- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Nic nowego
Z dużej chmury mały deszcz - tak najkrócej można byłoby podsumować derby stolicy. Po remisie 0:0 z Polonią Legia utrzymała prowadzenie w tabeli oraz pięciopunktową przewagę nad lokalnym rywalem, ale dyspozycja podopiecznych Macieja Skorży nie mogła usatysfakcjonować rekordowo licznej publiczności, która zawitała dzisiejszego wieczoru na Łazienkowską.
Wydaje się, że widowisko zafundowane widzom przez aktorów dzisiejszego spektaklu może śmiało pretendować do miana najnudniejszego derbowego spotkania rozegranego w Warszawie w ostatnich latach. Zabrakło bramek, zabrakło płynnych akcji, tempa, nie było celnych strzałów, nie dało uświadczyć się ani krzty kreatywności czy pomysłowości - duży zawód i jednocześnie przytyk w stronę poważnych kandydatów do zdobycia tytułu mistrza Polski w sezonie 2011/12.
Większość kibiców Legii bez zmrużenia oka wybaczyłaby jednak swoim ulubieńcom koszmarny futbol zademonstrowany dzisiejszego wieczoru, gdyby tylko ilość trafień w 'sieci' przeciwnika była w końcowym rozrachunku oznaczona cyfrą inną niż zero. Niestety, tym razem się nie udało. Dlaczego?
Odpowiedź jest banalnie prosta - dlatego, że Legia z wiosny, mimo kilku personalnych roszad dokonanych zimą, to nadal dokładnie ta sama drużyna, którą oglądaliśmy jesienią.
Drużyna naprawdę dobra, grająca uporządkowany futbol, nie mająca problemów z organizacją gry, trudna do 'ugryzienia', wyraźnie dominująca nad przeciwnikiem pod względem posiadania piłki. Niestety ta drużyna miała - i ma nadal - słabość polegającą braku koncepcji rozwiązania ataku pozycyjnego przy defensywnie usposobionym rywalu.
Nie jesteśmy w stanie przydusić przeciwnika agresywnym pressingiem, gonić go po całym boisku, męczyć na jego połowie ponawianymi raz za razem dynamicznymi atakami. My stosunkowo łatwo odbieramy mu piłkę na trzydziestym lub czterdziestym metrze od naszej bramki, wykorzystując nieuniknioną przewagę liczebną, a także doświadczenie i umiejętności obrońców. Spokojnie wyprowadzamy futbolówkę z obrony do pomocy, spokojnie wymieniamy podania w środkowej strefie boiska, spokojnie zastanawiamy się, co zrobić, żeby rozmontować zasieki, które wyrastają nam na drodze. Wszystko spokojnie, spokojnie - za spokojnie. I za wolno. Podyktowane bezsilnością długie piłki w stronę Danijela Ljuboji również są nam doskonale znane. Coś się z tego wszystkiego 'urodzi' albo i nie.
Dziś się nie urodziło.
Polonia nie popełniła błędu, nie opuściła gardy, nie odsłoniła szczęki. Byliśmy bezradni - jak zdarzało nam się już dość często wobec takiego rozwoju boiskowych wydarzeń.
Cóż, z naszego punktu widzenia jeden punkt to w obecnej sytuacji nie koniec świata. Może nie zrobiliśmy absolutnie wszystkiego, żeby zdobyć komplet punktów, ale... to ewidentnie nie był nasz dzień. Bywa.
Co natomiast chciała dziś osiągnąć Polonia, o co właściwie gra w tej lidze, kiedy zamierza odrobić do nas pięć punktów (czy w ogóle zamierza?) - na podstawie dzisiejszego meczu niełatwo o jednoznaczne odpowiedzi.
Na oddzielny akapit zasługuje Nacho Novo. Doprawdy nieczęsto zdarza się widzieć tak katastrofalną zmianę i zawodnika, który traci piłkę w praktycznie każdej sytuacji, wdaje się w nieudane dryblingi, psuje w zalążku kilka akcji swojej drużyny, a jednak aż dwukrotnie okoliczności wypychają go ku roli bohatera meczu - niestety on w obu tych przypadkach również fatalnie zawodzi.
Wypada mieć nadzieję, że nasz zimowy nabytek zda sobie dzięki dzisiejszej lekcji sprawę z faktu, że polska liga to jednak nieco bardziej wymagające miejsce do gry w piłkę, niż prawdopodobnie wydawać by się mogło z perspektywy Glasgow lub Gijon. Bez odpowiedniego przygotowania motorycznego, bez należytej koncentracji, nie da się tu niczego osiągnąć.
Oby sportowa złość i podrażniona ambicja Hiszpana przyniosły nam pozytywne efekty w kolejnych meczach.


W każdym bądź razie zgadzam się z Gawinem, wnioski po tym meczu nie są zbyt optymistyczne. Prawdopodobnie do końca sezonu będziemy oglądać takie widowiska. Czy to wystarczy na MP? Może...
Jeżeli chodzi o Ljuboję to sprawa istotnie jest skomplikowana.
W Polsce gra się twardo, gra się siłowo, tymczasem on - raczej technik niż atleta, trzydzieści parę lat na karku, bez prawidłowo przepracowanego okresu przygotowawczego. A gra wszystkie mecze. Mało tego że gra, jest centralnym punktem zespołu, jego wodzem na boisku.
Ljuboja stał się w grze Legii i w funkcjonowaniu tej drużyny tak ważny, że trener obawia się sprawdzić co by było gdyby...
A może po prostu pamięta co było przed Ljuboją
W każdym razie doszło do tego, że sam czekam na jakąś wymuszoną pauzę Ljuboji (niech będą kartki) żeby zobaczyć jak wyglądałaby Legia przy inaczej rozłożonych akcentach w ataku.
To jest fantastyczny zawodnik, problem w tym, że chyba za dużo w ofensywnej grze Legii spoczywa na jego barkach.
Natomiast, co do nas, potwierdziło się, że systemy nie grają. Nie wyszłiśmy trójką defensywnych pomocników, a i tak była "kaszanka" w ofensywie. O finezji nie było nawet można myśleć, pół biedy, o dokładnym rozegraniu również. W moim osądzie ignoranta, wydaje się, że "laik" Senator ma rację, mamy dołek z fizyczną formą, drużyna była dobrze przygotowana na wejście w sezon, teraz ma lekką zadyszkę, chociaż taki Kucharczyk nie prezentuje się źle pod tym względem, ale Gol proszący o zmianę w okolicach 70 minuty zdaje się potwierdzać senatorską tezę.
Niestety gramy cały czas tak samo, nie pozwalamy na wiele przeciwnikowi, chyba, że ma kogoś takiego jak "Prezes" Nakolouma w swoich szeregach, ale przejście do zorganizowanego ataku nastręcza nam ogromne problemy. Liczą się indywidualne akcje, Ljuboji, Wolskiego jeżeli nie są efektywni, stajemy się bezzębnym tygrysem.
Dlaczego nie potrafimy stłamsić przeciwnika, pressingiem odebrać mu piłkę, w jego strefie obronnej zmusićdo błędu, udało się raz ze Śląskiem w pierwszej minucie, jest chyba obawa, że wysokie podejście pod rywala, da mu okazję właśnie do kontry, chyba też właśnie fizycznie nie czujemy się jako drużyna optymalnie, żeby aktywnej, agresywnej grze podołać. Oprócz tego, Ljuboja, Rado, Wolski mistrzami odbioru nie są, wieksze walory posiadają w kreowaniu akcji, niż w ich przerywaniu, gdy skuteczność indywidualnych zagrań zawodzi, rodzi się problem.
Niestety tak jak Polonia wydaje się, że będzie grał i Bełchatów, tu Ameryki nikt nie odkryje. Podwójna garda i liczenie na szczęście w szybkim kontrataku. O ile jednak ten derbowy remis można odżałować, to kolejny mecz trzeba koniecznie wygrać.
Na co mozna liczyć? Być może fizyczny dołek zacznie mijać, złapanie drugiego oddechu jest niezbędne, no i i truizm, dopracowanie stałych fragmentów tu musi być ich urozmaicenie, taki strzał jak we Wrocławiu, nie będzie się Ljuboji przytrafiał w kazdym spotkaniu, niech strzela, bo nogę ma ułożoną świetnie, ale aż się prosi, żeby w tym elemencie przeciwnika zaskoczyć.
Nacho Novo mógł mieć wejście smoka, dwa razy miał ku temu okazję, zawiódł, póki co Skorża ma prawo mówić, że odejście Rybusa powoduje ewidentne osłabienie siły ofensywnej drużyny.
"sam czekam na jakąś wymuszoną pauzę Ljuboji (niech będą kartki) żeby zobaczyć jak wyglądałaby Legia przy inaczej rozłożonych akcentach w ataku. " - szansą na to jest Puchar Polski, rewanż z Gryfem najlepszym poligonem doświadczalnym.
Meczu z Gryfem nie możemy uważać za poważny sprawdzian. Nawet gdyby we wtorek do składu wskoczył Hubnik i strzelił 15 bramek, w żaden sposób nie wpłynie to na przebieg meczu z Bełchatowem.
Chodziło mi raczej o sytuację taką, w której Blanco i Novo wchodzą w sprawdzony i dobrze funkcjonujący układ, w którym brakuje tylko Ljuboji, więc siłą rzeczy zespół musi szukać innych wariantów prowadzenia gry ofensywnej.
Nie zgadzam się. Moim zdaniem Legia jest w tym momencie drużyną słabszą. We wczorajszym meczu bardzo brakowało każdego z trzech sprzedanych w lutym zawodników - Rybusa z jego grą na skrzydle i ciągiem na bramkę; Borysiuka z jego rozciągającą obronę groźbą strzału z dystansu i precyzyjnymi przerzutami; wreszcie Komorowskiego z jego znacznie aktywniejszym od Astiza włączaniem się w akcje ofensywne, szczególnie w końcówkach meczów, w których ciśniemy rywala.
Jeśli dodać do tego Radovicia, który stracił większość przygotowań i nadal jest daleki od choćby sensownej formy fizycznej, grającego wyraźnie gorzej niż na jesieni Żyro czy niewkomponowanych jeszcze w zespół Novo i Blanco, efektem jest ta właśnie nasza "bezzębność". Przy czym bezzębność z ekipą Zielińskiego nie jest jakąś tam wielką katastrofą, bo oni w grze negatywnej są naprawdę najlepsi w lidze - jesienią udowodnili to choćby zwycięstwami w Chorzowie czy Krakowie.
Nadal gramy z żelazną konsekwencją w grze obronnej. To oraz mniejsze lub większe niedostatki każdego praktycznie rywala to solidna podstawa do walki o mistrzostwo.
Samo sedno. Podoba mi się gra obecnej Legii do pola karnego przeciwnika. Dalej zamiast szybkiego rozegrania zaczynają się piłkarskie popisy. Holowanie piłki i niepotrzebne dryblingi w sytuacjach gdy szybkie podanie może stworzyć poważne zagrożenie pod bramką przeciwnika. Niestety obecnie kilku zawodników jest w nienajlepszej formie. Mam tez wrażenie, że rywalizacja w liniach ofensywnych, wyzwala egoistyczne zachowania na boisku, kosztem gry zespołowej. To co mi przeszkadza to brak postępu. Drużyna we wszystkich wiosennych meczach zagrała podobnie. Z tymi samymi mankamentami.
- "Podoba mi się gra obecnej Legii do pola karnego przeciwnika."
Mam dokładnie te same odczucia. Wczoraj kilkukrotnie "wściekałem" się na brak koncentracji przy tym ostatnim (bądź kluczowym) podaniu. Zawsze zabrakło 5, 10, 15 centymetrów i było by sam na sam lub "tylko nogę dostawić". A to trafiło w nogę obrońcy, a to w głowę kolegi, zawsze coś o "milimetry" nie tak.
Prawda jest jednak taka, że wczoraj jeśli ktokolwiek mógł ten mecz wygrać to była to Legia. Polonia jeśli nawet wziąć po uwagę fakt, iż przyjechała na Łazienkowską ewidentnie po 1 punkt to nie potrafiła stworzyć nic co przypominało by akcję zagrażającą bramce Kuciaka. Jeśli tak będziemy grali z wielkimi tej ligi (nie oszukujmy się Polonia to w tej chwili jeden z najpoważniejszych kandydatów do "korony") a wygrywali ze średniakami i maluczkimi to ja jestem spokojny o końcową tabelę.
Zgadzam się też z Garmem, że Legia to w tej chwili słabszy zespół niż jesienią. Nie wiem czemu lekceważymy (my wszyscy kibice)brak w składzie Rybusa, brak formy (kiepściutko to wczoraj wyglądało) Radovicia. Wczorajszy mecz udowodnił, że Nacho Novo ma ogromne problemy z wyczuciem piłki, z techniką użytkową. Natomiast mecze w których gra Blanco pokazują jak bardzo nie potrafi się On porozumieć z resztą drużyny. Jeśli mam wybierać między nim a Ljubo to ten wybór jest prosty.
Samego Ljuboję też oceniamy jakby zapominając o jego kłopotach zdrowotnych i braku przygotowania, ale co gorsza zapominamy o tym, że "wyrwano" mu dwa "zęby trzonowe" w postaci "Ryby" i Rado. Wczoraj bardzo było widać jak "odstaje" Miro od Danjiela, jak często nie nadąża za pomysłami doświadczonego Serba. Dotychczas był zawsze pod ręką. Teraz na szczęście to miejsce zajął w jakimś stopniu Wolski ale... to jeszcze nie to. (to też trochę odpowiedź na pytanie Ali-ego)
Co Do Wolskiego to wczorajszy mecz pokazał temu chłopakowi, że czasem warto spuścić głowę i posłuchać doświadczonych ekspertów. Jeśli mówią Oni, że trzeba popracować nad masą bo jest ona potrzeba do tego by móc w pełni cieszyć się techniką to warto przemyśleć podobne rady a nie opowiadać, że i w Barcelonie by dał sobie radę. Cieszę się, że chłopak wierzy w siebie ale wczoraj Poloniści pokazali mu jak się gra gdy przeciwnik zdaje sobie sprawę z Twoich walorów i postanawia "uniemożliwić" Ci wykonywanie na boisku czegokolwiek. Wczoraj wygrała siła z techniką i sprytem (i to wyraźnie).
Co do brakującego trzeciego "muszkietera", to we wczorajszym meczu jeśli możemy mówić o groźnych sytuacjach Polonii to te one następstwem...wejść karate Inakiego Astiza. Hiszpan był najsłabszym ogniwem defensywy, jego wejścia były...kompletną niewiadomą. Co by nie mówić o "Prezydencie" to przy jego interwencji były dwie możliwości, albo urwał nogę albo piłka lądowała na połowie rywali (lub w trybunach). Tej pewności wczoraj zabrakło, a taka pewność przekłada się też na jakość w...ofensywie.
W moim odczuciu tej wiosennej Legii brakuje dość sporo do tej jesiennej. Brakuje automatyzmu, pewnych zachowań. Jeszcze trochę musimy zaczekać na powrót do tej najlepszej formy. Do tego momentu zawsze coś będzie brakowało w meczach z udziałem zespołu Macieja Skorży. Ja nie zamierzam (wzorem Zbyszka) wybrzydzać, nie jest źle, a na pewno nie jest tragicznie jak niektórzy starają się mi wmówić.
Pisząc o 'tej samej drużynie' miałem na myśli niezmieniony styl gry, te same walory i problemy, których doświadczyliśmy już jesienią.
Przy okazji meczów ze Sportingiem ubolewałem na Czarnej-eLce, że w obliczu tak ważnych gier jak tamte z Portugalczykami, my jesteśmy słabsi niż jesienią, jako przyczynę wskazując między innymi spóźnione ruchy transferowe, słabszą formę Ljuboji i kontuzję (wtedy) Radovicia.
Natomiast prawdę mówiąc nieobecności Komorowskiego i Borysiuka nie dostrzegam. Z Rybusem sprawa trochę inna, jednak wczorajszy mecz porównałbym do jesiennej gry z Cracovią, wtedy Rybus był bezradny tak samo jak reszta towarzystwa, choć być może z Polonią zrobiłby różnicę przy jednym z tych wolnych, które bił Ljuboja.
Wolski i Kucharczyk są lepsi niż jesienią, Novo potrzebuje spokoju i zaufania, bez podjęcia w pewnym momencie ryzyka nic z niego nie będzie.
Podtrzymuję zdanie, że w ataku gramy za wolno, dużo w tym improwizacji i przypadkowości. Oczywiście - jak piszesz - Skorża wyraźnie postawił na zabezpieczenie tyłów i to póki co się sprawdza, co do tego wątpliwości nie ma. Natomiast chyba przyjdzie moment, w którym trzeba będzie spróbować coś zmienić, coś dodać. Inaczej może być ciężko o krok naprzód.
Obecnie zadatki na drużynę świadomą swojej siły ma Korona.
Korona Senatorze jest przede wszystkim świadoma swoich braków i doskonale potrafi sobie z tymi brakami radzić. MA też tą przewagę, że Oni jak zremisują to..tak jakby wygrali. Każdy dodatkowy punkt jest na plus, u nas po remisie z bardzo defensywnie ustawionym rywalem krytyka nie ma końca. U nich...wzruszenie ramionami i gra dalej. Nawet napastnicy służ u nich do innych celów niż strzelanie bramek. Powoli buduje się tam bardzo fajny i świadomy zespół, jak będzie jednak dalej? Zobaczymy, sposób pracy trenera Ojrzyńkiego nie każdemu może się podobać (mówię o zawodnikach). A co by nie mówić wzmocnień ten zespół potrzebuje. Czy uda się je przeprowadzić? Zobaczymy. Niemniej jednak bardzo mi się ta drużyna podoba, o czym nie raz ni nie dwa mówiłem,
O Koronie napisałem że ma zadatki .Dlaczego zadatki napisałeś Ty-"Oni jak zremisują to..tak jakby wygrali. Każdy dodatkowy punkt jest na plus"
jak zrozumieją że dali ciała to będzie następny krok do przodu.
20 grudnia ubiegłego roku, mój wpis:
"Ten zespół w dalszym ciągu nie potrafi kreować sobie bramkowych akcji. Spośród tych 29 bramek, które strzelił w lidze raptem kilka, to bramki po przemyślanych akcjach, kiedy zespół wiedział, co ma grać. Reszta, to prezenty od przeciwników bądź przypadkowe, indywidualne akcje. Prawda jest taka, że w trakcie tej rundy mieliśmy dużego farta – można powiedzieć, że to takie zadośćuczynienie od losu za poprzedni sezon. Skorża, zamiast pieprzyć o transferach niech się weźmie lepiej do roboty i zacznie w końcu z tymi piłkarzami pracować nad większym zgraniem pod polem karnym przeciwnika, bo na razie, w większości meczów mamy chaos porównywalny z tym z poprzedniego sezonu. Nie da się wygrać z dobrze zorganizowaną defensywą, jeśli na boisku tylko jeden piłkarz (ten z piłką) mniej więcej wie co zamierza zrobić. Jest teraz przerwa zimowa i mnóstwo czasu do pracy nad tym elementem. Sam osobiście będę bił na alarm, jeśli w lutym przyszłego roku nie zobaczę znaczącej poprawy."
No, nie da się ukryć, że lekcji pan Maciej jednak nie odrobił.
Andrzej, Senator proszę. Uwzględnijcie niekorzystne warunki jaki mamy obecnie w ofensywie. Wszyscy utyskują, że gdyby nie Wolski to było by słabo, że to dzięki niemu wiele meczy zakończyliśmy z dodatnim kontem punktowym, ale... przecież On jako jedyny jest w normalnej formie i jako jedyny przepracował cały okres przygotowawczy. Jest jeszcze Żyro, który był królem sparingów ale... w meczach o stawkę już tego nie widać.
Mnie nie dziwi, że w obecnym momencie i uwzględniając nasze problemy w ofensywie trener Skorża postawił na stabilność w defensywie, w natomiast atak stara się poprawiać. Bazą jest defensywa a atak z czasem powinien nabierać rumieńców. Dojdzie forma Rado, dojdzie Novo, zacznie błyszczeć Blanco (jestem o tym przekonany). Jednak tu i teraz nie widzę powodów by aż tak narzekać. Największym mankamentem jest dla mnie...skuteczność. Gdybyśmy wykorzystali połowę...to mili byśmy tych punktów więcej a może i jeszcze grali w Lidze Europejskiej.
Nie mówię, że jest super ale nie będę na potęgę narzekał gdy wiem, że problemów i ich powodów jest wiele.
Śmieszne jest też pisanie o niewypracowanych schematach stałych fragmentów gry po meczu, w którym praktycznie wszystkie groźne sytuacje pod bramką rywala były po stałych fragmentach gry właśnie, często sprytnie rozgrywanych (nikt nie zwrócił uwagi na wrzutkę z wolnego na wybiegającego zza pleców obrońców Wawrzyniaka?).
Jeśli mówimy o jakości, to oczywiście brak tych graczy ma bardzo duży wpływ ale jeśli chodzi o sposób rozwiązywania akcji ofensywnych, czyli tzw. styl, to raczej nie ma to żadnego wpływu. Od mojego tekstu w grudniu niewiele się w tej materii zmieniło, co każe mi przypuszczać, że ma być tak jak jest. Mnie osobiście taka gra się nie podoba, natomiast trenera zawsze bronią wyniki.
W zimie (z tego co wiem) nad schematami akcji w ofensywie, nad schematami zachowań przy stałych fragmentach gry pracowali ludzie...których nie ma. Nie mam Rybusa który...wykonywał wszystkie stałe fragmenty, nie ma Komora który miał być ważnym elementem, nie ma Borysiuka "zamykającego" pole akcji. Z tymi co są trzeba zacząć od początku.
Niestety przy systemie gry co trzy dni nie ma możliwosci skupienia się nad tymi elementami, konieczne jest zachowanie mikrocyklu treningowego. Musimy maksymalnie wykorzystywać to co już mamy. Zresztą moim zdaniem nie jest tak źle jak to niektórzy widzą. Gdy wróci Radović (ten prawdziwy w formie), jak Novo zacznie przebywać na boisku coraz więcej minut (bardzo doceniam jego łatwość w dochodzeniu do sytuacji) powinno na prawdę być dobrze.
Zresztą w meczach z Gryfem i z Bełchatowem zobaczymy w ataku Blanco, a to pozwoli ocenić jeszcze tego zawodnika już warunkach bojowych. (nie, nie mam przecieku - po prostu myślę, że właśnie tak będzie) Mamy na prawdę świetny kalendarz, przed ważnymi meczami mamy jeszcze dwa mecze "rozbiegówki", natomiast dotychczas udało nam się nie potracić zbyt wielu punktów. To pozwala mi optymistycznie patrzeć w przyszłość.
Obejrzałem z łezką nostalgii w oku. Bardzo pozytywnie wspominam działalność "Cyberf@nów", niestety większości opraw już nie pamiętam (dzięki za przypomnienie). Z reguły znajdowałem się "pod nimi", więc chyba ze dwa razy widziałem jak to wygląda "na żywo" (oglądając z naprzeciwka). Niemniej jednak o ile mnie pamięć nie myli zawsze były oprawy z Lechią w tle, obecnie jest o to bardzo trudno. Co budzi mój sprzeciw i smutek. Zbyt wiele opraw jest przeciw czemuś, a tak mało poświęconych jest naszemu ukochanemu klubowi.