- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
H jak hańba, h jak histeria
Po zremisowanym meczu z drużyną Bełchatowa piłkarze Legii zostali wygwizdani przez kibiców. Nerwowa reakcja trybun z jednej strony była uzasadniona rozczarowaniem, jakim stało się zmarnowanie doskonałej okazji do zdobycia punktów, które są przecież dla nas obecnie na wagę złota (dosłownie!), z drugiej strony gwałtowność kibicowskiego oburzenia nieco zastanawia w obliczu pozycji zajmowanej przez Legię w ligowej tabeli i punktowego bilansu podopiecznych Macieja Skorży.
Warto przede wszystkim ustalić, że nie rozważamy tematu czy trybuny w ogóle mogą skandować skandować hasła w rodzaju: "Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie?". Oczywiście że mogą - nie jest to stylistyka, która nie mieściłaby się w ramach dopuszczalnego dialogu pomiędzy kibicami danej drużyny, a jej piłkarzami.
Zarazem nie sposób jednak nie odnotować, że bywalcom obiektu przy Łazienkowskiej najwyraźniej nie trzeba wiele do utraty cierpliwości.
Wiosenny bilans Legii w lidze to kolejno: porażka, trzy zwycięstwa (w tym jedno do złudzenia przypominające starcie Lennoxa Lewisa z Andrzejem Gołotą, w którym rolę 'Endriu' odegrał nasz główny w tamtym momencie rywal do zdobycia tytułu) oraz dwa remisy. Niezaprzeczalnie mogło być lepiej, ale czy aby na pewno jest źle i czy prawdą jest, że Danijel Ljuboja i jego koledzy w najlepsze 'hańbią' nasz klub?
Moim zdaniem mamy do czynienia ze stanem, który zawsze uważałem za bardzo złą wróżbę dla Legii - zaistniało powszechne przekonanie, że zdobycie mistrzostwa Polski jest naszym obowiązkiem, czystą formalnością.
Przypominam sobie przynajmniej dwa sezony, w których złudne przekonanie o własnej potędze sprowadziło nas na bolesne manowce.
W sezonie 1995/96 o mistrzostwo ścigaliśmy się z Widzewem. Teoretycznie - cóż znaczył przy nas wtedy Widzew? To my graliśmy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, to my mogliśmy wystawić praktycznie dwie pełne jedenastki meczowe, to my mieliśmy w zanadrzu bezpośredni mecz u siebie. Widzew miał wtedy do gry dwunastu zawodników, a swoją przygodę z pucharami zakończył wstydliwie szybko wczesną jesienią, nie będąc w stanie pokonać raczkującego w Europie Czernomorca Odessa. Jak to się skończyło - wielu z nas zapewne doskonale pamięta. Kibice niechętnie fatygowali się na Estadio WP, piłkarze od niechcenia aplikowali rywalom po kilka bramek. Potem przyszedł mecz z Widzewem, w którym praktycznie bez walki oddaliśmy pole głodnej sukcesu ekipie Franza Smudy. Dlaczego tamten mecz wyglądał tak jak wyglądał - legendy krążyć będą jeszcze długo, faktem jest, że rozczarowanie było kolosalne, przebieg boiskowych wydarzeń wydawał się w tamtym momencie całkowicie niezrozumiały, ale mistrzostwo przeszło nam koło nosa w sposób bezdyskusyjnie zasłużony.
Sezon 1999/00 zaczęliśmy słabo, w pewnym momencie na ławce Legii pojawił się jednak Franciszek Smuda i wszystko zmieniło się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 'Franek Smuda czynił cuda' - Legia grała najlepszy futbol od dawna, a kiedy wreszcie trafiła na godnego siebie rywala i zdawało się, że polegnie w boju z Wisłą w Krakowie, dopisało nam szczęście i Marcin Mięciel w ostatniej minucie uratował nam punkt. Na wiosnę czekaliśmy z absolutną ufnością - w tabeli wyprzedzały nas tylko Polonia i Ruch, a liderujący rozgrywkom chorzowianie byli od nas zespołem o dwie klasy słabszym w bezpośrednim jesiennym spotkaniu na Łazienkowskiej. Za układ tabeli winiliśmy serię remisów jeszcze za kadencji Dariusza Kubickiego, a kiedy zimą dołączyli do nas zawodnicy tacy jak Tomasz Łapiński, Paweł Wojtala, Marek Citko czy Rafał Siadaczka (wyobrażacie sobie dziś wzmocnienia takiego kalibru?!), sprawa mistrzostwa wyglądała na rozstrzygniętą jeszcze przed wznowieniem rozgrywek. Tymczasem zaczęło się źle, potem było coraz gorzej, a puentę do tamtej katastrofalnej rundy dopisała klęska 0:3 z Polonią, bez wątpienia trafniej wpisująca się w definicję 'hańby' niż sobotni remis z Bełchatowem, czy nawet męczarnie w starciu z sympatyczną ekipą Gryfa Wejherowo. Interesujące, że podczas tamtych derbów, trybuny konsekwentnie trzymały stronę trenera Smudy, w dosadnych słowach radząc Franzowi, co powinien zrobić z naszymi 'gwiazdami'.
Im wyżej się widzimy, tym boleśniej lądujemy na czterech literach.
Ostatnie dwa mistrzostwa dla Legii to tytuły zdobyte przez drużyny waleczne, głodne sukcesu, zmotywowane, niesione do boju imponującym wsparciem płynącym z trybun desperacko pragnących poczuć smak triumfu. Wtedy sukces po prostu 'czuło się' w powietrzu, można było dosłownie dotknąć gęstej chmury stworzonej z kibicowskich oczekiwań i nadziei.
Teraz klimat jest zupełnie inny.
Widzimy drużynę, która chciałaby na stojąco klepać przeciwnika w stylu Legii z połowy lat dziewięćdziesiątych, ale jest na to zwyczajnie za słaba piłkarsko. Ile do nauki mają przed sobą jeszcze utalentowani przecież Michał Żyro czy Michał Kucharczyk, pokazało w sobotę wejście na boisko weterana ligowych boisk, wiecznie obolałego, pozbawionego dawnej dynamiki Kamila Kosowskiego.
Widzimy zespół, który pod względem jakości powinien naszym zdaniem dominować nad przeciwnikami dokładnie tak, jak wydawało nam się to najzupełniej oczywiste w roku 2000. Tymczasem za rozgrywanie piłki w tej drużynie odpowiadają ludzie, którzy do niedawna pojęcie mieli głównie o tym, jak skutecznie wybijać skórę spod nóg przeciwnika.
Widzimy trybuny, które są przekonane, że wysoki budżet, piękny stadion i bywalcy europejskich boisk w naszym składzie to automatyczny gwarant sukcesu i porywającej gry w wykonaniu zawodników z 'eLką' na piersi.
Tymczasem nic nie jest takie proste. Dysonans pomiędzy formą demonstrowaną w Europie i w rodzimej lidze to przypadek, który szeroko mogliby omawiać kibice poznańskiego Lecha w minionym sezonie, którego obecnie nie potrafią rozgryźć fanatyczni marsylczycy wspierający ekipę Olympique. O tym że nazwiska nie grają, przekonują się fani giganta, jakim jest Bayern Monachium, drugi sezon z rzędu oglądającego w lidze plecy Borussii Dortmund, gehennę oglądania koszulek zamiast zespołu przeżywają kibice ósmej drużyny Serie A, Interu Mediolan.
Rzecz jednak nie w mnożeniu mniej lub bardziej spektakularnych przykładów. Problem w tym, że w Legii sezonu 2011/12 jest bardzo wiele elementów, które do siebie nie pasują i które prawdopodobnie jeszcze długo nie będą układać się jak należy. Legia cierpi i męczy się, 'fedruje' (© B. Pękacki), bo musi grać futbol, do którego nie jest stworzona, na który nie jest (jeszcze?) gotowa.
O ten tytuł należy powalczyć z pełnym szacunkiem do przeciwnika, ze starannością jaką należałoby wymagać od klubu, który przez ostatnie sześć lat znosił więcej upokorzeń niż przeżywał uniesień. Na boisku bardziej od fajerwerków potrzebna jest koncentracja pod bramką przeciwnika i stuprocentowe zaangażowanie w grę.
Nam na trybunach potrzebna jest natomiast cierpliwość i wyrozumiałość.
Musimy liczyć się z tym, że nie będzie to najpiękniejszy 'dublet' w naszej historii. Ale będzie - nadal mocno w to wierzę.


Do gry Legii można mieć cholernie dużo zastrzeżeń, jej gra nie może satysfakcjonować, ale to w żaden sposób nie jest wytłumaczeniem, ani dla okrzyków z trybun o hańbie, ani dla spazmów histerycznej gorączki na łamach Gazety.
Być może doświadczymy jeszcze trudnych chwil i zwątpienia, być może już w Krakowie lub później, ale „zawodzenie pod kościołem” zostawmy na czas gdy szans na tytuł już nie będzie, teraz za sabotażystę wkładającego kij w szprychy, chcącego skonfliktować wewnętrznie zespół, podważyć autorytet trenerski Skorży, należy uważać nikogo innego jak Przemysława Iwańczyka.
Gawinie też wierzę.
Widzisz, każdy niezwiązany z Legią (i innym zespołem walczącym o MP) twierdzi, że to Legia personalnie jest najmocniejsza w lidze i to Legia powinna zdobyć koronę. Jeśli kibice, słysząc to, widzą później męczarnie z Klubem Wesołego Emeryta (ŁKS), czy panienkami z Konwiktorskiej, to mają prawo pytać co się dzieje. Ja się bardzo cieszę, że główna siła uderzeniowa kieruje się w stronę Serbów, bo winę za taką grę ta dwójka ponosi w szczególności. Wydaje mi się też, że liczba błędów jakie popełnił Skorża również zaczyna się zbliżać do granicy i tylko patrzeć jak parasol ochronny Żylety zostanie zwinięty.
H jak histeria tu sprawa trudniejsza. Widzimy że tytuł może się wymknąć. Widzimy ze coś jest nie tak. Szatnia to chyba już nie monolit, czołowi piłkarze którzy dawali tyle radości w LE są pod formą.Do tego wszystkiego dochodzi przekonanie wszystkich wokół że nikt inny tylko Legia. Choćby dziś dwa newsy na Legia.net . W jednym Kamil Kosowski w drugim czerwona skarpetka mówi jasno Legia będzie mistrzem. Kibice czytają jedno widzą drugie i histeria narasta. Jeśli nawet ja, Ty On się nie znamy to fachowcy się jednak znać muszą . jeśli mówią zgodnym głosem Legia Mistrz to kibic podświadomie uznaje że tak być musi .
Jeśli być musi a punkty uciekają niepokój, frustracja narasta.
Od kibica rzetelnego spojrzenia na sprawę wymagać nie możemy. Taki szanowny kibic innej drużyny pewnie wie że jego klub właściwie już w lidze pierwszej z drugiej strony gdzieś tam jakaś nadzieja się tli i tlić się będzie puki są matematyczne szanse. Nam wszyscy w koło mówią Legia mistrz, to że My uwierzyliśmy normalne gorzej że uwierzyli w to piłkarze. I na koniec smaczek z wywiadu z panem Miklasem - " Trenerzy dostali dwóch znakomitych piłkarzy jakimi są Nacho Novo i Ismael Blanco." Czyli Trener ma wszystko co powinien jak spieprzy to nie moja(nasza) wina.
Czy zmiana na "wierzę " nie jest przykładem lekkiej paniki
Co w tym zdaniu dziwnego? Tak jest było i będzie. Panowie szlachta ja na naszą Legię jeździłem jeszcze trailusiem czyli teoretycznie wiem co jest, jak jest. Wiem że zawsze gramy o mistrza i prawie zawsze tylko gramy.
Jednak niczym się nie różnię od tego młokosa który na Legię zaczął przychodzić rok temu. On i ja wierzymy że to będzie ten sezon w którym ugruntowane przekonanie "Legia najlepsza jest" zostanie potwierdzone pierwszym miejscem w tabeli. Na nic lata doświadczeń na nic wiedza piłkarska. Kibic tak ma i basta.
Ja osobiście popieram naszego tutejszego głównodowodzącego
Żadna hańba, żadna histeria. Tylko spokój może nas uratować
Na pocieszenie niektórym mogę tylko powiedzieć, że nie wszyscy dziennikarze wpadli w histerię. W Canale+ mimo stwierdzenie oczywistej straty 2 punktów przez Legię były także stwierdzenia że Legia wygląda jednak dużo lepiej niz ostatnio. I faktycznie gdyby w pierwszej połowie radovic i Ljuboja trafili z 5 metrów do bramki albo ktos wepchnął piłke tocząca sie wzdłuz linii bramkowej to może jednak ocena tego meczu byłaby troche inna? Trudni nie zauważyć, że jednak Bełchatów jest lepszą drużyna niz ŁKS. A jednak to z Bełchatowem mielismy więcej sytuacji na strzelenie bramki. Więc?
Co jak co ale właśnie WIARA w kibicu nie powinna ustępować frustracji. Czemu niniejszym sie podporządkowuję
Bije sie w pierś drogi Garmie. Dałem ciała i przepraszam że pomyliłem autorów.
Zatem w uzupełnieniu mojej poprzedniej wypowiedzi chciałbym podkreślić że juz miesiąc temu na łamach Czarnej eLki Garm nas przestrzegał przed skrajnymi emocjami a dzisiaj to uczynił Gawin. Obaj mają rację
Wydaje mi się, że nie potrzebnie wrzucamy wszystko do jednego worka. Jeśli połączymy to w całość to faktycznie nie wygląda to dobrze, ale... to moim zdaniem błąd.
Owszem to co dzieje się w prasie to jakaś nagonka z królikiem, reakcje na trybunach momentami wręcz skandaliczne, ale... końcowa reakcja na koniec tego nędznego spektaklu jest moim zdaniem całkowicie usprawiedliwiona. Szczególnie w wykonaniu tych kibiców którzy w trakcie meczu dali z siebie wszystko by pomóc zespołowi w ciężkich chwilach.
Kibic ma prawo wyrazić swój sprzeciw, ma prawo pokazać, że pewnych spraw nie akceptuje, nie ma zbyt wielu instrumentów by ten swój sprzeciw wyrazić. Pierwszy sygnał był po występie przeciwko Gryfowi, nie przyniósł jak widać większych rezultatów. Poza piękną gadką trenera nie było widać jakiś większych różnic w postawie zawodników.
To właśnie ta postawa była powodem sprzeciwu fanów, nie sytuacja w tabeli, nie szanse lub ich brak na trofeum. Negatywne emocje wzbudziła "obojętność" piłkarzy na to co dzieje się na boisku i brak zdecydowanej chęci na zmianę tej sytuacji. Czy któryś z piłkarzy dał z siebie wszystko? Czy któregoś z nich złapały skurcze? czy któryś nie miał sił zejść z boiska? W moim odczuciu (z trybun) raczej nie.
Ja wiem, że nie idzie, ja wiem, że forma poszczególnych graczy jest daleka od tej uważanej za "nominalną" ale ambicja, motywacja, determinacja? Gdzie podziały się te element? a przecież są tak ważną częścią zwycięstwa. Myślę, że tego właśnie zabrakło kibicom. A reakcja była by niezależnie od tego czy bronili byśmy się przed spadkiem czy liderowali z 20 punktową przewagą.
Dlatego ja rozumiem końcową reakcję trybun, nie łącze też jej z pozostałymi, szczególnie tymi obrzydliwymi które mnie bardzo zabolały tak w trakcie jak i po tym meczu. O nich mam nadzieje uda mi się napisać później.
Zresztą jak ja tego nie odbieram tak jednoznacznie to chyba pomyliliście kierunki rozważań. Ja radykał Wam to mówię
Tak jak pisze przewielebny Monrooe i QD
muszą pokazać że chcą ten tytuł i nie wygrać a wyczerpać wywalczyć .Jeśli się nie uda mimo całego zaangażowania potu nikt pretensji do piłkarzy mieć nie będzie.
Na dziś jak patrzymy na naszych chłopaków nie do końca mamy przekonanie że dają z siebie maxa.
PS
powyższy wpis nie dotyczy szlachetnego Wallesa .On nawet kiedy sędzia ewidentnie się pomyli nie pozwala mi krzyczeć - co za fiut !!!
napisałem to co...napasałem. Specjalnie wyodrębniłem wydarzenia na żylecie od pozostałych sytuacji które miały miejsce w trakcie i po meczu miejsce na pozostałych (szczególnie na wschodniej). Nie skupiam się też specjalnie na okrzyku "hańbicie" czy nie oto jest pytanie? Raczej chodziło o sam przekaz, o manifestację niezadowolenia niż o dokładną interpretację. Jakoś nie wyobrażam sobie by kibice zaśpiewali: - "Myśmy tu siedzieli a Wyście w piłkę grać nie potrafieli" czy inne podobne dyrdymały. Przekaz kibicowski jest ostrzy i tyle, mniej więcej taki jakie są kibicowskie emocje.
Co do całej reszty, czyli tego co się dzieje w prasie i tego co działo się na trybunach w trakcie meczu mam nadzieję jeszcze napisać. Bo to faktycznie wpisuje się w tytułową histeryję. Powiem szczerze, że bardziej mnie to smuci niż wydarzenia na boisku.
Andrzej nie bagatelizowałbym braku Rybusa, a już na pewno nie nazywał bym tego problemu "wytartym". W tej chwili nie mamy w zespole ani jednego piłkarza potrafiącego dośrodkować piłkę z gry. O stałych fragmentach nie wspominam bo to prawdziwy dramat. Nigdy w życiu nie myślałem, że może tego chłopaka aż tak brakować. Mnie to mnie, ale już taki Blanco wręcz cierpi na braku ludzi potrafiących dograć piłkę do wchodzącego napastnika. Jak tak dalej pójdzie to zacznę tęsknić za... Manu. Jak był Portugalczyk to jego centry nie miały szans znaleźć adresata, jak znalazł się potencjalny odbiorca to nie ma już adresującego.
Słusznie prawisz. Rybus był cholernie ważnym elementem tej układanki i powinienem był go umieścić w poprzednim poście. Ale to nie zmienia samej istoty tego komentarza. Cała gra ofensywna opierała się na tych 3 piłkarzach. Jędrzejczyk jak już włączał się w akcje, to pożytku nie było z tego żadnego, o takich przerzutach jaki zaprezentował np. Kuba Wawrzyniak z ŁKSem (pierwsza bramka), to Jędza może sobie jedynie pomarzyć. Wielkim błędem była rezygnacja z Manu i posadzenie na ławce Rzeźniczaka. Obydwaj w pierwszym sezonie Skorży robili naprawdę dużo dobrej roboty na prawym skrzydle. Borysiuk bardzo rzadko zapędzał się pod pole karne przeciwnika a jak już to robił, to jedynie po to aby uderzyć z 30 metra. Ale te strzały pozostawiały wiele do życzenia - albo panu Bogu w okno albo podanie do bramkarza. Vrdoljak to już w ogóle traktował pole karne przeciwnika jak pole minowe.
To była pewna filozofia gry, filozofia bardzo krótkowzroczna, nie mająca nic wspólnego z nowoczesną piłką, gdzie na bramkę pracuje cała drużyna. Taka na przetrwanie trenera na stołku. Jak żre, to nic nie zmieniajmy. No i teraz to wylazło. Nie ma Rybusa, Serbowie pod formą a zespół nie potrafi grać inaczej.
Ja nie posiadam tak głębokiej wiary w efekt końcowy, bo widzę, że Skorża cały czas uparcie trzyma się tej filozofii licząc, że kiedyś w końcu musi odpalić. Liga jest tak przeraźliwie słaba, że nawet tak kulawa Legia może zdobyć koronę ale co potem? Czy ktoś zaryzykuje nowy kontrakt dla Ljuboji? Co z Żewłakiem? Co z Novo i Blanco?
Na odpuszczenie nam przez Wisłę zupełnie bym nie liczył, mimo że faktycznie powinni nam kibicować tak w lidze, jak i w pucharze.
Powtórzę to co pisałem o naszym sposobie na grę w ataku już przy okazji meczów ze Sportingiem - to jest 'jakośtobędzizm', oparcie gry na przeświadczeniu, że nasi atakujący coś spontanicznie na boisku wymyślą. Szczerze przyznam, że jestem tym trochę rozczarowany, natomiast na obronę Skorży przypomnę, że w zeszłym roku był on krytykowany za nadmierne przesunięcie akcentów na ofensywę, wysoko grająca obrona i częsty brak asekuracji na skrzydłach kończyły się tym, że stosunkowo łatwo punktowali nas nawet teoretycznie słabsi przeciwnicy.
@ Senator, Monrooe
Od zawsze jestem zdania, ze sprowadzanie sportowego wyniku do kwestii 'ja wiem, że im się chce mniej lub bardziej' jest w gruncie rzeczy dość infantylne.
My kibice patrzymy tak naprawdę zawsze przez pryzmat wyniku i dokładanie do tego wszelkiej uznaniowej filozofii jest klasyczną hipokryzją.
Gdyby Blanco wyszedł strzał życia z ostrego kąta w ostatnich minutach i wygralibyśmy 2:1 to gwizdy mimo wszystko by były? A może jednak radocha jak podczas meczów z Cracovią czy Górnikiem w zeszłym sezonie? Byłyby teksty o tym, że kibice nie mają pełnego przekonania o zaangażowaniu zawodników, czy raczej pełne nadziei wpisy dotyczące możliwego wzmocnienia ducha drużyny przez zwycięstwo odniesione w takich okolicznościach?
Nie zamierzam udawać że mam doktorat z psychologii sportu - mnie interesuje tylko wynik, zwłaszcza ten końcowy w perspektywie całego sezonu.
Tak więc teraz ja apeluję. popatrzmy na to kogo Skorża może desygnować do gry.
P.S. Senatorze ja ci nie pozwalam ubliżać sędziemu w momencie kiedy ten podejmuje słuszne decyzje
Albo taki Lech. Kiedy pod formą znaleźli się Rudnevs, Stilić i Kriwiec, nie miało to żadnego przełożenia na wyniki zespołu! Nadal idzie im świetnie i zmiatają wszystkich w pył jak na początku sezonu!
Zły, niedobry Skorża!
Już pisałem po meczu, bodajże, derbowym, że powinien zrezygnować z jednego defensywnego pomocnika na rzecz Wolskiego. Obecne ustawienie kompletnie nam nic nie daje - Buzała jakoś nie miał większych problemów w tych dwóch sytuacjach. W poprzednich meczach przeciwnicy też nie za bardzo przejmowali się tą naszą linią Maginota. Nasze prawe skrzydło jest kompletnie bezproduktywne więc postawiłbym tam Rzeźniczaka z powrotem. Zobacz ile daje Wawrzyniak na lewej stronie, nawet przy mocno wątpliwej formie Żyro to tam właśnie jesteśmy najgroźniejsi.
Rewanżowy mecz z Gryfem jest dla ciebie jakąś wykładnią? No gdybym ja miał brać ten mecz pod uwagę w taki sposób jak ty, to powiedziałbym, że w pierwszym meczu nie grał Ljuboja i wygraliśmy dość gładko a w drugim zagrał od pierwszych minut i gra wyglądała dramatycznie. Skoro jesteś tak krytycznie nastawiony do naszych nowych nabytków, to co powiesz o Ljuboji? Co powiesz o tym, że ten piłkarz z niewiadomych powodów co mecz ma pewny plac?
@Garm
Chłopie, ile ty masz lat? Bo sadzisz teksty rodem z gimnazjum. Wiesz, dla mnie ani Wisła ani Lech, to nie jest żaden wzorzec. Ale jak chcesz, to możemy pogadać o Ruchu czy Koronie.
Przypominam Ci Wallesie, że to ja stałem wtedy na stanowisku, że Legia jest obecnie słabsza niż jesienią, a Ty ze mną polemizowałeś.
@ Garm
Może jednak nie galopujmy za daleko z tym 'brakiem Ljuboji, Radovicia i Rybua'
Nie chcę się wtrącac w Twoją wymianę zdań z Garmem ale jednak musze powiedzieć że przywoływanie Ruchu i Korony jest kompletnie nieuzasadnione bowiem tamte drużyny grają w tych składach od dłuższego czasu. Teraz wypaliło. I nie mam pojęcia co by było gdyby z Ruchu zabrać Piecha, Zieńczuka i Jankowskiego a z Korony Sobolewskiego, Vucovica i Korzyma. Ty masz przekonanie że graliby tak samo?
Nie wiem, jakie teksty sadzi się w gimnazjum, za moich czasów była podstawówka i szkoła średnia. Bardzo chętnie pogadam o tym, jak wyglądałaby gra Ruchu bez Zieńczuka i z Piechem oraz Jankowskim po miesięcznych przerwach w okresie przygotowawczym.
Dlaczego Ljuboja ma pewny plac? Bo nadal jest najgroźniejszym zawodnikiem tej drużyny i najwięcej jej daje. Spotkanie z Bełchatowem jest znakomitym przykładem na poparcie tezy, że od Ljuboi należy rozpoczynać zestawianie jedenastki.
Normalne kibicowskie zachowania i tak starałem się to przedstawić.
Tu muszę nadmienić że również psychologi sportu nie kończyłem
Co do meritum. Panowie szlachta wózek ciągnął Rado do spółki z Rybką i
Lubojadem ( tak z zaokrągleniu
dzidzius
2012-03-27 12:12 Pewien stary mędrzec miał syna, który nie chciał wychodzić z domu, ponieważ miał kompleksy na punkcie swojego wyglądu. Lękał się zatem, że ludzie będą się z niego naśmiewać. Ojciec tłumaczył mu, że nie należy nigdy słuchać tego, co mówią inni, i postanowił mu to udowodnić. - Jutro – powiedział – pójdziesz ze mną na bazar!
Opuścili dom wczesnym rankiem; stary mędrzec na grzbiecie osła, a syn pieszo u jego boku. Kiedy przybyli na miejsce, tamtejsi kupcy nie mogli powstrzymać się od szemrania: - Spójrzcie na tego człowieka, litości nie ma! Wypoczywa na grzbiecie osła, a swemu biednemu synowi karze iść pieszo. Mędrzec powiedział do syna: - Dobrze słyszałeś? Jutro znów przyjdziesz ze mną na bazar.
Następnego dnia mędrzec i jego syn postąpili odwrotnie: chłopiec usiadł na grzbiecie osła, a starzec szedł u jego boku. Przy wejściu na plac targowy byli już ci sami kupcy.
- Spójrzcie na to niewychowane dziecko – mówili - Siedzi spokojnie na grzbiecie osła, gdy jego stary ojciec musi wlec się w pyle drogi. Podobny widok - cóż to za nieszczęście! - Dobrze słyszałeś? - zapytał ojciec syna - Jutro znów przyjdziesz ze mną na bazar.
Trzeciego dnia wyruszyli pieszo, ciągnąc osła za sobą na postronku. - Spójrzcie na tych dwóch idiotów - drwili kupcy - Idą pieszo, jakby nie wiedzieli, że osły są po to, żeby na nich jeździć. - Dobrze słyszałeś? - zapytał mędrzec - Jutro znów przyjdziesz ze mną na bazar.
Czwartego dnia, kiedy opuszczali dom, obydwaj siedzieli na grzbiecie osła.Kupcy przy wejściu na plac dali upust swojemu oburzeniu: - Co za wstyd! Spójrzcie na tych dwóch! Nie mają żadnej litości dla tego biednego zwierzęcia!
Piątego dnia przyszli na targowisko, niosąc osła na swych barkach. Kupcy skwitowali to wybuchem śmiechu: - Spójrzcie na tych dwóch głupców, którzy niosą osła, zamiast go dosiadać!
Mędrzec podsumował to wszystko takim wnioskiem: - Drogi synu, jak słyszałeś, cokolwiek w życiu zrobisz, ludzie zawsze będą mieli ci coś do zarzucenia. Dlatego nie wolno przejmować się ich zdaniem: rób to, co wydaje ci się słuszne, i idź swoją własną drogą.
Opowiastka filozoficzna dedykowana Kubie Rzeźniczakowi, ale ja bym ją rozszerzył i na trenera i na całą drużynę.
Gawinie, ja się zgadzam z Iwańczykiem, że Wolski na skrzydle, to dywersja. Ale z drugiej strony Radovica biegającego od pola karnego do pola karnego przez 90 minut, to sobie nie wyobrażam.
Po prostu nie rozumiem Twojego samozadowolenia i radości z zapodania przez Iocosusa przypowieści, która nie mówi nam nic innego niż 'głupi jesteście jak ci kupcy'.
Ja od początku tego wpisu komentarze opierałem nie na konkretnych zachowaniach a odnosiłem się do reakcji kibiców ogólnie.
Drogi Andrzeju. Jestem przekonany o tym że Blanco i Novo są jeszcze bez formy a raczej że byli do tej pory. Co będzie w kolejnych meczach to sie okaże. Widzę jak graja i taka jest moja opinia. Jednak jestem w stanie zgodzić się z tezą że nie znam się na futbolu i na piłkarzach. Jednak jednego jestem pewien. Po tym co sie wydarzyło jesienią ubiegłego roku nie wolno mi traktować Skorży jak kretyna. Więc zakładam, że Skorża kretynem jednak nie jest. Zakładam że jest człowiekiem ambitnym, wiedzącym co chce osiągnąć i z pewnością osobiste niechęci nie będą mu przysłaniać celu jaki chce osiągnąć. Nie jest nieomylny ale będąc z piłkarzami dzień w dzień potrafi ocenić który z nich jest w formie a który nie. I skoro może wystawić takiego Blanco czy tez Novo nie rezygnując jednocześnie z Ljuboji i Radovica, skoro wstawia Kucharczyka a nie Novo albo Żyro a nie Novo to znaczy że na treningach ci nasi nowi piłkarze nie prezentują się jednak lepiej od innych. Nie uważam Skorży za trenera który wstawiałby do składu inwalidę bez formy kosztem zawodnika który na treningach jest w pełnym gazie.
Co do tego jak grają Ruch i Korona to oglądałem kilka ich spotkań i to że ich gra opiera się na kolektywie wcale nie oznacza że wyrwanie kluczowych zawodników pozostanie bez wpływu na zespół. Styl moga mieć podobny jednak w kluczowych momentach zabraknie dokładnego dogrania albo szybkości napastnikowi albo jak w meczu nie idzie to precyzyjnego dośrodkowania. Tak to widzę.
Do tej pory myślałem, że chłopaki oprócz ćwiczeń na boisku debatują o schematach, taktykach, przeciwnikach. Że maja rozpiski zajęć dodatkowych i takie tam „duperele”. Że życie piłkarza/ sportowca to same wyrzeczenia i harówka. Że dopiero po zakończeniu kariery można spijać śmietankę. A tu lajcik. Od 10 do 15 i huzia na Józia.
Z Radovicem i jego formą, to ja mam swoją teorię. Moim zdaniem Rado od paru sezonów coraz bardziej puchnie kondycyjnie, na co ma chyba duży wpływ dość pokaźny "mięsień piwny". Zaczęło się za późnego Urbana, gdzie nasz Serb coraz gorzej radził sobie na skrzydle. Aż w końcu wylądował w ME. Momentem przełomowym było przesunięcie go przez Skorżę na środek pomocy. Bratko zawsze miał inklinacje do gry kombinacyjnej a w dodatku na tym środku nie musiał biegać od pola karnego do pola karnego (jak na skrzydle), no i chłopak odżył. Niestety, obecnie wiele wskazuje na to, że już nawet w tym środku pomocy nie starcza mu pary. Coraz rzadziej pokazuje się obrońcom do podań (z Bełchatowem naliczyłem jakieś 4-5 razy) i coraz częściej parkuje gdzieś pod polem karnym przeciwnika. Najczęściej w okolicach lewego narożnika, bo tam kreują mu sytuacje Wawrzyniak i Żyro i tam może zastosować swój ulubiony manewr z zejściem do środka.
bo jako prosty kibol już zapomniałem o sobotnim rozczarowaniu i znów wierzę, że ogolimy Wislę
Innymi słowy, na rodzimym podwórku prezentujemy postawę właściwą Anglikom w globalnej skali reprezentacyjnej
Szczerze mówiąc całkowicie się z Tobą zgadzam, wielokrotnie w rozmowach z kibicami innych klubów wskazując na tę naszą wyjątkową i niereformowalną arogancję, jak nasz czynnik wyróżniający i niekoniecznie tak całkowicie negatywny jak to nam się w Polsce zarzuca.
Natomiast - jak piszesz - każdy przeżywa jak chce. Byłem wściekły po meczu z Bełchatowem, ale między wściekłością a okrzykami o hańbie, czy nawet 'tylko' gwizdami, rozlany jest jeszcze cały Pacyfik.
Zgoda, ja też jestem daleki od krzyczenia "Hańba". Czułem zażenowanie słysząc co skanduje Żyleta. Czułem wściekłość po tym co zobaczyłem na boisku ale do głowy mi nie przyszło, żeby tak "dziękować" zespołowi po zakończeniu meczu. Wynika to prawdopodobnie z tej arogancji, o której mówimy. Bo takie hasła były dobre dla kibiców spadającej w zeszłym sezonie Arki i prawdopodobnie usłyszą je gracze Cracovi już niedługo ale nam to nie przystoi. Oczywiście podtrzymuję to co napisałem "pozostawmy sobie prawo do narzekania z histerią włącznie" ale, nie pierzmy swoich brudów LIVE na C+.
po tej kompromitacji publika bawiła sie jakby nigdy nic a część przybijała radosne piąteczki z piłkarzami.
Gdy ochłonęli i doszła do oczywista prawda o jakości gry Legii w tej pucharowej potyczce powstało silna potrzeba odreagowania spotęgowana "popisem" w meczu z GKS. Nie dorabiałbym zbytniej filozofii tm gdzie mamy do czynienia z najbardziej klasyczną reakcja tłumu.
PS. Reakcja jak najbardziej była zresztą słuszna, spierać sie można co najwyżej o jej skalę.
Osobiście też uważam, że samo słowo "hańba" było na wyrost, ale tak samo na wyrost jest takie czepianie się go jak teraz. Kibice chcieli (a według mnie wręcz powinni) wstrząsnąć drużyną i to zrobili. Skoro przestało działać na nich nasze zachęcanie przez 90 minut głośnego dopingu to może krytyka zadziała. Pewnie inaczej bym na to patrzył jakbym sam widział, że połowa ludzi wyszła po 45 minutach, a gwizdy i takie okrzyki trwały przez cały mecz, ale w wypadku Żylety to był krótki znak dla piłkarzy po meczu. Kibice mają do tego prawo, takie samo jak do wspierania drużyny w czasie spotkania. Oni grają dla nas - kibiców (czy im się to podoba czy nie), więc mamy prawo wyrazić opinię o tym co się dzieje, nawet w takich (zbyt) ostrych słowach. Jeśli jednak akcja ta zaczęła się wcześniej (tak jak mówi Monrooe), to już inna sprawa. Jeśli ktoś sam nie potrafi być z drużyną to czemu drużyna czego wymaga od innych? Ja jednak widziałem trybunę ludzi, którzy są z Legią zawsze - tak w dobrych chwilach jak i w czasie meczu z Gryfem. Skrytykowali? Owszem, ale wcześniej, mając w pamięci ten fatalny mecz z Gryfem i tak przez 90minut starali się dać z siebie wszystko.
Ja rozumiem, że ktoś jest sfrustrowany, że przychodzi na stadion aby pozbyć się tej frustracji, negatywnych emocji, jednak gdzieś w tym powinien być umiar. Oczywiście wolę aby jeden z drugim bluznął na Gola czy Skorżę niż w domu bił żonę czy dzieci ale... czy aby na pewno ma to coś wspólnego z kibicowaniem Legii? Tego nie właśnie nie rozumiem i takie zachowania są dla mnie nieakceptowalne. Gdzie chęć pomocy (gdzieś w połowie meczu widać było już zniechęcenie do dopingu)? Gdzie ta więź, gdzie wspólnota z piłkarzami. mamy takich jakich mamy, są jacy są ale są nasi i zdecydowanie powinniśmy ich wspierać. Przynajmniej do tej 90 minuty.
Akceptując "złotą wolność piknikową" jedyną formą wyrażenia sprzeciwu dla zachowań kibicowskich opisanych przez Monrooe może być dyskusja, ot choćby w takim miejscu jak c-L.