A+ A A-

P.H.U. Nowa Miotła

 - czyli spółka z (bardzo) ograniczoną odpowiedzialnością.

„Z budową drużyny jest jak z kopulacją słoni: mnóstwo hałasu, a efekty dopiero za dwa lata” – jeśli „Bobo” Kaczmarek, domniemany autor tej skądinąd sympatycznej maksymy, miał rację, Henning Berg najprawdopodobniej nie doczeka narodzin warszawskiego słoniątka, które sam, hmmm..., spłodził. O zwolnieniu łysego Norwega całe środowisko huczy od kilku(nastu) dni.

Z pozoru nic dziwnego. Cytując innego rodzimego szkoleniowca, „trener w Polsce jedną ręką podpisuje kontrakt, drugą pakuje walizki”. Przepracowawszy w Warszawie dwadzieścia jeden miesięcy Berg i tak jest (był?) liderem ekstraklasowej „długowieczności”. Przyzwyczailiśmy się już, prawda? Spowszedniała nam z gruntu rzeczy przecież nienormalna sytuacja, w której niespełna dwa lata na stanowisku piłkarskiego szkoleniowca to naprawdę niezły wynik. Ba! Nierzadko sami gardłujemy za dymisją tego, czy innego „nieudacznika”, który ledwie do klubu przyszedł, a już zdążył przerżnąć trzy spotkania z rzędu. A w dodatku zamiast „nowego Messiego” X wystawia „drewniaka” Y. Czasem winny jest prezes, bo takich podszeptów słucha, bądź nawet osobiście je inicjuje. Kiedy indziej bicz na własne plecy kręci sam trener. I nie, nie chodzi o sytuacje a la Ulatowski w Cracovii. Paradoksalnie znacznie częściej zdarza się, że szkoleniowiec kopie własny grób osiągając... zbyt dobre wyniki z bandą przeciętniaków (bez wyjątku każda z drużyn Ekstraklasy). I wcale niekoniecznie muszą to od razu być jakieś trofea, czy inne zaszczyty. Zazwyczaj wystarczy kilka wygranych spotkań, jakaś dobra runda i już prezesina wyobraża sobie, że oto właśnie został Florentinem Perezem. I gdy potem następuje nieuchronna korekta, znaczy po kilku lepszych meczach nadchodzi kilka gorszych, jeszcze niedawno noszony na rękach kołcz ląduje na bruku.

Casus Berga jest jednak zupełnie inny. Norweg nie zawędrował z Legią do warszawskiego finału LE (pamiętacie że jeszcze kilka miesięcy wstecz parę „ałtorytetuw” zupełnie serio rozważało taką możliwość?). Nie zdobył Mistrzostwa z czterdziestopunktową przewagą nad resztą stawki. Ba, w ogóle go nie zdobył. Capnął „tylko” Puchar Polski, co akurat w Legii jakimś wiekopomnym osiągnięciem nie jest. Generalnie nie zrobił nic, co mogłoby „uświadomić” prezesowi Leśnodorskiemu, że Michał Kucharczyk to już prawie Cristiano Ronaldo, zaś Jakub Rzeźniczak w niczym nie ustępuje Raphaelowi Varane’owi.

Z drugiej strony wyniki ekipy z Ł3 pod wodzą pana Henninga też znowu jakieś takie fatalne nie były. Wyjście z grupy LE to – nie oszukujmy się – w chwili obecnej zupełnie realny sufit aspiracji jakiegokolwiek polskiego klubu. Plan pięciu Mistrzostw w trzy lata też pozostaje absolutnie możliwy do spełnienia, a i ten PP przecież jednak trzeba było wygrać.

A przede wszystkim średnio uważny Czytelnik, obdarzony nieco lepszą pamięcią od przeciętnego gimnazjalisty, kojarzy na pewno, że przecież motywacją do zatrudnienia Norwega wcale nie była poprawa wyników. Te za drugiej kadencji Jana Urbana przedstawiały się w końcu całkiem okazale. Szło – jak wszem wobec trąbił szanowny pan prezes i jego medialni służalcy – o wprowadzanie nowych, „europejskich” standardów. Przypuszczać można, że tu jest pies pogrzebany, aczkolwiek pewności nie ma, albowiem IPT B(L) 1916 nie raczył był doprecyzować o jakie standardy chodzi. Jakkolwiek by nie było, ewentualna lokalizacja miejsca spoczynku retorycznego kundla ani trochę nie sprawia, że casus Berga staje się mniej dziwny. Bo przecież zwolnienie trenera w ten sposób to powrót do starych, wcale niekoniecznie dobrych standardów rodem znad – tfu! – Wisły. No chyba, że trend się zmienił i teraz to my, znaczy w tym konkretnym przypadku Wy macie uczyć Europę jak się buduje i prowadzi profesjonalny klub piłkarski.

Nowa miotła. Jeden z bardzo nielicznych, w zasadzie obok zakręcania kurka z pieniędzmi jedyny znany rodzimym działaczom sposób na motywację personelu kopiącego do wzmożonych starań. Cóż, każdy Cyryl ma swoje metody. Teoretycznie łatwiej przecież rozstać się z jednym trenerem, niż z kilkunastoma piłkarzami. A gdy jeszcze pod nowymi rządami ci sami futboliści zaczynają – nomen omen – wymiatać...!

Niestety, „łatwiej” nie zawsze znaczy „mądrzej”. Zwłaszcza że piłkarskie miotły miewają zwykle zatrważająco krótki termin przydatności do użycia. Ich efekt działa kilka, góra kilkanaście kolejek, po których nieubłaganie następuje powrót do szarej rzeczywistości, później zmęczenie materiału i... sami wiecie. Łacno można skończyć jak pewien biznesmen z Myślenic, który niby tonie w kryzysie, a i tak wkrótce płacić będzie musiał trzem trenerom swojego klubu, z czego tylko jednemu faktycznie tam pracującemu.

W roli świeżo zakupionego legijnego sprzętu do czyszczenia podwórza wystąpić ma podobno Stanisław Czerczesow. Z dwóch głównych powodów kandydatura Rosjanina zdaje się budzić dość spory entuzjazm. Po pierwsze, były bramkarz Sbornej ma już na koncie zupełnie pokaźne sukcesy szkoleniowe. Owszem, ma. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że osiągał je głównie z Tieriekiem i Amkarem – przeciętnymi klubami wypełnionymi przeciętnymi piłkarzami, których za pomocą wzmożonego wysiłku fizycznego i zacieśnienia gry w defensywie można było poprowadzić do nadspodziewanie dobrych wyników. Gdy tylko Czerczesow wchodził w kontakt z jednostkami bardziej utalentowanymi i/albo mocniej przeświadczonymi o swej piłkarskiej wartości (Spartak, Dynamo), szło mu zauważalnie gorzej. Byłby więc facet idealnym kandydatem na trenera – nie przymierzając – Korony, względnie Podbeskidzia. Ale Legii?

Przede wszystkim jednak za Stanisławem Sałamowiczem ciągnie się opinia zamordysty. A zamordystów lubimy. Szczególnie gdy chwytać mają nie za nasze własne przystojne twarzyczki, a za bezczelnie roześmiane gęby rozleniwionych gwiazdorków jakimś koszmarnym przypadkiem zakontraktowanych przez nasz klub. Uchhh, niechby tak tu przyszedł taki i złapał ich za te wyszczerzone w głupkowatym grymasie pyski! Niechby ich przeczołgał, sponiewierał, zeszmacił...! No śmiało, Państwo Mili, sami swoi, wstydu nie ma – kto z Was bez względu na okoliczności pozostaje wolny od tego typu refleksji? Las rąk widzę nieprzebrany. Rzecz w tym, że to tylko swobodne przemyślenia wk*rwionego kibica. Tego samego kibica, który ledwie chwilę później właścicieli tych samych pysków gotów bronić przed trenerem-satrapą i stuprocentowo pewnym będąc swych racji argumentować, że przecież artystom wolno więcej.

Generalnie jeśli wąsaty Osetyniec faktycznie zostanie trenerem Legii, najbardziej realne wydają mi się dwa scenariusze. Zacznę od tego mniej przyjemnego: po pierwszym treningu Jakub Rzeźniczak wraca do domu w stanie a la koń po Wielkiej Pardubickiej. Nie ma siły nawet Twittera odpalić, o samodzielnym wyjściu do toalety nie wspominając. Następnego dnia, gdy tylko Kubunio i przyjaciele dojdą do siebie na tyle, by móc obsługiwać narzędzia komunikacji, rozgorzeje krótka, acz bardzo burzliwa narada legijnej starszyzny, która jednomyślnie uchwali, że „ruskiego tyrana” trzeba się pozbyć. I to natychmiast. Dalszy ciąg łatwo sobie odmalować: passa porażek, mecze przy których niedawny remis z Termaliką jawić się będzie niczym wspaniała wiktoria, drastyczny zjazd w ligowej tabeli, wypad z wielkim hukiem z LE, aż wreszcie, cóż – nowa miotła.

Oczywiście, aż tak strasznie być nie musi. Niewykluczone że jednak Staszek – przynajmniej na początku – przypadnie Kubuniowi i spółce do gustu. Ba, całkiem możliwe, że rzeczywiście zaczną zap-dalać i szybko osiągną niezłą formę. Nie wszyscy, rzecz jasna. Taki Ondrej Duda przypuszczalnie już na drugich zajęciach złamie nogę i będzie miał sezon z głowy. A Michał Żyro popadnie w kliniczną depresję i z głowy będzie miał całą pozostałą karierę.

Ale kto tam by się tym inicjalnie przejmował. Legia będzie wygrywać. Co prawda raczej niewysoko i głównie w gościach. Na Łazienkowskiej przytłaczająca większość drużyn przyjezdnych uzna bezbramkowy remis za wynik jak najbardziej do przyjęcia i zupełnie nie będzie chciała wystawiać się na ulubione przez Czerczesowa kontry. No chyba, że wspomniana wyżej Termozagadka, ale z nią u siebie to już raczej grać w tym sezonie nie będziecie.

Ostatecznie jednak załóżmy, że prowadzony przez byłego reprezentanta ZSRR T-34 dla niepoznaki pacnięty białą farbą i opasany czarną szarfą dojedzie do celu, jakim jest krajowy tytuł, a nawet wytoczy się z grupy LE. Kogo to ucieszy? Fanatyków (i tych zdeklarowanych, i tych "cichych" ), dla których liczy się triumf ukochanej drużyny, a okoliczności pozostają kwestią drugo-, albo i szóstorzędną? Pewnie tak, ale ich jest mało. Wśród feerii rozrywek oferowanych przez miasto kalibru Warszawy szersza publiczność musi dostać widowisko, nie nudnawe manewry brygady pancernej kamandira Staszka. Inaczej po prostu nie przyjdzie. Co powiedzą panowie Mioduski, Leśnodorski i Wandzel, gdy frekwencja na trwałe zakotwiczy w rejestrach czterocyfrowych? Co zrobią gdy odkryją, że transfery zawodników z klubu przestały być jakkolwiek sensownym źródłem dochodu? No bo nie oszukujmy się – za przecinaków i wyrobników nikt fortuny (o Fortunie nie wspominając) nie zapłaci, każdy ma swoich. Artystów natomiast będzie niezwykle trudno wypromować w zespole nastawionym na wybieganie i obronne zasieki.

Śmiało można zatem założyć, że latem przyszłego roku nikt w Mediolanie o takim Dudzie pamiętać nie będzie. A już żądanie za niego pięciu, sześciu, ośmiu milionów euro wywoła jedynie rechot potencjalnych kontrahentów. Dobrze jeśli da się opchnąć chłopaka gdzieś do Turcji za półtorej bańki. O reszcie obecnego legijnego składu w kontekście transferowych zysków trudno nawet wspominać. No, może Guilherme, który momentami umie łączyć agresję z artyzmem. Ale reszta?

Dramatyczny spadek wpływów z dni meczowych. Dramatyczny spadek wpływów z transferów. Plus jeszcze zupełnie prawdopodobna konieczność płacenia Bergowi aż do czerwca’18. Summa summarum strasznie słona cena jak za zażegnanie jednego kryzysu.

Pewnie, całkiem niewykluczone, że oba te scenariusze i generalnie większość tego, co powyżej napisałem, to jedynie moje czarnowidztwo. Nie jestem legijnym insajderem, nie jestem w ogóle kibicem Legii, zawsze należy to uwzględnić czytając moje czarno-eLkowe wypociny. Nie jestem także biografem Czerczesowa i być może najzwyczajniej w świecie nie dostrzegam czegoś, co spowoduje, iż rządy Stanisława Sałamowicza przy Łazienkowskiej okażą się dla Was jednym wielkim spływem półtorakiem i kumysem. Mam jednak silne przeświadczenie, że nawet jeśli faktycznie tak będzie, stanie się to nie dzięki, a mimo bieżącej działalności Waszych władz. I to właśnie jest dla mnie nieprzyjemnie zaskakujące.

Wielokrotnie dawałem na gościnnych łamach czarnej-eLki wyraz swemu przekonaniu, iż prywatnym właścicielom polskich klubów piłkarskich należy się od nas, kibiców, duży kredyt zaufania i jeszcze większa doza wsparcia. Po pierwsze dlatego, że to właśnie dzięki nim te nasze kluby jakoś istnieją. Żyją, a nie wegetują na publicznym garnuchu, pozbawione jakichkolwiek szans na rozwój i przynajmniej zatrzymywanie przepaści pomiędzy futbolową Polską, a Europą. Po drugie, ci ludzie są sami. Jakkolwiek dramatycznie by to nie zabrzmiało, błądzą po omacku w środowisku, gdzie nie tylko nie spotykają chętnych do pomocy, ale muszą się mierzyć z wciąż żywymi reliktami ancien regime’u. Na władze Legii zaś – mimo że jej, jako się rzekło, nie kibicuję – spoglądałem ze szczególną dozą sympatii, ale i nadziei. Bo to młodzi faceci są, Leśnodorski, Mioduski i Wandzel. Nie zaglądając nikomu w metrykę i nie wartościując na tej podstawie, reprezentanci pokolenia, któremu się udało. I to udało znacznie więcej, niż tylko piąć się po oślizłej drabinie jakiejś partyjnej, czy związkowej struktury. Szczerze wierzyłem, że ich energia i intelektualna świeżość promieniować będą nie tylko na klub z Łazienkowskiej, lecz także pośrednio na całą polską piłkę. Że za ich przykładem w rodzimy futbol wchodzić będą nie tylko Cupiały i Filipiaki (z całym szacunkiem, zwłaszcza – rzecz jasna – wobec tego ostatniego), ale też ludzie znacznie młodsi, traktujący tę naszą kopaną nie jako kosztowną zabawkę, a jako pole do twórczego popisu.

Najpierw Berg za Urbana i – przede wszystkim – miękkie p-dolenie o jakichś standardach i wizjach. Teraz festiwal starego, dobrze w naszej piłce znanego, obmierzłego kolesiostwa pod hasłem „dyr. Żewłak”. Za chwilę Czerczesow (?) za Berga i kolejna porcja korpo-pierdół o wchodzeniu na nowe orbity. Zamiast poważnej piłkarskiej firmy Legia zaczyna przypominać kolejną filię Przedsiębiorstwa Handlowo Usługowego „Nowa Miotła”.

No cóż. Miłość matki nadziei wobec swych dzieci niestandardową bywa i nieprzewidywalną.

Dyskusja (24)
1czwartek, 01, październik 2015 13:31
Moros
Bardzo dobry tekst. Przeczytałem go jednym tchem. Mało optymiymistyczny, ale z boku może tak to wygląda.

Powiem może jak to wygląda z mojej perspektywy. Decyzja o pozostawieniu trenera Berga długo mi się podobała. Byłem zwolennikiem dania mu szansy w nowym sezonie i pokazania czy umie uczyć się na błędach. Wierzyłem, że to umie. Dodatkowo wierzyłem, że w letnim okienku transferowym zrobimy ten zapowiadana "skok jakościowy". Powiem więcej, nawet po tym średnim początku jaki zanotowaliśmy w lidze, po pierwszej przerwie na reprezentację byłem optymistą. Przyszedł jednak mecz z tą nieszczęsną Niecieczą i coś we mnie pękło. Straciłem nadzieję na cokolwiek, a nie ma nic gorszego niż brak nadziei, że będzie lepiej. Przy obecnym układzie, tej nadziei nie mam, a mój umysł zaczął się jej mocno domagać.

Z uwagi na to, że w tej chwili da się zmienić praktycznie tylko jeden element, nowy trener, przy założeniu ogromnego ryzyka jakie niesie i które podkreślił a-c 10 jest jakąś nadzieją. Nie ważne jak wielką ale jakąś, która daje światełko w tunelu. Ma to oczywiście mało wspólnego z racjonalną oceną sytuacji, tę napisał autor tekstu, ale jako osoba emocjonalnie związana z tym klubem, nie umiem doszukiwać się w niej aż tak dużych minusów. Owszem są pewne wątpliwości ale w tej chwili wolę w tym ruchu władz widzieć szklankę do połowy pełną.

Niewykluczone, że za rok lub dwa lata nowy trener będzie tak samo oceniany jak dzisiaj Henning Berg, a także wielu jego poprzedników. Jednakże teraz, nie mając żadnej nadziei na lepsze jutro, każda zmiana dająca tą nadzieję jest u mnie witana z dużym kredytem zaufania...

PS. Mój komentarz będzie aktualny jak na stanowisku szkoleniowca zajdzie realna zmiana, bo póki co mamy tylko spekulacja Smile
2czwartek, 01, październik 2015 14:11
Bolek
@ Moros

Podpisuję się obiema rękami pod tym co napisałeś - jedyne co bym zmienił, to że nie poszedłem na mecz z Niecieczą, a oglądałem go w TV Wink


Co do samego tekstu - z wieloma rzeczami nie sposób się nie zgodzić, aczkolwiek powstaje wtedy pytanie "to co, zostać z tym co jest?". Ma ktoś odpowiedź?


No i jeszcze drogi Kibicu Cracovii - jak oceniasz zmianę trenera Podolińskiego na trenera Zielińskiego?
3czwartek, 01, październik 2015 16:45
Oley
Panowie,

tylko jakoś dziwi mnie, że nagle widać, że drużyna nie wspięła się na wyższy level. Zabawne, że nikt tego nie widział po zawalonej końcówce poprzedniego sezonu. Albo blamażu w superpucharze. Tylko teraz, mimo, że trener Berg zrobił to, czego się od Niego wymagało, czyli awansował do grupy w LE. Czyli co? Nagle się nie nadaje? Wcześniej był "international level", a teraz... wyjechał??
bez sensu...
4czwartek, 01, październik 2015 17:34
sektor212
Brawo A-C10. Z dalszej perspektywy pewnie tak to wygląda jak opisałeś.


@Bolek

Spróbuje odpowiedzieć na twoje pytanie "to co, zostać z tym co jest?".
Patrząc na samą grę naszej Legii od początku 2015 roku to zmiana trenera musi nastąpić. Jeżeli trener w ciągu 9 miesięcy nie potrafi ustawić zespołu to jaką mamy pewność, że w przyszłym roku będzie lepiej. Również o ile można zaakceptować pojedyncze słabsze mecze, czy obniżkę formy poszczególnych pojedynczych zawodników ale nie całej drużyny. Legia obecnie nie potrafi wymienić trzech podań do przodu. Nie potrafi skrócić pola gry i założyć skuteczny pressing na przeciwnika i tak dalej można wymieniać grzechy obecnego sztabu szkoleniowego. Ja również zaczynam pękać tak jak Moros i dojrzałem do decyzji dotyczącej zmian trenera. Zostać z tym co jest - to nasza gra będzie wyglądała tak jak wygląda.

Dlaczego nie daje Bergowi szans na prowadzenie Legii?
Jeżeli ma problem z zawodnikami to powinien reagować chociażby tak jak w letnim oknie transferowym gdzie był zwolennikiem pozbycia się Sa czy Juniora w celu oczyszczenia szatni z chwastów. Życie pokazała, że nie wyrwał wszystkich lub pomylił się w ocenie poszczególnych piłkarzy i może powyrywał nie tych co trzeba skoro dziś drużyna nie umiera za trener.

Inna kwestia to przygotowanie fizyczne Legii. Jeżeli rok temu potrafił bardzo dobrze przygotował zespół do grania na trzech frontach a w obecnym sezonie nie poradził sobie z przygotowaniami to trudno mówić że błędy nie zostały popełnione. Co najgorsze do przerwy zimowej z w rozgrywkach raczej nie ma szans/czasu na poprawę wydolności i szybkości piłkarzy.

Krótko mówiąc jestem na TAK jeżeli chodzi o zmianę sternika naszego sztabu szkoleniowego.
5czwartek, 01, październik 2015 18:19
CTP
A ja zazdroszczę autorowi, że ma aż tak rozległą wiedzę na temat naszego potencjalnego nowego "kołcza". Gdyby się jeszcze pochwalił, skąd to wszystko wie o Czerczesowie, to byłbym wdzięczny.
Bo do tych fafnastu akapitów na temat zamordyzmu, tyranii i zarzynania futbolu przez Stanisława jakoś nie pasuje mi przypadek Janka Gola, który był jego ulubieńcem.
6piątek, 02, październik 2015 02:21
Senator
Ja ten tekst odbieram jako rozczarowanie naszym legijnym zespołem zarządzającym.
Niestety muszę się zgodzić z albiceleste10. Dobór współpracowników w newralgicznym pionie sportowym to jest główny powód mojego i jak zauważyłem autora niezadowolenia. Wygląda na to że pan Żewłakow chce rządzić po staremu czyli tak jak to odbywa się w zdecydowanej większości naszych klubów.Jedynym sposobem na rozwiązywanie problemów jest zmiana na stanowisku trenera.
Z drugiej strony skąd brać ludzi z wiedzą i wizją rozwoju sportowego a do tego uczciwych nie wplątanych w układy menadżersko finansowe, nie stawiających na pierwszym miejscu własnych interesów.

Co do Berga. Tu trzeba sobie odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie Czy te dwa lata kiedy prowadzi nasz zespół dają podstawy do pozytywnej oceny jego pracy i jakie postępy zrobiła drużyna jako całość jak i poszczególni zawodnicy. Tylko uczciwa i dogłębnie przeprowadzona analiza jego pracy przez ludzi którzy mają pojęcie o arkanach futbolu w każdej płaszczyźnie powinna być podstawą podjęcia decyzji za lub przeciw.
Ja zwykły kibic i do tego ignorant w temacie taktyka więc nie spełniam warunków aby oceniać . Mogę tylko wypowiadać się jako kibic, jako kibic słabo to widzę chciałbym innej Legii, grającej z polotem, fantazją strzelającą po kilka bramek w meczu.
Tu niestety i druga refleksja, kto ma tak grać? przecież nie Priovic czy Vranjes z Brzyskim i Jodłowcem.
7piątek, 02, październik 2015 15:43
świrekwampirek
Senator czy my strzelamy tak mało bramek? Mamy najwięcej w lidze, we wszystkich jesiennych meczach na dziś strzeliliśmy ich 41, w 2013 jesienią gdy był podobno ultra ofensywny trener w analogicznym czasie mieliśmy ich 37.
8sobota, 03, październik 2015 09:02
W związku z tym, że komentarze w "Na aucie" szybko przechodzą do lamusa swój tekst pozwoliłem sobie przenieść w to miejsce, tym bardziej, że temat związany z wymianą trenera uważam za dość ważny.

W kontekście wywodu a-c10 dodałbym tylko, że Urban nie był typem "zamordysty". Przeciwnie, bo przez wielu kibiców do tej pory kojarzony jest z siatko-nogą i łowieniem ryb, co jak powszechnie wiadomo, nie przeszkadzało aby między innymi z takimi piłkarzami jak "wiatrak" Kosecki, "jeździec bez głowy" Ojjama, "drewniakami" Żyro i Kucharczykiem, "hamulcowym" Pinto, "cienkim" Rzeźniczakiem, "kosmitą" Mikitą "słabiakiem" Brzyskim, czy "czołgiem" Dvaliszvilim sięgnąć jako bodaj drugi w 100 letniej historii klubu po podwójną koronę...


Strasznie dużo się tu ostatnio pisze o wymianie trenera i tylko z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu Jan Urban wzbudza uśmiech i politowanie.
Pojawiła się też dyskusja nt wprowadzania wychowanków.
Nie będę zabierał głosu w obu sprawach bom dla większości "Urbanista"
Posłużę się zatem tekstem samego "szefa" c-eLki, który po zdobyciu dubletu przez "niedacznika", "amatora", "Janka Octobera" popełnił w lipcu 2013r.

Dla tych z krótką pamięcią przypomnę tylko, że Legia zakończyła sezon z 6 pkt przewagi nad drugim Lechem i aż 20 pkt nad trzecim Śląskiem...

"Legia, Lech i... duopol?"

Jak bardzo pomylił się GAWIN76 pisząc,

"Wypada mieć nadzieję, że u steru przy Łazienkowskiej i przy Bułgarskiej znajdują się ludzie, którzy wiedzą czym jest odpowiedzialność i nie pchną swoich klubów w stronę problemów, które dotknęły Rapid Bukareszt czy CSKA Sofia, wiele wskazuje bowiem na to, że ucieczki przed dominacją Legii i Lecha, przynajmniej w najbliższym czasie, nie ma",

chyba, że ten najbliższy czas to "okres Berga, a przede wszystkim Skorży, drugiego z moich ulubieńców.

Odnośnie młodzieży autor napisał tak"

"Po drugie Legia i Lech biją w tym momencie konkurencję jakością wprowadzanej do pierwszej drużyny młodzieży. Pozwala to na zachowanie ciągłości w budowie zespołu i w pewien sposób ogranicza ryzyko wystąpienia efektu, jaki mogliśmy zaobserwować w Krakowie, gdzie po upadku koncepcji Valcxa i Maaskanta, pozostała praktycznie spalona ziemia"

Kto by pomyślał, że taki tekst powstanie za czasów "trenera tysiąclecia" jak z ironią i pogardą nazywa Urbana jeden z "kibiców" (ciekawe czy przez dwa sezony dochrapał sie kaprala ?) i czy podobny tekst mógłby powstać po dwóch latach rządów trenera, który wprowadzić miał nową jakość i skutecznie wprowadzać wychowanków ?

Cały tekst tutaj:

"http://www.czarna-elka.pl/index.php/kalejdoskop-futbolowy/13105-legia-lech-i-duopol
9niedziela, 04, październik 2015 00:41
a-c10
Wybaczcie długą zwłokę, Panowie. Tak mi się ostatnimi czasy porobiło, że cholernie trudno znaleźć czas i energię na pitolenie.

@ Moros, Bolek:

to co, zostać z tym co jest?; jak oceniasz zmianę trenera Podolińskiego na trenera Zielińskiego?

To wbrew pozorom wcale nie są takie znowu jednoznacznie oczywiste kwestie. OK., Zieliński osiąga nieporównywalnie lepsze wyniki, niż jego poprzednik. Co więcej, na grę Pasów wreszcie, po dłu-u-ugich latach przerwy, da się patrzeć bez szczękościsku, kiszkoskrętu i innych podobnych objawów. A na dodatek obecnego szkoleniowca Cracovii zwyczajnie lubię, podczas gdy Podoliński mnie do siebie mocno zraził.

Ale to jedynie warstwa wierzchnia. Gdy tylko spojrzeć głębiej, musowo pojawia się cale mnóstwo pytań. Żeby Was za bardzo nie zamęczać, dwa pierwsze z brzegu: czy przed zatrudnieniem Podolińskiego w klubie zdawano sobie sprawę, że to taktyczny doktryner, gotów za wszelką cenę bronić poglądu, że to zawodników dobiera się do ustawienia, nie vice versa? Czy oszacowano personalia zespołu, jak również możliwości ruchów transferowych pod kątek oczekiwań nowego szkoleniowca? Jeśli odpowiedź na te pytania brzmi "tak", to zwolnienie Podolińskiego było kompletnie bez sensu. Należało się raczej pozbyć nieudolnych grajków, w ich miejsce zatrudnić takich, co by bardziej pasowali, a kibicom oznajmić, że choćby się waliło i paliło (i spadało), pan Robert zostaje na stanowisku. Cholera wie, może w ten sposób za pięć lat mielibyśmy w Krakowie polski Juventus.

Jeśli jednak (a to, eufemistycznie rzecz ujmując, całkiem prawdopodobne) odpowiedź na powyższe pytania brzmi "nie", to bez sensu było zatrudnianie Podolińskiego. Ot, kolejny objaw syndromu ślepego myśliwego. Wicie-rozumicie: zamykam oczy, unoszę broń do ramienia, okręcam się kilka razy wokół własnej osi i naciskam spust. Coś ustrzelę. W jednym przypadku na ileś tam dorodnego jelenia. Znacznie częściej pustą puszkę po piwie, spróchniałą gałąź, albo teściową sąsiada.

Teraz trafił się Zieliński i jest dobrze. Na razie. Niestety, mimo talentu Kapustki, Wdowiaka i Szewczyka, kapitalnych postępów w rozwoju Dąbrowskiego i Rakelsa oraz paru innych pozytywnych zjawisk, Cracovia nadal nie ma składu, który pozwoliłby na wyśnione przez prezesa regularne finisze na podium (co najmniej). Co jeśli pojawi się kryzys silniejszy, niż ten sprzed kilku tygodni (a to raczej nieuniknione)? Znów opaska na oczy, flinta w dloń i pierdut?

Kilkanaście miesięcy temu Senator przekonywał mnie, że Legia jest jedynym polskim klubem, który odszedł od podobnych praktyk. Żadnego strzelania na ślepo, żadnych tam "dwóch ud" (uda się, albo się nie uda). Planowanie i harmonijny rozwój. Choć za kolegą S. bez mrugnięcia okiem poszedłbym nawet do piekła, z przykrością muszę dziś stwierdzić, że g... prawda.

I to mnie właśnie w tym wszystkim najbardziej osłabia. Piszesz, Moros, o nadziei. Ale nadziei na co? Na przegonienie Piasta Gliwice? Kurczę, nie wiem. Może to tylko ja i moje dziwne fiksacje. Osobiście jednak mam po dziurki w nosie tej naraziowości w całej polskiej piłce. Mecz Waszych chłopaków z Napoli oglądałem we fragmentach, z odtworzenia, znając wynik i przebieg gry. A i tak poraził mnie dystans pomiędzy grającym na luzie, w niepełnym składzie silnym włoskim średniakiem, a maksymalnie zmobilizowaną ekipą wicemistrza Polski. Tego dystansu nie da się nadrabiać kręcąc się wokół coraz to nowszej miotły.

Żeby nie było: ja tam za Berga umierać nie zamierzam. Nigdy nie byłem jego fanem i chyba już nie zostanę. Ale skoro facet ma zostać kimś zastąpiony, bardzo chciałbym wiedzieć dlaczego. Chodzi o zasady, nie personalia.
10niedziela, 04, październik 2015 00:52
iocosus
Mario Puzo: „Prawdziwy mistrz magii potrafi sprawić, że jego publiczność równocześnie śmieje się i płacze.”

Nie chciał, ale się machnął i na tej zasadzie Albiceleste wyczarował według mnie genialną kwintesencję oczekiwań, wymagań, aspiracji nas fanów, pasjonatów z Ł3, zapewne też i działaczy klubowych, przecież im własnej kibicowskiej duszy wyrzec się trudno:

A-c10 napisał: „Plan pięciu Mistrzostw w trzy lata też pozostaje absolutnie możliwy do spełnienia” !!!

W punkt. Tego chcemy i z tego jak się wydaje rozliczamy! Wink Śmieję się i płaczę.

Oby kadencja następnego trenera okazała się bezduszna, obojętnie kto nim zostanie, co bynajmniej nie oznacza że jestem zwolennikiem powszechnie wyczekiwanego zamordysty, twardziela który weźmie rozkapryszone gwiazdeczki w karby i tym sposobem sprawi, że będą grali jak z nut. Powątpiewam w to, ale obojętnie czy to będzie autorytarny „kat”, czy ktoś spolegliwy, niech będzie rozliczany bezdusznie, czyli w oparciu o wytyczone cele i po poszczególnych etapach ich realizacji.

PS
Spolegliwy – w potocznym rozumieniu „taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym”, ale zgodnie z słownikowym znaczeniem nadanym przez profesora Kotarbińskiego spolegliwy to „taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać”! Oby zatem takiego udało się znaleźć! Nie zawsze warto ulegać potocznym, powszechnym ale i czasem błędnym wyobrażeniom!
11niedziela, 04, październik 2015 01:01
a-c10
@ Oley:

Zabawne, że nikt tego nie widział po zawalonej końcówce poprzedniego sezonu.

No właśnie. Skoro Berg jest taki paskudny, należało go pogonić w czerwcu. Wtedy cała heca miałaby ręce i nogi. Nowy szkoleniowiec dostałby cały okres przygotowawczy plus okno transferowe na ukształtowanie zespołu pod własny pomysł.

@ Sektor212:

Chciałbym tylko zauważyć, że o ile w ogóle istnieje dobry moment na kryzys drużyny, to jest on właśnie teraz. W lidze - zwłaszcza takiej lidze, jak Ekstraklasa ze swym unikatowym systemem rozgrywek - jeszcze wszystko możecie połapać. W Europie przy t a k i m losowaniu mielibyście równie marne szanse z Bergiem, Czerczesowem, czy - w cholerę - Ancelottim na ławce. Nie ten rozmiar, po prostu.

@ CTP:

Ależ ja się przecież expressis verbis przyznałem do braku jakiejkolwiek wiedzy o Czerczesowie wykraczającej poza tę ogólnie dostępną. Fafnaście akapitów powstalo wyłącznie jako realizacja założenia, że ciągnąca się za panem Stanisławem łatka zamordysty okaże się zgodna z realiami.

Pisałem też wyraźnie, że może się nie okazać. Przy czym - z całym szacunkiem - Janusz Gol nie jest tu dla mnie żadną wyrocznią, ani punktem odniesienia. Jak zapewne sam dobrze wiesz, pomijając pojedyncze jednostki, które zwyczajnie pozostają sobą, Polaków wyjeżdżających zagranicę do pracy da się z grubsza podzielić na dwie kategorie: pierwsza to leserzy jadący eksplorować wyimaginowane złote góry, którzy nader szybko zderzają się z brutalną rzeczywistością (tam trzeba zapie**alać!!!) i z podkulonym ogonem wracają do domu. Druga to ci, którzy dopiero na obczyźnie odkrywają w sobie pokłady pracowitości, o jakie na własnych śmieciach sami siebie by nie podejrzewali. Do tego właśnie zbioru najwyraźniej należy piłkarz Gol. I tyle.
12niedziela, 04, październik 2015 01:34
a-c10
@ Senator:

Ja już przy zamianie Urbana na Berga pisałem, że moim zdaniem Legia powinna importować nie (a przynajmniej nie przede wszystkim) szkoleniowca, tylko dyrektora sportowego. Nie twierdzę, broń Boże, że to łatwe. Ale, niestety, chyba konieczne, jeśli Wasz klub faktycznie ma dokonać tego kroczku wzwyż ponad nasz rodzimy grajdołek.

Bo teraz to niby kto ma się zabierać za te analizy, o których piszesz? Prezes Leśnodorski? Dyrektor Żewłakow? Wszelkiego powodzenia życzę.

@ Świrekwampirek:

Ale czy efektowność gry na pewno mierzy się ilością zdobytych bramek?

@ Kibic50:

Ojej, jakby to ująć... O ile pamiętasz, jak najbardziej podzielałem Twoje zdanie w kwestii wątłości podstaw do zwolnienia Jana Urbana. I w sumie nadal je podzielam. Uważam jednak, że:

a) duopol wciąż ma się dobrze. Przypominam, że dopiero zaczął się październik, do finalnych rozstrzygnięć sezonu 2015/6 jeszcze bardzo, baaardzo daleko i mocno bym się zdziwił, gdyby do faktycznej walki o tytuł zdołał się serio wmieszać ktokolwiek poza Legią i Lechem;

b) jakkolwiek nie oceniać postawy zarządów obu w/w klubów, do problemów rodem z Sofii, czy Bukaresztu też jeszcze bardzo, baaardzo daleko. Co i, rzecz jasna, bardzo dobrze;

c) pisząc o młodzieży wchodzisz na niezwykle grząski teren porównań pionowych. Przypomnę tylko dyskretnie, że nawet Twój idolWink pod koniec swej pracy w Warszawie wolał pozostawić wolne miejsca na ławce rezerwowych, niż obsadzić je (zdolną) dzieciarnią.

Szkolenie piłkarzy i wprowadzanie ich do dorosłego grania to nie jest (nigdy nie była i nigdy nie będzie) nauka ścisła. Czasem masz kogo wpuścić do zespołu, kiedy indziej nie masz. I w tym kontekście zdanie Berga (cokolwiek by o nim generalnie nie myśleć), że młody nie będzie grał tylko dlatego, że jest młody, uważam za jak najbardziej sensowne.

@ Iocosus:

Z postaci spod ręki Maestro Mario znacznie bliżej mi do Cully'ego, niż Merlyna, ale i tak dzięki za czytelniczą czujnośćSmile
13niedziela, 04, październik 2015 08:29
CTP
@a-c10
Od terminu "zamordysta" ja o wiele bardziej wolę określenie "zwolennik ciężkiej pracy". W dzisiejszym sporcie wyczynowym nie da się osiągnąć sukcesu bez systematycznej, nieraz katorżniczej pracy. Ot, wystarczy popatrzeć jak trenuje pani Justyna, czy nasi złoci lekkoatleci.
Berg i jego urlopy oraz głaskanie piłkarzy, to raczej droga w dół a nie do góry.
14niedziela, 04, październik 2015 11:54
Monrooe
W obecnej chwili nie znam żadnego wyznającego "kult siły" trenera, który trenowałby zespół grający około 60 spotkań w sezonie. Ci najwięksi wylecieli ze swoich klubów zostawiając za sobą plagę kontuzji i drużynę bardziej przypominającą szpital niż gotowych do sportu wyczynowego zawodników. Ale u nas wciąż pamiętamy złote lata kiedy to zawodnicy "markowali" bieganie po górach i wzdychamy do tego okresu bezustannie. Zupełnie zapominając, że sport wyczynowy uciekł w zupełnie innym kierunku gdzie przygotowanie fizyczne to jedynie ułamek całej układanki. Dlatego mnie martwi fakt, że nasz przyszły szkoleniowiec nigdy nie trenował w pełni profesjonalnym klubie, w zasadzie można domniemywać, że współpraca z szerokim sztabem szkoleniowym jest mu obca. Jeśli to się potwierdzi to... znaczy, że właśnie zrobiliśmy kilka potężnych kroków do tyłu. I tego bardzo się obawiam.

edit (#suplement)
Aby była jasność, ja nie twierdzę, że Czerczesow to zamordysta, bo najzwyczajniej w świecie tego nie wiem. Wimy, że przykłada szczególną uwagę do przygotowania motorycznego, a to nie jest zła cecha. Dziwię się natomiast tym kibicom, którzy pieją z zachwytu nad "trenerem z batem". Dla mnie to kompletna bzdura i gdyby okazało się, że ich marzenia się spełniły i przygotowanie fizyczne to jedyny "plan" naszego nowego szkoleniowca to cofnęlibyśmy się do epoki kamienia łupnego.
15niedziela, 04, październik 2015 13:13
anonimowy_legionista
@nowa miotła

Cóż w Polsce mamy trafne powiedzenia i przysłowie na taką okoliczność:

"Z piasku bicza nie ukręcisz" (choć wolę wersję mazowiecką Wink) oraz "Tak krawiec kraje, jak (mu) materii staje" . Idealnie pasuje do oceny pracy Berga w Legii.
16niedziela, 04, październik 2015 14:45
Garm
Ja się zgadzam z CTP oraz z dodatkiem we wpisie Monrooe. Jaki jest Czerczesow tak naprawdę nie wiemy - wiemy jak jest "opakowany" medialnie. Biorąc pod uwagę, jak "opakowany" był Berg i jak się to miało do rzeczywistości, z faktami może to nie mieć wiele wspólnego.

"Po czynach ich poznacie".
17niedziela, 04, październik 2015 17:57
CTP
Zacznijmy od tego, że ESA37 powoli, acz nieubłaganie odchodzi do lamusa. Głównego twórcy i orędownika już w strukturach piłkarskich nie ma a i nasz lokalny duopol (znaczy, Legia i Lech) jakoś ostatnio stracił zapał do takiej formy rozgrywek. Można powiedzieć, że Czerczesow zacznie rok w o wiele łatwiejszej sytuacji niż Urban i Berg, ponieważ skończy się ta terminarzowa patologia.
18niedziela, 04, październik 2015 18:17
Monrooe
Po pierwsze nie o tym rozmawiamy, po drugie nie wiem skąd informacje, że ESA37 odchodzi do lamusa. Moim zdaniem wręcz przeciwnie, ten sezon odwróci tylko proporcje, dotychczasowi orędownicy (Lech, Legia) staną się przeciwnikami, a reszta ligi zachęcona dodatkowymi finansami i problemami "duopolu" staną murem za kontynuacją projektu. Z tym, że powtarzam, nie o tym mówimy, mówimy o okresie, który właśnie przechodzimy, czyli trzy, cztery miesiące gry co trzy dni, z którymi trener Czerczesov miał do czynienia raz mając w dodatku nieporównywanie szerszy i lepszy skład. Nie wiem skąd pomysł, że to własnie ten szkoleniowiec wprowadzi nas na poziom, który dotąd był dla nas nieosiągalny. Ja nie widzą żadnych, ale absolutnie żadnych przesłanek, że to Czerczesov jest tym, którego potrzebowaliśmy. Wygląda mi to na "strzał w ciemno" porównywalny do tego jaki towarzyszył zatrudnianiu obecnie zwalnianego Henninga Berga. A zapowiadanej profesjonalizacji jak nie było, tak nie ma.
19niedziela, 04, październik 2015 18:32
CTP
@Monrooe
Chętnie dowiedziałbym się, co oznacza u ciebie ten słynny termin "profesjonalizacja", przed którą to podobno wzdragał się Urban a którą to niby ten Berg miał wprowadzić. Tak w punktach. Można?
A jeśli chodzi o ESA 37, to po prostu gdzieś czytałem, że to ostatni taki sezon ale gdzie, to bij, zabij, nie przypomnę sobie.
20niedziela, 04, październik 2015 18:35
Monrooe
@ CTP
Daj spokój, miałeś tyle lat by się wczytać. A co do ESA37 to nie zapominaj, zakończenie reformy to mniej pieniędzy, o całe 25%.
(prawdę mówiąc to chcę zrobić takie podsumowanie, ale nie wiem czy znajdę odpowiedni czas, bo krucho z tym ostatnio)
21poniedziałek, 05, październik 2015 01:26
a-c10
@ CTP:

"zwolennik ciężkiej pracy"

Nie no, określenie całkiem w dechę. Też mi się znacznie bardziej podoba, niż "zamordysta". Wciąż jednak mam wątpliwości: pracy konkretnie nad czym? Bo jeśli - a sugeruje to nie tylko "medialne opakowanie" Czerczesowa, lecz również przebieg jego dotychczasowej kariery szkoleniowej - chodzi o pracę głównie nad motoryką, to Wy naprawdę daleko na tym nie zajedziecie. I tu w zupełności zgadzam się z Monrooe'em. Motoryka jest w dzisiejszym futbolu tylko jednym z elementów. OK, istotnym. Ale jeśli uważasz, że samo zagonienie niesfornych piłkarzyków do bardziej wytężonej roboty w dłuższej perspektywie coś Wam poprawi, moim zdaniem grubo się mylisz.

@ A_L:

To o piasku i - zwłaszcza - o krawcu doskonale pasuje do grubej większości przypadków zmian trenerskich w Ekstraklasie. Przychodzi nowy fachura, na dzień dobry przykrywa swą kołderką lewą nogę (czego nie umiał zrobić poprzednik) i jest git. Jednak tylko do (nieodległego) momentu, gdy ku niepomiernemu zdziwieniu ogółu okazuje się, że tym razem prawa noga pozostaje goła.

@ Monrooe:

Wygląda mi to na "strzał w ciemno"

No właśnie.
22poniedziałek, 05, październik 2015 07:38
CTP
Akurat motoryka w dzisiejszym futbolu jest chyba podstawą dla każdego topowego klubu. Jeśli przyjmiemy za pewnik, że częstą wymiennością pozycji i pokazywaniem się do gry zazwyczaj wygrywa się mecze, to bez odpowiedniego przygotowania fizycznego te elementy piłkarskiego rzemiosła są raczej trudne do wypracowania.
Po drugie, liczę na to, że za kadencji Czerczesowa Legia zawsze będzie grała najsilniejszym składem. Przy czym, najsilniejszy skład nie zawsze oznacza ten sam skład w każdym meczu, czego chyba Berg do końca nie rozumiał.
Po trzecie, chyba warto zaznaczyć, że po wielu, wielu latach mamy w końcu szkoleniowca, który dotychczas prowadził mocniejsze kluby niż Legia.
23poniedziałek, 05, październik 2015 13:28
a-c10
@ CTP:

mamy w końcu szkoleniowca, który dotychczas prowadził mocniejsze kluby niż Legia.

...a co się tyczy wyników jego pracy w tych klubach?

Żeby nie było: pomijając wszelkie międzyklubowe animozje, ja Wam szczerze życzę, żeby wszystkie moje wątpliwości okazały się bezpodstawne. Żeby zatrudnienie Czerczesowa było strzałem w dziesiątkę. Żeby facet dał się poznać jako trener dbający - owszem! - o motorykę i dyscyplinę (powtarzam: bardzo istotne kwestie), lecz także o odpowiednie przygotowanie mentalne i taktyczne, jak również ze swojej strony dokładający kolejne cegiełki do długofalowego rozwoju klubu. Byłoby świetnie tak dla Was, jak i - w szerszym ujęciu - dla nas wszystkich.

Niestety, nie bardzo jestem w stanie w taki scenariusz uwierzyć.
24poniedziałek, 05, październik 2015 15:25
Oley
Panowie,
o czym mówimy... z nowym trenerem to tak, jak z transferem lewego obrońcy. Ci, których byśmy chcieli, nie chcą nas, a Ci, którzy by chcieli do Nas, "nie podniosą poziomu sportowego i rywalizacji w drużynie".
Jednak, cytując klasyka "dotychczasowa formuła współpracy wyczerpała się", zatem MUSIMY mieć nowego trenera. I teraz MUSIMY wybrać "najlepszego" z tych, których możemy tu ściągnąć. Ancelotti jest bez pracy, bliższy naszym sercom. "rodak", Grant również. Mimo to... MUSIMY się "zadowolić" Czerczesowem, ponieważ jest "w zasięgu". A to, czy "podniesie poziom sportowy w drużynie"- wszyscy na to liczymy. Ale wcześniej, niż po zakończeniu sezonu A.D 2015/16 wyrokować tego niesposób.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1