A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Turbodoładowanie

pilkaKolejny zawód przeżyli kibice, którzy pofatygowali się w niedzielne popołudnie na obiekt przy ulicy Łazienkowskiej. Walcząca o mistrzostwo Polski Legia tylko zremisowała z Jagiellonią Białystok 1:1. Ten wynik oznacza, że podopieczni Macieja Skorży zachowali pozycję lidera ligowych rozgrywek, ale strata punktów w meczach z Lechią lub Koroną najprawdopodobniej oznaczać będzie, że jeden z rywali czyhających za plecami legionistów przysłowiowym 'rzutem na taśmę' odbierze nam tytuł.

Z niedzielnego meczu wracałem przez warszawskie Łazienki. Rozemocjonowany, rozdrażniony, szybkim, nerwowym krokiem przemierzający parkowe alejki, musiałem wyglądać co najmniej dziwnie na tle wielojęzycznego tłumu leniwie spacerującego wśród zieleni Łazienek lub pogodnie relaksującego w zaciszu kawiarnianych ogródków. Mając jeszcze świeżo w pamięci atmosferę trybun i ilość negatywnych emocji unoszących się tego dnia nad stadionem Legii, przez chwilę najzupełniej serio pożałowałem, że zamiast zabrać Ulubioną Żonę i dzieci do Łazienek, ja gnany ślepą i niereformowalną miłością do 'kopanej', wybrałem tego popołudnia stadion, gdzie skwierczałem na rozpalonym słońcu niczym skwarka na patelni, przeżywając katusze oglądania Legii żadnym sposobem nie będącej w stanie pokonać gości z Białegostoku. Cóż, taki los kibica. Przecież gdybym miał powtórnie dokonywać wyboru odnośnie spędzania niedzielnego popołudnia, z pewnością nie wybrałbym inaczej.

Frustracja w legijnym narodzie była w niedzielę istotnie ogromna. Gwizdy zaczęły towarzyszyć poszczególnym zagraniom naszych zawodników już od mniej więcej trzydziestej minuty pierwszej połowy. Poniekąd tę prostą reakcję przyczynowo - skutkową rozumiem, chociaż ze swojej strony uważam, że niemoc Legii miała podłoże całkowicie piłkarskie, absolutnie nie będąc pochodną niedostatecznie rozwiniętych czynników wolicjonalnych, jak zdawały się sugerować trybuny.

Kilka tygodni temu miałem okazję oglądać mecz włoskiej Serie A, w którym liderujący Milan podejmował broniącą się przed spadkiem Fiorentinę. Zupełnie niespodziewanie gospodarze zeszli z boiska pokonani, a tamten wynik może w przekroju całego sezonu okazać się decydujący dla losów mistrzostwa Włoch, gdyż znakomity, głodny sukcesu Juventus wiedział bez pudła jak skorzystać z wpadki Milanu. Tamten miotający się, spanikowany w ostatnich minutach meczu Milan, stanął mi przed oczami wczoraj na Łazienkowskiej. Czy Milan nie chciał wygrać z Fiorentiną? Nie, on po prostu nie mógł.

Legia wczoraj nie była w stanie zagrać lepiej. Wyraźnie brakowało nam mocy i szybkości, ewidentnie szwankowała dokładność podań, boleśnie zawodziła precyzja przyjęcia piłki, kompletnie nie dopisywało szczęście pod bramką Sandomierskiego. Był nawet taki fragment drugiej połowy, już przy stanie 1:1, kiedy pomyślałem, że dobrze byłoby żeby ten mecz... już się skończył, bo prędzej jedna z kontr Jagiellonii przyniesie gościom drugą bramkę niż my wepchniemy coś do bramki Sandomierskiego. Remis jest wynikiem kiepskim, to jest poza dyskusją, ale wciąż pozostawia nam najwięcej szans na mistrzostwo Polski. Porażka byłaby katastrofą, oznaczałaby bowiem, że tym razem mogłoby być już zbyt mało czasu na odrobienie strat do Śląska.

Oczywiście pozostaje drażliwa kwestia przyczyn fatalnej dyspozycji legionistów oraz oceny szans na to, że stan rzeczy, z którym mieliśmy do czynienia wczoraj, ulegnie znaczącej poprawie już w najbliższy czwartek. Tutaj teorii i przekonań znajdzie się zapewne tyle, ile kibicowskich głów.

Ze swojej strony nie mogę pogodzić się z tym, że Legia jakoś nie chce (nie umie?) ruszyć na przeciwnika od pierwszych minut meczu, że wyczekujemy, wymieniamy dziesiątki podań w środku pola, że zaczyna nam się spieszyć dopiero wtedy gry jest już bardzo późno. Legia nie jest drużyną profesorów piłki nożnej. Nie przestaje zadziwiać mnie, że w dwudziestym ósmym meczu ligowym tego wyczerpującego sezonu my sprawiamy wrażenia jakbyśmy nadal wierzyli, że przeciwnik poda nam zwycięstwo na tacy. Było już przecież dość dowodów na to, że jeżeli nie wybiegamy, nie wywalczymy, nie wyszarpiemy swojego - nie wygramy. Rzecz jasna zmęczenie fizyczne i mentalne odgrywa tu swoją rolę, ale przebieg meczu dowodzi, że można było zepchnąć Jagiellonię do głębokiej defensywy, zasadne w związku z tym wydaje się pytanie czy naprawdę trzeba czekać, aż adrenalina pchnie nas do szturmu w ostatnich dziesięciu minutach meczu?

Maciej Skorża bez wątpienia przeanalizował wszelkie 'za' i 'przeciw' wynikające z podejmowanych decyzji personalnych i, o czym wiemy nie od dziś, postanowił iść do końca rozgrywek siłą rozpędu, zdecydował się na wariant bezpieczniejszy, pozbawiony ryzyka. Trudno czynić mu z tego zarzut, ale mogę tylko powtórzyć, że forma fizyczna Jakuba Wawrzyniaka wydaje się być bardzo zła (czy Tomasz Kiełbowicz mógłby zagrać gorzej?), forma piłkarska Artura Jędrzejczyka również (wszystkie groźne akcje Jagiellonii szły naszą prawą flanką), a Nacho Novo i Ismael Blanco być może nie drżeliby pod bramką przeciwnika jak juniorzy przejęci szansą na zaistnienie w roli bohatera, gdyby byli pełnoprawnymi członkami systemu rotacyjnego i nie wpadali na boisko tylko raz na jakiś czas.

Maciej Skorża twierdzi, że poziom w polskiej lidze się podnosi. Panie Trenerze, kiedy widzę jaką techniką uderzenia piłki na bramkę przeciwnika dysponuje Michał Kucharczyk, jak wyprowadza futbolówkę Inaki Astiz, jak podaje ze stojącej piłki Janusz Gol, gdy uświadamiam sobie, że są to podstawowi zawodnicy głównego kandydata do zdobycia mistrzostwa Polski, to... Może po prostu zachowajmy trochę umiaru w głoszonych komentarzach. Bo inaczej wychodzi tak jak z tym mitycznym 'turbodoładowaniem' mającym stać się udziałem drużyny, która zdobędzie Puchar Polski.

Nadal wierzę. Wierzę w tych chłopaków, w ich doświadczenie, motywację, wierzę w Żewłakowa, Ljuboję, Vrdoljaka, wierzę w trenera Skorżę. Ale chyba pierwszy raz w tym sezonie przestaję być niepoprawnym optymistą. Z tych dwóch pozostałych - Legia być może jest w stanie zagrać jeden mecz świetny. Ale dwa solidne?...

Dyskusja (8)
1poniedziałek, 30, kwiecień 2012 11:47
Andrzej
"niemoc Legii miała podłoże całkowicie piłkarskie, absolutnie nie będąc pochodną niedostatecznie rozwiniętych czynników wolicjonalnych, jak zdawały się sugerować trybuny"
Ja na meczu nie byłem, oglądałem w TV ale być może jak zastanowisz się nad poniższą moją obserwacją, to jednak dojdziesz do takiego samego wniosku co trybuny. Otóż, oglądając ten mecz, zauważyłem, że ilekroć piłkę rozgrywali nasi obrońcy, to w kadrze kamery nie było widać żadnego z naszych ofensywnych pomocników, ze szczególnym uwzględnieniem Radovica. Pierwszą akcję, gdzie Radovic cofnął się do środka po piłkę zanotowałem gdzieś tak w połowie II połowy meczu. Przez większość meczu zastanawiałem się, czym Miro aktualnie się zajmuje.
Byłbym wdzięczny, gdyby ci, co oglądali ten mecz na żywo wyjaśnili mi tę zagadkę, bo ja, niestety, zdany byłem wyłącznie na realizatora transmisji.
2poniedziałek, 30, kwiecień 2012 12:33
Senator
Zacznę optymistycznie. Pisałem tydzień temu -mamy z górki, panowie szlachta mamy. Z trzydziestu meczów aby zdobyć mistrza teraz trzeba wygrać tylko dwa Smile tydzień temu trzeba było wygrać trzy już jest o jeden mniej.
Po kolejnym meczu widać,że wszyscy grają przeciw nam. Nie ma bata aby z Legią drużyna nie rozegrała swojego najlepszego meczu lub jednego z najlepszych.
Ja mam też po tym spotkaniu jedno spostrzeżenie, młodzi jak i większość doświadczonych zawodników nie umieją pić trunków o znacznej zawartości alkoholu. Żyro nie miał siły dobiec do żadnego długiego podania, Kucharczyk od początku biegał z głową zwisającą do kolan, Astiz był tak rozkojarzony że podanie na pięć metrów celne było ponad jego siły a Rado i Wawrzyniak snuli się w pierwszej połowie po boisku. Niestety ja mam inne obserwacje i moim skromnym zdaniem w pierwszej połowie nie widziałem zmotywowanej do bólu drużyny, nie widziałem drużyny pewnej siebie dążącej do celu całym zespołem. Tu z resztą widzę największy problem, drużyna - wszyscy za jednego jeden za wszystkich. Ilość żali jeden do drugiego lekko mnie przeraża. Start w pucharach mamy zapewniony i oby nie było to pocieszeniem dla wszystkich którzy tej naszej Legii kibicują.
3poniedziałek, 30, kwiecień 2012 15:40
Walles
Mam mało czasu więc napisze tylko że dobrym dodatkiem do naszej dyskusji o Legii i o lidze była wczorajsza Liga+Extra i wypowiedź Bednarza o sposobie gry w naszej lidze, o graniu w pucharach, o jakości zawodników.

Co do wartości naszych Novo i Blanco to moje zdanie znacie od dawna. To był czysty sabotaż (pewnie nieświadomy). Nie zgodzę się tylko z tym że mieli za mało czasu na pokazanie się. Pokazali się wystarczającą ilość razy i wystarczająco ilość razy zawiedli, szczególnie Blanco. I nie śa to zawodnicy 18-19 letni. To starzy wyjadacze którzy albo maja coś do zaoferowania tej drużynie albo nie.

A taki Blanco po to m.in. był ściągany aby takie sytuacje jak wczorajsza z Jagiellonią wykorzystywać. Może nie mieć sił, szybkości, zrozumienia etc etc etc ale jak dostaje taka piłke to musi strzelić. Niestety nie strzelił tego co powinien i z Arka i z Sevillą i z Jagiellonią.
4poniedziałek, 30, kwiecień 2012 16:26
Garm
Ani z GKS-em.

Podstawowym problemem Legii nadal pozostaje skuteczność. Wczoraj mimo słabej gry zespół stworzył sobie dość sytuacji, by spokojnie wygrać. To już kolejny taki mecz w tej rundzie, niestety. Pozytyw jest taki, że jakoś nikt nie potrafi nas za tę nieskuteczność ukarać (poza Sportingiem, który wygrał z nami niezasłużenie i grając momentami antyfutbol dorównujący wczorajszym dokonaniom opóźniackim Jagiellonii).
5poniedziałek, 30, kwiecień 2012 17:36
gawin76
@ Andrzej

Nie sądzę, żeby w tym przypadku perspektywa trybun różniła się jakoś znacząco od perspektywy telewizora. Rado faktycznie był ustawiony bardzo wysoko, ale raczej nie podpisałbym się pod stwierdzeniem, że nie wychodził do Gola i Vrdoljaka dlatego, że mu się nie chciało.

Oczywiście może być również tak, że to ja się nie znam. Przy mnie jakiś facet np. tępił Żyrę i darł na niego japę nawet jak ten kiwnął trzech przy linii i centrował w pole karne, tymczasem ja wtedy w nieświadomości biłem brawo Wink

Powiem Ci zresztą Andrzeju, że w pierwszej połowie najbardziej brakowało mi nie 'dopieszczenia' rozegrania od tyłu, ale piłek rzucanych za plecy wysoko ustawionej obrony Jagielloni. W drugiej tych prób było więcej i między innymi właśnie Rado ze dwa razy zabrakło odrobinę lepszego 'timingu' przy próbie przejęcia podania.

Cóż, moim zdaniem przyczyna naszej kiepskiej gry była trywialna, co nie znaczy że jakaś bardziej optymistyczna. Legia nie była w tym meczu fizycznie gotowa na 90 minut intensywnego biegania.

@ Senator

Chyba nie po to przekrzykujemy się wzajemnie, że Legia jest jedynym takim zjawiskiem w skali kraju, żeby teraz biadolić że wszyscy są przeciw nam? Razz Kiedy taki chłopak z Jagiellonii ma się pokazywać, jeżeli nie w Warszawie, przy tak licznej publiczności, przeciw takiej drużynie jak Legia? Normalna sprawa, trzeba nauczyć się z tym żyć.

@ Walles

Nie zgadzam się co do Blanco. Akurat napastnik potrzebuje czasem kilku pełnych meczów, żeby wejść w swój rytm - pensja, umiejętności czy doświadczenie nie mają tu decydującego znaczenia. Decydujące znaczenie ma umiejętność wkomponowania napastnika w styl gry danego zespołu - w przypadku Blanco nie ma o tym mowy, kompletnie. On pałęta się po boisku bez żadnej myśli przewodniej czy interakcji z drużyną.

Widziałeś ile sytuacji marnuje w BVB Lewandowski? Toż to zgroza Wink Ale jak nie strzeli w jednej czy drugiej to strzeli w trzeciej, jak nie strzeli nawet w trzech meczach pod rząd, to w czwartym zapakuje do siatki dwie i tak dalej - jak to napastnik. Pisanie że Blanco 'pokazał się wystarczającą ilość razy i wystarczająco wiele razy zawiódł' w mojej ocenie nie przystoi tak tęgiej głowie jak Wallesowa. Blanco w ogóle się nie pokazał i nadal nie wiemy co to za koleś.
6poniedziałek, 30, kwiecień 2012 18:18
Andrzej
Dzięki Gawinie za te słowa o Blanco, bo mnie już czasami robi się niedobrze jak czytam niektóre opinie na temat tych dwóch piłkarzy. Prawda jest taka, że Skorża ich od początku w ogóle nie potrzebował. Dla mnie znamienne są słowa trenera Tereka o Rybusie, który stwierdził, że Maciek kompletnie nie czai stylu gry drużyny ale musi grać, żeby się go nauczyć. Wobec fatalnej formy Radovica i Ljuboji na początku rundy była okazja wkomponować nasze nowe nabytki w zespół i nawet nieco zrewolucjonizować nasz styl gry. Skorża tego nie zrobił i teraz za to płaci. A nie zrobił, bo żeby posadzić na ławce Radovica i Ljuboję, to trzeba mieć po prostu jaja.
7poniedziałek, 30, kwiecień 2012 18:33
Garm
No no, Czerczesow to znany autorytet trenerski, z wielkimi sukcesami prowadził przecież Wacker Insbruck, Spartaka Moskwa, Żemuczużinę Soczi i teraz Tierieka, z którym ma tylko nieco mniejsze szanse na utrzymanie niż Skorża na mistrzostwo... Nie to co jakiś tam przychlast Skorża z tymi jego nędznymi trzema Pucharami Polski, dwoma mistrzostwami i poważną szansą na trzecie...
8poniedziałek, 30, kwiecień 2012 19:15
Walles
Wybacz Gawinie że dalej będę starał się wywołac torsje u niektórych ale nie zgadzam się Tobą. Na marginesie mocny argument...

Blanco w tych meczach nie pokazał nic co wzbudziłoby moje zainteresowanie. Ani szybkości, ani przyjęcia, ani zagrania z klepki, ani strzału. Jest chaotyczny, nieskoordynowany, kompletnie bez wyrazu. Nie widziałem do tej pory niczego co przykułoby moja uwagę.

W przypadku Novo jestem w stanie dyskutować, podoba mi się jego ciąg na bramkę, ambicja, to że po niepowodzeniu nie gaśnie, nie chowa się przed grą. Jest w nim coś co gdyby nie olbrzymie koszty to pewnie chciałbym aby jeszcze z pół roku przebywał z Legią.

Lewandowski nawet jak nie strzela to potrafi przyjąć piłkę, jest zwinny, potrafi dograć do partnera, potrafi sam wypracować sobie sytuację. W jego grze jest coś co potrafi przykuć uwagę. Tak jak Żyro przykuł moja uwagę kiedys w Kielcach podczas meczu z Koroną. Delikatny balans ciałem, pocięcie piłki do góry przy linii bocznej i agresywny kielczanin wykonujący wślizg przeleciał obok a Zyro grał dalej. Było to coś, cos ponad szarzyznę.

Nie oznacza to oczywiście że Żyro to będzie świetny zawodnik a Blanco powinien skończyć grę. Jednak mówimy o zawodniku który ma juz swoje lata i do tej pory nie zauważyłem w nic godnego uwagi. I żałuję że Skorża musi udowadniać innym to że nie jest to "to coś" czego potrzeba Legii, bowiem równie dobrze mógłby się ogrywać jakiś młody Efir czy też Żurek. Różnicy większej bym nie zauważył a pożytek dla Legii byłby bezdyskusyjny.

Natomiast jestem oczywiście ciekaw spostrzeżeń co ma Blanco, czego ja nie zauważam. Być może nie znam się kompletnie na piłkarzach i być może jakieś plusy Blanco pomijam lub ich po prostu nie widzę. Niestety nikt tutaj nie przedstawił żadnych zalet Blanco które ujawniłyby się choćby w sparingach z kompletnymi ogórkami.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1