- Kategoria: Trybuna komentatorów
- iocosus
Dekalog
Primo - jeśli nie zdobędziemy w tym roku mistrzostwa to w dużej mierze przez Redaktora Naczelnego czarnej-eLki - gawina76! Przed obecnym cyklem rozgrywek, latem zeszłego roku był chłodnym sceptykiem i raczej pesymistą, efekt - Legia triumfatorem jesieni, obecnie emanuje optymizmem - efekt ... ??? Jeżeli przegramy ten sezon, to w połowie przez gawina76 z powodów powyższych, a w 50% przez kierownika drużyny, Martę Ostrowską z przyczyn wiadomych.
Secundo - do tej pory, futbolową "wiosną" zaliczyliśmy przegraną, remis i zwycięstwo, jaki będzie "trynd" zadecyduje piątkowy mecz z Górnikiem, wygramy to nadzieja, wiara i miłość w niezłomnych chłopaków z czarną elką na sercu, zostanie podtrzymana i utwierdzona, wtopimy - rozgoryczenia, rozczarowania, zwątpienia w kibicowskich szeregach nie uda się powstrzymać, start rundy rewanżowej zostanie określony blamażem, piłkarze staną się pijakami, leniami, obibokami i napalonymi hazardzistami, a trener ignorantem i nieudacznikiem.
Tertio - w piątek każdy wynik jest możliwy, wygraną, remis lub porażkę można obstawiać po 33%. Legia potencjałem piłkarskim nie przewyższa Górnika tak zdecydowanie, żeby była pewniakiem w konfrontacji z Jeleniem, Nakoulmą, Olkowskim, Kwiekiem, Danchem, Skorupskim, jeżeli bedą mieli "swój dzień", mogą się skutecznie przeciwstawić i nawet dobra dyspozycja legionistów może okazać się niewystarczająca. Według subiektywnej oceny, na dziesięć meczów obecna Legia z obecnym Górnikiem z pięć by wygrała, dwa zremisowała i ze trzy przegrała. Nie można wykluczyć, że jeden z tych trzech, nastąpi właśnie w piątek, ale gdyby nawet, to wynik potyczki z zabrzanami nie powinien stanowić podstawy, ani do euforii, zwodniczego zadufania w przypadku zdecydowanej wygranej, ani do emocjonalnej histerii i frustrującego złorzeczącego zawodzenia gdyby nadarzyła się wtopa.
Quatro - piątkowy wynik, jakikolwiek by nie był o niczym nie zadecyduje, oprócz nastrojów, jeżeli nastąpi pozytywne rozstrzygnięcie, to będą dwa tygodnie spokojnej pracy w celu podtrzymania pozytywnego "tryndu", jeżeli padnie rezultat negatywny, ten sam okres trzeba będzie wydajnie i sumiennie poświęcić na odwrócenie "tryndu". Nawet w przypadku przegranej, los mistrzostwa cały czas będzie zależny tylko i wyłącznie od legionistów, wygrana też nie spowoduje utraty szans przez innych.
Quinto - jest wątpliwe by w Ekstraklasie objawił się hegemon potrafiący zdominować ligę pasmem seryjnych zwycięstw. Żadna ekipa nie przewyższa innych w takim stopniu, żeby takie założenie obecnie uprawdopodobnić. Rok 2008 gdy Wisła zdobywała tytuł tylko z jedną porażką na koncie już z pewnością się nie powtórzy. Do zdobycia tytułu w ostatnich latach wystarczało:
rok 2008 - 77 pkt. Wisły, 24 zw. 5 rem. 1 por.
rok 2009 - 64 pkt. Wisły, 19 zw. 7 rem. 4 por.
rok 2010 - 65 pkt Lecha, 19 zw. 8 rem. 3 por.
rok 2011 - 56 pkt. Wisły, 17 zw. 5 rem. 8 por.
rok 2012 - 56 pkt Śląska, 17 zw. 5 rem. 8 por.
Obecny bilans Legii to:
18 meczów - 37 pkt. 11 zw. 4 rem. 3 por.
To zestawienie nie służy do kalkulacji przez piłkarzy, szukania wymówek w przypadku porażek, remisów, ale niech będzie dla nas kibiców refleksją, że jakaś kolejna wtopa nie musi od razu oznaczać kataklizmu i zaprzepaszczenia szans na zdobycie mistrzostwa, tym samym zanegowanie wartości całego zespołu i trenera.
Sexto - jeżeli nawet forma drużyny, dyspozycja, jej wyniki nie będą nastrajały optymistycznie na globalne, syntetyczne oceny przyjdzie jeszcze pora. Na wieszanie na szubienicy lub na stawianie pomników nadejdzie czas.
Septimo - gdyby piłkarzy można by było wiosną zahipnotyzować, to "pożądanym" efektem takiego zabiegu powinna być czasowa utrata pamięci. O tym, że są uczestnikami wyścigu po mistrzostwo powinni zapomnieć. Liczy się tylko najbliższe spotkanie, a w nim od niektórych należy wymagać poświecenia i determinacji jakby to była walka na śmierć i życie, a od innych, żeby się tylko skupili, skoncentrowali i żeby gra w piłkę sprawiała im satysfakcję, nic innego nie jest ważne.
Octavo - habemus papam. Na Ł3 panuje Boguś I, zwierzchnictwo administracyjne nie dziwi bo nadane lege artis, ale rząd dusz jakim zdaje się obejmować kibicowską społeczność już napawa zdumieniem. A jednak największy błąd i obawa, gdyby administracyjny namiestnik w swą wielkość uwierzył. Dla jednych to co chwalebne, dla innych może być irytujące, a im bardziej takie uczucia będą tłumione, z tym większą energią eksplodują w nadarzającym się momencie. Jakiś "dymek" na trybunach wymykający się spod kontroli, a skutkujący restrykcjami i wobec klubu i wobec kibiców, a świetlany Prezes Bogusław zostanie odsądzony od czci i wiary, jedni przypiszą mu naiwność w spolegliwym normowaniu stosunków z kibicami, drudzy skwapliwie wypomną korporacyjne okupacyjne nadanie. I od jednych i od drugich dostanie po głowie, gloria i chwała pękną jak bańka mydlana. Jedni i drudzy sekciarze są obecni, zapomnieć o nich to nieroztropność. Prawdopodobieństwo omawianego przypadku zwiększy się wielokrotnie, przy braku satysfakcjonujących wyników sportowych. Niech Prezio Bogusław pamięta że rozwaga z emocjami przegrywa i niech na kopniaki w pośladki z każdej strony będzie przygotowany.
Nono - credo Jana Urbana:
Decimo - w odróżnieniu od redaktora naczelnego czarnej-eLki pozostaję pesymistą! ![]()


- "piątkowy wynik, jakikolwiek by nie był o niczym nie zadecyduje, "
Tu się muszę nie zgodzić, uważam, że piątkowy wynik może mieć duże znaczenie. Oczywiście nie dla układu w tabeli, ale w dla psychiki zawodników. Jestem przekonany o tym, że po słabym stracie do rundy rewanżowej naszym piłkarzom zajrzało w oczy widmo zeszłego sezonu. W umysłach zalęgła się obawa przed powtórką sprzed roku. Ewentualne zwycięstwo pozwoli odgonić czyhające demony umysłu. Za to Górnikom może wybić z głowy ich wielkie nadzieje i to ich wpędzić w otchłań rozpaczy. A strach jest straszliwym doradcą, pod jego wpływem ani głowa, ani nogi nie pracują tak jak powinny. Rok temu doświadczyliśmy tego wszyscy, piłkarze, trenerzy i zgromadzeni na trybunach kibice.
Nie sądzę, aby piłkarzom Górnika zajrzało w oczy jakiekolwiek widmo. Z tego prostego powodu, że ten zespół w obecnym sezonie w ogóle nie walczy o MP. O mistrzostwo dla Górnika, to walczą głównie śląscy dziennikarze w stylu Czado a klub w dalszym ciągu boryka się z poważnymi problemami finansowymi i najlepsza dla nich lokata, to okolice 4-5 miejsca. Z końcem tego sezonu najprawdopodobniej do Wisły odejdzie Nawałka i pewnie zabierze ze sobą kilku piłkarzy. Ja myślę, że ten ich falstart, to nie jest żaden przypadek, tylko ich normalny poziom gry.
W ogóle dziwi mnie to zaklinanie rzeczywistości przez kibiców Legii. Realia są takie, że aby zdobyć MP, Legia musi w pozostałych 12 kolejkach ustrzelić ok. 20 pkt, które da nam np. 6 wygranych i 2 remisy. Przy czym w tych wygranych musi być zwycięstwo nad Lechem na Ł3. Biorąc pod uwagę średnią, która aktualnie wynosi ok. 2 pkt. na mecz, to jest to jak najbardziej do osiągnięcia.
Zapamiętajcie sobie: polską piłką rządzi przypadek a w przypadku przypadków jedyną rozsądną miarą jest zwykła statystyka.
Jakkolwiek podpisuję się 'obiema ręcyma'
Świadomość końcowego celu jest również istotna. Koncentrowanie się 'jedynie na najbliższym meczu' brzmi jak dobrze kojarząca się małyszowa mantra, ale w piłce nie da się skupić potencjału treningowego i mentalnego na wysepkach meczowych. Zbyt łatwo można doprowadzić do rozprężenia po zwycięstwie, jak obserwowaliśmy to w zeszłym roku po meczach z Ruchem (i tym ligowym, i pucharowym). Rytm, rutyna i schematy przed psychologicznymi trickami.
PS Z felietonu wnoszę, że jeżeli dziś wtopią to chyba zamienimy się miejscami na tych optymistyczno-defetystycznych pozycjach
@ CTP
Rzecz w tym, że w zeszłym roku też wszystko było statystycznie jak najbardziej do osiągnięcia, tylko zamiast 6 zwycięstw i 2 remisów, nagle pojawiło się 6 remisów i 2 zwycięstwa
Ale zwróć uwagę, że nam w zeszłym sezonie zabrakło raptem jednego zwycięstwa. Można powiedzieć, że biorąc pod uwagę tamte osiągnięcia zespołu Skorży było to w granicach błędu statystycznego. Zespół Urbana ma o wiele lepsze statystyki i powtórka zeszłego sezonu już wykroczyłaby poza rachunek prawdopodobieństwa. Wystarczy nawet popatrzeć na zdobycze punktowe - teraz mamy o 4 pkt więcej niż przed rokiem, czyli dokładnie tyle, ile nam w zeszłym roku na koniec zabrakło.
Fakt. Z tym że ja za największy problem tamtej wiosny uważam fakt, że w ogóle dopuściliśmy do tego, że o wszystkim zadecydowało jedno zwycięstwo, jeden mecz, 'błąd statystyczny', że nagle okazało się, że o wszystko albo nic musimy grać na stadionie w Gdańsku. Gdybyśmy wygrali wcześniej z Polonią i Bełchatowem, pewnie skończylibyśmy sezon z kilkupunktową przewagą nad resztą (wiem, teza wygodna, bo już nie do sprawdzenia
Monrooe pozwolę sobie na stwierdzenie, ze jednak się mimo wszystko zgadzamy
Wyjaśnię sprzeczności. Napisałem że wynik meczu będzie miał wpływ na nastrój, a zatem jeżeli twierdzisz, że osłabi lub wzmocni morale drużyny albo naszej, albo górniczej, to ja takiego faktu nie zaneguję, chociaż chciałbym, żeby w odniesieniu do legionistów maksymalnie go ograniczyć, niezależnie od wyniku.
Co do Górnika to zgadzam się z CTP, nawet jak umoczą z nami, to tragedii u nich raczej nie będzie, tak jak Śląsk rok temu, który został przez nas „odstrzelony” ale później i tak wznosił chóralne śpiewy, górnicy będą świętować jeżeli znajdą się na ligowym pudle, a w tym porażka dziś, nie musi im przeszkodzić, gdyby z nami wygrali, tzw. wiatr w żagle dostaną, morale wzrośnie.
Co innego u nas, wygrana to spełnienie obowiązku, a przegrana ... stałaby się traumą, która będzie rzutowała na cały początek rewanżowej rundy. Gdyby wtopili, litości i w mediach i na forach kibicowskich nie będzie, morale klapnie, poleci na łeb, na szyję, a ja uważam, że przy jakimkolwiek negatywnym wyniku, to w sobotę rano trzeba będzie o nim zapomnieć, owszem w pełni przeanalizować, wyciągnąć wnioski, ale tylko po to by zmaksymalizować przygotowania do kolejnej potyczki za trzy punkty.
„Wzrostu morale”, wbrew pozorom to ja się również obawiam,
Lekiem na to uważam, że jest właśnie wytyczanie celów bieżących, na nich się skupianie, będą myśleć o mistrzostwie, to ten strach, że ponownie może się nie udać, przy najmniejszym potknięciu może się spotęgować, pętać wówczas nogi.
@ Gawin
Pal diabli Małysza, moje wymagania spełnia takie podejście:
„- Problemem Legii jest to, aby każdy mecz postrzegać jako możliwość zdobycia trzech punktów. Punkty z Lechem, Wisłą czy Śląskiem są takie same jak w spotkaniu z Podbeskidziem czy GKS-em - mówi w rozmowie z Legia.Net obrońca i kapitan zespołu Michał Żewłakow. - Nie trzeba w jakiś szczególny, lepszy sposób przygotowywać się do meczu z Wisłą niż do rywalizacji z Bełchatowem. My musimy w sobie wyrobić powtarzalność, stałość. Jest mecz, a my mamy wygrać i sięgnąć po trzy punkty.”
A gdybyś Gawinie dziś wieczorem, odpukać w niemalowane drewno, przeistoczył się w ponownego pesymistę, to wtedy dla mnie w tej potencjalnej zgryzocie, by to było właśnie ‘światełko w tunelu’, że mimo wszystko i na przekór, i mimo naszego pesymizmu ten sezon jakoś pozytywnie się jednak zakończy!
Wpływ „głowy”, przykład nastawienia decydujący o obliczu boiskowych wydarzeń mieliśmy w na szczęście w małym wymiarze, w Bielsku, strzeliliśmy bramkę i zamiast konsekwentnie grać swoje, zaczęła się wkradać „elektryka”. Inicjatywa z naszej strony, pewność zagrań gdzieś się ulotniły, dobrze że na krótko, ale tego się właśnie obawiam, w potencjalnej końcówce sezonu, nad czymś takim trzeba zapanować.
Bo odstawił.Tylko ułomności ludzkie a zwłaszcza pazerność pozaboiskowa nie pozwala nam/im/być sobą,a nie tylko marionetką mamony.Pozdrawiam.