- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Lech - Legia 2-1: Sytuacja się komplikuje
W szlagierze 25. kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Poznaniu z Lechem. W obecności kompletu 41 tysięcy widzów gospodarze pierwszy raz od 2011 roku pokonali Legię na własnym stadionie. Na bramki Douglasa i Hamalainena zdołaliśmy odpowiedzieć tylko jedną bramką Kucharczyka.
Obie drużynie nie zachwycały w pierwszych wiosennych meczach, po wznowieniu rozgrywek gromadząc na swoim koncie po osiem punktów, czyli mniej niż Jagiellonia, Ruch, Lechia i Zawisza. Mimo tego to właśnie w Lechu nadal upatrywano najgroźniejszego rywala Legii w wyścigu o mistrzostwo Polski. Niedzielny mecz potwierdził, że to realna wizja. Przewaga Legii w tabeli zmalała do trzech punktów.
Trener Henning Berg zdecydował się na następujące zestawienie wyjściowej jedenastki: Malarz – Bereszyński, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski – Żyro, Jodłowiec, Masłowski, Vrdoljak, Kucharczyk – Duda. Arkadiusz Malarz kolejny raz wygrał rywalizację o miejsce w bramce z Dusanem Kuciakiem. Miejsce na lewej obronie zajął Tomasz Brzyski, który tym razem zastąpił Brazylijczyka Guilherme. Nawet na ławce rezerwowych zabrakło Orlando Sa, który nie wyjechał z drużyną do Poznania z powodu urazu mięśnia czworogłowego. Tym samym Legia powróciła do wariantu bez typowego napastnika, który tej wiosny obserwowaliśmy tylko w drugiej połowie rewanżowego meczu ćwierćfinału pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław. Trener Lecha Maciej Skorża postawił na następujący skład: Burić – Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Douglas – Lovrencsics, Linetty, Hamalainen, Trałka, Kownacki – Sadajew. Uwagę zwracała obecność w pierwszej jedenastce Dawida Kownackiego, którego trener Lecha wystawił na skrzydle kosztem Szymona Pawłowskiego. Jasmin Burić zajął miejsce w bramce gospodarzy zamiast Macieja Gostomskiego.
Legia mogła rozpocząć mecz mocnym akcentem. Już w pierwsza piłka kopnięta w stronę Michała Żyro doprowadziła do tego, ze nasz skrzydłowy oddał soczysty strzał z lewej nogi. Burić z trudem wybił to uderzenie na rzut rożny. Lech odpowiedział atakiem, po którym gospodarze wykonywali korner – na szczęście bez zagrożenia dla bramki strzeżonej przez Malarza.
W pierwszej części meczu Legia grała spokojnie, atakując małą ilością zawodników. Tylko sporadycznie do ataków podłączali się boczni obrońcy, mało było również tradycyjnych szarż Tomasza Jodłowca. Pieczołowicie kryty był Ondrej Duda, którego obrońcy Lecha starali się odcinać od podań, szybko wyskakując z linii obrony. W tej sytuacji ciężar prowadzenia działań ofensywnych musieli wziąć na siebie skrzydłowi – Żyro i Kucharczyk, i rzeczywiście to oni nadawali ton atakom poczynaniom Legii. Kucharczyk odważnie szarżował w 12. minucie, minął kilku zawodników Lecha, ale nie zdołał oddać celnego strzału. Michał był też blisko szczęścia w 39. minucie, kiedy po dryblingu i dośrodkowaniu Żyry błąd popełnił Burić - Kucharczykowi ułamków sekundy zabrakło, by dopaść do piłki i wślizgiem wepchnąć ją do siatki. Niestety skończyło się żółtą kartką dla naszego skrzydłowego za zbyt ostry atak na bramkarza gospodarzy. Kucharczyk szczęścia próbował raz jeszcze – w 43. minucie strzałem z 'krótkiej nogi' ładnie zakręcił piłkę w stronę bramki, ale znów czujny był Burić. Z drugiej strony boiska aktywny był Żyro, który sprawiał ogromne problemy szkockiemu defensorowi Lecha Douglasowi.
Lech najgroźniejszy był po uderzeniach z dystansu. W 22. minucie Lovrencsics, który zamienił się skrzydłami z Kownackim, kropnął z prawej nogi, ale Malarz odbił piłkę. W podobny sposób nasz bramkarz interweniował w 40. minucie po rajdzie i strzale Hamalainena. Nie były to interwencje, które zasługiwałyby na szczególnie wysoką notę za styl, ale Malarz z pewnością daleki był od tego, by pozwolić pokonać się w którejś z tych prób.
Pierwsza połowa była wyrównana, ale mecz stał na przeciętnym poziomie. Więcej niż składnych akcji było w nim nieporozumień i niewymuszonych błędów ze strony zawodników obu drużyn.
Drugą połowę obie drużyny rozpoczęły bez zmian w składach. W 48. minucie świetną akcję przeprowadził Duda, ale nie zdołał zakończyć jej celnym strzałem, a następujące po odbiciu piłki dośrodkowanie Michała Żyro znalazło głowę... Tomasza Kędziory, mimo że na podanie od naszego skrzydłowego czekało aż trzech legionistów. Legia rozpoczęła druga połowę nieco lepiej niż gospodarze. Wydawało się, że pewniej operujemy piłką i szybciej odbieramy ją lechitom. Efektów w postaci sytuacji bramkowych i strzałów na bramkę Buricia jednak nie było, w 62. minucie doszło za to do zdarzenia, które odmieniło losy meczu. Legia straciła piłkę na prawym skrzydle, lechici zagrali długą piłkę do Zaura Sadajewa za plecy naszych obrońców. Rosyjski napastnik, mając przed sobą tylko Malarza, zdecydował się na uderzenie na bramkę Legii. Malarz, który chyba nieco pochopnie podjął decyzję o wyjściu z bramki, instynktownie bronił rękami. Niestety miało to miejsce poza pole karnym i nasz bramkarz musiał opuścić boisko po obejrzeniu oczywistej czerwonej kartki. Na placu gry pojawił się Dusan Kuciak, który zmienił zupełnie niewidocznego w tym meczu Michała Masłowskiego. Kuciak ledwo wszedł na boisko, już musiał... wyciągać piłkę z siatki, bo z rzutu wolnego wyśmienicie uderzył Barry Douglas. Lech prowadził 1:0.
W 70. minucie Lech wyprowadził kolejną kontrę. Karol Linetty przejął piłkę na swojej połowie i sunął przez środek pola tak długo, aż wreszcie wypatrzył wchodzącego w tempo Hamalainena. Fin wyszedł sam na sam z Kuciakiem i bez problemów pokonał bramkarza "wojskowych". Zamroczona Legia ani się nie obejrzała, a w ciągu kilku minut znalazła się w beznadziejnej sytuacji. Lech nabrał pewności siebie, łatwo wygrywał pojedynki w środku pola. W 73. minucie kolejną stratę legionistów mógł wykorzystać wprowadzony wcześniej na boisko Szymon Pawłowski, jednak nieznacznie chybił, uderzając z narożnika pola karnego. Grająca w dziesiątkę i bez napastnika Legia nie miała mocy ofensywnej. Nie byliśmy w stanie przedrzeć się pod bramkę gospodarzy, nasi zawodnicy wyglądali na pogodzonych z losem, a grający ze swobodą Lech wydawał się mieć boiskową sytuację pod pełną kontrolą. W tych okolicznościach nieoczekiwanie w 83. po prostopadłej piłce zagranej przez Jodłowca, fatalny błąd popełnił Tomasz Kędziora. Wykorzystał to Michał Kucharczyk i pięknym uderzeniem zdobył kontaktowego gola dla Legii.
Legia ambitnie próbowała odrobić stratę, ale nie była już w stanie zagrozić bramce Buricia. Przegraliśmy 1:2, a mecz w Poznaniu dołączył do osobliwej kolekcji 'porażek na własne życzenie' poniesionych przez Legię w tym sezonie.


Następny mecz gramy z Piastem i musimy go wygrać najlepiej efektownie aby wróciła atmosfera, ale obawiam się, że tego zespołu na taki mecz po prostu nie stać i już do końca sezonu będziemy oglądać podobne spektakle co to da na koniec sezonu??? W normalnej lidze zapewne miejsce poza top5 ale to jest nasza pseudo liga więc zapewne o wszystkim zadecydują ostatnie 2 kolejki.
Legia musi za wszelką cenę po 30 kolejce być na 1 miejscu, aby mieć ten komfort grania na Ł3 głównych spotkań.
Co do ocen indywidualnych unikam tego, ale Mister 800k Euro kolejny słaby mecz ja wiem, że trzeba go promować, ale czy naprawdę musi to być w takim meczu???
Aż Malarzowi odcięło prąd. 2 razy - po raz pierwszy jak zdecydował się na wyjście (przecież tam był nasz obrońca, KH musiałby wchodzić w drybling albo oddawać koledze, co mu raczej słabo, jak na rzekomo klasowego pomocnika, wychodzi) a drugi raz jak bronił. Bo grając dalej po 11 spokojnie mogliśmy ich ugryźć (tym bardziej to widać, że udało się w osłabieniu). A tak skończyło się jak się skończyło.
Nie ma co płakać, Lech zasłużenie (bo w końcu to nasz błąd ustawił mecz) wygrał i ma 3 punkty straty. Zebrać się wreszcie w sobie i jedziemy z tą ligą.
Aha, uważam że całkiem fajny mecz Żyro. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie.
Po meczu patrze w statystyki i widzę 6 raptem 6 fauli naszej Legii w całym meczu. I znów powracają mi słowa Michała - Lech musi, a my odniosłem wrażenie, że nie. Co do naszej gry. Nie stworzyliśmy sobie żadnej 100% sytuacji bramkowej. W dalszym ciągu bardzo duża liczba niecelnych, nie w tempo (za plecy) podań. Głupota Malarza - brak słów. I rzecz dla mnie najbardziej niezrozumiała. Ponoć mamy szeroką, najdłuższą ławkę rezerwowych w Polsce, a trener nie dokonuje żadnej zmiany. Czy każdy z naszych rezerwowych jest tak słaby, bez formy skoro trener nie wpuszcza świeżych 2 zawodników by szarpnęli grę i spróbować doprowadzić do remisu. O co tu chodzi?
- "....przecież tam był nasz obrońca"
No nie, nie odbierając "zasług" Malarzowi na obrońców bym nie wskazywał. Ja własnie nie wiem, gdzie pobiegł defensor, który na starcie akcji stał przy Sadajevie. W momencie oddawania strzału obu panów dzieliło kilka metrów, a kilka metrów przy oprzędzonym napastniku z piłką to autostrada. Inna kwestia, czy Sadajev by wykorzystał tą okazję, ale to już inna bajka.
@ Gawin
- "mecz w Poznaniu dołączył do osobliwej kolekcji 'porażek na własne życzenie' poniesionych przez Legię w tym sezonie"
I to jest najlepsze podsumowanie tego meczu, jednocześnie jest to rzecz, która najbardziej mnie w tym sezonie boli. Usilnie staramy się spieprzyć wszystko na co tak ciężko w poprzednim roku zapracowaliśmy. Wychodzi na to, że naprawdę możemy przekreślić cały urok tego sezonu. A na koniec będziemy patrzyli na siebie i z niedowierzaniem kręcili głowami.
Oczywiście nie jesteśmy w stanie przewiedzieć jak potoczy się akcja, ale i obrońca i Hamalainen (nie Sadajev) biegli rozpędzeni. Hamalainen był wyrzucony na zewnątrz - uważam że wcale nie miałby łatwej sytuacji, gdyby bramkarz został na linii.
Ale w sumie nie ma co ględzić. Jest w pupę, trzeba wyciągnąć wnioski i jechać dalej. Tym bardziej, że jak już pisałem, Legia wyglądała znacznie lepiej niż z Wisłą.
- "...ale i obrońca i Hamalainen (nie Sadajev) biegli rozpędzeni"
Owszem, ale ja tylko nie rozumiem dlaczego na początku biegli w inną stronę. Później nie dało się już tego nadrobić.
Co do meczu to dla mnie był to typowy polski klasyk, który zapowiadał się na remis z zastrzeżeniem że ten kto strzeli pierwszy ten wygra. Trener Berg wprawdzie twierdził, że kontrolowaliśmy ten mecz do 62 minuty ale myślę, że trener Skorża mógł powiedzieć to samo. Nie wiem czy Arkadiusz Malarz też to widział tak jak ja, ale jedynie w tym widzę jakiś sens jego interwencji. Abstrahując od tego, że niepotrzebnie wyłaził z bramki to jak już zawodnik Lecha strzelił być może podjął decyzję, że nie można dopuścić do straty bramki bo to najprawdopodobniej zamknie mecz. Rzut wolny to nie bramka, a Lech niekoniecznie musiał wykorzystać grę w przewadze gdyż nie dawał żadnych powodów aby tak do tej pory sądzić. Remis 0-0 można by wtedy "dociągnąć" do końca i pewnie nikt by w Warszawie nie marudził. Niestety plan wziął w łeb w sytuacji gdy Douglas strzelił bramkę. Tak sobie jednak tłumaczę ten "blok" Malarza poza polem karnym, bo chyba zdawał sobie sprawę z tego gdzie się znajduje. Kuciak teraz wróci do bramki i mam nadzieję, że nie da już powodów aby go na niej sadzać, bo od Malarza jest IMO lepszy. Malarz może jakiś wielkich baboli nie robi to jednak dziwnie broni i ja mu do końca nie ufam.
Mecz z Piastem dopiero po przerwie ale już się zastanawiam jak ustawiona zostanie nasza ofensywa. Dzisiejszy mecz chyba na dobre pokazał, że granie duetem Duda-Masłowski nie jest rozwiązaniem. Masłowski nie może się póki co odnaleźć. Chyba trzeba wrócić do Orlando Sa. Mimo, iż on też nie daje na wiosnę powodów aby pokładać w nim jakieś wielkie nadzieje, to z trójki Masłowski, Sa, Saganowski ma chyba największy potencjał aby w końcu zaskoczyć i pomóc w ofensywie trójkątowi Duda-Żyro_Kucharczyk.
Jak nie wiadomo, gdzie popełniono błąd, to czas wrócić do podstaw, do początku, kiedy zaskoczyliśmy ligowych rywali szybkością i agresywnością. Gramy przed bergową padlinę. Mi dzisiaj brakuje szybkości w operowaniu piłką, szukania najszybszej i najkrótszetszej drogi do skrzydłowego lub napastnika. Gdzieś zniknął pressing na obrońcach. Jeden biega reszta się przygląda. Zawodnik z piłką zazwyczaj ma tylko jedną opcję do gry. Praktycznie wszyscy nagminnie przetrzymują piłkę i spowalniają jej oddanie. Obrońcy znowu zbyt często grają między sobą. Tak się nie da w tej lidze wygrywać. Umiemy grać na wyższym poziomie, a niestety dostosowaliśmy się do ligowej normy.
Czas w końcu zaakceptować fakt, że nie ma Radovica i nie ma możliwości dalej grać tym samym schematem. Czas zmodyfikować koncepcję i dostosować taktykę do posiadanych zawodników. Gra bez napastnika ma swoje zalety, ale ma też tą wadę, że nie ma komu dograć piłki w pole karne. Choć Sa ma wady to jednak do sytuacji strzeleckich dochodzi. To chyba o wiele cenniejsze niż schodzenie napastnika do linii, z czego później nic nie wynika.
Cieszy, że w końcu przywracamy sobie opcję Brzyskiego asystenta. Teraz jeszcze trzeba sobie dać kolejny wariant jakim jest Guilherme w ofensywie.
Warto także częściej robić zmiany w czasie meczu, żeby dać drużynie energię potrzebną do zmiany wyniku. Często wpuszczenie zawodnika o innym stylu gry potrafi zaskoczyć przeciwnika na to nieprzygotowanego. Taka zmiana daje nowe opcje w rozegraniu. Czemu nie korzystamy z Furmana jak Jodłowiec ma słabszy dzień? Czemu nie korzystamy z Lewczuka, kiedy obaj ŚO tak często podejmują złe decyzje?
Nie kupuję kitu o braku zmian, bo zawodnikom wyrabiamy wytrzymałość. Robimy to rok i plusów tej metody nie widzę. A właściwie widzę wiele meczy, w których nie wykorzystaliśmy wszystkich możliwych opcji, żeby zmienić wynik, bo..hmm...trenowaliśmy kondycję. W czasie meczu. O stawkę. Ale to teraz idiotycznie brzmi i aż dziw bierze, że tak długo się tego nie czepialiśmy.
Teraz jest dobry czas na poprawki, bo weryfikację przed rundowych założeń przeszliśmy negatywnie.
Najbliżej mi do ogólnej opinii Monrooe, zatraciliśmy jakość.
Nie zdawałem sobie też sprawy, ,że jeden zawodnik może tyle znaczyć, naprawdę . Myślę też ,że jest to nie tylko brak Radowica na boisku ale i w głowach naszych piłkarzy ten brak jest zakodowany. Tak naprawdę dziś tylko Żyro prezentował jakość jaką chcemy mieć w Legii.
@Garm
tak surowo tego nie widzę, raczej zbyt duża pewność siebie, może ta przegrana wyjść na dobre jeśli zrozumieją, nikt nie jest gorszy od nich i w tej lidze trzeba walczyć i zapierdalać.
@Bolek
Masz rację dużo lepiej niż z Wisłą tylko znowu w większości momentów newralgicznych zabrakło jakości.
Ogólnie
Teraz już nawet fachowcy powinni dostrzec, nie mamy siły w ofensywie takiej jak większość sugeruje i pisze. Jeden Żyro to ciut mało, Duda drugi ale nie w tej formie.
Kucharczyk to king tak ale nie constans tylko w zrywach. Najgorszy wg mnie jest brak wspomagania drugiej linii. Wejścia Jodły rzadkie i chaotyczne, IV prawie wcale. Może rzeczywiście trzeba spróbować z Gui?
jak zauważył Monrooe cofnęliśmy się w rozwoju.
Zgadzam się również z tymi wszystkimi którzy nie rozumieją Berga i jego polityki zmian i traktowania co poniektórych zawodników. Furman, Lewczuk najlepsze przykłady.
Straciliśmy przewagę psychologiczną, cała nadzieja w tym ,że dla Lecha nie ma ważniejszej i cenniejszej rzeczy jak zwycięstwo z nami, sukces
Coś tam Vrdoljak ostatnio przebąkiwał o wiośnie 2012 roku.
Obecna nasza sytuacja, to 2 zwycięstwa, 2 remisy i 2 porażki. Rok wcześniej, paradoksalnie, było podobnie: 3, 2, 1. Widać, że ten początek wiosny w wykonaniu Berga, to też była gra z zaciągniętym ręcznym. Natomiast po słynnym remisie z Wisłą w 26 kolejce zaczęła się seria 4 wygranych, dzięki czemu sezon zasadniczy zakończyliśmy na 1 miejscu.
Rożnica jednak pomiędzy tymi sezonami jest taka, że wtedy Lech po tej 25 kolejce był na 4 miejscu z 9 pkt straty za nami a teraz ma tylko 3 pkt z dodatnim bilansem w starciach bezpośrednich. Sezon zasadniczy zakończył ze stratą 10 pkt, więc wówczas i oni w końcówce zaczęli seryjnie punktować.
Jeśli popatrzymy na tabelę wiosny, to widzimy, że mamy przed sobą jeszcze 3 mecze z drużynami, które obecnie nieźle punktują: Zawisza, Lechia i Ruch. Lech ma Koronę i Śląsk u siebie a na wyjeździe tylko Podbeskidzie, w dodatku w ostatniej kolejce, gdy tabela będzie już wykrystalizowana.
Berg ma teraz 2 tygodnie na ugaszenie tego pożaru a potem mecz ze słabiutkim Piastem, gdzie ma szansę na odbudowanie morale całego zespołu. Ale obawiam się, że wielkim problemem będzie dla niego brak kilku podstawowych piłkarzy powołanych do reprezentacji.
Też uważam, ze Legia będzie miała kłopoty u siebie z niezłym tej wiosny Zawiszą, a tradycyjnie także w Chorzowie i w Gdańsku. Może się tak zdarzyć, że np. w tych trzech meczach zdobędziemy 2 punkty. Jeśli konkurentom ligowym zwycięstwo nad Legią nie uderzy do głowy i nie zaczną i oni gubić dużo punktów, to pewnie nawet 1. miejsce po 30. kolejkach ciężko będzie utrzymać.
No, przyszłość widzę mniej więcej tak: powstaje społeczny komitet budowy pomnika Henninga Berga. Tyle nam dał radości w Europa League, zarabiając dużo pieniędzy dla Legii, dokończył w dobrym stylu sezon po poprzedniku, itd. Nie powinno to zostać bez wdzięczności. Więc, niech ten pomnik powstaje, byle już gość stąd poszedł. Ja nie wierzę w obronę mistrzostwa. Nie dostrzegam perspektyw na poprawę gry.
Jeszcze o bramkarzach. Kiedyś o trenerze Dowhaniu mówiono, że to doskonały fachowiec, że umie oszlifować diament i sprzedać brylancik, itd. I kiedyś to była prawda. Ale, jak to w życiu, nie jest się superfachowcem czy miernotą na stałe. Everything changes. Gdy patrzę na wyczyny legijnych bramkarzy w tym sezonie, to często się zastanawiam, co oni robią na treningach.
Zgadzam się, że mamy porażkę na własne życzenie. Czy mnie to boli? Tak, jak każda porażka. I złości. Pamiętamy, jaki kapitalny mecz przeciwko Legii rozegrał Górnik Łęczna w grudniu. Lech wczoraj nie musiał się nawet zbliżyć do takiego poziomu. Legia sama pomogła. W sytuacji, gdy się to dzieje po raz kolejny, zaczynam się złościć m.in. na trenera.
Zgadzam się z twoim spostrzeżeniami. Mnie najbardziej zadziwia nieporadność w poruszaniu się bez piłki. W Poznaniu nasza gra często wyglądała tak. W ataku pozycyjnym zawodnik podaje piłkę do partnera i stoi. Nie przemieszcza się wolną strefę tylko czeka odcięty (pokryty) od dalszej gry. Piłkarz który otrzyma piłkę nie ma z kim dalej jej rozegrać. Inni koledzy nie podchodzą do gry tylko również stoją. Następuje podanie do przeciwnika i strata. Kolejny problem mamy z tempem naszych akcji. Spor było podań za plecy. Tak grając ciężko jest ograć środkową formację przeciwnika. Jeżeli dochodziliśmy pod pole karne lechitów i następowały często dobre dośrodkowania to brakowało Legionistów w polu karnym co wynikało z wcześniej opisanego stania (gry bez piłki) po prostu zawodnicy nie nadążali za własnymi akcjami.
No i zmiany. Od 65 minuty gramy w dziesięciu. Zdobywamy kontaktową bramkę. Gołym okiem widać że brakuje nam przyspieszenia w ofensywie. Mnożą się niedokładne podania głównie ze zmęczenia zawodników. Trener nie decyduje się wpuścić do gry rezerwowych mając dwie możliwości. Lech w tym czasie wzmacnia ofensywę (64' Pawłowski) przy stanie 0:0 oraz przy prowadzeniu 2:0 defensywę (73' Kadar). Nasuwa się pytanie. Większość ekspertów, nasi Prezesi oraz cały nasz sztab szkoleniowy twierdzą że mamy dwie wyrównane jedenastki. Cała liga nam zazdrości ławki rezerwowej. Więc gdzie są zmiany? Czy wszyscy siedzący w Poznaniu na ławce byli bez formy, że nie nadawali się do wejścia? W końcu bodajże 93 min. za kontuzjowanego Żyro wchodzi Guilherme gdzie w zasadzie jest już po meczu. Jeżeli cały sztab trenerski postąpił słusznie nie dokonując zmian to co prezentują nasi rezerwowi skoro nikt nie nadaje się do gry. Kto za to odpowiada, że przy tak licznej kadrze nie mamy zmieników.
Strata I miejsca po 30 kolejkach oznacza mecz sezonu w Poznaniu (no chyba, że zlądujemy na dalekie miejsce w czołowej ósemce). To bardzo zły scenariusz. I sportowo i marketingowo.
A jeśli chodzi o Berga, to cóż... jeśli jest tak dobry jak nam przez ten rok wmawiano, to ma teraz swoje prawdziwe 5 minut. Nie sztuką jest prowadzić zespół, gdy ten wygrywa.
Osobiście uważam, że przez ten rok popełnił mnóstwo błędów wynikających głównie z niewielkiego doświadczenia a obecna postawa zespołu, to efekt tych błędów. Osobiście uważam, że przy tak zardzewiałych trybach całą maszynę będzie cholernie ciężko ruszyć z miejsca, zwłaszcza, że części zamienne są albo jeszcze bardziej zardzewiałe albo, nomen omen, chińskiej produkcji.
Rzeczywiście do czerwonej kartki nie było tak tragicznie i pomimo widocznych braków zdaje się, że graliśmy to co mięliśmy grać. Tu przy okazji chciałbym rozgrzeszyć Kuchego z jego wypowiedzi. Ja rozumiem ją jako wytłumaczenie naszej taktyki a nie mentalne podejście do meczu.
Piszemy teraz o przegranej z Lechem, do tego najgroźniejszym naszym rywalem. Taką porażkę można wkalkulować, wytłumaczyć czy nawet wybaczyć. Włosy siwieją bo tracimy punkty z "ogórkami". Do mnie bardzo przemawia stwierdzenie, że mistrzostwo zdobywa się w meczach ze słabeuszami. tego nam najbardziej brakuje.
Wielu z Was, słusznie poniekąd, przywołuje wiosnę 2012. Wygląda to dość podobnie. Rożnica jest taka, że wówczas największy zjazd mięliśmy chyba trochę później, na samym finiszu. Teraz zostało jeszcze 12 spotkań, może się ockną.
Próbując szukać czegoś optymistycznego znajduję przerwę, która nas teraz czeka. Daj Boże trener poukłada trochę naszą grę a może i forma pójdzie w górę.
Na koniec takie spostrzeżenie. Przed pamiętnym rewanżem ze Śląskiem w finale PP szedłem na stadion pewny naszej wygranej i z chęcią świętowania i celebrowania trofeum. Styl w jakim zdobyliśmy wówczas puchar odebrał mi całą ochotę na radość. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że w takim stylu i formie jaką prezentujemy obecnie zdobywamy MP. Po prostu tak mam, że jestem w stanie to sobie wyobrazić. Tylko czy wówczas będę miał ochotę na mistrzowską fetę ? Nie wiem
Czasami się wygrywa w cuglach, czasami ledwo, czasami na farcie, ale Mistrz to Mistrz.
Powtórzę się z "Na aucie" - trzeba zmienić koncepcję gry.
Gramy z taktyką na Rado, bez Rado. To nie może wypalić, trzeba coś innego wykombinować na szybko.
Zgadzam się, że Berg ma teraz swoje 5 min, i mam nadzieję, że pokaże, że się zna na swoim fachu i poukłada zespół na nowo.
Teraz czeka nas 5 spotkań z drużynami broniącymi się przed spadkiem, + 2 spotkania z drwalami z PB. Straty w ludziach raczej nieuniknione. W maju decydujace potyczki z Lechem ioby obydwa mecze rozgrywane były w Warszawie.
Forma zespołu chwilowo "pod psem". Pan Berg ma 2 tygodnie czasu na wprowadzenie korekt i ustawienie formacji ofensywej w nowej konfiguracji.
Jedyny pozytyw z reformy to że Lech też nie będzie miał taryfy ulgowej w kwietniowych meczach. Mamy " ciekawą ligę" ...
Ci dwaj otoczeni kilkoma przeciętnymi piłkarzami napędzali całą grę. Już popatrzcie jak strzelał Radović Forsterowi (najmniej puszczonych bramek w PL) i OSA (nie strzelał 100% patelni) Cillessenowi. Panowie tu chodzi o zwykłą piłkarską jakość!
Przypominam, że marudziłem przed rundą o braku skrzydłowych. Kucharczyk bazuje na timingu, ale to się sprawdza przy drużynach które wyjdą wysoko i zostawią trochę miejsca z tyłu.
Żyro permanentna sinusoida, dobre mecze i zagrania przeplata słabymi. W dodatku przekłada wszystko do lewej nogi, spowalnia to akcje i daje większe pole manewru przeciwnikowi.
Panowie nie trzeba być prezesem klubu z budżetem wielkości >100 mln zł czy trenerem zarabiającym kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, żeby to widzieć. To widzi nawet Stevie Wonder.
Astiz w końcu powinien usiąść na ławce. Lewczuk chyba nie będzie słabszy od niego?
Mimo tej porażki, wierzę w zdobycie mistrzostwa. Wierzę w tego trenera.
W różnych miejscach ta moja Legia się sypie. Nie wszystko potrafię zrozumieć. Ljubo, Rado za chwilę Duda. Kto to będzie ciągnął? W Poznaniu na boisko wychodzą Kędziora, Linetty, Kamiński, Kownacki/Formella. U nas pod tym względem znacznie cieniej.
Rozumiem, że ktoś tam komuś spłaca długi finansowe. Jednak po Bieliku i Rado, liczyłem. że KTOŚ tu trafi!
To co będziemy walczyć o Ligę Mistrzów? I kim?
Poza tym wygląda na to, że rezerwy Legii są nikomu niepotrzebne. I to martwi.
Pewnie to mistrzostwo zdobędziemy, tylko co z tego. Może być gorzej niż w zeszłym roku i w LM i później w LE.
"sektor212 -> Również zwróciłem uwagę na tę wypowiedź Kucharczyka. Dla mnie to skandal, za coś takiego należą się co najmniej kary finansowe - Kucharczyk tą wypowiedzią napluł w twarz wszystkim kibicom Legii i po raz kolejny udowodnił, że tylko kibicom zależy na wynikach tego zespołu, bo Panowie Piłkarze mają wywalone. Postawa Legii w pierwszej połowie dzisiejszego meczu była kompromitująca - jeśli to jest ten "charakter" który mieli pokazać po odpuszczonym meczu z Wisłą Kraków, to ja się zaczynam cieszyć, że spotkania z Piastem nie zobaczę na żywo."
Garmie, powiedzże to ironia była!? Przestańmy chodzić z głową chmurach. Największe zespoły na świecie grają na wynik. Jak mają trudny mecz, przewagę punktową nad przeciwnikiem i grają na wyjeździe, to naprawdę remis nie jest żadną ujmą. W pupkach się przewraca od tego dobrobytu!
Malarz - ex post ocenia się łatwo. A ex ante? Tu blisko mi do szanownego Morosa: jeszcze niedawno Suarez był bohaterem narodowym Urugwaju, gdy ręką wybijał piłkę z bramki - mimo, że dostał za to czerwoną i rzut karny. Tu był tylko wolny - któż mógł przewidzieć, że zostanie zamieniony na bramkę? A decyzja czy łatwiej odrobić stratę bramki na stadionie Lecha, przy murarzu Skorży, gdzie poznaniacy przyzwyczaili do świetnej gry z kontry, czy może jednak łatwiej w 10tkę wybronić cenny remis? Dla mnie odpowiedź wcale, a wcale nie jest oczywista. Inna sprawa, że nie rozumiem decyzji o wystawieniu Arka w miejsce Kuciaka (przypominam - najlepszy bramkarz fazy grupowej Ligii Europy) - niech chociaż tyle dobrego z tego meczu nam przyjdzie, że raz na zawsze zostanie ustalona hierarchia w bramce.
Co do czarnowidztwa odnośnie finału sezonu - Panowie, lodu na głowy! Nie skaczcie ze skrajności w skrajność. Wszystko w naszych (w sensie piłkarzy) nogach. Nie wszystko się układa, idealnie nie jest, ale dalej jesteśmy na pierwszym miejscu i mamy trzy punkty przewagi. Że niby nagle przeciwnicy zaczną nagle grać jak z nut? Phi.
Mistrzem Polski jest LEGIA!
Jak się chce psa uderzyć, kij się znajdzie. Ot co.
5 minuta - Sadajew pcha Astiza/ sędzia nie gwiżdże, raczej słusznie/, a następnie atakuje dość zdecydowanie nogi Bereszyńskiego. Komentatorzy mówią,że ma on szczęście, gdyż sędzia Musiał ustawił wysoko poprzeczkę i daje pograć. Kartki żółtej dać nie musiał, gdyż uznał atak za nieostrożny,
34 minuta-atak wślizgiem Arajuriego na piłkę w którą nie trafia i nie trafia też w Kucharczyka. Sędzia uznaje atak za nierozważny i daje kartkę. Obniżył w trakcie meczu kryteria do czego miał prawo.Moim zdaniem niepotrzebnie, ale być może zawodnicy składali sobie różne "życzenia",
36 minuta- żółta kartka dla IVa za faul na Trałce. Wątpliwa,bo IV trafił nogą w piłkę, ale też przewrócił się i leżąc splótł nogi na łydce Trałki powodując jego upadek,
38 minuta- zółta kartka dla Kucharczyka za atak nogami na bramkarza. Mógł nie dawać, gdyż Kucharczyk poszedł wślizgiem gdy piłka była w locie i nie mógł wyhamować jak Burić ją złapał, ale chociaż podkurczył nogi,
W przerwie Pan Sławek oświadczył,że sędziuje ostrożnie i że mógł kartek nie dawać. Oczywista zgoda. Mecz twardy, ale beż złośliwości.
56 minuta-Lovrencicz atakuje bezpardonowo Brzyskiego. Może chociaż mu pogrozić palcem-
58 minuta- prawidłowo stosuje przywilej korzyści dla lechitów przed naszym polem karnym z czego rywale nie skorzystali,
62 minuta- jedna z niewielu sytuacji określanych w przepisach jako przymus wykluczenia z gry. Bramkarzowi nie wolno zagrać piłki rękami poza obrębem pola karnego,
74 minuta- brzydki atak Kadara na IVa. Znowu uznał to za nieostrożność. Mógł.
78 minuta- w polu karnym pada Sadajew. Faulu nie było, ale w starciu mógł się przewrócić.
Sędzia słusznie nie zareagował,
81 minuta- Rzeżniczak dotyka piłki w polu karnym. Sędzia uznaje,że było to w walce o piłkę i wtedy odległość od piłki ma znaczenie, a ta uniemożliwiała schowanie reki. Gwizdek prawidłowo milczał,
86 minuta- żółta kartka dla Żyry za kwestionowanie decyzji.W tej sytuacji widziałem sędziego Musiała z innych meczów.Kiedy Michał zaczął gestykulować i coś wykrzykiwać przez kilka sekund nie reagował.Niech mu emocje opadną.Ale kiedy nasz nadal był wielce obrażony na cały świat musiał go napomnieć, aby przywrócić do życia.
89 minuta- jedyny poważny błąd sędziego Musiała. Asystent uznaje,że Lechici wybili piłkę na aut co nie podoba się Douglasowi i rzuca się do wyrywania piłki Brzyskiemu. Zawodnik Lecha popełnia 3 z siedmiu przewinień za które sędzia może ukarać napomnieniem : czynnie okazuje niezadowolenie,opóżnia wznowienie gry i nie zachowuje wymaganej odległości od piłki przy jej wyrzucie.Można próbować zrozumieć,że koniec meczu, zmęczenie, odprężenie, ale też konieczność rozładowania zaognionej sytuacji z udziałem kilku zawodników obu drużyn, niechęć do decydowania gdy jeden szarpie, a drugi odpycha. Zrozumieć można, ale usprawiedliwić się nie da..
90 minuta- żółta kartka dla Pawłowskiego za padakę.Dobrze,że dostrzegł, choć nie musiał.
Reasumując : miał prawo podejmować decyzje jakie podjął Litery ani ducha przepisów nie pogwałcił..Ale brak mu było tej pewności siebie i konsekwencji jaką prezentuje w większości innych prowadzonych przez siebie meczów. Lecz też dobrze,że dobry sędzia zaczyna dojrzewać do bezstronności.
Dzięki za to rozwinięcie. Mam odmienne zdanie jedynie co do sytuacji z 78mej minuty. Moim zdaniem owszem, Sadajew mógł się wywrócić, natomiast sposób, w jaki to uczynił, ewidentnie świadczy o próbie naciągnięcia arbitra na rzut karny, stąd żółta należała się jak psu micha.
Ale to raczej drobiazg. Rzecz, o którą zdecydowanie nie warto kopii kruszyć. Jak pisałem Na Aucie, gdyby pan Musiał tylko takie błędy popełniał na co tydzień, byłoby co najmniej przyzwoicie. Czego zresztą należy mu życzyć.
Jeśli Berg ma coś teraz zmienić, to nie uda mu się to bez jednoznacznego publicznego poparcia naszej świętej trójcy. Konflikt Skorży z zarządem zakończył się kompromitacją całego klubu i dobrze byłoby, aby Leśnodorski o tym nie zapominał.
Pytanie tylko czy za czapkę gruszek można pozyskać rzeczywistego następce Radovicia w Legii? Oczywiście to pytanie retoryczne
Na "diamenciki" z akademii też nie ma co liczyć bo żaden na tą chwilę się nie nadaje.
Porażka z Lechem należy do tych prestiżowych, w Poznaniu Legia k***(niestety) jest odmieniana przez wszystkie przypadki.
Nawet Zarzeczny we wczorajszym felietonie dla Weszło pisał o skrzydłowych, że ci zamiast rozszerzać pole gry, zawężają je.
Żadna taktyka czy personalna roszada nie pomoże, gdy piłkarze nie biegają po boisku, nie pokazują się do gry, czy nie pilnują swoich stref. To jest obecnie największy problem Legii, taki sam, zresztą, jak 3 lata temu. Niestety, to Berg na własne życzenie doprowadził do takiej stagnacji likwidując jakąkolwiek rywalizację w drużynie. Zdumiewa mnie to, że jeśli jakiś rezerwowy pokaże się z dobrej strony w jakimś meczu, to w następnym zaraz ląduje na ławie nawet nie powąchawszy murawy albo wręcz na trybunach. W tym roku mieliśmy z taką sytuacją do czynienia w przypadku Ryczkowskiego, Furmana i OSa. Tak jakby trener bał się ruszyć istniejący układ w drużynie. W tym tygodniu jest wiele jednostek treningowych do wykorzystania na jakieś eksperymenty z rezerwowymi a ten sobie wyjeżdża do Manchesteru. Psioczymy tutaj na jakikolwiek brak współpracy z Magierą a ten w najlepsze pakuje walizki i tyle go widzieli.
No, nie rozumiem tego...
Tu nie chodzi o Berga, a sortyment piłkarzy jakimi dysponuje.
Ten asortyment wygrał dwa mistrzostwa z rzędu. Nie wierzę w brak formy całej 11 czy nawet 15 piłkarzy.Kuciak nawet oobniżył loty. Rozumiem, że mogli nie dać rady Ajaxowi, ale na całą ekipę z naszej ligowej stawki ten skład powinien wystarczyć. Przynajmniej, żeby remisować i nie dawać sobie strzelać trzech bramek Jagielonii.
Rozumiem kryzys w rozegraniu i ataku, bo odszedł kluczowy zawodnik tej formacji, ale czym wytłumaczyć indolencje w każdym elemencie? Każda formacja zawodzi.
Kryzys mamy jak siema.
Bez Radovicia trudniej jest coś ukłuć, rywale widzą, że król jest nagi i nas się już nie boją.
Nie no proszę Cię, Kuciak z Brzyskim starł się rok temu...
Ale to wolne to chyba nie papież im dał jakimś edyktem ani Jej Ekscelencja z "Seksmisji", prawda?
Tak w ogóle, to czy jest jakaś inna grupa zawodowa w Polsce, która ma więcej urlopów w roku niż piłkarze Legii? Tylko nauczyciele mi przychodzą do głowy.
@all
Panowie, naprawdę, wystarczy poczytać twórczość Kubutka na TT i FB, żeby wiedzieć, co się dzieje w szatni. Dwa słowa: pycha i samozadowolenie.
Nie za bardzo się cieszę, że chłopcy odpoczywają, ale tak naprawdę w sporcie nie zawsze więcej treningu równa się lepsze efekty. Podejrzewam, że ta przerwa jest zaplanowana w jakimś tam mikro/medium/makro cyklu od dawna i skoro tak, to sztab trenerski się tego trzyma.
Dodać też trzeba, że o ile zmiany są potrzebne, to jak sztab zacznie w nerwowy sposób zmieniać koncepcję na inną, a potem (jeśli nie wypali) na kolejną, a potem... to też wcale nam to nie pomoże.
Kluczową może być niestety kwestia, o której pisze CTP - że oni chyba cały czas żyją w przeświadczeniu, że jak nieźle poszło w pucharach i cały czas są jeszcze liderem to przecież wszystko jest super, a wszyscy inni się czepiają bo zazdroszczą.
Ale tego treningi nie zmienią.
Pisałem o obu sprawach tuż po meczu.
Ta radość Lecha jest prawdziwa, im zawsze bardziej zależy na zwycięstwie z nami niż mistrzostwie. Niestety Skorży zależy na mistrzostwie i jak umiejętnie wykorzysta tą wygraną może być jeszcze gorzej.
Co do samozadowolenia to właśnie wypowiedź Kuchego tak odebrałem. Nie będę się więc powtarzał.
Pół dobrego meczu to stanowczo za mało aby zostać mistrzem. Szatnia też uwikłana w jakieś gierki to Orlando to teraz czytam Kuciak. Pożyjemy zobaczymy, jedno jest pewne, my kibice po tylu wtopach jesteśmy gotowi na wszystko, zbyt wiele przeżyliśmy aby nas mogli jeszcze zaskoczyć.
Wiesz co, ja tak sobie w 2012 roku pomyślałem, że chyba drugi raz nie dam rady czegoś takiego wytrzymać - takiego stylu nie wygrania Mistrzostwa. I naprawdę, ale to naprawdę nie chciałbym musieć się przekonać, czy faktycznie nie dam rady, czy też zniosę i to.
Dam sobie głowę uciąć , że dasz radę
Nie obrażaj się za "starsi" bo mam tu na myśli staż, a Ty jak sądzę dwójka z przodu na bank.
Ale naprawdę ciężko to wtedy przeżyłem.
Ja napisałem o tym czy sędzia złamał przepisy czy nie. W przypadku nawet próby wymuszenia rzutu karnego sędzia nie musi napominać, gdyż jak stanowi artykuł 12 Przepisów w dziale Sankcje dyscyplinarne sędzia może ukarać żółtą kartka za zawinione niesportowe zachowanie. Wina ma tu postać umyślności czyli chciał i tak jak zamierzał postąpił. Sadajew usiłował wykorzystać sytuację, a tym samym jego zachowanie nie wyczerpywało znamion zamiaru bezpośredniego. Dlatego nie uznałem tego za błąd sędziego.
Jeśli chodzi o nasz mecz z Piastem, to ja po prostu nie wierzę, abyśmy stracili tutaj punkty. Nie z Piastem.
Wyszło na to, że Panem Piłkarzem. Ja w głowie mam to, że kiedy w Legii pojawił się Ljuboja, Rado dojrzał piłkarsko.
Na jesieni wpadki sobie jakoś tłumaczyłem zmęczeniem materiału i etc.
Niestety przyszła sprzedaż Rado. Przez co tej drużynie obcięto jaja, ale nie chirurgicznie i bezboleśnie, ale na żywca kombinerkami.
Kiedyś pisałem, że jesteśmy silni słabością tej ligi, potem Berg mnie zaczarował, ale demony wróciły.
Ja się nastawiam na to, że w tym roku nie zdobędziemy 3 MP z rzędu, ale mam nadzieję, że w gabinetach się ogarną i znajdą Panów Piłkarzy. Pytanie jak? Kiedy w kasie słychać tylko echo
MP możemy spokojnie zdobyć obecnymi siłami, tylko panowie piłkarze muszą w końcu zacząć grać a nie tylko przebywać na boisku.
W obecnej Legii Panem Piłkarzem mogę nazwać tylko Jodłowca oraz Dudę
Reszta gra jak im wyjdzie raz lepiej, raz gorzej i tyle.
"A na Piecha, to ja bym specjalnie nie liczył. Skorża jest zbyt inteligentny, aby nie przygotować swojej defensywy na sposób gry tego piłkarza."
To nie jest tak, że Piech był KATEM skorżowej Legii?
Ej, chyba sezony ci się pomyliły. Skorża w swoim ostatnim sezonie 2 razy wygrał z Ruchem w lidze i raz pokonał go w finale PP.
A na Piecha jest prosty sposób: nie łamać linii spalonego.
Ale Piech grając w Ruchu puknął Skorrzę w Warszawie, strzelając hattrika. Historia lubi się powtarzać to raz. A dwa to Arek jest obecnie graczem Legii na wypożyczeniu i przyczyniając się do pozbawienia punktów najgroźniejszego rywala, mógłby czuć się pełnoprawnym mistrzem Polski oraz zyskałby większą sympatię u kibiców.
"Postawa Legii w pierwszej połowie dzisiejszego meczu była kompromitująca"
No popatrz
"Nie zmienialiśmy trenera. Wciąż mamy takiego, który jesienią ugrał rekordowy wynik punktowy w historii występów polskich drużyn w europejskich pucharach."
To była Twoja odpowiedź na mój "komentarz" po Wiśle.
"Wstyd i kompromitacja to dwa najłagodniejsze słowa, jakie mi sie cisną na usta."
"Wstyd i kompromitacja" już na spokojnie rozwinął M.Sz. kilka dni później:
"W większości spotkań, najbardziej było to widoczne w rywalizacji z Wisłą, legioniści byli jakby ociężali, czasem wręcz ślamazarni, piłkarzom zdarzały się momenty dekoncentracji. Nasi zawodnicy byli często spóźnieni o jedno tempo, mieli słabszy start do piłki, brakowało przyspieszenia, zdarzały się fatalne błędy w ustawieniu – tak przy kontratakach jak i przy stałych fragmentach gry. Również pressing, który znakomicie funkcjonował jesienią, teraz zawodził. Stąd tak wiele straconych bramek."
Wystarczył tydzień i to Ty piszesz o "kompromitacji". Zdumiewające.
Z drugiej strony, mam jakieś dziwne przeczucie, ze to słowo padać zacznie częściej. Znacznie częściej
Nie mam zamiaru wchodzić w jałową dyskusję. Wróciłem z Alp, wyjeżdżony, opalony i szczęśliwy, że nie dane mi było obejrzeć, jak Ty to napisałeś ? - "kompromitacji"
Aż dziw bierze, że nie dostałeś kuksańca od Monrooe