A+ A A-

Wszystkie "demony" Legii

Nie tak dawno temu będący gościem programu Liga Plus Extra Michał Żewłakow – ostoja defensywy Legii Warszawa - wyjawił dziennikarzom i telewidzom, kto jest największym przeciwnikiem jego (czyli naszej) drużyny w walce o tytuł mistrzowski. Ku zdumieniu niektórych nie wymienił zespołów Śląska, Wisły, Lecha, Polonii, Ruchu czy Korony, a… drużynę na co dzień rozgrywającej swoje mecze na stadionie przy Łazienkowskiej 3. Ten doświadczony zawodnik, mistrz z dwoma drużynami, w dwóch różnych krajach o zupełnie innej kulturze piłkarskiej zdradzał tajniki walki o to najważniejsze trofeum. Według pana Michała niego najpierw trzeba pokonać własne słabości. Wydaje się, że we wtorek byliśmy świadkami właśnie tej zapowiadanej przez wielokrotnego reprezentanta polski walki.

Walki niemiłosiernie męczącej, co gorsza męczącej nas (oj bardzo), ich (piłkarzy) i sztab szkoleniowy. Kolejny raz przyszło nam być świadkami starcia drużyny z jej własnymi demonami. Demonami, które objawiają nam się nad wyraz często, w rundzie jesiennej wtargnęły na boisko w trakcie spotkań z Podbeskidziem i Cracovią, na wiosnę we wczorajszym spotkaniu (nie nazwę tego meczem) z Gryfem Wejherowo, a kilka z nich już było na murawie w meczu z Polonią („presja”). Niestety stadionowy monitoring jest wobec nich bezsilny, nie mamy, więc co liczyć na pozbycie się ich poprzez zakaz klubowy o sądowym nie wspominając. Z nimi muszą sobie poradzić nasi zawodnicy sami, indywidualnie lub w grupach, przy pomocy trenerów lub w zaciszu treningowych zajęć.

Co ciekawe, gdy zespół dopadnie jeden z tych straszliwych piłkarskich „złych duchów” to jeszcze jakoś sobie dają radę, ale na zmasowany atak zawodnicy Legii nie mają absolutnie żadnego pomysłu. Gdy „presja”, „minimalizm”, „zbytnie pewność siebie” i „słabsza forma” dopadają razem to efekty są wręcz opłakane. Tak przegraliśmy z ekipą z Biesko-Białej, tak zremisowaliśmy z Cracovią, tak też szczęśliwie zremisowaliśmy wczorajszego wieczoru. Muszę przyznać, że ze smutkiem patrzyłem jak jedynymi zaangażowanymi zawodnikami byli najstarsi na murawie Michał Żewłakow i Tomek Kiełbowicz. Odpowiednio 35 i 36-letni zawodnicy starali się coś zrobić na tym boisku, cokolwiek, aby innym też zachciało się chcieć. Od czasu do czasu to nastawienie naszych legijnych weteranów emanowało na innych stołecznych piłkarzy. Niestety bardzo rzadko.

Gdy raz udało się im „zarazić” Miro Radovicia, ten w chwilowym przypływie „szaleństwa” przeprowadził akcję na pełnym biegu (jedną, jedyną w całym meczu w jego wykonaniu) kompletnie myląc blok defensywny ambitnych gości. Efektem tego był bardzo dobry strzał Danjela Ljuboji i chyba jedyna stuprocentowa szansa na gola dla Legii w tym meczu. Pisząc o jedynej szansie myślę o takiej wypracowanej, słusznej, sprawiedliwej a nie mogę tego napisać o tej, po której padł gol. Ta była standardową ostatnio serią niewyjaśnionych pomyłek na rzecz Rafała Wolskiego. Kolejnym piłkarzem (poza „dziadkami”), któremu chyba nikt nie powiedział, że to mecz o nic był Michał Żyro. To po jego wejściu zaczęło się dziać coś pozytywnego (nie napiszę dobrego, o co, to nie), a to rajd przy linii końcowej, a to ładna wrzutka na głowę Blanco (kolejny bezbarwny występ ponoć walczącego o skład snajpera). Jedynym facetem, którego oceny się nie podejmuję był Dickson Choto, On zagrał jak zwykle, człapiąc zawsze tam gdzie był najbardziej potrzebny. Jednak, aby stwierdzić u Dicksona brak chęci/motywacji do gry to musiałby się chyba położyć, w innym wypadku nie sposób mieć pewności jak to tym razem było.

W mojej ocenie „Gwiazdą wieczoru” i jednocześnie jego symbolem był Janek Gol, rany jak temu facetowi się nie chciało, Boże jak On wczoraj cierpiał. A my niestety wraz z nim. Rzadko widuje się piłkarza, który kompletnie nie wie, po co jest na boisku, który porusza się jak w transie i jak w transie stara się schrzanić wszystko, co jest w jego zasięgu. Problem z koncentracją? Nie wiem, naprawdę nie wiem, wiem za to, że wczoraj piłkarsko lepsi byli piłkarze Gryfa (mentalnie bili byłego zawodnika GKS-u Bełchatów na głowę). A to odskoczyła piłka, a to podanie było za długie (lub za krótkie), a to nie było go wcale. Siedząc na trybunach uknuliśmy taką teorię (na szybko), że aby nie dostać od niego podania „zwrotnego” trzeba natychmiast uciec gdzie pieprz rośnie, ale Janek i tak kilka razy w swoim stylu spróbował namierzyć takiego delikwenta. Generalnie podanie piłki do defensywnego pomocnika Legii zwalniało akcję o kilka naście sekund lub niwelowało ją już w zarodku. To straszne, ale wczoraj będący w bardzo słabej dyspozycji Vrdoljak był przy nim niczym profesor. A to nie nastraja mnie optymistycznie przed następnymi meczami.

Dziennikarze i obserwatorzy ostatnich zmagań Legionistów wskazują na brak kreatywności w środku boiska. No cóż, nie da się ukryć, iż mają całkowitą rację. Z tym, że jak może być inaczej gdy w momencie wyprowadzania piłki jeden ze środkowych pomocników cofa się pod obrońców (jakby Oni nie potrafili sobie poradzić) zaś drugi co sił w nogach biegnie pod pole karne rywali. Z kim niby mają to rozegrać jak w środku pola tworzy się kilkumetrowa dziura? Wcześniej w tę dziurę wchodził Miro Radović (wczoraj też spróbował – nie wyszło), wczoraj tą rolę przejął Danjiel Ljuboja z mizernym niestety skutkiem. Po raz kolejny okazało się, że gdzie wrogów kupa tam i herkules d.... Tak właśnie było w spotkaniu z Gryfem Wejherowo. Albo byliśmy zbyt blisko siebie (podawanie na dwóch metrach kwadratowych wychodzi chyba tylko Barcelonie), albo tak daleko, że próby podania kończyły się w jeden jedyny sposób – mianowicie stratą. A kibice cierpieli.

Niestety brak wspomnianego przed chwilą ruchu wydał mi się największym wrogiem Legionistów. Szczególnie przy próbach konstruowania akcji było to bardzo widoczne. Jedynym zawodnikiem potrafiącym wykorzystać „żywe zasłony” jakimi czasem są „nieruchawi” koledzy z zespołu jest Miro Radović. Będąc w formie Serb potrafi przedrylować jak w slalomie gigancie całą połowę rywala i na koniec oddać strzał lub podać na nos do Ljuboji (a kiedyś Ryby). Niestety Rado w formie nie jest, nawet bym powiedział, że „Bratko ” jest daleko od tej formy jaka gwarantuje mu poziom do którego nas przyzwyczaił. Dlatego zupełnie niezrozumiałe dla mnie jest tak statyczne budowanie akcji przez zespół Macieja Skorży. Wszystko jeszcze idzie jako tako jak w rolę Radovicia wcieli się Wolski, ale jak tylko „młodziak” zagra słabiej (jak w meczu z Polonią) to już... mogiła. Kreowane (naciągane to słowo) w tym stylu przez Legionistów akcje jest w stanie rozczytać ośmiolatek ze Escola Varsovia oddziału LaMasii w Warszawie a co dopiero ligowy rywal. Nic dziwnego, że zawodnicy Gryfa też większych problemów z tym nie mieli.

Patrząc na problemy jakie mamy z atakiem pozycyjnym, na ciągłe kłopoty z takim zawiązaniem akcji by ta zaskoczyła rywala niezmiernie dziwiłem się po derbowymi stwierdzeniom jakoby Maciej Skorża popełnił błąd nie wstawiając do składu (lub po zmianie) Ismaela Blanco. Otóż właśnie we wtorek przekonaliśmy się, że nie popełnił. Najzwyczajniej na świecie wstawienie Argentyńczyka nic by nie zmieniło, my (to znaczy Legia) mamy zdecydowanie większe problemy ze stworzenia zagrożeniem pod bramką przeciwnika niż z wykorzystaniem takowych. Co z tego, że wczoraj Ismael próbował coś tam w przedzie zdziałać, jeśli jedyną szansą na cokolwiek było wypracowanie sobie sytuacji samemu. Przez cały mecz dostał dwa dobre podania. Ile by dostał z Polonią? Myślę, że niewiele więcej. Smutny to obraz ponoć najlepszej ligowej ofensywy, smutny ale niestety rzeczywisty.

Ja rozumiem (nie akceptuję ale rozumiem) przegraną z własnym „minimalizmem”, rozumiem przegraną ze „zbytnią pewnością siebie”, trzeba było awansować to awansowali. Oczywiście martwi tak ewidentne „olanie” własnych kibiców, ale będąc szczerym to się po prostu zdarza. Nie tylko na Ł3, ale na wszystkich stadionach świata. Jednak po wtorkowym „spektaklu”, jakim uraczyli nas zawodnicy Macieja Skorży obudziły się we mnie obawy zdecydowanie bardziej poważne. Nie tylko o słabą formę Radovicia, Kucharczyka (nadal), Vrdoljaka, czy Janka Gola, ale o słabą formę całego zespołu. O brak koncepcji co dalej, o brak recepty na doraźne problemy zespołu (czy to zdrowotne czy personalne) i w końcu o brak pomysłu na jakość jaką mielibyśmy zaskoczyć rywali. Bo na to, że położą się Oni przed nami to wszelkie nadzieje rozwiał już chyba Gryf Wejherowo.

Muszę przyznać rację „Żewłakowi”, Legia Warszawa jawi się coraz groźniejszym przeciwnikiem dla zespołu z Łazienkowskiej 3. Przeciwnikiem którego pokonanie może okazać się szalenie trudne. W tej walce udział muszą wziąć wszyscy, ale czy dadzą radę? Pierwszą odpowiedź możemy uzyskać już w sobotę w meczu z GKS-em. „Górnicy” z Bełchatowa zawsze byli przeciwnikiem niewygodnym i aby z nimi wygrać będziemy musieli pokazać wszystkie swoje atuty. Ile ich jest? Jak mocne? Zobaczymy już w najbliższej kolejce.

Dyskusja (10)
1środa, 21, marzec 2012 20:05
Monrooe
Jak skończyłem pisać moje przemyślenia "po Gryfie" (i nie tylko) to w oczy wpadły mi słowa Ivicy Vrdoljaka:

- Kogo chciałbym wylosować? Awansowała już Wisła Kraków. Przewagę z pierwszego spotkania mają Arka i Ruch. Chciałbym wylosować Arkę Gdynia - mówił kapitan Legii po wtorkowym spotkaniu ćwierćfinału Pucharu Polski z Gryfem Wejherowo.

Niestety jak widać "minimalizm" nadal panuje na Łazienkowskiej 3.
Ciężko go będzie wyplenić, szczególnie gdy objawy "zarażeniem się" przejawia kapitan Wojskowych.
2środa, 21, marzec 2012 20:30
Senator
Ja panowie szlachta tak mądrze jak nasz przewielebny Monrooe nie napisze. Aby atak opozycyjny był skuteczny muszą być spełnione trzy podstawowe warunki.1. ciągły ruch zawodników na boisku 2. Bardzo dobra technika uzytkowa i w reszcie warunek nr 3 zawodnicy powinny znać się jak łyse konie . U nas dzięki takiej a nie innej polityce warunek trzeci nie spełniony i pewnie długo spełniony nie będzie . Warunek drugi ? Tu zapewne może dojść do polemik , ok przyjmijmy że Legia spełnia go w 70% . Warunek pierwszy zdaje się najłatwiej spełnić tylko właśnie minimalnym pewność siebie czy zwykle lenistwo i panowie szlachta wielka Dupa .
3środa, 21, marzec 2012 20:37
Senator

Jeszcze jedno. Warunek nr trzy można zminimalizować poprzez szkolenie. Cały czas mam w głowie obraz dzieciaków z Barcelony na turnieju Białe Orły. Oni będąc dorosłymi znać się nie muszą będą mieli to we krwi.

4środa, 21, marzec 2012 20:54
Andrzej
Senatorze, jedna uwaga: w meczu derbowym od początku grali wyłącznie piłkarze, którzy, jak powiadasz, znają się jak łyse konie. Ten trzeci warunek oczywiście jest ważny ale kluczowe są te dwa pierwsze. Jak dwa pierwsze są spełnione, to ten trzeci jest mało istotny.
Monrooe, świetny felieton! Mam identyczne obserwacje po tym meczu.
5środa, 21, marzec 2012 21:16
YonX

Może Ivica pragnie finału Arka - Wisła, wtedy spokojnie odbędzie się on na Narodowym Wink Cóż, wypada się zgodzić z autorem i liczyć na szczęście w kolejnych meczach, bo na to, że GKS będzie grał otwartą piłkę, dzięki której nasi przepiłkarze będą mieli więcej miejsca dla siebie nie ma co się nastawiać. W razie wygranej znowu będziemy uspokojeni, aż do krakowskiego piątku kiedy znowu zapewne zobaczymy zawodowych piłkarzy, którzy zapominają grać w piłkę.

6środa, 21, marzec 2012 22:35
Senator

Szanowny Andrzeju jeśli myślisz o Żyro, Kucharczyku czy Wolskim to ja bym się spieral . Bardziej pewnie są zgrani z drużyną w jakieś Enklawie niż na boisku. Pamiętajmy do niedawna to rezerwowi, wychodzący na ostatnie 20 minut.

7czwartek, 22, marzec 2012 12:14
Monrooe

No niestety, z tym pokazywaniem się do podań ciągle nie jest tak jak powinno być. Najlepszym meczem w tej materii był pojedynek z Rapidem w Bukareszcie. Nigdy potem już nie widziałem takiej Legii (wcześniej chyba też nie). Ja bym nawet powiedział, że w obecnej chwili gracze bez piłki chowają się przed zawodnikiem ją prowadzącym. Wyjątkami są Ljuboja, Radović i Wolski (choć On też potrafi należeć do grupy "chowającej się"). Gra Legionistów opiera się na zasadzie: - "najpierw muszę poradzić sobie ze swoim a potem znajdę wolego kolegę". Bardzo mało w grze Legionistów jest szukania pozycji, w zasadzie nie ma "ruchu" wśród graczy bez futbolówki, gry z klepki poza parą Ljubo-Rado nie uświadczysz. Mało jest przesuwania do przodu samą grą pozycyjną, zawsze są to pojedynki. Te wygrane przybliżają nas do bramki przeciwnika, przegrane do kontry rywali na bramkę Legii. Największymi przegranymi takiej a nie innej gry są...Janek Gol i Ismael Blanco. Jeden (Gol) często szuka (stara się) partnerów by posłać jakieś prostopadłe podanie, jakąś otwierającą drogę do bramki piłkę ale... nikt nie wychodzi, nikt nie reaguje na sygnały jakie daje Gol z piłą przy nodze. Często kończy się to stratą (zbyt długi czas z piłką przy nodze) lub podaniem do najbliższego partnera (często do tyłu). Ostatnio również krytykują formę tego chłopaka ale wiele jego strat to nie jest jego wina (przynajmniej nie nie do końca). Bardzo często jest tak, że nikt ale to nikt nie pokazuje mu się do "gry", a Janek nie oszukujmy się Janek nie jest mistrzem dryblingu. Nie na tym jego gra polega. Z kolei Ismael lubi się pokazać, często stara się zwrócić na siebie uwagę kolegów ze środka pola i wychodzi za plecy obrony lub wbiega w uliczkę. Niestety w meczu z Gryfem na kilkanaście takich zrywów piłkę dostał dwa razy i oba niecelnie (zresztą obie chyba od Nacho Novo). Reszta to były niepotrzebne przebieżki. Gdyby Janek był w lepszej formie może by odpowiedział na potrzeby Argentyńczyka, a gdyby był w zespole Borysiuk zrobiłby to na pewno. Niestety w obecnej chwili słaba forma jednego i brak drugiego nie pozwalają rozwinąć skrzydeł naszemu nowemu snajperowi (kandydatowi na snajpera), reszta zawodników jakby zupełnie nie rozumiała jego potrzeb. Do tego niestety (dla nas i Ismela) trzeba czasu a tego może i jemu i nam zabraknąć i tego nie ukrywam bardzo się boję Myślę, że kolejną szansę "zatrybienia" zespół dostanie w meczu z Bełchatowem (Maciej Skorża musi po prostu coś zrobić). Jeśli jednak się nie uda to następne mecze z naszymi nowymi nabytkami możemy zobaczyć dopiero w...pucharze. To będą ostatki, albo wóz albo...dołączą do Michala Hubnika na którym chyba faktycznie postawiono już krzyżyk. Nie ma szans by ten zawodnik wrócił do pełnej dyspozycji w tym sezonie. A na wielką niewiadomą nikt stawiał nie będzie. Podobnie może być z naszymi szumnymi ale wyraźnie spóźnionymi transferami.

8czwartek, 22, marzec 2012 13:39
Andrzej
No właśnie, to jest pytanie, które mnie nurtuje od początku tej rundy. Dlaczego zespół gra tak statycznie? W meczu z Gryfem bardzo często byliśmy świadkami sytuacji, gdy Żewłakow z Choto kopią piłkę między sobą, przed nimi jest dwóch piłkarzy Gryfa, za tą dwójką jeszcze czterech a cała nasza linia ofensywna gdzieś tam sobie urzęduje pod polem karnym Gryfa. A Żewłak robi rozpaczliwe gesty przywołujące wszystkich z powrotem. Przy takiej grze nie ma nawet możliwości zagrania prostopadłej piłki do Blanco, bo defensywa przeciwnika jest zbyt głęboko cofnięta i bramkarz od razu wszystko przechwyci.
Wygląda to naprawdę strasznie. Nigdy nie uwierzę w to, że Skorża na odprawach taktycznych każe im tak grać. To też nie są piłkarze, którzy nie wiedzą o tym jak się powinno grać. Forma fizyczna? No bez przesady. Brak zgrania? No, niby jest 2 nowych ale pozostałych 9 jednak gra już od ładnych kilku miesięcy, jak nie w meczach, to na treningach. No to zostaje nam jedynie psychika. Może po prostu mają za dobrze? Brakuje im mobilizacji?
9czwartek, 22, marzec 2012 14:14
Monrooe
Ja myślę, że brakuje wszystkiego po trochu. Jak wspomniałem wcześniej na jesieni graczem "robiącym" grę w środku pola był Radović. Obecnie stara się go zastąpić Wolski, ale młody gracz zbyt często znajduje się "za wysoko" by móc brać udział w "rozprowadzaniu" piłki od naszej strefy obronnej. Dziura w środku boiska uniemożliwia płynne przemieszczanie się w kierunku pola karnego rywali, zamiast wchodzić w defensywę przeciwników serią szybkich podań my staramy się wrzucić futbolówkę na wolne pole. Tylko, że tego akurat nie ma bo wbiegając na 20 metr sami to pole skracamy.

W meczu z Gryfem starał się też grać w ten sposób (schodzić po piłkę) Ljuboja ale...robił to w niezbyt efektywny sposób. Jego podchodzenie pod gracza z piłką było wręcz irytujące. W rozmowie z kolegą po tym me...widowisku okazało się, że obaj zwróciliśmy uwagę na sytuacje w której Danjiel podbiegł na metr, dwa do wyprowadzającego piłkę Żewłakowa a ten... wzruszył ramionami jakby chciał powiedzieć - "facet co Ty tu robisz?" i pobiegł z piłką kilka metrów po czym posłał ją do wysuniętych zawodników ofensywnych. Wracając wyglądał na gościa który stara się przekazać, że co jak co ale kopnąć piłkę na kilka metrów to jeszcze potrafi i podchodzenie do niego na "wyciągnięcie ręki" nic tak na prawdę nie daje.

Być może Danjiel się poprawi (na konferencji pomeczowej mówił o tym Maciej Skorża), zacznie więcej grać szybką piłką z partnerami, wtedy zacznie to lepiej działać. Jedno jest pewne rajdów z futbolówką w stylu Radovicia u Ljuboji nie uświadczymy. Jednak szybka wymiana podań, rozprowadzenie futbolówki w środku pola jak najbardziej by się przydało. Wszak na szpicy ma królować Blanco.

Wracając do sił to raczej one (tzn. ich brak) to jest powodem dla którego w ataku gramy tak statycznie. Przecież cała kwestia braku ruchu dotyczy tylko graczy bez piłki, jak tylko dostaną Oni futbolówkę to zaczynają biec jak młode sarny (patrz Vrdoljak). To samo tyczy się defensywy, Legia w obecnej chwili prezentuje się bardzo poprawnie jeśli chodzi o pressing i to właśnie "pressing ruchomy", w którym zawodnicy szybko doskakują do rywali nie dając im swobody na rozegranie piłki. Wina więc leży zapewne po środku, straciliśmy (na szczęście nie bezpowrotnie) gracza który potrafił wziąć na siebie odpowiedzialność rozegrania i nie potrafimy go nikim zastąpić. Zamiast szukać staramy się grać innymi schematami, na nieszczęście dla nas niezbyt skutecznymi.
10czwartek, 22, marzec 2012 16:04
Andrzej
A wiesz, Monrooe, że tak patrząc na nasze ustawienie w I połowie meczu z Gryfem doszedłem do wniosku, że takie coś naprawdę ma szansę wypalić. Uczciwie trzeba powiedzieć, że wyglądało to koszmarnie ale mimo wszystko jakiś tam ukryty potencjał dało się zauważyć. Przede wszystkim Daniel robił duże zamieszanie w zasiekach ustawionych przez rywala zaraz za linią środkową i od razu na tym 30 metrze pojawiały się puste miejsca gdzie można było zagrać piłkę. Oczywiście, zespół tego kompletnie nie potrafił wykorzystać a sam Ljuboja też podejmował błędne decyzje, niepotrzebnie zwalniał grę przez co te puste miejsca natychmiast się wypełniały ale jakby tak pociągnąć to dalej, poprawić zrozumienie, to kto wie...

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1