- Kategoria: Trybuna komentatorów
Pula do wzięcia
Jeżeli ktokolwiek oczekiwał, że po wznowieniu rozgrywek naszej Ekstraklasy ujrzy pasjonujący wyścig zdeterminowanych kandydatów do zdobycia tytułu, musi czuć się zawiedziony. Kandydaci gremialnie zostają w blokach startowych, ba niektórzy ruszają nawet w kierunku zgoła przeciwnym niż meta.
Śląsk - 1 punkt, Wisła - 1 punkt, Lech - 0 punktów. Trzem tuzom Ekstraklasy udało się w pierwszych wiosennych kolejkach zgromadzić łącznie... dwa punkty. Na osiemnaście możliwych. Takie liczby muszą robić wrażenie, ale bodaj jeszcze bardziej uderza sposób, w jaki nasi główni (tak się zdawało) rywale do mistrzowskiej korony prezentują się na boisku.
Ospały Śląsk mógł polec już w meczu z Ruchem, lecz sędzia Gil nie odważył się wyrzucić z boiska Jarosława Fojuta. Niedzielny bój wrocławian z Legią mamy świeżo w pamięci, oczywiście możemy, musimy wręcz zachwycać się znakomitą dyspozycją legionistów, niemniej jednak warto zauważyć, że w tym tak przecież ważnym meczu Śląsk zaprezentował się wręcz katastrofalnie, i to w zasadzie w każdej formacji. Być może myśląc już o europejskich pucharach trener Lenczyk zapragnął udoskonalić swoją maszynerię tak sprawnie działającą jeszcze na jesieni - ale póki co zmiany taktyczne i personalne zdecydowanie nie przynoszą spodziewanych efektów.
Wisła? Dla tego co dzieje się w Krakowie symptomatyczny był obrazek z końcówki meczu z Koroną. Zmiana, na boisku melduje się Nunez, akurat zbiega się to z rzutem wolnym dla Wisły, takim w zupełnie niezłej pozycji, zwłaszcza dla zawodnika lewonożnego. Piłkę w garści trzyma jednak Biton. Nunez staje tuż przy nim też ma ochotę uderzyć. Raz jeden, raz drugi błagalnie spogląda w stronę ławki trenerskiej. Widzieliście to?! Decyzję wreszcie podejmuje trener Moskal, decyzję złą, bo to była piłka dla Nuneza.
Lech - ta polska drużyna, z którą chyba najmocniej dzielimy przekonanie o własnej wyjątkowości i sile naszej drużyny. Wśród kibiców Lecha osobliwie częste są opinie, że ich zespół dysponuje zdecydowanie najlepszym składem w całej polskiej lidze, a zasadniczą przyczyną, dla której nie wygrywa z kim chce i jak chce, jest niespotykana nieudolność szkoleniowca, względnie skandaliczne podejście zawodników do wykonywanego zawodu. Dwa mecze, zero punktów, bramki 0-4, nawet to nie wystarczy do tego, żeby Poznań zszedł na ziemię.
W kontekście takich okoliczności przyrody oczywistym jest, że mistrzostwo zgranie ten, kto będzie prezentował formę najrówniejszą, komu uda się ograniczyć do minimum liczbę wpadek, dokładnie w taki sposób, w jaki uczyniła to w zeszłym sezonie Wisła. Kandydaci do mistrzostwa kręcili się wtedy w kółko, a ludzie Maaskanta wygrali kilka meczów z rzędu i wypracowali przewagę, której nie można było już zmarnować. Co ciekawe, skutkiem ubocznym tamtych wydarzeń była pomyłka trenera Maaskanta, który solidność wziął za geniusz, co znacząco przyczyniło się do aktualnych problemów ekipy spod Wawelu.
Moim zdaniem rosną szanse Polonii, która co prawda zagrała tak rzekłbym 'w naszym stylu' w minioną sobotę, zupełnie bez walki przegrywając mecz, który mógł wyraźnie pchnąć polonistów ku samemu szczytowi tabeli, ale która dysponuje odpowiednim potencjałem zawodniczym do tego, żeby wygrać kilka meczów z rzędu, co w obecnej sytuacji w polskiej lidze, powinno spokojnie wystarczyć do objęcia pozycji lidera. Rosną również szanse Ruchu, który robi swoje bez zadęcia typowego dla wielkich firm. Ktokolwiek lekceważy Ruch, niech przypomni sobie, że dwa sezony temu tej drużynie udało się utrzymać niezłą formę na przestrzeni niemal całej rundy wiosennej, co w połączeniu z naszą degrengoladą, dało podopiecznym Fornalika prawo startu w Europie. Uwaga, dzisiejszy Ruch na pewno nie jest od tamtego słabszy.
Jesteśmy wreszcie my. To co się dzieje w naszej lidze, przede wszystkim marny start Śląska, który mógł być teraz już daleko przed nami, a jest o wyciągnięcie ręki, to dla nas piłka meczowa.
Trzeba to powiedzieć jasno, że mamy w składzie zawodników doświadczonych, którzy muszą pomóc teraz drużynie w utrzymaniu koncentracji i stabilnej formy. Mamy też w składzie zawodników, którzy - jest taka nadzieja - powinni być w stanie wygrać nam swoimi umiejętnościami jakiś mecz, najchętniej taki, w którym akurat nie będzie nam szło.
Pamiętamy jak łatwo przegrał nam się mecz w Zabrzu, nie dajmy się zwariować, ale miejmy świadomość celu. W tym momencie liczy się już tylko mistrzostwo.
Najważniejszy jest właśnie ten etap rozgrywek, nasze najbliższe cztery mecze. Idealnie dobrane cztery mecze, spośród których trzy zagramy u siebie, w tym jednym z bezpośrednim rywalem do tytułu. To jest ten moment. Jeżeli wygramy z ŁKS-em, Podbeskidziem, Polonią i Bełchatowem, powtórzymy zeszłoroczny wyczyn Wisły i uciekniemy reszcie stawki, zanim nasi rywale na dobre zorientują się co jest grane.
Mamy w garści dobre karty, a na stole leży mała fortuna. Jest do wzięcia!


Śląsk? A tyle razy podawany był przykład Jagiellonii sprzed roku i zawsze słyszało się głosy, że to nie to samo. A czym się różni obecny Śląsk od tamtej Jagiellonii? Jakość piłkarzy, moim zdaniem, jest bardzo podobna.
Polonia z kolei bardzo łatwo wygrała z ŁKSem, z czego wyciągnięto błędne wnioski, bo z ŁKSem w obecnej postaci nie jest wielką sztuką wygrać.
Groclinu bym nie lekceważył bo mają jeden z najsilniejszych składów w lidze i przyzwoitego trenera. Gdyby Wojciechowski dawała kasę jak daje, ale nie był durniem jak jest to byłaby spora szansa na ich dominację w lidze przez parę lat. A czy z ŁKSem tak łatwo się wygrywa? Pozwolę sobie wypowiedzieć się na ten temat w niedzielę
Inni? Ruch gra świetnie jak na swoje możliwości. Ale tu właśnie kłopotem jest, że "jak na swoje możliwości". Wydaje mi się, że oni zagrożeniem nie są.
Lech i Wisła? Chyba mają za dużo problemów wewnętrznych, żeby włączyć się do walki o mistrzostwo. Że o znacznych już stratach punktowych nie wspomnę.
Wypowiedź Kowala jest wręcz szokująca. A jeśli jeszcze by wspomniał, że Ljuboja jest w miarę przydatnym graczem Legii to uznałbym, że należy go leczyć, bo coś mu się we łbie poprzestawiało
Kończąc - w 100% zgadzam się z autorem tekstu. Wydaje mi się, że wygranie następnych 4 spotkań (ŁKS, Podbeskidzie, Groclin, Bełchatów - tylko jeden wyjazd) załatwiłoby sprawę. Jeszcze oczywiście nie matematycznie, ale podejrzewam, że reszta czołówki w najbliższych 4 kolejkach pogubi tyle punktów, że przewaga zrobiłaby się bezpieczna.
Derby - tutaj wszystko może się zdarzyć. Może być 0:3 a może być i 7:0.
Bełchatów - mają swoją tajną broń w postaci Nowaka, który pełni rolę jokera. Najlepiej ustawić wynik meczu zanim ten joker wejdzie na boisko.
Tego czego się obawiam, to właśnie słów Kowala, w które uwierzą legioniści. Siedem meczów u siebie, na dzień dobry pykniemy "szrot Świra", na wyjeździe pokażemy góralom z Podbeskidzia, że mimo wszystko są parweniuszami w Ekstraklasie, w derbach się zrewanżujemy bo Ligą Europy juz się nie przejmujemy, a Bełchatów w formie tej z meczu ze Sląskiem to wciagniemy lewą dziurką do nosa. Dalej to już z górki! Jak ja się obawiam takiego myślenia zaszczepionego w szatni, oczywiście każdy do publikatorów będzie klepał o potrzebie koncentracji, mobilizacji i o tym, że nikogo nie lekceważy, ale w duchu będzie wiedział swoje, pojedziemy z ogórkami bo jestesmy debeściaki, każdy nam to mówi, każdy w tym nas utwierdza, mistrza zdobyć może tylko Legia.
Jezeli tak zaczną myśleć, umarł w butach, po mistrzostwie i Lidze Mistrzów pozostaną wspomnienia, a koronę przywdzieje Ruch lub Józio W. Co do Śląska to jest dwóch największych mądrali w lidze ( w sensie pozytywnym ) pierwszy to Michał Żewłakow, a drugi Sebastian Mila, jeżeli ten drugi zaszczepi swojej drużynie, której kapitanuje, sposób myslenia z wywiadów po meczu z Legią, jeżeli się podniosą, będą bardzo groźni w wyścigu.
Pewność własnych umiejetności wykazana na boisku, a nie w gadce z jakimś dziennikarzem, konsekwencja taktyczna, również polot i finezja, ale połączona z zapieprzaniem, z oraniem gleby, jakby to była "bitka z Ruskimi" gdy po przeciwnej stronie stoi jakieś Podbeskidzie, Bełchatów, Widzew, Lechia to warunki, żeby było co świętować.
zgadzam się z Przedmówcą
Kowal swoim krasomówstwem strzelił legii w kolano
Przeczytałem na legia.net wypowiedź Pietrasiaka że Legia w ciągu najbliższych 100 lat nie zagra takiego meczu. Pomijając oczywisty fakt zawalenia przez tego zawodnika meczu to ma on w pewnym sensie rację.
Ja jak sięgam pamięcią to nie pamiętam meczu w którym Legia stworzyłaby sobie pół sytuacji bramkowej a na tablicy widniałby wynik 3:0 dla nas. Taki obrót sprawy może podłamac niejeden zespół. Zresztą przypomnijmy sobie oblicze naszego zespołu po bramkach puszczanych przez Antolovica. Jeżeli piszemy o katastrofalnej grze Śląska to co można powiedzieć o nas skoro oni stworzyli sobie do 20 min kilka sytuacji i nie wiadomo jakby potoczył się mecz gdyby obniżający ostatnio loty Kuciak zawalił bramkę na 1:1?
Statystycznie nasza przyszłość wygląda całkiem fajnie bowiem z 11 meczów 7 gramy u siebie a Śląsk 6 na wyjeździe co w jakimś stopniu daje nam pewna przewagę. Pytanie czy będziemy potrafili ją wykorzystać bo runda jesienna pokazała że fotel lidera strasznie naszych chłopców parzy i robia wszystko aby na nim nie zasiąść.
wszak wtedy emocje gwarantowane