A+ A A-

Prawdziwego mężczyznę...

Tak jak z entuzjazmem oczekiwaliśmy powrotu naszych futbolistów na ligowe boiska w miniony weekend, tak szybko i gwałtownie zrzedły nam miny. Porażka z Koroną w Kielcach, efektowne zwycięstwo Lecha w Chorzowie - przewaga nad poznaniakami zmalała do jednego punktu. Poza tym nasze wzmocnienia nieobecne bądź niewyraźne, tymczasem poznański Fin z miejsca zaczął asystować i strzelać. Ogólnie rzecz biorąc, nie tak miało być.

Trudno apelować o spokój i rozsądek do kibiców Legii, mających świeżo w pamięci mistrzostwo Polski na własne życzenie oddane Śląskowi zeszłej wiosny. Remis gonił remis, z trudem wywalczona przewaga punktowa malała w oczach, a reakcji na impas brakowało. Ci sami ludzie stale popełniali te same błędy w obronie, permanentnie grali tak samo nieskutecznie w ataku, aż wreszcie tytuł przeszedł nam koło nosa. Spokój miał nas uratować - nie uratował, zaszkodził. Teraz, po porażce z Koroną, chce się ryknąć "larum grają".

Oby ten krzyk dotarł do uszu piłkarzy, bo to w ich głowach dzieje się najwięcej. Być może bylibyśmy dziś w zupełnie innym nastroju, gdyby Danijel Ljuboja dopadł piłki w polu bramkowym Korony po rzucie rożnym wykonywanym w pierwszej połowie i wyprowadził nas na prowadzenie 2:1 lub gdyby gdyby Miro Radović nie uderzył z powietrza prosto w bramkarza gospodarzy, lecz dał nam remis 3:3 w końcówce meczu. Małe rzeczy, milimetry na bucie, a jakiż wpływ na kibicowskie postrzeganie boiskowych zdarzeń i kreślenie przyszłych perspektyw. Nie bez przyczyny piszę o tych głowach, to doprawdy zdumiewające, że Korona  w pewnym momencie sobotniego meczu zaczęła rozgrywać nas jak, nie przymierzając, juniorów. Spójrzmy na te nieszczęsne stałe fragmenty gry, przed którymi podobno drżeliśmy, otrzymując zresztą w pierwszej połowie mocny dowód na słuszność wszelkich obaw. Baliśmy się dośrodkowań tak bardzo, że zaczęliśmy wycofywać wszystko co się ruszało na przedpole bramki Kuciaka. Jednoosobowy mur ustawiony przy rzucie wolnym poprzedzającym bramkę na 3:2, dał Koronie sposobność na zaskoczenie nas szybkim rozegraniem, podobnie kilka minut później, gdy spanikowani kotłowaliśmy się we własnym polu bramkowym, piłka z rzutu rożnego powędrowała na linię pola karnego i gdyby uderzenie na bramkę Kuciaka było odrobinę bardziej precyzyjne, przegralibyśmy ten mecz nie jedną, a dwiema  bramkami. Podchodzili nas jak chcieli.

Zaangażowanie, koncentracja, staranność - to obowiązek w walce o mistrzostwo Polski. Pytanie tylko czy drużyna lepiej reaguje na wzmocnienie pozytywne, czy na negatywne? Sztab szkoleniowy musi to wyczuwać i odpowiednio reagować. Kazimierz Górski w swoich wspomnieniach "Pół wieku z piłką" pisał, jak potrafił zaskoczyć drużynę, chwaląc ją w przerwie przegrywanego meczu, czy ostro krytykując po meczu wygranym, próbując w ten sposób pobudzić zespół w zależności od trenerskiej oceny potrzeb w danej sytuacji. Tak czy owak, reakcja (jakakolwiek) na sobotnią porażkę być musi. 

Inna sprawa, że nie jesteśmy krótkodystansowcami, nie powinniśmy wystrzelać się mentalnie i fizycznie w pojedynczym meczu. Nie da się ukryć, że Korona grała z nami w sobotę, jakby, jak to się mówi, nażarła się świeżego mięsa. Taki wślizg jak Kuzery w Koseckiego pod koniec pierwszej połowy - noga uniesiona w powietrzu, korki, zahaczające kolano naszego skrzydłowego, wszystko obliczone na zatrzymanie przeciwnika no matter what, czy Korzym walący Astiza łokciem w szyję na początku drugiej odsłony, cóż, nie możemy podejmować rywalizacji na takim poziomie, nawet jeżeli w krótkiej perspektywie ma to nas kosztować jakiś remis czy porażkę. Korona za chwilę zacznie kopać się w czoło na sobie właściwym poziomie, my będziemy dziwić się, że Kijanskas, któremu 'babol' przydarzy się zapewne nie raz i nie dwa, wyleczył z gry w piłkę Danijela Ljuboję, ale na dłuższym dystansie wygrywają ci którzy chcą grać w piłkę,a nie w kości. A że raz na jakiś czas bywa tak, że przeciwnikowi wychodzi wszystko, a ty nic nie możesz na to poradzić? Ano bywa.

Pomijając kwestie determinacji (bądź brutalności, niepotrzebne skreślić), mecz z Koroną przypominał mi trochę początek rundy jesiennej w naszym wykonaniu. Nie zapominajmy, że tamtą rundę rozpoczęliśmy wcale nie efektownym 4:0 nad twardzielami z Kielc, lecz remisem w Lipawie. Cóż to był za smętny mecz! Przeciwnik bez dwóch zdań słabszy, ale wybiegany, uciążliwie siedzący nam na karku, w dodatku będący w stanie wbić nam dwie bramki, właśnie dwukrotnie kopiąc piłkę w stronę Kuciaka. Można było stawiać te same pytania o koncentrację, o motywację. A potem był jeszcze okropny mecz w Riedzie, gdzie rzutem na taśmę uratowaliśmy się przed porażką 0:2, czy mecz o superpuchar ze Śląskiem, nader w naszym wykonaniu mizerny.

Są przesłanki ku temu, by stwierdzić, że w  sobotę wydarzyło się  coś dość niepokojącego i źle wieszczącego na przyszłość, ale są też przesłanki, by wierzyć, że mecz taki jak ten z Koroną może przytrafić się każdemu, na każdym etapie dowolnych rozgrywek, a pewnym sprawom trzeba czasem po prostu pozwolić się toczyć własnym trybem - wtedy przyjdą i zwycięstwa, i punkty, i... może już nie zapeszajmy.

Nie przewiduję żadnej  rewolucji w drużynie Jana Urbana i nie dowierzam, żeby takowa była planowana. Oczywiście, mam nadzieję, że z Olimpią Grudziądz konsekwentnie zagramy zawodnikami, którzy rzadziej dostawali szansę w lidze, potem przyjdzie mecz z Bełchatowem, gdzie zmiany będą wymuszone kartkami. Ten mecz trzeba wygrać już bezwzględnie, inne rozstrzygnięcie nie wchodzi w grę. Miejmy jednak w pamięci jesienne męczarnie z Podbeskidziem, kiedy to, miażdżąc gości we wszelkich statystykach, byliśmy kilka minut od porażki, a spóźniony finisz mógłby nie przynieść rezultatu, gdybyśmy po pierwszej połowie przegrywali 0:2.

Mimo porażki z Koroną, myślę, że Jan Urban nie może rozkopywać wszystkiego i zabierać się za klecenie zespołu od nowa. Z różnych przyczyn nie wyobrażam sobie zupełnie nowej pary środkowych obrońców, nie widzę tej drużyny bez Ljuboi, nie sądzę, żeby na dobre odstawiony od składu miał być Vrdoljak, nie wyobrażam sobie takich decyzji, mimo iż uważam, że posiadanie w drużynie napastnika, który wypiera się bycia napastnikiem, czy środkowego pomocnika, który jest organicznie niezdolny do utrzymania się przy piłce, jest zjawiskiem złym. Ale... może zwyczajnie brak mi wyobraźni?

Dyskusja (34)
1poniedziałek, 25, luty 2013 13:29
AdamJ
Artykuł to typowe mięczakowate, by nie rzec pedalskie, męczenie buły, babskie kwękanie, użalanie się, że przeciwnikowi nie brakuje woli walki. Walki! Woli zwycięstwa "no matter what"! Tego w Legii nie ma.
Na początku artykułu autor rozmywa problem, pisząc o hipotetycznych milimetrach na bucie oraz koncentracji i zaangażowaniu. Potem następuje najohydniejsza kwintesencja podejścia autora, cały plugawy i parszywy akapit o tym, że Legii nie wolno podejmować walki. Innym wolno, ale Legii nie. Jak ja bym chciał, by w naszej grali takie zabijaki, jak Kuzera. Ostatnim był Piotr Bronowicki...
Ale wróćmy do tego parszywego akapitu... Istotnie, niepodejmowanie walki będzie kosztowało nas w krótkiej perspektywie straty punktów. Szkoda tylko, że autor nie poprowadził dalej swoich rozważań, że straty punktów będą nas kosztowały stratę mistrzostwa, ale przy podejściu autora to zrozumiałe.
I jakie ma znaczenie, że po meczu z nami Korona zacznie kopać się w czoło? Przecież w tej rundzie z nią już nie zagramy. Zagramy z Bełchatowem, Podbeskidziem, Górnikiem. W Pucharze Polski z Olimpią. Każda z tych drużyn zepnie się na nas, jak Korona. Bez ostrej i brutalnej (wybacz, o autorze, użycie tego słowa) nie mamy czego szukać. Liga mistrzów? Trzy mistrzostwa w pięciu latach? Może jeszcze pokój na Bliskim Wschodzie?
Ale wróćmy do artykułu. Z przerażeniem czytam, że w Legii nie będzie zmian (które autor dezawuuje nazywając je rewolucją). Naprawdę nie widać, że Żewłakow nie nadaje się do piłki zawodowej? Że wystawianie Ljuboi jako wysuniętego napastnika zeruje nasz atak? Że piłkarze mają grać za zasługi w poprzedniej rundzie?
Zgodzę się, że mecz z Bełchatowem "trzeba wygrać już bezwzględnie". Czy jest to wykonalne bez zmian w składzie? Pod artykułem "Wszystkie słabości" CTP napisał:
----
No, mamy podobno szeroką kadrę, z której można stworzyć 2 równorzędne 11-tki. Dla mnie sprawa jest dziecinnie prosta do załatwienia. Urban bierze płytę z tego meczu, analizuje, kto zawinił przy bramce nr 1, kto przy bramce nr 2 a kto przy trzeciej, wzywa tych delikwentów do siebie i mówi "Panowie, macie miesiąc wolnego. Jak wam się nie podoba, to idźcie do prezesa - ona wam to dosadniej wytłumaczy.". Tak się robi w normalnych klubach na zachodzie i najwyższy czas, żeby takie praktyki zaczęły obowiązywać u nas. Nie ma świętych krów.
----
Odpowiadam: u nas tak nie będzie. Na stoperze Żewłakow, na szpicy Ljuboja i jest to symboliczna klamra, którą zamykamy nasze marzenia o mistrzostwie.
2poniedziałek, 25, luty 2013 14:53
iocosus
AdamieJ jeżeli chcesz udowadniać swoją męskość to służę zrób to na moim przykładzie, ja od pedałów itd. byłem w necie wyzywany, ze mnie jest taki niekumaty cham, ale swojej osoby nie ukrywałem w necie, kto chciał to mógł niekumatego chuja iocosusa zobaczyć i na meczu z Wisłą wiosną 2010, przy okazji niedoszłej oprawy i podczas spotkania kibiców na Marszałkowskiej, zatem mam taką wielką do ciebie prośbę, spotkajmy się, wyświadcz mi tą przyjemność niech poznam prawdziwego mężczyznę AdamaJ.

Uprzedzam, żeby nie było nic zawoalowanego, mam przemożną chęć plunąć bydlakowi AdamowiJ prosto w jego parszywą, podłą gębę, no ale dzięki temu AdamJ swoją męskością będzie się mógł w pełni wykazać.
3poniedziałek, 25, luty 2013 15:05
Monrooe
@ AdamJ

Wiesz co, nie pierwszy raz mam niejaki problem z Twoim komentarzem, ale tym razem przeskoczyłeś samego siebie. Napisałeś taki tekst z którym nawet nie chce się polemizować. Bo i niby z czym? Argumentacji nie widzę żadnej, za to ataków na tekst/autora co niemiara. W dodatku ataków poniżej jakiejkolwiek dopuszczalnego poziomu dyskusji.

@ iocosus

Wybacz ale przyjmowanie podobnej retoryki nie pasuje Ci w żadnym calu. Jeśli macie jakieś zaszłe (z innych stron) problemy to rozwiązujcie je w innym miejscu i najlepiej czasie. Mniemam, że w takim samym stopniu nie interesują one mnie jak i uczestników tego blaga.
4poniedziałek, 25, luty 2013 15:07
Lasica
Ja bym się tym finem za bardzo nie przejmował. Lech ma też takiego Węgra z irokezem(Lovecsośtam Razz nie pamiętam nazwiska) który podobnie świetnie zaczął początek sezonu...w meczu z Ruchem, by systematycznie gasnąć. Grał teraz w ogóle?

Niestety w naszej Polskiej rzeczywistości tak już jest, że na nas się wszyscy spinają. Im większe mamy szanse na mistrza tym spinają się bardziej. Dziennikarze nam nie pomagają z tym FC Hollywood(SIC!)...dodatkowo podkręcając atmosferę. Trenerzy i piłkarze muszą o tym wiedzieć. Nikt przed naszym piłkarzem nie cofnie nogi albo to zrozumieją albo selavi mistrzostwo. Umiejętności nie wystarczą, nie w Legii.

Moim zdaniem rewolucja jest potrzebna, jak nie rewolucja to jakiś wstrząs chociaż. Skorża nie miał jaj by ją dokonać i poległ.

@iocosus

Czegoś nie rozumiem? Czytam post AdamaJ trzeci raz i nie widzę, żadnej aluzji do Ciebie? Skąd taka nerwowa reakcja?
5poniedziałek, 25, luty 2013 15:20
iocosus
Lasica, jeżeli czytam inwektywy skierowane nie do mnie, ale wyrażane w sposób moim zdaniem nie do przyjęcia i w retoryce, która nigdy na c-L nie miała miejsca, to po prostu emocjonalnie reaguję. Wszystko.

Za wyrażone emocje przepraszam wszystkich, oprócz tego, który je spowodował.
6poniedziałek, 25, luty 2013 15:21
Forever (L)
Lasica
To samo sobie o tym Finie i Węgrze myślałem pocieszając się Wink
Co do postu AdamaJ to pomijając pierwszy dość kontrowersyjny akapit nie widzę w nim jakiegoś przegięcia. Aczkolwiek Adamie jeśli chcesz dyskutować a nie tylko Trolować to na tej stronie pohamuj swoje pióro bo tu sporo osób o dużej wrażliwości pisze/czyta.
7poniedziałek, 25, luty 2013 15:25
Monrooe
Wracając do tekstu to obawiam się, że Gawin tym razem przesadził. Ja rozumiem wspólną wizję, podobne poglądy, zbieżny światopogląd (w tym akurat przypadku), ale ten tekst to ewidentna kradzież intelektualna. Wyrwanie żywcem myśli z mojej głowy powinno być w jaki tam sposób karalne i tyle.

Ja jednak nie dziwię się, że większość domaga się zmian. Niestety pozycja w lidze, transfery, rozbudziły u ludzi wielkie oczekiwania. Legia w oczach swoich kibiców urosła do roli hegemona nie rozgrywając żadnego spotkania. Oczekiwania były jasne, zwycięstwa, zwycięstwa, i jeszcze raz zwycięstwa, a tu taka wtopa. "Jakaś" tam marna Korona pokazała nam miejsce w szyku.

A przecież to nie tak. Prawda jest taka, że każdy zespół naszej ligi rozgrywając bardzo dobre spotkanie (a takie zagrała Korona) jest w stanie wygrać z dowolną inną drużyną Ekstraklasy. Stało się, zespól z Kielc był lepszy. Nie znaczy to jednak, że w kolejnym pojedynku sytuacji się powtórzy. Rację ma Garm pisząc, że w żadnym zespole nie zwalnia się bloku defensywnego po zawalonym (nawet ewidentnie) meczu. To taka dyscyplina sportu, że wpadki zaliczają najlepsi. A na koniec wygrywają Ci, którzy umieją wyciągnąć z nich wnioski. jak słusznie zauważył Lasica, ekipie Skorzy się to nie udało, ja mam nadzieję, że sztab Urbana da radę.
8poniedziałek, 25, luty 2013 16:31
Zbyszek
@Adam J.
Jeżeli nie odróżniasz kopania w piłkę od kopania po nogach to znaczy,że nigdy nie grałeś w piłeczkę,zabaweczkę ulubioną i siedziałeś w jakieś klatce w zoo skąd , nie wiadomo po co zostałeś wypuszczony. Nie pozdrawiam.
9poniedziałek, 25, luty 2013 16:56
anonimowy_legionista
Jak zmian nie będzie to i MP nie będzie. Regułą stało się hasło Legia Warszawa, skład jak nigdy, MP przegrane jak zawsze Very Happy
10poniedziałek, 25, luty 2013 17:58
Monrooe
@ anonimowy_legionista

Pomijając Twój nieco paniczny ton (takie odnoszę wrażenie) przyznaję Ci rację. Po takim meczu jak ten w Kielcach, jakieś zmiany muszą być. Jednak nie dostrzegam potrzeby aż tak drastycznych zmian jakie tu padały. Oczywiście błędy przesądziły o naszej porażce, popełnili te błędy konkretni ludzie, ale piłka nożna to gra błędów. dziś popełnia je ten, innym razem popełni je ktoś inny, a wszystkich zmienić się nie da. Skupiłbym się na zmianach tych których forma okazała się niewystarczająca do gry na odpowiednim poziomie. Konkrety? mam na myśli Vrdoljaka, zastanawiam się też nad Astizem. Jak dla mnie Ci piłkarze są jeszcze daleko od optymalnej formy, a tylko taka predysponuje ich do gry w Legii. Zobaczymy jutro jak wyglądają pozostali piłkarze z szerokiej kadry, wtedy będziemy nieco mądrzejsi.
11poniedziałek, 25, luty 2013 18:38
AdamJ
Artykuł zirytował mnie bardziej od samej porażki; jeżeli mój komentarz kogoś uraża, to proszę o wykasowanie z pierwszego akapitu słów pomiędzy "typowe" a "użalanie się". Istotnie nie pohamowałem się, ale szlag mnie trafia, gdy czytam usprawiedliwienia braku woli walki u legionistów.
W żadnym wypadku nie atakowałem autora, ale jego poglądy na ten temat.
W piłeczkę grywam i wiem, że w tym sporcie nie ma miejsca na odstawianie nogi, a braki techniczne można nadrobić wolą walki.
Pokój.
12poniedziałek, 25, luty 2013 20:21
CTP
@Monrooe
Ci "konkretni" ludzie popełniają błędy już od początku sezonu. To naprawdę nie był pierwszy mecz, w którym Żewłakow po prostu odpuszczał sobie akcję. Nie pierwszy mecz, w którym z Astiza przeciwnicy robili wiatrak. Nie pierwszy mecz, w którym Wawrzyniak krył na radar. No i na koniec, nie pierwszy mecz, w którym Vrdoljak bał się przekroczyć to kółko na środku boiska. Jestem zdania, że najwyższy czas zrobić porządek z tym towarzystwem bankietowym.
13poniedziałek, 25, luty 2013 21:20
Senator
@Adam J
Jest takie przysłowie - jak wlazłeś między wrony musisz krakać tak jak one. Proste banalnie. Teraz inaczej stan szlachecki do czegoś zobowiązuje Smile chcesz do niego zależeć? Jeśli tak to rownaj do elity Smile w innym przypadku nikt z tobą debaty prowadził nie będzie, a to w sumie chyba sens naszego pitolenia prawda? Teraz tak , nigdy nie lubiłem pytań typu co poeta, autor miał
na myśli. Wiadomo taki poeta narąbany pisze a później ywszyscy mają mieć jedną słuszną wizję tego co napisał. Dlatego ok twoja interpretacja jest taka, moja zupełnie inna. Widzę słowa które powinny pójść mocno w pięty naszym grajkom. Czytam i myślę że sir Gawin beszta ich z błotem za ten mecz tyle tylko to jest tak jak z tym pisaniem. Co ty nazywasz walką dla sir Gawina jest
chińską kopalnią. Tu zresztą widać najlepiej różnicę , ty piszesz dokładnie tak jak Widzisz piłkę i sir Gawin pisze dokładnie tak jak widzi piłkę. Przyznaj subtelna różnica jest Smile
14poniedziałek, 25, luty 2013 21:35
anonimowy_legionista
@Monrooe

Najpewniejszym Legijnym obrońcą do tej pory jest Suler, nie rozumiem na niego nagonki bo maczał ręce głównie w przegranym meczu z Jagiellonią.

Rumiany to wielokrotna recydywa, do czerwca nie powinien podnieść się z ławki, a w czerwcu powinien dostać kopa! Non stop gubi krycie. W dodatku tyle razy się powtarza, że mu potrzebna jest minimalna korekta taktyczna i tyle, a jest coraz gorzej . Oddać za darmo lub nawet dopłacić chętnemu!

Astiz - czy ktoś ma jeszcze wątpliwości dlaczego zastąpił go Komorowski? To jest poziom Segunda Division B!

Żewłak - stary, wolny, ale jeszcze czasami coś wyczyści choć nie zawsze, ławka jako team spirit do końca rundy. W lepszych ligach czasami też robił babole, czy wszyscy o tym zapomnieli?

Jędza - ni cholery nie przydatny w grze ofensywnej, tylko środek obrony. W meczu w Kielcach, charakterystycznie zagrał po swojemu piłka do Ljuboji i zamiast gonić w kierunku linii końcowej stoi i się przygląda - efekt strata.

Rzeźnik - dobrze, że kontuzjowany, wieczny talent, to nie jest poziom Legii! Wyzdrowieje też mu podziękować!

Na koniec zostawię sobie Vrdoljaka - pamiętając mit/legendę o Samsonie liczyłem na renesans jego formy. Zawsze lubił się pokopać, poszarpać, a teraz chyba bał się że mu włosy wyrwą. Od jesieni nic się nie zmieniło więc pa pa!

Panowie piłkarze niech się na mnie obrażą, ale za te pieniądze, które zarabiacie nie jesteście warci Legii i jej kibiców. Na waszych pozycjach serdecznie bym powitałbym Wasyla, Brozia, Lisowskiego, Magierę czy nawet Stevie Wonder'a .
15poniedziałek, 25, luty 2013 21:37
CTP
@Senator
Jeśli mam być szczery, to od nadmiaru lukru zazwyczaj robi się niedobrze. Wydawało mi się, że formuła tego forum zabrania jedynie używania słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Nie wiedziałem, natomiast, że niemile jest widziana tutaj również krytyka trenera i piłkarzy. Zauważyłem, że w strofowaniu dyskutantów, którzy zbytnio odważą się naruszyć klubowe świętości celuje Garm.
Nie chcę wypowiadać się za Adama ale ja zrozumiałem, że pisząc o walce chodzi mu przede wszystkim o to aby każdy piłkarz Legii przebiegł w meczu te 12 km. Nikt mi nie wmówi, że średnia z Kielc przekroczyła liczbę 10.
16poniedziałek, 25, luty 2013 21:47
Senator
*chamska kopanina to dla edytora w telefonie chińska kopalnia Smile sorki panowie.
17poniedziałek, 25, luty 2013 21:54
Senator
@ CTP

Nie chodzi kogo się krytykuje a jak. Tylko tyle. Naprawdę w tym tekście ja widzę miażdżącą krytykę gry naszych piłkarzy. Różnica dla mnie jest aż za nadto widoczna. Można krytykować grę piłkarzy tak jak to zrobił sir Gawin i można krytykować np. cały artykuł tak jak zrobił to AdamJ. Naprawdę nie widzisz, nie czujesz różnicy? Pasuje Ci Sposób wyrażania opinii jaki zastosował Iocosus? Daleko nas zaprowadzi taka wymiana myśli?
18poniedziałek, 25, luty 2013 21:59
anonimowy_legionista
Żeby nie być gołosłownym 8 maja 2012r. w nomen omen Rachunku sumienia napisałem Gdyby nie Kuciak King, liczbę straconych bramek należało by przemnożyć przez dwa. To niestety zakłamuje rzetelną ocenę obrońców. To samo było w czasach Muchy.

Pytanie czy coś się zmieniło od tej pory? ...a no tylko to, że Kuciak już tylu piłek nie wyciąga, a obrona gra jak grała!

@CTP

Jeśli mam być szczery, to od nadmiaru lukru zazwyczaj robi się niedobrze. ...

Dobrze to ująłeś za często szukamy usprawiedliwienia dla piłkarzy czy analogii w minionych doświadczeniach, a krytyka ludzi którzy proporcje zarobków do swoich umiejętności mają niewspółmierne jest nie na miejscu, dlaczego?
19poniedziałek, 25, luty 2013 21:59
CTP
@anonimowy_legionista
Ja muszę przyznać, że kompletnie nie rozumiem opierania naszej defensywy na Żewłaku i Astizie. I nie piszę tego w kontekście sobotniego meczu, tylko całego sezonu. Przecież w praktyce taka filozofia oznacza, że w czerwcu przed, mam nadzieję, ważnymi meczami w pucharach zostaniemy bez środka obrony. Nie jestem zwolennikiem Sulera ale, moim zdaniem, już od pierwszego meczu podstawowym obrońcą powinien być Jędza a któryś z tej dwójki jego partnerem. Trochę mi się nie podoba ta krótkowzroczność sztabu szkoleniowego. Bardzo nie podoba mi się też odstrzelenie Michalaka. Mamy teraz raptem 3 nominalnych środkowych obrońców.
20poniedziałek, 25, luty 2013 22:13
Garm
W ramach "strofowania" pozwolę sobie napisać, że słowa w rodzaju "dobrze, że kontuzjowany" uważam za najwyższej próby chamstwo. No, ale przecież tu rozmawiają kibice Legii, więc to "normalne", że podnieca ich opierdalanie swoich zamiast cieszenie się z ich ewentualnych sukcesów.
21poniedziałek, 25, luty 2013 22:14
Senator
@CTP
Pełna zgoda co do Jędzy, udowodnił niezbicie że w środku jest bardziej przydatny niż z boku i to do niego powinien być dobrany drugi, na dziś chyba jednak Żewłakow.
Sir Gawinie oczywistym jest że każda rewolucja swoje dzieci zjada i nikt o wymianie 10 chłopa nie pisze. W czym gorszy Furman od Ivicy albo w tym meczu Kucharz od Salinasa? Na to błoto byłby na bank bardziej przydatny.
Po co trzymać sflustrowanego Ljuboje jeśli na ławce siedzi chłop o którym Urban marzył od roku? . Była szansa dać wszystkim do zrozumienia że tym razem to możecie nas pocałować tam gdzie słońce nie dochodzi, a mamy co? głowy nabite czarnymi myślami tak że sam się zastanawiasz jaką motywację zastosować.
22poniedziałek, 25, luty 2013 22:42
anonimowy_legionista
@Garm

Masz rację akurat sformułowanie nieadekwatne i za bardzo emocjonalne, ale poziom Rzeźniczaka, jest niższy niż nieprzydatnego w grze ofensywnej Jędzy i powinienem to napisać.

Tylko pamiętaj jedną rzecz tu jest Legia Warszawa najlepszy klub w Polsce (tabela wszech-czasów na to wskazuje) i zawodnicy powinni zawsze dawać od siebie tyle ile Korzym w Koronie.
Piłkarz Legii nie może uważać się za świętą krowę, bo gra w Legii, bo więcej zarabia i etc. Musi to pokazać na boisku schodząc z niego z tarczą .
---------------------------------------------------------------------------------------------
Generalnie trener Urban powinien odcinać piłkarzy przed meczem dwa dni wcześniej - zamykać w hotelu, może to pomoże.

No i zmiana kapitana, obecnie tylko Radović zasługuje teraz na tą opaskę.
23poniedziałek, 25, luty 2013 22:48
Senator
Co do mojego ulubionego piłkarza Kuby Rzezniczaka to wiadomo że jak jest zakochany to nie w głowie mu piłka Smile Dobrze więc się stało że okres największego zauroczenia piękną panną przypadł na czas kontuzji Smile
24poniedziałek, 25, luty 2013 22:59
anonimowy_legionista
@Senator

Ja myślałem, że zasugerujesz, że w przypadku wpadki z PBB to trzeba wprowadzić kibicowską godzinę policyjną dla piłkarzy Wink

O podbojach Rzeźnika krążą legendy, nawet Zarzeczny w jednym ze swoich felietonów to poruszył no cóż ...
25poniedziałek, 25, luty 2013 23:16
Senator
Kuba to perfekcja w każdym calu. Przypomnę panom że jak nie był zakochany to miał sezony gdzie dostawał noty za każdy mecz które sytuowaly Go prawie zawsze w pierwszej trójce. Jak kocha to też na maxa. Troszki szkoda że nie umie tego pogodzić SmileSmileSmile
26wtorek, 26, luty 2013 06:42
anonimowy_legionista
Senatorze, kiedy to było? Ja już nie pamiętam. Kilka razy nieźle spisał się jako "zapchaj" dziura, ale na swojej nominalnej pozycji nie jest w stanie wygrać rywalizacji z Jędzą. Chłop w tym roku kończy 27 lat, nic nie wskazuje na to żeby odzyskał miejsce na prawej obronie (no chyba, że Jędza nie będzie grać, albo go przesuną).

W dodatku klasę zawodnika determinuje gra w reprezentacji kraju. W ciągu ostatnich trzech lat 2 mecze z Macedonią i Mołdawią o pietruchę, dwa razy po ~45minut, dla mnie już nie rokuje na przyszłość.
27wtorek, 26, luty 2013 08:02
Lasica
Szczerze mnie wkurzają takie gadki. Piłkarz to jest zawód jak każdy inny. W prywatnych firmach nikt się nie martwi tym czy pracownik się zakochał, czy ma gorszy dzień, czy się wyspał - trzeba robić i tyle.

Na tym polega zawodowstwo! Nie idzie mi w życiu prywatnym - trudno, na boisku skupiam się tylko na grze.
28wtorek, 26, luty 2013 09:23
CTP
Ja w temacie formy Rzeźniczaka mam nieco inną teorię. Moim zdaniem przyczyna tego spadku formy jest bardziej prozaiczna: on po prostu od ponad roku poważnie nie grał w piłkę. Najpierw była kontuzja, potem odstawienie od składu przez Skorżę, teraz znowu kontuzja. On nie jest z tych piłkarzy, którzy talent mają w głowie, tylko na dobrą grę musi zapracować na treningach, w meczach.
Zakochany? Pique też jest zakochany. I to w kim? W samej "łaka łaka". Wink Ale jakoś mu to nie przeszkadza. Smile Smile
29wtorek, 26, luty 2013 12:20
gawin76
Też wydaje mi się, że amory Rzeźniczaka nie mają nic do rzeczy Wink

Żeby osiągnąć dawny poziom, Kuba musiałby po prostu grać, grać regularnie, grać na jednej pozycji. Bez tego staje się tylko uniwersalnym wyrobnikiem. Jasne, tacy też są potrzebni nawet w najlepszych klubach, u nas jak najbardziej też, ale niedawne podchody pod Brozia zdają się świadczyć o tym, że perspektywy dla Rzeźniczaka nie są już u nas najlepsze. Przecież są w podobnym (tym samym?) wieku, jeżeli przymierzaliśmy się do zainwestowania kasy w Brozia, który 'młody i obiecujący' już nie jest, mając na miejscu Rzeźniczaka, to dla Kuby i fanów jego talentu (pozdro Senatrze Wink) raczej kiepska wiadomość.
30wtorek, 26, luty 2013 12:55
Monrooe
Ja mam prośbę, rozumiem fakt, iż możemy mieć inne zdania, inne wizje odnośnie formy czy przydatności różnego rodzaju zawodników. Wyrażajmy te opinie, argumentujmy i wyrażajmy swoje wątpliwości. Ale proszę starajmy trzymać się faktów, wymyślanie lub jak kto woli "modelowanie" wydarzeń mających poprać tą czy inna tezę nie ma większego sensu. Wypacza sens prowadzenie jakiejkolwiek dyskusji i uniemożliwia realna wymianę argumentów.

Weźmy choćby to stwierdzenie o Pique, jego uczuciach, oraz o rzekomym braku wpływu tychże na jego formę piłkarską. Błagam, cofnijmy się o kilka miesięcy wstecz, prasa Hiszpańska (a Katalońska w szczególności) aż huczała od informacji mających wytłumaczyć fatalną postawę tego obrońcy. Prawie wszystkie wiązały ten fakt właśnie z owym związkiem. Ba, wielu tak zwanych fachowców twierdzi, że obrońca Barcelony do dziś nie prezentuje formy i koncentracji sprzed związku z Shakirą. Czy to prawda czy nie, nie mnie to rozstrzygać, ale starajmy się unikać tak wątpliwych argumentów.

Oczywiście sprawa Pique - Shakira - Rzeźniczak mają się nijak do formy tego ostatniego. Lasica ma pełną rację, relacje rodzinne nie powinny mieć aż takiego wpływu na formę, zawodowego bądź co bądź piłkarza. Niestety mają i to nie tylko u nas, ale na całym świecie. Chcemy tego czy nie piłkarze to nie maszyny, mają swoje uczucia i radzą sobie z nimi dokładnie tak samo jak i my (lub nie radzą).

Jednakże moim zdaniem nie serce jest problemem Rzeźniczaka, a szmat czasu bez futbolówki jaki zaliczył Kuba. Niestety dla takiego sobie piłkarza (a takim jest niestety Rzeźniczak) to zabójcza dawka. Po takim okresie to On musi się uczyć grać od nowa. Ja jednak bardzo żałuję, że obecnie odniósł tą kontuzję, to jest moim zdaniem moment w którym mógłby dostać swoją szansę na pół sezonu. Na koniec sezonu może być mu bardzo ciężko wrócić.
31wtorek, 26, luty 2013 14:45
Lasica
Panowie oczywiście, że piłkarze mają prawo do uczuć. Oczywiście, że nie są maszynami. Tylko wkurzają mnie te wieczne usprawiedliwienia. Uczucia, presja, nieprzystosowanie, słaba psychika...ileż można?

To nie są ludzie wyjątkowi. To są tylko ludzie kopiący piłkę. Tak, z kopaniem piłki związany jest wysiłek fizyczny, stres, presja, migracja zarobkowa, tak jak z górnictwem związana jest praca pod ziemią i codzienne brudzenie rąk.

Jak się ktoś nie nadaje do kopania piłki z wszystkimi konsekwencjami które za tym idą to nie szukajmy dla niego na siłę usprawiedliwienia.
32wtorek, 26, luty 2013 15:12
Monrooe
@ anonimowy_legionista

Powiem tak, ocena naszych defensorów jest miażdżąca. Właściwie to nie mam powodów się z nią nie zgadzać. Ale… tylko pod warunkiem, że przyjąłeś magiczne kryteria piłkarskie marsa. Sorry stary, ale my gramy w Polsce, kraju który plasuje się w szóstej dziesiątce światowego futbolu. Piłkarze w tym kraju mają wady i jeszcze długo je mieć będą. Osobiście nienawidzę gry Wawrzynika, jego krycia na radar, problemów ze zwrotnością (ciągłe „wyebywanie się” – jak to pięknie ujął), kłopotów z utrzymaniem linii. Jednak zdaję sobie sprawę, że to wciąż najlepszy lewy defensor w tym kraju. Zresztą sam spójrz na własne propozycje (jak rozumiem to są najlepsi) Magiera, Lisowski to mają być gracze którzy nas zbawią? Wybacz, ale już za pół roku napiszesz o nich to samo co obecnie o Rumianym.

Wystarczy pół roku „na świeczniku” i felery każdego z polskich piłkarzy wyjdą na światło dzienne, a my, kibice, znów będziemy pomstować i żądać natychmiastowej wymiany. Dlatego nigdy nie poprę apelu o natychmiastową wymianę całego bloku defensywnego, nie wymienimy ich na lepszych, tylko na innych. Lepszy po prostu nie ma, a jeśli wydaje nam się, że są to… wystarczą trzy mecze ich obecnej drużyny obejrzane z odpowiednią uwagą i rzekomi kandydaci znikną jak sen jaki złoty. Takie są realia naszego futbolu, chcemy je zmieniać?ok, ale ten proces niestety trwa.
Nie załatwimy tego zmieniając kilka nazwisk w zespole, potrzebne są głębsze rozwiązania systemowe.
33wtorek, 26, luty 2013 21:27
anonimowy_legionista
@Monrooe
Ale… tylko pod warunkiem, że przyjąłeś magiczne kryteria piłkarskie marsa.

Czyli co? Mamy czekać na MP kolejny rok, dwa, czy, cztery ... przyjąłem kryteria jakie powinny obowiązywać drużynę lepszą od reszty ślimaków.
Zresztą z taką grą tej formacji celujemy na 3-4 miejsce na koniec sezonu, a cały trud pomocników i napastników pójdzie na marne.
Dla innych klubów to sukces, ale jak od 20 lat, bujamy się między drugim, a 5 miejscem z przerwą na 4 MP to szlak mnie trafia, ile lat można być drugim czy trzecim?
34środa, 27, luty 2013 11:29
Monrooe
@ anonimowy_legionista

Ja chce tylko pokazać, że w tej chwili na lepszych nas nie stać. Pragnę też abyś zauważył, że Ci którzy są u nas należą do najlepszych w kraju. To, że my widzimy ich błędy, podczas gdy wydaje nam się, że inni ich nie popełniają, bardziej jest spowodowane faktem, że tamtych nie obserwujemy na co dzień. Dlatego utrzymuję, że jak przyjdą tamci to... "za chwilę" napiszemy o nich to samo co w tej chwili o naszych.

Pozwól, że posłużę się przykładem. W Polce po meczu z Urugwajem panowało wielkie poruszenie jak to Luis Suarez wgniótł w ziemię chwalonego do tego momentu (za mecz z Anglią?) Glika. Od tego czasu nasze narodowe postrzeganie obrońcy Torino zmieniło się bardzo. Zaczęły się pytania o zasadność gry w reprezentacji tego piłkarza. A Włosi? wzruszyli ramionami, wiedząc, że jeszcze nie raz nawiną tego chłopaka w ten sposób. Co jednak nie oznacza, że to zły zawodnik. Koszmarny błąd jaki popełnił kilka tygodni później w meczu ligowym też nie zmieniły jego postrzegania, u nas.... było by już polowanie na czarownice.

My potrzebujemy ofiar. Zapominając często, że gra defensywna to nie jeden czy dwóch zawodników, a często błędy tychże są pochodną babola jaki strzelamy poprzez ustawienie (lub jego brak) całego zespołu. Ale faktem jest, że najczęściej dostaje się naszym strażakom starającym się naprawić fatalną postawę drużyny. Dlatego mnie bardziej martwi nieumiejętne podejście do gry defensywnej całej ekipy przebywającej na boisku niż babole poszczególnych graczy. Jestem tez pewien, że jak nie oni to następni będą popełniali podobne "wykroczenia"

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1