- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Do pięciu razy sztuka
Po czterech kolejnych remisach Legia wreszcie zakończyła mecz jako drużyna zwycięska. Wyższość podopiecznych Macieja Skorży w pierwszym półfinałowym meczu Pucharu Polski uznać musieli piłkarze Arki Gdynia.
O tym, że krytykowanie Legii jest obecnie w modzie, z łatwością można było przekonać się słuchając komentarza prowadzonego podczas meczu z Arką na antenie TVN Turbo. Zdaniem komentatorów to Arka była drużyną ambitną, waleczną, znakomicie przygotowaną fizycznie, zasługującą na całe mnóstwo komplementów. Legia jawiła się natomiast jako zespół grający wolno, statycznie, praktycznie nie stwarzający sytuacji bramkowych. Wynik należy w tej sytuacji uznać za czynnik o znaczeniu co najwyżej drugorzędnym.
Tymczasem podczas tego spotkania tak naprawdę nie wydarzyło się nic usprawiedliwiającego jakiekolwiek skrajne opinie. Arce mecz się ułożył, gospodarze strzelili bramkę (przedniej zresztą urody!) po stałym fragmencie gry. W tym momencie Legię nieco zamroczyło, skutkiem czego przez kilka minut na boisku panowała nerwowa szamotanina, podczas której gospodarze mogli się pokusić nawet o zdobycie kolejnego gola. Legia z czasem zaczęła jednak wyprowadzać coraz groźniejsze ciosy, między innymi po wyśmienitym podaniu Nacho Novo odrobinę szczęścia zabrakło Michałowi Żyro, wreszcie jeden z tych ciosów zakończył się faulem w polu karnym, drugą żółtą kartką dla Mazurkiewicza i golem Blanco.
Mecz się skończył. Arka cofnęła się na własną połowę, Legia zajęła się testowaniem wariantów personalnych mogących znaleźć zastosowanie w sobotnim meczu z Ruchem, przy okazji racząc przeciwnika i kibiców 'swoją' tradycyjną piłką polegającą na mozolnym, niezbyt dynamicznym budowaniu akcji od obrony. Podczas tej umiarkowanie frapującej fazy meczu udało nam się zdobyć jeszcze jedną bramkę, co osobiście uznałem za nader przyjemną niespodziankę.
Czy 2:1 w Gdyni oznacza, że awans do finału mamy już w kieszeni? Absolutnie nie. Czy stanowi zwiastun skokowo zwyżkującej formy legionistów i nieuniknionego triumfu nad Ruchem? Niestety również nie. Żadnych dalekosiężnych wniosków natury ogólnej z meczu z Arką wyciągnąć się nie da. Natomiast sprowadzając historię dzisiejszego meczu do dziewięćdziesięciu minut na boisku w Gdyni, zdecydowanie powinniśmy cieszyć, a nie martwić.
Na wyciągnięcie poza nawias zasługuje natomiast kwestia relacji pomiędzy Danijelem Ljuboją a Michałem Żyro. Przyglądając się pełnej komediowej ekspresji pantomimie w wykonaniu naszego znakomitego Serba, doszedłem do wniosku, że Ljuboja najzwyczajniej w świecie uważa, że Żyro jest... słaby (żeby nie użyć mocniejszego przymiotnika). W odpowiedzi Michał podejmuje rękawicę, usiłując dowieść swojej jakości, to pcha go ku podejmowaniu błędnych boiskowych decyzji, z których każdą Ljuboja kwituje całkowicie pozbawionym empatii: "Kurka wodna, wiedziałem żeby mu nie podawać!". Rzekłbym, że presja wywierana przez Danijela niezbyt konstruktywnie wpływa na niepewnego jeszcze swoich umiejętności młodzieńca, fochy naszego gwiazdora obserwuję bez szczególnej sympatii, ale nazywanie całej sytuacji konfliktem to w mojej ocenie nieporozumienie (zresztą uwadze polecam zachowanie Żyry po bramce zdobytej przez Ljuboję).
Reasumując - całkiem dobra robota Panowie. A teraz wracajcie szybko do stolicy, bo w sobotę kroi się trochę grubsza sprawa.


Widziałem też drużynę, której poszczególne elementy z powodu błędów indywidualnych niweczą trud całej grupy, a której ogólna skuteczność oscyluje w stanach zbliżonych do katastrofalnych. A jednak mimo tego zagrali w Gdyni zdecydowanie lepiej od podopiecznych Zielińskiego czy Lenczyka, a i wynik osiągnęli wielokrotnie lepszy.
Legia już parę razy była w ostatnich latach "ośmieszana" przez Ruch w Warszawie, choćby w PP za Urbana (dwa razy) czy w ubiegłym roku w lidze, mimo prowadzenia 2:0. Przy czym "pomysłu" na skuteczniejszą grę zwyczajnie nie ma - albo się strzela w bramkę, albo nie. Pod tym względem i tak notujemy na wiosnę stałą krzywą wznoszącą.
Gra Legii to nic nowego. Tak gramy od poczatku rundy. Jezeli taka gra ma nam przynosić punkty to nie mam nic przeciwko temu.
Niezły kabaret.