- Kategoria: Trybuna komentatorów
- gawin76
Rozniecić żar
Trudno zdefiniować oczekiwania wobec Legii przed startem sezonu 2026/27. Ambicje, sentymenty, kibicowska wiara i optymizm zderzają się z chłodną oceną sytuacji, z faktami, które muszą niepokoić i nakazywać ostrożność wobec losów Legii w nadchodzących rozgrywkach.
Nasze nadzieje pokładamy głównie w potwierdzonej fachowości trenera Marka Papszuna i w jedynej korzyści wynikającej z braku Legii w europejskich pucharach – uniknięciu ścieżki zdrowia, jaką są dla pucharowiczów szalone letnie miesiące z dwoma meczami tygodniowo.
Znaków zapytania jest znacznie więcej. Legia ma za sobą fatalny sezon, z rundą jesienną, w trakcie której naszą drużynę bił każdy kto chciał. Runda wiosenna była zdecydowanie lepsza, ale jednak nie na tyle, by odrobić straty do ligowej czołówki. Widmo spadku było najzupełniej realne jeszcze kilka kolejek przed końcem rozgrywek, a jakość gry Legii pozostawiała wiele do życzenia. W dodatku trudno wszystko to uznać za niewyjaśnioną zagadkę, dzieło przypadku i efekt nadzwyczajnego zbiegu nietypowych okoliczności. Wystarczy przypomnieć nasze dyskusje przed poprzednimi sezonami, by wiedzieć, że zeszłoroczna Legia pikowała nie z poziomu ligowego potentata, a drużyny, która od kilku lat frustrowała swoich kibiców, nie będąc w stanie realnie włączyć się do walki o mistrzostwo kraju. W składzie Legii na sezon 2026/27 jest zbyt wielu zawodników, którzy mają na koncie regularne oglądanie pleców ligowych rywali, by można było spać spokojnie. Jak być optymistą, skoro drużyna, która tak katastrofalnie zaprezentowała się w minionych rozgrywkach, została jeszcze osłabiona? Jak wierzyć w progres tej drużyny, skoro z klubowych gabinetów płynie przekaz, że nie ma co liczyć na wzmocnienie zespołu, ponieważ nie pozwala na to sytuacja finansowa?
Świadomie zacząłem kibicować Legii w połowie lat osiemdziesiątych, to już ponad czterdzieści lat temu, i nie jest mi łatwo przywołać z pamięci trafną analogię do obecnego stanu rzeczy. Bywały rzecz jasna okresy, które wspominam źle lub bardzo źle (np. lata 1998 – 2001 czy 2008 – 2010), ale tak dramatyczne rundy jak w latach 2021 i 2025, czyli na przestrzeni zaledwie czterech lat? Jest chyba różnica między zawiedzionymi oczekiwaniami a całkowitą degrengoladą? Oczywiście, był sezon 1991/92, który mógł zakończyć się spadkiem. Jednak spadkiem się nie zakończył, a tuż potem w Legii pojawił się Janusz Wójcik. Dziś to nazwisko w świecie polskiej piłki budzi ambiwalentne skojarzenia i wspomnienia, ale wtedy Wójcik w Legii to była wielka wiadomość i gwarancja tego, że Legia wraca do gry o trofea. Był rozpad ligomistrzowej Legii po porażce z Widzewem na koniec sezonu 1995/96, ale drużyna odpowiedziała na to heroiczną postawą w rundzie jesiennej sezonu 1996/97. Potem klub przejął koncern Daewoo i już nikt nie mówił o upadku, jakkolwiek wyniki sportowe okazały się rozczarowujące. Były lata oglądania pleców Wisły, były sezony z wielopunktową stratą do klubu sponsorowanego przez Bogusława Cupiała, ale na Łazienkowskiej nigdy nie było wewnętrznej zgody na taki stan rzeczy. Były dwa sezony, kiedy hegemonię Wisły udało się przełamać i nigdy nie doszło do tak haniebnie jednostronnego meczu, jak ten, który Legia rozegrała wiosną 2026 roku w Poznaniu.
Znakiem rozpoznawczym Legii od zawsze były wielkie ambicje, tu liczyło się tylko mistrzostwo Polski i dobra gra w europejskich pucharach, to były cele niezmienne, nienaruszalne, kto tego nie rozumiał, ten powinien trzymać się z dala od Legii, czy to piłkarz, czy trener, czy dyrektor. Nawet kiedy realizacja tych celów zawodziła, a były przecież długie lata, kiedy zawodziła, one pozostawały niezmienne. Zawsze był kolejny sezon, kolejne zbrojenia, kolejne nadzieje i przeświadczenie, uparte i niereformowalne, że tym razem już na pewno się uda. Legia to zawsze był żar, ogień, spór, kłótnie, pretensje, oczekiwania, euforia i duma, skrajne opinie i emocje, aż do przesady. Taka to nasza tożsamość i historia, taką legijną rzeczywistość wykreowaliśmy także my, kibice.
Tymczasem teraz? Teraz ten żar słabnie, niepostrzeżenie wygasa. Z sezonu na sezon nasz klub zsuwa się ze schodów, stopień po stopniu. Legia przyzwyczaiła nas do porażek, do swojej postępującej bylejakości – i to jest czymś zupełnie nowym, tego nie było nawet w tych chmurnych epizodach przywołanych wyżej.
Co sezon komentujemy sekwencję błędów kumulujących się na poziomie strategicznym i wykonawczym, przepalanie pieniędzy na niepojętą skalę, przemianę klubu sportowego w korporację, w której poboczne projekty nie wspierają w prawidłowy sposób rozwoju projektu głównego. Mamy za sobą dekadę, którą rozpoczął awans do Ligi Mistrzów, a zakończyła rozpaczliwa walka o utrzymanie. Patrzymy na skład Legii i widzimy nijakość, widzimy niewytłumaczalne braki w obsadzie pozycji, widzimy zespół pełen siermiężności, wykastrowany z gwiazd, a przecież Legia zawsze miała wyrazistych liderów, jeszcze od czasów Dziekanowskiego, Koseckiego i Kowalczyka.
Gdzie są winni? Otóż winnych brak. Nikt tu tak naprawdę nie wie co się stało, co się nadal dzieje, gdzie i kiedy to wszystko nam uciekło, nikt nie ma sobie nic konkretnego do zarzucenia. I to jest chyba najgorsze.
Powolnego staczania się Legii w przeciętność dowodzi fakt, że przed nami sezon, w którym brak Legii w gronie drużyn walczących o mistrzostwo kraju nie będzie żadną niespodzianką. Ten sezon jest niewiadomą. Legia, żeby trwale zagościć w czołówce, musi punktować na poziomie z wiosny, ale i grać mniej defensywnie, bardziej uniwersalnie, strzelać więcej bramek. Czy mając do dyspozycji takich piłkarzy jakich ma, Marek Papszun będzie w stanie wykonać krok naprzód?
Jak każdy kibic z krwi i kości nie mogę się doczekać pierwszego meczu i chciałbym wierzyć, że sezon 2026/27 będzie stanowił reset, odbicie od dna, początek czegoś nowego. Że Legia przestanie być przystanią dla wszelkiej maści nieudaczników, którzy wspólnym wysiłkiem niemal zdegradowali ten klub z Ekstraklasy. Że trener Papszun pozostanie kapitanem tego okrętu przez wiele lat, że wytyczy kierunek, który będzie skuteczny i konsekwentnie realizowany. Że nasi piłkarze pokażą ambicję i sportową złość, że wykrystalizuje się dobrze zorganizowany, charakterny zespół, który w każdym meczu będzie grał o zwycięstwo.
Ale czy będę zaskoczony, jeżeli nic z tego się nie ziści? Czy ktokolwiek może być zaskoczony? Nie. I właśnie dlatego Legia gra nie tylko o punkty i pozycję w tabeli, gra również, może nawet przede wszystkim, o odzyskanie kibicowskiego zaufania.


Ja od dawna wolę, gdy Legia nie gra niż gdy gra, a przerwy między rundami to mój ulubiony czas. Gdy jest sezon, to jest zero radości. Jedynie stres i nerwy.
“Gdzie są winni? Otóż winnych brak. Nikt tu tak naprawdę nie wie co się stało, co się nadal dzieje, gdzie i kiedy to wszystko nam uciekło, nikt nie ma sobie nic konkretnego do zarzucenia. I to jest chyba najgorsze.”
Ten akapit chyba w tonie prześmiewczym. Powinien funkcjonować jako podsumowanie wypowiedzi (i braku wypowiedzi) sterników naszego klubu. Tak to odbieram.
Powiem tak - aby na takim poczuciu martwoty i braku ekscytacji się skończyło. Bo wyobrażam sobie gorsze scenariusze. I oby nam było dane do następnego sezonu ekstraklasowego przystępować również bez braku żaru. Bo w tym wypadku chyba najważniejsze jest to, że to jednak ciągle sezon w Ekstraklasie.
Marek Papszun to rzeczywiście największy, lub wręcz jedyny atut sportowy Legii obecnie. Boję się, co będzie, gdy nadejdzie jakaś zła seria, a nie ma chyba trenera, który przed czymś takim potrafił ustrzec drużynę. W Rakowie np. zdarzały mu się okresy marazmu, z których ostatecznie wyprowadzał swój zespół. Ale u nas jest bardziej nerwowo i chwiejnie. Boję się, że, gdy coś takiego zdarzy się w Legii, włodarzom i komentatorom może zabraknąć rozsądku. I nawet ludzie, którzy dzisiaj go chwalą, stwierdzą, że te 30 punktów w 16 wiosennych meczach 2026 to nic takiego, że “z takim składem każdy by tyle zdobył”. A prawda jest taka, że lepszego od Papszuna teraz nie znajdziemy. I tylko losowi / Bogu / opatrzności (niepotrzebne skreślić) dziękować, że go mamy.
O laurach i trofeach możemy zapomnieć. Walka idzie o to, aby nie było gorzej. Jak to Albiceleste trafnie napisał w wątku ‘Sukcesja’, teraz jest jeszcze moment, gdy właściciel może sprzedać klub. Za jakiś czas będzie tak, że będzie musiał sprzedać klub. I to będzie oznaczać dużo gorsze położenie Legii. Więc, niech sprzedaje póki może stawiać warunki. O to idzie walka w tym sezonie.
Nasze atuty, obok osoby trenera? Zgranie, stabilizacja, brak udziału w pucharach, których Legia ostatnio z występami ligowymi nie potrafiła dobrze łączyć.
‘Jak być optymistą, skoro drużyna, która tak katastrofalnie zaprezentowała się w minionych rozgrywkach, została jeszcze osłabiona?’ Zgadza się, została osłabiona. Ale kadra została też trochę posprzątana. Nie to, że upatruję w tym źródła optymizmu, ale czynnik sprzyjający owszem.
‘Jak wierzyć w progres tej drużyny, skoro z klubowych gabinetów płynie przekaz, że nie ma co liczyć na wzmocnienie zespołu, ponieważ nie pozwala na to sytuacja finansowa?’ Ważne, aby nie mylić transferów ze wzmocnieniami. Legia ostatnimi czasy przeprowadzała transfery, owszem, ale niewielka część tych transferów okazała się wzmacnianiem drużyny. Więc, tyle dobrego, że tyle złych decyzji ile było rok temu, tym razem nie będzie. To może oddziaływać dobrze na konsolidację i stabilność. Czasem mam wrażenie, że w obecnej Legii dzieje się znacznie gorzej, gdy są pieniądze niż wówczas, gdy ich nie ma.
Z personaliów, nie wierzę w wielki comeback Viangre'a. Liczę, że Łukasz Zjawiński będzie Rafałem Adamskim - bis.
Zła seria i nerwowa reakcja góry na taką sytuację to jedno niebezpieczeństwo, drugie to frustracja samego Papszuna. On się póki co zachowuje i wypowiada nadzwyczaj spokojnie, ale nie da się ukryć, że w Rakowie spełniano każde jego transferowe życzenie, co zrobi, jeżeli w jakimś momencie dojdzie do wniosku, że tutaj nie ma dobrych warunków do rozwoju, nie ma szans na realizację jego ambicji?
I w ogóle pokładanie takich nadziei w trenerze, w sytuacji gdy od czasu Skorży żaden facet nie wytrwał tu na ławce przez dwa pełne sezony?
nie wierzę w wielki comeback Viangre'a. Liczę, że Łukasz Zjawiński będzie Rafałem Adamskim - bis.
Ja z kolei myślę, że zdrowy i zmotywowany Vinagre byłby dla nas bardzo cenny, pytanie tylko jak z tym jego zdrowiem i poziomem motywacji.
Liczę też na rozwój Żewłakowa, chciałbym żeby dostawał więcej szans jako jedna z fałszywych dziesiątek gdybyśmy mieli grać 3-4-3. On ma w sobie to coś, tylko że musi grać, musi robić liczby, czas już na to, bez tego będzie z niego kolejny przeciętny ligowiec.
Zatem moim zdaniem optymistycznego lub naiwnego jak kto woli profety, zakończymy sezon na pudle, na dodatek z PP!!! Nie wierzę w reaktywację Milety Rajovica, ale sądzę że Papszun ma rację twierdząc, że posiadając słabszych piłkarzy tworzymy obecnie silniejszy zespół.
W ogóle nie pamiętam kiedy kibicowskie nadzieje sprowadzały się tak bardzo do osoby trenera i w zasadzie tylko z nim się wiązały i od niego byłyby uzależnione.
Mam tak samo i w pełni przynależę do wyznawców "In Papszun We Trust" ba mogę robić za kapłana tej wiary, chociaż futbolowa "papszunologia" już tak bardzo do mnie nie przemawia, pragmatyzm oparty na doświadczeniu nie jest tym co bym lubił najbardziej, ale ... na dziś, gdy na wirtuozów nas nie stać, to pozostaje zrobić jak najlepiej zgrany kolektyw, zdyscyplinowany taktycznie i optymalnie przygotowany fizycznie, zdeterminowany i walczący ... a do tego trener Marek Papszun wydaje się stworzony i na tym wszak zbudował swój zawodowy szacunek i renomę.
Tak sobie dumam, gdybyśmy w tej chwili zamiast Papszuna jako trenera posiadali Vuko, Stokowca, Myśliwca, Ojrzyńskiego lub dowolnego innego polskiego trenera, to jakiegokolwiek optymizmu w warszawskich kibicowskich szeregach próżno by było szukać. No, z Adrianem Siemieńcem łączyłbym nadzieje, ale to na przestrzeni kilku lat, a nie w perspektywie najbliższego sezonu. O zagranicznym szkoleniowcu nie wspominam, ponieważ na takiego z nazwiskiem i z osiągnieciami nas nie stać, a na tych z tym pierwszym, ale bez tego drugiego mocno sie przejechaliśmy ostatnio.
Tak w ogóle, to cały czas mam nadzieję, że pieniądze lubią ciszę i że Mioduski poszukuje "współinwestora" lub "dokapitalizowania" klubu, obojetnie jak taki skrót myślowy nazwać. Chciałbym "nowego otwarcia" z wyprostowaniem finansów oraz z wyraźnym postawieniem na szkolenie i Akademię. Marek Papszun to rozwiązanie taktyczne na rok, góra dwa ... w dłuższej perspektywie, w strategii rozwojowej to bez "nowego impulsu" to z optymisty zamieniam się w pesymistę.