- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Piast - Legia 1-2: Tysięczne zwycięstwo
Wydawało się, że mecz Legii w Gliwicach zakończy się kolejną stratą punktów przez podopiecznych Henninga Berga. Na szczęście w doliczonym czasie gry Wladimer Dwaliszwili wbił piłkę do pustej bramki po dośrodkowaniu Kuby Koseckiego. Dzięki temu trafieniu Legia zasłużenie, choć z trudem, wygrała z Piastem 2:1 i utrzymała przewagę siedmiu punktów nad drugim w tabeli Lechem Poznań.
Mecz w Gliwicach nie mógł się podobać. Była to typowa ligowa młócka, w której jedna drużyna przeszkadzała, a druga mozoliła się, usiłując sforsować postawione przez przeciwnika zasieki.
Bramka stracona przez Legię spełniała wszelkie warunki bramki, którą mogliśmy stracić w meczu z Piastem. A więc – po stałym fragmencie gry i ping-pongu w polu karnym. Piłki nie byli w stanie wybić Tomasz Brzyski i Łukasz Broź, linię spalonego złamali Michał Żyro i Ivica Vrdoljak, nieco zdecydowania zabrakło Dusanowi Kuciakowi, nieszczęście gotowe. Irytujące są takie bramki 'z niczego', ale... mogą się zdarzyć.
Legia dobrze zareagowała na źle ułożony od pierwszych minut mecz. Nie można było odnieść wrażenia, że straciliśmy koncept, że nagle zaczęły trząść się nam kolana. Piast nie dostał szansy, żeby pójść za ciosem. Legioniści męczyli gospodarzy szybkimi zmianami stron w wyprowadzeniu ataku, łatwo odbieraliśmy zawodnikom Piasta piłkę na ich połowie.
Niestety nic z tego nie wynikało. Czasem brakowało naprawdę niewiele, jak w sytuacji, w której Michał Żyro źle trafił w piłkę po ślicznym podaniu Miro Radovicia lub kiedy po najpiękniejszej akcji meczu, zainicjowanej umiejętnym przyjęciem piłki przez Ondreja Dudę, kontynuowanej przytomnym podaniem Michała Żyro, fatalnie zachował się Rado, spóźniając się z decyzją o strzale na bramkę Kuby Szumskiego.
Warto zauważyć, że to kolejny grzech niezdecydowania Rado pod bramką przeciwnika, w podobnej sytuacji w meczu z Wisłą również zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i pozwolił na udaną interwencję Miśkiewiczowi.
Największym problemem Legii w pierwszej połowie był jednak Henrik Ojamaa i jego niekompatybilność z resztą drużyny. Heniek dopadł na swojej stronie boiska ociężałego, dysponującego kiepskim startem do piłki Matrasa i raz za razem uciekał obrońcy zespołu z Gliwic. To był prawdziwy show Ojamy, szkoda, że niweczony fatalnym wykończeniem, podaniami lądującymi w gąszczu nóg obrońców i strzałami mknącymi nad poprzeczką.
W uzyskaniu wyrównania pomogło nam szczęście po strzale Ondreja Dudy, ale warto pamiętać, że dojście Dudy do pozycji strzeleckiej było dziełem udanego pressingu i odebrania piłki bodaj Victorowi Nikiemie, słabiutkiemu zresztą na przestrzeni całego meczu. Wyrównująca bramka padła w najlepszym momencie i każdy inny wynik niż końcowe zwycięstwo Legii wydawał się w tym momencie trudny do wyobrażenia.
Niestety, po przerwie (znów!) Legia zwolniła tempo gry. Piast lepiej asekurował, środkowi obrońcy gliwiczan przestali kurczowo trzymać się środka pola karnego, gdzie i tak często nie było kogo kryć, zaczęli starannie asekurować Matrasa na prawej i Króla na lewej stronie. Nasze skrzydła opadły, podobnie jak w meczu z Wisłą w zeszłym tygodniu.
Legia mogła zdobyć gola po jednym z licznych stałych fragmentów gry, kiedy po podaniach Brzyskiego dwukrotnie w dogodnej pozycji znajdował się Dossa Junior, dwa razy na bramkę gospodarzy uderzał również Michał Żyro, w obu przypadkach przesadzając jednak z mocą kosztem precyzji. Gra Legii rozbijała się na przedpolu bramki Kuby Szumskiego i w końcowych minutach niewiele wskazywało na to, że jeszcze przechylimy szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Wtedy pojawił się jednak Kuba Kosecki, który po 'falstarcie' w pierwszych kontaktach z piłką po zmianie, wreszcie uciekł swojemu obrońcy i zrobił to, czego nie potrafił zrobić przez cały mecz Ojamaa. Być może Legii, podobnie jak przy wyrównującym golu, dopisało w tej akcji szczęście, a może po prostu zatriumfowała piłkarska sprawiedliwość.
To nie był dobry mecz Legii. Wobec obecności na skrzydłach Piasta Podgórskiego i Hanzela liczyłem na znacznie większe zagrożenie ze strony Łukasza Brozia i Tomasza Brzyskiego, niestety obaj nasi boczni obrońcy nie umieli znaleźć sobie miejsca w ataku. Zawodził Miro Radović, któremu na trudnej murawie brakowało odejścia, nawet jeżeli przyjął piłkę pod kryciem, nie był w stanie odwrócić się w stroną bramki Piasta. Mam mieszane uczucia wobec Ondreja Dudy. Kilkoma zagraniami w istocie przypomniał 'iskrę' Rafała Wolskiego, na przykład świetnym rozpoczęciem wspomnianej wyżej akcji, w której 'setkę' zmarnował Rado, również sytuacyjnym oddaniem piłki piętą do Michała Żyry w drugiej części meczu, ale Słowak mimo wszystko nie wygląda na piłkarza, który mógłby być non stop 'pod grą', zanotował przy tym sporo strat.
Nawet w najlepszym fragmencie gry Legii, w pierwszej połowie, można było odnieść wrażenie, że drużynie brak prawdziwego napastnika, takiego jakim stał się Dwaliszwili, który w doliczonym czasie gry znalazł się w odpowiednim czasie i miejscu.
Sądzę jednak, że większym problem niż obecność dwóch defensywnych pomocników, którzy 'dzielą się' prawą i lewą stroną boiska oraz dwóch ofensywnych pomocników, którzy raczej szukają kombinacyjnej wymiany podań niż czekają na piłkę w polu karnym, odbierając miejsce na murawie typowemu napastnikowi, jest słabe dublowanie pozycji napastnika przez Michała Żyro i Henrika Ojamę. Być może wyjściem z tego pata będzie trwały powrót do gry Kuby Koseckiego.
Trzeba odnotować, że trener Berg tym razem trafił ze zmianami, chowając głęboko na ławce Michała Kucharczyka i nie umieszczając w meczowej osiemnastce Raphaela Augusto. Zmiennicy – Kosecki i Dwaliszwili zapewnili Legii trzy punkty. Czy to oznacza, że w sobotę zobaczymy któregoś z nich od pierwszych minut? Cóż, gdybym miał wytypować kogoś z tej dwójki - byłby to Kosecki.


I tylko na meczu PP było czuć autentyczną chęć zwycięstwa przez piłkarzy Legii (co zresztą zrozumiałe jeśli chodzi o te rozgrywki).
W dwóch pozostałych meczach (1:1, 0:0) dość łatwo przyszło zadowolenie z remisu.
Obawiam się, że podobnie będzie i tym razem.
Miejmy nadzieję, że będą chcieli zmazać plamę z meczu z Wisłą i wszystkie udowodnić, że im zależy. W tym upatruję nadziei na zaangażowanie i dobry dla nas rezultat.
Tu o stylu nie ma nawet specjalnie co mówić. Gra Legii bardzo zależy od indywidualnych, udanych bądź nie, akcji poszczególnych zawodników, ale o jakichś schematach drużynowych nie ma co jeszcze mówić. Fajny był fragment między stratą gola a 21. minutą. Nie pamiętam w tym okresie ani razu piłkarza Piasta z piłką na połowie Legii. Może tak ich prowadzenie uszczęśliwiło. Zaskoczyło mnie, że Piast w ogóle nawet nie próbował grać z kontry. Takie mam wrażenie, że wszystko podporządkowali wywalczeniu stałego fragmentu. Od tego momentu dopiero wiedzieli co robić. Tylko nad tym pracują plus Jurado nad wywalczeniem rzutu wolnego? A tyle dobrego pokazali w minionym sezonie. O tyle mi się podobała gra Legii, że tym razem nie było radykalnych przestojów. Generalnie, przez cały mecz Legia starała się robić swoje. Ale z Lechem musi być dużo lepiej.
Radović w trzecim kolejnym meczu marnuje bardzo dobrą sytuację, w tym w drugim kolejnym – naprawdę doskonałą. W 40. minucie nie dało się tego nie strzelić. Udany mecz Żyry. Zainteresowała mnie jego obroniona przez Szumiego główka w 35 minucie. Jest silny i wysoki. Nie mógłby częściej? W 37. minucie miał kapitalny powrót za Królem i odebrał mu piłkę przy linii na połowie (L). Ładna asysta. O dziwo, Brzytwa trzykroć dobrze dośrodkował, ale ma też dużo do zawdzięczenia bramkarzowi Piasta, który jest fatalny przy dośrodkowaniach.
Fajnie, że Berg nie stracił wiary w Dwaliszwiliego, ale mimo, że ta akcja przebiegała jak po sznurku (brawa dla Jodły za rozprowadzenie do Koseckiego), to ja już widziałem tę piłkę nad poprzeczką – coś jak Vrdoljak jesienią 2011 w Poznaniu. Decydujące było trącenie Murawskiego. Inaczej to by nie wpadło. Sam Kosecki dokonał więcej niż Ojamaa od początku rundy. Estończyka w 1. połowie wszędzie było pełno, ale ta efektywność. To on przegrał głowę z Hanzelem przy golu na 1-0.
Czas już na to, aby Junior zdobył gola głową po dośrodkowaniu. Dziś mógł dwa razy. Raz w ogóle nie w kierunku bramki strzelił, raz minimalnie chybił.
Dobra jest. Ale z drogą Legii do MP to chyba będzie jak z wkręcaniem żarówki metodą... psychoanalizy. Będzie to proces długotrwały, bolesny, a przede wszystkim żarówka sama musi tego chcieć.
I tak sobie myślę że Dossa nie ma po co chodzić w pole karne gości. On i tak nie trafi. Czego by nie robił to i tak obok.
Szkoda że tak słabo wyglądamy ze skutecznością, bo takiej dominacji jak w pierwszej połowie na boisku rywala nie pamiętam od meczu chyba w Bełchatowie. A czy są mankamenty? Na litość Boską toż to Ekstraklasa a nie telewizyjny program "Spełniamy marzenia"
"Agresywnie i z polotem"??? Nie, no to ja chyba jakiś inny mecz oglądałem, bo ani polotu ani tym bardziej agresji nie widziałem. Ot, klasyczny stojanow rodem z późnego Skorży. Przez mniej więcej 87 minut legioniści grali w takim samym żółwim tempie i dopiero na kilka minut przed końcem Brzyski z Broziem jakoś tak szybciej zaczęli biegać.
Wallesie, przecież to była wyjątkowa kiszka toczka w toczkę przypominająca mecz Lecha z PBB. W dodatku jakość gry Legii w tym meczu leżała na murawie i kwiczała, czego dowodem choćby głośne "K***wa!!!" Radovica w końcówce meczu po zbyt mocnym podaniu Jodły.
PS. Gdzie takie różowe okulary można kupić?
Tak właśnie uważam. Graliśmy w żółwim tempie w pierwszej połowie? Cóż, jedno jest pewne, nie dojdziemy do żadnego porozumienia w tej kwestii.
Dobrze, że napisałeś to co napisałeś, bo ja czasami się zastanawiam, że może zbyt dużo chciejstwa jest we mnie i najzwyczajniej w świecie chcę widzieć rzeczy lepszymi niż są w rzeczywistości (dot. tylko Legii).
Jeśli dla ciebie mecz, gdzie przy 72% posiadaniu piłki oddaje się raptem 4 celne strzały na bramkę jest świetny, to rzeczywiście, do porozumienia będzie ciężko dojść.
Mnie to, szczerze mówiąc, bawi, bo doskonale wiem, jakie byłyby tutaj opinie, gdyby Matras jednak nie dał się ograć Koseckiemu. A nic, dosłownie nic nie wskazywało, że ta bramka padnie. Berg miał w tym meczu kupę farta, bo Legia oprócz nastu rzutów rożnych stwarzała pod bramką Piasta wręcz zerowe zagrożenie.
Halo tu ziemia panowie.
Odnosząc się indywidualnie to zaczynam powoli skłaniać się ku tezie, że Henrika Ojaamę należałoby odpalić. Nie widzę w jego grze żadnego postępu. Owszem czasami robi sporo wiatru ale zupełnie nie umie tego wykorzystać. Jego strzały są albo niecelne albo zupełnie nieudane. Nie umie dobrze dograć. Jak do gry wróci Guilherme, a do pełnej formy dojdzie Kosecki to mając w odwodzie Żyro, Estończyk nie powinien podnosić się z ławki rezerwowych. Nie wiem czy nie powinno się rozejrzeć za kupcem dla niego, bo mam wrażenie że on osiągnął już maksimum, a jego nawyku spuszczania głowy i niedostrzegania partnerów, nie da się tak łatwo wyplenić.
Aby nie było tak negatywnie, bo wynik w końcu się zgadza, to pochwalę Jodłowca, który wreszcie zagrał dobry mecz. Mam nadzieję, że to dobry prognostyk na przyszłość, zwłaszcza na mecz za tydzień.
Przypominam Ci, że Dudę skreśliłeś już po meczu ze Śląskiem. Zmieniłeś zdanie?
Znów dwie różne połówki. Pierwsza całkiem dobra, choć nie tak jak w meczach ze Śląskiem i Wisłą, i druga słaba. Walenie głową w mur, brak sytuacji podbramkowych, rzeczywiście tym razem zapachniało troszkę MS.
Pamiętam mecz z zeszłego sezonu z Piastem, który oglądałem z trybun i tym razem przynajmniej udało się wygrać. Z drugiej strony Piast jest słabszy niż w zeszłym sezonie, a my przynajmniej na papierze silniejsi, powinno więc być łatwiej. Kolejny mecz po którym dopisujemy sobie +3 punkty i szybko zapominamy.
Za ten gest po golu Gruzin powinien dostać z otwartej. Co to w ogóle miało być?
Nie przesadzałbym ze stwierdzeniami, iż na palcach jednej ręki można policzyć próby zmuszania obrony Piasta do błędu. O ile moja ocena Ojaamy jest w ogólnym rozrachunku negatywna, to z Matrasa w pierwszej połowie raz za razem robił wiatrak. Żyro i Radović tez mieli swoje setki po sprytnym wyprowadzeniu w pole obrony rywala. Myślę, że Twój totalnie negatywny odbiór tego meczu to w sporej części "zasługa" drugiej połowy gdzie rzeczywiście nie mieliśmy już tylu sytuacji i bardzo mocno "śmierdziało" remisem. Ten mecz powinien być (tak samo jak we Wrocławiu i z Wisłą) rozstrzygnięty w I połowie. Niestety mamy duży problem z celnością i gdy rywal nam coś wciśnie to się strasznie męczymy, zwłaszcza że drugie połowy już są w naszym wykonaniu słabsze.
Edit: Szczerze to nie rozumiem tego nawoływania do "lania z otwartej" Dwaliszwiliego. W innych miejscach też czytałem o "plaskaczach" i nie rozumiem tego. Zupełnie nie wziąłem sobie tego "wała" do siebie a tutaj widzę gromadę urażonych nawoływujących do lania po gębie. Widzę, że akcja z Rzeźniczakiem niczego nie nauczyła, a przecież w tamtym roku, ktoś ręcznie wyjaśniał tez Kucharczykowi, że nie nadaje się do Legii...
Niewątpliwie widać różnicę w grze Legii przed przerwą i po przerwie (nie pierwszy już raz). Pytanie co się za tym kryje (odpuszczam opcję, że przeciwnik nauczył się grać w 15 minut
Innymi słowy, co Berg robi źle - źle ich przygotował, czy też przygotowani są normalnie, ale za dużo od nich wymaga?
@ Gawin
- "To nie był dobry mecz Legii."
I ja się nawet z tym zgodzę. Musze jednak od razu zaznaczyć, że bardzo fajnie mi się go oglądało. Tak atakującą Legię, tak spychającą rywala do rozpaczliwej momentami defensywy aż chce się oglądać. Szwankuje skuteczność, szwankuje Ojamaa, szwankuje wsparcie środka pola, ale jako całość wyglądało to co najmniej dobrze. Nieco gorzej wypadła druga połowa, ale to też "wina" Piasta, który kompletnie zrezygnował z ataków na korzyść zamknięcia dostępu do własnej bramki. Jednakże i te zabiegi by się nie udały gdybyśmy potrafili wykorzystać choć 1/3 swoich sytuacji. Niestety nie umieliśmy, ponownie zresztą. Kosztowało to nas mnóstwo nerwów, obaw, że kolejny mecz może zostać nierozstrzygnięty. A to dla Legii byłby już koszmar. Na szczęście stało się inaczej i do meczu z Lechem przystąpimy w wyśmienitych nastrojach. Ze świadomością, że jeśli zagramy tak jak w poprzednich spotkaniach to powinno być ok.
Niezależnie od wyniku, nerwów, czy innych mankamentów, chciałbym aby ten kierunek był kontynuowany. Brakuje precyzji, brakuje automatyzmu, ale sama gra i pomysł na nią, podoba mi się bardzo. A rywale, przynajmniej ci na ligowych boiskach, mają z nią coraz więcej problemów. Odnoszę wrażenie, że ta Legia Berga jest nieśmiała niczym tegoroczna wiosna, ale coraz częściej zaczyna "przebijać" spod ligowej szarzyzny. Bardzo mnie to cieszy.
@ CTP
- "W samym meczu widzę tylko dwa plusy: gra Dudy..."
Wybacz mi tą złośliwość, ale nie umiem się powstrzymać. Piszesz o tym samym Dudzie, który jak stwierdziłeś - " Takiemu Saganowskiemu, to on może buty wiązać", tenże sam, który jak sam pisałeś ma - "zerowe pojęcie o tym, co powinno się robić z piłką, gdy ma się przed sobą bramkarza"? Jeśli tak to ja nieco zbaraniałem. Bo przecież z tego co pamiętam scenariusz miał być taki - "A ja się będę pastwił nad Dudą i już! Wink Powód jest prosty: Duda jest dla mnie efektem pewnej polityki transferowej, z którą ja się kompletnie nie zgadzam. " Przyznaję, trochę się pogubiłem.
@ all
Powyższa złośliwość by jednak nie nastąpiła gdyby nie pewna kwestia, na którą przy okazji chciałem zwrócić uwagę. Panowie, naprawdę czasem warto wstrzymać się z pewnymi ocenami. I to zarówno przy ocenie nowego zawodnika (ostatnio na tapecie był Sa, Duda, i Gui) jak i gry całego zespołu. Prawda jest taka, że na wszystko potrzeba czasu.
Po raz drugi w ciągu zaledwie 8 dni oglądałem dwie różne Legie (?)
Zarówno z Wisłą jak i Piastem gra Legii w pierwszych połowach bardzo mi się podobała. Niestety po przerwie na boisko wychodzą już "inni piłkarze".
Wg mojej teorii, wynika to ze "słabego" przygotowania fizycznego. Dopóki mają siły, to o wiele szybciej biegają, przez co przeciwnik może się tylko przyglądać. Niestety sił starcza na 45 min. Może to wynika z lżejszych treningów podczas okresu przygotowawczego, bo jak mówił Berg, po dość intensywnej rundzie jesiennej, nie chcieli "zajechać" piłkarzy.
Mam nadzieję, że nasz sztab szkoleniowy wie co robi i najwyższa forma ma przyjść na rundę zasadniczą.
Co do personaliów, to uważam, że:
- Duda będzie naszym największym wzmocnieniem od lat.
- Żyro zaczyna grać na miarę możliwości i talentu.
- Ojamaa jeszcze przeplata grę szybką, kombinacyjną z samolubnymi akcjami.
- Kosa, dobrze że wrócił.
- Vrdoljak nie schodzi poniżej pewnego poziomu.
- Jodła co raz lepiej.
- Broź nareszcie po "kwarantannie"
- Radović nie skuteczny (jeszcze)
Gdyby nie idiotyczna wg mnie reforma, już po meczu z Lechem, moglibyśmy się cieszyć z kolejnego MP !
Mam nadzieję, że "Co się odwlecze, to nie uciecze"
Pozdrawiam
W ogóle, zauważyłem, że Berg w trakcie meczu zachowuje się bardzo, bardzo biernie i nie za bardzo ma koncepcję jak zmienić obraz gry poprzez jakieś roszady na boisku czy zmiany.