniusz, postać przez jednych podziwiana, dla innych, delikatnie mówiąc, kontrowersyjna. Nie czas to i nie miejsce na dysputy, czy "Ljubo" jednoosobowo wynosił ofensywę Legii na wyższy poziom, czy też był jej największym hamulcowym - swój głos co do niego już zabrałem, a pod tekstem wywiązała się ciekawa dyskusja. Wspomnę tu tylko słowa prezesa Legii, Bogusława Leśnodorskiego, który w każdej niemal wypowiedzi od objęcia stanowiska bardzo mocno Serba objeżdża, jednak w dzisiejszym wywiadzie potrafił na pytanie o ewentualny występ Ljuboji w ostatnim meczu sezonu przyznać: "Fajnie by było, żeby Danijel na boisko wszedł, zasłużył na to. Bo trzeba mu przyznać, że ciągnął drużynę w rundzie jesiennej". "Ljubo" Legię opuszcza po dwuletnim w niej pobycie. Miał spory udział w sukcesach i porażkach stołecznego zespołu i z pewnością zostanie w Warszawie zapamiętany.
Z wyżej wymienioną czwórką będziemy się żegnać, sporo bohaterów ostatnich lat i dni jednak w Legii pozostanie. Przed przyszłym sezonem drużynę wzmocnią też niewątpliwie nowi zawodnicy i to na nich zapewne będzie się skupiała w najbliższych tygodniach i miesiącach uwaga większości kibiców czy dziennikarzy. Oby chociaż część z nich przynajmniej dorównała osiągnięciami odchodzącym i oby odcisnęli w kibicowskiej pamięci równie mocne ślady jak ci, którzy w niedzielę będą mieli ostatnią okazję założenia koszulki z "eLką" na piersi.


Cóż, każdego z opisanej na swój sposób szkoda.
PS Zwłaszcza Garmie doskonałe podsumowanie Choto, przyznam że sam nie wiedziałem o co chodzi, kiedy go ściągali
Dodam tylko, że ja jak najbardziej wyobrażam sobie niepodpisanie kontraktu z Astizem. Wystarczy, że sprzedaż Jędrzejczyka usztywni stanowisko Hiszpana i jego agenta. Nie widzę możliwości, żeby Legia nadal płaciła Astizowi tyle, ile dostawał w ramach obecnie dobiegającej końca umowy.
Żewłak, znałem jego ojca, super sprawa ,że warszawiak zdobył tytuł jedyny w kraju właśnie z Legią.
Ljuboia będziemy pamiętać ,że taki grajek grał u nas i to jak grał !!
Co by nie pisać Warszawa pokochała Ljuboię.
Pamiętam Jędrzejczyka z europejskich pucharów i kilka meczów zagrał że fiu, fiu. Ten jeden sezon jakos mnie męczy
Pamiętam też, że dzielnie dawałeś im odpór
Bo tak było. Bodajże Pękacki zrobił swego czasu analizę jego gry. Jędza zaczął punktować dopiero wówczas, gdy przeszedł a właściwie wrócił na środek obrony. Podejrzewam, że kluczowa była dla niego współpraca z Żewłakiem. Zyskał tam bardzo dużo pewności siebie co potem procentowało, gdy zdarzało mu się czasami grać na prawej obronie.
Ja przyznam szczerze, że mnie trochę żenuje takie dziecinne wyzłośliwianie się w stylu "a nie mówiłem!". Piłkarze się rozwijają i często po dramatycznych okresach wskakują na wyższy poziom ale to wcale nie znaczy, że nie powinniśmy krytykować ich gry, gdy grają słabo. Jędrzejczyk w pierwszym sezonie Skorży, to była chodząca bomba.
- "Bodajże Pękacki zrobił swego czasu analizę jego gry. "
Która była totalnie do kitu, co udowodniliśmy już wtedy. Rany, po co powtarzać takie farmazony co jakiś czas?
Przecież już raz ta rozmowa była, tym razem ma być inaczej? Nie sądzę.
Z drugiej strony, to w dużej mierze szatnia - z całą odchodzącą czwórką - przegrała poprzedni sezon, więc może ich rola była pod tym względem jednak przeceniana?
Przyznam że miałem w pewnym momencie takie myśli, co ciekawe chyba najczęściej w odniesieniu do Żewłakowa, w sensie że jego pozytywny wpływ na szatnię i zespół może być nieco, hm, przereklamowany. Ale jednak ciut za daleko jestem od tej szatni, żeby na poważnie snuć takie spekulacje, wolę oceniać to co widzę na boisku.
No i boisko, właśnie, Astiza za wszelką cenę i każdą pensję niby nie ma co zatrzymywać, ale jeżeli odejdzie nam dwóch czołowych obrońców jednocześnie to zrobi się problem naprawdę. Albo będziemy szybko i celnie działać na rynku transferowym, albo pokażemy przygotowanie do nowego sezonu na wzór mistrzowskiego Śląska z zeszłego roku. Oni wymienili Celebana na Grodzickiego, to może my w trudnym momencie sięgniemy po Stawarczyka
- "...Astiza za wszelką cenę i każdą pensję niby nie ma co zatrzymywać"
Popieram, mało tego jakoś mam wrażenie, że z negocjacji nic nie wyjdzie. Astiz ma swoje aspiracje ( a może jego agent) a my jakoś nie jesteśmy skłonni dawać mu aż tyle. Co prawda wyjazd "Jędzy" daje Inakiemu jakieś atuty do reki, ale szybka informacja o rychłych negocjacjach z dwójką, co by nie mówić klasowych zawodników stanowi przeciwwagę. Jedno jest pewne, łatwe te rozmowy nie będą. A jak wspomniałeś samego Astiza za wszelką cenę nie ma co trzymać.