A+ A A-

Requiem dla nadziei

lechiaBiorąc pod uwagę temperaturę i styl zdecydowanej większości sporów związanych z osobą trenera Macieja Skorży, tekst swój muszę chyba zacząć od zastrzeżenia. Jakimś wielkim fanem Skorży nie jestem. Doceniam jednak jego osiągnięcia, a w grze jego drużyny dostrzegałem przebłyski nadziei. Nadziei, które jego zwolnienie i zatrudnienie Jana Urbana rozwiewają.

Trenera Urbana bardzo lubię, jak zresztą bodaj każdy, kto miał z nim jakieś kontakty podczas jego poprzedniej, ponad 2,5-letniej przygody z ławką trenerską Legii. Kiedy przy wydatnym udziale zawodników zwalniano go w marcu 2010 roku, uważałem tę decyzję za przedwczesną i zwyczajnie błędną. Teraz legijni władcy sami przyznają się do błędu, ponownie zatrudniając człowieka, któremu kiedyś odmówili nawet grzeczności przekazania informacji o dymisji twarzą w twarz. Przyznają, że ich strategia na ostatnie 2,5 roku była oparta na błędnych przesłankach lub - co jeszcze gorsze - była błędnie wcielana w życie. Przez ten czas znowu wydatnie wzrósł tylko dług Legii.

Koniec kadencji Skorży przekreśla szereg nadziei, które udało się jego Legii we mnie rozbudzić. Choćby nadziei na to, że ktoś przy Łazienkowskiej zaczął wreszcie myśleć i zrozumiał, że bez przemyślanej polityki kadrowej nawet w Polsce niczego się nie osiągnie. Pierwszy zespół Urbana, po licznych i obiecujących transferach i niezłym sezonie, był potem przez dwa lata z premedytacją demontowany. Przeprowadzony potem, rzekomo w konsultacji z mającym zostać trenerem Skorżą, tzw. "zaciąg truskawkowy" musiał w tym kontekście robić wrażenie. Kupowaliśmy piłkarzy! Za pieniądze! Wcześniej niespotykane! Na pozycje, które faktycznie wymagały wzmocnień! Niestety, ten balon pękł bardzo szybko w starciu z twardą ligową rzeczywistością i dopiero w końcówce swojego pierwszego sezonu Skorża stworzył zespół, na który patrzyło się z przyjemnością również ze względów czysto piłkarskich, a nie tylko wolicjonalnych. W rundzie jesiennej swojego drugiego sezonu idee te znalazły swoje pełne rozwinięcie (z wydatną pomocą sprowadzonych latem doświadczonych zawodników), co zaowocowało sukcesami na arenie europejskiej i znośną pozycją ligową. Niestety, już zimowe okienko transferowe pokazało, że działacze nie potrafią analizować sytuacji, a jedynie słupki Excela. Wszyscy wiemy, jaki był efekt.

Właśnie, Europa. Legia Skorży dawała mi nadzieję na niezapomniane pucharowe widowiska. Oczywiście, był w tym też element szczęścia, ale szczęściu trzeba umieć pomóc, trzeba mu dać szansę. Drużyna Urbana nie mogłaby wyeliminować w sierpniu 2008 roku FK Moskwa, choćby w tym jednym dwumeczu zużyła cały zapas fartu zgromadzony w długim życiu przez Franciszka Smudę. Między oboma zespołami była przepaść - fizyczna, taktyczna, mentalna... Nawet o rok późniejszy i powszechnie uznawany za szczytowe osiągnięcie Urbana dwumecz z Broendby Kopenhaga stanowi raczej przykład straconej na własne życzenie szansy, jakich w historii najnowszej pucharowych występów drużyny z Łazienkowskiej niemało. U Skorży było inaczej - taktyka była dobierana pod konkretnego rywala i, co było w ww. historii pewnym novum, działała nie tylko w rywalizacji z kaukaskimi pasterzami owiec i tym podobnymi rywalami. Anonimowi w skali kraju piłkarze walczyli jak równi z równym lub wręcz byli lepsi od opłacanych milionowymi kontraktami rywali. Zdobywali bezcenne doświadczenie, które, zdawałoby się, musi potem zaprocentować. Niestety, polityka władz klubu sprawia, że zaprocentuje to głównie nieznacznym podbiciem kwot, za jakie ci piłkarze zostaną sprzedani.

Nadejście ery Skorży miało być też nowym rozdaniem w stosunkach z kibicami. Nowy stadion, zmiana polityki, podpisanie porozumienia i powrót dopingu - to wszystko dawało nadzieję, że wkrótce zapomnimy o smutnym jak dupa okresie protestu. Że zapomnimy o sytuacjach, w których jedni kibice zmuszali innych do milczenia. Że nigdy się nie powtórzą czasy, w których tępi i łamiący polskie prawo ochroniarze będą z błogosławieństwem przełożonych traktowali każdego przychodzącego na stadion jak kandydata na Taliba w Guantanamo. Niestety, wraz z końcem kadencji radomskiego trenera chyba nikt nie jest w stanie zagwarantować, że mecze w przyszłym sezonie nie będą przerywane rzucaniem rac na murawę, a pracownicy klubu przestaną reagować z pianą na pyskach na grzeczne zwrócenie im uwagi, że łamią prawo. Ktokolwiek był krupierem przy tym nowym rozdaniu, użył do niego znaczonych kart.

Pozbawiony tych i podobnych nadziei, nie potrafię oprzeć się przeświadczeniu, że Legia jest organizacyjnie pozbawiona ambicji. Przy Łazienkowskiej mamy w tym momencie klub, który - mimo deklaracji - nie jest zainteresowany sukcesami, tylko zarabianiem na promowanych zawodnikach. Klub, którego budżet - mimo deklaracji - się nie bilansuje i mimo zeszłorocznych ogromnych i nieplanowanych wpływów nadal musi sprzedawać, żeby żyć. Klub, który w swoich wychowankach widzi jedynie możliwość szybkiego zarobku, a nie jakiekolwiek możliwości sportowe. My, jako kibice takiego klubu, będziemy zaś z rozrzewnieniem wspominać ubiegłoroczne europejskie sukcesy powszechnie wyszydzanego Skorży. Obyśmy na kolejny godny występ w europejskich pucharach nie musieli czekać następnych 9 lat, a na kolejne mistrzostwo następnych 7...

Dyskusja (22)
1piątek, 01, czerwiec 2012 00:25
gawin76
No to powiało optymizmem... Wink

Cóż, moim zdaniem wyolbrzymianie znaczenia zmiany Skorży na Urbana nie jest słuszne. Sądzę że 'pomysł na Legię' (piłkarską) zmienił się za kadencji Skorży przynajmniej ze dwa-trzy razy, a bardziej wyrazistym symbolem jest dla mnie powrót Zygo niż Urbana. Zwłaszcza niezrozumiałe są dla mnie wszelkie nawiązania do trybun - ani winą Urbana nie był protest, ani zasługą Skorży poprawa (przejściowa?) sytuacji.

Co do przeszłej i przesądzonej już jak widzę zdaniem wielu przyszłej wyprzedaży, mam taką uwagę ogólną, że być może lepiej byłoby nie mieć tej Akademii, nie budować karier wcześniej Borysiukowi, Rybusowi, a później Wolskiemu czy Żyrze. Nie byłoby wtedy całego tego dymu.
2piątek, 01, czerwiec 2012 09:28
Garm
Sama zmiana ma ograniczone znaczenie, dla mnie jest raczej pewnym symbolem. Stąd pisałem o kibicach, bo w początkach ery Skorży miałem nadzieje, których teraz już nie mam.
3piątek, 01, czerwiec 2012 10:20
Senator
Mam wrażenie że tekst powstał po to aby przemycić parę słów o Pracownikach ochrony , klubu którzy z pianą na pyskach robią wszystko aby zatruć życie kibicom. Oczywiście i do mnie dochodzą wieści jak to szlachetny Walles rozmawiał sobie przez 15 minut z panem Błędowskim i doszedł do wniosku że to ..( wstawcie sobie co chcecie).
Ja sam w czasie powodzi - zatopienia wejścia przeżyłem bardzo niemiłą sytuację z ochroną ale to wszystko pikuś z ostatnimi karami które mój klub musi płacić za dla wielu najważniejszą rzecz w życiu czyli race srace. Dziś szczerze napiszę nie wiem co lepsze czy ciągłe uleganie szantażowi bo nie będzie dopingu czy w końcu postawienie spraw jasno tu tylko znowu szkoda byłoby Jana Urbana. Tak jak ja mam nadzieję, że z pracowników ochrony i stewardów można zrobić ludzi którzy będą reagowali pozytywnie na potrzeby zwykłych kibiców tak tracę nadzieję że pewne grupy zaczną interesować się piłką nożną, a nie racami sracami. Jeśli ktoś napisze że bez związku z tematem to zwracam uwagę na użyte w tytule i w mojej wypowiedzi słowo nadzieja
4piątek, 01, czerwiec 2012 10:58
Monrooe
@ Gawin

Nie jestem przekonany, że w tym tekście chodziło o zamianę Skorża na Urbana.
Raczej o symboliczne zatoczenie koła a raczej miotanie się raz w jedna a raz w drugą stronę. To martwi Garma i tak odbieram ten tekst. Nie ukrywam tez, że się z tym spojrzeniem na sprawę zgadzam. Choć... w zatrudnieniu pana Mazurka na stanowisku dyrektora sportowego widzę wreszcie światełko w tunelu. Wreszcie wiedzę chęć zbudowania profesjonalnych podstaw, solidnego pionu sportowego kierującego rozwojem zespołu. Moim zdaniem to zdecydowanie najważniejsza nominacja w ostatnim okresie.

Z tym, że znów dopada mnie powyższy artykuł. Skąd pewność, że gdy się nie powiedzie trenerowi Urbanowi to znów zaczniemy wszystko od nowa. Pan Jacek Mazurek pójdzie w kąt, wszystkie pomysły do szafy, a na scenę wejdą po raz kolejny te same kukiełki. Tego boję się najbardziej. Brak długofalowej polityki zabija ten klub zdecydowanie bardziej niż działania poszczególnych trenerów. Przyznam się, że boję tylko aby nie okazało się, że nasza akademia straciła przez ten ruch swojego szefa, dzięki któremu jest tu gdzie jest.
5piątek, 01, czerwiec 2012 12:04
Jestem
Senator - przecież nie chodzi o race. Chodzi o to, że klub się do czegoś, a ostatnio przed każdym meczem okazywało się, że nie zamierza się wywiązać. Race to tylko, że tak powiem środek protestacyjny.
6piątek, 01, czerwiec 2012 12:06
Jestem
Uciekło mi "zobowiązał". Klub się do czegoś zobowiązał.
7piątek, 01, czerwiec 2012 12:15
Oley
@ Jestem

to teraz można tu edytować swoje posty
wot teknika!
Smile
8piątek, 01, czerwiec 2012 12:21
Senator
Szanowny kibicu Jestem ja mogę zrozumieć że Ty akurat race traktujesz jako "środek protestacyjny". Ja boję się jednak, że rację ma albiceleste10 pisząc tak- "Tyle tylko, że – i tu kryje się źródło mojego niezrozumienia dzisiejszych trybun – niesienie swej drużyny dopingiem przestało być celem rodzimego ruchu kibicowskiego. OK., wokół futbolu zawsze kręciło się paru typków utrzymujących, że gdyby interesowali się piłką, zostaliby piłkarzami. Do niedawna jednak stanowili oni zdecydowaną mniejszość. Teraz wszystko wskazuje na to, że ich poglądy zostały oficjalnie przyjęte przez cały ruch kibicowski."
Ogólnie wolałbym aby ani klub ani zaangażowani kibice do niczego się nie zobowiązywali a działali na rzecz klubu.
Całość tekstu albiceleste10 znajdziecie w zakładce " z innych boisk"
9piątek, 01, czerwiec 2012 12:22
Garm
Jestem -> Fakt, że część kibiców Legii uważa rzucanie rac na murawę za uzasadniony środek protestacyjny jest jednym z poważniejszych czynników, dla których moje nadzieje wyparowały.
10piątek, 01, czerwiec 2012 12:35
QD
Co do Mazurka mam podobne obawy co Monrooe, ale z drugiej strony akademia podlega pod Pana Jacka, a zakładając słuszność naszego zdania o jego umiejętnościach administracyjnych, można wierzyć, że znajdzie odpowiednie zastępstwo.
11piątek, 01, czerwiec 2012 12:50
Senator
Panowie szlachta z jednej strony rzeczywiście jest wrażenie i pewnie I szanowny młody kibic Garm a i przewielebny Monrooe znajdzie dowody na tezę przedstawioną w artykule o ciągłych zmianach koncepcji. Z drugiej strony ja przypomnę słowa i marzenie pana Waltera, nie dosłownie ale przecież wszyscy wiemy że mówił mniej więcej tak - chciałbym aby w Legii grali chłopcy z Powiśla, Mokotowa itd..

Jeśli Zygo nie gadał głupot i w klubie zostanie Żyro, a może i Wolski do tego Jan zacznie dawać więcej szans innym młodym. To czy marzenie pana Waltera wypowiedziane zaraz po przejęciu klubu nie zacznie się spełniać? Czy nie jest to więc ścisła realizacja obranego kierunku dobrych kilka lat temu ?
12sobota, 02, czerwiec 2012 06:19
zbyszek.
Przyznam bez przymusu żadnego, że nie rozumiem logiki niektórych wpisów. Sam wielokrotnie zwracałem uwagę na woluntaryzm decyzyjny, głównie Pana Waltera. On jak miał kaprys to dawał pieniądze i wtedy machina zakupu różnych odpadów ruszała. Także uważałem, iż walka z organizacjami kibiców jest bez sensu. Bez współpracy z tymi organizmami nie da się ucywilizować zachowań na trybunach. Ale to było.

Natomiast nie ma zgody co do tego, żeby rozdzielać sukces sportowy od finansowego. Klub ma zarabiać, żeby wydawać. Nie odwrotnie. Również dopatrywanie się ogromnych win i zaniedbań władz klubu, że nie zdobyliśmy tytułu Mistrza jest demagogią. Sprawa jest prosta. Jak to ujął Wawrzyniak: "to nasza wina". Gdyby finał PP odbył się zwyczajowo po zakończeniu rozgrywek to świętowalibyśmy podwójnie.

Nie ma również zgody na próbę zatrzymywania na siłę zawodników. To jest bezcelowe i niepotrzebne. Wielką siłą Legii stało się dobre szkolenie i promowanie młodych talentów. Nie my jedni "polujemy" na zdolną piłkarsko młodzież. Dla nich i dla ich rodziców magnesem jest możliwość zrobienia kariery i zarobienia dużych pieniędzy. I to jest normalne. Jak postawimy szlaban to pies z kulawą nogą do nas nie przyjdzie. Poza tym z Akademii powinno wychodzić rocznie 4-5 zawodników do 1 zespołu. Co z nimi klub będzie robił? Normalna działalność polega nie na samej produkcji, ale i na sprzedaży. Należy się cieszyć, że w okresie, gdy dużo klubów na Zachodzie ma takie szkółki, chcą kupować chłopaków od nas. Przynajmniej w tym im dorównujemy. Wiodącym klubem w tej materii jest Ajax Amsterdam. Nie mam nic przeciwko temu, abyśmy byli podobnym do nich.
13sobota, 02, czerwiec 2012 10:05
sas
Sprawa jest prosta. Jeśli klub teraz pozbędzie się za niewielkie pieniądze Żyro i Wolskiego ,to nie zyska, bo straci w perspektywie sezonu co najmniej drugie tyle - ich wartość wzrosnąć może błyskawicznie. Przypadek Rybusa jest tu znamienny; dobre Euro w jego wykonaniu i chłopak będzie wart tyle co Błaszczykowski. Mam też nadzieję, że Urban będzie szukał symetrii w grze zespołu, co oznacza, ze gra ofensywna wreszcie będzie doceniana i preferowana. Dosyć tych nędznych bezbramkowych remisów i przegranych do zera meczy z orłami z Podbeskidzia czy Lechii.
14sobota, 02, czerwiec 2012 17:45
Monrooe
Dla mnie sprawa nie jest wcale taka prosta. Przypomnę, że droga do sprzedaży Ryby i Ariela to trzy lata. Legia w tym momencie nie może sobie na to pozwolić. Czy po kolejnym sezonie cena wzrośnie o tyle by zrekompensować kolejny sezon utrzymania? Tego nie wie nikt. Ba, może nawet spaść gdy okaże się, że któryś z chłopaków w kolejnym sezonie zaliczy taki dołek jak wspomniani Ariel Borysiuk czy Maciej Rybus. Co w tym wieku jest możliwe.

Dlatego wolę kierować się innymi kryteriami. Dla samych zawodników zapewne lepiej byłoby gdyby nabrali jeszcze ogrania, doświadczenia przed wyjazdem. Jakoby ugruntowali (ukłon w stronę iocosus-a swoją pozycję, upewnili się we własnych możliwościach. Druga kwestia to ta podnoszona przez Zbyszka, a swego czasu podnoszona też przeze mnie. Dla renomy naszej akademii, dla zwiększenia atrakcyjności gdy w Młodej Legii warto by Ci zawodnicy odeszli.

Problemy z przekonaniem Roberta Lewandowskiego, a ostatnio Arkadiusza Milika pokazują, że młodzi zawodnicy boją się przyjścia na Łazienkowską i terminowania w młodym zespole. Wytransferowanie kolejnych absolwentów zespołu trenera Banasiaka tylko rozwiewa te wątpliwości. a wręcz przemawia za podjęciem takiego wyzwania. Być może następnym razem tacy piłkarze jak bracia Mak trafią bezpośrednio na Ł3, a nie najpierw do Bełchatowa.
15sobota, 02, czerwiec 2012 18:40
sas
Monroe, jakimi kryteriami wolisz się kierować? Napisz to wprost! Mam nadzieję, że wywołany przez Ciebie casus Lewandowski już nigdy w Legii się nie powtórzy. Przypomnę tylko, ze na 20- letnim Kaziku Deynie trener Vejvoda poznał się natychmiast i nie odsyłał go do rezerw by sobie poterminował.
16sobota, 02, czerwiec 2012 20:19
Monrooe
Napisałem. Ja wolałbym kierować się dobrem zawodników. Problem w tym, że to również nie jest łatwe do zdefiniowania. Bo jak np. Michał Żyro uprze się na wyjazd do Hannoveru to na siłę nie ma co go zatrzymywać. Natomiast Legia nie powinna go tam na siłę wciskać, tylko po to bay przytulić te 1,5 bańki w euro.

Oczywiście ta metoda również przyniesie odpowiedni splendor akademii jest jednak zdecydowanie dłuższa. Dlatego można by też sprzedać Wolaka czy Żyro już teraz i pokazać, że Legia wcale nie musi zatrzymywać na długo. To też działa na wyobraźnię młodych ludzi, a już na pewno ich managerów. Stąd negocjacje z kolejnymi potencjalnymi gwiazdkami byłyby zdecydowanie łatwiejsze.

Odniosę się jeszcze do Lewandowskiego. Przyznaję, nie rozumiem skąd aż taka nagonka na ludzi którzy wtedy podjęli taką a nie inną decyzję. Lewemu a raczej jego managerowi proponowano miejsce w Młodej Legii i.. tak powinno być. Szanujmy się, do dorosłego składu Legii Warszawa wchodzą zawodnicy o uznanej klasie. Zawodnicy 19 letni i z niższych lig muszą udowodnić swoją wartość zaczynając w Młodej Legii. Jeśli są dobrzy ten okres nie potrwa długo (przykład Bartek Żurek) i trafią do pierwszej drużyny. Myślę, że teraz już te negocjacje mogłyby wyglądać inaczej.

Takie historie jak z Lewandowskim zdarzały się i będą się zdarzać. To część futbolu. Jak przywieziono Franciszka Smudę na mecz Znicza Pruszków y zobaczył Roberta, to chciał wyjść po kilkunastu minutach. Tak prezentował się czasem Robert (pamiętam sam widziałem). Gdyby zależało to od Franka to Lewy nigdy by do Lecha nie trafił, w Poznaniu się jednak uparli. Mogło by być tak, że gdyby nie kontuzja Reingifo to Lewy dalej by się plątał po skrzydle (tam wystawiał go Smuda w Lechu). Naprawdę łatwo jest być mądrym po fakcie, futbol zna tysiące takich historii.

By bardziej przybliżyć o co mi chodzi, wyobraź sobie jak muszą sobie pluć w brodę w Hercie Berlin. Nie tak dawno za darmo oddali marnego nie to napastnika, ni skrzydłowego, udającego natomiast obrońcę zawodnika pochodzącego z polski. Obecnie na dźwięk nazwiska Łukasz Piszczek wyją zapewne do księżyca.
17poniedziałek, 04, czerwiec 2012 09:50
sas
Z tego co piszesz wynika smutny wniosek: to w Lechu najlepiej sie znają na piłce i potencjale piłkarzy. Tanio kupić, drogo sprzedać, piłka to business! Śmierć frajerom, jak mawiano za moich młodych lat.
18poniedziałek, 04, czerwiec 2012 10:09
Monrooe
Gdyby w tym Lechu tak znali się na piłce, to powtórzyliby ten manewr nie raz. Niestety, późniejsze wpadki pokazują, że mieli więcej farta niż rozumu. Generalnie tak to się właśnie kręci, raz ma się farta, a raz nie. Tak będzie do momentu aż ktoś wpadnie na pomysł poważnego, profesjonalnego skautingu. Jak na razie wszystko opiera się na znajomościach.
19środa, 06, czerwiec 2012 11:18
Ciekawy głos z Wrocławia

http://zmiloscidolegii.blox.pl/2012/06/Wolski-i-Zyro-za-granice-No-to-po-talentach.html

20środa, 06, czerwiec 2012 12:00
a-c10
@ Sas:

Gdyby w Lechu się znali, ściągnęliby Rudniewa wcześniej i opchnęli drożej (i z większym zyskiem), być może jako uczestnika Ligi Mistrzów. A w ogóle, nawiązując do wypowiedzi Monrooe'a, "znawstwo" Lecha najlepiej pokazuje to, co stało się bezpośrednio po eksplozji talentów Lewandowskiego i Stilicia. Otóż poznańscy włodarze, powszechnie chwaleni za skauting (cooo...?!?!), doszli do - oczywiście jedynie słusznego - wniosku, że każdy chłopak z II/I ligi będzie nowym Lewym, a każdy rozgrywajek z Bałkanów nowym Semirem. Wskutek czego do Poznania trafiły takie gwiazdy, jak Chrapek i Golik.

W ogóle to jest dość popularny motyw w naszej lidze. Sprawdzi się komuś Holender - wszyscy kupują Holendrów. Izraelczyk? Dawaj a piat' kontraktujemy starozakonnych. Dobrze, że Dong Fangzhuo w Legii raczej nie wypalił...
21środa, 06, czerwiec 2012 15:13
Garm
Ja mam wrażenie, że to nie idzie po kierunkach/narodowościach, tylko po agentach. Taki na przykład Dudu Dahan. Trafił z Meliksonem, pół roku później pół ligi brało od niego zawodników. Co z tego, że się nie sprawdzili? Co zarobił, to jego.
22środa, 06, czerwiec 2012 17:43
Senator
@ ciekawy głos z Wrocławia
Nie wiem czy zauwazyles ale w dziale "Z innych boisk" polecamy kolegę z Wrocławia. Smile

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1