A+ A A-

Ból tworzenia?

tren7Mówią, że sukces rodzi się w bólach. Mam nadzieję, że akurat ta jedna ze znanych mi mądrości ludowych sprawdzi się w stu procentach. Jak dotychczas zespół prowadzony przez trenera Urbana, a raczej jego dotychczasowa postawa w niedawno rozpoczętej rundzie wiosennej nie napawa zbytnim optymizmem i takie „przepowiednie” dają nadzieję na lepsze jutro. Było, nie było, wszelakim wróżbom trzeba jednak dopomóc, dlatego zwycięstwo odniesione w Bielsko Białej, było bardzo potrzebne i to zarówno nam kibicom, ale i piłkarzom na co dzień grającym na stadionie przy Łazienkowskiej 3.

Oczywiście triumf nad przedostatnią drużyną w lidze wielkiej chluby nie przynosi, niemniej jednak jest to mały krok, niech będzie, że kroczek w dobrą stronę. Nie ma co ukrywać, Legia Warszawa nie weszła najlepiej w rundę rewanżową. A raczej na tyle źle, że w obecnej chwili nawet nie ma sensu wymienianie kolejnych niedociągnięć z jakimi borykają się piłkarze lidera Ekstraklasy. Ogólnie rzecz ujmując, jak na razie do poprawy jest prawie wszystko. W efekcie czego, sezon mający przynieść nam upragnione mistrzostwo niebezpiecznie zaczął przypominać jeden z naszych najgorszych koszmarów, ten przeżyty niecały rok temu. Dlatego zastrzyk optymizmu, po długo oczekiwanym zwycięstwie bardzo się nam przyda. Szczególnie, że w meczu z Podbeskidziem dało się zaobserwować pewne symptomy poprawy w nieciekawej jak dotąd postawie „wojskowych”. To w zestawieniu z pozytywnym wynikiem daje nam nadzieję, że jesteśmy świadkami ponownych narodzin zespołu. Drużyny obserwowanej jesienią, której piłkarze wyglądali na pewnych swoich umiejętności, wręcz przekonanych o tym, że są w stanie wyjść zwycięsko z każdej opresji. Niestety gdzieś pomiędzy ostatnim w zeszłej rundzie, a pierwszym tej wiosny gwizdkiem sędziego to przekonanie gdzieś się zgubiło. W Bielsku Białej tej pewności nadal jeszcze nie było, ale zwycięstwo nad miejscowymi to pierwszy krok w kierunku odzyskania tej jakże ważnej dla zawodników cechy.

Pozytywem, rozbudzającym kibicowskie nadzieje jest wyraźnie zwyżkująca forma kilku ważnych zawodników naszej jedenastki. Doskonale moim zdaniem zaprezentował się Miroslav Radović, momentami nieźle wyglądał Kuba Kosecki, w środku pola dzielił i rządził Daniel Łukasik, tyły zaś zabezpieczał nad wyraz solidny Artur Jędrzejczyk. Wygląda więc na to, że wreszcie krystalizuje się kręgosłup zespołu. Gdy dodamy do tego bardzo solidnego w legijnej bramce Dusana Kuciaka zdaje się, że trener Urban wreszcie będzie miał na czym oprzeć grę swojej drużyny. To świetna wiadomość, podobnie zresztą jak dość niespodziewana postawa naszego nowego prawego obrońcy - Bartek Bereszyński zagrał jak na ekstraklasowe warunki bardzo dobre spotkanie. W defensywie silny, zdecydowany, trudny do przejścia, poza kilkoma, zrozumiałymi jeszcze (ilość gier na tej pozycji) błędami wyglądał naprawdę obiecująco. A gdy dodamy do tego świetne wejścia ofensywne, okraszone naprawdę dobrymi dośrodkowaniami, to mamy pełen obraz gry tego jakże obiecującego skrajnego obrońcy. Jedyny problem jaki w tej chwili dostrzegam w grze tego młodziana to… Danijel Ljuboja, który swoim ciągłym schodzeniem do prawej strony zbyt często blokuje prawy kanał boiska, uniemożliwiając tym wykorzystanie Bartkowi swojej szybkości i stworzenie przewagi w tej strefie placu gry. Wielkim plusem tak obiecującego debiutu „Beresia” na prawej flance defensywy jest „uwolnienie” Jędrzejczyka, którego bardzo potrzebujemy na środku naszej formacji obronnej. A to dlatego, że tu na przedpolu strzeżonym przez Kuciaka, popełniamy mnóstwo błędów, które co gorsza mają bezpośrednie przełożenie na osiągane przez nas wyniki. Nie będę ukrywał, że bardzo liczę na coraz lepiej prezentującego się Artura, bardzo bym też chciał zobaczyć go w duecie z Tomaszem Jodłowcem. Para silnych, szybkich i zdecydowanych defensorów to coś, czego bardzo w Legii potrzebujemy.

Nie oszukujmy się, oglądanie większych części spotkania w Bielsku Białej bolało, tak po prostu. Niezliczone błędy, niedokładne podania, mnóstwo straconych piłek, zdecydowanie to co widzieliśmy nie było zespołem o którym można napisać jako o aspirującym do miana najlepszego w kraju. Mam jednak nadzieję, że był to ból tworzenia, którego przeżycie było konieczne, aby móc wznieść się na kolejny poziom. Na szczęście ten mecz, pomimo swoich niedostatków dostarczył nam powodów do optymizmu, dzięki którym będzie nam łatwiej patrzeć w przyszłość ligowej rywalizacji. Można powiedzieć, że po niemożebnych męczarniach z Bełchatowem, kiedy to kręciliśmy się w środku pola, nie stwarzając większego zagrożenia pod polem karnym rywali, wreszcie oddaliśmy tyle strzałów, że nie wygranie tego spotkania oznaczałoby raczej wielkiego pecha, niż w pełni zasłużoną stratę punktów. Oczywiście nie wszystkie te uderzenia warte były miana zagrożenia dla goalkeepera gospodarzy, ale jestem pewien, że kilka z nich przyprawiło Richarda Zajaca i jego defensorów o palpitację serca. Niewiele brakowało, aby te oddane przez Jędzę (kto by pomyślał, że tak potrafi), Sagana, Kosy (świetny strzał zza linii pola karnego) , czy choćby Dvaliszviliego znalazły drogę do bramki strzeżonej przez ichniego Słowaka. Jeśli poprawimy grę w defensywie (obowiązkowo) jednocześnie utrzymując taką liczbę groźnych ataków, to w kolejnych meczach nie powinniśmy drżeć o wynik do ostatniej minuty. Mam nadzieję, że zaczniemy już w piątek, od meczu z zabrzańskim Górnikiem.

Dyskusja (4)
1środa, 13, marzec 2013 12:43
YonX
Jędza zdecydowanie lepiej prezentuje się jako stoper, generalnie grając na prawej obronie wygląda, że się męczy w ataku. Co było szczególnie widać w pierwszej połowie z Olimpią Grudziądz. Bereszyński to jak dla mnie objawienie - oczywiście nie defensywne, bo w Bielsku jeszcze sporo prostych błędów mu się przydarzyło ale wreszcie jest ktoś, kto umie dośrodkować z prawej strony a ostatni raz kogoś takiego w Legii widziałem jakieś 10 lat temu. Oby mu tylko Warszawa do głowy nie uderzyła.
Boli mnie trochę brak rozwoju Koseckiego jeśli chodzi o grę w defensywie - czasem daje się ogrywać jak małe dziecko a czasem przygląda się z boku co Wawrzyniak z Astizem wymyślą.
2środa, 13, marzec 2013 13:19
gawin76
Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że Legia będzie się rozpędzała i grała coraz lepiej. W tym upatruję szansy na 'zrobienie różnicy' w stosunku do poprzedniego sezonu, wtedy w kluczowym momencie zawiesiliśmy się jak zapchany softem stary Windows, teraz takiego rozwoju wypadków zdecydowanie nie przewiduję.

Takie przeświadczenie można oprzeć na doświadczeniach z jesieni, poniekąd z poprzedniego pobytu Janka Urbana przy Łazienkowskiej, natomiast nie ukrywam, że ten ślamazarny start to w kontekście walki o mistrzostwo spory problem. Spodziewałem się, że będziemy uciekać Lechowi od początku, tymczasem to oni odrobili dwa punkty.

Generalnie pełna zgoda z Monrooe co do uwag taktycznych dotyczących naszej gry, zwłaszcza jeżeli chodzi o Rado, 'Jędzę' i 'Miłka'.

Natomiast istotna jest kwestia drugiego środkowego pomocnika (jak na siebie, bardzo kiepsko póki co klepiemy od tyłu w linii pomocy, a już tragicznie wyglądał mecz z Bełchatowem, w którym zabrakło Łukasika) oraz wkomponowania do składu Dwaliszwilego ('Lado' grywający ogony to nie jest wzmocnienie warte stu tysięcy miesięcznie). Troszkę inaczej wyobrażałem sobie tę wiosenną Legię. No ale - runda jeszcze młoda.
3środa, 13, marzec 2013 13:58
Moros
Co do naszego rozpędzania się i grania coraz lepiej to oczywiście, jak każdy kibic żyję taką nadzieją, ale obaw mam mimo wszystko sporo. Osobiście nie widzę, póki co, żadnych przesłanek aby w przyszłość patrzeć jakoś spokojniej, a start tylko spotęgował strach, że poprzedni sezon to nie było maksimum naszych kompromitacji.

Mecz z Podbeskidziem tak naprawdę niczego nie udowodnił i nie wyjaśnił, bo graliśmy z zespołem, który jest praktycznie pewnym spadkowiczem. Tym bardziej martwi, że mimo naszej ogólnej przewagi i zasłużonego zwycięstwa, byli w grze praktycznie do końca meczu i co gorsza w 90 minucie mogli nam wszystko zepsuć. Ten mecz powinien być rozstrzygnięty o wiele szybciej. Pozytywy oczywiście w tym meczu były, choćby Bereszyński czy Radović, czy też ogólnie lepsza gra w ofensywie w porównaniu do meczów wcześniejszych. Jednak czy trend zostanie zachowany to już inna sprawa. Mnie cały czas straszy widmo poprzedniej rundy, gdzie po wygranej ze Śląskiem też wydawało się, że idzie ku dobremu,a jak było dalej dobrze wszyscy wiemy.Najbardziej przeraził mnie mecz z Bełchatowem bo z nim wróciły wszystkie koszmary "późnego skorżyzmu" czy poprzednich rund wiosennych pod wodzą Jana Urbana.

No ale tak jak napisałem na początku, nadzieje że tym razem się uda jest. Jak zauważył gawin, runda jeszcze młoda i oby w czerwcu można było powiedzieć, że to były złe miłego początki.
4środa, 13, marzec 2013 14:58
Senator
Cieszy mnie optymizm zarówno przewielebnego Monrooe jaki sir Gawina. Pytanie tylko jakie mają ku temu przesłanki? Historyczne? e tam wszystko tylko nie te. Tu Legia jest wprost idealna do pokazania, jak można spaprać to czego teoretycznie spaprać się nie da. Trener daje gwarancje ,że będzie tylko lepiej? Teza nie do obronienia kiedy przypomnimy sobie jak kończył pierwszy sezon u nas czy jak dawał sobie radę u Miedziowych. Dokonaliśmy takich transferowych wzmocnień ,że taki Lubo sam nam wygra niejeden mecz? Przypominam więc niedawny artykuł JJ, przypominam też, że jak dotąd to Dwaliszwili jest zmiennikiem Sagana, Brzyski nie gra a Bereszyński niby chwalony ale wszyscy jednak podkreślają ile to nauki przed nim. Teraz dochodzi sprawa ewentualnego braku przedłużenia umów z wszystkimi tymi którzy trzęsą szatnią czyli możliwa powtórka z dobrze nam pamiętanego sezonu gdzie nie zakwalifikowaliśmy się nawet do pucharu pocieszenia. Może mamy styl i górujemy myślą taktyczną i ogólnie nad pozostałymi? Jeśli ktoś tak myślał to mecze czy z GKS-em czy Olimpią Grudziądz myśli te skutecznie wybiły. Jeśli stanie przeciw nam drużyna wybiegana, dobrze przygotowana kondycyjnie ( Olimpia do czasu kiedy miała siły była nie gorsza niż każdy inny ligowy zespół) i mentalnie nastawiona na walkę każdy wynik jest możliwy, taka jest rzeczywistość.
Oczywiście nie jest tak ,że wszystko jest do d.. i tego mistrzostwa nie wygramy. Ja już dziś napisałbym ,że wygramy gdyby nie jeden jedyny zespól czyli Lech. Przy ich farcie i jednak możliwościach jest to jedyna drużyna która może nam pokrzyżować plany. Cała reszta jest tak słaba ,że o mistrzostwie nie myślą a o Lidze Europy tym bardziej. Zdają sobie sprawę z własnej słabości i taki udział w LE to tylko dla nich dodatkowe koszty. Tak jak lubię Janka Urbana jako człowieka tam co raz bardziej drążą mnie myśli, że trenersko to On mojej kochanej Legii do przodu nie popycha ( dobrze ,że czasy grypserki minęły bo dostałbym za to ostanie słowo ) Smile

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1