- Kategoria: Trybuna komentatorów
- Monrooe
Rachunek sumienia...
... czyli być może moje pożegnanie z Maciejem Skorżą. Gdy minął już pierwszy żal, gdy nieco odeszło otępienie i „tumiwisizm”, nadszedł czas by rozliczyć się z zakończonymi rozgrywkami. Gdy zasiadłem do pisania nawet niebo zdawało się płakać nad Warszawą. Nie ukrywam, że i mój nastrój jest niewiele lepszy. Wczoraj zakończył się sezon 2011/2012, sezon który miał być dla Legii Warszawa Wielkim a został po nim… wielki kac. Wczoraj było mi wszystko jedno, dziś jednak w mojej głowie pojawiają się pierwsze pytania dlaczego? Miało być tak pięknie a jest… jak zawsze. Znów momentami piękna gra, po raz kolejny cudowne, wręcz magiczne chwile na Ł3 i znów końcowa klapa. Ileż razy ja to już przeżyłem.
Jak już wspomniałem moje rozżalenie końcówką sezonu jest wielkie, ale na pewno nie mogę powiedzieć/napisać, iż to samo odczuwam do tego sezonu jako całości. Owszem brak mi głównego trofeum, o które walczyliśmy, wszak prymat w kraju jest tym, o co toczy się gra. Oglądanie rywali z pozycji królewskiego tronu jest bezcenne, rok w glorii i chwale to cos, na co czekamy już zbyt długo. Czy jednak zrzucenie wszystkiego na trenera Skarżę to dobry kierunek? Szczerze w to wątpię. Bo cóż takiego zrobił trener „Wojskowych” by jednogłośnie spalić go na stosie? Spróbuję 'popastwić się' nad szkoleniowcem Legii Warszawa, nie zapominając jednocześnie o pozytywach:
Na początek jednak chciałbym wyjaśnić pewien mit, jaki jest z lubością rozpowszechniany za pomocą prasy. Ostatnio w gazetach i na portalach przewinęła się tabelka świadcząca o tym, iż to Maciej Skorża jest najgorszym trenerem Legii Warszawa w XXI wieku. Nie wiem czemu ma to służyć, ale dziwi mnie powszechna akceptacja przytoczonych faktów. Oczywiście nie zamierzam tym faktom zaprzeczać, ale pragnę tylko przypomnieć, iż te mają to do siebie, że zawsze można tak je zestawić, aby poparły pewne teorie. Statystyka jest wręcz „ulubioną” formą takich manipulacji. Dla przykładu posłużę się innymi faktami. Jak wynika z danych Policji sprawcami aż 80,5 % wypadków są mężczyźni, co ewidentnie dowodzi, iż są Oni dużo gorszymi kierowcami niż kobiety. Czysta prawda, niby nie ma z czym dyskutować, ale jakoś jednak podskórnie mam wrażenie, że męska część czytelników skrzywiła się lub postukała w głowę. Nic dziwnego, ale tak to już jest, jeśli poda się suche fakty/dane statystyczne bez żadnej analizy, bez żadnych informacji dodatkowych.
Tak jest też z tą nieszczęsną tabelką, jeśli ma potwierdzić, iż Maciej Skorża jest totalnym trenerskim beztalenciem to jak najbardziej się udało. Tylko, że nie chce mi się wierzyć, iż ktoś zestawia wyniki z poprzedniego sezonu Legii z powiedzmy pierwszym sezonem Jana Urbana. Nie dowierzam, że ktoś bez wyraźnej celowości próbuje zestawić wyniki osiągane przez „truskawkowy zaciąg” z tymi osiągniętymi przez jedną z najlepszych ekip w kraju. Mamy porównywać będącego w formie Chinyamę, Rogera, Edsona, Iwańskiego czy Muchę z Antoloviciem, Cabralem, Mezengą czy Kneżeviciem? Bądźmy poważni, tego sezonu nie uratowałby sam „boski” Mourinho czy sir Alex. A z takim bagażem musiałby wygrać wszystkie mecze w tym sezonie by móc powalczyć w tym zestawieniu, czyli taką samą tabelką można było zamieścić już przed tym sezonem. Po co było czekać do jego zakończenia? Nie dajmy sobą manipulować.
Wstęp:
Dlatego gdy mam oceniać pracę szkoleniowca Legii Warszawa, odcinam poprzedni sezon. Bagaż jaki niesie on ze sobą jest zbyt ciężki, a powodów jest tyle, że zrzucanie ich tylko na trenera jest po prostu bez sensu. Równie dobrze można by najpierw wrzucić do szatni granat a potem czekać i patrzeć czy sobie poradzi. Nie poradził, mnie to jednak nie dziwi. Teraz mogę już na spokojnie zająć się plusami i minusami trenera Skorży.
Minus:
Ogromny minus przyznaję za ogół rundy wiosennej. Prawda jednak jest taka, że drużyna nie wstrzeliła się z formą lub jak ktoś woli, nie potrafiła zaprezentować jej na przestrzeni całej rundy. Co prawda rację maja ci, którzy twierdzą, iż piłkarze Legii nie odstawali fizycznie od swoich rywali, ale absolutnie nie można powiedzieć, iż prezentowali się na podobnym poziomie jak jesienią. Niestety widać było, że formę przygotowano na pojedynki ze Sportingiem Lizbona, później już tylko w finale pucharu Polski legioniści zdominowali fizycznie przeciwników, w pozostałych meczach tej rundy mogli tylko o tym pomarzyć. Zamiast równej stałej formy tego mieliśmy swoistą sinusoidę, raz dobrze, raz słabo, by za chwilę znów zaatakować z werwą rywali.
Muszę jednak wspomnieć o problemach, jakie miał sam zespół jak i sztab szkoleniowy przed startem tej rundy. Kłopoty z boiskami, problemy z sparingpartnerami (bardzo słaba klasa rywali) czy w końcu mnóstwo kontuzji. Zarówno tych poważnych (Radović, Ljuboja, Vrdoljak), jak i tych drobniejszych, a na te narzekało prawie pół składu. Niestety obciążenia, jakim poddani byli zawodnicy w rundzie jesiennej to kompletne novum dla polskiego zawodnika, nic dziwnego, że było mnóstwo urazów przeciążeniowych. To zapewne utrudniło przygotowanie zespołu do wiosennej rundy spotkań.
Plus:
Progres formy zawodników. To chyba największy plus kadencji Macieja Skorży. Nie pamiętam szkoleniowca, który w tak krótkim czasie „wydobyłby” tak wiele ze swoich zawodników. Lista wygląda naprawdę imponująco: Maciej Rybus, Marcin Komorowski, Miroslav Radović, Michał Żyro, Rafał Wolski, Artur Jędrzejczyk, oraz Ariel Borysiuk to piłkarze, którzy właśnie panu Maciejowi zawdzięczają swoją obecną pozycję. Niektórzy wręcz zostali wydobyci z piłkarskiego niebytu i gdy wydawało się, że w Warszawie już postawiono na nich krzyżyk, trafili na „warsztat” Macieja Skorży.
Niestety jest też łyżeczka dziegciu. Michał Kucharczyk, tak jak wystrzelił pod wodzą pana Macieja w pierwszym sezonie, tak znikł kompletnie w obecnym. Sam zawodnik mówił o problemach z 'głową', niestety wbrew jego zapewnieniom nie można powiedzieć, aby się one skończyły. Młody „Kucharz” jest cieniem zawodnika z poprzedniego sezonu. To niewątpliwie jest kamyczek do ogródka szkoleniowca Legii.
Minus:
Nieumiejętność doprowadzenia do formy zarówno Miroslava Radovicia, jak i nowych zawodników Ismaela Blanco i Nacho Novo. Zdaję sobie sprawę z kłopotów z Rado, kontuzji i awersji do ciężkich treningów, jednak wydaje się, że trener miał wystarczającą ilość czasu by postawić Serba na nogi. Problemem była też wiara w możliwości nowych nabytków, niestety okazało się, że ich forma była w opłakanym stanie. Płynne wejście w zespół okazało się niemożliwe. Ta decyzja okazała się błędna.
Oczywiście łatwo mi teraz pisać już po fakcie. Jakąś decyzje trzeba było podjąć, ta była zła. Jednak taką wiedzę zdobywa sie tylko wraz z nabywanym doświadczeniem, wcześniej podejmowane można tylko liczyć, że przyjęta strategia jest właściwa. Nie była.
Plus:
Mecze rozgrywane przez zespół na jesieni. Dawno nie pamiętam tak grającej Legii. Spotkania z Hapoelem (w Warszawie), Rapidem (w Bukareszcie), w końcu z Wisłą Kraków czy z GKS-em Bełchatów (w Bełchatowie), a to wszystko okraszone emocjami z Moskwy (Spartak). Tego nie zapomnę jeszcze długo, długo też będą wspominane na legijnych forach i w debatach kibiców Legii Warszawa. Trzeba przyznać, że trener Skorża potrafił bardzo dobrze dobierać taktykę pod konkretnego rywala. Przekonał się o tym zarówno szkoleniowiec Gaziantepsporu (europejskie puchary) jak i Ruchu Chorzów (rodzima liga). Na początku wyśmiewany za ustawiane zespołu z trzema defensywnymi pomocnikami, potrafił przekonać do siebie największych oponentów (Wojciech Kowalczyk) a rywali doprowadzać do wściekłości (Tolunay Kafkas).
Pomimo tych pochwał wydaje się, że w kilku meczach zabrakło bardziej ofensywnego nastawienia jedenastki „wojskowych”. Mecz z Ruchem Chorzów pokazał, że gra jednym tylko defensywnym pomocnikiem nie musi oznaczać chaosu w środku pola, a mogłaby dać te kilka punktów więcej.
Minus:
Brak rotacji w składzie. Za mało i za rzadko szkoleniowiec Legii decydował się na roszady w zespole. Dało się też wyczuć przywiązanie do pewnych nazwisk. Ani słabsza forma, ani zmęczenie nie skłaniało trenera do zmian w składzie. Fakt, trzeba przyznać, że na wiosnę nie miał wielkiego wyboru, najczęściej w składzie występowali Ci, którzy po prostu byli w stanie. Jednak nie mogę zrozumieć pomijania Tomasza Kiełbowicza. Szczególnie wobec ogromnych problemów z wykonywaniem stałych fragmentów gry, a przecież wszyscy pamiętamy świetne dośrodkowania i pięć asyst Kiełbika z poprzedniego sezonu. Mecz z Ruchem Chorzów pokazał jak nasz weteran doskonale potrafi zagrać w roli skrzydłowego. Czasami aż się prosiłoby dać więcej szans nestorowi w składzie Legii.
Plus:
Od dawien dawna nie pamiętam by tylu zawodników naszego klubu było w kręgu zainteresowań selekcjonera reprezentacji Polski. Spod ręki Macieja Skorży „wyszli” Maciej Rybus, Marcin Komorowski, Michał Żyro, Rafał Wolski, Michał Kucharczyk oraz Ariel Borysiuk. Jak by nie patrzeć to aż sześciu zawodników grających w tym sezonie pod wodzą pana Macieja. Wybitnie stary nie jestem, do młodzieniaszków też się jednak nie zaliczam i takich proporcji w naszej kadrze nie pamiętam. To też zasługa trenera Skorży, jeszcze rok temu może o Rybusie moglibyśmy mówić, iż jest w szerokiej kadrze narodowej.
Minus:
Pomimo zdecydowanie lepszej gry niż ta, z jaką mieliśmy do czynienia w zeszłym sezonie to nadal nie jest to, na co czekali działacze i kibice z Łazienkowskiej. Niestety o ile dla innych klubów zdobycie czwartego miejsca, czy Pucharu Polski są powodem do odtrąbienia sukcesu o tyle w Warszawie liczy się tylko najwyższe miejsce podium. Niezależnie od wszystkich kłopotów, jakie spotkały Legię w tym sezonie trzecie miejsce w lidze to za mało abyśmy mogli być zadowoleni z tego sezonu. Trener Skorża, jako głównodowodzący ponosi część odpowiedzialności za taki stan rzeczy.
Podsumowanie:
Trzeba jednak przyznać, że duża część winy leży po stronie działaczy. To co zafundował zespołowi własny pion sportowy budzi moje ogromne zdziwienie. Można by powiedzieć, że wręcz zrobiono wszystko, aby tą walkę o tytuł utrudnić. Jak nie kłopot z boiskami treningowymi, to sprzedaż trzech bardzo ważnych członków zespołu. Naprawdę o komforcie dla trenera nie ma co mówić.
Jak widać mam straszne problemy z jednoznaczną oceną pracy szkoleniowca warszawian w tym sezonie. Znajduję wiele plusów, ale też sporo minusów, prawdę mówiąc taki właśnie były te rozgrywki, od wielkich uniesień (Moskwa), po ogromny dół (Lechia). Czy w takim razie Maciej Skorża absolutnie powinien odejść? Moim zdaniem nie, w każdym razie nie bezdyskusyjnie. Zespół udowodnił, że pod wodzą obecnego trenera potrafi zagrać bardzo dobrą i co ważniejsze skuteczną piłkę. Pod okiem tego szkoleniowca jak na drożdżach rosną nasi wychowankowie, a i wielu starszych piłkarzy potrafi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Wydaje się też, że doświadczenia uzyskane w tym sezonie powinno pomóc w jeszcze lepszej grze w kolejnych rozgrywkach. Oczywiście pod warunkiem wspólnej pracy klubowych decydentów, bo jeśli szykujemy kolejną rewolucję to już dziś możemy panu Maciejowi podziękować za te dwa lata pracy na Ł3. Pytanie tylko, co dalej? Kto po nim? I chyba co ważniejsze, kto oceni kwalifikacje kandydatów na stanowisko szkoleniowca Legii Warszawa. Kto oceni kompetencje i pomysł na dalszy rozwój stołecznej drużyny? Prawda jest taka, że w naszym kraju lepszych i bardziej doświadczonych (szczególnie w pucharach) nie ma, a trenerzy zagraniczni to dla nas wielka niewiadoma. Nie oszukujmy się, zdecydowanie większa szansa jest trafić na kolejnego Maaskanta niż choćby takiego jak Andre Villas Boas. A głupio by było przekreślić wszystko co do tej pory osiągnęliśmy, popatrzmy na Lecha Poznań, Wisłę Kraków i spróbujmy nie popełnić błędów popełnionych przez włodarzy tych klubów. Oni muszą zaczynać od nowa, my nie musimy...


A poważnie, wydaje mi się Monrooe, że tragifarsa jaką jest zarząd tego klubu nie może stanowić usprawiedliwienia dla błędów jakie popełnił Skorża. Oczywiście, jesień była udana (choć nie można zapomnieć również o meczach z PBB, Śląskiem czy Cracovią u siebie, gdzie było bardzo słabo - tak właśnie na poziomie rundy wiosennej), ale wydaje mi się, że podstawowym błędem było totalne uzależnienie się od tercetu Rado-Ljubo-Rybus. Bo kiedy wiosną okazało się, że jednego z nich nie ma, a dwaj pozostali (szczególnie Rado) są w słabszej formie, to nagle Legia przestała cokolwiek robić w ofensywie.
Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że trudno było na jesieni odstawić któregoś od składu, tylko po to, żeby przygotować jakieś warianty alternatywne. Ale w zimę już można było - już wtedy było wiadomo, że Rado i Ljubo nie będą mieli możliwości odpowiednio się przygotować, a co za tym idzie można było podejrzewać, że ich gra będzie słabsza niż na jesieni. I była, tylko że my z uporem godnym lepszej sprawy usiłowaliśmy nimi grać - a jeśli już były jakieś zmiany personalne (choćby Rybus) to Skorża wymagał od ich zmienników grania w ten sam sposób, nie bacząc że są to gracze o innej charakterystyce - dla mnie jednym z grzechów głównych trenera jest kiedy nie dostosowuje taktyki (dużo szersze pojęcie niże ustawienie wyjściowe) do zawodników, ale na siłę próbuje wtłoczyć graczy do swojego systemu.
Wiadomo, że nie mam gotowych recept na bolączki Legii, bo też w końcu nie od tego jestem. Ale czy nie można było dać szansy Kucharczykowi na szpicy, Ljubo przesunąć do tyłu a Radovicovi dać np. ze dwa tygodnie na odbudowanie formy - na zasadzie - Ty teraz przechodzi mini okres przygotowawczy i nie grasz tylko zapierniczasz na treningach? Bo wydaje mi się, że łatwiej byśmy sobie poradzili przez dwa - trzy mecze bez Rado niż przez całą rundę z cieniem piłkarza. Skorża chciał go doprowadzić do formy tzw. metodą startową, tylko że... nie doprowadził. I niestety, jako trener odpowiadający za formę sportową zespołu i poszczególnych zawodników, musi ponosić tego konsekwencje. Argument, że dopiero po czasie widać czy dana decyzja była dobra czy zła, nie może go bronić. Od tego bowiem jest sowicie opłacanym trenerem, aby podejmować dobre decyzje - jeśli nie umie to sorry ale przecież nie każdy musi być trenerem Legii.
Odcinasz od oceny Skorży poprzedni sezon - uważam, że nie słusznie. w tym co prawda zanotowaliśmy progres, ale czy aby na pewno tak duży, jak powinien wyglądać w sytuacji kiedy mieliśmy o wiele mocniejszą drużynę (dla mnie Kuciak, Żewłak i Ljuboja robią gigantyczną różnicę w stosunku do poprzedniej kadry zespołu)? Moim zdaniem nie. Zgadzam się, że były dobre, bardzo dobre a może nawet wyśmienite mecze na jesieni (a i Śląsk i Ruch w tej rundzie też należy do takich zaliczyć), ale trenera należy ocenić za całokształt a nie za kilka spotkań. I całościowa ocena nie może wyjść na plus.
Prawda jest taka, że w pewnym momencie Skorża nie udźwignął ciężaru - poniekąd nałożonego przez samego siebie niektórymi (większością) spotkań z jesieni. Tym bardziej, że Legia nie przegrała tytułu dlatego, że ktoś w lidze był bardzo dobry - nie był nikt.
Dalszy los trenera Skorży? Dla mnie koniec współpracy. Jeśli nie poradził sobie na wiosnę, to nie ma żadnych przesłanek żeby sądzić, że poradzi sobie w przyszłym sezonie (tym bardziej, że nie wiemy jak drużyna będzie wyglądać). Nie ma też żadnych przesłanek aby uznać, że ewentualny nowy trener sobie poradzi, ale zmiana ma przynajmniej szansę przynieść pożądany skutek. Stagnacja nie.
Męczę Skorżę bo o nim napisałeś - wiadomo jednak, że nie powinien on być jedynym, który zapłaci za ten sezon. Ale to już temat na inną opowieść.
"Zmiana ma przynajmniej szansę przynieść pożądany skutek. Stagnacja nie"
O i tu leży pies pogrzebany. Po wyrzuceniu Urbana była nadal szansa na mistrzostwo? Ano była - ale skończyło się na braku awansu do europejskich pucharów. Wyrzucanie Skorży dla samego 'ukarania go' za wiosnę nie ma najmniejszego sensu - trener powinien być częścią koncepcji funkcjonowania klubu wypracowanej przez pion sportowy. Jeżeli takowej nie ma (a najprawdopodobniej... nie ma) - jak to ujmujesz 'stagnacja' daje wbrew pozorom dalece większą nadzieję na sukces niż chaotyczne zmiany dokonywane po omacku, przedzieranie się przez okres ponownego docierania się drużyny z trenerem i tak dalej.
Ze Skorżą mam problem zupełnie innego rodzaju.
W zeszłym roku na wiosnę broniłem go, bo widziałem w Legii ciągły progres. Od fatalnego startu jesienią, przez zebranie się do kupy podczas tamtej pamiętnej rundy, do stworzenia drużyny, która grała wiosną naprawdę fajną, kombinacyjną piłkę, niestety z absolutnie niewytłumaczalnych przyczyn straciła wtedy 8 punktów u siebie w wygranych meczach (Śląsk, Ruch, Zagłębie) i tym samym pogrzebała szansę na tytuł.
Legia z tego sezonu - nawet ta zwycięska z jesieni - nie podobała mi się już tak bardzo. Na BzK po zwycięstwie z Wisłą pisałem słowa następujące:
"Możemy rozbić Wisłę, nie widzę przeszkód, byśmy nie mieli powalczyć z Lechem czy Rapidem Bukareszt – drużynami, przeciw którym będziemy mogli wykorzystać swoje mocne strony – ale wczorajszy triumf paradoksalnie utwierdził mnie w przekonaniu, że o mistrzostwo Polski będzie nam w tym sezonie niewiarygodnie ciężko. Brak kreatywnej jakości w prowadzeniu ataku pozycyjnego musimy bowiem kompensować agresją, bieganiem po całym boisku i stałą koncentracją w grze defensywnej. Możliwe raz, drugi, trzeci, piąty – ale kiedy tylko na chwilę się zatrzymamy, będziemy przegrywać – jak ze Śląskiem, Podbeskidziem i Polonią. Legia 2011/12 to pułapka zastawiona na nas wszystkich. Pułapka obecności w tym zespole potencjału rozegrania meczu znakomitego, który porwie wszystkich nas jako kibiców i osadzi w złudnym przeświadczeniu, że mamy kawał drużyny. Tymczasem moim zdaniem – nadal jeszcze nie mamy."
Spodziewałem się zobaczyć w wiosennej Legii coś nowego. Tymczasem Legia Skorży pierwszy raz zrobiła nie kolejny krok do przodu, ale wyraźny krok wstecz, moim zdaniem dlatego, że trener nadmiernie zaufał temu co 'urodziło się' jesienią i pozwolił toczyć się sprawom własnym trybem. Każdy nasz mecz wyglądał identycznie, nie mieliśmy schematów, nie mieliśmy poprawnie rozłożonych akcentów między defensywą a ofensywą, byliśmy przewidywalni do rozpaczy.
W tej sytuacji - jak pisałem we wczorajszym wpisie - mam co do Skorży wątpliwości.
Widzę go nadal na ławce Legii pod jednym warunkiem - że znów przejmie kontrolę nad zespołem i zabierze się do rzetelnej trenerskiej roboty, zamiast po prostu pozwalać 'swoim' ludziom grać to co im raz wyszło.
Obecnie jeśli zostanie jest dokładnie odwrotnie. Opinia publiczna przeciw( no w mojej ocenie znacząca większość) i piłka po stronie zarządu. Zaufaliśmy panu podpisaliśmy aneks, a pan dał ciała. Każdy mecz w nowym sezonie będzie meczem o wszystko dla trenera, każda wpadka tylko pogłębi frustrację jego przeciwników i da im argumenty. Czy Skorża jest w stanie udźwignąć taki garb? Sam wszak mówi ryzykuję tylko wtedy kiedy stoję pod ścianą. Pytanie więc następujące będzie musiał ryzykować, a ryzyko zawsze powtarzam zawsze wiąże się z możliwością pomyłki. Już czytamy ze wielkich transferów nie będzie więc na pomoc ze strony kubu liczyć nie może. Piłkarze? wypowiadają się z szacunkiem o Skorży, ale pokażcie mi lub przypomnijcie jakiś mocny progres któregoś z nich. Wolski? Ok ale to talent który śmiem twierdzić rozwinąłby się i przy Majewskim. Reasumując niestety osobiście nie widzę możliwości aby trener Skorża pozostał. Zgadzam się też z Bolkiem że jeśli to będzie jedyna zmiana to lipa. Tak jak pisałem pod Gawinowym felietonem najsłabszym ogniwem są działacze a właściwie brak profesjonalnych wykształconych menadżerów w dziedzinie futbolu . I na koniec troszki od czapy. jeśli Legia zdecydowałaby się na dwudziestoletni model Fergusonowski czyli władza absolutna w jednym
ręku to mając do wyboru tylko Janka Urbana i Macieja Skorże z całą stanowczością i pewnością podjęcia prawidłowej decyzji wybrałbym tego pierwszego.
Co do progresu drużyny i że nie jest aż tak widoczny w porównaniu do poprzedniego sezonu. Otóż po przyjściu Kuciaka i Żewłakowa ten progres jest olbrzymi. W ubiegłym sezonie straciliśmy 38 bramek a w tym 17. W ubiegłym sezonie przegrywaliśmy mecze po 3:0, 4:0, niektóre u siebie a w tym najwyższa porażka to 0:2 w Zabrzu. Postęp moim zdaniem jest bardzo widoczny i to głównie za sprawą duetu Żewłakow -Komorowski wspomaganych przez Kuciaka. Gra obronna całego zespołu także sie poprawiła. Na jesieni nie traciliśmy tez takich idiotycznych bramek jakie na wiosnę były udziałem niestety sympatycznego Astiza. Tutaj Inaki sam mógł nam zapewnic mistrzostwo - bramki z Lechem, Widzewem i Lechią kosztowały nas 4 pkt. Z Lechem dość dyskusyjna więc niech będzie sam Widzew i Lechia. Też wystarczy. Ale to na marginesie bo nie o Inakim mówimy.
W pewnym stopniu może i zgodziłbym sie z tym że nie można drużyny ustawiac pod konkretnych zawodników. Jednak życie pokazuje że to nie jest takie proste. Gdzie byłaby dzisiaj Barcelona i Real gdybyśmy zabrali z nich Messiego i Ronaldo którzy tylko w lidze strzelili razem 95 bramek. Czy Śląsk zostałby mistrzem gdyby nie wrócił Mila który zaliczył 4 asysty? Gdzie byłby Lech bez Rudniewa i jego 22 bramek, gdzie Jagiellonia bez Frankowskiego? Ile daje Górnikowi Nakulma? Wydaje sie że polska liga tak bardzo cierpi na brak dobrych zawodników w formacjach ofensywnych że pewnych zawodników trudno zastąpić. Legii Rybusa zastąpić sie nie udało.
Jeszcze odnośnie poprzedniego sezonu i tego czy by l progres czy też nie to przypomnijmy ile punktów zdobylismy w ubiegłym sezonie w których nie powinnismy ich zdobyć a ile takich meczów było w sezonie bieżącym. Bramki w ostatnich minutach, tak na szybko, zapewniły nam punkty z Lechem, Górnikiem, Cracovia. Z Lechem do przerwy powinniśmy przegrywac 3-4:0 i to nie była zasługa Antolovica tylko głównie Peszki. Dodajmy do tego samobój z Polonią. Generalnie więc jesień ubiegłego sezonu była tragiczna. Wygrywaliśmy fartem a przegrywaliśmy wyraźnie.
Tutaj także zgodzę się po części z Gawinem że Legia na wiosnę w ubiegłym roku zaliczała progres prawie w każdym meczu. Naprawdę fajne, mimo że przegrane spotkania ze Śląskiem czy też Ruchem. Tej wiosny tego widac nie było ale i sytuacja była jednak inna.
Tak więc w sprawie alternatywnych rozwiązań to bardzo fajne stwierdzenie tylko nikt nie potrafi powiedziec na czym ta alternatywa miała polegać. Polskie drużyny mają ten problem że nie mają praktycznie alternatywy odnośnie podstawowego składu. Taka alternatywę miała Legia jesienią i to było widać. W ostatnim okresie żaden zespół nie był w stanie połączyć walki na trzech frontach tak jak Legia. Przy podstawowej jedenastce ogrywali się z powodzeniem i Kucharczyk, i Wolski, i Zyro. I jeszcze był choćby wyśmiewany Manu który zapewnił nam punkty w Krakowie.
Dodatkowo uważam że zmiana koncepcji gry zespołu, który bardzo dobrze funkcjonował, tylko dlatego że kilku zawodników dochodzi do formy byłoby ze szkodą dla funkcjonowania zespołu. Skoro 80% zawodników wie co ma grać to nagle wszystko zmieniać bowiem wchodzi do zespołu Kucharczyk? Tak się buduje zespół czy jednak na ławce powinien być ktos kto da temu zespołowi przynajmniej połowe tego co zawodnik kontuzjowany? Takich zmienników nie było a ja osobiście nie wymagam od Skorzy żeby Legia co chwila grała innym systemem. Na taka swobodę taktyczną i mozliwość jej realizacji przez zespół to troche za wczesnie. Tutaj jedynym zastrzeżeniem jest brak częstszych występów Kiełbowicza.
Oczywiście nie jest tak że Skorża jest idealny. Z pewnością brak formy Radovica, Kucharczyka czy Vrdolijaka to też wina trenera. Ja jednak widze tutaj także problemy pozasportowe, kompletnie pomijane. Kucharczykowi do dzisiaj chyba stoją w gardle osobiste problemy po wizycie w domu pod czerwoną latarnią a serskiemu duetowi urodziły się dzieciaki. Kazdy kto przeżył pierwsze miesiące ojcostwa ten wie że nie jest lekko.
Dodatkowo problemem może być grupa trzymająca władze i tutaj podobnie jak Andrzej widze problem i to jest także kamyczek do ogródka Skorży.
Co do samego Ljuboji to, nie ukrywam tego od dłuzszego czasu, że widze pewien problem. Daniel daje dużo tej drużynie ale też, szczególnie na wiosnę, strasznie ja ogranicza. Nie dośc że zaczął nachalnie domagać się zagrań to jeszcze dla niektórych zawodników stał się tarczą ochroną. Jak nie wiem co robić to zagram do niego. A ten niech się martwi. Swoją gra Ljuboja całkowicie odcina tez korytarz po prawej stronie dla np. Jędrzejczyka. Czasami jest tak że Ljuboja ma piłke a za plecami stoi 2 zawodników (Jędza i Kucharczyk)przy linii, którzy z założenia nie będa wykorzystani bo Daniel ma akurat inną koncepcję. To że jest to ograniczenie zaobserwowaliśmy choćby w meczu w Widzewem kiedy w końcu Jedrzejczyk dostał piłke i zagrał świetnie do Novo (niestety skończyło się na poprzeczce).
To czy Skorża ma zostać czy też nie na szczęście nie zalezy ode mnie. Dodatkowo na zbyt wiele pytań nie znam odpowiedzi. Z chęcią poznałbym pewne sprawy, choćby te o których mówił Skorża na ostaniej konferencji prasowej - mielismy swoje problemy, nie o wszystkim moglismy mówic, że zastanawiał się z Kociębą co powiedzieć na konferencji. To dla mnie oznacza że jest wiele spraw które nie wypłyną na szerokie wody a miały jednak znaczący wpływ na zespół.
- "A poważnie, wydaje mi się Monrooe, że tragifarsa jaką jest zarząd tego klubu nie może stanowić usprawiedliwienia dla błędów jakie popełnił Skorża. "
Dlatego też mam jak widać rozdwojenie jaźni przy ocenie trenera i jego dokonań. Dlatego też jak widać w tekście widzę zarówno plusy jak i minusy. Niemniej jednak, muszę przyznać, że Skorzy nie było łatwo i wiele decyzji było potrzeba chwili a nie decyzją trenera. Tak choćby podchodzą do zarzutu oddania ofensywy we władanie Serbom. Zarzut poważny i prawdziwy, ale... niby komu miał ją oddać, szczególnie na wiosnę. Składać ofensywę od nowa? Z jakich elementów? To są kwestie które nie pozwalają mi zwalić całej winy na trenera. Stąd rozterki. A co do tematów na inną opowieść, to przewiduje kolejne rachunki sumienia..
@ Gawin
- "Widzę go nadal na ławce Legii pod jednym warunkiem - że znów przejmie kontrolę nad zespołem i zabierze się do rzetelnej trenerskiej roboty, zamiast po prostu pozwalać 'swoim' ludziom grać to co im raz wyszło"
Ależ oczywiście, że tak. Jak wspomniałem, albo trener wyciągnął wnioski i ma plan, albo...czas podziękować za te dwa lata. Ergo, decyzja tak o zwolnieniu trenera jak i o zastąpieniu go kolejnym musi być poparta wiedzą merytoryczną. Nastąpić po ocenie planów jakie ma zarówno pion sportowy jak i kandydaci na szkoleniowców. Podejmowanie po raz kolejny decyzji "na nosa" jest bez sensu.
@ Senator
- "... to mając do wyboru tylko Janka Urbana i Macieja Skorżę z całą stanowczością i pewnością podjęcia prawidłowej decyzji wybrałbym tego pierwszego."
Wybacz Senatorze, ale na jakiej podstawie ta decyzja? Bo Go lubisz? Bo Urban to sympatyczny facet?. Wydaje mi się, że to nie najlepsze kryteria do wyboru trenera. Niestety od strony sportowej Janek Urban sobie nie poradził. Żaden zawodnik za jego kadencji nie zanotował progresu. Wręcz odwrotnie większość zaliczała szalony zjazd. Roger, Chinyama, Iwański, Radović to tylko kilku z tej wyliczanki. Drużyna również pikowała na łeb na szyję. Skąd, więc taka decyzja Senatorze? Jaka w tym nadzieja dla Legii? Co z wynikami?
Przypomnij czytelnikom jak ten progres bramkowy się przekładał na miejsce w tabeli. Które miejsce zajęliśmy tracąc bramek 38 a które tracąc ich 17.
@ Monrooe
Pikowała w dól. A może przypomnimy sobie raz otoczkę psychologiczną meczów drużny Urbana i tylko dwa, od którego momentu zaczęliśmy się zastanawiać czy nie grają przeciw trenerowi. Osobiście uważam, że gra drużyny Jana Urbana była poukładana w stopniu dobrym i Urban z palcem w d.. zdobył by mistrzostwo gdyby nie totalny gnój na trybunach.
Pozwól że sam będę decydował co mam pisać
Ilość straconych bramek nie ma żadnego znaczenia .Owszem pięknie wygląda i można napisać że gra obronna jest super tylko dalej nie ma to żadnego znaczenia. Wygrywając mecze 34 do 33 zdobędziemy mistrzostwo w
cyklach tracąc tony bramek. Można też postawić pytanie na ile to zasługa naszej obrony a na ile słabości przeciwnika . Taki PSV czy rosjanie problemów z nasza obrona nie mieli.
Oczywiście możemy dywagować czy temu drugiemu więcej krzywdy zrobili kibice, czy pierwszemu działacze, ale czy aby na pewno jest sens? Obaj mieli ciężkie warunki i to dla mnie jest jasne. Jeden sobie nie poradził, a drugi raczej tak (może nie w stopniu nas zadowalającym, ale jednak).
Dla mnie, więc Twoja ocena jest podyktowana kwestiami pozasportowymi. Nie do końca jednak jestem przekonany, że to co dobre dla nas (miły, fajny trener) jest dobre dla Legii Warszawa. Szczególnie, że ten sezon to ewidentny dowód na to, iż w warszawie liczy się tylko wynik. Oczywiście tylko najlepszy wynik, drugie miejsce to porażka, trzecie to klęska.
Ilość straconych bramek nie ma żadnego znaczenia
Skoro mówimy o bramkach traconych w naszej kopanej to mam tylko nadzieję że trenerzy Legii będą mieli inna koncepcję dobijania się do Europy i dziurawa obrona będzie jednak spędzała im sen z powiek ...
Trener Górski mówił- piłka jest okrągłą a bramki są dwie. Cały pic aby strzelić jedną więcej . Proste.
Monrooe jaki progress? w lidze trzecie miejsce x2 Puchary ok jeden więcej liga europejska tu zgoda olbrzymi niekwestionowany sukces . Jeśli jednak porównujesz z Urbanem wielka prośba podaj trzy nazwiska odpowiadające wzmocnieniem jakie Dostał Skorża w osobach Lijuboi, Zewlakowa i IV dla przypomnienia ten ostatni kosztował równą dużą bańkę euro i co by nie pisać w ważnych meczach nie zawodzi. Jan Urban dostał następujących piłkarzy i tu wymień. Przypomnę że Borsuk czy Rzeźniczek zyskali pod opieką Urbana. I jeszcze jedno pytanie do tych którzy się znają czy obecny Śląsk i Ruch to ta sama klasa siła co drużyny Wisły Lecha z którymi wtedy zmagał się Legia Urbana.
Zamiast się dąsać odpowiedź mnie prostemu chłopu na proste pytanie .Jakie Znacznie ma fakt że obecnie straciliśmy 17 bramek a sezon wcześniej 38 jeśli w obu przypadkach zajęliśmy dokładnie to samo miejsce?
Gdyby nie Kuciak King, liczbę straconych bramek należało by przemnożyć przez dwa. To niestety zakłamuje rzetelną ocenę obrońców. To samo było w czasach Muchy.
Co do trenera, pierwsze co Legia powinna zrobić to znaleźć trenera przygotowania fizycznego z prawdziwego zdarzenia, a nie magika po pięciu fakultetach, którego nie rajcuje piłka nożna.
Czy naprawdę muszę przypominać raz jeszcze skład Janka Urbana? Chinyama, Roger, Edson, Mucha, Radović Iwański, Astiz, Choto - być może nie pamiętasz ale cena każdego z nich oscylowała wtedy w okolicach bańki. Taki Vrdoljak przy nich to pikuś (o jego porównywanie z Vukoviciem się nie pokuszę), Ljuboja niech nawet będzie lepszy od Rogera, ale Żewłakow tamtego Astiaza czy Choto już nie przebija. Przyjmijmy, że jest na tym samym poziomie. Nadal przewaga ekipy Urbana jest wręcz przygniatająca.
A jednak, jak już wspomniałem za rządów Janka każdy z nich opuścił się niesamowicie. Odchodząc z Warszawy za grosze (Vuko, Edson, Roger) prezentując cień formy sprzed ery Urbana lub pałętając się w naszych rezerwach (Radović). Proszę więc nie modelujmy faktów, to nie pomaga. By zakończyć przypomnę, że IV (choć nie kosztował bańki) wcale nie odstawał od pieniędzy jakie zapłaciliśmy za Iwańskiego czy Radovicia. O Bartku Grzelaku nie wspomnę, bo finalnie to pomyłka wręcz kosmiczna.
Reasumując Jan Urban jako trener Legii dysponował bardzo silnym składem, o jakim Maciej Skorża może tylko pomarzyć. By móc się porównywać z tamtą ekipą musiał sam sobie "wyhodować" zawodników. Dopiero z Rybusem (ogromny progres), Radoviciem, Jędrzejczykiem, Borysiukiem (wreszcie stabilizacja formy) i zakupioną (wspomnianą przez Ciebie) trójką mógł nawiązać do ekipy jaką miał Janek.
Ja po prostu dostrzegam skonstruowanie składu od jego przejęcia.
ależ to chcę wykazać i pelna zgoda że Kuciak zaklamuje ocenę.
- "pełna zgoda że Kuciak zakłamuje ocenę"
No to defensorów Realu Madryt czy Manchesteru City to już ocenić się całkiem nie daje
Moim zdaniem to jest jeden z największych mitów tak chętnie odmienianych przez wszystkie przypadki. Może nie sam argument, ale siła i priorytet jaki się mu nadaje w kontekście niepowodzenia w lidze. Czy był to jeden z głównych powodów niezdobycia mistrzostwa ? Absolutnie nie, jest to jeden z ostatnich argumentów jaki powinien być podawany. Jest to bardzo wygodne dla naszego trenera, sam już dał do zrozumienia na ostatniej konferencji ("było wiele spraw i problemów o których nie mówiłem"), co ostatecznie przekonało mnie, że należy podziękować, jeszcze obecnemu trenerowi.
Ale do rzeczy, spróbuję przedstawić dlaczego tak bardzo razi mnie podawanie osłabienia składu jako jeden z większych problemów w drodze po mistrzostwo. Otóż argument ten miałby zastosowanie (i sam byłbym pierwszym, który go wysuwa) gdybyśmy przegrali mistrzostwo po pasjonującej walce w rundzie wiosennej, przegrywając jeden czy drugi mecz z bezpośrednim rywalem. Gdyby zabrakło właśnie jakości w jednym czy dwóch meczach z silnymi rywalami, dysponującymi chociażby tylko niewiele mniejszym potencjałem. Ale tak nie było, my wygraliśmy 1 z 8 ostatnich meczów w lidze zanim straciliśmy prowadzenie. 1 z 8... Co by się działo i jak byście reagowali gdyby taka seria przydarzyła się na początku sezonu ? Czy drużyna wiosną była słabsza personalnie ? Tak, zapewne tak. Problem w tym, że my remisowaliśmy mecze z Widzewem, Bełchatowem i kim tam jeszcze popadnie. I teraz pytanie do osób tak usilnie upatrujących niepowodzenia w utracie 3 graczy: czy bez Borysiuka, Rybusa i Komorowskiego nasz trener dysponował porównywalnym/gorszym składem niż Widzew ? Bełchatów ? Lechia ? Jagiellonia ? Nie żartujmy, on by dysponował lepszym składem i miałby obowiązek wygrać wszystkie (większość) nawet gdyby zabrano mu Ljubo i Bratko. Tak więc nie zimowa wyprzedaż winna niepowodzenia. Zresztą to jest naprawdę temat na długą dyskusję, którą już przerabiałem nie raz i nie dwa ze swoimi znajomymi. Ze sprzedaną trójką nie mieliśmy wpadek ? Nie przegraliśmy z Podbeskidzie u siebie ? Nie remisowaliśmy z tragiczną Jagiellonią ? Nie remisowaliśmy u siebie z tragiczną Cracovią ? And so on, and so on. Abstrahuję już, że jedynym dużym osłabieniem był Rybus. Zresztą tutaj naprawdę można byłoby napisać referat, bo aspektów na plus i in minus owych ruchów jest mnóstwo. Gdyby Rybus został to mielibyśmy 3 "święte krowy" nie do zdjęcia na 4 pozycje z przodu. Gdzie miejsce dla Wolskiego ? Żyro ? Kucharczyka ? Ciekawe, w jakim miejscu byłby Wolski gdyby Rybus został w składzie. Ale wracając już do właściwego tematu trenera Skorży to absolutnie powinien odejść. Za jedną (do tej pory wydawało mi się niewybaczalną przez kibiców) cechę: minimalizm. Minimalizm wszechobecny. Nie wczoraj, nie 2 tygodnie temu, ale przez cały sezon. Gramy z ostatnią drużyną w tabeli u siebie, 30 minut z przewagą 1 gracza i zero reakcji, zero ryzyka. Aż się prosiło: zmień chociaż raz jednego obrońcę i daj kogoś ofensywnego. To nie bezpośredi rywal w tabeli, gra w 10, wiec zaryzykuj.
Witam wszystkich, czytałem stronkę od jakiegoś czasu i postanowiłem dołączyć, bo podoba mi się, ze można spokojnie porozmawiać o naszym klubie. Pozdrawiam.
Oddzielnej oceny wymaga gra defensywna, w tym obronna zespołu i gra ofensywna.
Gra defensywna Legii wiosną miała charakter strefowy bez przekazywania, w której brali udział wszyscy zawodnicy. Po stracie piłki zawodnicy przednich formacji rozpoczynali działania przeszkadzające i opóźniające wyprowadzenie szybkiego ataku przez rywala. Pozostali zawodnicy kryli każdy swego w strefie. Dzięki temu już w zarodku neutralizowaliśmy ataki rywali. Prezentowaliśmy dobry odbiór i przejecie piłki/wyróżnienie dla Gola/. Obrońcy właściwie trzymali głębię obrony nie pozwalając zepchnąć się w obręb pola karnego.Generalnie obrońcy umiejętnie skracali pole gry grając wysoko nawet na 40 metrze zachowując jednak kontrolę /dobra współpraca z bramkarzem/ nad strefą pomiędzy ostatnim obrońcą a bramkarzem. Nie dawaliśmy się wymanewrowywać kombinacjami rywali, jak też nie przegrywaliśmy pojedynków indywidualnych /poza nielicznymi wyjątkami/. Radziliśmy sobie także przeciwko stałym fragmentom gry prze dobre ustawienie i agresję. Gra defensywna Legii stała na dobrym europejskim poziomie i nie bez przyczyny wiosną straciliśmy tylko 7 bramek. Padły one po błędach indywidualnych, przy czym "zasługi" Astiza są tu niepodważalne. Nie grą defensywną straciliśmy mistrzostwo, ale grą ofensywną.
Gra ofensywna ma dwie zasadnicze formy: atak szybki i atak pozycyjny.
Atak szybki charakteryzuje się małą ilością podań i ma 3 fazy:1-po przejęciu piłki natychmiastowe przejście do ataku poprzez star co najmniej 2 zawodników utrzymujących pomiędzy sobą kontakt wzrokowy, 2-wytworzenie przewagi liczebnej w strefie obrony rywala np. 2:1 czy 3:2, 3- wytworzenie sytuacji strzeleckiej i oddanie strzału. Jesienią zwłaszcza w meczach LE kilka takich ataków zakończonych powodzeniem przeprowadziliśmy. Niestety wiosną z tej formy ataku praktycznie nie korzystaliśmy koncentrując się na ataku pozycyjnym. Atak pozycyjny to działanie polegające na wielopodaniowych kombinacjach. W ataku pozycyjnym zawodnicy grają według zasad /wyćwiczone fragmenty gry/ lub według przyjętego systemu /wyuczone zagrania/. Skuteczność ataku pozycyjnego polega na współdziałaniu wszystkich formacji i zawodników. Do tego ataku niezbędny jest wysoki poziom zgrania, przewidywanie zachowań rywali i boiskowa inteligencja. To dlatego trener Skorża nie zmieniał składu.
W ataku pozycyjnym ważniejsze jest zgranie niż tzw. forma. Warunkiem warunków powodzenia ataku pozycyjnego /poza wyćwiczeniem/ jest wyśmienite przygotowanie wytrzymałościowo-szybkościowe. Bez tych cech motorycznych triada /przyjmę, podam, wyjdę na pozycje/ przestaje być efektywna. Trener Skorża wielokrotnie powtarzał, że praca nad atakiem pozycyjnym jest główną treścią treningów taktycznych. Pomimo zapewne dużej pracy zauważyć można było wiele braków w grze ofensywnej zespołu. Do głównych bym zaliczył:
1. Zbyt szybkie przechodzenie do ataku pozycyjnego po przejęciu piłki. Zawodnicy nawet nie próbowali szybkiego ataku, lecz zwalniali grę kierując piłkę do boku lub do tyłu. Generalnie atak pozycyjny jest stosowany,gdy załamie się atak szybki lub przeciwnik jest tak głęboko cofnięty,że nie ma przestrzeni na atak szybki. Nie może być stosowany zamiast ataku szybkiego ale obok niego. Szybki atak daje szansę na wykorzystanie chwilowego chaosu w szeregach rywali.
2. Zbyt mało zawodników włączało się w działania ofensywne na połowie rywala przez co nie było należytej asekuracji i ponawiania ataku.
3. Za szybko traciliśmy piłkę pod bramką rywala przez co utrudnione było podciągnięcie pod rywali wszystkich formacji.
4. Panicznie zawodnicy bali się utraty piłki i przez to nie ryzykowali trudnych zagrań wybierając wycofanie piłki do tyłu.
5. Nie stosowaliśmy takich form ataku pozycyjnego jak wchodzenie w strefę obrony, przeniesienie ciężaru gry,penetrację czy ciągłość presji. Zaczynaliśmy atak, potem zwalnialiśmy grę, wycofywaliśmy piłkę i próbowaliśmy na nowo. Szczególnie brak ciągłej presji nie dawał przeciwnikom możliwości popełnienia błędów.
6. Stosowaliśmy za mało wariantów tego ataku. Najbardziej powszechny był wariant z wycofaniem Ljuboji ze środka na skrzydło /głównie prawe/ i próba wejścia w wytworzoną lukę, ale rywale rozszyfrowali ten manewr i Daniela pilnowało co najmniej 2 defensorów utrudniając mu także poprawne rozegranie piłki.
7. Nie mieliśmy do perfekcji wypracowanych i realizowanych wariantów wytwarzania sytuacji bramkowych.
8. Zawodnicy nie mieli nawyku kończenia każdego ataku strzałem.
9. Zawodnicy byli mało skuteczni.
I jeszcze słów kilka na temat cech wolicjonalnych. Drużyna Legii, gdy jako pierwsza traciła bramkę nie wygrała ani razu. Natomiast,gdy jako pierwsi bramkę zdobywaliśmy to mecze wygrywaliśmy. Po zdobyciu bramki graliśmy swobodnie i widać było naszą przewagę psychiczną. Oznacza to, że zawodnicy nie mieli przed meczem pewności siebie wynikającej z przekonania,że są dobrze przygotowania motorycznie i, że wyuczone zagrania w ataku pozycyjnym okażą się skuteczne. Najważniejsza była presja wyniku, której i trener i zawodnicy nie wytrzymywali. Być może należało od początku wiosny za wszelką cenę dążyć do zdobycia bramki od początku meczu,aby zawodnicy tę presję odrzucili.
Trener zrobił to dopiero w 2 ostatnich meczach; z Lechią nie wyszło przez nieskuteczność,a Koronie odebraliśmy jej główny atut i w efekcie wygraliśmy. Trener bał się zaryzykować,gdyż zmiana treningu w mikrocyklu lub taktyki w trakcie sezonu jest zawsze podróżą w nieznane .Decyzję tym trudniejszą,że byliśmy przez 9 kolejek na 1 miejscu i baliśmy się to miejsce stracić. Na przykład trener Lecha Rumak jak objął ten zespół nie miał nic do stracenia i wraz z Panem Kasprzakiem - asystentem od przygotowania fizycznego przeprowadził kilka interwałów, ale także zmienił sposób gry: z gry z piłką /prowadzenie piłki i utrzymywanie się przy niej/ na grę piłką. Przyniosło to efekty. Nie wiemy, jak by się zachował, gdyby był na miejscu Skorży.
Reasumując jestem za pozostawieniem trenera Skorży na stanowisku. Uważam,ze jako jedyny trener w Polsce podjął ryzyko gry atakiem pozycyjnym. Na razie nie wyszło, ale praca wykonana przyniesie efekty. Nie osiągnie żadna nasza drużyna sukcesu w postaci awansu do Ligi Mistrzów bez umiejętności gry tym elementem. Jest to po prostu niemożliwe. Nawet średniej klasy drużyny /jak Legia/ potrafią bronić się przed szybkim atakiem i wyłącznie nim żadnych sukcesów się nie osiągnie. Poza tym trudno mi sobie wyobrazić nowy tabun pseudo-zbawców naszej drużyny kupowanych na pęczki za 500 tys. euro i zastępujących naszych młodych niezwykle zdolnych piłkarzy, wartych sportowo i finansowo więcej już dziś niż ci sprowadzeni byliby warci
kiedykolwiek. Jeden warunek: nowy trener przygotowania fizycznego. Obecny już się nabył i pokazał, że się dopiero uczy i to raczej powoli. Na tym stanowisku w Legii stażystów nie potrzeba.
ja czegoś nie rozumiem. Astiz, Choto, Rado przecież są nadal a jeśli Ty uważasz że Iwański czy Cini to lepsi piłkarze niż Lijboja to pas. O wzlotach i upadkach piłkarzy u jednego i drugiego też widzę sensu dyskutować nie ma bo Urban tylko niszczył a Skorża tylko rozwija.
Chcesz Senatorze utrzymywać że obrona Legii jest tak samo dziurawa jak rok temu kiedy wjeżdżali w nią jak w masło zawodnicy Bełchatowa, Lechii, Polonii czy Wisły? Rozumiem że mecze w pucharach niczym się nie różniły od wyżej wymienionych poza tym że teraz bronił Kuciak i tylko dlatego wychodziliśmy z nich zwycięsko? Pozwólcie Panowie że pozostanę przy swoim zdaniu.
witamy i już mi się buźka śmieje na Twoje polemiki z Monrooe czy szlachetnym
Ja pisząc o najsłabszym ogniwie myślę w kategorii strategii i działań dużo dłuższych niż jeden sezon.
@ Monrooe
ależ można bo różnica Oczywiście dla mnie w umiejętnościach piłkarskich nie jest tak Widoczna jak u nas. Jednym zdaniem gdyby Kuciak prezentował poziom Astiza i Jedzy nie pisałbym, że zgadzam się z al.
Przepraszam ale ponownie się irytujesz moją ignorancja. Nie potrzebnie Pokaż mi jedno zdanie które pozwala Ci sądzić że się z Tobą nie zgadzam . Problem jest inny więc go pozwoli przypomnę. Napisałeś że Skorża osiągnął progres w grze obronnej i za to trzeba go cenić. Szlachetny Wallesie pytam jeszcze raz co ten progres dał drużynie prócz niewątpliwie wizerunkowego jeśli zajęliśmy dokładnie to samo miejsce. Jest poprawa w grze obronnej bo straciliśmy tylko 17 bramek brawo k... Mój pusty łeb mówi mi, że co z tego jeśli ich nie strzelamy. Sztuka dla sztuki. Możemy oczywiście i może powinniśmy to doceniać tylko ja do dziś myślałem, że lepszą drużyna jest ta która strzeli choć jedną bramkę więcej niż przeciwnik, czyli wygrywa ten kto strzela a nie nie traci. Przy całej sympatii dla Twej zacnej osoby uznałbym to za sukces trenera gdyby poprawa gry obronnej miała rzeczywiste przełożenie w sukcesach drużyny. Jasne fajniej przegrać 0:1 niż 0:3 tyle tylko że punktów zero w obu przypadkach.
Co do tego że mamy lepszych zawodników niz inne drużyny to zgoda pod warunkiem że dodamy - zawodników w formie. Przyczyny regresu formy są różne, po części wynikają także z błędów Skorży ale tak naprawdę to czy ci młodzi juz teraz nadają się na pełnoprawnych zawodników Legii? Ile dobrych meczów zagrali Kucharczyk, Zyro czy Wolski? W większym wymiarze czasowym to błysnął Żyro w finale. Poza tym mieli zrywy, przebłyski oraz ... kontuzje. Naprawdę tak prosto to wszystko widzisz jak opisałeś?
napisałem się i wywołało więc FAKTY
ŚLĄSK stosunek bramek 47 do 31
RUCH 44 do 28 LEGIA 42 do hura 17 Mój beznadziejnie głupi wniosek. Drużyny które strzelily więcej bramek niż Legia są wyżej w tabeli ba wystarczyło ich strzelić nie wiele więcej odpowiednio 5 i tylko 2 .
Drugi wniosek jeszcze glupszy obie te drużyny straciły stosunkowo dużo więcej bramek niż my a jednak są przed nami. Nie za bardzo rozumiem teoretyczne rozważania w zestawieniu z tymi liczbami.
@ Walles
moja pamięć jest zła ale czy nie dlatego awansowalismy bo w Moskwie strzelilismy jedną bramkę więcej niż rywal?
W moim lenistwie nie chciało mi się wybierać i wymieniać osób do których piszę, ale chyba każdy zrozumiał z treści posta kto jest adresatem
@Senator
Co do Twoich statystyk: Ile bramek strzeliła piąta Korona? A znajdujący się 9 pozycji niżej GKS? Odpowiem, że obie strzeliły po 34 bramki, ale przez to ile goli każda z nich puściła jedna dopiero w przedostatniej kolejce straciła szansę na puchary, a drugiej udało się zapewnić sobie kolejny sezon w ekstraklasie. Jaki z tego wniosek? Żaden. Kluczem jest "by strzelić o jedną bramkę więcej", ale to nie oznacza postawienia wszystkiego na atak. Wierzysz, że da się zbudować zespół który będzie strzelał "o jedną bramkę więcej" tracąc w każdym meczu 3-4? Chyba trochę nie te czasy. Narzekanie na bezsensowność skutecznej obrony, gdy nie ma dobrego ataku to wg. mnie szukanie problemów na siłę.
mistrzostwa. Trzyma na boisku slabiutkiego Rado, nie reaguje na zupełnie bez sensu poruszanie się Lijuboi ( cofanie się po piłkę do linii obrony, podchodzenie do każdego na trzy metry kto akurat jest przy piłce) Jednym słowem zapomina o
elementarzu czyli nie ten mistrzem kto bramek nie traci tylko ten jak słusznie zauważasz strzela o jedną więcej. Dla mnie oczywiste jest że dokonał złego wyboru progress o którym wspominaliscie nic nie dał jak było trzecie miejsce tak trzecie zostało.
Ja jestem w stanie zaakceptować "metodę małych kroków", o ile powoduje ciągły rozwój. Jednak w 100% się z Tobą zgadzam co do tchórzostwa Skorży i stąd moja opinia o określeniu maksimum jakie ten trener jest w stanie z drużyną osiągnąć. Osobiście nie wykluczam, że gdyby został jeszcze na sezon nie zakończyłby go z tytułem mistrzowskim. Zdaje mi się jednak, że z zespołem zrobił już wszystko co mógł zrobić i pod jego skrzydłami drużyna nie rozwinie się już bardziej. Problemem jednak pozostaje jak dać mu odejść doceniając jego zasługi, a nie wyrzucać go za porażkę - nie zasłużył na to.
patrząc przez pryzmat historii naszego klubu zarówno właściciel jak i Skorza osiągnęli sporo. Nie super ale naprawdę dobrze to wygląda. Szczególnie jesień i LE dają dużo na plus oceniając i porównując z historia klubu.
Nikt nie zareagował nie odpowiedział na moje wątpliwości odnośnie obecnego statusu trenera w Legii. Moim zdaniem ma przeciw sobie większość kibiców a i jeśli zwolniono pana Kosmala to ja uważam że właściciel jeśli zdecyduje o pozostawieniu na fotelu trenera to tylko ze względów
Ekonomicznych. Czy Skorza ten brak zaufania kibiców i
właściciela jest w stanie udźwignąć jeśli znamy Go od strony psychiki nie jako hardego pewnego siebie sukinsyna a grzecznego ulozonego czlowieka .Moim
zdaniem w tej sytuacji przydałby się ten pierwszy
Sir Gawin pisze zostawić pod
warunkiem że odzyska kontrolę . Ja mam jeszcze jedną uwagę. Co z zaufaniem do trenera? Piszą o stracie
trzech dużych waniek. Zawodnicy w wywiadach niby mówią sami sobie jesteśmy winni .Ok szlachetne tylko czy prawdziwe? Nie mogły w ich głowach powstać wątpliwości
co do tego że i trener dał dupy ? Po co kazał to czy tamto. Dlaczego grał ten a nie ten. Może teraz napisze dla większości z Was panowie szlacha herezję ale jeśli czytam że jeśli Rado otrzyma ofertę to klub nie będzie robił trudności to jestem zadowolony .Skorza jeśli ma zostać też powinien być zadowolony . Powody?
Uwalnia Lijuboje, osłabia grupę trzymajaca władze co powinno mu ułatwić odzyskanie kontroli i ja uważam że Rado z czasów LE już nie zobaczymy. Tu uprzedzeń pytanie Monroe
Sorki ale gubi mi tekst na telefonie .
Uprzedze pytanie Monrooe . Co do Rado to tylko przeczucie ale jakieś takie graniczące z pewnością.
Zacznę od tego, że praktycznie całe moje obecne zdanie wynika z jednej wypowiedzi trenera po meczu z Koroną, gdy sam przyznał, że o bardzo wielu rzeczach nie mówił. Jako, że cała ta konferencja wydała mi się wyjątkowo szczera (niestety tak trochę na zasadzie „i tak odchodzę więc już wszystko mogę”) i zwróciła mi uwagę na wiele aspektów które nie zostały powiedziane, a które z perspektywy czasu faktycznie można zauważyć. Dlatego zdecydowałem się ponownie zweryfikować wszystkie moje poglądy i oceny jakie miałem w ciągu tego roku i określić wszystko do nowa. W ten sposób powstała moja krótka historia drużyny w tym sezonie:
„Na początku był chaos” – jako szary kibic tak widziałem sezon 2010-11 w wykonaniu naszych piłkarzy. Teraz sądzę jednak, że już wtedy rodziło się wiele z naszych atutów, ale i największych problemów (do czego jednak jeszcze wrócę pod koniec). Grunt, że z tego chaosu zaczęła się budowa tegorocznej drużyny, na którą pomysł powstał zapewne już wtedy. Trener Skorża w świetny sposób nauczył się wykorzystywać niemal wszystkie atuty piłkarzy jakimi dysponował. Dodatkowo dziury w jego dziele zostały zapełnione trzema charakterami, które odtąd miały stanowić kręgosłup drużyny i decydować o jej obliczu: Ljuboją, Żewłakowem i Kuciakiem. Każdy z tych zawodników wnosił nową jakość do drużyny. Pewność Kuciaka dawała zespołowi spokój , doświadczony Żewłakow świetnie dowodził formacjami obronnymi, zaś obdarzony świetną techniką Ljuboja inspirował młodych. Co więcej nowi liderzy nie wchodzili na miejsce starych, ale ich uzupełniali. Dzięki czemu szatnia szybko się zintegrowała i stworzyła monolit. B żelazna obrona i był zabójczy duet ofensywny wspierany młodymi talentami. Wysoka pozycja w lidze, spektakularne wręcz sukcesy w LE….. Jak na tak młodą drużynę było, aż za dobrze. Oczywiście bywały i wpadki (Śląsk, Podbeskidzie), ale przecież „każdemu może się nieraz zdarzyć”. Po prostu wszystko zdawało się być na swoim miejscu, więc wszyscy zapomnieli o problemach z Radovićem, który teraz był bohaterem kibiców i którego nazwisko skandowały trybuny. Dziennikarskie doniesienia o problemach z okiełznaniem Ljuboi też zdawały się nas nie dotyczyć, gdyż Danijelowi zdawał się odpowiadać status gwiazdy i nie musiał szukać rozgłosu w inny sposób. I tak minął rok 2011, a nastał 2012…
Na "dzień dobry” kibiców ściągnęła na ziemię informacja o sprzedaży, aż trzech graczy pierwszego składu. Mimo, że transfery te zostały dokonane niemal równocześnie każdy z nich trzeba inaczej oceniać. Borysiuk – w zasadzie bardziej mnie zaskakiwało, że nadal jest w Legii, gdyż już dużo wcześniej przygotowywano jego sprzedaż (sądzę, że po to ściągnięto Gola by Ariel mógł odejść). Transfer ten był potrzebny zarówno dla dalszego rozwoju samego zawodnika (wybór miejsca w którym zawodnik postanowił się dalej rozwijać to już inna sprawa), jak i do zamknięcia klubowej kasy. Ogólnie sprzedaż oceniam jako słuszny ruch. Jeszcze prostsza zdaje się być ocena odejścia Komorowskiego – zawodnik zyskał szansę osiągnąć (i zarobić) znacznie więcej niż jego talent zdawał się mu umożliwiać. Jego odejście było dla niego szansą z której nie tyle mógł, co musiał skorzystać. Dla klubu to też był jedynie zysk, gdyż drugiej szansy na zarobienie na tym zawodniku pewnie by już nie było, zaś drużyna miała w obwodzie jeszcze dwóch przynajmniej równie dobrych zawodników (osobiście nadal bardziej cenię grę Astiza). Nieco inaczej, szczególnie z perspektywy czasu, wygląda ocena transferu Rybusa – z jednej strony klub zyskał tak potrzebne mu pieniądze, ale drużyna straciła najlepszego asystenta. To w zasadzie wszystko co można powiedzieć „na pewno” o tym transferze. Po prostu sprzedano jednego z zawodników – normalna sprawa w każdym klubie, Nigdy się nie dowiemy czy Rybus pozostając w Legi utrzymałby swoją formę. Równie możliwe było, że byśmy narzekali na jego ciągłą obecność w składzie „jak czeka tylu młodych, perspektywicznych”, a „Rybus usiadł”, jak że byśmy się cieszyli „że sprzedano Rybusa, bo w zamian przyszedł Novo i zdobył nam mistrza”.
Wiosna zaczęła się dla Legionistów dwuznacznie. W pierwszym meczu LE na własnym stadionie uważam, że zabrakło jedynie szczęścia i mimo, że rewanżu było nieco gorzej, całościowy obraz nadal pozostawał dobry. Szczególnie w połączeniu z wysokim zwycięstwem nad ówczesnym liderem tabeli (a późniejszym mistrzem) we Wrocławiu. Niestety dalsze spotkania, mim, że do samego końca pozwalały nam utrzymać prymat w tabeli i awansować na kolejne etapy PP ukazywały również wyraźny spadek jakości drużyny. Niby prawie zawsze przeważała Legia, ale równocześnie wypływało coraz więcej braków. Teraz to te dobre spotkania stały się „wypadkami przy pracy”. Dzięki słabości rywali dopiero w przedostatniej kolejce Legia straciła pozycję lidera, zaś w ostatniej nie zdołała jej odzyskać. Co prawda udało się zdobyć PP, jednak i w tych rozgrywkach Legioniści uraczyli nas jednym dobrym spotkaniem (z niezwykle „leżącym Legii” Ruchem), zaś wcześniejsze spotkania mimo ewidentnej słabości rywali nie zachwycały.
Dlaczego z niemal idealnej drużyny jaką była Legia jesienią została ekipa której atuty od wad oddziela trzymana przez stoperów linia spalonego? Sądzę, że zadecydowało o tym kilka czynników, ale najważniejszym była psychiczna słabość liderów ofensywy - serbskiego duetu Rado i Ljubo. Pierwszy z nich już wcześniej okazywał nam swoją niestabilność. „Kopnięty w dupę” przez trenera wyrósł jednak na gwiazdę zeszłego sezonu, zaś mobilizacji starczyło mu jeszcze na następną jesień. Niestety na wiosnę nie dostał kolejnego kopa i wrócił stary Rado – aktorzyna z marnego teatru. Na dodatek tym razem wspierany przez inną gwiazdę – Danijela. Faceta o którym również było wiadomo, że zapanować nad nim to sztuka. Owszem - jesienią udawało się panować nad oboma, ale zimą ich samo zachwyt sięgnął zenitu. Nie było już występów europejskich dla których warto było popracować jeszcze trochę, a na Polską ligę wystarczy tylko część tej pracy. Wszystkie gromy które powinny na nich spadać rozbijały się o brak Rybusa. Fakt, ze nie błyszczeli woleliśmy zasłonić brakiem okresu przygotowawczego Rado (ile czasu trwa okres przygotowawczy, a ile miał w tym sezonie Miro na odbudowanie formy przynajmniej na koniec?) i wyłączenie Danijela prze obrońców rywala. Prawda jest jednak inna: obu panom odwaliła sodówka. Gdyby Rado w zeszłym sezonie(10/11) pokazał, że jak chce to z dużo gorszego bagna potrafi wskoczyć na wysoki poziom, zaś jego paskowany kolega przydałby się dużo bardziej w ataku piłkarskim na bramkę rywala, a nie słownym na zawodników którzy śmiali nie podać mu piłki. Nie wiem dlaczego Skorża dopuścił do takiej sytuacji. Może nie zauważył tego w porę, a może bał się reakcji nas-kibiców na zdjęcie i karanie naszych pupili. W każdym bądź razie my tu nie pomogliśmy. Mimo złej gry, nadal skandowaliśmy „Miro Radović” i utwierdzaliśmy obu Panów w przesadzonym poczuciu własnej wartości. Wkurzaliśmy się an drużynę, ale tak naprawdę nie reagowaliśmy na żadne jej ekscesy jej mózgów.
Jedna prośba masz taki tekst prześlij nam. Co do długości nasz Monrooe krociakow nie pisze a jednak czytamy z zainteresowaniem.
Co do Skorzy miałem nawet napisać coś w stylu ale czy to obraz prawdziwy .Tak więc dzięki za link a pytanie pozostaje .Który Skorza prawdziwy?
Progress zawodników. Umieszczenie na tej liście Borysiuka i Rybusa z przypisaniem całej zasługi trenerowi Skorzy osobiście uważam za delikatnie pisząc żart .
Za wrażenia artystyczne przecież się tytułu MP nie dostaje.
Kuciak kapitalnie gra na przedpolu, przez to wiele razy nas ratował w sytuacjach kiedy obrońcy dawali ciała (np. vide 49' w meczu z Koroną, mecz z Widzewem w Łodzi, etc i etc).
Co do trenera to raz nie wyobrażam sobie tego jakby miał dalej zmotywować piłkarzy po takiej hańbie.
Poza tym co to jest, że nasi grajkowie dostali tyle wolnego? Mogli by potrenować jeszcze dwa tygodnie właśnie schematy gry i stałe fragmenty gry.
Ze swojej strony na początek serdeczne podziękowania za ten bardzo ciekawy wykład teoretyczny. O ile gra obronna całej drużyny jest oceniana przez pana i większość z nas jako może nawet lepiej niż zadawalajaca, o tyle ofensywa to aż bodaj dziewięć punktów pokazujących błędy. Czy rzeczywiście wszystko to o czym JE pisze poprawi się po zmianie trenera od przygotowania fizycznego? Taki wniosek wyciagnelem czytając zdanie ze podstawowy warunek jest właśnie taki. Czy atak opozycyjny drużyny Urbana nie był pana zdaniem jednak bardziej systematyczny? czy drużyna Wdowczyka nie prowadziła ataku bardziej konsekwentnie niż drużyna trenera Skorzy? Moim zdaniem ignoranta i totalnego laika obecna drużyna bardzo szybko rezygnował z ataku pozycyjnego na rzecz długich piłek z pominięciem pomocników czyli nie była raz konsekwentna dwa wyrwała. Jeśli wynik był niekorzystny to już ogólnie masakra brak myśli indywidualizm i totalną gra na aferę. Czy to wina złego przygotowania fizycznego czy może jednak trenera który wspomnianej konsekwencji i wytrwałości w ataku nie potrafił wymóc na drużynie?
"Co do liczby straconych bramek, wystarczyło żeby cały sezon bronił Fikoł, a zweryfikowało by postrzeganie gry obronnej. "
Trochę nie rozumiem dlaczego mielibyśmy oceniać grę obronną przez zmianę bramkarza słabszego (bo z kontekstu wnioskuję, że tak postrzegasz Skabe). Bramkarz nie jest zawodnikiem defensywnym? Całą obrona działała dobrze bo się uzupełniała - Kuciak nam ratował skórę przy błędach obrońców, ale od tego jest. Równie dobrze można powiedzieć, że gdyby nie obrona Kuciak miałby opinię złą opinię niezdecydowanego (puszczona bramka w Gdańsku), albo byłby krytykowany za swe bezsensowne i agresywne wyjścia (słynna akcja z meczu z Widzewem).
Swoją drogą Kuciak stanął na bramce dopiero w Moskwie, a we wcześniej części tego sezonu też jakiejś wielkiej tragedii nie było.
"Co do trenera to raz nie wyobrażam sobie tego jakby miał dalej zmotywować piłkarzy po takiej hańbie." - a ja mam wątpliwości czy nie było to przypadkiem trudniejsze na przełomie sezonów 2010/11 - 2011/12. Wówczas trzeba było całą tą mobilizację pobudować od nowa - wmówić zawodnikom, których media mieszały z błotem, że są coś warci. Teraz "starczy tylko" przypomnieć im jesień i wzbudzić chęć udowodnienia, że "tym razem dadzą radę". Zresztą może dlatego dostali, aż takie urlopy - by się zrestartować i nabrać takiego samego dystansu do "hańby" końcówki sezonu jak do sukcesu z jesieni przez spokojniej i obiektywniej będą oceniać swoje indywidualne osiągnięcia. Oczywiście zgodzę się z Tobą (i redakcją weszło
A ja rozumiem o co chodzi z przywołaniem Skaby - to, że znalazł się dużo lepszy bramkarz oraz to jak grał praktycznie w żadnym stopniu nie jest zasługą Skorży. A zdaje się, że rozmawiamy o pozytywach pracy tego ostatniego. I kolega anonimowy legionista, IMO całkiem słusznie, wskazuje, że nie można przypisać całej zasługi Skorży za poprawę gry obronnej bo mieliśmy dużo lepszego bramkarza niż w poprzednim sezonie. A ja bym dorzucił, że mieliśmy też jednego świetnego obrońcę więcej.
Czyli odróżnijmy (choć nie będziemy w stanie tego ustalić) - ile procentowo w poprawie gry obronnej jest zasługi Skorży a ile zwiększenia się jakości zawodników, którzy za grę obronną przede wszystkim odpowiadają.
Ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Dyskusja o obronie potoczyła się chyba w nie najlepszym kierunku. Bo o ile należy się oczywiście zgodzić, że bez dobrej obrony nie ma dobrych wyników to jednak piłka nożna to nie koszykówka - tam mając piątkę świetnych obrońców, którzy potrafią też w miarę celnie rzucać do kosza można zrobić potęgę (jak ktoś się interesuje NBA to pewnie pamięta Detroit Pistons z 2004 roku).
W piłce to jednak tak prosto nie działa - nastawiając się na defensywę można doprowadzić do sytuacji, w której ucierpi ofensywa. I tak mamy w Legii. A mimo wszystko rację ma Senator, że trzeba strzelić więcej niż przeciwnik. Podkreślić trzeba, że w tym sezonie mieliśmy w lidze regres, jeśli chodzi o liczbę strzelonych bramek w stosunku do zeszłego, fatalnego pod tym względem, sezonu. A dodać trzeba, że w związku z przyjściem Ljuboji (i w mniejszym stopniu - w związku z rozwojem Żyro i Wolskiego) zwiększył się potencjał ofensywny. Czyli coś jest nie halo.
I to w zasadzie jest kolejny zarzut do Skorży - postawił zbyt duży nacisk na bronienie przez całą drużynę, co spowodował, że nie było argumentów w ataku. Przecież w ostatnich czterech ligowych meczach strzeliliśmy dwie bramki - obie po bezpośrednich rzutach wolnych. Czyli gra ofensywna nie istniała (bo też nie jest tak, że w tym czasie było tysiąc stuprocentowych, niewykorzystanych sytuacji). Dodatkowo nie istniały też stałe fragmenty gry - bo to że Ljuboja czy Wolski potrafią raz na jakiś czas trafić z wolnego nie jest zasługą taktyki trenera Skorży - o jego zasługach można by mówić w przypadku ciekawie i skutecznie rozegranych rożnych czy wolnych (nie strzelanych bezpośrednio). Tego w Legii w ogóle nie ma.
Ja nie chcę tu powtarzać za Andrzejem o tych nieszczęsnych trzech defensywnych pomocnikach - bo w sytuacji kiedy dwoma z nich byli Vrdoljak i Gol to nie jest tak, że mieliśmy w środku pola trzech przecinaków i nic ponadto. Obaj bowiem potrafią zagrać coś do przodu. Pytanie jednak jakie konkretnie mieli zadania - bo wyglądało na to, że głównie defensywne.
O ile zgadzam się co do kompletnego nieprzygotowania do stałych fragmentów, o tyle zdanie "Ljuboja czy Wolski potrafią raz na jakiś czas trafić z wolnego nie jest zasługą taktyki trenera Skorży - o jego zasługach można by mówić w przypadku ciekawie i skutecznie rozegranych rożnych czy wolnych (nie strzelanych bezpośrednio). " jest dla mnie ciut kontrowersyjne. Pamiętaj, że to trener decyduje kto, kiedy i jak będzie uderzał rzuty wolne. Sam zawodnik zwykle samemu nic nie wymyśla, a jedynie decyduje się na zrealizowanie jednego z kilku opracowanych wcześniej wariantów. Legionistom jednak tych wariantów faktycznie zdawało się brakować (bo może były, ale z jakiś przyczyn drużyna nie chciała/nie umiała ich realizować?). Nawet co do tej umiejętności bezpośredniego strzelania mam spore wątpliwości: no kilka razy ładnie weszło, ale dużo częściej uderzenie ze stojącej piłki szło w "Panu Bogu w okno"
Liczba sytuacji w których Kuciak bronił sam na sam zakrawa na grandę, więc o jakości gry obronnej nie może być mowy.
Co do tego czy trener zostanie i dlaczego zawodnicy mają tyle urlopu, to uważam, że treningi z piłką nikomu by nie zaszkodziły. Nawet jak przyjdzie nowy trener, zawodnicy będą mieli pewien repertuar, który można jeszcze rozwinąć.
Poza tym nowy trener to często nowa motywacja, chęć udowodnienia czegoś sobie i jemu czy na pewno nadaje się do grania z (L) na piersi
Czy uważamy ten sezon za klapę czy wręcz przeciwnie to jednak trzeba przyznać, że obciążenia jakim poddał naszych nieprzyzwyczajonych do tego piłkarzy były ogromne. Jak wspomniałem już zimą były straszne problemy z mikrourazami i przeciążeniami. W sporcie musi być czas na na wysiłek ale musi być też miejsce na regenerację.
Zajechanie ich nic nie da, to raz. A dwa, to nie widzę powodu by czegokolwiek ich teraz uczyć, jeśli przyjdzie nowa miotła to równie dobrze może kazać im biegać tyłem
@ anonimowy_legionista
- "Liczba sytuacji w których Kuciak bronił sam na sam zakrawa na grandę, więc o jakości gry obronnej nie może być mowy"
Tutaj pozwolę sobie się nie zgodzić. Nie widzę większej liczby sytuacji sam na sam w porównaniu do innych zespołów grających otwarta piłkę i narażających się w ten sposób na kontry przeciwnika. Podobną ilość notuje nawet Real Madryt. Natomiast widzę zdecydowaną różnice w grze bloku obronnego, choćby po sobie. Inne argumenty są lepsze lub gorsze i możemy się długo spierać. Ja po sobie widzę z jakim spokojem reaguję na wrzutki czy akcje w naszym polu karnym, w poprzednim sezonie to były stany lękowe, graniczące z paniką. W obecnym zaczęły powracać wraz w pojawieniem się karateki Astiza.
@ Senator
- "Progres zawodników. Umieszczenie na tej liście Borysiuka i Rybusa z przypisaniem całej zasługi trenerowi Skorzy osobiście uważam za delikatnie pisząc żart"
Wybacz Senatorze, chylę czoła przed odwagą Janka Urbana, dzięki której obaj "gówniarze" zadebiutowali w lidze. Jednak o żadnym progresie ich umiejętności nie mogło być mowy. Obaj byli raczej bliżsi straty miejsca w jedenastce niż odgrywania w niej dużej roli. Stabilizacja formy Borysiuka to "czas Skorży" (nie mówię, że jego zasługa), wystrzał formy Ryby to już bezapelacyjnie "wina" obecnego wciąż trenera. zajrzyj w statystyki, zajrzyj w archiwum portali, przypomnij sobie komentarze odnośnie wspomnianej dwójki. Przed Skorżą zewsząd było słychać głosy by oddać ich za darmo.
@ All
Panowie, jedna prośba, jeśli macie dłuższy tekst do przedstawienia to super. Czarna eLka to właśnie to miejsce gdzie takie są na porządku dziennym. Jednak mam prośbę, starajcie się dzielić tekst, tak aby go nieco prześwietlić. Dać czytelnikowi czas na oddech. Wielkie bloki tekstu aż odrzucają. Bardzo ciężko się to czyta.
"witamy i już mi się buźka śmieje na Twoje polemiki z Monrooe czy szlachetnym"
Możliwe, że taki wydźwięk miał mój post, ale ja naprawdę nie jestem hejterem Skorży. Ba, jestem bardzo cierpliwy jeśli chodzi o pracę trenerów i jestem gorącym zwolennikiem dawania dłuższej szansy niż sezon. Jednak kiedyś następuje ta weryfikacja i 2 pełne sezony to IMHO jest właśnie ten moment, stąd moja krytyczna ocena.
@Walles
"Witaj JJ. Tak na szybko. Na początek zacznę delikatnie"
Ależ nie krępuj się, ja lubię ostre polemiki (z zachowaniem elementarnego szacunku do oponenta) i szczerze mówiąc na takie właśnie liczę.
"zgodzę się z Tobą w kwestii swego rodzaju minimalizmu. To samo zaobserwowałe w derbach. Sześciu zawodników skupionych zaraz za linią środkową. Z przewagi liczebnej Legii nie mogło nic wyniknąć. "
Akurat meczu z Polonią jakoś szczególnie nie postrzegałem jako sztandarowy przykład minimalizmu Skorży. Z dwóch powodów. Po pierwsze był to nasz bezpośredni rywal, więc utrata 3 punktów byłaby szczególnie bolesna i przede wszystkim dlatego, że taktyka Zielińskiego była hiper-ultra defensywna. To nawet nie był autobus w polu karnym, to było posyłanie świec do góry w okolice środka boiska, może Cani coś tam wygra i wybije dalej na aut. Akurat tutaj po części rozgrzeszałem taktykę Skorży.
Pretensje mam i nie potrafię zrozumieć jak można prezentować owy minimalizm i nawet nie próbować udawać, że zrobiło się wszystko aby wygrać z przeciwnikami pokroju Cracovii, Jagiellonii na wyjeździe czy Bełchatowa u siebie...
Czarę goryczy przelał i dobitnie pokazywał, że Skorża kpi sobie z kibiców był chyba rewanżowy mecz z Gryfem. 3 bramki zapasu, mecz u siebie i kto wychodzi w 1 składzie ? Ljuboja, Radovic, Vrdoljak. Długo nie potrafiłem się z tym pogodzić. Na dodatek mecz zakończony blamażem. Czemu nie ma Żurka ? Furmana ? Cichockiego ? Litości, to była IV liga, a my mieliśmy 3 bramki zapasu. Skoro otoczeni 8 innymi graczami nie potrafiliby zapewnić nam awansu to chyba tym bardziej nie poradzą sobie na ekstraklasowym poziomie ? Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć czemu wtedy wyszedł taki skład i tłumaczenia o chęci zgrania podstawowych graczy z parą Novo-Blanco mnie zupełnie nie przekonują.
Tym bardziej niezrozumiałe, że w jesiennym,pucharowym meczu, z ekstraklasowym przeciwnikiem, na dodatek bez zapasu 3 goli, Ljubo z Rado mogli usiąść na ławie, a nam awans mogli zapewnić wtedy jeszcze młodzi rezerwowi.
"Co do tego że mamy lepszych zawodników niz inne drużyny to zgoda pod warunkiem że dodamy - zawodników w formie.
Cieszę się, ze to napisałeś, bo teraz nie da się już uciec od oczywistych wniosków. Skoro mamy lepszych zawodników (nawet z zastrzeżeniem, że w formie) to kto odpowiada za remisy/przegrane mecze ? Trener i sami piłkarze czy działacze ? Kto odpowiada za to aby byli w formie ? Trener i oni sami czy działacze ? Przecież nie rozmawiamy o porażce czy remisie w 1 meczu, ale 1 zwycięstwie w 8 kolejnych meczach. W 7 z 8 tych meczów dysponowaliśmy o wiele lepszymi piłkarzami, a w 1 po prostu lepszymi. Dla mnie nie ma usprawiedliwienia na taki stan rzeczy.
A już na pewno przyczyną słabej formy piłkarzy nie był fatalny stan jednego czy drugiego boiska podczas lutowych przygotowań. Nie piszę tego do Ciebie, bo nie wiem czy używasz tego argumentu (mam nadzieję, ze nie), ale i takie glosy się pojawiają.
"Ile dobrych meczów zagrali Kucharczyk, Zyro czy Wolski? W większym wymiarze czasowym to błysnął Żyro w finale. Poza tym mieli zrywy, przebłyski oraz ... kontuzje. Naprawdę tak prosto to wszystko widzisz jak opisałeś?"
A kogo to wina ile tych meczów dobrych zagrali ? Przecież to drugi pełny sezon Kucharczyka w 1 składzie. To nie jest już junior. Poza tym Kucharczyk w poprzednim sezonie dobre mecze rozgrywał jako skrzydłowy z zadaniami defensywnymi czy może jako napastnik ? Ile w tym zagrał na szpicy ?
Wymienianie Wolskiego w tym kontekście bardzo mi się nie podoba. Podobna tendencja jest w mediach (mówienia o wahaniach jego formy i obniżeniu lotów w końcówce sezonu). Przecież on miał kontuzję. Kontuzję ! Co gorsza nadal jej nie wyleczył do końca. Do tego czasu był naszym najlepszym ofensywnym graczem, praktycznie w każdym meczu. Ciągnął wyniki w pojedynkę. Jak można pytać ile ten chłopak zagrał dobrych meczów ? W większym wymiarze czasowym błysnął jedynie Żyro finale ? Ciekawa teza, ale chętnie co sezon, w każdym meczu oglądałbym takie zrywy Wolskiego w "krótszym" wymiarze czasowym.
A że czasami znikał na kilka minut ? A jak mógł tego nie robić skoro zespół przede wszystkim myślał aby nie stracić bramki, więc siłą rzeczy rzadko grał przez dłuższy okres piłką na połowie przeciwnika ? Przecież powroty po piłkę Ljubo (to druga medialna krytyka której nie potrafię zrozumieć) nie brały się z tego, że "on tak już ma", tylko z tego, że gdyby tego nie robił to nie powąchałby piłki długimi minutami, chyba, że lecącą z góry. Na jesieni się nie cofał tak głęboko po piłkę, bo była ona dostarczana w okolice pola karnego.
BTW jestem przekonany, że gdyby nie kontuzja Wolaka to dzisiaj świętowalibyśmy mistrzostwo. Teza nie do sprawdzenia, ale mocno w nią wierzę. I nie tylko ja.
"Naprawdę tak prosto to wszystko widzisz jak opisałeś?"
Wydaje mi się, że tak prosto tego nie opisałem. Staram się opisywać skutki owego minimalizmu Skorży, ale potrafię sobie wyobrazić skąd on się wziął i jakie były jego praprzyczyny. To jest pewne usprawiedliwienie w moich oczach, ale jednak górę biorą efekty. Moim zdaniem poprzedni sezon był decydujący i pozostawił trwały ślad w psychice naszego trenera (mowa o taktyce oczywiście). Wszyscy pamiętamy słowa trenera o "drugim Arsenalu","Legia musi grać ofensywnie" itd. I faktycznie były takie próby od początku poprzedniego sezonu. Idealnym przykładem jest mecz z Ruchem zakończony 2:3. Zarówno przy 1:0 i 2:0 Legia wciąż atakowała, starała się strzelić kolejną bramkę. Skończyło się niestety 2:3. Nieprzypadkowo również Legia bardzo, bardzo długo pozostawała drużyną bez remisu. Nie kalkulowała. Od tamtej pory (oczywiście to był proces, bo grając o nic w końcówce sezonu znowu graliśmy odważnie) trener postawił na minimalizm i uznał, ze po 1 należy nie stracić bramki, a cała reszta jest mniej ważna. Zresztą to widać chociażby w jego wypowiedziach. Sprzed poprzedniego sezonu i z bieżącego sezonu.
Dlatego jestem za zwolnieniem , bo uważam, że tego nie ma szans odwrócić. Skorża w Legii nie zaproponuje już ofensywnej taktyki, będzie się bał powrotu koszmarów z 1 sezonu.
I na koniec ja również mam pytania. Czy uważasz, że gdyby taka seria 1 z 8 przydarzyła się na początku sezonu to trener w każdym kolejnym meczu dokonywałby jedynie kosmetycznym zmian jak miało to miejsce teraz ? Albo inaczej: czy gdyby np. Śląsk wygrywał swoje mecze i miał w pewnym momencie 4 punkty przewagi nad nami to trener nadal desygnowałby ten sam skład ? Zapewne nie. A skoro nie, to zachodzi pytanie czemu nasz trener dobierał skład patrząc na tabelę ekstraklasy, a nie wydarzenia boiskowe z udziałem jego piłkarzy ? Czemu nie pokazał, że szuka rozwiązań, nawet trochę desperacji, ale aby nie było wątpliwości, że rzucił wszystko co miał aby zmienić niekorzystną serię. Moim zdaniem stawka sparaliżowała Skorżę i im dalej w las tym bardziej się usztywniał.
Nie uważam, że Skorża jest jedynymi winnym, ale głównym. Piłkarze są kolejnymi, ale jednak ktoś nimi kieruje, ktoś od nich wymaga określonej postawy i ktoś każe im grać w ramach określonej taktyki. Nie wierzę również, że wyciągnie jakiekolwiek wnioski (vide "tytuł straciliśmy w Gdańsku"). A skoro nie to decyzja może być tylko jedna.
„Witam wszystkich, czytałem stronkę od jakiegoś czasu i postanowiłem dołączyć, bo podoba mi się, ze można spokojnie porozmawiać o naszym klubie”
Tak sobie myślę że gdyby panowała tutaj szydera i co chwila ktoś komus kazałby spierd... to pewnie nie tylko JJ ale i wiele innych osób opusciłoby ten portal. Atmosfera jest dośc istotnym elementem, można nią kogoś zjednać, można nia kogoś zrazić. Pytanie czy puchy w komentarzach oznaczałyby na pewno kiepskie teksty czy jednak kiepską publikę? Ja wiem jedno. Jako piłkarz nie chciałbym być zawodnikiem Legii w tamtych mrocznych czasach. A gdyby się tak zdarzyło że bym nim był to częściej bym myślał jak z niego uciec niż o tym żeby wypruwać sobie flaki na boisku. Moim zdaniem tej otoczki towarzyszącej pracy Urbana w Legii nie wolno pomijać.
@JJ
Twój nick przypomniał mi fajnego grajka. Technicznego i niepokornego
Ja akurat zapamiętałem mecz z Polonia. Nie wymagałem w tamtym spotkaniu żeby z tyłu zawodnicy zostawali 1 na 1. Ale po czerwonej kartce Kokoszki my z przodu mieliśmy 4 zawodników na 10 polonistów. Przyznasz że mała szanse na bramkę.
Natomiast co do meczu z Gryfem to tutaj już mamy o czym dyskutować. Właśnie tego rodzaju jednoznacznych stwierdzeń staram się unikać. Oczywiście na wstępie musze zastrzec, tak jak napisałem wcześniej, że osobiście nie jestem przekonany ani do tego że powinien zostać ani do tego że powinien odejść. Właśnie takie dyskusje być może jakoś przybliżą mi obraz całości.
Biorąc pod lupe mecz z Gryfem należy zauważyć że już wtedy były oznaki słabej formy u kilku zawodników. Trzeba brac pod uwage to że w rundzie wiosennej nie było przerw na doszlifowanie formy, jak choćby na jesieni i obóz w Ostródzie. Tutaj oczywiście jest to zagadnienia dla fachowców ale grając tak często nie za bardzo można chyba podciągnąć forme inaczej niż w rytmie meczowym. Jestem w stanie przyjąc do wiadomości argument że wpuszczając zamiast Radovica czy Vrdolijaka młodzież Skorza tym samym mógł praktycznie przekreślic w tej rundzie obu wymienionych. Za dużych efektów to nie przyniosło ale pytanie czy będąc na jego miejscu tak samo łatwo byśmy na tamtym etapie rozgrywek z tych zawodników zrezygnowali.
Ja nie jestem tak szybki w ocenach. Reasumując meczu z Gryfem absolutnie nie postrzegam jako minimalizmu Skorży tylko jako jednostke treningową mającą dopomóc w dojściu do formy niektórym zawodnikom. Teraz po czasie można stwierdzić że to był chyba błąd bo jak pisałem wcześniej Vrodlijaka na głoe bił kulawy Baran z Bełchatowa.
Oczywiście nigdzie nie napisałem że Skorża nie popełnił błędów. Brak formy u kilku zawodników wskazuje że wybrał, po okresie rekonwalescencji, złą metodę. Pytanie czy odsyłając ich np. na 2 tygodnie do młodej ekstraklasy i dając czas na spokojne odbudowanie formy osiągnąłby to co zamierzał. Tego też nie wiem. Dodatkowo natychmiast pojawia się pytanie kto miałby grac za wyżej wymienionych.
Wymieniliśmy trzech młodych muszkieterów ale Kucharczyk jest bez formy a kontuzje mieli i Żyro i Wolski. Zresztą osobiście jestem ciekaw które mecze w wykonaniu Wolskiego czy Zyro uważasz za dobre w całości lub do momentu zejścia z boiska? Nie pytam o te w których wchodzili na kilkanaście minut. Zreszta w tych końcówkach częściej wyglądali o wiele lepiej niż w tych spotkaniach w których grali od początku.
Omawiając spadek formy poszczególnych piłkarzy należy zadac pytanie czy postawienie na lige europejska było zasadne. Czy jednak nie powinni skupić się na naszej kopanej? Bo moim zdaniem szczyt formy był ewidentnie przygotowany na początek rundy.
Dodatkowo z samym stwierdzeniem całościowego minimalizmu nie jestem w stanie się zgodzić bowiem nie przypominam sobie meczów w których Legia prowadząc cofała się do desperackiej obrony. Co prawda za dużo tych wygranych na wiosnę to nie było
Z pewnością błędem było trzymanie w pewnym momencie na siłę niektórych zawodników. Moje obawy wzrastają jeśli słyszę o grupie trzymającej władzę i są w niej i Vrodlijak i Radomic czyli jedni z najsłabszych na wiosnę. Dziwi mnie grający Kucharczyk a nie grający Kiełbowicz. Chociaz po gromach jakie spadły na Skorże kiedy właśnie wprowadził Kiełbowicza jako lewego pomocnika to już sam nie wiem czy powinienem go za brak odwagi krytykowac.
Kolejna kwestią dotycząca braku formy jest to czy poprzednie wystrzały formy nie były jednorazową „supernową”. Jak patrze na Vrdolijaka to zaczynam rozumiec wypowiedzi na forach kibiców Dinama, zastanawiam się czy który Radovic to ten prawdziwy ten z jesieni czy ten z poprzednich kilku lat oraz z wiosny. etc etc etc
Na Twoje pytanie nie znam odpowiedzi. Oprócz Kiełbowicza w większości meczów grali najlepsi którzy byli do dyspozycji. No i za Vrdolijaka to z pewnością mógł grać pierwszy lepszy. Gorzej by nie było. To fakt. Nie wiem też czy nie wynikało to z tego że Skorza zdawał sobie sprawe że planując szczyt formy na początek rundy w końcówce będzie się czołgał. Nie wiem czy postawienie na puchary to była suwerenna decyzja czy tez nie.
Tak czy siak za całośc odpowiada Skorża i to jest niepodważalne. Jednak zanim założę mu stryczek chciałbym wiedzieć o kilku sprawach. Chciałbym tez mieć przekonanie że Skorża nie lubi stawiać na młodych.
I jeszcze jedno. Pytasz czemu nie szukał rozwiązań a nawet desperacji. Dla mnie aktami desperacji było desygnowanie do gry Novo i Blanco. Ja się za bardzo nie znam ale moje spostrzeżenia potwierdzili trenerzy i kapitanowie drużyn ekstraklasy. Oczywiście Skorża tutaj składając podpis pod akceptacją ich sprowadzenia sam sobie założył pętlę. I w zasadzie nie mógł postąpic inaczej skoro zewsząd słana była szydera że chciał ofensywnych zawodników a jak ich dostał to nie grają. I tak to ta nieszczęsna runda wyglądała.
Najbardziej obawiam się że przyjdzie nowa miotła i znowu będziemy budować wszystko od nowa. Tutaj znowu wraca nieśmiertelny Smoleń:
-Koledzy a co jeśli znowu się okaże że ten nasz nowy dom nie ma okien, drzwi, podłogi i ścian?
- To wtedy z desek zbudujemy samolot i sp....
- Niech się mury pną do góry niech kominy maja pion, budujemy, budujemy nowy dom ...
Niemniej jednak, rację ma również Senator pisząc o możliwym tytule, gdyby nie atmosfera na trybunach. Wspomniana przez Ciebie szydera szydera czy gwizdy zamiast dopingu. Też mi się wydaje, że ten tytuł w pierwszym sezonie mógł być nasz, jednak potem zjazd był straszliwy, nuda, człapanie i wielkie męczarnie (tak na murawie jak i na trybunach). Dla mnie obaj trenerzy pracowali w ciężkich warunkach, w mojej opinii Maciej Skorża poradził sobie lepiej. Jak już wspomniałem On coś zbudował, podczas gdy poprzednik rozmontował.
Nie miałem na myśli Twojego pierwszego wpisu. Wyraziłem nadzieję na przyszłość .
Trafiles na grono pitolnikow którzy kochają dyskutować o piłce choć nie wszyscy się na niej znają i nie myślę o nikim innym jak o sobie
@Bolek
Dzięki bobry człowieku że nie komplikujesz spraw prostych.