- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Od czego psuje się ryba
Życie nie znosi próżni. Jeszcze wczoraj w niefortunny dla nas sposób zakończył się sezon 2011/12, od dziś trzeba myśleć już o sezonie 2012/13. Nieśmiertelne w naszym przypadku 'lizanie ran' (vel 'zbieranie zębów') musi zakończyć się jak najszybciej, przecież ani się obejrzymy, a znów będziemy emocjonować się walką Legii na trzech frontach.
Na razie wiemy mało co. Prawdopodobnie właśnie decydują się losy trenera Macieja Skorży (pisząc ten tekst, co chwilę odświeżam główną stronę naszego klubu z obawy przed szybką dezaktualizacją posiadanych danych), do zagospodarowania jest demonstracyjnie opuszczone przez Mariusza Waltera miejsca mentalnego wodza całego przedsięwzięcia pod nazwą Legia Warszawa, w temacie transferów panuje póki co głucha cisza.
Nasz wczorajszy żal wziął się z poczucia utraconej szansy, to przecież mógł być sezon wręcz cudowny, nadzwyczajny. W drodze do wiosennej fazy play-off Ligi Europy odprawiliśmy z kwitkiem naprawdę godne ekipy, jako jedyna polska drużyna, której w ostatnich dwóch sezonach udało się zaznaczyć swoją obecność w Europie, skutecznie godziliśmy występy w pucharach z odgrywaniem znaczącej roli w lidze (Lech w sezonie 2010/11 przepadł z kretesem, podobnie Wisła w minionym), kiedy jesienią złapaliśmy swój rytm, nasza gra w meczach takich jak z Ruchem w Chorzowie, GKS-em w Bełchatowie, nie wspominając o Rapidzie w Bukareszcie, ocierała się o ideał. Po zwycięstwach nad Lechią i Zagłębiem w Warszawie pojawiały się głosy, że tak imponująco grającej Legii nie oglądaliśmy już dawno. W zespole zameldowali się młodzieńcy, których rychło obwołano objawieniami ligi, a jeden z nich ma szansę występu na Mistrzostwach Europy w charakterze 'wunderwaffe' Franciszka Smudy. W pewnym momencie jednak... czar prysł.
Odtworzenie stanu z jesieni będzie w tym momencie piekielnie trudne, w drużynie przez minione kilka miesięcy zmieniło się chyba więcej rzeczy niż tylko parę koszulek w szatni. Robotę trzeba będzie rozpocząć od nowa. Kto co może zrobić, a kto powinien rąbnąć się w pierś za to, co stało się wiosną? Kilka luźnych uwag jako wstępniak, zaproszenie do dyskusji:
1. Kibice
Sprawa jest wielce skomplikowana. W przypadku kwestii kibicowskich nie mam żadnego przekonania co do istnienia bezpośredniego przełożenia pomiędzy atmosferą na trybunach a wynikami osiąganymi na boisku. Oczywiście, mogą zdarzyć się pojedyncze mecze, w których to kibice 'wepchną' decydującego gola, podobnie jak mogą zdarzyć się sytuacje patologiczne, gdy kibice świadomie przeszkodzą swojemu zespołowi w osiągnięciu dobrego rezultatu. Co do zasady, jest to jednak czynnik, w przypadku którego trudno pokusić o jednoznaczną ocenę pod kątem roli odgrywanej w sportowym aspekcie całej 'zabawy' w piłkę nożną na najwyższym poziomie.
Mimo to temat będzie z pewnością obficie powracał na stronach czarnej-eLki, ponieważ kibice są zarówno jednym z najcenniejszych aktywów posiadanych przez nasz klub, jak i... jego potencjalnym koszmarem. Runda wiosenna także i w tym obszarze nie wyglądała najlepiej, ujmując rzecz w sposób stosunkowo delikatny. Jeżeli sprawy będą dalej toczyć się w tym kierunku... Oby nie.
2. Piłkarze
Idąc nieco pod prąd powszechnej kibicowskiej opinii, nie mam do naszych piłkarzy jakichś zasadniczych pretensji. Jest zresztą całkowicie pewne, że nikt nie będzie szybciej biegał, lepiej kiwał, ani celniej strzelał dlatego, że krzywo popatrzy na niego owładnięty aroganckim przeświadczeniem o legijnej potędze anonimowy bloger z czarnej-eLki.
Jeżeli czegoś mi zabrakło w postawie naszych futbolistów, była to być może lepsza koncentracja, być może większa dojrzałość, w pewnym sensie także świadomość własnych ograniczeń. Jeszcze na jesieni mieliśmy przypadek Kuby Wawrzyniaka, który zapewniał trenera o swojej przydatności do gry, a potem słaniał się na boisku, tak jak miało to miejsce w meczu bodaj z Podbeskidziem. Mieliśmy problemy z dyscypliną w Lidze Europy (kartki Rado, w przypadku naszego krewkiego Serba akty nieroztropnej recydywy zdarzały się również wiosną), w decydujących momentach rundy wiosennej 'głowa' zawiodła między innymi Inakiego Astiza. Wydaje się jednak, że cechy, których zabrakło u naszych poszczególnych piłkarzy, są cechami nabytymi, a nie wrodzonymi. Trzeba je wypracować, uklepać na twardo i utrwalić, do tego potrzeby jest zbiorowy wysiłek całego zespołu.
3. Sztab szkoleniowy
Jak ulał do tej pozycji pasują zeszłoroczne słowa Mariusza Waltera wypowiedziane w pamiętnym wywiadzie dla 'Tygodnika Powszechnego'. Mariusz Walter podsumował Macieja Skorżę słowami, że co prawda 'pysznie' jest współpracować z kimś, kto nadaje na podobnych falach, ale podstawą oceny pracy trenera jest zawsze wynik. Teraz rozumiem te słowa chyba lepiej niż 12 miesięcy temu, mój stosunek do Macieja Skorży stał się bowiem mocno ambiwalentny.
Z jednej strony mamy do czynienia z trenerem niespotykanie odważnym - który zmienia piłkarzom boiskowe pozycje w sposób, który niewielu przyszedłby do głowy, który ławą wprowadza do pierwszej jedenastki młodych ludzi, który zostawia w rezerwie nazwiska pobierające z klubowej kasy po kilkaset tysięcy euro. Z drugiej strony mamy do czynienia ze szkoleniowcem, który w sposób zachowawczy i kostyczny przywiązuje się do określonej wizji, ufa określonej grupie ludzi i nie chce (właśnie nie chce, moim zdaniem nie chodzi tu o nieumiejętność, lecz brak przekonania do celowości) wydobyć się z koleiny, w którą wpadł, biernie oczekując na przysłowiowe ścięcie. Mamy do czynienia z człowiekiem, który w toku swojej pracy z Legią miotał się już między taktyką skrajnie ofensywną (z obroną zawieszoną na czterdziestym metrze i bocznymi obrońcami w charakterze skrzydłowych) oraz taktyką wybitnie defensywną (z sześcioma ludźmi rozgrywającymi piłkę między sobą na środku boiska, niezależnie od tego z kim i o co gramy).
Bardzo żałuję, ze po meczu z Ruchem u siebie, meczu, który nam wyszedł, Skorża nie utrzymał tamtej taktyki i tamtych (zapewne nieco przypadkowych) wyborów personalnych. Może Kiełbowicz na lewej, Wawrzyniak zamiast Jędrzejczyka na prawej i tylko jeden defensywny pomocnik, to byłby spontanicznie wytworzony nowy pomysł na Legię, dzięki któremu na przykład przegralibyśmy z Lechem 0:3 zamiast 0:1, ale potem pokonalibyśmy Jagiellonię u siebie i zremisowali z Lechią w Gdańsku - a to dałoby nam mistrzostwo. Oczywiście, tylko gdybanie - ale Skorża ten sygnał od losu zlekceważył kompletnie.
Maciej Skorża najwyraźniej nie jest trenerem na każdy czas, musi się jeszcze wiele uczyć. Pytanie o jego przyszłość w Legii wymaga wiedzy co do tego, czy ten szkoleniowiec tak naprawdę wie, jaka powinna być jego rola i droga w naszym klubie, na ile poświęceń i gorzkich pigułek jest gotowy. Czy chce być twardym szefem, czy partnerem dla zawodników. Czy zamierza stać się trybikiem korporacyjnej maszynerii, czy szkoleniowcem z wiarą i pasją. Ja odpowiedzi na te pytania nie znam, dlatego przy nazwisku Macieja Skorży stawiam znak zapytania. Duży znak zapytania.
4. Działacze
Ktoś kiedyś przekonywał mnie, że nie powinno się już używać słowa 'działacze' w odniesieniu do osób pracujących w zaciszu klubowych korytarzy, że to się źle kojarzy. Może i tak, ale czy 'korporacjoniści' lub 'pracownicy poszczególnych pionów KP Legia' brzmi lepiej? Nie sądzę.
Na ten temat powiedziano i napisano już wiele. O trwającym zbyt długo procesie decyzyjnym, o braku kontroli i nadzoru nad działaniami niektórych osób w klubie, poczynając od ochroniarzy na bramkach, a kończąc na ludziach decydujących o transferach, o braku konsekwencji w realizowaniu określonej wizji budowy drużyny. Nie będę się powtarzał.
W tym momencie najistotniejsze jest przerażające dzieło zniszczenia dokonane zimą. Szwankująca organizacja obozów podczas okresu przygotowawczego, sprzedaż kilku wiodących zawodników, w ślad za którą nie poszły wzmocnienia odpowiadające rzeczywistym potrzebom drużyny - to składa się na obraz chaotyczny, dla postronnych obserwatorów całkowicie nielogiczny. Mogę tylko powtórzyć to co napisałem przy okazji meczów ze Sportingiem - to co stało się w tamtym momencie świadczy jak na mój rozum o jednej z dwóch ewentualności: a) o istniejącym w tamtym momencie bezpośrednim zagrożeniu dla utrzymania finansowej płynności Legii b) o tym, że sukces sportowy nie jest postrzegany jako czynnik wiodący w realizacji jakkolwiek rozumianych celów przyświecających istnieniu Spółki. Nie muszę dodawać, że zarówno 'a' jak i 'b' brzmią raczej kiepsko.
Zasadne wydaje się pytanie jakie prawo oceniać trenera Skorżę mają obecnie ci, którzy w tamtym momencie zafundowali mu taką ścieżkę zdrowia? Kto oceni ich? Taka ocena z pewnością by się przydała, ponieważ niestety to właśnie klubowe gabinety dały wiosną najgorszy przykład.


...z jednej strony, można powiedzieć "jest dobrze, nie trza psuć", z drugiej, jeśli nie ma progresu, jest... regres. A nam potrzebny jest permanentny progres
ale... miałem się odnieść do tego, co był uprzejmy napisać Gawin.
Zacznę od końca...
jeśli chodzi o działaczy (czyt. psełdodziałaczy), to powinny być to stanowiska dzielone, pomiędzy człowieka znającego się na piłce nożnej, a człowieka znającego się na robieniu biznesu. Za każdym razem, kiedy myślę o mniej, lub bardziej trafnej polityce transferowej Naszego Klubu, przed oczami staje mi włodaż (czyt. ex-włodaż) naszego lokalnego rywala z Muranowa
dlatego powtarzam, człowiek znający się na piłce i piłkarzach, wspierany przez człowieka znającego się na biznesie
i sukces gwarantowany
kolejny punkt... sztab szkoleniowy
I tu również zgadzam się z Gawinem, że brak danych nie pozwala autorytatywnie stwierdzić, którą drogą powinniśmy podążyć...
jeśli trener Skorża będzie w stanie wyciągnąć konstruktywne wnioski z mijającego sezonu, to należy pozostawić stery w Jego rękach. Ale... jeśli Jego pomysł na tę drużynę się wyczerpał (patrz efekty rundy wiosennej), to należy szukać alternatyw.
idąc dalej w górę... Zawodnicy
Zgadzam się, że sprzedanie w przerwie zimowej Wizira, Ryby i Komora, to były, być może dobre ruchy marketingowe (a być może nie, odnosząc się do tego, co napisałem wcześniej o Prezesie Wojciechowskim), o tyle sportowo musieliśmy to odczuć...
inna sprawa, że jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, że drużyny, będące po 30 kolejce przed Legią mają lepszych zawodników na wspomnianych pozycjach, niż my, po odejściu wspomnianej trójki.
zatem... personalnie niby jest ok... ale nie jest
zgadzam się, że dopływ świerzej krwi jest potrzebny, akademia to jedno, ale zawodnik (zawodnicy), którzy mogliby wejść z marszu do drużyny i wnieść nową jakość, są zawsze mile widziani... tylko skąd wziąć na to kasę?!
aczkolwiek... są alternatywy, są zawodnicy, którym kończą się kontrakty, zawodnicy, którzy w silniejszych ligach, wraz ze swoimi klubami spadli do niższej klasy rozgrywkowej... można rozważyć zakup, bądź wypożyczenie... wraca jak bumerang temat "działaczy" zorientowanych piłkarsko vs. biznesowo.
Szkielet drużyny jest, nie należy go zmieniać, jedno-dwa wzmocnienia (czyt. wzmocnienia) może zrobić różnicę.
i pierwszy vel. ostatni punkt... Kibice
będąc typowym piknikiem nie mam wiedzy, żeby się na ten temat wypowiadać. Oczywiście potępiam akty wandalizmu, nieodpowiedzialną oprawę, pójście "na noże" z organizatorami, władzami etc.
ale nie zajmę stanowiska, bo nie mam wiedzy
Reasumując, sezon niby został "przegrany" ale... jak zwykli mawiać managerowie w działach sprzedaży
i wierzę w końcowy sukces, przypominając również, że jesteśmy pierwszą od kilku sezonów drużyną, która w mijającym właśnie sezonie, potrafiła pogodzić dobrą (jak na polskie warunki, nawet bardzo dobrą) grę w Europie z dobrą (nie do końca, ale jednak) grą na krajowch boiskach. Oprzyjmy się na tym, wnioski wyciągnijmy... doświadczenia również. W nowym sezonie może być tylko lepiej
Zupełnie serio spodziewałem się już wczoraj jakiejś deklaracji w sprawie Skorży. A tu cisza, brak akcji jak w polskim filmie
W zeszłym roku tak "na ostro" zatrudniali tego Weissa, żeby Go później nie zatrudnić, więc może robią to w tym roku... po cichutku.
Inna sprawa, że dopiero w czwartek, na PGE Arena, dotarło do nich, że może warto się porozglądać
tak, jak mówiłem, nie mam zdania, czy powinno się sztab szkoleniowy wymienić, czy nie (ze względów sportowych), bo ze względów ekonomicznych, to wspomniany milion robi wrażenie...
obyś miał rację.
ja też mam wrażenie, że, o ile na piłce, to nasi decydenci znają się "Tak sobie", o tyle na biznesie lepiej
hmm...
wysoko stawiasz poprzeczkę
My tacy ostatni nie jesteśmy przypomnę Janczyka
Ale do rzeczy. Rozumiem że kolejność zastosowana przez si Gawina jest przypadkowa. Mi ostatni mecz w którym " kibice wepchnęli piłkę " kojarzy się z czasami Wdowczyka i meczem w którym Quattara ( Później się okazało że to samobój ) gdzieś pod koniec spotkania zdobył bramkę. Za nic już sobie nie przypomnę z kim. Pamiętam że była to strona zegara a czasy Łazienkowskiej 3 z jednym daszkiem. tak więc tu pełna zgoda z autorem ze tak jak przyzwyczajeni są do ciągłego dopingu szybko przyzwyczaili by się do gry przy pustych trybunach . Wpływ na zwycięstwa kibiców uważam więc na marginalny. Prędzej przeszkodzą co miało miejsce za czasów Janka Urbana. Tu odwrotnie jestem pewny że gdyby grali przy pustych trybunach lub obojętnych mistrzostwo Jan by zdobył. Sprawa druga piłkarze. Tu ja tez większych pretensji nie mam. Mecze w których stali można policzyć na palcach jednej ręki. Jednym słowem starali się a że decyzje trenera w pewnych sprawach były jakie były to i taki Rzeźniczak jeśli grał to nie koniecznie tam gdzie powinien. Trener tu widzę niestety największą winę ale że przewielebny poświęcił temu oddzielny tekst tam zawrę swoje uwagi.
Działacze. Obecnie mamy czasy ze np sprzątaczka powinna być wykwalifikowana
jak na polski klub duże pieniądze. W pionie odowiedzialnym za sport czyli piłke mamy pana Milkasa i pana Józwiaka. Pierwszy dokładnie taki sam fachura jak ja, drugi - naturszczyk ale lata spędzone na boisku i obecność w piłce daje mu dużo większe prawo do nazywania się profesjonalistą w dziedzinie piłki. Tylko że tu moim zdaniem kolejność uprawnień i decyzyjność została postawiona na głowie. Ten co się nie zna opiniuje i decyduje za tego co pojęcie moim zdaniem ma dużo większe. Rola Jóźwiaka jest mocno ograniczona i finansami i tym że ostatecznie decyduje Miklas. Jednym słowem obecny futbol potrzebuje w pełni przygotowanych wykształconych menażerów w dziedzinie piłki u nas jest takiego 1/3 jeśli przyjmiemy że praktyka i doświadczenie to atrybuty Jóźwiaka. tym samym mój wniosek jest następujący - najsłabsze ogniwo to działacze bo już działaczy być nie powinno tylko menadżerowie zorientowani w dziedzinie prowadzenia klubu piłkarskiego i gruntownie wykształceni w temacie piłka nożna ..
Piszesz o pierwszym meczy wiosny 2006 - z GKS Bełchatów, a samobój został przypisany... Pietrasiakowi, temu samemu, który miał tak duży udział w naszym tegorocznym zwycięstwie we Wrocławiu. Ma koleś do nas słabość
Ja natomiast uważam, że ostatnią taką bramką (przynajmniej ja tak odczułem) była strzelona w tej samej rundzie Zagłębiu przez Rogera (wygraliśmy 1-0, jeszcze przy wyniku bezbramkowym Ouatarra dostał czerwoną kartkę). Ależ wtedy było zajefajnie na meczu...
Tylko wtedy to chodziło o utrzymanie rezultatu bo Roger strzelił gdzieś ok 55 minuty (chyba), a w meczu o którym ja wspominam gdzieś pod koniec padła bramka.
Co do dopingu, to mnie zapadł jeszcze w pamięć nieco późniejszy mecz.